| Satan.pl > Forum > Transgresja > | [ Zaloguj się ] [ Rejestracja ] |
| Transgresja 121 | Satanizm 387 | Komentarze 513 | Szkice 235 | TechnoPark 203 | FAQ 15 |
Archiwum: wiadomości z wybranego wątku archiwalnego
| Tematy | Autor | Data |
|---|
| Spis działów / Spis wątków archiwalnych / Nowy wątek |
|---|
| Autor | Temat wątku: |
|---|
|
Sargon [ nieaktywne ] Wysłano: 2010-07-02 23:51:14 |
Od multiwszechświatów do nadświadomości To będzie w chuj długie... może chociaż wykruszy malkontentów. http://en.wikipedia.org/wiki/Modal_realism Weźmy modalny realizm. W skrócie. Koncepcja wyrosła na bazie współczesnej fizyki. Postuluje istnienie wszystkiego co potencjalnie możliwe. Nasz wszechświat jako opisywalny ścisłymi prawami fizyki, zmatematyzowanymi prawami jest pewną teorią matematyczną (to pewne założenie wcale nieoczywiste). My istniejąc w nim doświadczamy poczucia realności materii i tego, że 'coś' jest. Materia postrzegana jest jako nośnik istnienia. Sam nośnik jednak jest zbędny, można się obyć na czystej informacji bez nośnika. Ponieważ wszechświat jest matematyczną formą, ma aksjomaty, prawa, założenia, których prawdziwość jest z góry zadana. Podobnie działa to z każdą inną matematyczną strukturą. Teraz można zadać sobie pytanie, skoro zakładamy, że świat opisywalny jest matematycznie, to tę niesioną przez niego informację w tej postaci, można zawrzeć w zupełnie innej formie niż 'istnienie' wszechświata. Na komputerze, matrixie, w umyśle, we śnie... Te przykłady są nieadekwatne tylko z jednego powodu, z powodu zbyt małej złożoności, aby można było w nich te prawa wszechświata symulować, nie mogą być nośnikiem rzeczywistości, bo same są jej częścią. Chodzi mi jednak o zobrazowanie pewnej myśli. W każdym z tych przypadków 'obraz' rzeczywistości istot żyjących wewnątrz niego byłby taki sam jak 'obraz' rzeczywistości przez nas odbieranej na co dzień. Tak więc ostatecznie modalny realizm zakłada zlanie się pojęć istnienia i nieistnienia w jedno. Wszystkie możliwe konfigurację fizyki jakie są wewnętrznie spójne istnieją, bo nie ma powodów aby zakładać materializm i wyróżnienia jednej w wielu możliwych konfiguracji (taki skrajny kopernikanizm), poza tym tłumaczy to zasadę antropiczną (choć nie jest jej jedynym wytłumaczeniem nieodwołującym się do boga). Mam nadzieję, że powyższe wspomagane linkiem jest zrozumiałe. Taka koncepcja jest niesprzeczna z metodą naukową. Jak zapewne wiadomo, metoda naukowa jest dziurawa, w tym sensie, że można zapostulować prawa fizyki, które byłyby wewnętrznie spójne z tymi do tej pory odkrytymi, a których za pomocą metody naukowej odkryć by się nie dało nigdy. Więc jeśli chodzi o poznanie prawdy metoda naukowa jest jak sito, to co przez nie przechodzi zyskuje status prawdziwości. Poza tym metoda naukowa daje zawsze nieskończenie wiele wyjaśnień odnośnie każdego zaobserwowanego procesu, z których to wybiera się jedno pozanaukowymi kryteriami: brzytwą ockhama, estetyką, pierwszeństwem wymyślenia i dopiero wtedy teoria uznawana jest za ogólnie przyjętą. Ale do rzeczy. Skoro modalny realizm jest niesprzeczny z metodą naukową to nigdy weryfikowalny naukowo nie będzie, podobnie zresztą jak istnienia czasoprzestrzeni i inne niebezpośrednie konsekwencje metody naukowej. Tak więc racjonalizm tu zawiedzie, nie ma sensu go do tego stosować. Zresztą zgodnie z tezą Godla, racjonalizm nie może być pełnym opisem świata i opierając się na nim pewnych rzeczy zweryfikować nigdy się dało nie będzie. Podsumowując tę część: Nasz wszechświat wydaje nam się istniejący, dlatego, że któraś ze wszystkich możliwości musi być wyróżniona. Tak jak Ziemia musi krążyć wokół którejś gwiazdy, która przez to jest bliżej nas i wydaje się odróżniać od innych świecących punktów na niebie, ale to kwestia perspektywy. Inaczej, mówiąc rzeczywistość jest jak biblioteka, a tylko jedną książkę możemy czytać naraz, ta właśnie wydaje nam się rzeczywistością. Załóżmy 'prawdziwość' modalnego realizmu i dodajmy do tego bajzlu świadomość. Na bazie tej koncepcji wszystko co jest możliwe do pomyślenia istnieje, jako że już sama myśl wprowadza pewną symulację innej rzeczywistości (sen jako przykład) z tym drobnym mankamentem, że nie da rady pomyśleć o całości procesów zachodzących w takim wyimaginowanym świecie. Wniosek stąd taki, że istnienie jest fraktalne. Na samym naszym wszechświecie tworzone są inne. Świadomość jeśli jest efektem ubocznym programu jaki wykonuje mózg da się zasymulować na czymkolwiek innym. Z tym, że to mnie nie przekonuje - świadomość jako skutek uboczny wykonywanego przez mózg programu, ponieważ jest dla mnie w miarę jasne, że jeśli miałbym wiedzę o procesach zachodzących w jakimś programie, czyli znał czyjeś wszystkie myśli i w ogóle stan jego umysłu to nie byłoby to związane z jakąś zmianą stanu mojej świadomości (czy byłoby). Chociaż może byłoby? Po przecięciu połączenia między półkulami, człowiek uzyskuje dwie świadomości, każda półkula ma teraz oddzielną. Pytanie więc czym była przedtem świadomość jaki miał cały mózg? Czy świadomość została przeniesiona do jednej półkuli, jeśli tak to do której? Jeśli podzieliła się na dwie inne, to czym była wcześniej? Neurony, półkula i ten cały staff to tylko układ przenoszący informację, jednak jest w stanie świadomość wygenerować. Nie ma podstaw, żeby sądzić, że informacje przenoszona między neuronami jest w jakiś magiczny sposób, który powoduje, że akurat w mózgu owa świadomość może się zalęgnąć. Informacja przenoszona może być na wiele innych sposobów. Na przykład poprzez słowa. Teraz czy społeczeństwo jako całość może mieć świadomość? Czym to się różni od zbioru komunikujących się neuronów? Taka świadomość jeśli by istniała byłaby dla nas niedostępna, tak jak świadomość innych ludzi jest dla nas niepoznawalna, wierzymy w nią po prostu poprzez analogię do nas samych. A komputer może ją mieć? Przecież strukturę mózgu można w niego przepisać? Przecież komputer to tylko odpowiednia konfiguracja elektronów, czysta informacja na nieistotnym nośniku. A struktura czysto abstrakcyjna może taką świadomość mieć? Jeśli modalny realizm jest prawdziwy, a nigdy nie będziemy mogli wykluczyć, że nie jest, to taka świadomość istnieje wszędzie, w każdej potencjalnej rzeczywistości. Nawet w naszej rzeczywistości, która też jest zbiorem informacji, można wyodrębnić jej podzbiory. Jeśli całe istnienie jest tak dalece symetryczne to czemu nasza perspektywa jest tak dalece asymetryczna? Przy modalnym realiźmie bóg, szatan, wszystkie bóstwa, wszystko jest realnie istniejące, bo każde z nich może istnieć w swojej spójnej rzeczywistości i mieć świadomość. Nawet w naszej rzeczywistości świadomość może mieć więcej typów nośników niż tylko umysł z tego wynikałoby. Nie mówiąc już o tym, że pozwala to wpleść reinkarnację, rzeczywistego boga, pewną nieśmiertelność, koncepcję duszy w sposób, który nie kłóci się ze zrozumieniem świata przez naukę. Podsumowując. Koncepcja jest skrajnie egzotyczna i nieintuicyjna. Jednak niesprzeczna ze wszystkim co wiadomo na temat natury rzeczywistości. Sama już ta niesprzeczność powoduje spore konsekwencje... Teraz żeby dać punkt zaczepienia dla ewentualnych odpowiedzi powinienem rzucić garść pytań, ale wydaje mi się to bezcelowe. Jeśli ktoś ma coś do powiedzenia w temacie pytania będą zbędne. |
|
RM_12 ( ) ![]() Wysłano: 2010-07-06 02:26:36 |
Od multiwszechświatów do nadświadomości Podsumowanie części pierwszej doskonale obrazuje jak bardzo bezcelowe jest dalsze zajmowanie się tą dziedziną, po osiągnięciu punktu w którym stwierdzamy, że nie możemy się dowiedzieć niczego o innych rozgałęzieniach/wersjach rzeczywistości z zasady. Oraz Polecam teorię kwantową Hugh Everetta (czy jakoś tak) z 1956 roku "Nie mówiąc już o tym, że pozwala to wpleść reinkarnację, rzeczywistego boga, pewną nieśmiertelność, koncepcję duszy w sposób, który nie kłóci się ze zrozumieniem świata przez naukę." Upierałbym się jednak przy skończoności wszechświata i ograniczeniu z tego wynikającym, że nie wszystko co sobie głupi człowiek wymyśli może w jakiejkolwiek formie istnieć. |
|
Sargon [ nieaktywne ] Wysłano: 2010-07-06 09:27:06 |
Od multiwszechświatów do nadświadomości > Podsumowanie części pierwszej doskonale obrazuje jak bardzo bezcelowe jest > dalsze zajmowanie się tą dziedziną, po osiągnięciu punktu w którym > stwierdzamy, że nie możemy się dowiedzieć niczego o innych > rozgałęzieniach/wersjach rzeczywistości z zasady. A jesteś pewien, że zrozumiałeś dokładnie co napisałem? > Oraz > > Polecam teorię kwantową Hugh Everetta (czy jakoś tak) z 1956 roku Interpretacja jak każda inna. Myślisz, że którakolwiek interpretacja fizyki jest weryfikowalna dzięki podejściu naukowemu? Jeśli nie jest, czy to znaczy, że przyjmujemy ją na zasadzie dogmatu? > "Nie mówiąc już o tym, że pozwala to wpleść reinkarnację, rzeczywistego > boga, pewną nieśmiertelność, koncepcję duszy w sposób, który nie kłóci się > ze zrozumieniem świata przez naukę." > > Upierałbym się jednak przy skończoności wszechświata i ograniczeniu z tego > wynikającym, że nie wszystko co sobie głupi człowiek wymyśli może w > jakiejkolwiek formie istnieć. Sama skończoność wszechświata jest niepewna. Jest tylko postulowana w standardowym modelu kosmologicznym. To o czym napisałem jest proste do obalenia, wystarczy tego niezaakceptować, jednak z dokonaniem takiego precedensu, musiałbyś mocno okroić swój świat, nawet jeśli jest zbudowany na naukowym podejściu. To co pochodzi z nauki jest tylko w małym obszarze czysto naukowe. W tym, który zawiera opis powtarzalnych zjawisk i wynikające stąd przewidywania. Całą reszta jest dorobiona na zasadzie widzimi się i nie ma innego wyjścia. Czasoprzestrzeń, zespolona funkcja falowa, osobliwość wewnątrz czarnej dziury, istnienie czegokolwiek, wielki wybuch jako start z osobliwości, istnienia cząstek elementarnych w postaci punktów, jedenastowymiarowa hiperprzestrzeń itd. Nauka jest czczona tylko przez osoby, które nie wiedzą o czym mówią. |
|
RM_12 ( ) ![]() Wysłano: 2010-07-06 10:42:05 |
Od multiwszechświatów do nadświadomości > > Podsumowanie części pierwszej doskonale obrazuje jak bardzo bezcelowe > jest > > dalsze zajmowanie się tą dziedziną, po osiągnięciu punktu w którym > > stwierdzamy, że nie możemy się dowiedzieć niczego o innych > > rozgałęzieniach/wersjach rzeczywistości z zasady. > > A jesteś pewien, że zrozumiałeś dokładnie co napisałem? Tak mi się wydaje, a ty? Ja wcale temu nie zaprzeczam, wręcz przeciwnie, dlatego twierdzę, że bezcelowe jest zajmowanie się tym. > > Oraz > > > > Polecam teorię kwantową Hugh Everetta (czy jakoś tak) z 1956 roku > > Interpretacja jak każda inna. Myślisz, że którakolwiek interpretacja > fizyki jest weryfikowalna dzięki podejściu naukowemu? Jeśli nie jest, czy > to znaczy, że przyjmujemy ją na zasadzie dogmatu? To nie jest interpretacja jak każda inna. I przyjmuję coś ponieważ żelazna logika przedstawiona w argumentacji mnie do tego przekonuje, pokazując coś na co sam nie zwróciłbym uwagi/nie rozwiązał problemu. > Sama skończoność wszechświata jest niepewna. Jest tylko postulowana w > standardowym modelu kosmologicznym. Nieskończoność jest bardziej niepewna, dlatego staję po takiej a nie innej stronie ;) > To o czym napisałem jest proste do obalenia, wystarczy tego > niezaakceptować, jednak z dokonaniem takiego precedensu, musiałbyś mocno > okroić swój świat, nawet jeśli jest zbudowany na naukowym podejściu. Ależ ja się zgadzam, uważam tylko za bezcelowe dalsze dociekanie w problem ukryty przed nami z założenia ;) > To co > pochodzi z nauki jest tylko w małym obszarze czysto naukowe. Prawie 30% PKB U.S.A opiera się na działaniach których podstawy fizyczne nie zostały jednoznacznie potwierdzone, a żeby tak twierdzić muszę najpierw zaakceptować tę teorię w jakiejkolwiek postaci ;) > Nauka jest czczona tylko przez osoby, które nie > wiedzą o czym mówią. To zależy co nazwiemy nauką ;) |
