| Satan.pl > Czytelnia > Felietony > | [ Zaloguj się ] [ Rejestracja ] |
Vincent
Jesteśmy inni (2002-03-26)
Powiedzmy sobie wprost prawdę cokolwiek kompromitującą, a dotyczącą nas: większość Polaków-satanistów-internautów nie jest zbyt dobrze zorientowana w światowym satanizmie. Słyszeli o CoS, ToS, o ich walce (o najciekawszych jej momentach zwykle już nie) i na tym się kończy, ponieważ zachodnie organizacje są mniej od nas skłonne do umieszczania wszystkiego w Sieci, a ona pozostaje podstawowym źródłem informacji dla wielu. Satanizm nasz, redakcji www.S, też się niegdyś zaczął na podstawie skąpych materiałów z Internetu. Większość z nas głosiła go przez jakiś czas rekonstruując jego idee na podstawie przeczytanych esejów, nie mając przeczytanej "Biblii Szatana". Mówię jeszcze o czasach Ciemnej Jamy Jaryły.
Odcięcie od informacji spowodowało, że na strzępkach tkanki oryginalnego satanizmu amerykańskiego wyhodowaliśmy własną odmianę satanistycznego memu. Nie wiem, czy wasza świadomość tego faktu była silna, czy się nad tym nie zastanawialiście. Może dla niektórych nie piszę nic nowego, ale ten esej jest o tym, że jesteśmy różni od naszych zachodnich kolegów, w tym od CoS, który był naszą największą inspiracją. Wielu zachodnich satanistycznych kapłanów mogłaby nie uznać nas za prawowitych satanistów.
Na czym polega nasza odmienność?
Pierwszym jej źródłem jest to, że polski satanizm internetowy krystalizował się wchłaniając w siebie wpływy discordiańskie i buddyjskie. Jeśli chodzi o discordię, rozkwitła ona na polskiej Sieci równolegle z ofensywą satanizmu i ci, którzy fascynowali się satanizmem zwykle byli jednocześnie poddawani dobroczynnemu działaniu "Principii discordii" i jej pochodnych, co wytworzyło słuszną postawę dystansu wobec patosu, tytułów, stopni i wszystkiego, co nadęte i zbyt sztywne. Wiele stron WWW prezentowało materiały discordiańskie obok satanistycznych. Zachodni sataniści wydają się nie mieć w większości tego discordiańskiego memu; gdy ktoś pokoresponduje z jakimś kapłanem dowolnego z większych kościołów, niech się nie zdziwi tym, jak poważnie traktują siebie i religię, swoje tytuły i swoją misję. Na tle świata jesteśmy niepoważni i radośni, a ci, którzy narzekają czasem na nasze ponuractwo, sztywność i nadmiar powagi, nie wiedzą, co mówią. Jesteśmy nieprzyzwoicie radośni. Zresztą, ktoś narzeka? Wygasający już rozkwit discordiańskiego nurtu doprowadził do tak gruntownego obśmiania wszystkiego, co poważne, hierarchiczne i patetyczne, że teraz wiele osób się boi wkroczenia na ośmieszony grunt powagi, hierarchii i uzasadnionej wzniosłości. Wypieramy się naszej wiary podkreślając na co dzień, z jakim dystansem ją traktujemy, jak umiemy się z niej zaśmiać. Dystans i poczucie humoru to rzecz dobra, tylko że chwilami odnoszę wrażenie, że to element dominujący. Przynajmniej u niektórych.
Z wpływami buddyjskimi było jeszcze ciekawiej. Satanizm w polskiej Sieci był kształtowany na początku przez stosunkowo niewielkie grono osób; tych, którzy aktywnie pisali eseje, wypowiadali się na listach dyskusyjnych i byli misjonarzami, można było policzyć na palcach. Większość z nich była osobami otwartymi, czytającymi wiele z dziedzin innych niż satanizm i traf chciał, że co najmniej dwie z tych osób, Kvik i Bast, miało kontakt z buddyzmem i z książkami de Mello. Wpływ idei buddyzmu oraz nauk hinduskiego jezuity dał się zauważyć w ich wypowiedziach, a czytelnicy uznawali nieraz te buddyjskie idee za rdzennie satanistyczne, nie będąc zorientowanymi w religioznawczych subtelnościach i powtarzali je jako część nauk satanistycznych. Biorąc pod uwagę to, że w teorii satanizm głosi skrajny egoizm, a buddyzm zniszczenie ego, satanizm brak litości, a buddyzm współczucie dla wszelkich żywych istot, satanizm folgowanie żądzom, a buddyzm uwalnianie się od doczesnych pragnień - satanobuddyzm jest tworem niezwykłym. Wielu naszych satanistów to w istocie satanobuddyści. (Sprawdź, czy zgadzasz się ze stwierdzeniem "Religia jest jednym z uwarunkowań umysłu, wybranym bardziej lub mniej świadomie i dotyczy to satanizmu w takim samym stopniu, jak chrześcijaństwa".) Element buddyjski w naszym satanizmie - widoczny nawet w wielu esejach na www.S, choć pewnie większość go nie zidentyfikowała jako buddyjskiego - to też coś, czego by nasi bracia z Zachodu nie widzieli dobrze. Ich satanizm jest soczysty i wyrazisty i to dla nich ważne; rozmywanie tego ideami typu "wszystko jest iluzją", odwodzącymi od pełnokrwistego zaangażowania w doczesność byłoby przez wielu uznane za herezje.
