| Satan.pl > Forum > Transgresja > | [ Zaloguj się ] [ Rejestracja ] |
| Transgresja 121 | Satanizm 387 | Komentarze 513 | Szkice 235 | TechnoPark 203 | FAQ 15 |
Archiwum: wiadomości z wybranego wątku archiwalnego
| Tematy | Autor | Data |
|---|
| Spis działów / Spis wątków archiwalnych / Nowy wątek |
|---|
| Autor | Temat wątku: |
|---|
|
nobody [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-16 23:21:57 |
Bóg a szczęście. Jakie, waszym zdaniem, znaczenie dla rozumienia szczęścia może mieć wybór postawy wobec problemu istnienia Boga? Piszę właśnie pracę na ten temat i chciałam dowiedzieć się, co Wy o tym zagadnieniu sądzicie. |
|
Insomnia [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-17 15:33:45 |
Bóg a szczęście. > Jakie, waszym zdaniem, znaczenie dla rozumienia szczęścia może mieć wybór > postawy wobec problemu istnienia Boga? Temat rzeka poniewaz ciezko jest rozpatrywac ten problem na płaszczyznie obiektywizmu. Szczescie jak i Bóg to są imo wymysły ludzkiej wyobrazni. Zwlaszcza szczescie dziala na zasadzie skojarzen. Bóg-miłość-raj-szczescie (przypadkowa kolejnosc - niekoniecznie poprawna)...dom-rodzina-tradycja-szczescie. I jeszcze miliony innych. Kazda opinia bedzie tak samo prawdziwa jak i nieprawdziwa (w rozumieniu wartosci i postrzegania pewnych pojęć przez kazda jednostke z osobna). Zaleznie od uczuc, przeczuc, przekonan i calej gamy innych czynnikow. Imo, trzeba to potraktowac (kazde zdanie) - z góry - jako subiektywne spojrznie. Racjonalizowanie bedzie tutaj duzym naduzyciem wiec moge tylko gdybac. Wiesz, "szczescie" to bardzo szerokie pojęcie. Dla kazdego ma inne znaczenie. To co dla mnie moze byc/oznaczac szczescie, dla Ciebie moze byc jego przeciwienstwem dlatego tez kazdy dostosowuje swoje przekonania do "problemu podstawowego" ktorym jest w tym przypadku imo SZCZESCIE. Bóg jest raczej w tych rozwazaniach na drugim miejscu. No chyba, ze szczecie wynika wlasnie z wiary w Boga. Jezeli ja okresle sie, ze jestem szczesliwy i przy tym dodam, ze w Boga nie wierze to DLA MNIE moze oznaczac to, ze wcale Bóg do szczescia nie byl/nie jest mi potrzebny. Co wiecej moglbym sie zastanowic, czy jezeli w postawie jaką przedstawiam jest zawarte szczescie to czy bylbym szczesliwy wierzac w Boga. Poza tym, tak patrząc na ludzi wierzących mozna latwo zauwazyc ich drazliwosc przy kwestiach podwazania istnienia Boga. Czesto takimi ludzmi targają sprzeczne emocje. Jezeli zostaną poddani "próbie wiary" (czymkolwiek by ona dla nich nie byla) i przy tym zwątpią moze to odbic sie na ich "szczesciu" i jego odczuwaniu. Taka osoba moze czuc sie wrecz nieszczesliwa, ze "ktos" (bo przewaznie obarcza sie winą "kogoś") mogl ją postawic przed takim dylematem. To w pewnym sensie burzy ich dotychczasowy swiat. Dlatego miedzy innymi ludzie wierzący są bardzo czesto "zamknieci" na swiat, na inne poglądy. Nie porozmawiasz sobie z nimi swobodnie bo zawsze gdzies tam w nich siedzi "strach przed niewiarą". Wiesz...nie czytają takiej literatury jak np. biblia LaVeya bo to "dzieło szatana" - o takim zamknięciu mowie. Są tez oczywiscie inne ujęcia sprawy szczescia i wiary. Czasami (dla zagorzałych wiernych) Bóg jest jedynym szczesciem i to jest ich sposob na jego (szczescia) osiaganie. Wlasnie wiara w Boga. Udzielanie sie dla Boga. Zaleznie od wyznania przeklada sie to inaczej na swiat zewnetrzny. Chrzescijanin dajmy na to osiągnie pelnie szczescia kiedy zatraci sie w altruizmie i uwielbieniu dla Boga (przewaznie bardzo uzewnetrznione to bedzie) - czy co tam jeszcze chrzescijanin dla szczescia robi...a przykladowo taki muzułmanin czy inny z islamu (:P) bedzie szczesliwy jak wyjebie sie w powietrze w centrum handlowym. Czasami niestety czyjes "szczescie" w połączeniu z Bogiem moze dotykac innych "nieszczesciem" jak widac. IMO wiara jak i niewiara w Boga ma pewien (czasem wiekszy, czasem mniejszy) wplyw na postrzeganie/ujęcie/odczuwanie szczescia. Mozna tutaj pisac i pisac, wymyslac rozne kombinacje szczescia i wiary/niewiary. Ujmowac ten problem pod kątem szczescia rozumianego jako szczescie jednostki, lub w bardziej kolektywistycznym ujęciu jako szczescie ogółu czy jakiejs okreslonej grupy spolecznej. Mozna tez pod to podciągnac jak zorganizowane grupy "wiernych" probują/probowaly narzucac swoje "szczescie" innym i dlaczego przy tym część z nich była szczesliwa a inna czesc nieszczesliwa - a wszystko to mialo/ma przeciez scisly zwiazek z Bogiem ;) |
|
Shogun [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-17 15:13:06 |
Bóg a szczęście. Myślę że szczęście jest tak samo jak bóg umysłową koncepcją. Myślisz szczęście i za tym idzie wyobrażenie wielkiego domu, idealnego partnera i szybkiego samochodu. You are doing it wrong ;-) |
|
Insomnia [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-17 15:37:08 |
Bóg a szczęście. > Myślę że szczęście jest tak samo jak bóg umysłową koncepcją. Myślisz > szczęście i za tym idzie wyobrażenie wielkiego domu, idealnego partnera i > szybkiego samochodu. Prawie to samo napisalismy ^^ |
|
Shogun [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-17 15:39:16 |
Bóg a szczęście. > Prawie to samo napisalismy ^^ To prawda. Tylko ja to napisałem w stylu zen ;-) |
|
Pokrakk [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-17 15:51:57 |
Bóg a szczęście. > To prawda. Tylko ja to napisałem w stylu zen ;-) Chyba żen... |
|
Shogun [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-17 15:53:57 |
Bóg a szczęście. > Chyba żen... nie znam tego nurtu, to jakiś prąd wschodni, czy może zachodni? :> |
|
Pokrakk [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-17 16:01:49 |
Bóg a szczęście. > nie znam tego nurtu, to jakiś prąd wschodni, czy może zachodni? :> Wiesz, Sho... - co?! Shogun!? Wróciłeś do starego nicka?! A tak poważnie - gdyby nie moje irracjonalne przywiązanie do nieco ekskluzywnego klimatu tegowoż działu, to zapewne wytłumaczyłbym ci, czym jest Żen w nieco bardziej dosłowny sposób, tymczasem jednakże proponuję zawieszenie rozmowy - nie róbmy wiochy bo ludzie patrzą (i się niestety tępo wzorują na nas). |
|
Wolf [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-19 21:04:54 |
Bóg a szczęście. > Myślę że szczęście jest tak samo jak bóg umysłową koncepcją. Myślisz > szczęście i za tym idzie wyobrażenie wielkiego domu, idealnego partnera i > szybkiego samochodu. > > You are doing it wrong ;-) i nie istnieje szczęście poza zarabianiem forsy, domem itd ? |
|
Shogun [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-19 23:16:10 |
Bóg a szczęście. > i nie istnieje szczęście poza zarabianiem forsy, domem itd ? chyba nie zrozumiałeś mej wypowiedzi :) |
|
Wolf [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-19 23:45:31 |
Bóg a szczęście. > > i nie istnieje szczęście poza zarabianiem forsy, domem itd ? > > chyba nie zrozumiałeś mej wypowiedzi :) Wytłumacz "umysłową koncepcję" a później postaraj się odpowiedzieć na moje pytanie : ) |
|
Shogun [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-20 00:41:29 |
Bóg a szczęście. > Wytłumacz "umysłową koncepcję" a później postaraj się odpowiedzieć na moje > pytanie : ) Bez jaj. Wygoogluj sobie słownik, przecież ci słów tłumaczyć nie będę :] |
|
Wolf [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-20 10:10:09 |
Bóg a szczęście. > > Wytłumacz "umysłową koncepcję" a później postaraj się odpowiedzieć na > moje > > pytanie : ) > > Bez jaj. Wygoogluj sobie słownik, przecież ci słów tłumaczyć nie będę :] Jeszcze raz. Kontaktujesz się ze szczęściem (takim spoza wyobrażeń większości ludzi)?? Istnieje jego głębszy poziom? Jeśli tak, czym jest ? |
|
Shogun [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-20 14:37:20 |
Bóg a szczęście. > Jeszcze raz. Kontaktujesz się ze szczęściem (takim spoza wyobrażeń > większości ludzi)?? Istnieje jego głębszy poziom? Jeśli tak, czym jest ? Czym jest? Szczęście jest szczęściem właśnie, a nie posiadaniem dużego domu. Być może właśnie w tym że tego nie rozumiesz tkwi Twój i świata problem. |
|
Wolf [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-20 16:20:39 |
Bóg a szczęście. > Czym jest? Szczęście jest szczęściem właśnie, a nie posiadaniem dużego > domu. Być może właśnie w tym że tego nie rozumiesz tkwi Twój i świata > problem. Chwileczkę, nie wiesz co uważam za szczęście. Co z Tobą, dlaczego szufladkujesz ? Uważam, że każdy z nas ma w sobie pewien potencjał do urzeczywistnienia. Robimy to podążając za swoim szczęściem. Mam w sobie coś, co wie kiedy jestem w zasięgu światła a kiedy poza . |
|
Xqwzts [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-18 13:01:30 |
Bóg a szczęście. > Jakie, waszym zdaniem, znaczenie dla rozumienia szczęścia może mieć wybór > postawy wobec problemu istnienia Boga? Różnica jest diametralna. Podczas, kiedy dla kogoś kto nie wierzy, szczęście jest względne, u osoby wierzącej szczęście jest bezwzględne; bo przecież z bogiem/Bogiem wszystko w końcu się ułoży, a po śmierci czeka raj. Osoba niewierząca ma niepewny los i w sumie towarzyszy jej ciągłe uczucie swojej nieuchronnej zagłady, to sprawia tak naprawdę, że jest nieszczęśliwa. |
|
Insomnia [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-18 14:12:08 |
Bóg a szczęście. > Różnica jest diametralna. Podczas, kiedy dla kogoś kto nie wierzy, > szczęście jest względne, u osoby wierzącej szczęście jest bezwzględne; bo > przecież z bogiem/Bogiem wszystko w końcu się ułoży, a po śmierci czeka > raj. Osoba niewierząca ma niepewny los i w sumie towarzyszy jej ciągłe > uczucie swojej nieuchronnej zagłady, to sprawia tak naprawdę, że jest > nieszczęśliwa. moderacja ma wolne? |
|
Xqwzts [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-18 18:36:17 |
Bóg a szczęście. > moderacja ma wolne? Sprawdzasz ? Najwyraźniej. |
|
nobody [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-18 15:27:51 |
Bóg a szczęście. > > Jakie, waszym zdaniem, znaczenie dla rozumienia szczęścia może mieć > wybór > > postawy wobec problemu istnienia Boga? > > Różnica jest diametralna. Podczas, kiedy dla kogoś kto nie wierzy, > szczęście jest względne, u osoby wierzącej szczęście jest bezwzględne; bo > przecież z bogiem/Bogiem wszystko w końcu się ułoży, a po śmierci czeka > raj. Osoba niewierząca ma niepewny los i w sumie towarzyszy jej ciągłe > uczucie swojej nieuchronnej zagłady, to sprawia tak naprawdę, że jest > nieszczęśliwa. Różnice są na pewno, aczkolwiek zdaje mi się, że szczęście jest względne dla każdego, jak już wcześniej zauważyli Insomnia i Shogun. Rozbieżności wg mnie istnieją na płaszczyźnie wymiaru tego szczęścia. Co prawda, osoba wierząca w Boga, w sytuacji, gdy los się od niej odwróci, może sobie pomyśleć "ostatni będą pierwszymi" i czekać na nagrodę czekającą nań po śmierci. Zaś osoba niewierząca nie może dać sobie takiego pocieszenia i z twojego punktu widzenia jest nieszczęśliwa. Z czym ja się zupełnie nie zgadzam. Dam na przykład siebie: nie odczuwam potrzeby pomocy jakiegoś transcendentalnego pocieszyciela i nie oczekuje, że po śmierci aniołki będą mi grac na harfach. A jestem osobą szczęśliwą, która swoje szczęście czerpie z otaczającej ją rzeczywistości. Każdy ma niepewny los, każdy kiedyś umrze. Chrześcijanie tez muszą spełnić pewne warunki, żeby dostać się do nieba. ; ) Jeśli jesteś osobą niewierzącą i ciągle odczuwasz nieuchronna zagładę, to naprawdę Ci współczuję. |
|
Xqwzts [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-18 18:43:31 |
Bóg a szczęście. > A jestem osobą szczęśliwą, która swoje szczęście czerpie z otaczającej ją > rzeczywistości. A co jak będziesz już w podeszłym wieku i zobaczysz, że Żniwiarz już za oknem czeka ? Czy potrafisz w trudnych chwilach powiedzieć, że jesteś szczęśliwa ? Np. facet cię zdradza. Wierząca osoba natomiast mimo trudności i przykrości widzi pocieszenie w życiu pozagrobowym/raju/niebie. |
|
nobody [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-18 20:26:07 |
Bóg a szczęście. > A co jak będziesz już w podeszłym wieku i zobaczysz, że Żniwiarz już za > oknem czeka ? > Czy potrafisz w trudnych chwilach powiedzieć, że jesteś szczęśliwa ? Np. > facet cię zdradza. > Wierząca osoba natomiast mimo trudności i przykrości widzi pocieszenie w > życiu pozagrobowym/raju/niebie. Nie wiem do końca co zrobię, gdy przyjdzie kres moich dni. Chociaż jest to sytuacja oczywista i nieunikniona dla każdego człowieka, można ją też sklasyfikować jako ekstremalną. A w obliczu takich okoliczności trudno przewidzieć nasze zachowania i motywy. Wpływ na to, jak zareaguję na śmierć będzie zależeć pewnie od wielu czynników, w tym od tego, w jakiej sytuacji się z nią spotkam oraz od tego, jak będzie wyglądało całe moje życie. Każdy ma popędy naturalne, w tym libido, które jest ukierunkowane na podtrzymanie życia jednostki. Dlatego mniemam, że nie będę szczęśliwa rozstając się z tym światem (jak chyba większość ludzi). Staram się przejść przez życie w jak najlepszy sposób, czerpiąc z niego jak najwięcej, ponieważ, być może nic mnie po nim nie czeka. Nie potrzebuję do tego żadnych boskich drogowskazów i obietnic. Btw, jak wg Ciebie wygląda to życie wieczne? Sądzę, że większość normalnych ludzi nie potrafi powiedzieć w trudnych chwilach, że jest szczęśliwa. Gdyby było tak jak mówisz, ludzie wierzący zawsze byliby szczęśliwi i uśmiechnięci, nawet gdyby się paliło i waliło, a ateiści i agnostycy błąkali by się po świecie wiecznie nieszczęśliwi. Wg. moich obserwacji, nie wiedząc czemu, wcale tak nie jest. |
|
Xqwzts [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-19 01:01:11 |
Bóg a szczęście. > Btw, jak wg Ciebie wygląda > to życie wieczne? Nie wiem, nie wyobrażam sobie takich rzeczy tą naszą prostą materialną miarą. Nie chodziło mi również o to, że ludzie wierzący są w każdym momencie szczęśliwi, a o bardziej duchowy wymiar. Wierząc jest się przekonanym, że Już się jest szczęśliwym człowiekiem, nawet jeżeli jest w życiu ciężko, nie oznacza to oczywiście uśmiechania się na lewo i prawo. A... to xiańskie podejście. Gdyby wierzyć w antyczne pojmowanie świata pozagrobowego, to tak naprawdę nie można by było powiedzieć, że jest się szczęśliwcem. Życie pozagrobowe mogłoby okazać się równie przerąbane jak te za życia w ciele fizycznym. Wygląda na to, że pojęcie szczęścia jest zawsze inne w zależności od wiary, albo niewiary. No, ale jeśli chodzi o xiańskie pojęcie szczęścia, to jeśli ktoś wierzy, to może uznać się za szczęśliwego człowieka. |
|
nobody [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-19 17:14:45 |
Bóg a szczęście. > Nie chodziło mi również o to, że ludzie wierzący są w każdym momencie > szczęśliwi, a o bardziej duchowy wymiar. Wierząc jest się przekonanym, że > Już się jest szczęśliwym człowiekiem, nawet jeżeli jest w życiu ciężko Być może tak jest (choć zdaje mi się, że zależy to też od człowieka i głębokości jego wiary), nie będę się o to z Tobą spierać. Aczkolwiek to stwierdzenie nie wyklucza opcji, w której ludzie niewierzący byliby na równi szczęśliwi z wyznawcami jakiejś wiary. > Gdyby wierzyć w antyczne pojmowanie świata pozagrobowego, to tak naprawdę > nie można by było powiedzieć, że jest się szczęśliwcem. Życie pozagrobowe > mogłoby okazać się równie przerąbane jak te za życia w ciele fizycznym. Ja nie słyszałam dotąd żadnych wiarygodnych i godnych uwagi przesłanek na temat tego, co mnie po śmierci spotka, więc nie upatruję w takiej sytuacji źródła czegokolwiek. Jeśli jakiś bóg istnieje, a wraz z nim jakieś niebo to super. A będzie jeszcze lepiej, jeśli ten bóg okaże się na tyle fajny, żeby po śmierci mnie w nim umieścić. ; ) > Wygląda na to, że pojęcie szczęścia jest zawsze inne w zależności od > wiary, albo niewiary. Zgadzam się, jest. Ludzie wierzący mogą więc odnaleźć szczęście w czymś, czego nie mogą doświadczyć. Sądzę, że jest to bardzo pomocne w przejściu przez życie. Jednakże zdaje mi się, że ten fakt nie pomniejsza szczęścia czerpanego z otaczającej nas rzeczywistości. |