|
RM_12 ( ) ![]() Wysłano: 2010-07-06 10:45:09 |
ERRATA [Dopisałem jedno zdanie nie w tym miejscu co chciałem, co może utrudnić zrozumienie całości, przedstawiam wersję poprawioną] > > Podsumowanie części pierwszej doskonale obrazuje jak bardzo bezcelowe > jest > > dalsze zajmowanie się tą dziedziną, po osiągnięciu punktu w którym > > stwierdzamy, że nie możemy się dowiedzieć niczego o innych > > rozgałęzieniach/wersjach rzeczywistości z zasady. > > A jesteś pewien, że zrozumiałeś dokładnie co napisałem? Tak mi się wydaje, a ty? Ja wcale temu nie zaprzeczam, wręcz przeciwnie, dlatego twierdzę, że bezcelowe jest zajmowanie się tym. > > Oraz > > > > Polecam teorię kwantową Hugh Everetta (czy jakoś tak) z 1956 roku > > Interpretacja jak każda inna. Myślisz, że którakolwiek interpretacja > fizyki jest weryfikowalna dzięki podejściu naukowemu? Jeśli nie jest, czy > to znaczy, że przyjmujemy ją na zasadzie dogmatu? To nie jest interpretacja jak każda inna. I przyjmuję coś ponieważ żelazna logika przedstawiona w argumentacji mnie do tego przekonuje, pokazując coś na co sam nie zwróciłbym uwagi/nie rozwiązał problemu. > Sama skończoność wszechświata jest niepewna. Jest tylko postulowana w > standardowym modelu kosmologicznym. Nieskończoność jest bardziej niepewna, dlatego staję po takiej a nie innej stronie ;) > To o czym napisałem jest proste do obalenia, wystarczy tego > niezaakceptować, jednak z dokonaniem takiego precedensu, musiałbyś mocno > okroić swój świat, nawet jeśli jest zbudowany na naukowym podejściu. Ależ ja się zgadzam, uważam tylko za bezcelowe dalsze dociekanie w problem ukryty przed nami z założenia, a żeby tak twierdzić muszę najpierw zaakceptować tę teorię w jakiejkolwiek postaci ;) > To co > pochodzi z nauki jest tylko w małym obszarze czysto naukowe. Prawie 30% PKB U.S.A opiera się na działaniach których podstawy fizyczne nie zostały jednoznacznie potwierdzone. > Nauka jest czczona tylko przez osoby, które nie > wiedzą o czym mówią. To zależy co nazwiemy nauką ;) |
|
Sargon [ nieaktywne ] Wysłano: 2010-07-06 11:45:38 |
ERRATA > > A jesteś pewien, że zrozumiałeś dokładnie co napisałem? > > Tak mi się wydaje, a ty? Ja wcale temu nie zaprzeczam, wręcz przeciwnie, > dlatego twierdzę, że bezcelowe jest zajmowanie się tym. Nie wiem na pewno, mam pewne wątpliwości. Posłałem w ogóle ten wątek po to aby ktoś zaprzeczył temu co tam jest napisane, więc zachęcam do krytyki, ale przy założeniu, że nie jest bezcelowe zajmowanie się tym. > > > Polecam teorię kwantową Hugh Everetta (czy jakoś tak) z 1956 > roku > > > > Interpretacja jak każda inna. Myślisz, że którakolwiek interpretacja > > > fizyki jest weryfikowalna dzięki podejściu naukowemu? Jeśli nie jest, > czy > > to znaczy, że przyjmujemy ją na zasadzie dogmatu? > > To nie jest interpretacja jak każda inna. I przyjmuję coś ponieważ żelazna > logika przedstawiona w argumentacji mnie do tego przekonuje, pokazując coś > na co sam nie zwróciłbym uwagi/nie rozwiązał problemu. Co to znaczy, że interpretaca Everetta wynika z logiki? Jakiej logiki, na jakich założeniach? Czemu na przykład ta interpretacja a nie kopenhaska? Bo to co napisałeś wyżej ja tak samo odnoszę do modealnego reazlimu, a utwierdza mnie w tym jeszcze fakt, że tę koncepcję wymyśliłem sam a dopiero potem natknąłem się na jej nazwę, taka chronologiczność jest dla mnie znacząca zawsze. > > Sama skończoność wszechświata jest niepewna. Jest tylko postulowana w > > > standardowym modelu kosmologicznym. > > Nieskończoność jest bardziej niepewna, dlatego staję po takiej a nie innej > stronie ;) Czemu? Skończoność jest banałem zakłada przy okazji niejasność punktu początkowego, który jest początkiem czasu i przestrzeni. A model quasi - stancjnarny, teraz już raczej niemodny, ale zakładał wszechświat nieskończony w czasie i skończony przestrzennie. A model płaskiego wszechświata, powiązany z koncepcją inflacyjną? Płaski wszechświat jest nieskończony w czasie i jednocześnie w przestrzeni, choć w każdej chwili czasu jest skończony? Czemu więc skończoność przyjmujesz taką lekką ręką? > > To o czym napisałem jest proste do obalenia, wystarczy tego > > niezaakceptować, jednak z dokonaniem takiego precedensu, musiałbyś > mocno > > okroić swój świat, nawet jeśli jest zbudowany na naukowym > podejściu. > > > Ależ ja się zgadzam, uważam tylko za bezcelowe dalsze dociekanie w problem > ukryty przed nami z założenia, a żeby tak twierdzić muszę najpierw > zaakceptować tę teorię w jakiejkolwiek postaci ;) Bezcelowe z punktu widzenia naukowe owszem. Ale zauważ, napisałem to w otwarciu wątku, że można podać przykłady praw fizyki, które nasz wszechświat mógłby posiadać, a byłbyby one metodzie naukowej niedostępne. Praw fizyki ściśle zdefiniowanych matematycznie, jak na przykłąd nieróżniczkowalność czy nawet nieciągłość funkcji, które opisują jakieś podstawowe zmienne we wszechświecie. Więc jaki jest w ogóle status metody naukowej? Nie ma wyjścia jak tylko przyjąć, że nauka nie odkrywa prawdy tylko ją tworzy lub że nauka jest niezupełna w poznaniu świata, co zresztą można nawet udowodnić za pomocą samego logicznego rozumowania opieracjąc się na twierdzenia Godla. > > To co > > pochodzi z nauki jest tylko w małym obszarze czysto naukowe. > > Prawie 30% PKB U.S.A opiera się na działaniach których podstawy fizyczne > nie zostały jednoznacznie potwierdzone. No tak, ale jak już sobie to uświadomisz to zmienia to perspektywę postrzeganai tego, a jak jeszcze dojdzie siędo tego, ze nie można inaczej i niepoznawalność jest w sama naukę wpisana to co wtedy? > > Nauka jest czczona tylko przez osoby, które nie > > wiedzą o czym mówią. > > To zależy co nazwiemy nauką ;) A jak Ty ją rozumiesz? |
|
RM_12 ( ) ![]() Wysłano: 2010-07-06 14:07:05 |
ERRATA > Co to znaczy, że interpretaca Everetta wynika z logiki? Jakiej logiki, na > jakich założeniach? > Czemu na przykład ta interpretacja a nie kopenhaska? Teoria Everetta niweluje całą ułomność superpozycji i wyjaśnia więcej niż inne interpretacje, nie czytałem całego oryginału, ale jestem przekonany, że skoro obronił to jako doktorat, podczas gdy nikt nie chciał w to nawet wierzyć, to musiała być w jego wnioskowaniu krztyna logiki... > Bo to co napisałeś wyżej ja tak samo odnoszę do modealnego reazlimu, a > utwierdza mnie w tym jeszcze fakt, że tę koncepcję wymyśliłem sam a > dopiero potem natknąłem się na jej nazwę, taka chronologiczność jest dla > mnie znacząca zawsze. To jest kwestia uwierzenia w coś co lepiej pokrywa się z naszymi własnymi przemyśleniami, bardzo ludzkie i logiczne, nie musimy się ze sobą zgadzać we wszystkim, ale przyjmujemy jakieś teorie zgodnie z pozytywistycznym nastawieniem. Inaczej nie moglibyśmy być przekonani do niczego, gdzieś pojawia się element w którym oceniamy co jest realne dla nas. > Czemu? Skończoność jest banałem Wybacz, ale nieskończonośc jest tu banałem, ułatwiającym ludziom pojęcie wszechświata. Skończoność i to że poza "ograniczonym" wszechświatem nic nie istnieje jest trudniejsza do pojęcia dla człowieka niż idea nieskończoności (która jest tylko ideą, sprzeczną z logiką) > zakłada przy okazji niejasność punktu > początkowego, który jest początkiem czasu i przestrzeni. Słyszałeś o "kosmicznej cenzurze"? Nie należy moim zdaniem dostosowywać teorii do możliwości obserwacyjnych człowieka, lecz starać się robić na odwrót. > nauka jest niezupełna w poznaniu świata, co zresztą > można nawet udowodnić za pomocą samego logicznego rozumowania opieracjąc > się na twierdzenia Godla. To jest oczywiste, i nie trzeba nawet nic udowadniać. Nie ma teorii M. > > To zależy co nazwiemy nauką ;) > > A jak Ty ją rozumiesz? Proces poznawania i wszystko co z nim związane, od początku do końca. Od idei lub obserwacji, przez formuowanie teorii, do zaakceptowania i wykorzystania ich. |
|
Sargon [ nieaktywne ] Wysłano: 2010-07-06 14:41:38 |
ERRATA > > Co to znaczy, że interpretaca Everetta wynika z logiki? Jakiej > logiki, na > > jakich założeniach? > > Czemu na przykład ta interpretacja a nie kopenhaska? > > Teoria Everetta niweluje całą ułomność superpozycji i wyjaśnia więcej niż > inne interpretacje, nie czytałem całego oryginału, ale jestem przekonany, > że skoro obronił to jako doktorat, podczas gdy nikt nie chciał w to nawet > wierzyć, to musiała być w jego wnioskowaniu krztyna logiki... Dalej bronisz coś w sposób w jaki ja bronię modalnego realizmu. Możesz być przekonany o interpretacji Everetta, ale to przekonanie nie ma nic wspólnego z wioskowaniem logicznym i mieć nie może. Teoria Everetta jak każda interpretacje mechaniki kwantowej jest nienaukowa. Co do samego Everetta, to postuluje ona tworzenia się kopii wszechświata przy każdym dekoherencji funkcji falowej, w każdym z tych tworzonych wszechświatów funkcja falowa po dekoherencji przyjmuje inne wartości stąd mamy wrażenie propabilistyki kwantowej. Nie napisałeś przypadkiem na początku, że te wszechświaty są z definicji oddzielone od naszych, więc nie ma sensu się nimi zajmować. > > Bo to co napisałeś wyżej ja tak samo odnoszę do modealnego reazlimu, > a > > utwierdza mnie w tym jeszcze fakt, że tę koncepcję wymyśliłem sam a > > > dopiero potem natknąłem się na jej nazwę, taka chronologiczność jest > dla > > mnie znacząca zawsze. > > To jest kwestia uwierzenia w coś co lepiej pokrywa się z naszymi własnymi > przemyśleniami, bardzo ludzkie i logiczne, nie musimy się ze sobą zgadzać > we wszystkim, ale przyjmujemy jakieś teorie zgodnie z pozytywistycznym > nastawieniem. Inaczej nie moglibyśmy być przekonani do niczego, gdzieś > pojawia się element w którym oceniamy co jest realne dla nas. No właśnie czyli to w dużej mierze kwestia konwencji. Możesz być przekonany do czegokolwiek? Nauka zbudowana jest obserwacji, że jeśli coś do tej pory działało tak jak działało to będzie tak już cały czas. Zdajesz sobie sprawę z tego, ze to tylko założenie? > > Czemu? Skończoność jest banałem > > Wybacz, ale nieskończonośc jest tu banałem, ułatwiającym ludziom pojęcie > wszechświata. Skończoność i to że poza "ograniczonym" wszechświatem nic > nie istnieje jest trudniejsza do pojęcia dla człowieka niż idea > nieskończoności (która jest tylko ideą, sprzeczną z logiką) A potrafisz wyborazic sobie wyższe nieskońćzoności? Najniższą jest nieskończoność liczb naturalnych, potem większa jest nieskończoność liczb rzeczywistych i dalej. Pytam bo idea nieskończonych nieskońćzoności z których każda jest nieskończona a jedna i tak większa od drugiej nie jest prostą ideą, a powyżej stopieńkonplikacji potraktowałeś jak argument. Sama skończoność jest nie wydaje mi się trudna to zobrazowania, zwykle przedstawia sięto na zasadzie powierzchni sfery albo torusa, potem tylko dodaje się, że to nie w 3D a w 4D zachodzi. > > zakłada przy okazji niejasność punktu > > początkowego, który jest początkiem czasu i przestrzeni. > > Słyszałeś o "kosmicznej cenzurze"? Nie należy moim zdaniem dostosowywać > teorii do możliwości obserwacyjnych człowieka, lecz starać się robić na > odwrót. Co ma do tego kosmiczny cenzor? Wnętrze czarnej dziury jest zakryte horyzontem zdarzeń, ale i tak wynika z ogólnej teorii względności, że pewne typy czarncyh dziur tzn naładowana i obracająca się mogą być horyzontu zdarzeń pozbawione. > > nauka jest niezupełna w poznaniu świata, co zresztą > > można nawet udowodnić za pomocą samego logicznego rozumowania > opieracjąc > > się na twierdzenia Godla. > > > To jest oczywiste, i nie trzeba nawet nic udowadniać. Nie ma teorii M. Chodzi Ci o M-teorię, nad teorię superstrun? Czemu nie ma M-teorii? A ogólna teoria względności jest? M-teoria jest pierwszym modelem z kórego grawitacja wynika i nie musi być postulowana, ogólną teorię względności w sobie zawiera. Więc czemu ją odrzucasz? > > > To zależy co nazwiemy nauką ;) > > > > A jak Ty ją rozumiesz? > > > Proces poznawania i wszystko co z nim związane, od początku do końca. Od > idei lub obserwacji, przez formuowanie teorii, do zaakceptowania i > wykorzystania ich. To wyobraź sobie, że dostajesz teraz wszechświat, który ma defekt w prawie niutona polegajacy na tym, że w zależności siły od przyspieszenia pojawiają się nieciągłości w nieregularnych odstępach czasu. Nie chce tego tu bardziej rozpisywać, bo wyszedłby matematyczny bełkot. Powiedz mi po prostu jak wyżej opisana nauka miałaby to prawo wykryć? |