Trzecia z różnic ideologicznych to proporcje filozofii do religii - w naszym kraju przesunięte w stronę filozofii, w porównaniu do średniej światowej. Polscy sataniści czytają o satanizmie, rozmawiają o satanizmie, piszą o nim, ale rytuały - jeśli w ogóle chcą je odprawiać lub w nich uczestniczyć - wybierają raczej z elastycznego repertuaru magii chaosu niż tego, co robią nasi zachodni koledzy, którzy dodatkowo robią to z powagą i widząc w tym niezbędny element swojego satanistycznego zaangażowania. Uniesienie religijne zdarza się rzadko. Przemyśleń jest więcej niż przeżyć. Czy to dobrze, czy źle? Na pewno chroni to przed wynaturzeniami fanatyzmu, ale może i coś odbiera. Mimo racjonalistycznego chłodu laveyanizmu, satanizm ma duży potencjał prowadzenia w stronę czysto religijnych i mistycznych przeżyć, bez tracenia zdrowego rozsądku; jest to taki rodzaj przeżycia, jaki może dać raczej sztuka czy idea niż religia. Ale polski satanizm jest introwertyczny, intelektualny, niereligijny; buddyjsko-discordiańsko-agnostycznie zdystansowany wobec wszystkiego, co mogłoby się wydawać teatralną przesadą, w której taką biegłość osiągnął LaVey. Jest to satanizm, który pozwala zadać pytanie "a po co właściwie pchać do tego wszystkiego Szatana?" - skoro mamy tu sympatyczną i rozsądną, ale pozbawioną silniejszych wrażeń ideologię, która nic by nie straciła na odjęciu od niej symbolu Szatana. I tym różnimy się bardzo; zarzuty, jakie spotykałem na listach dyskusyjnych - że satanizm w sumie nie spełnia definicji religii - są w dużej mierze słuszne w odniesieniu do satanizmu polskiego, natomiast opierając się na satanizmie światowym łatwo byłoby je zbić. Niestety większość polskich satanistów ma o światowym satanizmie wyobrażenie dość mgliste, zwykle opierające się na założeniu podobieństwa do nas.
My, tu w Polsce, tworzymy bardzo zrównoważony satanizm. To dobrze, bo zmniejszamy prawdopodobieństwo, że komuś z naszych sympatyków odbije i będzie rysował kocią krwią odwrócone krzyże na murach plebanii. Jednocześnie można się zastanowić nad zarzutem, że tworzymy satanizm mało soczysty, nieprzekonany, niemrawy i bez wyrazu, który pozostanie na zawsze przegadanym klubem filozoficznym lub pseudofilozoficznym, bez działania, bez wspólnoty, bez ofiarowania jednostkom możliwości rozwoju większych niż dyskusja. Czy to prawda? Obecnie w dużej mierze tak. Tego, czy to się utrzyma, czy rozwinie się w stronę "zachodnią", nie da się przewidzieć, bo to zależy od wszystkich, którzy będą współtworzyć satanistyczną społeczność. Niektórzy z nas pragną klubów dyskusyjnych, inni rytuałów o naturze psychodramy, jeszcze inni rytuałów magicznych, a nawet mentora, który by ich poprowadził w ich okultystycznych studiach, jedni działalności publicznej - tak jak członkowie CoS dawali wykłady otwarte dla publiczności lub urządzali happeningi uświadamiające społeczeństwu istnienie satanistycznego kościoła - inni hermetycznego grona zapewniającego wysoki poziom i nie rozpraszającego swoich sił rzucaniem pereł przed wieprze. Jeśli pójdziemy drogą zachodnią, to pewnie powstanie z czasem co najmniej kilka organizacji lub grup, zaspokajających te sprzeczne potrzeby w lepszy lub gorszy sposób i bardzo możliwe, że niewybrednie się zwalczających nawzajem. Taki scenariusz mógłby się zrealizować najwcześniej za kilka lat, ale patrząc się w tę wcale nie tak odległą przyszłość nie jestem nią zachwycony. Zastanówmy się wspólnie, jaki ma być nasz satanizm, czego od niego oczekujemy, jakie są nasze marzenia i projekty go dotyczące - nasz "polski internetowy satanizm", który w tej chwili jest na takim etapie, że każdy wypowiadający się na sieci na jego temat ma na niego zauważalny wpływ.
Vincent
Ludowy Komisarz Zdrowia ostrzega: wszystkie materiały umieszczone na stronie są własnością autorów.
Kopiowanie i rozpowszechnianie może być przyczyną... Tylko spróbuj. My zajmiemy się resztą :>