|
Xqwzts [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-20 04:27:39 |
Bóg a szczęście. > > Gdyby wierzyć w antyczne pojmowanie świata pozagrobowego, to tak > naprawdę > > nie można by było powiedzieć, że jest się szczęśliwcem. Życie > pozagrobowe > > mogłoby okazać się równie przerąbane jak te za życia w ciele > fizycznym. > > Ja nie słyszałam dotąd żadnych wiarygodnych i godnych uwagi przesłanek na > temat tego, co mnie po śmierci spotka, więc nie upatruję w takiej sytuacji > źródła czegokolwiek. Jeśli jakiś bóg istnieje, a wraz z nim jakieś niebo > to super. A będzie jeszcze lepiej, jeśli ten bóg okaże się na tyle fajny, > żeby po śmierci mnie w nim umieścić. ; ) Do świata pozagrobowego w starożytności nie wysyłał żaden bóg, to było miejsce przeznaczenia każdego człowieka. Świat pozagrobowy w antycznych religiach był miejscem niezależnie istniejącym od jakiegokolwiek boga, głównie przeznaczonym dla ludzi. Bogowie siedzieli sobie np. na olimpie. Od tego jak człowiek żył za życia, taki tryb życia prowadził w świecie pozagrobowym i na jego szczęście lub nieszczęście na wieczność o ile tam nie zginie, bo jak tam zginie, to już czapa na całego. Jeżeli przykładowo jesteś bezduszną, egoistyczną i zimną kobietą, to i twoje życie pozagrobowe będzie szare i zimne. ;) Dlatego w przeciwieństwie do wiary chrześcijańskiej, obraz szczęścia w wierze starożytnych był zdecydowanie inny i bardziej..."Karmiczny", że tak powiem. |
|
nobody [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-20 10:57:03 |
Bóg a szczęście. > Bogowie siedzieli sobie np. na olimpie. Od tego jak człowiek żył za życia, > taki tryb życia prowadził w świecie pozagrobowym i na jego szczęście lub > nieszczęście na wieczność o ile tam nie zginie, bo jak tam zginie, to już > czapa na całego. Nie musisz mi tego tłumaczyć. Te informacje przyswoiłam sobie już w podstawówce na lekcjach historii, bodajże w 5 klasie. ; ) > Jeżeli przykładowo jesteś bezduszną, egoistyczną i zimną > kobietą, to i twoje życie pozagrobowe będzie szare i zimne. ;) Może i tak będzie. Aczkolwiek eschatologia chrześcijańska lub jakakolwiek inna jest tylko jedna spośród nieskończonej ilości opcji. Prawdopodobieństwo, że życie pozagrobowe będzie wyglądało tak, jak głosi Kościół, jest naprawdę nikłe. |
|
Xqwzts [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-20 18:22:07 |
Bóg a szczęście. > Prawdopodobieństwo, że życie pozagrobowe będzie wyglądało tak, jak głosi > Kościół, jest naprawdę nikłe. Dokładnie 1 do ilości wiar i wyznań. :) |
|
Insomnia [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-20 19:43:49 |
Bóg a szczęście. > > Prawdopodobieństwo, że życie pozagrobowe będzie wyglądało tak, jak > głosi > > Kościół, jest naprawdę nikłe. > > Dokładnie 1 do ilości wiar i wyznań. :) Dochodzą do tego jeszcze poglądy i systemy filozoficzne, oraz prywatne wizje i przekonania tak wiec będzie tego znacznie więcej niz ilość wiar i wyznań...duzo więcej. |
|
nobody [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-20 20:16:33 |
Bóg a szczęście. > Dochodzą do tego jeszcze poglądy i systemy filozoficzne, oraz prywatne > wizje i przekonania tak wiec będzie tego znacznie więcej niz ilość wiar i > wyznań...duzo więcej. Podsumowując, żeby było ładnie i matematycznie - stosunek 1:n, gdzie n dąży do nieskończoności (n -> ∞). ; ) |
|
Aleksiej [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-19 07:40:32 |
Bóg a szczęście. > libido, które jest ukierunkowane na > podtrzymanie życia jednostki. ? |
|
nobody [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-19 16:31:49 |
Bóg a szczęście. > > libido, które jest ukierunkowane na > > podtrzymanie życia jednostki. > > ? "Freud wyróżnił podstawowy popęd ukierunkowany na podtrzymywanie życia jednostki i gatunku, tzn. związany z instynktem życia i nazywał go terminem 'libido' lub 'eros'. Libido jest związane z seksualnością, w obrębie teorii psychoanalizy jest jednak rozumiane szerzej tzn. oznacza wszystkie procesy związane z podtrzymaniem życia. Przez libido rozumie się więc także ' energię życiową ', ' chęć do życia '." I najbardziej miałam tu na myśli 'libido' jako tą 'chęć do życia'. |
|
Wolf [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-19 19:29:56 |
Geografia psyche. > "Freud wyróżnił podstawowy popęd ukierunkowany na podtrzymywanie życia > jednostki i gatunku, tzn. związany z instynktem życia i nazywał go > terminem 'libido' lub 'eros'. > Libido jest związane z seksualnością, w obrębie teorii psychoanalizy jest > jednak rozumiane szerzej tzn. oznacza wszystkie procesy związane z > podtrzymaniem życia. Przez libido rozumie się więc także ' energię > życiową ', ' chęć do życia '." > > I najbardziej miałam tu na myśli 'libido' jako tą 'chęć do życia'. Filozofia Freuda to rzeczywiście życie na poziomie narządów płciowych. Pózniej masz Adlerowska filozofie woli mocy. Cóż nie mam nic do takiego życia, jest całkiem w porządku i też jest forma boskości. Tyle że jest bardzo ograniczone : ) |
|
nobody [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-19 20:20:34 |
Geografia psyche. > Filozofia Freuda to rzeczywiście życie na poziomie narządów płciowych. > Pózniej masz Adlerowska filozofie woli mocy. Cóż nie mam nic do takiego > życia, jest całkiem w porządku i też jest forma boskości. Tyle że jest > bardzo ograniczone : ) Szczerze i bez bicia przyznam się, że mam bardzo wąskie pojęcie na temat teorii Freuda, Adlera, ogólnie psychoanalizy (nie dane było mi jeszcze zagłębić się w to zagadnienie, ale mam nadzieję kiedyś nadrobić swoje zaległości). ; ) Chodziło mi o to, że budzę się rano i mam (większą bądź mniejszą) energię, chęć do życia, a w sytuacjach kryzysowych i ekstremalnych będę walczyć o przetrwanie. Zdaje mi się, że są to raczej naturalne odruchy u osób zdrowych. |
|
Wolf [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-19 20:39:41 |
Geografia psyche. > Szczerze i bez bicia przyznam się, że mam bardzo wąskie pojęcie na temat > teorii Freuda, Adlera, ogólnie psychoanalizy (nie dane było mi jeszcze > zagłębić się w to zagadnienie, ale mam nadzieję kiedyś nadrobić swoje > zaległości). ; ) > > Chodziło mi o to, że budzę się rano i mam (większą bądź mniejszą) energię, > chęć do życia, a w sytuacjach kryzysowych i ekstremalnych będę walczyć o > przetrwanie. Zdaje mi się, że są to raczej naturalne odruchy u osób > zdrowych. Zostaw ateistycznie ukierunkowanego Freuda i zacznij od Junga, w sieci jest jego "Psychologia Integralna". Pzdr. |
|
nobody [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-19 21:37:17 |
Geografia psyche. > Zostaw ateistycznie ukierunkowanego Freuda i zacznij od Junga, w sieci > jest jego "Psychologia Integralna". Pzdr. W wolnej chwili o nią zahaczę, dzięki za radę. Pzdr. ;) |
|
ardnaskela [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-19 16:42:13 |
Bóg a szczęście. > Różnica jest diametralna. Podczas, kiedy dla kogoś kto nie wierzy, > szczęście jest względne, u osoby wierzącej szczęście jest bezwzględne; bo > przecież z bogiem/Bogiem wszystko w końcu się ułoży, a po śmierci czeka > raj. Osoba niewierząca ma niepewny los i w sumie towarzyszy jej ciągłe > uczucie swojej nieuchronnej zagłady, to sprawia tak naprawdę, że jest > nieszczęśliwa. a piekiełko? owszem, chrześcijanie mają te swoje antyśmierciowe spotkania z księdzem, któremu muszą powiedzieć jacy to nie byli zli, dzięki czemu stają się dobrzy(?!) ale i tak żyją w ciągłym strach przed tym by przypadkiem nie zrobili czegoś nie tak. chodzą do 'spowiedzi' i pożerają 'ciało chrystusa', więc mają takowe poczucie, że są bezpieczni, ale co jeśli tego nie zrobią? zdarzało mi się słyszeć zrozpaczone głosy (nie te z mojej głowy)- 'czy bóg mi wybaczy' nie mam pewności co do szczęścia tych ludzi, mimo iż widzę radosne gęby wychodzące z kościółka. |
|
Xqwzts [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-20 04:15:44 |
Bóg a szczęście. > a piekiełko? owszem, chrześcijanie mają te swoje antyśmierciowe spotkania > z księdzem, któremu muszą powiedzieć jacy to nie byli zli, dzięki czemu > stają się dobrzy(?!) ale i tak żyją w ciągłym strach przed tym by > przypadkiem nie zrobili czegoś nie tak. chodzą do 'spowiedzi' i pożerają > 'ciało chrystusa', więc mają takowe poczucie, że są bezpieczni, ale co > jeśli tego nie zrobią? zdarzało mi się słyszeć zrozpaczone głosy (nie te > z mojej głowy)- 'czy bóg mi wybaczy' nie mam pewności co do szczęścia tych > ludzi, mimo iż widzę radosne gęby wychodzące z kościółka. Tak mówią właśnie ludzie, którzy nie znają biblii. Zasada jest taka; mówisz, że Jezus jest Panem, Zbawicielem, Bogiem, Baranem i takie tam, to masz życie wieczne. Potem nie musisz się spowiadać i takich tam pobożnych pierdół odprawiać, nawet komunii. W biblii piszę, żeby człowiek powinien samego siebie oceniał, czy jest godny wziąć pamiątkę/komunię, co za tym idzie, żeby sam oceniał swoje sumienie. Automatycznie to pokazuje cały bezsens spowiadania się do księży. Dziś prawdopodobnie to już tylko tradycja, a kościół nic z tym nie robi, bo przecież nie będzie wywoływał rewolucji i rozgłosu w mediach z którego nie ma grosza, a tylko autorytet kościoła może ucierpieć. Tak też bać mogą się jedynie stare babcie i laicy. To, że nawet razu w ceglanym kościółku nie byłaś nie oznacza braku zbawienia, a jedynie o braku pobożności. Każdy człowiek tak naprawdę może trafić do raju o ile tylko uznaje Jezusa za świętą owce. Rzecz jasna Jezus ciągle mówił o dobrym życiu, czego nie robić, ale nigdy nie powiedział, że jak zdradzisz, to pójdziesz do piekła. Jezus dał ludziom tylko jeden dogmat - wiarę. Błogosławieni ci, którzy nie widzieli, a uwierzyli... I takie tam, Amen. |
|
ardnaskela [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-20 16:31:17 |
Bóg a szczęście. > To, że nawet razu w ceglanym kościółku nie byłaś nie oznacza braku > zbawienia, a jedynie o braku pobożności. Każdy człowiek tak naprawdę może > trafić do raju o ile tylko uznaje Jezusa za świętą owce. to w końcu baran czy owca?! Rzecz jasna Jezus > ciągle mówił o dobrym życiu, czego nie robić, ale nigdy nie powiedział, że > jak zdradzisz, to pójdziesz do piekła. bo było, że idziesz do takiego pół piekła w którym sobie siedzisz przez jakiś czas a potem jak bozia uzna, ze już odpokutowałeś to idziesz na chmurkę. to właśnie tego boją się katole, bo kto wie jak ciepło jest w tym mini piekle. Jezus dał ludziom tylko jeden > dogmat - wiarę. > > Błogosławieni ci, którzy nie widzieli, a uwierzyli... > I takie tam, Amen. bóg zapłać. |
|
Xqwzts [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-20 18:26:42 |
Bóg a szczęście. > to w końcu baran czy owca?! Mały baran, to owca, zakładając, że Bóg, to duża owca, czyli baran. :) > bo było, że idziesz do takiego pół piekła w którym sobie siedzisz przez > jakiś czas a potem jak bozia uzna, ze już odpokutowałeś to idziesz na > chmurkę. > to właśnie tego boją się katole, bo kto wie jak ciepło jest w tym mini > piekle. To też jest wymysł kościoła, bo w biblii nie ma ani jednego słowa o czyśćcu, czy pół-piekle. |
|
ardnaskela [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-20 18:55:29 |
Bóg a szczęście. > > to w końcu baran czy owca?! > > > Mały baran, to owca, zakładając, że Bóg, to duża owca, czyli baran. :) acha. zapamiętam na przyszłość;) > > bo było, że idziesz do takiego pół piekła w którym sobie siedzisz > przez > > jakiś czas a potem jak bozia uzna, ze już odpokutowałeś to idziesz na > > > chmurkę. > > to właśnie tego boją się katole, bo kto wie jak ciepło jest w tym > mini > > piekle. > > > To też jest wymysł kościoła, bo w biblii nie ma ani jednego słowa o > czyśćcu, czy pół-piekle. wielu przeciętnych ochrzczonych ludziów jednak uważniej słucha kazań niż czyta święte pismo (mówię na przykładzie własnych obserwacji). broń boże zaczną je analizować i jeszcze zwątpią, a to już będzie 'grzech śmiertelny'. |
|
Wiktor ( hmm... ) Wysłano: 2009-10-20 13:37:50 |
Bóg a szczęście. > Osoba niewierząca ma niepewny los i w sumie towarzyszy jej ciągłe > uczucie swojej nieuchronnej zagłady, to sprawia tak naprawdę, że jest > nieszczęśliwa. Ja wiem, że dla uproszczenia obrazu świata człowiek przyjmuje mnóstwo stereotypów, czy dychotomii, bo taka jest jego natura ale to nie sprawia, że ma rację. Nie rozumiem, czemu los czyjkolwiek miałby być niepewny, skoro i tak wszyscy umrą bez względu na wyznanie. Dylemat czy po śmierci w ramach kary bogobojne (pewnie do tego chrześcijańskie) dziewice będą usługiwać muzułmanom, dla których to będzie nagroda czy też oglądać ich wieczorami w blaskach piekielnych płomieni w ramach nagrody jest dla mnie zbyt żenujący aby w ogóle się nad tym zastanawiać. Skąd w ogóle pomysł, że osoba niewierząca jest z założenia nieszczęśliwa? Nie bądź śmieszny i zamiast powtarzać kościółkowe mądrości rusz głową. |
|
Xqwzts [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-20 18:31:16 |
Bóg a szczęście. > Skąd w ogóle pomysł, że osoba niewierząca jest z założenia nieszczęśliwa? > Nie bądź śmieszny i zamiast powtarzać kościółkowe mądrości rusz głową. Jesteś niewierzący lub agno-pół-wierzący ? Czy cieszy cię myśl, że kiedyś znikniesz ? Przeświadczenie o swojej nikłości gdzieś podświadomie dołuje, a przeświadczenie o wiecznej duszy pociesza. To jak różnica między szczęściem, a nieszczęściem. To taki bardziej duchowy wymiar pojmowania szczęścia. |
|
nobody [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-20 18:40:33 |
Bóg a szczęście. > Czy cieszy cię myśl, że kiedyś znikniesz ? A Ciebie ten fakt cieszy? |
|
Xqwzts [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-20 20:29:13 |
Bóg a szczęście. > > Czy cieszy cię myśl, że kiedyś znikniesz ? > > A Ciebie ten fakt cieszy? Tak, nie ma nawet znaczenia ból przy umieraniu, byle tylko zakończył się zgonem, w innym wypadku ból jest bezsensownym cierpieniem. |
|
nobody [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-20 23:38:01 |
Bóg a szczęście. > > > Czy cieszy cię myśl, że kiedyś znikniesz ? > > > > A Ciebie ten fakt cieszy? > > Tak, nie ma nawet znaczenia ból przy umieraniu, > byle tylko zakończył się zgonem, To musisz być naprawdę odważnym człowiekiem, jeśli śmierć i ból są Ci niestraszne. Skoro myśl, że kiedyś znikniesz sprawia Ci radość (zdając sobie sprawę z tego, że prawdopodobieństwo pójścia do nieba jest równe stosunkowi 1:n , gdzie n -> ∞ ), to zdaje mi się, że twoje życie doczesne nie jest zbyt różowe... Nie myślałeś może kiedyś o tym, żeby się w ten sposób uszczęśliwić? (wszak człowiek w swoim życiu dąży do szczęścia, tak przynajmniej wynika z moich dotychczasowych obserwacji). > w innym wypadku ból jest bezsensownym > cierpieniem. Zdaje mi się, że człowiek intuicyjnie unika bólu (chyba że jest masochistą) i jakikolwiek cierpienie samo w sobie wydaje mi się bezsensowne ( nie mówię tu o przypadkach, kiedy ból jest jednym z czynników wynikających z naszych działań i jest nieunikniony; przykładowo jesteśmy patriotami i idziemy na wojnę bronić swej ojczyzny). Po za tym zawsze w wierze chrześcijańskiej zastanawiało mnie to, że Bóg jest taki miłosierny, a skazał wszystkich ludzi na cierpienie, bo ktoś mu ukradł jabłko (!) - zbiorowa odpowiedzialność i kara za grzech pierworodny. Nie zgadza się to z moją moralną intuicją, która nie godzi się z tym, że Bóg karze niewinnych ludzi za przestępstwa innych, czy też że przez wieki zsyła katusze na cały gatunek z powodu jednego aktu nieposłuszeństwa ich protoplastów, i to nieposłuszeństwa raczej nieznacznego. Wiara w felix culpa jako antycypację powrotu do raju, bez żadnego dowodu, że nasze cierpienia są opłacalne, wydaje mi się śmieszna. |
|
Darajevahos ( make my day ) ![]() Wysłano: 2009-10-21 17:27:30 |