|
angel_of_death [ nieaktywne ] Wysłano: 2010-07-06 17:13:15 |
Od multiwszechświatów do nadświadomości > Na bazie tej koncepcji wszystko co jest możliwe do pomyślenia istnieje, jako > że już sama myśl wprowadza pewną symulację innej rzeczywistości (...) > Przy modalnym realiźmie bóg, szatan, wszystkie bóstwa, wszystko jest realnie > istniejące, bo każde z nich może istnieć w swojej spójnej rzeczywistości i > mieć świadomość. Dlaczego wyżej wymienione twory z góry mają mieć świadomość? Czy nie jest to ustalane przez tego, który 'wymyśla' ? I jakie cechy ma mieć to coś? Kiedy 10 osób myśli o tym samym tworze, a każda w inny sposób, to znaczy to, że isnieje ich 10 równolegle o odmiennych cechach? Wg tego wszyscy mówią o jednym bogu, a myślą o innym, tym swoim. |
|
Sargon [ nieaktywne ] Wysłano: 2010-07-06 19:00:29 |
Od multiwszechświatów do nadświadomości > > > Na bazie tej koncepcji wszystko co jest możliwe do pomyślenia > istnieje, jako > że już sama myśl wprowadza pewną symulację innej > rzeczywistości > (...) > > Przy modalnym realiźmie bóg, szatan, wszystkie bóstwa, wszystko jest > realnie > istniejące, bo każde z nich może istnieć w swojej spójnej > rzeczywistości i > > mieć świadomość. > > Dlaczego wyżej wymienione twory z góry mają mieć świadomość? Czy nie jest > to ustalane przez tego, który 'wymyśla' ? A dlaczego mają jej nie mieć skoro ma ją Twój mózg? Taki mózg jest niczym innym niż zbiogrem komunikujących się komórek, podobnie jak społeczeńśtwo, które dodatkowo złożone jest z komórek o których wiemy, że świadomość mają. Memny są częścią społeczeństwa, więc świadomość mieć mogą i wykluczyć tego nie można w logiczny sposób. > I jakie cechy ma mieć to coś? Kiedy 10 osób myśli o tym samym tworze, a > każda w inny sposób, to znaczy to, że isnieje ich 10 równolegle o > odmiennych cechach? Wg tego wszyscy mówią o jednym bogu, a myślą o innym, > tym swoim. Ja to widzę poprzez analogię z myślami w indywidualnym umyśle. Czasem jak myślisz o jakiejś koncepcji to raz myślisz w taki sposób czasem w inny. Każda z tych różnic pochodzi z innego obszaru mózgu, muszą być w to zamieszane inne procesy, gdyby były takie same to myśl by się powtórzyła. Zawsze jak myślisz na przykład o bogu, szatanie czy jakiejkolwiek innej rzeczy myślisz trochę inaczej, jednak zawsze wiesz, że to ta sama rzecz. Tak bym to widział. |
|
angel_of_death [ nieaktywne ] Wysłano: 2010-07-06 19:25:46 |
Od multiwszechświatów do nadświadomości > A dlaczego mają jej nie mieć skoro ma ją Twój mózg? Taki mózg jest niczym > innym niż zbiogrem komunikujących się komórek, podobnie jak społeczeńśtwo, > które dodatkowo złożone jest z komórek o których wiemy, że świadomość > mają. Memny są częścią społeczeństwa, więc świadomość mieć mogą i > wykluczyć tego nie można w logiczny sposób. A co, jesli wymysle sobie cos, co ma z zalozenia nie miec swiadomosci? Wtedy bedzie ją mialo wbrew mojej woli? > Ja to widzę poprzez analogię z myślami w indywidualnym umyśle. Czasem jak > myślisz o jakiejś koncepcji to raz myślisz w taki sposób czasem w inny. > Każda z tych różnic pochodzi z innego obszaru mózgu, muszą być w to > zamieszane inne procesy, gdyby były takie same to myśl by się powtórzyła. > Zawsze jak myślisz na przykład o bogu, szatanie czy jakiejkolwiek innej > rzeczy myślisz trochę inaczej, jednak zawsze wiesz, że to ta sama rzecz. > Tak bym to widział. I wtedy podczas toku myslenia ta rzecz, o ktorej mysle modyfikuje sie, ewoluuje, ginie i powstaje nowa, czy trwa rownolegle z tamtą poprzednią? |
|
Sargon [ nieaktywne ] Wysłano: 2010-07-06 19:39:18 |
Od multiwszechświatów do nadświadomości > > A dlaczego mają jej nie mieć skoro ma ją Twój mózg? Taki mózg jest > niczym > > innym niż zbiogrem komunikujących się komórek, podobnie jak > społeczeńśtwo, > > które dodatkowo złożone jest z komórek o których wiemy, że świadomość > > > mają. Memny są częścią społeczeństwa, więc świadomość mieć mogą i > > wykluczyć tego nie można w logiczny sposób. > > A co, jesli wymysle sobie cos, co ma z zalozenia nie miec swiadomosci? > Wtedy bedzie ją mialo wbrew mojej woli? Nie wiem. Raczej wydaje mi się, że w jednym umyśle nie możesz stworzyć czegoś bardziej skomplikowanego niż on sam. Poza tym nie chodzi o samo wymyślanie, to co tutaj piszesz jest elementem wtórnym tej koncepcji. U podstaw leży amaterializm, brak nośnika rzeczywistości. > > Ja to widzę poprzez analogię z myślami w indywidualnym umyśle. Czasem > jak > > myślisz o jakiejś koncepcji to raz myślisz w taki sposób czasem w > inny. > > Każda z tych różnic pochodzi z innego obszaru mózgu, muszą być w to > > > zamieszane inne procesy, gdyby były takie same to myśl by się > powtórzyła. > > Zawsze jak myślisz na przykład o bogu, szatanie czy jakiejkolwiek > innej > > rzeczy myślisz trochę inaczej, jednak zawsze wiesz, że to ta sama > rzecz. > > Tak bym to widział. > > I wtedy podczas toku myslenia ta rzecz, o ktorej mysle modyfikuje sie, > ewoluuje, ginie i powstaje nowa, czy trwa rownolegle z tamtą poprzednią? Myśl jest myślą, samo pomyślenie sobie o czymś nie czyni tego realnym w tym umyśle, w sensie nie nadaje mu cech pomyślanych. Możesz sobie pomyśleć o całym świecie, ale to nie to samo co odzworować go w Twojej głowie. Musiałabyś pomyśleć sobie wtedy o każdym atomie i wszystkich cząstkach po kolei i tak od początku jego istnienia. Podobnie z innymi koncepcjami, stopień komplikacji tego co jest w stanie wymyślić mózg jest zbyt mały. Ale jak sobie założymy w celach roboczych, że to żadna przeszkoda i mózg jest doskonały to powiem, że to zależy co się stanie z informacją po tym jak wymyślona rzecz pójdzie w niepamięć, jeśli będzie w Twojej głowie, ale nieuświadomiona to po prostu będzie. Informacja jest istnieniem. |
|
angel_of_death [ nieaktywne ] Wysłano: 2010-07-06 19:52:03 |
Od multiwszechświatów do nadświadomości > Nie wiem. Raczej wydaje mi się, że w jednym umyśle nie możesz stworzyć > czegoś bardziej skomplikowanego niż on sam. fakt. > Poza tym nie chodzi o samo wymyślanie, to co tutaj piszesz jest elementem > wtórnym tej koncepcji. U podstaw leży amaterializm, brak nośnika > rzeczywistości. Ja mam na myśli posiadanie samej świadomości. > Myśl jest myślą, samo pomyślenie sobie o czymś nie czyni tego realnym w > tym umyśle, w sensie nie nadaje mu cech pomyślanych. Wg tego, co czytalam, powinno dawac. > Ale jak sobie założymy w celach roboczych, że to żadna przeszkoda i mózg > jest doskonały to powiem, że to zależy co się stanie z informacją po tym > jak wymyślona rzecz pójdzie w niepamięć, jeśli będzie w Twojej głowie, ale > nieuświadomiona to po prostu będzie. Informacja jest istnieniem. Czyli nie zginie, ok. |
|
Sargon [ nieaktywne ] Wysłano: 2010-07-06 20:01:39 |
Od multiwszechświatów do nadświadomości > > Poza tym nie chodzi o samo wymyślanie, to co tutaj piszesz jest > elementem > > wtórnym tej koncepcji. U podstaw leży amaterializm, brak nośnika > > rzeczywistości. > > Ja mam na myśli posiadanie samej świadomości. To właśnie w tym jest dla mnie największą zagadką. Jeśli chodzi o tę część, która mówi o holograficznej rzeczywistości to tutaj wszystko wydaje mi się bardziej jasne. Problem właśnie ze świadomością, możemy założyć, że jest pochodną - skutkiem ubocznym programu, który wykonuje mózg, ale to prowadzi do konsekwencji. Tzn jeśli rzeczywistośc nie ma nośnika i jest samą informacją to powtarza się nieskończenie wiele razy (to chyba nawet uproszczenie, bo nie wiem czy można mówić o liczebności, nawet nieskończonej) to i tak się świadomość pojawia wszędzie w każdym aspekcie istnienia i wtedy mamy właśnie wielką globalną świadomość, która przenika wszystko, a my mamy dostęp tylko do jej części, a przynajmniej tak się nam tylko wydaje, bo tak naprawdę jesteśmy jej częścią. I taki wniosek właśnie jest dość dziwny. > > Myśl jest myślą, samo pomyślenie sobie o czymś nie czyni tego realnym > w > > tym umyśle, w sensie nie nadaje mu cech pomyślanych. > > Wg tego, co czytalam, powinno dawac. Ja tego nie napisałem. Pomyślenie o napisaniu książki to nie to samo co jej napisanie, choć pomyślenie o książce litera po literze, zdanie po zdanie to to samo co jej napisanie. Widzisz o co mi idzie? > > Ale jak sobie założymy w celach roboczych, że to żadna przeszkoda i > mózg > > jest doskonały to powiem, że to zależy co się stanie z informacją po > tym > > jak wymyślona rzecz pójdzie w niepamięć, jeśli będzie w Twojej > głowie, ale > > nieuświadomiona to po prostu będzie. Informacja jest istnieniem. > > Czyli nie zginie, ok. No nie zginie, ale przecież sama matematyka (czyli wszystko właściwie) istnieje niezależnie od naszego świata, więc jest taką informacją poza naszą 'rzeczywistością' i jak to ogarnąć? |
|
angel_of_death [ nieaktywne ] Wysłano: 2010-07-06 20:27:01 |
Od multiwszechświatów do nadświadomości > To właśnie w tym jest dla mnie największą zagadką. Jeśli chodzi o tę > część, która mówi o holograficznej rzeczywistości to tutaj wszystko wydaje > mi się bardziej jasne. Problem właśnie ze świadomością, możemy założyć, że > jest pochodną - skutkiem ubocznym programu, który wykonuje mózg, ale to > prowadzi do konsekwencji. Tzn jeśli rzeczywistośc nie ma nośnika i jest > samą informacją to powtarza się nieskończenie wiele razy (to chyba nawet > uproszczenie, bo nie wiem czy można mówić o liczebności, nawet > nieskończonej) to i tak się świadomość pojawia wszędzie w każdym aspekcie > istnienia i wtedy mamy właśnie wielką globalną świadomość, która przenika > wszystko, a my mamy dostęp tylko do jej części, a przynajmniej tak się nam > tylko wydaje, bo tak naprawdę jesteśmy jej częścią. I taki wniosek właśnie > jest dość dziwny. W zasadzie to przyrownanie rzeczywistosci do swiadomosci w tym kontekscie nie bedzie bledem. > Ja tego nie napisałem. Pomyślenie o napisaniu książki to nie to samo co > jej napisanie, choć pomyślenie o książce litera po literze, zdanie po > zdanie to to samo co jej napisanie. Widzisz o co mi idzie? Skojarzylam to z tym zdaniem : 'Na bazie tej koncepcji wszystko co jest możliwe do pomyślenia istnieje (...)' > No nie zginie, ale przecież sama matematyka (czyli wszystko właściwie) > istnieje niezależnie od naszego świata, więc jest taką informacją poza > naszą 'rzeczywistością' i jak to ogarnąć? Obawiam się w tym życiu nie zdążymy. |
|
Sargon [ nieaktywne ] Wysłano: 2010-07-06 20:32:19 |
Od multiwszechświatów do nadświadomości > W zasadzie to przyrownanie rzeczywistosci do swiadomosci w tym kontekscie > nie bedzie bledem. Tak, dziwne prawda? > > Ja tego nie napisałem. Pomyślenie o napisaniu książki to nie to samo > co > > jej napisanie, choć pomyślenie o książce litera po literze, zdanie po > > > zdanie to to samo co jej napisanie. Widzisz o co mi idzie? > > Skojarzylam to z tym zdaniem : 'Na bazie tej koncepcji wszystko co jest > możliwe do pomyślenia istnieje (...)' Tak, ale samo pomyślenie o tej ksiązce, jako przykład, będzie pomyślaniem o ksiązce, samo okładką, musisz jeszcze domyślić treść. Podobnie jak z tym bogiem cholernym, samo pomyślenie go to tylko koncept, a treść jak chcesz mu wymyślić na skromnym ludzkim mózgu? O wszechświecie też możesz myśleć, ale to co innego niż pomyślenie go w całości, atom po atomie sekunda po sekundzie. Więc z tym pomyśleniem to może być trochę mylące, tzn wieloznaczne. Co innego stworzyć matrix, a co innego pomyśleć o matrixie (popkultura ma swoje plusy) > > No nie zginie, ale przecież sama matematyka (czyli wszystko > właściwie) > > istnieje niezależnie od naszego świata, więc jest taką informacją > poza > > naszą 'rzeczywistością' i jak to ogarnąć? > > Obawiam się w tym życiu nie zdążymy. Może być w przyszłym, mi się nie spieszy. |
|
angel_of_death [ nieaktywne ] Wysłano: 2010-07-06 20:43:11 |
Od multiwszechświatów do nadświadomości > Tak, dziwne prawda? Prawda. Dlatemu tego nie ogarniemy. > Tak, ale samo pomyślenie o tej ksiązce, jako przykład, będzie pomyślaniem > o ksiązce, samo okładką, musisz jeszcze domyślić treść. Podobnie jak z tym > bogiem cholernym, samo pomyślenie go to tylko koncept, a treść jak chcesz > mu wymyślić na skromnym ludzkim mózgu? O wszechświecie też możesz myśleć, > ale to co innego niż pomyślenie go w całości, atom po atomie sekunda po > sekundzie. Więc z tym pomyśleniem to może być trochę mylące, tzn > wieloznaczne. Co innego stworzyć matrix, a co innego pomyśleć o matrixie > (popkultura ma swoje plusy) No wiem, juz lapie, o co Ci chodzi. Rzeczywiscie, awykonalne. |
|
Sargon [ nieaktywne ] Wysłano: 2010-07-06 20:47:26 |
Od multiwszechświatów do nadświadomości > > Tak, dziwne prawda? > > Prawda. Dlatemu tego nie ogarniemy. Zrozumienie nieogranialności to już jakieś zrozumienie. To co jest naprawde nieogarnialne nie da się nawet pomyśleć :) |
|
Uniwersum. [ nieaktywne ] Wysłano: 2010-07-09 22:55:03 |
Od multiwszechświatów do nadświadomości " U podstaw leży amaterializm, brak nośnika rzeczywistości." Muszę wobec tej tezy obrać opozycyjną postawę,w której racjonalizm ma jednak wykorzystanie. Jeżeli przyjmiemy,że rzeczywistość nie ma nośnika( a więc informacja matematyczna może być usytuowana w każdej materii zdolnej do przyjęcia zapisu i wytworzenia świadomości)to uznać możemy,że budowa świata jest fraktalna a świadomość posiada każdy element materii.Dalej, jeżeli świadomość( katalizator informacji matematycznej) jest jedna,bez wyodrębnienia jej w stopniach,to utworzyć się może(i logiczną konsekwencją owego byłaby powinność takowa) świadomość ogólna.Jeżeli uznamy,że istnieje świadomość ogólna(dotycząca wszystkich podmiotów bez wyodrębniania wartości nośnika np: możliwego zasobu informacji podmiotu)potwierdzająca fraktalność rzeczywistości w powiązaniu z materią,to logiczne będzie że np: zwierze,kamień i człowiek posiadają tę samą świadomość. Indywidualizm recepcji jest zatem logicznym zaprzeczeniem tej teorii,ponieważ świadomość istot żywych jest różna,a "istot"martwych w odniesieniu do naszej w szczególności(jeżeli te w ogóle ją posiadają). Gdyby teoria amaterializmu była prawdziwa pojęcie "żywy" wówczas w ogóle by nie istniało na skutek sprzecznych z założeniem różnic w stanie świadomości materii.To paradoks,ponieważ gdybyśmy dalej szli tym założeniem całą rzeczywistość trzeba byłoby uznać za fikcyjną,a koniecznością byłaby wówczas negacja istnienia świata i jakiejkolwiek odrębnej rzeczywistości.Chyba,że owo zastosowalibyśmy do określenia procesów życiowych,te jednak afirmują i ludzie i rośliny.Chyba,że przyjmiemy teorię nakładającej się wielowymiarowości,a więc istnienia wielu wymiarów które nakładały by się na siebie dając w efekcie możliwość utworzenia rzeczywistości bez nośnika na skutek różnic w świadomym postrzeganiu i różnic w odbiorze zmysłowym podmiotów materii.Przy czym byty metafizyczne nieposiadające zmysłów a jedynie świadomość do której my ze względu na ograniczenia zmysłowe nie mamy dostępu(możliwości poznania)istniałyby jednocześnie w "naszej" i "swojej"rzeczywistości/wymiarze.Mam nadzieje,że wszystko napisane zostało w sposób nie pozostawiający wątpliwości i nie przysparzający o aberrację psychiczną. |
|
Sargon [ nieaktywne ] Wysłano: 2010-07-11 19:47:00 |
Od multiwszechświatów do nadświadomości > " U podstaw leży amaterializm, brak nośnika > rzeczywistości." > Muszę wobec tej tezy obrać opozycyjną postawę,w której racjonalizm ma > jednak wykorzystanie. > > Jeżeli przyjmiemy,że rzeczywistość nie ma nośnika( a więc informacja > matematyczna może być usytuowana w każdej materii zdolnej do przyjęcia > zapisu i wytworzenia świadomości)to uznać możemy,że budowa świata jest > fraktalna a świadomość posiada każdy element materii.Dalej, jeżeli > świadomość( katalizator informacji matematycznej) jest jedna,bez > wyodrębnienia jej w stopniach,to utworzyć się może(i logiczną konsekwencją > owego byłaby powinność takowa) świadomość ogólna.Jeżeli uznamy,że istnieje > świadomość ogólna(dotycząca wszystkich podmiotów bez wyodrębniania > wartości nośnika np: możliwego zasobu informacji podmiotu)potwierdzająca > fraktalność rzeczywistości w powiązaniu z materią,to logiczne będzie że > np: zwierze,kamień i człowiek posiadają tę samą świadomość. Taki jest wniosek mniej więcej. > Indywidualizm recepcji jest zatem logicznym zaprzeczeniem tej > teorii,ponieważ świadomość istot żywych jest różna,a "istot"martwych w > odniesieniu do naszej w szczególności(jeżeli te w ogóle ją posiadają). Skąd wiesz, że ktoś poza Tobą ową świadomość ma? Nie możesz stwierdzić empirycznie istnienia takiej, zawsze się to zakłada na zasadzie podobieńśtwa. Ja mam dwie ręce, dwie nogi, głowę i świadomość a widzę, że ktoś też ma dwie ręce, dwie nogi i głowę więc pewnie ma też świadomość. A jeśli już widać, że stosujesz regułe podobieńśtwa do wnioskowania o czyjejś świadomości to możesz to równie dobrze zrobić w stosunku do innych struktur. Na przykład społeczeńśtwo - jako całość. Nie ma rąk i nie ma nóg, ale przepływ informacji pomiędzy ludźmi czymś się różni od przepływu informacji między neuronami? Czemu społeczeństwo nie może mieć świadomości? > Gdyby teoria amaterializmu była prawdziwa pojęcie "żywy" wówczas w ogóle > by nie istniało na skutek sprzecznych z założeniem różnic w stanie > świadomości materii. Żywy to tylko słowo a nie jakiś stan obiektywny, nie widzę tu problemu. > To paradoks,ponieważ gdybyśmy dalej szli tym > założeniem całą rzeczywistość trzeba byłoby uznać za fikcyjną,a > koniecznością byłaby wówczas negacja istnienia świata i jakiejkolwiek > odrębnej rzeczywistości. Nie uznajesz całej rzeczywistości za fikcyjną tylko, stwierdzasz, że istnienie jest względne. Tutaj nie zrozumiałaś. > Chyba,że owo zastosowalibyśmy do określenia > procesów życiowych,te jednak afirmują i ludzie i rośliny.Chyba,że > przyjmiemy teorię nakładającej się wielowymiarowości,a więc istnienia > wielu wymiarów które nakładały by się na siebie dając w efekcie możliwość > utworzenia rzeczywistości bez nośnika na skutek różnic w świadomym > postrzeganiu i różnic w odbiorze zmysłowym podmiotów materii. Po co do tego włączasz wyższe wymiary? Sam nasz świat ma ich prawdopodobnie 10 lub 11 i nikt się tym specjalnie nie jara. To nie ma nic do rzeczy tutaj. > Przy czym > byty metafizyczne nieposiadające zmysłów a jedynie świadomość do której my > ze względu na ograniczenia zmysłowe nie mamy dostępu(możliwości > poznania)istniałyby jednocześnie w "naszej" i > "swojej"rzeczywistości/wymiarze.Mam nadzieje,że wszystko napisane zostało > w sposób nie pozostawiający wątpliwości i nie przysparzający o aberrację > psychiczną. No właśnie nie do końca. Sens dwóch ostatnich wyodrębnionych przeze mnie akapitów mi umknął. Tam gdzie zaczynasz pisać o wymiarach. |
|
Uniwersum. [ nieaktywne ] Wysłano: 2010-07-11 21:09:14 |
Od multiwszechświatów do nadświadomości > Chyba,że owo zastosowalibyśmy do określenia > procesów życiowych,te jednak afirmują i ludzie i rośliny.Chyba,że > przyjmiemy teorię nakładającej się wielowymiarowości,a więc istnienia > wielu wymiarów które nakładały by się na siebie dając w efekcie możliwość > utworzenia rzeczywistości bez nośnika na skutek różnic w świadomym > postrzeganiu i różnic w odbiorze zmysłowym podmiotów materii. Po co do tego włączasz wyższe wymiary? Sam nasz świat ma ich prawdopodobnie 10 lub 11 i nikt się tym specjalnie nie jara. To nie ma nic do rzeczy tutaj. Nie wtrąciłam "wyższych wymiarów"tylko właśnie ziemskie..nie wiem gdzie niby wspomniałam o takowych..Dla mnie nie istnieją wyższe wymiary..wszystko toczy się w obrębie ziemi,jeśli chodzi o życie..bez włączania wszechświata. |
|
Uniwersum. [ nieaktywne ] Wysłano: 2010-07-09 22:11:23 |
Od multiwszechświatów do nadświadomości Kiedy 10 osób myśli o tym samym tworze, a > każda w inny sposób, to znaczy to, że isnieje ich 10 równolegle o > odmiennych cechach? Wg tego wszyscy mówią o jednym bogu, a myślą o innym, > tym swoim. Angel of death! Jeżeli uznamy tę teorię agnostyczną z której wynika możliwość istnienia wszelkiej materii wyznaczanej przez różne nośniki to dojdziemy do wniosku,że myślowe konstrukcje indywidualnych podmiotów będą różne. Jeżeli świadomość wytworzoną na podstawie informacji matematycznej umieścimy w nośniku którym będzie umysł (także jako katalizator informacji zmysłowej) to na pierwszy plan rzuci nam się indywidualizm recepcji,a zatem nawet jeżeli 10 osób wytworzy w świadomości pozornie ten sam obiekt(nawet w ujęciu abstrakcyjnym)to inny sposób postrzegania,bądź odbioru informacji uczyni obiekt różnym od analogicznych, ze względu na nadanie mu indywidualnych wartości poprzez podmiot.Banalnym przykładem są bliźnięta które fizycznie dla dwóch osób mogą mieć identyczny wygląd,jednak ze względu na indywidualizm wrażeń mogą psychicznie być postrzegane inaczej,a przy tym w rzeczywistości mogą się różnić.Konkludując: nie będą takie same nawet jeśli istnieć będą dziesiątki klonów. |
|
angel_of_death [ nieaktywne ] Wysłano: 2010-07-20 17:50:17 |
Od multiwszechświatów do nadświadomości > Kiedy 10 osób myśli o tym samym tworze, a > > każda w inny sposób, to znaczy to, że isnieje ich 10 równolegle o > > odmiennych cechach? Wg tego wszyscy mówią o jednym bogu, a myślą o > innym, > > tym swoim. > > Angel of death! Jeżeli uznamy tę teorię agnostyczną z której wynika > możliwość istnienia wszelkiej materii wyznaczanej przez różne nośniki to > dojdziemy do wniosku,że myślowe konstrukcje indywidualnych podmiotów będą > różne. > Jeżeli świadomość wytworzoną na podstawie informacji matematycznej > umieścimy w nośniku którym będzie umysł (także jako katalizator informacji > zmysłowej) to na pierwszy plan rzuci nam się indywidualizm recepcji,a > zatem nawet jeżeli 10 osób wytworzy w świadomości pozornie ten sam > obiekt(nawet w ujęciu abstrakcyjnym)to inny sposób postrzegania,bądź > odbioru informacji uczyni obiekt różnym od analogicznych, ze względu na > nadanie mu indywidualnych wartości poprzez podmiot. Wszystko to ok, zgadza sie. pisałam w kontekscie bostw wymienionych wczesniej przez Sargona (ze wg tej teorii wszystkie moga istniec). > Banalnym przykładem są > bliźnięta które fizycznie dla dwóch osób mogą mieć identyczny > wygląd,jednak ze względu na indywidualizm wrażeń mogą psychicznie być > postrzegane inaczej,a przy tym w rzeczywistości mogą się > różnić.Konkludując: nie będą takie same nawet jeśli istnieć będą > dziesiątki klonów. Nie, moim zdaniem, akurat w tej sytuacji bliznieta sa beznadziejnym przykladem. |
|
Uniwersum. [ nieaktywne ] Wysłano: 2010-07-21 13:00:08 |