Bóg a szczęście. > Skoro myśl, że kiedyś znikniesz sprawia Ci radość (zdając > sobie sprawę z tego, że prawdopodobieństwo pójścia do nieba jest równe > stosunkowi 1:n , gdzie n -> ∞ ), Nie mieszałbym prawdopodobieństwa z granicą ciągu. Po prostu wystarczyło napisać, że zbiór zdarzeń elementarnych jest równy nieskończoności, a zbiór zdarzeń sprzyjających - 1. Nie mniej, trudno zgodzić się z Twoim wyliczeniem. Jest wyssane z palca. Byłoby poprawne, gdybyśmy wiedzieli, że rzeczywiście istnieje nieskończoność niebios, będziemy losowali (tylko jeden raz), do którego możemy składać papiery meldunkowe, oraz tylko w jednych niebiosach będziemy spełniać wszystkie wymogi formalne, by się do nich udać. Wtedy nasze szanse są, jak 1/nieskończoność, czyli zerowe. :-) |
|
nobody [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-21 18:38:26 |
Bóg a szczęście. > Nie mieszałbym prawdopodobieństwa z granicą ciągu. Po prostu wystarczyło > napisać, że zbiór zdarzeń elementarnych jest równy nieskończoności, a > zbiór zdarzeń sprzyjających - 1. Pewnie masz rację. Mój zapis wynikał z tego, że nie wiedziałam, jak najadekwatniej do omawianego zagadnienia zapisać to, co mi w głowie świtało, oraz z tego, że w dotychczasowej edukacji nie miałam jeszcze przyjemności spotkać się z granicą ciągu. > Nie mniej, trudno zgodzić się z Twoim wyliczeniem. Jest wyssane z palca. > Byłoby poprawne, gdybyśmy wiedzieli, że rzeczywiście istnieje > nieskończoność niebios, będziemy losowali (tylko jeden raz), do którego > możemy składać papiery meldunkowe, oraz tylko w jednych niebiosach > będziemy spełniać wszystkie wymogi formalne, by się do nich udać. Wtedy > nasze szanse są, jak 1/nieskończoność, czyli zerowe. :-) Co innego miałam na myśli. Chodziło mi o to, że ilość opcji (w jakiejkolwiek postaci) które mogą nas spotkać po śmierci jest nieskończona (zależy to raczej od bujności naszej wyobraźni). ; ) |
|
Darajevahos ( make my day ) ![]() Wysłano: 2009-10-21 21:40:36 |
Bóg a szczęście. > Co innego miałam na myśli. Chodziło mi o to, że ilość opcji (w > jakiejkolwiek postaci) które mogą nas spotkać po śmierci jest nieskończona > (zależy to raczej od bujności naszej wyobraźni). ; ) To nie są opcje, tylko hipotetyczne opcje. Jeśli istnieje Bóg, który niezmiennie zabiera każdego po śmierci do Raju, to prawdopodobieństwo, że się tam trafi, równe jest 1. Wszystko zależy od wstępnych założeń. Kiedyś też próbowałem ująć tak sytuację, w rozmowie z wierzącym, ale byłem jednocześnie świadom, że jest to wielce naciągane. I Ty bądź. :-P |
|
nobody [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-22 15:25:20 |
Bóg a szczęście. > To nie są opcje, tylko hipotetyczne opcje. Jeśli istnieje Bóg, który > niezmiennie zabiera każdego po śmierci do Raju, to prawdopodobieństwo, że > się tam trafi, równe jest 1. Wszystko zależy od wstępnych założeń. Kiedyś > też próbowałem ująć tak sytuację, w rozmowie z wierzącym, ale byłem > jednocześnie świadom, że jest to wielce naciągane. I Ty bądź. :-P Chyba każda opcja w takim przypadku jest hipotetyczna, bo nie wiemy też, zakładając, że jakiś bóg istnieje, co za niespodziankę po śmierci on dla nas szykuje. Zdaję sobie sprawę, że przykładowa koncepcja, w której wszyscy po śmierci zamieniamy się w żelki, a niebo to ogromna paczka żelek, jest mocno naciągana, aczkolwiek nie można jej z góry odrzucać. ;P |
|
Darajevahos ( make my day ) ![]() Wysłano: 2009-10-22 16:11:28 |
Bóg a szczęście. > Chyba każda opcja w takim przypadku jest hipotetyczna, I dlatego nie wyliczamy prawdopodobieństwa. > zakładając, że jakiś bóg istnieje, co za niespodziankę po śmierci on dla > nas szykuje. Tu też nie wyliczamy prawdopodobieństwa. Wyliczalibyśmy, gdyby Bóg miał w zanadrzu mnóstwo opracowanych, potencjalnych opcji, a później - na drodze >losowania<, wybrałby nam jedną. |
|
Insomnia [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-22 16:47:42 |
Bóg a szczęście. > Tu też nie wyliczamy prawdopodobieństwa. Wyliczalibyśmy, gdyby Bóg miał w > zanadrzu mnóstwo opracowanych, potencjalnych opcji, a później - na drodze > >losowania<, wybrałby nam jedną. No niekoniecznie. Mozemy pobawic sie (tak we wlasnej glowie) w wyliczanie "przyblizonego" prawdopodobienstwa mając jakies dostepne dane nt Boga. Np "wiemy" ze bog jest łaskawy, litosciwy, wyrozumiały, jestesmy jego pupilami, ze nagradza nas za dobre uczynki itd. Nastepnie uwazamy siebie, za ludzi "dobrych". Jestesmy przekonani, ze robilismy wszystko aby zadowolic Boga, ze sie staralismy. I na tej podstawie mozemy sobie mowic o prawdopodobienstwie pojscia do nieba albo do piekla. Przy powyzszych zalozeniach domniemamy, ze np. Jest duze prawdopodobienstwo, ze pojdziemy do nieba...znacznie wyzsze niz prawdopodobienstwo tego, ze Bog uraczy nas piekłem ;) Prawdopodobienstwo to nie tylko cyfry ale tez (imo) nasz "wewnętrzny mechanizm" którym kerujemy sie w wielu dziedzinach zycia. |
|
Darajevahos ( make my day ) ![]() Wysłano: 2009-10-22 17:25:34 |
Bóg a szczęście. > Prawdopodobienstwo to nie tylko cyfry ale tez (imo) nasz "wewnętrzny > mechanizm" którym kerujemy sie w wielu dziedzinach zycia. Ja ciągle, tu i tam, gdzie pisałem z Tobą, piszę o ścisłym ujęciu prawdopodobieństwa. :-P Nie pozostawiacie mi innego wyboru; Ty używałeś terminu "rachunku prawdopodobieństwa" (zauważ: rachunek = obliczenia; obliczenia = działania na liczbach). To, o czym piszesz, to zdroworozsądkowe przypuszczenia. Natomiast pani Nobody, zamiast po prostu stwierdzić, że "prawdopodobieństwo jest zerowe", albo "to wydaje się niemożliwe", stwierdziła, że jest równe granicy ciągu, odwołując się, w tym samym zdaniu, do pojęcia czysto matematycznego. Chyba podświadomie to czynicie, mając na celu umocnienie wrażenia sensowności własnych spekulacji, w oczach rozmówców. |
|
Insomnia [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-22 18:03:18 |
Bóg a szczęście. > Ja ciągle, tu i tam, gdzie pisałem z Tobą, piszę o ścisłym ujęciu > prawdopodobieństwa. :-P No a ja znowu uwazam ten termin jako troche szerzej rozumiany i niekoniecznie jako ścisłe zestawienie matematycznych wyliczeń (juz wyjasniałem dlaczego). Oczywiście paradoksalnie obaj mamy racje (imo) chociaz dochodzimy do róznych wniosków ;) Tak swoją drogą czy to nie ciekawe? > Chyba podświadomie to czynicie, > mając na celu umocnienie wrażenia sensowności własnych spekulacji, w > oczach rozmówców. Ja to co pisze, pisze świadomie w zupełności. I to nie są imo spekulacje a jedynie inny punkt widzenia. Wiesz, Twoje wyliczenia mogą robić wrazenie (wieksze lub mniejsze) na niektorych ale zycie i zasada działania umysłu jaki dotychczas poznałem kaze mi sądzić, ze kurczowe trzymanie sie zasad matematyki przy wyliczaniu poznawanego przeze mnie swiata jest conajmniej zbędne...tak sie składa ze robi to za mnie mózg dając większą lub mniejszą szanse na mozliwosc jakiegos zdarzenia lub zachowania "na zewnątrz" i szacując przy tym prawdopodobienstwo jego zaistnienia co raczej ma wiecej wspolnego wlasnie z doswiadczeniem niz obliczeniami a co "prawdopodobienstwem zdarzenia" moze zostac i jest nazwane. Tak mysle. I raczej nie ma sensu sie o to spierac bo na innych płaszczyznach swiat poznajemy i doswiadczamy jak widac :P |
|
Angus McGregor [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-23 00:44:26 |
Bóg a szczęście. > I raczej nie ma sensu sie o to > spierac bo na innych płaszczyznach swiat poznajemy i doswiadczamy jak > widac :P Tutaj waćpan, mniej lub bardziej świadomie, oddajesz pola filozofii analitycznej sprowadzającej wszelką wątpliwość właściwie już filozoficzną do problemu języka. Nie chcę tutaj zgrywać wielkiego arbitra, zależy mi jedynie na zwróceniu uwagi na to, że dyskusja w tym momencie zmierza ku końcowi właśnie z racji różnego rozumienia terminów, niekoniecznie z różnicy kontekstów. Kiedy czytam posty Dary, kiedy używa terminu "prawdopodobieństwo", rozumiem, że ma na myśli miarę niepewności;kiedy Ty używasz tego samego słowa, odbieram je jako możliwość. Nie chcę wchodzić w spór pomiędzy subiektywizmem a obiektywizmem, ale ścisłe ujęcie ma większą moc eksplanacyjną, chociażby z racji ujednoliconego warsztatu pojęciowego, jest dużo bardziej jednoznaczne i nie rozbija tematu o skały prywatnego widzimisię, w tym wypadku szans czy ich braku. Chociaż interpretacja stwarza większe spektrum ewentualnych rozwiązań, jasność i przywiązywanie tego samego znaczenia tym samym słowom rozjaśnia problem, daje większą pewność, że myślimy o tym samym. A co dwie głowy, to nie jedna. Nie bójmy się przyjmować pewnych konkretnych założeń, bo bez nich nie będzie co weryfikować. Skąd będziemy wiedzieć czy się "przypadkiem" nie mylimy? |
|
Insomnia [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-23 14:21:10 |
Bóg a szczęście. To imo od początku był problem języka. A wlasciwie uzywania tegoż przez różne osoby o różnym spojrzeniu na znaczenie terminów/pojęć. I prawda, dyskusja zmierza ku koncowi ale raczej nie z racji rozumienia słów i uzywania ich w rozmaitym znaczeniu/innego ich rozumienia ale z racji braku osiągnięcia porozumienia i nikłych szans na to aby owo porozumienie osiągnąć. Wiesz, mozna by sie pokusic o wynajdowanie cytatow z "mądrych ksiąg" o co juz wczesniej sie postaralem i ukazania w nich ujęcia terminów w innym niz doslowne i "jedyne" znaczeniu. Tyle, ze niektorzy nie są skłonni zaakceptowac takiego rozumienia z racji zapewne swoich zakorzenionych i utrwalonych wczesniej dogmatycznych treści z jakiejs konkretnej dziedziny. Trzeba by raczej spojrzec na ten problem z teakiej wlasnie perspektywy. Ja przyznaje, ze Dara w takim znaczeniu i rozumieniu w jakim uzywa terminu prawdopodobienstwa ma zupelną racje. Nie zgodze sie natomiast z tym, ze uzycie owego pojęcia w znaczeniu w jakim ja je rozumiem jest błędem. I bede sie o to spierał ;) |
|
Darajevahos ( make my day ) ![]() Wysłano: 2009-10-23 15:35:11 |
Bóg a szczęście. > Tyle, ze > niektorzy nie są skłonni zaakceptowac takiego rozumienia z racji zapewne > swoich zakorzenionych i utrwalonych wczesniej dogmatycznych treści z > jakiejs konkretnej dziedziny. W matematyce nie ma dogmatycznej treści, nie żywię również żadnej dogmatycznej wiary w cokolwiek. Akceptuję istnienie "prawdopodobieństwa subiektywnego", ba - znajduje ono swoje praktyczne zastosowanie. W czym jest zatem problem? Prawdopodobieństwo subiektywne ma zastosowanie, gdy zastosowanie "zwykłego" rachunku prawdopodobieństwa, byłoby zbyt skomplikowane. Dla przykładu, oszacowanie, jakie są szanse, czy dana drużyna piłkarska wygra dany mecz, wiązałoby się z niesamowitym ogromem informacji, bo piłkarze, murawa i otaczająca ich atmosfera składa się z mnóstwa probabilistycznych mikro-układów. :-P Jak wyznacza się prawdopodobieństwo subiektywne? Na podstawie np. obserwacji dotychczasowych wyników danej drużyny, oraz drużyny przeciwnej, kondycji poszczególnych zawodników, pogody, etc. Ty zaś nie masz ŻADNYCH danych nt. istnienia, czy nieistnienia Boga/Nieba, etc. Po pierwsze, wyciągasz Z DUPY dane, a później wyliczasz prawdopodobieństwa. Zatem Twoje prawdopodobieństwo, mówiąc kolokwialnie, jest gówno warte. ;-) > Nie > zgodze sie natomiast z tym, ze uzycie owego pojęcia w znaczeniu w jakim ja > je rozumiem jest błędem. I bede sie o to spierał ;) Może nie jest, ale - żeby się dogadać - warto mieć wspólną definicję konkretnych pojęć, by nie dochodziło do nieporozumień. Pisałeś "[...] na podstawie rachunku prawdopodobieństwa", by później nas uraczyć, nie dość że pseudo-rachunkiem prawdopodobieństwa, to jeszcze bez żadnych, zweryfikowanych informacji wstępnych. |
|
Darajevahos ( make my day ) ![]() Wysłano: 2009-10-23 15:40:31 |
Bóg a szczęście. Jeszcze raz, bardziej obrazowo: Insomnia chce wyznaczyć, czy matka Dary ma wąsy, czy nie. Przeprowadza badania, wychodzi mu, że statystycznie około 1% kobiet ma wąsy. Zatem, stosując "prawdopodobieństwo subiektywne", wyznacza, że na 1% matka Dary ma wąsy. Tak Insomnia będzie robił, jeśli zrozumie swój błąd, który wygląda tak: Insomnia chce wyznaczyć, czy pójdzie do Nieba. Mówi sobie "no, chyba pójdę, bo codziennie rano myję zęby. Bóg z pewnością lubi ludzi, którzy myją zęby", następnie myśli, jaka jest fajna cyferka, która opisałaby mi, jak bardzo Bóg mnie kocha. Hm? Na 99%! No, czyli wyszło, że Insomnia pójdzie do Nieba na 99%. ;-) |
|
Insomnia [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-23 16:18:08 |
Bóg a szczęście. > Jeszcze raz, bardziej obrazowo: > > Insomnia chce wyznaczyć, czy matka Dary ma wąsy, czy nie. Przeprowadza > badania, wychodzi mu, że statystycznie około 1% kobiet ma wąsy. Zatem, > stosując "prawdopodobieństwo subiektywne", wyznacza, że na 1% matka Dary > ma wąsy. > > Tak Insomnia będzie robił, jeśli zrozumie swój błąd, który wygląda tak: > > Insomnia chce wyznaczyć, czy pójdzie do Nieba. Mówi sobie "no, chyba > pójdę, bo codziennie rano myję zęby. Bóg z pewnością lubi ludzi, którzy > myją zęby", następnie myśli, jaka jest fajna cyferka, która opisałaby mi, > jak bardzo Bóg mnie kocha. Hm? Na 99%! No, czyli wyszło, że Insomnia > pójdzie do Nieba na 99%. ;-) Bardziej niz żałosne i poniżej poziomu Dara. EOT |
|
Darajevahos ( make my day ) ![]() Wysłano: 2009-10-23 16:42:43 |
Bóg a szczęście. > Bardziej niz żałosne i poniżej poziomu Dara. Ale taką właśnie masz metodologię wyznaczania swojego prawdopodobieństwa. Nie bazuje ani odrobinę na danych statystycznych, bo niby skąd masz je wziąć? Wyznaczanie prawdopodobieństwa zaistnienia jakiegoś scenariusza tego, co się dzieje po śmierci, jest właśnie żałosne i poniżej poziomu. Pa. |
|
nobody [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-22 18:31:08 |
Bóg a szczęście. > Natomiast pani Nobody, zamiast po prostu stwierdzić, że > "prawdopodobieństwo jest zerowe", albo "to wydaje się niemożliwe", > stwierdziła, że jest równe granicy ciągu, odwołując się, w tym samym > zdaniu, do pojęcia czysto matematycznego. Chyba podświadomie to czynicie, > mając na celu umocnienie wrażenia sensowności własnych spekulacji, w > oczach rozmówców. Dla kogoś prawdopodobieństwo może być większe bądź mniejsze, w zależności od innych czynników, które ta osoba przyjmie. A że w moim założeniu wszystkie czynniki są dopuszczalne, "stwierdzam po prostu", iż prawdopodobieństwo w omawianej sprawie jest zerowe. I też nie będę się o to spierać, bo to zależy widocznie od naszego punktu widzenia. ;) A odwoływanie się do pojęć czysto matematycznych do chyba takie moje zboczenie (związane z profilem nauczania). :P |
|
Darajevahos ( make my day ) ![]() Wysłano: 2009-10-22 19:57:06 |
Bóg a szczęście. > Dla kogoś prawdopodobieństwo może być większe bądź mniejsze, Prawdopodobieństwo wystąpienia danego zdarzenia jest takie same, niezależnie od tego, kto się bierze za jego wyliczanie. > w zależności > od innych czynników, które ta osoba przyjmie. Gdy istnieje prawdopodobieństwo wystąpienia danego zdarzenia, to znaczy, iż w skończonym ciągu wyników eksperymentu losowego, znajdziemy to zdarzenie. Wy mówicie, tak naprawdę, o "prawdopodobieństwie NIEMOŻLIWOŚCI" wystąpienia danego zjawiska. Dałem cudzysłów, bo - z matematycznego punktu widzenia - nie wylicza się niemożliwości, tylko, co najwyżej, się ją wykazuje. > A że w moim założeniu > wszystkie czynniki są dopuszczalne, "stwierdzam po prostu", iż > prawdopodobieństwo w omawianej sprawie jest zerowe. Masz wrażenie, że jest takie prawdopodobieństwo. Równie dobrze, ktoś inny, może uznać, że prawdopodobieństwo równe jest 1. To pustosłowie, czcza gadka. Może przystoi młodym damom, ale mnie nie. ;-) |
|
nobody [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-22 21:21:20 |