Od multiwszechświatów do nadświadomości > > Banalnym przykładem są > > bliźnięta które fizycznie dla dwóch osób mogą mieć identyczny > > wygląd,jednak ze względu na indywidualizm wrażeń mogą psychicznie być > > > postrzegane inaczej,a przy tym w rzeczywistości mogą się > > różnić.Konkludując: nie będą takie same nawet jeśli istnieć będą > > dziesiątki klonów. > > Nie, moim zdaniem, akurat w tej sytuacji bliznieta sa beznadziejnym > przykladem. Przykład miał być prosty,nie patetyczny.Ważne,że uwzględniłam w nim to co chciałam przekazać. |
|
4RDM4 [ nieaktywne ] Wysłano: 2010-07-09 18:31:01 |
Od multiwszechświatów do nadświadomości Czytając ten wątek wzdłuż i wszerz plus dyskusje pod, dochodzę do różnych wniosków i staram się iść za tym co napisałeś i przyjąć że np: istnieje świadomość społeczeństwa jako całości. O tym myśleli już Masoni którzy chcieli wykryć w człowieku owy boski pierwiastek który sprawił by że nasze myśli stawały by się rzeczywistością materialną jak i przejawiały się w zdarzeniach itd. Ja też nasłuchałem się teorii od kolegi którego kolega :) jest gdzieś tam na fizykach jakiś studenckich, i oczywiście ateizm posunięty do granic jest tam na porządku dziennym nie mówiąc już o tym że modalny realizm pewnie byłby przez nich odrzucony. A dzieje się tak myślę z kilku powodów a jednym z nich i nie wiem czy nie najważniejszym jest to że samo założenie skończoności wszechświata, braku boga, każdego ograniczenia stworzonego przez naukę prowadzi to tego że człowiek ma czuć się pewnie. Pewnie w sensie że lepiej jest mu przyjąć niektóre rzeczy jak brak bozi, skończoność wrzechświata i brak duszków demonów itd itd bo prowadziło by to tego że jego umysł musiałby ogarniać więcej i inaczej. Tym bardziej że taki człowiek już rodzi się na świecie za zasadami, newtonami, matematyką w szkołach. A jest to mu podawane w postaci czegoś ostatecznego i nie każdy ma odwagę i wyobraźnie by to z góry odrzucić. Ja też czasami myślę o różnych punktach odniesienia do rzeczywistości. A w tym dążę do tego by odrzucić wersję myślenia człowieka. Np : człowiek pojmuje wszystko na zasadzie obserwacji samego siebie czyli uważa że wszystko co nie ma języka, nie buduje i tworzy kultury jest prymitywne jak np :pingwiny :D albo koty. Tak samo będzie pojmował wrzechświat. Czy wszystkie zasady jakie panują na ziemi te istniejące naprawdę i te istniejące tylko bo móc sobie coś wytłumaczyć (nie zawsze dokładnie ale byleby poczuć się lepiej), istnieją w innych galaktykach? A może nie? A może istnieją jeszcze inne wymiary? Może to zabrzmi głupio ale potrzebni by nam byli jacyś kosmiczni znajomi z daleka. Tacy którzy byli by świadectwem tego że "gdzieś" nie ma tego co "tu" człowiek nazwał i opisał. Człowiek chce zawsze wszystko tłumaczyć i opisywać by jego przynależność była wytłumaczalna i w miarę prosta. I więcej będzie ludzi właśnie o takim podejściu po tym co widzę niż np: zgadzającym się z tobą, ze mną i lubujących się w takich oto dociekaniach.. |
|
Sargon [ nieaktywne ] Wysłano: 2010-07-11 19:58:06 |
Od multiwszechświatów do nadświadomości > Czytając ten wątek wzdłuż i wszerz plus dyskusje pod, dochodzę do różnych > wniosków i staram się iść za tym co napisałeś i przyjąć że np: istnieje > świadomość społeczeństwa jako całości. To jest wniosek wtórny, sam modalny realizm nawet do tego nie prowadzi ale raczej mocno sugeruje. > O tym myśleli już Masoni którzy chcieli wykryć w człowieku owy boski > pierwiastek który sprawił by że nasze myśli stawały by się rzeczywistością > materialną jak i przejawiały się w zdarzeniach itd. > > Ja też nasłuchałem się teorii od kolegi którego kolega :) jest gdzieś tam > na fizykach jakiś studenckich, i oczywiście ateizm posunięty do granic > jest tam na porządku dziennym nie mówiąc już o tym że modalny realizm > pewnie byłby przez nich odrzucony. Z moich obserwacji wynika, że fizycy i matematycy stanowią w dużej części wierzących katolików. U nich przybiera to raczej postać deizmu wspartego trzymaniem się kultury katolickiej. > A dzieje się tak myślę z kilku powodów a jednym z nich i nie wiem czy nie > najważniejszym jest to że samo założenie skończoności wszechświata, braku > boga, każdego ograniczenia stworzonego przez naukę prowadzi to tego że > człowiek ma czuć się pewnie. > > Pewnie w sensie że lepiej jest mu przyjąć niektóre rzeczy jak brak bozi, > skończoność wrzechświata i brak duszków demonów itd itd bo prowadziło by > to tego że jego umysł musiałby ogarniać więcej i inaczej. > Tym bardziej że taki człowiek już rodzi się na świecie za zasadami, > newtonami, matematyką w szkołach. > A jest to mu podawane w postaci czegoś ostatecznego i nie każdy ma odwagę > i wyobraźnie by to z góry odrzucić. Kazdy tworzy wizje rzeczywistości na podstawie tego co o niej wie, o to Ci chodzi? > Ja też czasami myślę o różnych punktach odniesienia do rzeczywistości. > A w tym dążę do tego by odrzucić wersję myślenia człowieka. > Np : człowiek pojmuje wszystko na zasadzie obserwacji samego siebie czyli > uważa że wszystko co nie ma języka, nie buduje i tworzy kultury jest > prymitywne jak np :pingwiny :D albo koty. > Tak samo będzie pojmował wrzechświat. Właśnie, jak cieżko było przekonać ludzi, że szympansy mają kulturę. Wynikało to IMO z głęboko wbitego przekonania, że nie mogą jej mieć i niczego więcej. Podobnie widzę te dywagację, które teraz prowdzimy odnośnie istnienia i rzeczywistości. > Czy wszystkie zasady jakie panują na ziemi te istniejące naprawdę i te > istniejące tylko bo móc sobie coś wytłumaczyć (nie zawsze dokładnie ale > byleby poczuć się lepiej), istnieją w innych galaktykach? > A może nie? > A może istnieją jeszcze inne wymiary? Według teorii superstrun jest ich 11, jeden czasowy, reszta przestrzenna w tym tylko trzy rozciągłe co zresztą widzimy. Ale to IMO nic nadzwyczajnego wyższe wymiary są w nauce dość pospolite. > Może to zabrzmi głupio ale potrzebni by nam byli jacyś kosmiczni znajomi z > daleka. > Tacy którzy byli by świadectwem tego że "gdzieś" nie ma tego co "tu" > człowiek nazwał i opisał. > Człowiek chce zawsze wszystko tłumaczyć i opisywać by jego przynależność > była wytłumaczalna i w miarę prosta. > I więcej będzie ludzi właśnie o takim podejściu po tym co widzę niż np: > zgadzającym się z tobą, ze mną i lubujących się w takich oto > dociekaniach.. To zdanie jest dokończone? Nie czaje puenty. |
|
4RDM4 [ nieaktywne ] Wysłano: 2010-07-11 22:04:38 |
Od multiwszechświatów do nadświadomości > > Z moich obserwacji wynika, że fizycy i matematycy stanowią w dużej części > wierzących katolików. U nich przybiera to raczej postać deizmu wspartego > trzymaniem się kultury katolickiej. Ciekawy pogląd, całkiem możliwe, ale pierwsze co owi fizycy i matematycy negują to właśnie istnienie boga, więc zachodzą jakieś anomalie w tej ich kulturze. Fakt że zamieniają postać boga z biblii na boga jako fizykę. > > > Kazdy tworzy wizje rzeczywistości na podstawie tego co o niej wie, o to Ci > chodzi? Tak, tworzy wizje na zasadzie własnych odczuć jak i np czytając książki o naukowcach. I nawet jeżeli taka osoba nie doświadczyła tego co piszą w książkach to i tak uznaje autorytet gdyż zostaje mu to przedstawione jako ostatecznie i oczywiste. Po za tym sam fakt działania presji że to jest kurde nauka a laik wie gówno więc lepiej niech to przyjmie. > > > > To zdanie jest dokończone? Nie czaje puenty. Nie miało być puenty, chodzi tylko o to że i tak będzie więcej ludzi trzymających się sztywno ram o których piszemy, nie będą wierzyć w nadświadomości, wymiary i będą dalej uważać że np szympansy o których pisałeś są po prostu głupie. Za dużo minęło lat które trzymały całe pokolenia w tej wąskiej idei i teraz każdy boi się porzucić swoją "rzeczywistość" która daje mu bezpieczne i łatwe do połknięcia zasady. |
|
Sargon [ nieaktywne ] Wysłano: 2010-07-12 01:06:50 |
Od multiwszechświatów do nadświadomości > > > > > Z moich obserwacji wynika, że fizycy i matematycy stanowią w dużej > części > > wierzących katolików. U nich przybiera to raczej postać deizmu > wspartego > > trzymaniem się kultury katolickiej. > > > Ciekawy pogląd, całkiem możliwe, ale pierwsze co owi fizycy i matematycy > negują to właśnie istnienie boga, więc zachodzą jakieś anomalie w tej ich > kulturze. No właśnie nie. Matematyków/fizyków wierzących w boga znam sporo, powiedziałbym, że tyle samo tam wierzących co ateistów. Chodza do kościoła, chcą żyć po katolicku i bardzo daleko im do debilizmu. Wynika to stąd, że neofilia nie wynika z inteligencji, jest tak wiele możliwości interpretowania religii, że w obrębie samego katolicyzmu można wybrać sobie jedno z rozwiązań. Na przykład wspomniany deizm, który jest tylko częścią metafizyki, tak naprawdę kultury katolickiej zupełnie niezależny. Więc można zachować katolicyzm i zmienić katolicką metafizykę po swojemu i tak robią. Twierdzą tylko, że po prostu głębiej ją interpretują. > Fakt że zamieniają postać boga z biblii na boga jako fizykę. Z tym to często, ale też bez przesady. fizyka jest biblią raczej dla osób z poza nauki, Ci którzy w niej siedzą zdają sobie sprawę z tego jak to naprawdę działa. > > Kazdy tworzy wizje rzeczywistości na podstawie tego co o niej wie, o > to Ci > > chodzi? > > Tak, tworzy wizje na zasadzie własnych odczuć jak i np czytając książki o > naukowcach. > I nawet jeżeli taka osoba nie doświadczyła tego co piszą w książkach to i > tak uznaje autorytet gdyż zostaje mu to przedstawione jako ostatecznie i > oczywiste. > Po za tym sam fakt działania presji że to jest kurde nauka a laik wie > gówno więc lepiej niech to przyjmie. Tak to właśnie działa. I to chyba dobrze, jeśli już coś ma prać mózgi społeczeństwu to niech to będzie racjonalizm chociaż. > Nie miało być puenty, chodzi tylko o to że i tak będzie więcej ludzi > trzymających się sztywno ram o których piszemy, nie będą wierzyć w > nadświadomości, wymiary i będą dalej uważać że np szympansy o których > pisałeś są po prostu głupie. > Za dużo minęło lat które trzymały całe pokolenia w tej wąskiej idei i > teraz każdy boi się porzucić swoją "rzeczywistość" która daje mu > bezpieczne i łatwe do połknięcia zasady. Kwestionowanie oczywistości powinno być wewnętrznym prawem myślącego indywidualisty, nie dla każdego to oczywiste. |
|
4RDM4 [ nieaktywne ] Wysłano: 2010-07-12 13:53:57 |
Od multiwszechświatów do nadświadomości > > No właśnie nie. Matematyków/fizyków wierzących w boga znam sporo, > powiedziałbym, że tyle samo tam wierzących co ateistów. Chodza do > kościoła, chcą żyć po katolicku i bardzo daleko im do debilizmu. Wynika to > stąd, że neofilia nie wynika z inteligencji, jest tak wiele możliwości > interpretowania religii, że w obrębie samego katolicyzmu można wybrać > sobie jedno z rozwiązań. Na przykład wspomniany deizm, który jest tylko > częścią metafizyki, tak naprawdę kultury katolickiej zupełnie niezależny. > Więc można zachować katolicyzm i zmienić katolicką metafizykę po swojemu i > tak robią. Twierdzą tylko, że po prostu głębiej ją interpretują. No to ja w takim razie trafiłem na fizyka z innego obozu. Ale cóż wielu jest ludzi przecież. > > > > Kwestionowanie oczywistości powinno być wewnętrznym prawem myślącego > indywidualisty, nie dla każdego to oczywiste. Dlatego świadomość że nie wszystko jest takie jakie nam pokazali bądź też chcą byśmy tak myśleli jest swego rodzaju błogosławieństwem i bogactwem które jednak czasem może człowieka skrzywdzić psychicznie. |
|
Sargon [ nieaktywne ] Wysłano: 2010-07-12 15:22:23 |