Bóg a szczęście. > > Dla kogoś prawdopodobieństwo może być większe bądź mniejsze, > > Prawdopodobieństwo wystąpienia danego zdarzenia jest takie same, > niezależnie od tego, kto się bierze za jego wyliczanie. > > > w zależności > > od innych czynników, które ta osoba przyjmie. Chodziło mi tutaj o te "zdroworozsądkowe przypuszczenia", o których pisał Insomnia. > Gdy istnieje prawdopodobieństwo wystąpienia danego zdarzenia, to znaczy, > iż w skończonym ciągu wyników eksperymentu losowego, znajdziemy to > zdarzenie. W takim razie prawdopodobieństwo traci tutaj jakiekolwiek sens. Od teraz zaprzestaje używać tego słowa w odniesieniu do tego tematu. > > A że w moim założeniu > > wszystkie czynniki są dopuszczalne, "stwierdzam po prostu", iż > > prawdopodobieństwo w omawianej sprawie jest zerowe. > > > Masz wrażenie, że jest takie prawdopodobieństwo. Równie dobrze, ktoś inny, > może uznać, że prawdopodobieństwo równe jest 1. To pustosłowie, czcza > gadka. Może przystoi młodym damom, ale mnie nie. ;-) Więc ja, korzystając z przywilejów młodości, ostaje przy swoim założeniu, tylko formułuję je w trochę inny sposób: mój zdrowy rozsądek zakłada, iż każda koncepcja tego, co spotka nas po śmierci jest możliwa, a więc szansa, że moje 'życie pośmiertne' będzie zgodne z moim o nim wyobrażeniem jest bardzo mała, a nawet bliska bliska zeru. ; ) |
|
Xqwzts [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-21 01:17:23 |
Bóg a szczęście. > To musisz być naprawdę odważnym człowiekiem, jeśli śmierć i ból są Ci > niestraszne. Skoro myśl, że kiedyś znikniesz sprawia Ci radość (zdając > sobie sprawę z tego, że prawdopodobieństwo pójścia do nieba jest równe > stosunkowi 1:n , gdzie n -> ∞ ), to zdaje mi się, że twoje życie > doczesne nie jest zbyt różowe... Nie myślałeś może kiedyś o tym, żeby się > w ten sposób uszczęśliwić? (wszak człowiek w swoim życiu dąży do > szczęścia, tak przynajmniej wynika z moich dotychczasowych obserwacji). A czemu piszesz tak, jakbym miał chcieć iść do Judexiańskiego nieba ? Każde miejsce, czas i przestrzeń jest dobre, byle było tam miło i przyjemnie, a przynajmniej nudno i bez cierpienia. Widzisz, to wygląda tak, że ja staram się nie rozróżniać nudy od lenistwa, wtedy nuda staje się przyjemnym lenistwem. :) > Po za tym zawsze w wierze chrześcijańskiej zastanawiało mnie to, że Bóg > jest taki miłosierny, a skazał wszystkich ludzi na cierpienie, bo ktoś mu > ukradł jabłko (!) - zbiorowa odpowiedzialność i kara za grzech > pierworodny. Nie zgadza się to z moją moralną intuicją, która nie godzi > się z tym, że Bóg karze niewinnych ludzi za przestępstwa innych, czy też > że przez wieki zsyła katusze na cały gatunek z powodu jednego aktu > nieposłuszeństwa ich protoplastów, i to nieposłuszeństwa raczej > nieznacznego. Wiara w felix culpa jako antycypację powrotu do raju, bez > żadnego dowodu, że nasze cierpienia są opłacalne, wydaje mi się > śmieszna. Zapomnij o tym, dookoła jest masa lepszych rzeczy, niż wyrzuty sumienia o jabłko. |
|
nobody [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-21 13:29:32 |
Bóg a szczęście. > A czemu piszesz tak, jakbym miał chcieć iść do Judexiańskiego nieba ? A nie chcesz? To wytłumacz mi w takim razie, czemu cieszysz się faktem, że kiedyś znikniesz. > Zapomnij o tym, dookoła jest masa lepszych rzeczy, niż wyrzuty sumienia o > jabłko. Ja nie mam wyrzutów sumienia w związku z tą sprawą (nie wiem nawet z jakiej racji mogłabym je mieć). Jest to po prostu zagadnienie, które mnie ciekawi, ze względu na swoją intrygującą naturę. Całe to bezgraniczne zaufanie do boga i wiara, że "cokolwiek jest, jest słuszne", bo jest częścią boskiego planu i prowadzi do zbawienia. |
|
Insomnia [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-21 14:21:52 |
Bóg a szczęście. > Nie zgadza się to z moją moralną intuicją, która nie godzi > się z tym, że Bóg karze niewinnych ludzi za przestępstwa innych, czy też > że przez wieki zsyła katusze na cały gatunek z powodu jednego aktu > nieposłuszeństwa ich protoplastów, i to nieposłuszeństwa raczej > nieznacznego. Wiara w felix culpa jako antycypację powrotu do raju, bez > żadnego dowodu, że nasze cierpienia są opłacalne, wydaje mi się > śmieszna. Mało wiary w Tobie siostro. Jesteśmy tylko ludźmi i nie nam jest dane roztrząsać meandry biblijnych mądrości. Okaż skruchę i nie grzesz więcej. ^^ |
|
nobody [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-21 14:53:52 |
Bóg a szczęście. > Mało wiary w Tobie siostro. Jesteśmy tylko ludźmi i nie nam jest dane > roztrząsać meandry biblijnych mądrości. Okaż skruchę i nie grzesz > więcej. > > ^^ Wskakuję zaraz w wór pokutny i śmigam pod kościół. ;P Myślisz, ze to pomoże? |
|
Wiktor ( hmm... ) Wysłano: 2009-10-21 09:17:25 |
Bóg a szczęście. > Czy cieszy cię myśl, że kiedyś znikniesz ? A nie lepiej zamiast wymyślać kolejne niewiarygodne opcje, pogodzić się z tym prostym faktem, że życie każdej żywej istoty kończy się śmiercią i zająć się tym co, co jest tu i teraz? > Przeświadczenie o swojej nikłości gdzieś podświadomie dołuje, > a przeświadczenie o wiecznej duszy pociesza. Słabe umysły karmią się złudzeniami, żeby poprawić sobie humor. To wzór godny do naśladowania? > To jak różnica między szczęściem, a nieszczęściem. > To taki bardziej duchowy wymiar pojmowania szczęścia. Złudzenie nieśmiertelności zapewnia duchowe szczęście? Prostacka ta duchowość. |
|
Xqwzts [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-21 12:28:18 |
Bóg a szczęście. > Słabe umysły karmią się złudzeniami, żeby poprawić sobie humor. To wzór > godny do naśladowania? Nie, ale lepszy, niż ciągłe sobie go pogarszać. > Złudzenie nieśmiertelności zapewnia duchowe szczęście? Prostacka ta > duchowość. Jest jeszcze taka duchowość, którą inni nazywają inteligencją. Powiedz, widzisz sens w ciągłym poszerzaniu wiedzy, skoro po śmierci do niczego ci nie będzie potrzebna ? Gromadzisz w głowie w końcu wartości, którą sprawdza później śmierć, co są warte. |
|
Wiktor ( hmm... ) Wysłano: 2009-10-21 12:40:43 |
Bóg a szczęście. > Nie, ale lepszy, niż ciągłe sobie go pogarszać. Pogodzenie z faktem nie pogarsza samopoczucia. Taka jest jego istota. > Jest jeszcze taka duchowość, którą inni nazywają inteligencją. > Powiedz, widzisz sens w ciągłym poszerzaniu wiedzy, skoro po śmierci do > niczego ci nie będzie potrzebna ? Gromadzisz w głowie w końcu wartości, > którą sprawdza później śmierć, co są warte. Wiedza nie równa się wartości. To po pierwsze. Po drugie nie mają one służyć temu co będzie później tylko temu co jest teraz. Chyba, że robisz kurs na prawo jazdy po to aby śmigać kabrioletem niebiańskimi autostradami, czy też jeśli wierzysz w reinkarnację, po odrodzeniu od oseska znać przepisy drogowe (o ile urodzisz się jako człowiek). Wiedza i wartości są po to, aby korzystać z nich tu i teraz. Jaka to wiedza i jakie to wartości zależy od wielu czynników, których rozważanie tutaj nie ma sensu. |
|
Xqwzts [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-21 19:05:16 |
Bóg a szczęście. > Wiedza nie równa się wartości. Ludzie przywiązują jej znaczenie, więc coś jest warta, więc to wartość. > Po drugie nie mają one > służyć temu co będzie później tylko temu co jest teraz. Racja. > Chyba, że robisz > kurs na prawo jazdy po to aby śmigać kabrioletem niebiańskimi > autostradami, czy też jeśli wierzysz w reinkarnację, po odrodzeniu od > oseska znać przepisy drogowe (o ile urodzisz się jako człowiek). No i teraz weź pod uwagę, że taki tam pobożny pastor oprócz życia wiecznego zabiera ze sobą całą wiedzę, nie marnuje się ona, bo zawsze np. wzbogaca, kiedy porówna się nią, tej wiedzy, którą posiądzie w raju/niebie. Nie jest też pewnie, że raj oznacza utratę indywidualizmu, inaczej nikt by nie chciał do niego trafić. Tak, czy inaczej, idąc racjonalnym tokiem myślenia, wiedza człowieka niewierzącego idzie na zmarnowanie, choć była użyteczna za życia. Osoba wierząca zabiera wiedzę ze sobą. No, ale w sumie, jak pisałeś nie musi to być powód do smutku. Nicość nie boli jest, jak sen, którego się nie pamięta. Chrześcijanie natomiast to ludzie, którzy się boją nicości, to i powierzają swoje dusze Bogu. |
|
Insomnia [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-22 06:20:09 |
Bóg a szczęście. > Tak, czy inaczej, idąc racjonalnym tokiem myślenia, wiedza człowieka > niewierzącego idzie na zmarnowanie, choć była użyteczna za życia. Osoba > wierząca zabiera wiedzę ze sobą. "Grucha, czy Ty naprawde jestes taki tępy?" Idąc racjonalnym tokiem myslenia (co nie przychodzi niektorym z łatwoscią) osoba wierząca (przy zalozeniu ze jest to mężczyzna) zabiera ze sobą tyle samo, co niewierząca, czyli tani garniak, pare skarpet i butow, białą koszule, gacie (prawdopodobnie) i moze kilka gadżetow czasami. A jezeli racjonalizujesz w kontekscie ktorego sie domyslam, to pisz chociaz: "Osoba wierząca WIERZY, ze zabierze wiedze ze sobą" EOT |
|
Xqwzts [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-22 12:22:32 |
Bóg a szczęście. > A jezeli racjonalizujesz w kontekscie ktorego sie domyslam, to pisz > chociaz: > > "Osoba wierząca WIERZY, ze zabierze wiedze ze sobą" That's obvious dude. Dobrze się domyślasz, bo dlaczego mam traktować tak samo wierzenie,jak i niewierzenie ? Wierzący widzi swoją rzeczywistość ciut inaczej, to nawet nie popełniłem błędu, że zabiera coś ze sobą. |
|
Insomnia [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-22 15:28:08 |
Bóg a szczęście. > Dobrze się domyślasz, bo dlaczego mam traktować tak samo wierzenie,jak i > niewierzenie ? > Wierzący widzi swoją rzeczywistość ciut inaczej, to nawet nie popełniłem > błędu, że zabiera coś ze sobą. No wlasnie haczyk jest w tym, ze piszesz: "zabiera cos ze sobą". Co oczywiscie jest fantazją bo ta osoba jedynie w to wierzy (co nie oznacza, ze tak jest). A pisząc przy tym ze "racjonalizujesz" tracisz resztki racjonalizmu wlasnie. Smutne to troche. |
|
Xqwzts [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-22 18:56:36 |
Bóg a szczęście. > A pisząc przy tym ze "racjonalizujesz" tracisz resztki racjonalizmu > wlasnie. Smutne to troche. To może tak, to było irracjonal, lepiej ? |
|
Darajevahos ( make my day ) ![]() Wysłano: 2009-10-21 13:36:26 |
Bóg a szczęście. > Złudzenie nieśmiertelności zapewnia duchowe szczęście? Zapewne znane Ci są badania (w końcu studiujesz socjologię), które potwierdzają, że statystycznie istnieje dodatnia korelacja między siłą wiary, a "spokojem egzystencjalnym". Ten zaś wzmacnia poczucie życiowej satysfakcji, spełnienia, czy - jak kto woli - szczęścia. |
|
Shogun [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-22 01:47:25 |
Bóg a szczęście. > Zapewne znane Ci są badania (w końcu studiujesz socjologię), które > potwierdzają, że statystycznie istnieje dodatnia korelacja między siłą > wiary, a "spokojem egzystencjalnym". Ten zaś wzmacnia poczucie życiowej > satysfakcji, spełnienia, czy - jak kto woli - szczęścia. Tylko że to nie jest duchowe szczęście. To w ogóle nie jest duchowość i Wiktor ma rację. Dla mnie ten "spokój egzystencjalny" może być spowodowany wkrętem np ekonomicznej natury, typu "zarobiłem ogrom pieniędzy więc nawet moje wnuki będą mogły zlewać wszystko". Moim zdaniem to nie jest duchowość tylko budowanie sobie coraz to nowych przekonań, które notabene prowadzą do strachu (bo jak masz przekonanie czy plan to na jakimś poziomie srasz w gacie że ci może nie wyjść, czyli nawet jeśli byśmy się na potrzeby dyskusji zgodzili, że jest to duchowość w powszechnym modelu rzeczywistości, to również ten egzystencjalny spokój jest złudny, więc z czym do ludzi? ;-) Zresztą, widziałem umierających wierzących, każdy się bał. Kiedy jest strach, nie ma spokoju i tego tłumaczyć nie muszę. Zdaję sobie sprawę z tego że istnieje jakiś procent wierzących, którzy mają to w dupie, ale przejrzyj sobie statystyki w przypadku ankiety typu "czy boisz się śmierci?". Tu nawet statystyka będzie nieubłagana dla Twoich statystyk o wyimaginowanym spokoju :D |
|
Darajevahos ( make my day ) ![]() Wysłano: 2009-10-22 18:20:54 |
Bóg a szczęście. > Tylko że to nie jest duchowe szczęście. To w ogóle nie jest duchowość Jak doszedłeś do tego, że np. głęboka wiara w Boga, nie jest przejawem duchowości (w rozumieniu encyklopedycznym)? > i Wiktor ma rację. Możliwe. > Dla mnie ten "spokój egzystencjalny" może być spowodowany wkrętem np > ekonomicznej natury, typu "zarobiłem ogrom pieniędzy więc nawet moje wnuki > będą mogły zlewać wszystko". Moim zdaniem to nie jest duchowość tylko > budowanie sobie coraz to nowych przekonań, które notabene prowadzą do > strachu (bo jak masz przekonanie czy plan to na jakimś poziomie srasz w > gacie że ci może nie wyjść, czyli nawet jeśli byśmy się na potrzeby > dyskusji zgodzili, że jest to duchowość w powszechnym modelu > rzeczywistości, to również ten egzystencjalny spokój jest złudny, więc z > czym do ludzi? ;-) Z pewnością przedstawisz mi badania, potwierdzające to, że owy egzystencjalny spokój (przynajmniej większy, od mniej wierzących - w ujęciu statystycznym) jest złudny, tj. że na "jakimś poziomie [świadomości] ludzie srają w gacie", nawet jeśli mają niezachwianą wiarę w istnienie Boga, który posyła aniołów, by im zaczęli powoli w Niebie łóżka ścielić. :-) No dobra, powiedzmy, że większość z tych, co posiadają głęboką wiarę, miewają wątpliwości, co do swojej przyszłości po śmierci. Ci, co mają silną nadzieję i pokładają ufność w słuszność własnej wiary, odczuwają co najwyżej niepewność, lekki strach przed nieznanym, zaś ci bez żadnej wiary w życie wieczne, jak my, mają poważniejszy problem. Oczywiście, jak zauważyłeś, na łożu śmierci prawie każdy się boi, niezależnie od wiary; chodzi mi raczej o sytuację psychiczną "z dnia codziennego", oraz siłę strachu, kiedy przychodzi chwila t(koniec). ;-) |
|
agnes [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-22 20:49:51 |
Bóg a szczęście. > Z pewnością przedstawisz mi badania, potwierdzające to, że owy > egzystencjalny spokój (przynajmniej większy, od mniej wierzących - w > ujęciu statystycznym) jest złudny, tj. że na "jakimś poziomie > [świadomości] ludzie srają w gacie", nawet jeśli mają niezachwianą wiarę w > istnienie Boga, który posyła aniołów, by im zaczęli powoli w Niebie łóżka > ścielić. :-) No dobra, powiedzmy, że większość z tych, co posiadają > głęboką wiarę, miewają wątpliwości, co do swojej przyszłości po śmierci. > Ci, co mają silną nadzieję i pokładają ufność w słuszność własnej wiary, > odczuwają co najwyżej niepewność, lekki strach przed nieznanym, zaś ci bez > żadnej wiary w życie wieczne, jak my, mają poważniejszy problem. > Oczywiście, jak zauważyłeś, na łożu śmierci prawie każdy się boi, > niezależnie od wiary; chodzi mi raczej o sytuację psychiczną "z dnia > codziennego", oraz siłę strachu, kiedy przychodzi chwila t(koniec). ;-) > Gdzieś ostatnio słyszałam,że odsetek tych co na łożu śmierci kurczowo trzymają się życia i domagają się reanimacji za wszelką cenę jest o wiele wyższy wśród mocno wierzących. Ponoć przeprowadzano ankietę, swoją drogą ciekawe jak. |
|
Wiktor ( hmm... ) Wysłano: 2009-10-21 13:49:31 |
Bóg a szczęście. > Zapewne znane Ci są badania (w końcu studiujesz socjologię), które > potwierdzają, że statystycznie istnieje dodatnia korelacja między siłą > wiary, a "spokojem egzystencjalnym". Ten zaś wzmacnia poczucie życiowej > satysfakcji, spełnienia, czy - jak kto woli - szczęścia. A podasz mi jakieś namiary na te badania? Bo ja znam tylko takie, że związek między siłą wiary religijnej a szczęściem jest bardzo słaby (współczynnik zależności poniżej 0,100). |
|
Darajevahos ( make my day ) ![]() Wysłano: 2009-10-21 16:58:46 |
Bóg a szczęście. > A podasz mi jakieś namiary na te badania? Bo ja znam tylko takie, że > związek między siłą wiary religijnej a szczęściem jest bardzo słaby > (współczynnik zależności poniżej 0,100). Nie napisałem, że istnieje >silna<, dodatnia korelacja, zauważ. :-) Ta pewna wartość poniżej 0,1, odnosząc się do badań znanych Tobie, jest uśrednioną wartością, która nie eksponuje wahań tej wartości, w zależności do np. wieku, czy stanu zdrowia. Nie zdziwiłbym się, że w sytuacjach dramatycznych, takich jak śmiertelna choroba, śmierć bliskiego, czy chociażby zwykła starość, współczynnik ten jest wielokrotnie wyższy. A w takich sytuacjach właśnie jesteśmy szczególnie narażeni na cierpienie, oraz oczekujemy jego uśmierzenia. |
|
Shogun [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-21 11:10:59 |
Bóg a szczęście. > Dylemat czy po śmierci w ramach kary > bogobojne (pewnie do tego chrześcijańskie) dziewice będą usługiwać > muzułmanom, Nigdy nie byłem na tyle znudzony żeby sięgnąć po koran. Pamiętam że fragmenty czytałem, i ponoć u nich ma być oddzielne niebo dla kobiet i mężczyzn. W takim razie skąd właśnie się te dziewice miały by brać? I nie pytam by wskazywać jakieś paradoksy i niedorzeczności, bo nawet nie trzeba. Pytam z czystej jak łza ciekawości :) pozdro |
|
Xqwzts [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-21 12:29:55 |
Bóg a szczęście. > Nigdy nie byłem na tyle znudzony żeby sięgnąć po koran. Pamiętam że > fragmenty czytałem, i ponoć u nich ma być oddzielne niebo dla kobiet i > mężczyzn. W takim razie skąd właśnie się te dziewice miały by brać? No to ich niebo dla mężczyzn będzie puste, bo jeden drugiemu zarzuci sobie homoseksualizm i wszyscy się powybijają. |
|
Wiktor ( hmm... ) Wysłano: 2009-10-21 12:34:40 |
Bóg a szczęście. > I nie pytam by wskazywać jakieś paradoksy i niedorzeczności, bo nawet nie > trzeba. Pytam z czystej jak łza ciekawości :) Niezbadane są ścieżki Allacha ;> Nie mam pojęcia. Słyszałem, że wzięły się one z błędów powstałych przy kolejnych edycjach Koranu a w oryginale chodziło o jakiś rodzaj ówcześnie bardzo cennych rodzynek. Nie wnikam ale dzisiejsi imamowie (a tym bardziej ci fundamentalni) mieliby spory problem z teologiczną interpretacją takiej nagrody, bo kto chciałby walczyć z niewiernymi czy wysadzać się w powietrze dla garści suszonych owoców :D |
|
Darajevahos ( make my day ) ![]() Wysłano: 2009-10-21 13:26:49 |
Bóg a szczęście. > W takim razie skąd właśnie się te dziewice miały by brać? A było napisane, że to dusze kobiet ziemskich? W opisie uroda owych dziewic jest nieziemska, nie zacytuję dokładnie, ale było, coś w stylu, np.: "piękno ich oczu przyćmiewa księżyc [...]", itp. Prosty wniosek, że są to istoty stworzone tylko po to, by zwalać z nóg urodą i zaspokajać żądze tych, co dostali się do raju. :-P |
|
Shogun [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-21 14:03:14 |
Bóg a szczęście. > A było napisane, że to dusze kobiet ziemskich? W opisie uroda owych > dziewic jest nieziemska, nie zacytuję dokładnie, ale było, coś w stylu, > np.: "piękno ich oczu przyćmiewa księżyc [...]", itp. Prosty wniosek, że > są to istoty stworzone tylko po to, by zwalać z nóg urodą i zaspokajać > żądze tych, co dostali się do raju. :-P A ziemskie kobiety co dostają jak pójdą do raju? Ładne garnki? ;-) Zawsze twierdziłem, że jest to najbardziej szowinistyczna ze światowych religii :] |
|
Darajevahos ( make my day ) ![]() Wysłano: 2009-10-21 16:49:21 |
Bóg a szczęście. > A ziemskie kobiety co dostają jak pójdą do raju? Ładne garnki? ;-) Nowoczesną zmywarkę do naczyń. :-) > Zawsze twierdziłem, że jest to najbardziej szowinistyczna ze światowych > religii :] Tylko, czy sam Koran zawiera silny pierwiastek szowinizmu? (sam nie wiem, przyznaję się bez bicia). Społeczność, która ma silnie ugruntowany model kulturowy (regulujący m.in. rolę kobiety), przy przyjmowaniu religii obcego pochodzenia, mniej, lub bardziej świadomie ją wypaczają, stosując nie raz jej jawnie (szczególnie z perspektywy tych, co stworzyli daną religię) absurdalną interpretację. Popatrz na Japonię - mimo wielowiekowej tradycji buddyjskiej tego kraju, bogactwa, nowoczesności oraz wpływów Zachodu w ostatnim wieku, kobieta nadal jest popychadłem. Trudno zwalać wszystko na panującą w społeczeństwie religię, choć jej instytucjonalny wymiar i "naturalny" konserwatyzm, często umacnia zastane obyczaje. |
|
Shogun [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-21 17:47:01 |
Bóg a szczęście. > Popatrz na Japonię - mimo wielowiekowej > tradycji buddyjskiej tego kraju, bogactwa, nowoczesności oraz wpływów > Zachodu w ostatnim wieku, kobieta nadal jest popychadłem. Ale japan lesbian porn rządzi :) |
|
Xqwzts [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-21 19:26:05 |
Bóg a szczęście. > Ale japan lesbian porn rządzi :) Hentai :D Tantales i laski z penisami, to jest dopiero plaga. Kultowy Hentai "Bible Black", polecam. ;) Poza tym "Bible Black Originis", oraz "Bible Black Temari Only". :) A niedawno widziałem taki tam przyjemny Hentai "Legend of the Pervert". :P A i sami Japończycy nie używają określenia Hentai, bo w ich języku oznacza Zboczeńca, zamiast tego używają normalnego określenia Ero-anime, porno-anime, ero-manga, porno-manga. Dla ciebie Sho polecam gatunek nazywany Yaoi, albo Shonen-ai, bo ty ponoć lubisz chłopców. :P |
|
Shogun [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-21 20:56:26 |
Bóg a szczęście. > Dla ciebie Sho polecam gatunek nazywany Yaoi, albo Shonen-ai, bo ty ponoć > lubisz chłopców. :P Widzisz, nawet pedała wyrwać nie potrafisz lol |
|
Xqwzts [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-22 12:27:55 |
Bóg a szczęście. > Widzisz, nawet pedała wyrwać nie potrafisz lol Przecież wam, to tylko pomachać palcem, a już lecicie. :D |
|
Darajevahos ( make my day ) ![]() Wysłano: 2009-10-21 18:08:46 |
Bóg a szczęście. > Ale japan lesbian porn rządzi :) Wszystko, co ważne, cenzurują. ;-) |
|
Shogun [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-21 18:36:56 |
Bóg a szczęście. > Wszystko, co ważne, cenzurują. ;-) Nie zawsze :D Myślę, że już dość odbiliśmy od tematu. Jak chcesz to na privie możemy się linkami powymieniać :D |
|
Shogun [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-21 11:06:34 |
Bóg a szczęście. > Osoba niewierząca ma niepewny los Osoba wierząca też ma niepewny los, no zakładając że na znanej nam płaszczyźnie nie rządzi determinizm. > i w sumie towarzyszy jej ciągłe > uczucie swojej nieuchronnej zagłady, to sprawia tak naprawdę, że jest > nieszczęśliwa. Świadomość własnej zagłady, nietrwałości, pustki jest dla mnie wykurwiście pocieszająca. Dzięki temu można bardzo docenić życie. A jak wiemy, z docenianiem życia ani chrześcijanom ani muzułmanom nie wychodzi. I też szczęścia prawdziwego u nich nie widziałem. Raczej jego złudzenie. |
|
Xqwzts [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-21 12:32:42 |
Bóg a szczęście. > > Osoba niewierząca ma niepewny los > > Osoba wierząca też ma niepewny los, no zakładając że na znanej nam > płaszczyźnie nie rządzi determinizm. Tak, ale mi nie chodziło o krótkowzroczne dostrzeganie tylko życia na ziemi. > Świadomość własnej zagłady, nietrwałości, pustki jest dla mnie wykurwiście > pocieszająca. Dzięki temu można bardzo docenić życie. Owszem, ja też tak, jak najbardziej uważam. > A jak wiemy, z docenianiem życia ani chrześcijanom ani muzułmanom nie > wychodzi. I też szczęścia prawdziwego u nich nie widziałem. Raczej jego > złudzenie. Zgodzę się co do muzułmanów, ale chrześcijanie jako tak cenią życie. |
|
Shogun [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-21 14:05:47 |
Bóg a szczęście. > Tak, ale mi nie chodziło o krótkowzroczne dostrzeganie tylko życia na > ziemi. I krótkowzroczności się wystrzegaj :) > Zgodzę się co do muzułmanów, ale chrześcijanie jako tak cenią życie. Chrześcijanie dopiero zaczęli się tego uczyć. A fakt faktem mentalność muzułmanów jeszcze jest daleko za nimi. |
|
agnes [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-19 09:25:43 |
Bóg a szczęście. > Jakie, waszym zdaniem, znaczenie dla rozumienia szczęścia może mieć wybór > postawy wobec problemu istnienia Boga? Jeśli tylko chcesz to żadne. Wiara lub niewiara co najwyżej "umacnia" Cię w Twoich postawach i wyborach. Natomiast według mnie moje szczęście jest zależne ode mnie : czy zrobię wszystko, żeby czuć się szczęśliwa i czy nie pozwolę innym na to, żeby mnie unieszczęśliwili. |
|
Angus McGregor [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-19 23:13:41 |
Bóg a szczęście. > Jakie, waszym zdaniem, znaczenie dla rozumienia szczęścia może mieć wybór > postawy wobec problemu istnienia Boga? Kiedy odnoszę owe pytanie do własnej "praktyki" narzuca mi się bardzo silnie przekonanie o tym, że im więcej Boga, tym mniej człowieka, i co za tym idzie mniej ludzkiego szczęścia. Ludzie wiążący szczęśliwość z Bogiem musi charakteryzować albo wiara o charakterze zbliżonym bądź przekraczającym zaufanie psa do swego pana, albo bezrefleksyjność średniowiecznego chłopa albo entuzjazm wiecznego neofity.We mnie od zawsze najmniejsza choćby próba namysłu nad sprawami boskimi, kończyła się co najmniej migreną,chroniczną konfuzją i niepokojem. I myślę, że znajdzie się tu wielu ludzi, którzy podzielają moje doświadczenia. To nie tylko poczucie swoistego zagrożenia, niepewności, w ogóle pewnej opresyjności jaką można by wiązać z samą ideą Stworzyciela- istoty doskonałej, niekoniecznie w chrześcijańskich piórkach. To jakby fundamentalna nieadekwatność Absolutu to całej reszty bytu!Wobec bezmiaru tych chociażby "pojęciowych" odległości między tym co oraz jak rozumiem pod tym terminem a jego, nie daj Boże, rzeczywistym desygnatem, naturalną chyba rzeczą jest jakaś reakcja psychiczna, emocjonalna wywołana tym dystansem. W moim przypadku była to ciekawość, bojaźń i trwoga, najbliższe sercu pytającego. Te uczucia nijak się mają do mojej wizji szczęścia, które już od dłuższego czasu nierozerwalnie związane są z takimi słodko brzmiącymi tworami jak wolny czas, święty spokój i kompletna niezależność. |
|
czarnobrody [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-19 23:55:21 |
Bóg a szczęście. > Jakie, waszym zdaniem, znaczenie dla rozumienia szczęścia może mieć wybór > postawy wobec problemu istnienia Boga? Niewierzący rozumie szczęście jak chce, a wierzący nie rozumie wcale. |
|
nobody [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-20 11:17:18 |
Bóg a szczęście. > Niewierzący rozumie szczęście jak chce, a wierzący nie rozumie wcale. To stwierdzenie mogłoby być prawdziwe, gdyby szczęście było absolutem. Gdyby można było je zupełnie zobiektywizować. Ale szczęście jest względne, każdy rozumie je na swój sposób. Zarzucić komukolwiek, że 'nie rozumie szczęścia' wydaje mi się dosyć absurdalne. |
|
czarnobrody [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-20 20:38:31 |
Bóg a szczęście. > To stwierdzenie mogłoby być prawdziwe, gdyby szczęście było absolutem. > Gdyby można było je zupełnie zobiektywizować. Ale szczęście jest względne, > każdy rozumie je na swój sposób. Zarzucić komukolwiek, że 'nie rozumie > szczęścia' wydaje mi się dosyć absurdalne. Wierzący nie rozumie szczęścia na swój sposób, tylko na sposób z góry mu narzucony. Jako krainę wiecznej szczęśliwości, czyli bliskości z Bogiem. Bliskość z Bogiem = szczęście. Oddalenie od Boga = nieszczęście. "Rozumie" szczęście w sensie "potrafi podać definicję", a nie w sensie "potrafi zmieniać tę definicję, doświadczać szczęścia, niezależnie od tego w czym je znajduje i jak kazano mu je odczuwać". Dlatego według mnie nie rozumie. Zresztą sam fakt przyjmowania a priori kupy różniastych dogmatów świadczy o tym, że człowiek takowy mało rozumie, a więcej po prostu zapamiętuje i powtarza (tak jak w szkole, zrozumiesz zagadnienie to zrobisz wszystkie zadania, a jak jakiegoś nauczysz się na pamięć bez zrozumienia to wiele Ci to nie da, chyba że trafisz na identyczne). Bardziej względne od szczęścia jest stwierdzenie "rozumieć szczęście", a ja korzystam z tej względności. Nie ma w tym nic absurdalnego. |
|
nobody [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-20 21:25:01 |
Bóg a szczęście. > Wierzący nie rozumie szczęścia na swój sposób, tylko na sposób z góry mu > narzucony. Ale zważ na to, że sami decydujemy o tym, w co wierzymy lub czy w ogóle wierzymy. Tak naprawdę nikt nie może nas do niczego w tej kwestii zmusić (choć niektórzy niestety próbują). Więc jeśli wiara/niewiara jest naszym świadomym wyborem, to sami identyfikujemy się z jej założeniami, a więc sami wybieramy źródło swego szczęścia. I jeden cytat z mojego notesowego zbioru: "Nieświadomie szukamy zasad i teorii stosownych do swego temperamentu, iż w końcu wygląda na to, że zasady i teorie uformowały nasz charakter, udzieliły mu stałości i pewności: kiedy tymczasem rzecz się miała zupełnie na odwrót. (…) Faktycznie nasza istota jest przyczyną, że tak a tak myślimy i sądzimy." Nietzsche > Zresztą sam fakt przyjmowania a priori kupy różniastych dogmatów świadczy > o tym, że człowiek takowy mało rozumie, a więcej po prostu zapamiętuje i > powtarza (tak jak w szkole, zrozumiesz zagadnienie to zrobisz wszystkie > zadania, a jak jakiegoś nauczysz się na pamięć bez zrozumienia to wiele Ci > to nie da, chyba że trafisz na identyczne). Tutaj się z Tobą zgadzam. |
|
czarnobrody [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-21 13:46:32 |
Bóg a szczęście. > Ale zważ na to, że sami decydujemy o tym, w co wierzymy lub czy w ogóle > wierzymy. Tak naprawdę nikt nie może nas do niczego w tej kwestii zmusić > (choć niektórzy niestety próbują). Więc jeśli wiara/niewiara jest naszym > świadomym wyborem, to sami identyfikujemy się z jej założeniami, a więc > sami wybieramy źródło swego szczęścia. Dowodem na to, że można zmusić do wiary jest to, że powstają nowe pokolenia wierzących. Są zmuszani do tego przez społeczeństwo. Jeżeli większy wpływ, Twój szacunek z powodu jakiś tam przeżyć i doświadczeń (często podświadomych) mają katolicy, to jesteś katoliczką, muzułmanie, to wyznajesz islam, niewierzący, to zostajesz ateistką, księgowi, to zostajesz księgową. Uwierz mi. To przymus. Gdybyś żyła wyłącznie wśród ludzi wierzących w Muminki, to by Ci nawet przez myśl nie przeszło, żeby nie wierzyć. To wybór pod wpływem, pod przymusem, czyli nie wybór. Wniosek: o niczym nie zdecydowałem i nie wybrałem sobie źródła szczęścia. Cały czas go szukam i czerpię skąd popadnie. > I jeden cytat z mojego notesowego zbioru: > "Nieświadomie szukamy zasad i teorii stosownych do swego temperamentu, iż > w końcu wygląda na to, że zasady i teorie uformowały nasz charakter, > udzieliły mu stałości i pewności: kiedy tymczasem rzecz się miała zupełnie > na odwrót. (…) Faktycznie nasza istota jest przyczyną, że tak a tak > myślimy i sądzimy." Nietzsche Nie zgadzam się. Niebezpieczne uogólnienie. Nasza istota jest produktem. Z mojego mózgowego zbioru: "Byt tworzy świadomość" Marks |
|
Mandrax [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-21 14:02:51 |
Bóg a szczęście. > Nie zgadzam się. Niebezpieczne uogólnienie. Nasza istota jest produktem. ~~~~~~ A to nie jest uogólnienie? |
|
czarnobrody [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-23 22:27:45 |
Bóg a szczęście. > > Nie zgadzam się. Niebezpieczne uogólnienie. Nasza istota jest > produktem. > ~~~~~~ > A to nie jest uogólnienie? Oczywiście, że jest. Za to bezpieczne, bo dystansuje do samego siebie. Mam dość ludzi, z których ego nie mieszczę się w jednym pomieszczeniu, stąd te uwagi i konieczność zaprzeczania podobnym cytatom autorstwa Fryderyka. |
|
Mandrax [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-24 16:02:01 |
Bóg a szczęście. > Oczywiście, że jest. Za to bezpieczne, bo dystansuje do samego siebie. Mam > dość ludzi, z których ego nie mieszczę się w jednym pomieszczeniu, stąd te > uwagi i konieczność zaprzeczania podobnym cytatom autorstwa Fryderyka. ~~~~~~ Konieczność? |
|
czarnobrody [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-24 16:46:09 |
Bóg a szczęście. > Konieczność? Ja ją odczuwam, ale nie jest ogólnie obowiązująca. |
|
nobody [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-21 14:35:22 |