Od multiwszechświatów do nadświadomości > > > > > No właśnie nie. Matematyków/fizyków wierzących w boga znam sporo, > > powiedziałbym, że tyle samo tam wierzących co ateistów. Chodza do > > kościoła, chcą żyć po katolicku i bardzo daleko im do debilizmu. > Wynika to > > stąd, że neofilia nie wynika z inteligencji, jest tak wiele > możliwości > > interpretowania religii, że w obrębie samego katolicyzmu można wybrać > > > sobie jedno z rozwiązań. Na przykład wspomniany deizm, który jest > tylko > > częścią metafizyki, tak naprawdę kultury katolickiej zupełnie > niezależny. > > Więc można zachować katolicyzm i zmienić katolicką metafizykę po > swojemu i > > tak robią. Twierdzą tylko, że po prostu głębiej ją interpretują. > > No to ja w takim razie trafiłem na fizyka z innego obozu. Mój wierzący znajomy ze studiów, który coś tam działał w CERNie na przykład wierzył w opętanie przez szatana. I popatrz jakie to ironiczne. Prawał w CERNie, oazie racjonalizmu wydawać by się mogło, a jak mu jakis demon na głowę siądzie to pójdzie do egzorcysty zamiast do psychologa. > Ale cóż wielu jest ludzi przecież. Ja sądzę, że żadne nawet najbardziej przeciwstawne poglądy nie oprą się ludzkiej kreatywności w kwestii ich syntezy. > > Kwestionowanie oczywistości powinno być wewnętrznym prawem myślącego > > > indywidualisty, nie dla każdego to oczywiste. > > Dlatego świadomość że nie wszystko jest takie jakie nam pokazali bądź też > chcą byśmy tak myśleli jest swego rodzaju błogosławieństwem i bogactwem > które jednak czasem może człowieka skrzywdzić psychicznie. Jest cieńka linia pomiędzy innowacyjną myślą a rozmijaniem się z rzeczywistością. |
|
4RDM4 [ nieaktywne ] Wysłano: 2010-07-12 19:06:57 |
Od multiwszechświatów do nadświadomości > > Jest cieńka linia pomiędzy innowacyjną myślą a rozmijaniem się z > rzeczywistością. Dlatego też trzeba uważać na to co się twierdzi w tych kwestiach. |
|
agnes [ nieaktywne ] Wysłano: 2010-07-11 20:44:23 |
Od multiwszechświatów do nadświadomości > Może to zabrzmi głupio ale potrzebni by nam byli jacyś kosmiczni znajomi z > daleka. > Tacy którzy byli by świadectwem tego że "gdzieś" nie ma tego co "tu" > człowiek nazwał i opisał. > Człowiek chce zawsze wszystko tłumaczyć i opisywać by jego przynależność > była wytłumaczalna i w miarę prosta. > I więcej będzie ludzi właśnie o takim podejściu po tym co widzę niż np: > zgadzającym się z tobą, ze mną i lubujących się w takich oto > dociekaniach.. Może nie nazywając ich od razu kosmitami, można założyć istnienie świadomości bardziej złożonych, wzbogaconych o szerszą percepcję, którzy "widzą" więcej niż my , widzą część naszego wszechświata, której my naszymi ograniczonymi zmysłami nie jesteśmy w stanie postrzegać całościowo. Właśnie coś na zasadzie tworu fraktalnego, gdzie my, będąc częścią większej całości – nadświadomości, tylko podświadomie ją wyczuwamy, natomiast ona, jako bardziej złożona i stojąca wyżej w hierarchii , ma w nas wgląd i "użycza" nam swojej "boskości". |
|
4RDM4 [ nieaktywne ] Wysłano: 2010-07-11 21:50:08 |
Od multiwszechświatów do nadświadomości > > Może nie nazywając ich od razu kosmitami, można założyć istnienie > świadomości bardziej złożonych, wzbogaconych o szerszą percepcję, którzy > "widzą" więcej niż my , widzą część naszego wszechświata, której my > naszymi ograniczonymi zmysłami nie jesteśmy w stanie postrzegać > całościowo. > Właśnie coś na zasadzie tworu fraktalnego, gdzie my, będąc częścią > większej całości – nadświadomości, tylko podświadomie ją wyczuwamy, > natomiast ona, jako bardziej złożona i stojąca wyżej w hierarchii , ma w > nas wgląd i "użycza" nam swojej "boskości". > No masz racje kosmici to mylne uproszczenie. I właśnie myślę to o tym objawieniu, tej nadświadomości w sposób bardziej oczywisty niż wyjątkowe wypadki niektórych jednostek które to poczuły. Jestem ciekawy jaka była by reakcja. Czy nastąpiła by jakaś selekcja? Może nie selekcja to złe określenie ale na pewno okazało by się jak wielka jest liczba ludzi którzy byli by zbyt "wąscy" na pojęcie tego, wąscy ze strachu lub też uwarunkowani własną ciasną kulturą jak właśnie konsumpcja i styl życia jaki wciskają nam media. Wąscy przez swoje religie i ich dogmaty. Nie wiem a może wtedy u każdego włączyła by się ta forma nadświadomości i wszyscy poczuli by harmonie, można pytać w nieskończoność. Czasami też myślę że takie właśnie wyjątki o jakich napisałem mają być swego rodzaju wskazówką dla innych by oni też spróbowali zajrzeć w siebie. Oczywiście wielu powie że to farmazony. Indywidualna weryfikacja należy do każdego. |
|
agnes [ nieaktywne ] Wysłano: 2010-07-12 14:24:55 |
Od multiwszechświatów do nadświadomości > No masz racje kosmici to mylne uproszczenie. > I właśnie myślę to o tym objawieniu, tej nadświadomości w sposób bardziej > oczywisty niż wyjątkowe wypadki niektórych jednostek które to poczuły. > Jestem ciekawy jaka była by reakcja. > Czy nastąpiła by jakaś selekcja? > Może nie selekcja to złe określenie ale na pewno okazało by się jak wielka > jest liczba ludzi którzy byli by zbyt "wąscy" na pojęcie tego, wąscy ze > strachu lub też uwarunkowani własną ciasną kulturą jak właśnie konsumpcja > i styl życia jaki wciskają nam media. > Wąscy przez swoje religie i ich dogmaty. > > Nie wiem a może wtedy u każdego włączyła by się ta forma nadświadomości i > wszyscy poczuli by harmonie, można pytać w nieskończoność. > > Czasami też myślę że takie właśnie wyjątki o jakich napisałem mają być > swego rodzaju wskazówką dla innych by oni też spróbowali zajrzeć w > siebie. > Oczywiście wielu powie że to farmazony. > Indywidualna weryfikacja należy do każdego. Imo to nie tyle kwestia objawienia, bo świadomość wyższa może cały czas istnieć, ile kwestia spojrzenia bardziej dogłębnego, wyćwiczenia w sobie/rozwinięcia dodatkowych zmysłów, pozwalających ją poczuć/zobaczyć. Nie nazywałabym tego koncepcją dotarcia do boga, bo to jest akurat pewnym pójściem na łatwiznę: tworzymy sobie obraz opiekuna i obrońcy, kiedy chcemy scedować na kogoś odpowiedzialność i czuć się złudnie bezpieczni. To o czym piszę jest wyższą i bardziej złożoną strukturą naszego wszechświata, której my nie jesteśmy w stanie ogarnąć naszymi zmysłami, przynajmniej na tym etapie, na którym znajdujemy się obecnie. Większość osobników jest rzeczywiście zbyt "wąska" w swoim spojrzeniu, nawet jeśli chodzi o uświadomienie sobie możliwości istnienia wyższego poziomu, nie wspominając już o próbach dotarcia do niego. Na pocieszenie: większość - to nie wszyscy:) |
|
r123x [ nieaktywne ] Wysłano: 2010-07-10 12:53:28 |
Od multiwszechświatów do nadświadomości > Załóżmy 'prawdziwość' modalnego realizmu i dodajmy do tego bajzlu > świadomość. > Na bazie tej koncepcji wszystko co jest możliwe do pomyślenia istnieje, > jako że już sama myśl wprowadza pewną symulację innej rzeczywistości Eee... czyli krasnoludki istnieją, elfy, smoki, wampiry, i hogward, bo sama myśl nasuwa taką możliwość ? |
|
Sargon [ nieaktywne ] Wysłano: 2010-07-11 19:58:45 |
Od multiwszechświatów do nadświadomości > > Załóżmy 'prawdziwość' modalnego realizmu i dodajmy do tego bajzlu > > świadomość. > > Na bazie tej koncepcji wszystko co jest możliwe do pomyślenia > istnieje, > > jako że już sama myśl wprowadza pewną symulację innej > rzeczywistości > > > Eee... czyli krasnoludki istnieją, elfy, smoki, wampiry, i hogward, bo > sama myśl nasuwa taką możliwość ? Tak, ale nie masz do nich dostępu i mieć nie będziesz. |
|
Shogun [ nieaktywne ] Wysłano: 2010-07-12 00:06:30 |
Od multiwszechświatów do nadświadomości > Tak, ale nie masz do nich dostępu i mieć nie będziesz. Jak to nie? :> Ja Ciebie nie rozumiem, to że z bogiem nie rozmawiasz to można jeszcze wybaczyć. Ale że elfa nie widziałeś? |
|
Sargon [ nieaktywne ] Wysłano: 2010-07-12 00:14:03 |
Od multiwszechświatów do nadświadomości > > Tak, ale nie masz do nich dostępu i mieć nie będziesz. > > Jak to nie? :> > > Ja Ciebie nie rozumiem, to że z bogiem nie rozmawiasz to można jeszcze > wybaczyć. Ale że elfa nie widziałeś? Nie ja tylko r123x, czytaj ze zrozumieniem. |
|
Shogun [ nieaktywne ] Wysłano: 2010-07-12 11:42:16 |
Od multiwszechświatów do nadświadomości > Nie ja tylko r123x, czytaj ze zrozumieniem. A czemu on nie? |
|
Malaavi [ nieaktywne ] Wysłano: 2010-08-05 12:38:09 |
Od multiwszechświatów do nadświadomości Istnienie nie jest jakimś byciem (wypowiedziane z naciskiem), którego może brakować mimo obserwacji. Jeśli tak matematyzujesz, to wszystko, co obserwowane (oczywiście być może tylko w jakim stopniu, JAK jest obserwowane) istnieje. Nasz wszechświat jest istniejący w zwyczajnym tego słowa sensie (bez dodatku o tym byciu dziwnym, bezcechowym, metafizycznym). Istnieć to być w interakcji. Przestrzeń zajmować lub myśleć lub być widzianym lub widzieć lub być myślanym. Możliwe światy nie istnieją dla nas. Nie myślisz ich, a tylko krótki ich opis. Zakładam, oczywiście, ale nie boję się porażki. ;) Trzeba założyć, że ktoś między światami może wędrować (istnienie czegoś w liczbie mnogiej to jak równoczesność, czas jest względny, z założenia między światami nieporównywalny, jakiegoś boga potrzeba do skakania między), bo tylko wtedy światy współistnieją dla siebie. Inaczej nie ma sensu mówić, że "może istnieć" czy "istnieje". Nieusuwalne jest obciążenie czasownika naszą przestrzenią, dostępnością, a zatem mamy sprzeczność (w słowach) z istnieniem innych światów. To, co tak nazywamy, jest ubogą konstrukcją, jest tym właśnie snem, który - stwierdzasz sam - musi być zbyt ubogi. Gdyby na chwilę (niechętnie to robię) przyjąć perspektywę boga między światami skaczącego, nie moglibyśmy i tak udowadniać, że istnieje więcej niż nasz jeden świat. Możemy myśleć, że w świetle naszej skromnej wiedzy nic istnieniu innych światów nie przeczy, ale fakt niewyobrażalności skutkuje niemożliwością weryfikacji. Nasz świat może być jeden (aczkolwiek sprzeczności mi się mnożą już przy próbie wyrażania takich - i przeciwnych - myśli). > że nie da rady pomyśleć o > całości procesów zachodzących w takim wyimaginowanym świecie. To nieweryfikowalne. Zakładasz to, nie wnioskujesz. > Neurony, półkula Jedną być można najwyżej, skoro już tniesz "swój" mózg, wówczas nie masz możliwości stwierdzić, że świadomość drugiej nie jest wytworem własnej. :) Bardzo skaczesz od nazywania światem tego, co jest rość dyskryminowane przez naukę po założenie biologii, medycyny, istnienia ciała, prawdziwości publikacji etc. ;) Tworzysz obraz bardzo mglisty, wiele tu przerw, przejścia nie są wynikaniem logicznym a tylko wyborem ścieżki. Przedstawiasz zatem swoje poglądy, mniej zaś tego, co nazywam rozumowaniem. > bo każde z nich może istnieć w swojej > spójnej rzeczywistości i mieć świadomość. Istnieniu we śnie nikt nie zaprzeczał przecież. A realne istnienie rozumiane było inaczej niż taka wewnątrzświatowa świadomość. Wyobraź sobie płaski kontur myszy. Ja Ci powiem, żeś sobie mysz wyobraził, tylko niedokładnie. Każdą mysz byś sobie wyobraził niedokładnie, a poprosiłem jedynie o kontur płaski, by niedokładność biła po oczach. Mysz sobie może w świecie właśnie wyobrażonym żyć. Czy jednak jej życie, jej fizjologia, jej zapach jest zapachem myszy? Czy ona myszą jest, czy płaskim myszy konturem (do pełnego definiowania dodajmy cały proces powstania)? Względem nas to mysz nie jest, względem nas to kontur, a czy kontur się ma ubocznie za kontur, za mysz, za Konrada Wallenroda, tego nie wiesz przecież świadomie. :) Szatan, Bóg, wyobrażeni przez nas niedokładnie, istniejący w takich niewielkich wyobrazonych światkach, SKRÓTACH, STRESZCZENIACH tego, co się nam WYDAJE możliwe, nie są Szatanem i Bogiem do których te dwie nazwy mają odsyłać. Odsyłać mają do tego, czego nie mogą wyrazić, zaś Ty ich pewne istnienie udowadniasz jedynie w środkach wyrazu, udowadniasz istnienie konturu, tego, co można pomyśleć w całości (z być może jakąś ubocznością, która jednak potencjalnie psuje dalej poprawność odwołania). (Analogia, kto zrozumiał nie musi czytać. Co jakiś czas ktoś chce przez rezygnację z kategorii, pojęć, odkryć - powiedzmy - Szatana. Wznieść się poetycko na wyżyny pozaświadomości (nazywa to "NAD" właśnie, optymista), czyli zrezygnować ze swej wiedzy, z rozeznania. Te osoby wierzą jednakże, że akurat fragment rzeczywistości pojęciami nieskrępowanej, który jest Szatanem prawdziwym, wyjdzie im na spotkanie niewołany, z braku słów. Doświadczą ci ludzie czegoś, ale przecież uciekli od podziałów. Jakże losowemu, niepewnemu, nieokreślonemu czemuś przypisać teraz bycie Szatanem a nie duchem chomika czy drzwiami, których pozbawiony wiedzy przed wyjściem z pokoju sobie nie otworzył? Skasowanie na pewnym etapie odwołania z pojęcia do bytu - a wcale nie mówię o słowach, słownych nazwach, etykietach, a o umysłowych rozróżnieniach, możliwie dla rozumu podstawowych - powoduje utratę zdolności rozpoznawania, mówienia o czymś, rozumienia czegoś, ostatnie czasowniki znów rozumiem po ziemsku.) Gdy nadajesz pozaświatową samodzielność konturowi, temu, co nie odsyła już, ale samo istnieje (tak jak nasze toporne myszy wyobrażenie odsyła nas do prawdziwej myszy z trzewiami, oddychającej, zastraszonej) tracisz sens, nieprawomocne jest nazywanie tego jeszcze Szatanem. Inaczej jeszcze: Gdy wyobrażasz sobie książkę, która mówi o słoniu. Na końcu drogi jest słoń. To jednak, czemu przydajesz istnienie wyobrażając sobie, to książka, to baza pierwsza, nieuprawnione jest nadanie jej nazwy bazy ostatniej. Nie znajdujesz w ten sposób Szatana, a coś, co na pewno istnieje (bo z założenia naszego jest akurat myślane przez podmiot) arbitralnie Szatanem nazywasz. Analogicznie inne byty, na Szatanie się skupiłem, żeby wierzyli jeszcze, że satanistą jestem. > Podsumowując. Koncepcja jest skrajnie egzotyczna i nieintuicyjna. Jednak > niesprzeczna ze wszystkim co wiadomo na temat natury rzeczywistości. Sama > już ta niesprzeczność powoduje spore konsekwencje... Nieweryfikowalność, niefalsyfikowalność. Sprzeczność jest natomiast wyraźna w użyciu słów, język nie jest przezroczysty, co zresztą w nauce udowodniono. Możesz iść ścieżką wielu filozofów i udawać, że rozszerzasz znaczenie pojęć poza własną przestrzeń, ale to nieprawda. W rzeczywistości naszej możesz odnieść coś do innych bytów, możesz palcem wskazać i powiedzieć dziecku, że oto ma kota przed sobą (myszy już nie ma). Budujesz pojęcie nadając mu jakieś znaczenie, które inny podmiot (jeśli jest taki) sobie przyswoi. Nie masz jednak możliwości nadać znaczenia, gdy z założenia ma ono wystawać poza to, co zauważalne, świadome i tworzące naszą rzeczywistość. Niezbyt mi się chce przedzierać przez gąszcz odpowiedzi osób, którym nie wierzę. Ktoś powiedział coś ciekawego? (wskaż nick, wtedy już się wezmę do czytania) |
|
Sargon [ nieaktywne ] Wysłano: 2010-08-05 18:58:20 |
Od multiwszechświatów do nadświadomości > Istnienie nie jest jakimś byciem (wypowiedziane z naciskiem), którego może > brakować mimo obserwacji. Jeśli tak matematyzujesz, to wszystko, co > obserwowane (oczywiście być może tylko w jakim stopniu, JAK jest > obserwowane) istnieje. > Nasz wszechświat jest istniejący w zwyczajnym tego słowa sensie (bez > dodatku o tym byciu dziwnym, bezcechowym, metafizycznym). Istnieć to być w > interakcji. Przestrzeń zajmować lub myśleć lub być widzianym lub widzieć > lub być myślanym. (...) > Gdyby na chwilę (niechętnie to robię) przyjąć perspektywę boga między > światami skaczącego, nie moglibyśmy i tak udowadniać, że istnieje więcej > niż nasz jeden świat. Możemy myśleć, że w świetle naszej skromnej wiedzy > nic istnieniu innych światów nie przeczy, ale fakt niewyobrażalności > skutkuje niemożliwością weryfikacji. Nasz świat może być jeden (aczkolwiek > sprzeczności mi się mnożą już przy próbie wyrażania takich - i przeciwnych > - myśli). Twierdzisz, że przedstawiona przeze mnie koncepcja jest nieweryfikowalna i taka jest prawda. Tylko co z tego wynika? Jeśli rozkładasz wszystko na czynniki podstawowe, to powiedz mi jak na bazie logiki udowodnisz mi, że księżyć nie jest zrobiony z sera? Lub, że skoro słońce przez wszystkie dni Twojego życia wstawało zawsze po czasie krótszym niż doba to zawsze już to będzie robić? Lub wykaż mi logicznie sensowność metody naukowej, w szczególności założenia o powtarzalności pewnych zjawisk, które nazywamy prawami. Dobrze, wiesz, że tych kwestii nie da się logicznie udowodnić, całkowicie bezsprzecznie wykazać. Zawsze wiąże je ze sobą pewna interpretacja świata, pewne założenie. To, że słońce do tej pory nigdy nie zachodziło zawsze nie oznacza, że na najbardziej podstawowym poziomie wnioskowania logiczne jest, że będzie tak już cały czas. Więc skoro mamy pewne poziomy wnioskowania u podstaw, których zawsze leży jakieś założenie, to czym jest w ogóle prawda, jeśli za każdym razem musimy jąkąś jej postać założyć? Twoim powyższym argumentem można też obalić przecież całą metodę naukową. Każdą teorię fizyczną, one przecież u swojego sedna mają właśnie założenie o zaobserwowaniu pewnych prawidłowości i późniejszym ich ekstrapolowaniu na rzeczywistość, oczywiście są potem potwierdzane eksperymentalnie, ale na najbardziej podstawowym poziomie logicznej upierdliwości i tak można się doczepić, chociażby do bezwzględnego przestrzegania przez wszechświat prawa powtarzalności. A nawet jeśli świat tę zasadę spełnia, to przecież i tak, naukowo nigdy nie rozpoznasz praw, które byłby wyrażane na przykład funkcjami typu funkcja Dirichleta lub ciągłymi wszędzie i nierożniczkowalnymi nigdzie, byłby nieweryfikowalne naukowo (oczywiście nie wszystkie tego typu, ale chodzi mi o wskazanie, że mogą istnieć takie prawa fizyki, które będą niedostępne metodzie naukowej.), mimo, że miałyby wpływ na rzeczywistość. Jesteś matematykiem, zapewne wiesz o tym, że wyrażanie się fizyki poprzez same funkcje ciągłe i różniczkowalne jest bardzo dziwnym zjawiskiem. Czemu w takim razie z takim uporem wyrzucasz rzeczy nieweryfikowalne jako nieistniejące? Przecież taką samą ekstrapolacją pewnej własności świata, jaką jest brak możliwości udowodnienia nośnika i zauważenie, że brak nośnika materii nic nie zmieniłby w odbiorze rzeczywistości, jest właśnie modalny realizm. Też syntezuje wyższą zasadę z poczynionych obserwacji. > > że nie da rady pomyśleć o > > całości procesów zachodzących w takim wyimaginowanym świecie. > > To nieweryfikowalne. Zakładasz to, nie wnioskujesz. > > > Neurony, półkula > > Jedną być można najwyżej, skoro już tniesz "swój" mózg, wówczas nie masz > możliwości stwierdzić, że świadomość drugiej nie jest wytworem własnej. > :) Tak samo jak nie masz możliwości stwierdzić świadomości jakiejkolwiek jak tylko własna. Ślepy zaułek IMO. > Bardzo skaczesz od nazywania światem tego, co jest rość dyskryminowane > przez naukę po założenie biologii, medycyny, istnienia ciała, prawdziwości > publikacji etc. ;) > Tworzysz obraz bardzo mglisty, wiele tu przerw, przejścia nie są > wynikaniem logicznym a tylko wyborem ścieżki. Przedstawiasz zatem swoje > poglądy, mniej zaś tego, co nazywam rozumowaniem. To nawet nie chodzi o to, że są to moje poglądy. Tylko chodzi o to, że jak zapewne wiesz, że jest sporo różnych pomysłów na temat istnienia świata. Jedne z nich mogą być weryfikowalne przy pewnych założeniach inne przy innych, w przypadku innych można udowodnić, że są nieudowadnialne przy pewnych założeniach, lub, można udowodnić, że ich udowadnialność jest nieweryfikowalna itd. To jest pewna mapa powiązań różnych koncepcji, dokładnie taką metodologię stosuje się przy poznawaniu matematyki. A skoro z wyższej perspektywy bez dokonywania żadnych założeń odnośnie postaci wszechświata, włącznie z Twoim założeniem o wyrzucaniu nieweryfikowalnego, istnieje taka ogromna symetria, to pojawiło mi się pytanie, czemu mam ją łamać przyjmując jako założenie w swoim światopoglądzie, jedną z tych możliwości? Choćby te interpretacje istniały nawet tylko na poziomie psychologicznym to zamykając się w jednej nie robię nic innego jak tylko zamykam się w jednej z nich. Wyobrażasz sobie matmę zbudowaną na stałym zbiorze aksjomatów jako coś co nie jest ograniczone? > > bo każde z nich może istnieć w swojej > > spójnej rzeczywistości i mieć świadomość. > > Istnieniu we śnie nikt nie zaprzeczał przecież. A realne istnienie > rozumiane było inaczej niż taka wewnątrzświatowa świadomość. > > Wyobraź sobie płaski kontur myszy. Ja Ci powiem, żeś sobie mysz wyobraził, > tylko niedokładnie. Każdą mysz byś sobie wyobraził niedokładnie, a > poprosiłem jedynie o kontur płaski, by niedokładność biła po oczach. > Mysz sobie może w świecie właśnie wyobrażonym żyć. Czy jednak jej życie, > jej fizjologia, jej zapach jest zapachem myszy? Czy ona myszą jest, czy > płaskim myszy konturem (do pełnego definiowania dodajmy cały proces > powstania)? Przecież dyskutowaliśmy o tym wcześniej. Nikt z nas nie myli wyobrażenia książki z treścią książki. > Względem nas to mysz nie jest, względem nas to kontur, a czy kontur się ma > ubocznie za kontur, za mysz, za Konrada Wallenroda, tego nie wiesz > przecież świadomie. :) > Szatan, Bóg, wyobrażeni przez nas niedokładnie, istniejący w takich > niewielkich wyobrazonych światkach, SKRÓTACH, STRESZCZENIACH tego, co się > nam WYDAJE możliwe, nie są Szatanem i Bogiem do których te dwie nazwy mają > odsyłać. Odsyłać mają do tego, czego nie mogą wyrazić, zaś Ty ich pewne > istnienie udowadniasz jedynie w środkach wyrazu, udowadniasz istnienie > konturu, tego, co można pomyśleć w całości (z być może jakąś ubocznością, > która jednak potencjalnie psuje dalej poprawność odwołania). Tak, ale dla Ciebie prawdziwe jest to co poznawalne, wtedy jest częścią Twojego świata, coś w tym stylu co mi pisałeś ostatnio. To jest Malaavi pewne założenie, budowane moim zdaniem na głęboko wbitym w Ciebie przekonaniu, o możliwości jednoznacznego poznania jakiejkolwiek części wszechświata i związanym z tym utożsamianiem nieudowadnialnego z nieistniejącym. Zamiast poznawać świat spróbuj poznawać jego interpretacje, jak stwierdzisz, że znów doszedłeś do granicy, wejdź na wyższą kardynalność i zacznij poruszać się w interpretacjach interpretacji itd. Będziesz miał przed oczami fraktal możliwości, taki gdzie prawda i nieprawda to tylko puste słowa. Podobnie jak istnienie i nieistnienie, dokładnie tak samo jak w matmie, a osobiście nie znam bardziej podstawowej cząstki rzeczywistości. > Gdy nadajesz pozaświatową samodzielność konturowi, temu, co nie odsyła > już, ale samo istnieje (tak jak nasze toporne myszy wyobrażenie odsyła nas > do prawdziwej myszy z trzewiami, oddychającej, zastraszonej) tracisz sens, > nieprawomocne jest nazywanie tego jeszcze Szatanem. > Inaczej jeszcze: > Gdy wyobrażasz sobie książkę, która mówi o słoniu. Na końcu drogi jest > słoń. To jednak, czemu przydajesz istnienie wyobrażając sobie, to książka, > to baza pierwsza, nieuprawnione jest nadanie jej nazwy bazy ostatniej. Jak wyżej. Sorry ale juz mi się nie chce pisać... > Analogicznie inne byty, na Szatanie się skupiłem, żeby wierzyli jeszcze, > że satanistą jestem. A jesteś? > > Podsumowując. Koncepcja jest skrajnie egzotyczna i nieintuicyjna. > Jednak > > niesprzeczna ze wszystkim co wiadomo na temat natury rzeczywistości. > Sama > > już ta niesprzeczność powoduje spore konsekwencje... > > Nieweryfikowalność, niefalsyfikowalność. Owszem, tylko nie mam zamiaru budować z tego jakiejś nowoczesnej technologii, a do tego właściwie falsyfikowalność jest potrzebna, prawda? Bo jeśli się nie zgodzisz tutaj to znów walnę wykład :) > Sprzeczność jest natomiast wyraźna w użyciu słów, język nie jest > przezroczysty, co zresztą w nauce udowodniono. > Możesz iść ścieżką wielu filozofów i udawać, że rozszerzasz znaczenie > pojęć poza własną przestrzeń, ale to nieprawda. > W rzeczywistości naszej możesz odnieść coś do innych bytów, możesz palcem > wskazać i powiedzieć dziecku, że oto ma kota przed sobą (myszy już nie > ma). Budujesz pojęcie nadając mu jakieś znaczenie, które inny podmiot > (jeśli jest taki) sobie przyswoi. Nie masz jednak możliwości nadać > znaczenia, gdy z założenia ma ono wystawać poza to, co zauważalne, > świadome i tworzące naszą rzeczywistość. > > Niezbyt mi się chce przedzierać przez gąszcz odpowiedzi osób, którym nie > wierzę. Ktoś powiedział coś ciekawego? (wskaż nick, wtedy już się wezmę do > czytania) Nie wskaże nicków, to byłoby niepolityczne. Pobaw się w kopciuszka (czy która to królewna oddzielała piasek od maku, czy tam amfę od zioła?) Powiem tylko, że kilka (Parę :) osób zrozumiało to o czym pisałem całkiem nieźle w mojej ocenie. |