Bóg a szczęście. > Dowodem na to, że można zmusić do wiary jest to, że powstają nowe > pokolenia wierzących. Są zmuszani do tego przez społeczeństwo. Nie zgadzam się. Ludzie wierzą z różnych powodów. Niektórzy naprawdę czują obecność Boga w swoim życiu – są świadomi swojej wiary, inni wierzą z lenistwa i wygody, przyjmując bez zastanowienia jakieś założenia. Nie są do niczego zmuszani, co najwyżej społeczeństwo wywiera na nich pewną presję, z pod której zawsze można się wyrwać. Gdyby było tak, jak mówisz, nadal co niedziela śmigałabym do Kościoła, a zapewne wiesz, że tego już nie robię. Też swego czasu miałam podobne do twojego spojrzenie na tą sprawę, ale pewna osoba stojąca po drugiej stronie barykady pokazała mi, że wcale tak nie jest (przesyłałam Ci fragmenty). ; ) > Gdybyś żyła wyłącznie wśród > ludzi wierzących w Muminki, to by Ci nawet przez myśl nie przeszło, żeby > nie wierzyć. To wybór pod wpływem, pod przymusem, czyli nie wybór. Gdybym żyła wśród takich ludzi, zapewne by tak było. Ale żyje w społeczeństwie, w którym istnieje wiele opcji na polu wiary. Jedną spośród tych opcji jest właśnie nie wiara. > Nasza istota jest produktem. Sądzę, że prawda leży w tym przypadku gdzieś po środku. Bylibyśmy produktem, gdybyśmy sami nie mieli nic do powiedzenia. Wszystko ma na nas wpływ, buduje nas, ale to MY sami dokonujemy selekcji informacji i czynników, i sami decydujemy o naszym ostatecznym kształcie (świadomie lub mniej, pomijając właśnie sytuacje ekstremalne, gdy nie mamy pośród czego tej selekcji dokonywać). A Przynajmniej tak mi się zdaje. |
|
czarnobrody [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-23 22:47:13 |
Bóg a szczęście. Nie są > do niczego zmuszani, co najwyżej społeczeństwo wywiera na nich pewną > presję, z pod której zawsze można się wyrwać. Wyobraź sobie świat, w którym każdy Twój ruch, Twoja myśl, Twoja decyzja, nawet Twój nerwowy tik podczas jedzenie kanapki z serem (niech będzie żółtym!) jest wypadkową całej reszty. Świat, w którym nie ma miejsca na wyrwanie się z czegokolwiek, bo nie ma punktu odniesienia... Właśnie w nim żyjesz! tadam! Gdyby było tak, jak mówisz, > nadal co niedziela śmigałabym do Kościoła, a zapewne wiesz, że tego już > nie robię. Też swego czasu miałam podobne do twojego spojrzenie na tą > sprawę, ale pewna osoba stojąca po drugiej stronie barykady pokazała mi, > że wcale tak nie jest (przesyłałam Ci fragmenty). ; ) Ta osoba jest pewnie częścią społeczeństwa, którą obdarzasz szacunkiem i kopiujesz podświadomie zachowania, które ona skopiowała od reszty. Czyż nie? > Gdybym żyła wśród takich ludzi, zapewne by tak było. Ale żyje w > społeczeństwie, w którym istnieje wiele opcji na polu wiary. Jedną spośród > tych opcji jest właśnie nie wiara. Istnieje wiele opcji, ale żadnej nie wybierasz sama z siebie, tylko przez wpływ innych. Przepraszam za te suche slogany reklamujące behawioryzm, ale lepiej się z tym pogodzić za młodu, aby uniknąć rozczarowań. :) > Sądzę, że prawda leży w tym przypadku gdzieś po środku. Bylibyśmy > produktem, gdybyśmy sami nie mieli nic do powiedzenia. Wszystko ma na nas > wpływ, buduje nas, ale to MY sami dokonujemy selekcji informacji i > czynników, i sami decydujemy o naszym ostatecznym kształcie (świadomie > lub mniej, pomijając właśnie sytuacje ekstremalne, gdy nie mamy pośród > czego tej selekcji dokonywać). A Przynajmniej tak mi się zdaje. Chciałbym tak pięknie sobie wyobrażać świat jak Ty. |
|
nobody [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-24 00:02:50 |
Bóg a szczęście. > Wyobraź sobie świat, w którym każdy Twój ruch, Twoja myśl, Twoja decyzja, > nawet Twój nerwowy tik podczas jedzenie kanapki z serem (niech będzie > żółtym!) jest wypadkową całej reszty. Świat, w którym nie ma miejsca na > wyrwanie się z czegokolwiek, bo nie ma punktu odniesienia... Właśnie w nim > żyjesz! tadam! Po przeczytaniu twojej wypowiedzi zrobiłam sobie kanapkę z żółtym serem (przed chwilą nie miałam na nią jeszcze ochoty!). Twoje wyrwanie się z czegokolwiek rozumiem jak niemożność wyrwania się losowi, który nad nami ciąży. Sądzę, że nasz spór zawiera się na płaszczyźnie semantycznej. Ja 'wyrwanie się' rozumiem jako zdolność samodecydowania. Codziennie podejmujemy mnóstwo decyzji (świadomie lub mniej), na które wpływa ogromna ilość splatających się ze sobą czynników, ale to, jak postąpimy zależy od nas, od naszej wiedzy, chwilowego kaprysu, charakteru. > Ta osoba jest pewnie częścią społeczeństwa, którą obdarzasz szacunkiem i > kopiujesz podświadomie zachowania, które ona skopiowała od reszty. Czyż > nie? Nie przeczę. Każdy czerpie skądś jakieś motywy, wzorce postępowania, które są nam dostarczane cały czas i zewsząd. Człowiek jest istotą społeczną, obcuje z ludźmi, wymienia z nimi swoje poglądy, a nowe wiadomości konfrontuje z dotychczasowymi przemyśleniami. Bazuje na informacjach, które do niego docierają, dokonuje ich selekcji, po czym tworzy sobie jakieś wyobrażenie na daną sprawę. A u Ciebie tak nie jest? > Istnieje wiele opcji, ale żadnej nie wybierasz sama z siebie, tylko przez > wpływ innych. Ok, załóżmy, ze tak jest. To kto ma wpływ na tych, którzy na nas ten wpływ wywierają? Itd, itd? Kto był pierwszym wpływowywieraczem? To założenie skutkowałoby tym, że nikt nigdy nie był niezależny i nigdy sam o sobie nie decydował. Musiałby być pierwszy Dawca Wpływu, który wszystko z góry ustalił i zaplanował. > Chciałbym tak pięknie sobie wyobrażać świat jak Ty. Wiesz, tak naprawdę to nie jest trudne. ;) |
|
Insomnia [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-24 08:41:10 |
Bóg a szczęście. > Ok, załóżmy, ze tak jest. To kto ma wpływ na tych, którzy na nas ten wpływ > wywierają? Itd, itd? Kto był pierwszym wpływowywieraczem? To założenie > skutkowałoby tym, że nikt nigdy nie był niezależny i nigdy sam o sobie nie > decydował. Musiałby być pierwszy Dawca Wpływu, który wszystko z góry > ustalił i zaplanował. Wiem, do czego zmierzasz, ale imo jest dokladnie tak, jak napisal czarnobrody. Jesteśmy kopią kopii. I nie licz na to, ze jest inaczej. Nasze struktury potencjalne i czynnosciowe w szczególności są niczym innym jak ekspansją w świat zewnętrzny powielanego od lat schematu. Nie jestes wyjątkowa. Ja nie jestem wyjątkowy. Wszyscy działamy pod wpływem tego co nas otacza i czego doświadczamy. Nie działasz "sama z siebie" i "w oderwaniu". Nawet Twoje działanie wymusza na Tobie świat zewnętrzny i równiez kierunek w jakim swoje działanie popchniesz jest wtórny bo w oparciu o świat zewnetrzny. Jezeli w jakis sposob "zmieniasz świat" to wyłącznie poprzez "zmiane kombinacji" dostepnych Ci mozliwosci działania...niestety tak sie składa, ze owa zmiana zostala na Tobie "wymuszona" przez to co dotychczas poznalas (czyli wtórne bodzce). Nie podejmujesz zadnej decyzji "ot tak i sama z siebie". Zawsze coś wtórnego miało na "Twoje decyzje" wpływ. |
|
nobody [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-24 11:52:48 |
Bóg a szczęście. > Jesteśmy kopią kopii. I nie licz na to, ze jest inaczej. Nasze struktury > potencjalne i czynnosciowe w szczególności są niczym innym jak ekspansją w > świat zewnętrzny powielanego od lat schematu. Nie jestes wyjątkowa. Ja nie > jestem wyjątkowy. Wszyscy działamy pod wpływem tego co nas otacza i czego > doświadczamy. Nie działasz "sama z siebie" i "w oderwaniu". Nawet Twoje > działanie wymusza na Tobie świat zewnętrzny i równiez kierunek w jakim > swoje działanie popchniesz jest wtórny bo w oparciu o świat zewnetrzny. > Jezeli w jakis sposob "zmieniasz świat" to wyłącznie poprzez "zmiane > kombinacji" dostepnych Ci mozliwosci działania...niestety tak sie składa, > ze owa zmiana zostala na Tobie "wymuszona" przez to co dotychczas poznalas > (czyli wtórne bodzce). Nie podejmujesz zadnej decyzji "ot tak i sama z > siebie". Zawsze coś wtórnego miało na "twoje decyzje" wpływ. Czyli wszystko ma na mnie wpływ tylko nie ja? I nadal nie znam odpowiedzi na pytanie, kto zaczął tą zabawę, jakieś pierwsze ogniwo w w łańcuchu, skoro sami na siebie wpływu nie mamy. |
|
czarnobrody [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-24 12:46:22 |
Bóg a szczęście. > Czyli wszystko ma na mnie wpływ tylko nie ja? "Czy świadomie kierujemy sobą? Nie, myślę że świadomość podąża za nami. Coś wykonujemy i dopiero po ułamku sekundy zdajemy sobie sprawę z tego co robimy, ale dzięki temu następnym razem jak będziemy tę samą czynność wykonywali, to będziemy mieli świadomość ewentualnego wyniku. Tak więc świadomość podąża z tyłu i to daje korzyść przy powtarzającej się sytuacji. Jak więc podejmujemy decyzje? Jako bardzo kompleksowy komputer, który z jednej strony ukształtowany jest na podstawie genetycznego podłoża a z drugiej w oparciu o otoczenie i doświadczenia danej osoby. Kiedy znajdujemy się w określonej sytuacji, to ten komputer wylicza decyzję na podstawie najlepszych możliwości, tak, aby ta decyzja miała najlepszą szansę powodzenia. A więc nasz mózg podejmuje decyzję zanim to sobie uświadomimy? Tak, świadomość nadąża za odruchami. I dlatego wydaje się nam, że my sami podjęliśmy decyzję? Tak, przez to wyobrażamy sobie, że robimy to sami. Lecz w istocie to jest nasz mózg, który bezmyślnie kalkuluje wszystkie możliwości i następnie wybiera tą najlepszą. Nie bezmyślnie, lecz wyliczając. Tak więc dość inteligentnie. (śmiejąc się) Bardzo inteligentnie. Więc właściwie świadomość i charakter zostają określone przez mózg, a rozwój mózgu określa jaki charakter i świadomość będziemy mieć? Tak, charakter, który dana osoba ma, jest określony przez genetyczne informacje dostarczone przez matkę i ojca, a następnie jest formowany w rozwoju w łonie matki a potem we wczesnym rozwoju po urodzeniu. I jest wiele innych rzeczy należących do naszego charakteru, które zostają ustalone we wczesnym rozwoju. I wyraz "charakter" mówi sam za siebie, że to jest wyszlifowane i nie do zmienienia, że jest utrwalone podczas rozwoju w strukturze mózgowej, w szlakach i wzorcach, i jest czymś, co do nas należy i przy nas zostanie. Więc możemy powiedzieć, że w ten sposób wszystko jest ustalone? Można powiedzieć, że reakcje w pewnych określonych sytuacjach zostają w ważnym stopniu określone przez mózg, przez to, co dostaliśmy podczas jego rozwoju. A więc w taki sposób w dużej części jest to determinowane. Determinowane oznacza więc przeznaczone Nie przeznaczone przez kogoś, lecz wynikające z genetycznych informacji plus rozwój mózgowy, który doświadczyliśmy. W jakim stopniu ktoś jest odpowiedzialny za swoje czyny, jeżeli właściwie nie ma wolnej woli i w rachubę wchodzi determinizm? Można się nad tym zastanawiać, jeżeli wiadomo że stopień agresji z którym ktoś się rodzi w ważnym stopniu zostaje określony przez genetyczne zróżnicowania, które wszyscy mamy i które dostaliśmy po naszych rodzicach. Następnie jest uzależnione od warunków w łonie matki, bo jeżeli matka pali w czasie ciąży, to jest większe prawdopodobieństwo na agresywne i kryminalne zachowanie tego dziecka. Zależy też od wielu innych czynników, takich jak poziom hormonów płciowych we wczesnym rozwoju i w późniejszym życiu. Zatem można się zapytywać, na ile moralne jest obarczenie kogoś odpowiedzialnością za jego czyny. Oczywiście można karać nawet wtedy, jeżeli uważa się, że moralnie ktoś nie jest odpowiedzialny. Można powiedzieć: Ty to zrobiłeś, ja ciebie ukarzę, i mam nadzieję, że ta kara następnym razem będzie przez mózg-komputer skalkulowana przy podejmowaniu decyzji. " Takie tam, rozmowa z neurobiologiem Dickiem Swaabem. Fajne, co? I nadal nie znam odpowiedzi > na pytanie, kto zaczął tą zabawę, jakieś pierwsze ogniwo w w łańcuchu, > skoro sami na siebie wpływu nie mamy. Jako bezmyślny ciąg przyczynowo-skutkowy chcesz poznać odpowiedź na to pytanie? Nie za dużo sobie wyobrażasz? ;D |
|
nobody [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-24 13:12:51 |
Bóg a szczęście. > W jakim stopniu ktoś jest odpowiedzialny za swoje czyny, jeżeli właściwie > nie ma wolnej woli i w rachubę wchodzi determinizm? > > Można się nad tym zastanawiać, jeżeli wiadomo że stopień agresji z którym > ktoś się rodzi w ważnym stopniu zostaje określony przez genetyczne > zróżnicowania, które wszyscy mamy i które dostaliśmy po naszych rodzicach. > Następnie jest uzależnione od warunków w łonie matki, bo jeżeli matka pali > w czasie ciąży, to jest większe prawdopodobieństwo na agresywne i > kryminalne zachowanie tego dziecka. Zależy też od wielu innych czynników, > takich jak poziom hormonów płciowych we wczesnym rozwoju i w późniejszym > życiu. Zatem można się zapytywać, na ile moralne jest obarczenie kogoś > odpowiedzialnością za jego czyny. Oczywiście można karać nawet wtedy, > jeżeli uważa się, że moralnie ktoś nie jest odpowiedzialny. Można > powiedzieć: Ty to zrobiłeś, ja ciebie ukarzę, i mam nadzieję, że ta kara > następnym razem będzie przez mózg-komputer skalkulowana przy podejmowaniu > decyzji. " > > Takie tam, rozmowa z neurobiologiem Dickiem Swaabem. Fajne, co? Fajne, fajne. Właśnie cześć mojego młodzieńczo-pensjonarskiego światopoglądu runęła w gruzach, wiesz? Przynajmniej od teraz znam świetne usprawiedliwienie na swoje zachowanie. ;P > I nadal nie znam odpowiedzi > > na pytanie, kto zaczął tą zabawę, jakieś pierwsze ogniwo w w > łańcuchu, > > skoro sami na siebie wpływu nie mamy. > > Jako bezmyślny ciąg przyczynowo-skutkowy chcesz poznać odpowiedź na to > pytanie? Nie za dużo sobie wyobrażasz? ;D ;D Czemu Ty masz zawsze rację? To już zaczyna się robić nudne! |
|
czarnobrody [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-24 17:22:24 |
Bóg a szczęście. > Fajne, fajne. > Właśnie cześć mojego młodzieńczo-pensjonarskiego światopoglądu runęła w > gruzach, wiesz? Przynajmniej od teraz znam świetne usprawiedliwienie na > swoje zachowanie. ;P Cieszę się, że spisałem się jako impuls zmieniający Twoją psychikę. > ;D > Czemu Ty masz zawsze rację? To już zaczyna się robić nudne! W świetle rozpatrywanego przez nas zagadnienia trudno tę rację uznać za moją. :P Ale dzięki. |
|
nobody [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-27 20:31:56 |
Bóg a szczęście. > Cieszę się, że spisałem się jako impuls zmieniający Twoją psychikę. Moja psychika jest już przez ciebie tak skrzywiona (a może wyprostowana?), że szkoda gadać. ; D Ale wracając do pierwotnego tematu naszej dyskusji. Z większością faktów już się oswoiłam i przyjęłam je do swojej świadomości. Jednakże są jeszcze sprawy, które mnie w tym temacie nurtują, mianowicie: Pan Swaab powiedział, że "reakcje w pewnych określonych sytuacjach zostają w ważnym stopniu określone przez mózg, przez to, co dostaliśmy podczas jego rozwoju. A więc w taki sposób w dużej części jest to determinowane" oraz stwierdził, że "charakter, który dana osoba ma, jest określony przez genetyczne informacje dostarczone przez matkę i ojca, a następnie jest formowany w rozwoju w łonie matki a potem we wczesnym rozwoju po urodzeniu. I jest wiele innych rzeczy należących do naszego charakteru, które zostają ustalone we wczesnym rozwoju. I wyraz "charakter" mówi sam za siebie, że to jest wyszlifowane i nie do zmienienia, że jest utrwalone podczas rozwoju w strukturze mózgowej, w szlakach i wzorcach, i jest czymś, co do nas należy i przy nas zostanie." Moje wątpliwości dotyczą tych "pewnych sytuacji", ponieważ nie są one tutaj określone. Zdaje mi się, że kwestia ustosunkowania się do pojęć tak abstrakcyjnych jak 'bóg' nie jest raczej uwarunkowana genetycznie. Zaś nasz charakter (zależny od genów i wczesnego rozwoju) można najprościej określić jako zespół posiadanych przez nas cech. Więc co najwyżej możemy być bardziej lub mniej podatni na wpływ innych ludzi, jednakże imo fakt ten tylko w pewnym stopniu determinuje naszą wiarę. Przyjęłam do wiadomości, że jesteśmy zlepkiem różnych czynników i wypadkową bodźców, aczkolwiek nie zdaje mi się, iż nasze uczucia i emocje są nam przeznaczone, co jest równoznaczne z tym, że mogą podlegać zmianie. Pan Swaab wspominał także, że jeśli mówimy o przeznaczeniu, to odnosimy się do "genetycznych informacji plus rozwój mózgowy, który doświadczyliśmy" a nie o narzucaniu czegoś przez kogoś. Jeśli założylibyśmy, że wszystkie nasze zachowania, odruchy i emocje są nam przeznaczone, oznaczałoby to, że ktoś nam je narzucił, a wszystko odbywa się wg jakiegoś planu i nie mam miejsca na jakiekolwiek zmiany (przy założeniu, że zmiany które my dokonujemy są częścią tego planu). Wynikałoby z tego także, że to, iż właśnie stukam palcem o biurko jest wywołane szeregiem koniecznych czynników i musiałam nim zastukać, ponieważ to było mi przeznaczone. A to wydaje mi się z lekka dziwne i podejrzane. ;> |
|
czarnobrody [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-28 13:56:55 |
Bóg a szczęście. > Moje wątpliwości dotyczą tych "pewnych sytuacji", ponieważ nie są one > tutaj określone. Wszystkie oprócz takich, w których mózg nie ma już za wiele do powiedzenia. Np. kiedy zablokuję Ci dostęp do tlenu po pewnym czasie stanie Ci serce. Wcale nie dlatego, że mózg tak postanowił. A jakby na to nie patrzeć jest to "reakcja". ;P Zdaje mi się, że kwestia ustosunkowania się do pojęć tak > abstrakcyjnych jak 'bóg' nie jest raczej uwarunkowana genetycznie. Pośrednio jest. To efekt współdziałania dwóch czynników: genetycznego i środowiskowego. Zaś > nasz charakter (zależny od genów i wczesnego rozwoju) można najprościej > określić jako zespół posiadanych przez nas cech. Więc co najwyżej możemy > być bardziej lub mniej podatni na wpływ innych ludzi, jednakże imo fakt > ten tylko w pewnym stopniu determinuje naszą wiarę. Charakter jest zależny głównie od genów i wczesnego rozwoju, ale i także od późniejszego rozwoju i chwili teraźniejszej (choć w mniejszym stopniu, ale bywają cudowne przemiany, wiążą się głównie z dużymi emocjami). Naszą wiarę determinują geny i wszystkie inne czynniki, ale najważniejszy jest fakt, że żaden nie ma źródła w Tobie. Do tego ja (i z tego co wiem Insomnia też) zmierzamy. Przyjęłam do > wiadomości, że jesteśmy zlepkiem różnych czynników i wypadkową bodźców, > aczkolwiek nie zdaje mi się, iż nasze uczucia i emocje są nam > przeznaczone, co jest równoznaczne z tym, że mogą podlegać zmianie. Są przeznaczone i nie mogą podlegać zmianie. Pan > Swaab wspominał także, że jeśli mówimy o przeznaczeniu, to odnosimy się do > "genetycznych informacji plus rozwój mózgowy, który doświadczyliśmy" a nie > o narzucaniu czegoś przez kogoś. Innych ludzi doświadczasz (patrząc na nich, słuchając, dotykając, itd.), więc jest to narzucane przez nich, chociaż niekoniecznie świadomie. Rozwój mózgowy oczywiście jest najintensywniejszy w łonie matki, ale zmian w swojej psychice doświadczasz nawet w tej sekundzie. Jeśli założylibyśmy, że wszystkie nasze > zachowania, odruchy i emocje są nam przeznaczone, oznaczałoby to, że ktoś > nam je narzucił, a wszystko odbywa się wg jakiegoś planu i nie mam miejsca > na jakiekolwiek zmiany (przy założeniu, że zmiany które my dokonujemy są > częścią tego planu). Plan to chyba zbyt odważne słowo, ale znając całkowity stan wszechświata w danym momencie możemy przewidzieć wszystkie przyszłe wydarzenia. Wynikałoby z tego także, że to, iż właśnie stukam > palcem o biurko jest wywołane szeregiem koniecznych czynników i musiałam > nim zastukać, ponieważ to było mi przeznaczone. Tak właśnie jest. A to wydaje mi się z lekka > dziwne i podejrzane. ;> Dziwne by było, gdyby istniała wolna wola, bo to zakładałoby istnienie innego świata, z którego pochodziłyby Twoje decyzje. Gdyby taki świat istniał nazwałbym go światem duchowym. :D |
|
nobody [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-28 22:47:36 |
Bóg a szczęście. > Plan to chyba zbyt odważne słowo, ale znając całkowity stan wszechświata w > danym momencie możemy przewidzieć wszystkie przyszłe wydarzenia. Skąd taka pewność, że możemy przewidzieć wszystkie wydarzenia? Jakieś konkrety proszę. > Wynikałoby z tego także, że to, iż właśnie stukam > > palcem o biurko jest wywołane szeregiem koniecznych czynników i > musiałam > > nim zastukać, ponieważ to było mi przeznaczone. > > Tak właśnie jest. > > A to wydaje mi się z lekka > > dziwne i podejrzane. ;> > > Dziwne by było, gdyby istniała wolna wola, bo to zakładałoby istnienie > innego świata, z którego pochodziłyby Twoje decyzje. Gdyby taki świat > istniał nazwałbym go światem duchowym. :D Chyba na odwrót. To, co próbujesz mi wytłumaczyć i obwieścić to coś na kształt dowodów na istnienie boga św. Tomasza - jeśli każda rzecz ma swą przyczynę, istnieje pierwsza przyczyna sprawcza – Bóg (łac. ex ratione causae efficientis) "Predestynacja jest częścią Opatrzności. Opatrzność nie usuwa przyczyn drugorzędnych, lecz osiąga swe skutki poprzez podporządkowywanie sobie ich działania. Bóg powoduje skutki w przyrodzie zrządzając, by naturalne przyczyny je wytwarzały, bez czego skutki nie mogłyby być wytworzone." św. Tomasz z Akwinu |
|
czarnobrody [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-28 23:25:39 |
Bóg a szczęście. > Skąd taka pewność, że możemy przewidzieć wszystkie wydarzenia? Jakieś > konkrety proszę. Moglibyśmy, gdybyśmy znali całkowity stan wszechświata, ale nigdy go nie poznamy, bo jesteśmy jego częścią, na dodatek zbyt ułomną, to po pierwsze. Po drugie: W danym momencie istnieje pewna ilość przyczyn, które wywołają pewną ilość skutków. Wszystkie skutki muszą być wynikiem tych przyczyn, ponieważ gdyby nie były to by znaczyło, że generują się same bądź pochodzą z innego świata (co by znaczyło tylko tyle, że na świat składają się dwa światy, co nic nie zmienia). Stąd pewność, że znając wszystkie przyczyny (=obecny stan wszechświata) możemy poznać wszystkie skutki (=jego przyszłość). > Chyba na odwrót. To, co próbujesz mi wytłumaczyć i obwieścić to coś na > kształt dowodów na istnienie boga św. Tomasza - jeśli każda rzecz ma swą > przyczynę, istnieje pierwsza przyczyna sprawcza – Bóg (łac. ex > ratione causae efficientis) Gówno prawda. Ten dowód nie ma sensu, bo sam sobie przeczy. Mówi, że wszystko ma przyczynę, a jednocześnie, że Bóg nie ma. Ja mówię o tym, że wszystko ma przyczynę, ale nie mówię o żadnej przyczynie pierwotnej. Dlaczego? To proste. Nie musiała wcale nigdy istnieć, gdyż świat istniał powiedzmy zawsze. Inny pomysł: Czas nie istniał "zawsze", więc trudno ocenić, co było pierwsze, a tym bardziej "kiedy". Jeszcze inny: Nigdy tego nie pojmiesz, więc zajmij się tym, co jesteś w stanie. Wszyscy się pytają o ten pieprzony początek. Gdyby dało się to logicznie wytłumaczyć, to by już to dawno wytłumaczono. Tęższe głowy nad tym myślały, jest to absurdalne i niepojęte, więc nie jest też żadnym kontrargumentem na to, że świat nie działa w sposób przyczynowo-skutkowy. Kumasz? Kum kum? |
|
Darajevahos ( make my day ) ![]() Wysłano: 2009-10-29 14:04:41 |
Bóg a szczęście. > Moglibyśmy, gdybyśmy znali całkowity stan wszechświata, ale nigdy go nie > poznamy, bo jesteśmy jego częścią, na dodatek zbyt ułomną, to po pierwsze. Nie moglibyśmy. Probabilistyczna natura zjawisk mikroświata nam to uniemożliwia. Twój model, z biegiem czasu, stawałby się coraz bardziej różny od rzeczywistego stanu. |
|
czarnobrody [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-29 16:10:30 |
Bóg a szczęście. > Nie moglibyśmy. Probabilistyczna natura zjawisk mikroświata nam to > uniemożliwia. Twój model, z biegiem czasu, stawałby się coraz bardziej > różny od rzeczywistego stanu. Istnienie zdarzeń losowych jest dla mnie wymysłem, acz przydatnym w matematyce. Wynika to z tego, że nasz umysł jest zbyt mało przenikliwy, aby poznać całość zjawiska, więc niektóre wydają nam się przypadkowe. Mój model obejmuje wszystko i jest idealny, a w takim nie ma miejsca na błędy. :P |
|
Sargon [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-12-11 18:42:08 |
Bóg a szczęście. > > Moglibyśmy, gdybyśmy znali całkowity stan wszechświata, ale nigdy go > nie > > poznamy, bo jesteśmy jego częścią, na dodatek zbyt ułomną, to po > pierwsze. > > > Nie moglibyśmy. Probabilistyczna natura zjawisk mikroświata nam to > uniemożliwia. Twój model, z biegiem czasu, stawałby się coraz bardziej > różny od rzeczywistego stanu. Co ciekawe zetknąłem się niedawno z modelem deterministycznym mechaniki kwantowej który jest deterministyczny w sensie wyników pomiarów wykonywanych na funkcji falowej i nie przeczy to nawet nierównościom Bella. Nie przekopałem się przez to dokładniej więc conajwyżej mogę ci linka podesłać. A z drugiej strony pewną formę determinizmu w mechanice kwantowej przyjmiesz jeśli uznasz istnienie tzw. blokowego wszechświata. |
|
Insomnia [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-29 13:37:57 |
Bóg a szczęście. Proponuje zapoznac sie ze slowem "determinizm" (oraz z jego znaczeniem) bo albo udajesz, albo rzeczywiscie nie rozumiesz co sie do Ciebie mówi. |
|
agnes [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-24 16:25:22 |
Bóg a szczęście. > Jak więc podejmujemy decyzje? > > Jako bardzo kompleksowy komputer, który z jednej strony ukształtowany jest > na podstawie genetycznego podłoża a z drugiej w oparciu o otoczenie i > doświadczenia danej osoby. Kiedy znajdujemy się w określonej sytuacji, to > ten komputer wylicza decyzję na podstawie najlepszych możliwości, tak, aby > ta decyzja miała najlepszą szansę powodzenia. Czyli wszystkie błędne decyzje, a jest ich niemało, to pomyłki "komputerowe"? Czyżby komputer się mylił? Gdyby wszystkie nasze działania były efektem wyliczeń komputera nastawionego na wybór optymalnych możliwości, to powinniśmy żyć w świecie idealnym. Nigdy nie popełnialibyśmy dwa razy tego samego błędu. |
|
czarnobrody [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-24 17:11:09 |
Bóg a szczęście. Mózg (w przeciwieństwie do komputera) bierze pod uwagę jeszcze emocje, a i może ulec uszkodzeniu i działać wadliwie. Stąd najlepsza decyzja według mózgu nie musi być ani trochę racjonalna, jest to jedynie odruch, najlepszy na jaki Cię stać w danym momencie. Poza tym zapominasz chyba, że to Twój mózg i wcale nie działa po to, żeby świat był idealny, nie tak został genetycznie i środowiskowo zaprogramowany. |
|
agnes [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-24 21:22:40 |
Bóg a szczęście. > Mózg (w przeciwieństwie do komputera) bierze pod uwagę jeszcze emocje, a i > może ulec uszkodzeniu i działać wadliwie. Stąd najlepsza decyzja według > mózgu nie musi być ani trochę racjonalna, jest to jedynie odruch, > najlepszy na jaki Cię stać w danym momencie. Poza tym zapominasz chyba, że > to Twój mózg i wcale nie działa po to, żeby świat był idealny, nie tak > został genetycznie i środowiskowo zaprogramowany. Ale jeżeli najpierw działam, a potem myślę to gdzie tu jest miejsce na akt kreacji i wolną wolę? Jak wytłumaczyć np. malowanie obrazu? Tam zdecydowanie powstaje najpierw pewna idea w umyśle, pewien obraz, który "malujesz w głowie" i potem przelewasz to na płótno, nigdy na odwrót. I nie można powiedzieć, że ma tu miejsce powtarzająca się sytuacja, z której wyciągam wnioski, bo każdy akt kreacji, każde dzieło jest niepowtarzalne. Za każdym razem używasz innej gamy kolorów, inaczej prowadzisz pędzel, nakładasz inną ilość farby – nie wynika to z kalkulacji, czy wniosków wyciągniętych po namalowaniu poprzedniego obrazu, ale z natchnienia i emocji, które czujesz, ze świadomości dzieła, które masz już w głowie. Czyli najpierw świadomość, potem odruch. |
|
czarnobrody [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-25 16:15:10 |
Bóg a szczęście. > Ale jeżeli najpierw działam, a potem myślę to gdzie tu jest miejsce na akt > kreacji i wolną wolę? Wolna wola to wymysł. A innych Twoich wątpliwości nie rozumiem. Malowanie obrazu, jak i samo myślenie o tym to odruch mózgu. I tyle. A to, że wydaje Ci się, że stworzyłaś coś nowego wynika z ogromnej liczby bodźców, które przyjął Twój mózg przez całe życie, dzieło jest wypadkową tego wszystkiego. Nie ma tu nic z magii. |
|
Wolf [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-25 16:59:10 |
Bóg a szczęście. > > Ale jeżeli najpierw działam, a potem myślę to gdzie tu jest miejsce > na akt > > kreacji i wolną wolę? > > Wolna wola to wymysł. A innych Twoich wątpliwości nie rozumiem. Malowanie > obrazu, jak i samo myślenie o tym to odruch mózgu. I tyle. A to, że wydaje > Ci się, że stworzyłaś coś nowego wynika z ogromnej liczby bodźców, które > przyjął Twój mózg przez całe życie, dzieło jest wypadkową tego > wszystkiego. Nie ma tu nic z magii. Czy piękno malowideł musi być zamierzone? Może jest to naturalna ekspresja pięknego ducha ? |
|
Wolf [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-25 17:17:35 |
Bóg a szczęście. > Czy piękno malowideł musi być zamierzone? Może jest to naturalna ekspresja > pięknego ducha ? Czy piękno wilczego wycia jest intencjonalne? W jakim sensie? Mmoże tak właśnie wyraża swojego ducha ? Ja o sztuce myślę właśnie w taki sposób , sczególnie o tej która sięga do korzeni, pierwotnej. Do jakiego stopnia intencja twórcy ma charakter "estetyczny" a dfo jakiego ekspresywny? W jakim stopniu piekno jest instynktowne a w jakim świadome i zamierzone? To wszystko są wielkie pytania, nie wiem skąd bierzesz ta swoja PEWNOSĆ??? |
|
czarnobrody [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-25 17:23:23 |
Bóg a szczęście. > Czy piękno malowideł musi być zamierzone? Może jest to naturalna ekspresja > pięknego ducha ? O duchach i duszach nie wiem zbyt wiele. Moja wizja świata radzi sobie bez tych pojęć. Wszystko jest w pewnym sensie zamierzone, chociaż to słowo nie jest chyba najzgrabniejsze w tym przypadku. Może inaczej. Zdeterminowane. |
|
Wolf [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-26 13:12:10 |
Bóg a szczęście. > > Czy piękno malowideł musi być zamierzone? Może jest to naturalna > ekspresja > > pięknego ducha ? > > O duchach i duszach nie wiem zbyt wiele. Moja wizja świata radzi sobie bez > tych pojęć. Wszystko jest w pewnym sensie zamierzone, chociaż to słowo nie > jest chyba najzgrabniejsze w tym przypadku. Może inaczej. > Zdeterminowane. Są pewne podstawowe tematy wokół których kręci się wyobraźnia jak: śmierć, relacja człowieka ze zwierzętami, jedzenie, przemiana dzieci w dorosłych. Kiedyś były to obrzędy które były przekaźnikami rzeczywistości wewnętrznej a dzisiaj są tylko formą. Każdy taki obrzęd wyrywał Cię ze zwyczajności,nadawał otoczeniu pełny, duchowy wymiar, otwierał na nie, uświęcał je. Dzisiaj jest inaczej bo otaczają nas wytwory człowieka, betonowa pustynia. Człowiek tak żyjący najzwyczajniej nigdy nie doświadczył obecności stworzenia które masz gdy wchodzisz do puszczy pełnej potężnych drzew. Nie wie co znaczy spotkać wilka i poczuć moc która nie należy do ciebie a która później powraca , odbija się w tobie jak echo, o takiej duchowości myślę. |
|
czarnobrody [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-26 13:56:11 |
Bóg a szczęście. Jak ślicznie, patetycznie. Tylko że dla mnie (z całym szacunkiem) to piękny bełkot. Najbardziej mi się podoba fragment z "mocą, która powraca". Majstersztyk. |
|
agnes [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-26 08:07:28 |
Bóg a szczęście. > > Ale jeżeli najpierw działam, a potem myślę to gdzie tu jest miejsce > na akt > > kreacji i wolną wolę? > > Wolna wola to wymysł. A innych Twoich wątpliwości nie rozumiem. Malowanie > obrazu, jak i samo myślenie o tym to odruch mózgu. I tyle. A to, że wydaje > Ci się, że stworzyłaś coś nowego wynika z ogromnej liczby bodźców, które > przyjął Twój mózg przez całe życie, dzieło jest wypadkową tego > wszystkiego. Nie ma tu nic z magii. Jak w takim razie tłumaczysz to że nie każdy maluje? Każdy przyjmuje ogromną ilość bodźców, a nie każdy chwytając pędzel jest w stanie coś z nim zrobić sensownego. Malowanie to nie umiejętność dobrze wyszkolonego rzemieślnika - to dar, talent, ekspresja ducha itp. Z całym szacunkiem do mózgu, ale w procesie twórczym nie jest najistotniejszy, źle wykorzystywany może nawet przeszkadzać. |
|