|
Malaavi [ nieaktywne ] Wysłano: 2010-08-05 19:25:59 |
Od multiwszechświatów do nadświadomości > powiedz mi jak na bazie logiki udowodnisz mi, że > księżyć nie jest zrobiony z sera? Nie zamierzam. Nie będę twierdzić tego ani zaprzeczenia. > Lub wykaż mi logicznie sensowność metody naukowej, w > szczególności założenia o powtarzalności pewnych zjawisk, Założenie o możliwości poznania jest pragmatyczne. Dzięki temu mam komputer, a na komputerze słucham Pasji wg św. Mateusza. Logicy to przewidzieli. Założenie nie jest dla pewności, a dla sprawdzenia co wyniknie. Jeśli całość poglądów jest spekulacją, nie skutkuje żadnymi wnioskami, to na nic jest, w niczym nie pomaga. Nie twierdzę, że nie masz pisać, podkreślałem tylko w moim odczuciu spekulatywność nadmierną. > z takim uporem wyrzucasz rzeczy nieweryfikowalne jako > nieistniejące? Nie robię tego. Nieweryfikowalność jest po pierwsze estetyczną, po drugie pragmatyczną wadą teorii. Nie mówię nic o prawdziwości (jakkolwiek pojętej). Teoria mi się nie podoba, zbyt bliska jest tym wszystkim bajaniom, które natworzono od miliona lat, tak samo bliska prawdzie i tak samo daleka. Po co jest? Szukanie jest dobre. Zbyt usilne znajdywanie jest podejrzanie. Zadanie pytania dobre, udzielenie tak arbitralnej odpowiedzi - podejrzane. Podajesz możliwość, i tak miliardy ludzi podać mogą miliardy możliwości. Potrzeba nam biblioteki niesprawdzalnych pomysłów? Ważną myślą było dowiedzenie niesprawdzalności pewnych spraw. Było myślą konstruktywną, dodało coś do naszego rozumienia świata. Pozornie konstruktywne opisy świata nie dodają nic do rozumienia, nic więcej ponad wizję autora. Na tym na razie przerywam, musze od Bacha odejść na jakiś czas. |
|
Sargon [ nieaktywne ] Wysłano: 2010-08-05 23:48:54 |
Od multiwszechświatów do nadświadomości > Założenie o możliwości poznania jest pragmatyczne. Dzięki temu mam > komputer, a na komputerze słucham Pasji wg św. Mateusza. > Logicy to przewidzieli. Założenie nie jest dla pewności, a dla sprawdzenia > co wyniknie. Filozofia jest bez sensu, jeśli nie orbituje wokół bliskiej interpretacji falsyfikowalnych twierdzeń? > Jeśli całość poglądów jest spekulacją, nie skutkuje żadnymi wnioskami, to > na nic jest, w niczym nie pomaga. > Nie twierdzę, że nie masz pisać, podkreślałem tylko w moim odczuciu > spekulatywność nadmierną. Wcale mnie to u Ciebie nie dziwi. Można też na to spojrzeć w ten sposób: Wszystkie koncepcje nieweryfikowalne mają możliwość stania się religiami, czy rozprzestrzeniać się pod postacią memu. Tzn tym nieweryfikowalnym łatwiej, ale nie mówię, że nie słyszałem o stowarzyszeniu płaskiej ziemii. Tak więc można je rozpatrywać z punktu widzenia psychologii. Każda na psychikę nosicieli inny ma wpływ, wyobrażenia świata kształtują jego odbiór, więc i wpływ na ludzkie zachowanie wpływ mają. Można nazwać takie działania technologią psychologiczną, nie chce mi się tu rozpisywać o tym jaki wpływ na psychikę mają poszczególne podejścia do świata pozytywny czy negatywny, myśle, że zauwazysz, że mogą mieć i taki i taki. Nie napisałeś wprost, że nie interesują Cię pomysły nieweryfikowalne dla samej podróży po nich, ale coś takiego sugerują Twoje posty. Więc czy z takim podejściem, nie odmawiasz sobie możliwości dostępu właśnie do pewnych części ludzkiej psychiki? Psychika jako taka istnieje przecież nawet w Twoim redukcjonistycznym światopoglądzie. > > z takim uporem wyrzucasz rzeczy nieweryfikowalne jako > > nieistniejące? > > Nie robię tego. Nieweryfikowalność jest po pierwsze estetyczną, po drugie > pragmatyczną wadą teorii. Nie mówię nic o prawdziwości (jakkolwiek > pojętej). Teoria mi się nie podoba, zbyt bliska jest tym wszystkim > bajaniom, które natworzono od miliona lat, tak samo bliska prawdzie i tak > samo daleka. Po co jest? > Szukanie jest dobre. Zbyt usilne znajdywanie jest podejrzanie. Zadanie > pytania dobre, udzielenie tak arbitralnej odpowiedzi - podejrzane. > Podajesz możliwość, i tak miliardy ludzi podać mogą miliardy możliwości. > Potrzeba nam biblioteki niesprawdzalnych pomysłów? > Ważną myślą było dowiedzenie niesprawdzalności pewnych spraw. Było myślą > konstruktywną, dodało coś do naszego rozumienia świata. Pozornie > konstruktywne opisy świata nie dodają nic do rozumienia, nic więcej ponad > wizję autora. A co z kwestiami, którym udowodniono nieweryfikowalność weryfikowalności? To nie jest tylko gra słów, one się jakościowo różnią, choć przykładu Ci nie podam. Też je wrzucisz do jednego worka? Zauważ, że można takie piramidy weryfikowalności ciąnąć w nieskończoność i weryfikowalność lub jej brak jest własnością bardzo obiektywną (nie zarykuje stwierdzenia, ze niepodwazalną). Może taka właśnie jest prawdziwa struktura rzeczywistości, a odrzucasz tę drogą uznając nieweryfikowalność za wadę estetyczną. > Na tym na razie przerywam, musze od Bacha odejść na jakiś czas. |
|
Malaavi [ nieaktywne ] Wysłano: 2010-08-06 09:15:26 |
Od multiwszechświatów do nadświadomości > > Założenie o możliwości poznania jest pragmatyczne. Dzięki temu mam > > komputer, a na komputerze słucham Pasji wg św. Mateusza. > > Logicy to przewidzieli. Założenie nie jest dla pewności, a dla > sprawdzenia > > co wyniknie. > > Filozofia jest bez sensu, jeśli nie orbituje wokół bliskiej interpretacji > falsyfikowalnych twierdzeń? Nie, ma sens, służy opowiadaniu jej dzieciom na dobranoc. Wymienianie wersji wszechświata na pewnym etapie jest dobre, gdy uczula na możliwość istnienia tej różnorodności. Gdy się z różnorodności już zacznie, opowiada się tylko opowieści dziecku, idąc za daleko bez sprawdzenia. Chcesz, to to rób. Ja wolę te twierdzenia, które nas posuwają do przodu nieco. > Tak więc można je rozpatrywać z punktu widzenia psychologii. Każda na > psychikę nosicieli inny ma wpływ, wyobrażenia świata kształtują jego > odbiór, więc i wpływ na ludzkie zachowanie wpływ mają. Można nazwać takie > działania technologią psychologiczną, nie chce mi się tu rozpisywać o tym > jaki wpływ na psychikę mają poszczególne podejścia do świata pozytywny czy > negatywny, myśle, że zauwazysz, że mogą mieć i taki i taki. Nie napisałeś > wprost, że nie interesują Cię pomysły nieweryfikowalne dla samej podróży > po nich, ale coś takiego sugerują Twoje posty. Więc czy z takim > podejściem, nie odmawiasz sobie możliwości dostępu właśnie do pewnych > części ludzkiej psychiki? Psychika jako taka istnieje przecież nawet w > Twoim redukcjonistycznym światopoglądzie. "Poznanie pełni" to zaleta? Nie planowałem być nazistą, a poznanie pełni ludzkiej psychiki to także poznanie psychiki, która po stuleciu nic nie poznała. Krócej mówiąc, poznanie ludzkiej psychiki jest absolutnie sprzeczne. Podział na obszary wynika z materii językowej, z ustalonego wcześniej podziału na możliwości, podziału ukształtowanego w naszej kulturze. Jest to podział arbitralny płaskiego pola na krainy o zabawnych kształtach. Ktoś, kto poskacze po kilku miejscach pola i powie sobie, że oto odwiedził wszystkie krainy, nie będzie więcej o polu wiedzieć niż tem, który dokładnie zbada kawałek ziemi pod stopami. Wrażenie pełni poznania jest analogiczne moim zdaniem do wrażenia życia pełnią życia u hedonistów. By coś mieć, zawsze muszą oni z czegoś zrezygnować, jednakże PRZYJĘŁO SIĘ, co jest wrażeniem mocniejszym a co słabszym, i z przyjęcia się hedoniści wnioskują, błędnie, że doświadczają więcej. (Nie wszyscy i nie jest to w hedonizm wpisane, mówię o zaobserwowanych przypadkach). Poznanie siebie jest jak najbardziej ok, forum też po to jest, by pisać. Ja piszę tylko moje zdanie, wcale nie mam zamiaru Ci wyznaczać rejonów przez Ciebie opisywanych. > weryfikowalność lub > jej brak jest własnością bardzo obiektywną (nie zarykuje stwierdzenia, ze > niepodwazalną). Bardzo obiektywną? Zabawnie brzmi, muszę pomyśleć, czy nie skrytykować tego zdania. > Może taka właśnie jest prawdziwa struktura rzeczywistości, > a odrzucasz tę drogą uznając nieweryfikowalność za wadę estetyczną. A może taka nie jest, przyjmujesz jednak tę drogę uznając... Czytam co piszesz, czytam, więc nie jest tak, że o drodze tej nie pomyślę. --- Tu ostatnio przerwałem, wracamy. --- > Przecież dyskutowaliśmy o tym wcześniej. Nikt z nas nie myli wyobrażenia > książki z treścią książki. A ja twierdzę, że myli. O tym niżej było. Przydałeś światom wewnętrznym dodatek jakiś, konturom niewidzialne fragmenty. Dowód Anzelma był piękny przez to, jak zamieszał wyobrażalność z cechą. To, co tylko wyobrażalne, nie jest tym, co zostało zdefiniowane jako nie tylko wyobrażalne. To tautologia, jego z niej wnioski były już niepewne. Ja zgadzam się z rozumowaniem na temat możliwości, nie zgadzam się z nazewnictwem bytów. > Tak, ale dla Ciebie prawdziwe jest to co poznawalne, wtedy jest częścią > Twojego świata, coś w tym stylu co mi pisałeś ostatnio. To jest Malaavi > pewne założenie, budowane moim zdaniem na głęboko wbitym w Ciebie > przekonaniu, o możliwości jednoznacznego poznania jakiejkolwiek części > wszechświata i związanym z tym utożsamianiem nieudowadnialnego z > nieistniejącym. Ja jestem jakąkolwiek częścią świata? W ludzkim znaczeniu słowa "poznać" i "możliwe", całkowicie możliwe i prawomocne jest mówienie o poznaniu swojego istnienia. Dodajmy ludzkie znaczenie "istnienia". Prawdziwe jest to, co poznawalne, ale granice poznawalności niekoniecznie są poznawalne (prawie napisałem, że "nie są", to z niewyspania :P). Nie chcę wyznaczać zbioru poznawalności arbitralnie. Mogę przyjąć założenia. Popełnię jednak błąd opisując to, co nazywam niepoznawalnym. > Zamiast poznawać świat spróbuj poznawać jego > interpretacje, To fragment świata. > > > Podsumowując. Koncepcja jest skrajnie egzotyczna i > nieintuicyjna. Od zawsze wydawała mi się intuicyjna. Zapomniałem dodać. > > Nie masz jednak możliwości nadać > > znaczenia, gdy z założenia ma ono wystawać poza to, co zauważalne, > > świadome i tworzące naszą rzeczywistość. To moje słowa, dodam tylko, że można opisać słowem najmniejszą liczbę naturalną, której sobie nie możesz wyobrazić w postaci zbioru małpek. Istnieje taka liczba, bo przecież Twoja wyobraźnia nie jest nieograniczona, porządek w naturalnych jest dobry. Ale nie mogę Ci w żaden sposób przekazać treści pojęcia tej liczby, bo Twoje własne rozumienie wtrąciłem w definicję. O niepoznawalnym dla siebie można napisać. Można budować pojęcia analogiczne do powyższego, nie można jednak wykonać, z definicji, tej najpiękniejszej czynności matematycznej, nie można dotknąć bezpośrednio rozumem tego, o czym piszesz. Ja wolę drogę rozbudowywania tego, co się wie. Badanie interpretacji jak najbardziej popieram, jest to właśnie badanie, a nie przyjmowanie, tak, jak fizyka świat bada, a przyjmują go fanatycy, by katolików atakować. |
Ludowy Komisarz Zdrowia ostrzega: wszystkie materiały umieszczone na stronie są własnością autorów.
Kopiowanie i rozpowszechnianie może być przyczyną... Tylko spróbuj. My zajmiemy się resztą :>



