Wolf [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-26 13:15:26 |
Bóg a szczęście. > Jak w takim razie tłumaczysz to że nie każdy maluje? Każdy przyjmuje > ogromną ilość bodźców, a nie każdy chwytając pędzel jest w stanie coś z > nim zrobić sensownego. Malowanie to nie umiejętność dobrze wyszkolonego > rzemieślnika - to dar, talent, ekspresja ducha itp. Z całym szacunkiem do > mózgu, ale w procesie twórczym nie jest najistotniejszy, źle > wykorzystywany może nawet przeszkadzać. Co racja to racja. Kultura i poezja rodzi soie z przeżyć elitarnych. Szczególnie uzdolnieni przemawiają do ludu a ten im odpowiada. Pierwszy impuls płynie z gÓry : )))Kidyś był to szaman, dzisiaj osoby z równie bogatymi przeżyciami psychicznymi co pozwoliło zwrócić im się do wewnątrz. |
|
czarnobrody [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-26 13:52:50 |
Bóg a szczęście. > Jak w takim razie tłumaczysz to że nie każdy maluje? Bo każdy jest inny i robi inne rzeczy? Jeden wyciska na siłowni, drugi maluje, trzeci śpiewa, a dziesiąty tłucze witryny sklepowe. Każdy przyjmuje > ogromną ilość bodźców, a nie każdy chwytając pędzel jest w stanie coś z > nim zrobić sensownego. Bodźce i geny są różne dla wszystkich ludzi. Tworzenie sztuki nie jest wyznacznikiem kontaktu z Wielką Duchowością, tylko właśnie wynikiem skierowania jednostki przez świat i odziedziczone cechy w pewną stronę. Malowanie to nie umiejętność dobrze wyszkolonego > rzemieślnika - to dar, talent, ekspresja ducha itp. Nazywaj to jak chcesz. :) Z całym szacunkiem do > mózgu, ale w procesie twórczym nie jest najistotniejszy, źle > wykorzystywany może nawet przeszkadzać. W takim razie co jest istotniejsze od mózgu w procesie twórczym? Z zapartym tchem czekam na odpowiedź. |
|
agnes [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-26 14:58:51 |
Bóg a szczęście. > > Jak w takim razie tłumaczysz to że nie każdy maluje? > > Bo każdy jest inny i robi inne rzeczy? Jeden wyciska na siłowni, drugi > maluje, trzeci śpiewa, a dziesiąty tłucze witryny sklepowe. Zasadnicza różnica jest taka, że ten co "tłucze witryny sklepowe i wyciska na siłowni" nauczył się tego, nabył wiedzę jak to wykonywać, z talentem się rodzisz i z czasem go szlifujesz, ale jak Ci go poskąpią to, choćbyś szalał z pędzlem po płótnie od rana do wieczora, stworzysz w najlepszym razie poprawny technicznie obrazeczek, który do Sztuki ma się jak wół do karocy. > Bodźce i geny są różne dla wszystkich ludzi. Tworzenie sztuki nie jest > wyznacznikiem kontaktu z Wielką Duchowością, tylko właśnie wynikiem > skierowania jednostki przez świat i odziedziczone cechy w pewną stronę. Prawdopodobieństwo tego, że rodzice uzdolnieni plastycznie, będą mieli także uzdolnione dziecko, wcale nie jest większe niż w rodzinie bez takich uzdolnień. Nie rozumiem talentu jako kontaktu z "Wielką Duchowością", ale raczej jako prymatu mojej duchowości nad rozumem i wyuczonymi regułami życia. > Z całym szacunkiem do > > mózgu, ale w procesie twórczym nie jest najistotniejszy, źle > > wykorzystywany może nawet przeszkadzać. > > W takim razie co jest istotniejsze od mózgu w procesie twórczym? Z > zapartym tchem czekam na odpowiedź. Gdy maluję to wyrażam siebie, swoje emocje, nie odwzorowuję rzeczywistości, tylko stwarzam ją na nowo według mojego widzimisię. Nadmiar "zastanawiania się nad dziełem" od jego technicznej strony (np. dobór koloru, kompozycja itd.) tylko psuje pierwotną myśl, zamierzenie, koncepcję. Owszem realizacja pewnych założeń warsztatowych jest konieczna, ale jako dodatek do całości. Czyli najpierw "ekspresja duszy" – ja to tak nazywam, a potem wygładzanie rozumem. |
|
Genezis [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-26 12:30:03 |
Bóg a szczęście. > > Ale jeżeli najpierw działam, a potem myślę to gdzie tu jest miejsce > na akt > > kreacji i wolną wolę? > > Wolna wola to wymysł. Jestem niewolnikiem siebie samej. Niektórzy nie są tylko niewolnikami siebie samego - więc jak opisać ten przykład? > Malowanie > obrazu, jak i samo myślenie o tym to odruch mózgu. I tyle. Czyli odruch siebie samego. Gdyż to ja karmię "mózg"... dla mnie to na pewno nie jest tylko "tyle". > A to, że wydaje > Ci się, że stworzyłaś coś nowego wynika z ogromnej liczby bodźców, które > przyjął Twój mózg przez całe życie, dzieło jest wypadkową tego > wszystkiego. Dlatego jest to coś nowego. > Nie ma tu nic z magii. Magia jest obierana jak cebula. Warstwa po warstwie jej możliwości są wyjaśniane. Zbyt duża ilość łez w oczach pozwala ci jej nie widzieć w osobistym kreowaniu. |
|
czarnobrody [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-26 13:43:53 |
Bóg a szczęście. W Twojej wypowiedzi jest tyle "duszy", że dla mnie to inny język. Jestem zbyt ograniczony, żeby to/Cię pojąć. |
|
Insomnia [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-26 14:44:40 |
Bóg a szczęście. > W Twojej wypowiedzi jest tyle "duszy", że dla mnie to inny język. Jestem > zbyt ograniczony, żeby to/Cię pojąć. Powiedz jej, ze nie chce Ci sie pisac i tyle ;) Kazda tworczosc i akt "wolnej woli" zostaly wykreowane i zdeterminowane przez zewnetrzne bodzce, ktorymi czlowiek jet karmiony. To, ze ktos "tworzy" (malarz, rzezbiarz, poeta itp) nie wynika samo z siebie, tylko z potrzeby. Potrzeby tworzenia. Coś musiało wyzwolic w czlowieku tę potrzebe czyli np. jakies zalegajace emocje i chęć ich uzewnetrznienia w formie "sztuki". Owe emocje nie wziely sie "znikąd" bo są w czlowieku wyzwalane POD WPLYWEM CZEGOŚ...jakis doznań. Doznania są przeciez wartosciowane w jakis sposob wiec kolokwialnie ujmując mogą byc np. przyjemne/nieprzyjemne, dobre/złe itd. System wartosci człowieka został ukształtowany na podstawie wczesniejszych przezyc i ksztaltuje sie nadal (jest "korygowany") w oparciu o nowe/terazniejsze przezycia, doswiadczenia i inne. Kazda forma "wyrazania siebie" jest strukturą opartą na podstawie świata ZEWNĘTRZNEGO (jego przeżywania przez człowieka) i schematycznie (na podstawie systemu wartosci) "przetwarzana" w mózgu aby nastepnie zostac zrealizowaną strukturą czynnościową. Oczywiscie powstaje wtedy "coś nowego" - tyle, ze jest to nadal działanie pod wplywem świata zewnetrznego i niech mi nikt nie pierdoli, ze jest samoistną egzystencją niczym nieograniczoną w swej tworczosci czy innej formie ekspresji. Jestesmy róznymi kombinacjami świata zewnetrznego i to w oparciu o jego "własne" przezywanie kreujemy "nasz prywatny świat". Tak więc kazdy jest ograniczony tym, czego dotknął i czego nie dotknął, co zjadl i czego nie zjadł, co widział i czego nie widział a co chciałby zobaczyc, przeczytał, i jeszcze miliony innych kombinacji tego co jest w zakresie jego (człowieka) percepcji. Świat zewnetrzny zawsze bedzie nas ograniczał chyba, ze w jakis sposob sie od niego "oderwiemy", czyli niczego nie bedziemy czuli, niczego nie pamietali i w ogole bedziemy w stanie niezaleznosci od swiata zewnetrznego...w zadnej formie. |
|
czarnobrody [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-27 18:10:30 |
Bóg a szczęście. > Powiedz jej, ze nie chce Ci sie pisac i tyle ;) Dobra, przyznaję się bez bicia. Nie chce mi się, ale wynika to z tego, że odpowiedzi na wszystkie wątpliwości, które coraz to nowi użytkownicy mi podsuwają są w mojej wcześniejszej wymianie zdań z nobody. Nieprawdaż? ;D niech mi nikt nie pierdoli, ze jest samoistną egzystencją > niczym nieograniczoną w swej tworczosci czy innej formie ekspresji. Ten fragment to mój faworyt. Przyznać muszę, że trafiłeś w sedno i wyręczyłeś mnie w sposób godny. Jednak czy nie czujesz, że to walka z wiatrakami? To są artyści, oni zawsze będą się czuli jako coś wyżej, bardziej, oryginalniej i odrębniej, choćby nie wiem co! |
|
Insomnia [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-24 13:27:45 |
Bóg a szczęście. > Czyli wszystko ma na mnie wpływ tylko nie ja? Owszem, Ty. Ale jezeli zrozumiesz, ze "Ty" to tylko wypadkowa danych, bodzcow i innych informacji "z zewnątrz" bedziesz wiedziała o czym mowa. |
|
Xqwzts [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-20 22:27:05 |
Bóg a szczęście. > Wierzący nie rozumie szczęścia na swój sposób, tylko na sposób z góry mu > narzucony. Kiedy ktoś taki, jak ja pisze ci, że piszesz bzdury, to powinieneś się wstydzić. :) |
|
czarnobrody [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-21 13:27:53 |
Bóg a szczęście. > Kiedy ktoś taki, jak ja pisze ci, że piszesz bzdury, to powinieneś się > wstydzić. :) Nie wstydzę się, ale cieszę, że dołączyłeś do dyskusji. Co prawda skromnie, lakonicznie, ale jednak. Chyba masz pretensje co do dużego ładunku znaczeniowego słowa "wierzący" albo słowa "rozumie", stąd może wynikać Twój sceptycyzm jak najbardziej, ale wydaje mi się, że w dalszej części mojej wypowiedzi zawarłem wszystkie godne wyjaśnienia sprawy, więc nie zapuszczam się w dodawanie zaginionej definicji specjalnie dla Ciebie. |
|
agnes [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-21 14:15:45 |
Bóg a szczęście. > Wierzący nie rozumie szczęścia na swój sposób, tylko na sposób z góry mu > narzucony. Jako krainę wiecznej szczęśliwości, czyli bliskości z Bogiem. > Bliskość z Bogiem = szczęście. Oddalenie od Boga = nieszczęście. Prawdziwie wierzący (czy to w któregoś z bogów, czy to w jakąś siłę) do wiary dochodzi sam, nikt mu jej nie narzuca. Taka wiara czasami jest trudniejsza, bo trzeba trochę czasu, żeby do niej dojść. Jest często "produktem wtórnym" po wcześniejszym okresie wiary narzuconej z otoczenia lub niewiary. Ale czy może być przyczyną szczęścia? Raczej jakiegoś spokoju i wyciszenia wewnętrznego. |
|
Krotton [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-20 16:52:10 |
Bóg a szczęście. Pytasz o wpływ na rozumienie szczęścia. Niżej zaznaczasz jednak, że traktujesz je jako wartość relatywną, którą każdy pojmuje inaczej. Można by powiedzieć: `Skoro tak jest, to albo każdy człowiek nazywający szczęście ma rację, albo nie ma jej nikt, gdyż jest ono niedefiniowalne. W obu przypadkach religia nie ma wpływu na rozumienie szczęścia. Inaczej je definiuje, to prawda, ale definicja ta jest równoważna niereligijnym - równie prawdziwa albo równie nieprawdziwa.` Ja jednak uważam, że prawdziwe są tylko te definicje szczęścia, które mówią o stanie emocjonalnym człowieka, a nie odwołują się do wartości absolutnych, czy odrębnych bytów (bogów na przykład). Sprawa wygląda zupełnie inaczej, jeśli źle sformułowałaś pytanie i tak naprawdę chodzi Ci o wpływ religijności na _przeżywanie_ szczęścia. Tu wszystko zależy od postawy: możemy wyobrazić sobie ateistę, który odrzucił wiarę w bogów z pobudek racjonalistycznych i jest załamany swoją samotnością na świecie; możemy równie dobrze wyobrazić sobie teistę, który święcie wierzy w prawdziwość definicji szczęścia proponowanej przez jego religię i tak je właśnie przeżywa. Autosugestia ma niesamowitą moc oddziaływania. |
|
nobody [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-20 17:47:48 |
Bóg a szczęście. > Pytasz o wpływ na rozumienie szczęścia. Niżej zaznaczasz jednak, że > traktujesz je jako wartość relatywną, którą każdy pojmuje inaczej. Można > by powiedzieć: `Skoro tak jest, to albo każdy człowiek nazywający > szczęście ma rację, albo nie ma jej nikt, gdyż jest ono niedefiniowalne. Sądzę, że samo uczucie szczęścia jest definiowalne, ale wywołujące je czynniki już nie. > W > obu przypadkach religia nie ma wpływu na rozumienie szczęścia. Wg mnie religia ma jednak wpływ. Przykładowo: człowiek wierzący może cieszyć się z tego, że po śmierci pójdzie do nieba. Dla osoby niewierzącej fakt ten nie będzie źródłem radości z tego prostego powodu, że dla niej to niebo nie istnieje. Zaś obie te osoby mogą cieszyć się, gdy wygrają główną nagrodę w totka, ponieważ jest ona realna, doświadczalna. Generalizując: religia daje całą gamę rzeczy dających szczęście osobom wierzącym, ale rzeczy te nie są powodami do radości dla osób niewierzących, z tego powody, że dla nich one nie istnieją. Więc w jakiś sposób wpływa na postrzeganie szczęścia. > Ja jednak uważam, że prawdziwe są tylko te definicje szczęścia, które > mówią o stanie emocjonalnym człowieka, Zgadzam się z Tobą. > a nie odwołują się do wartości > absolutnych, czy odrębnych bytów (bogów na przykład). Sądzę, że wiara w Boga i jego słowa mogą być czynnikiem wpływającym na nasz stan emocjonalny. Za przykład przytoczę Twoje słowa: > możemy wyobrazić sobie ateistę, który odrzucił > wiarę w bogów z pobudek racjonalistycznych i jest załamany swoją > samotnością na świecie; możemy równie dobrze wyobrazić sobie teistę, który > święcie wierzy w prawdziwość definicji szczęścia proponowanej przez jego > religię i tak je właśnie przeżywa. > Sprawa wygląda zupełnie inaczej, jeśli źle sformułowałaś pytanie i tak > naprawdę chodzi Ci o wpływ religijności na _przeżywanie_ szczęścia. Nie ja wymyśliłam to pytanie, zostało mi ono odgórnie narzucone. ; ) Aczkolwiek dla mnie twoja propozycja pokrywa się z moim pytaniem, a przeżywanie = rozumienie w odniesieniu do pojęcia szczęścia. |
|
Krotton [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-20 19:05:52 |
Bóg a szczęście. > Nie ja wymyśliłam to pytanie, zostało mi ono odgórnie narzucone. ; ) > Aczkolwiek dla mnie twoja propozycja pokrywa się z moim pytaniem, a > przeżywanie = rozumienie w odniesieniu do pojęcia szczęścia. To oczywiście kwestia interpretacji. Jak dla mnie rozumienie ≠ przeżywanie w żadnym kontekście. |
|
nobody [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-20 19:19:02 |
Bóg a szczęście. > To oczywiście kwestia interpretacji. Jak dla mnie rozumienie ≠ > przeżywanie w żadnym kontekście. A interpretacja jest dowolna. ; ) Może nie do końca przeżywanie = rozumienie, aczkolwiek dwa te pojęcia zazębiają się, w sensie, że każdy inaczej rozumie szczęście, ponieważ inaczej je przeżywa. |
|
Genezis [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-21 09:56:41 |
Szczęśliwy Bóg... > Jakie, waszym zdaniem, znaczenie dla rozumienia szczęścia może mieć wybór > postawy wobec problemu istnienia Boga? > > Piszę właśnie pracę na ten temat i chciałam dowiedzieć się, co Wy o tym > zagadnieniu sądzicie. Jestem Bogiem, a szczęście to ciągle podążający za mną cień. To ode mnie zależy czy zdaję sobie z niego sprawę i czy o nim zapominam. Gdyz pomimo wszystkich niepowodzeń w moim życiu ono nierozerwalnie ze mną chodzi. Szczęście jak i istota Boga ewoluowały we mnie, podczas poznawania siebie i innych. Choć bardziej realna wydaje się możliwość, że to moje postrzeganie ewoluowało, a szczęście i Bóg były zawsze takie same. Tak jak postrzegasz rzeczywistość tak będziesz istniał i doświadczał. |
|
Malkav [ nieaktywne ] Wysłano: 2009-10-30 01:03:52 |
Bóg a szczęście. > Jakie, waszym zdaniem, znaczenie dla rozumienia szczęścia może mieć wybór > postawy wobec problemu istnienia Boga? > > Piszę właśnie pracę na ten temat i chciałam dowiedzieć się, co Wy o tym > zagadnieniu sądzicie. dla mnie znaczenie szczęścia jest oderwanie się od problemu jego istnienia czy nie istnienia i wszystkiego co jest z nim związane, po prostu grzech/zbawienie/bóg/szatan nie istnieją naprawdę choć równocześnie ich istnienie jest bardzo namacalne w życiu codziennym - po prostu są strawą którą jemy na śniadanie |
|
darktofik ( fluorescencja ) Wysłano: 2009-11-23 11:29:18 |
Bóg a szczęście. > Jakie, waszym zdaniem, znaczenie dla rozumienia szczęścia może mieć wybór > postawy wobec problemu istnienia Boga? A to jakiś bóg (oprócz mnie) istnieje??? Rewolucyjna teza, zwłaszcza jak na ten portal. PS.: Jak mawiał kiedyś pierwszy sekretarz: Dzięki bogu, boga nie ma. Jeśli jednak- nie daj boże- bóg by był, to nich nas lepiej ręka boska broni! |
Ludowy Komisarz Zdrowia ostrzega: wszystkie materiały umieszczone na stronie są własnością autorów.
Kopiowanie i rozpowszechnianie może być przyczyną... Tylko spróbuj. My zajmiemy się resztą :>



















