| Satan.pl > Forum > Komentarze > | [ Zaloguj się ] [ Rejestracja ] |
| Transgresja 121 | Satanizm 387 | Komentarze 513 | Szkice 235 | TechnoPark 203 | FAQ 15 |
Archiwum: wiadomości z wybranego wątku archiwalnego
| Tematy | Autor | Data |
|---|
| Spis działów / Spis wątków archiwalnych / Nowy wątek |
|---|
| Autor | Temat wątku: |
|---|
|
Wishmasterka ( ) ![]() Wysłano: 2005-09-20 19:07:38 |
Bez mojej zgody Ksiazka autorstwa Jodi Picoult "Annie nic nie dolega, a mimo to zyje ona tak, jakby była obłoznie chora. W wieku trzynastu lat ma juz za sobą niejedną operację, wielokrotnie oddawała krew, zeby utrzymać przy zyciu swoją starszą siostrę Kate, ktora we wczesnym dzieciństwie zapadła na białaczkę. Anna została poczeta w sztuczny sposób, tak aby jej tkanki wykazały pełną zgodność z tkankami siostry. Jest dla niej dawcą idealnym. Aż do tej pory akceptowała tę zyciową rolę. Teraz Anna, wzorem większości nastolatków, adaje sobie pytania dotyczące tego, kim jest naprawdę. Różnica pomiędzy nią a większością nastolatków polega na tym, ze przez całe życie postrzegano ją wyłącznie przez pryzmat siostry i tego, co dla niej robi. Anna dojrzewa do podjęcia decyzji, ktora dla wielu osób byłaby nie do pomyślenia, decyzji, która podzieli jej rodzinę, a dla ukochanej siostry będzie oznaczac smierć" To krotkie streszczenie książki poniekąd oddającej jej treść. Sytuacja wygląda następująco. Anna to dziecko zaprojektowane genetycznie tak, aby była zgodnym dawcą dla swojej siostry z cięzką odmianą białaczki. Na początku chodziło o to, by dziewczynka oddała tylko krew pępowinową przy porodzie, ale niestety sprawy potoczyły sie inaczej. Anna zamiast byc dorastającą, normalną nastolatką wiekszośc swojego czasu spędza w szpitalach, do czasu kiedy okazuje się, ze niezbędny jest przeszczep nerki dla chorej siostry. W tym momencie decyduje sie wnieść pozew do sądu o usamowolnienie w kwestiach zabiegów medycznych, tym samym wytaczając swoim rodzicą sprawe. Dlaczego pisze o tym? Cóz. Przyznam, ze ruszyła mnie troche ta ksiązka, trawiłam ją dośc długo. Chciałam sie Was zapytac co Wy o tym sądzicie? Czy równiez zaprojektowalibyscie sobie dziecko, zeby ratowac zycie drugiego? Zrobilibyście to wiedząc, ze owo cudowne dziecko będzie tylko przechowalnią szpiku i organow wewnętrzych? Nie wiem, czy ktoś z Was przeczytał tę ksiązke? Sama przyznam nie mam określonego zdania w tej sprawie. Probowałam postawić sie w miejsce głownej bohaterki. Zrozumiałam ją. Chiałaby zyc swoim zyciem i miec władze nad podejmowaniem decyzji. Wcielałam się rowniez w połozenie matki. Wiadomo, ze matka stawia dobro dziecka na pierwsym miejscu, ale czy Wy przyszłe matki i ojcowie posunelibyscie sie do czegos takiego? Ksiązke serdecznie polecam, mimo niezbyt szcześliwego zakończenia. Pzdr.K |
|
dea oriantin [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-26 21:59:12 |
Bez mojej zgody > Czy równiez zaprojektowalibyscie sobie dziecko, zeby ratowac zycie > drugiego? Zrobilibyście to wiedząc, ze owo cudowne dziecko będzie tylko > przechowalnią szpiku i organow wewnętrzych? To jest makabryczne. To dziecko też czuje - jest dzieckiem, a nie maszynką do oddawania organów prototypowi. I do tego maszynką bezwolną, bo przecież nikt się nie zapytał jej o zdanie. Niewinnego człowieka nie można pozbawić dla własnego widzimisię tak podstawowego prawa, jak prawo do decydowania o własnym ciele. Nigdy. Być może skusiłaby mnie perspektywa pobrania krwi pępowinowej, ale jeśli by to nie wyszło, to nie ma mowy o dalszych eksperymentach... |
|
Aguares [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-27 01:58:24 |
Bez mojej zgody > Nigdy. Być może skusiłaby mnie perspektywa pobrania krwi pępowinowej, ale > jeśli by to nie wyszło, to nie ma mowy o dalszych eksperymentach... Straszne...po prostu qwa straszne...rotfllllllllllllllllll a nie pomyliły Ci sie forum???? bo katolik.pl to pietro wyzej???? |
|
dea oriantin [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-11-23 21:01:04 |
Bez mojej zgody > Straszne...po prostu qwa straszne...rotfllllllllllllllllll > a nie pomyliły Ci sie forum???? bo katolik.pl to pietro wyzej???? Ekhem. Po pierwsze - myślałam, że tutaj można się wypowiadać swobodnie. Po drugie - nigdzie nie jest napisane, że muszę być "satanistką", by tu pisać. Po trzecie - jestem wszystkim, ale nie katoliczką. Po czwarte - mam szacunek do człowieka jako takiego i hodowanie dzieci na pudełka z organami jest dla mnie obrzydliwe. I łaskawie mnie nie obrażaj. |
|
Katera [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-09-20 19:40:52 |
Bez mojej zgody > Czy > równiez zaprojektowalibyscie sobie dziecko, zeby ratowac zycie drugiego? zabijac jedno nie majac pewnosci, ze sie uratuje drugie?? jesli komus zapisana jest smierc, to niech tak bedzie... nie nalezy unieszczesliwiac i zabijac jenego dla dobra drugiego - chyba ze to bedzie swiadoma decyzja osoby zabijanej powoli... > Wiadomo, ze matka stawia dobro dziecka na > pierwsym miejscu, ale obydwie corki sa jej dziecmi - wiec jedno jest wazniejsze od drugiego? bardziej wartosciowe? lepsze? bez sensu... dlaczego akurat to a nie drugie? to jak wydawac wlasna fortune na kupony totolotka nie majac pewnosci, ze sie wygra... lepiej skupic sie na tym, co sie ma - na wlasnej fortunie a nie szukac czegos, co moze sie okazac poza zasiegiem... moze Anna moglaby byc zdrowa, szczesliwa i dac radosc rodzicom... ale oni jakby nie chcieli dopuscic do tego... (lepszy wrobel w reku niz golab na seku) tak wnioskuje z tego fragmentu, bo ksiazki nie czytalam... ale chyba zbyt wiele emocji by u mnie wywolala, wiec nie wiem, czy po nia siegne... |
|
Wishmasterka ( ) ![]() Wysłano: 2005-09-20 20:25:56 |
Bez mojej zgody > zabijac jedno nie majac pewnosci, ze sie uratuje drugie?? Nie. Nie ma tu mowy o zabijaniu. Anna co jakis czas musi oddawac to limfocyty, to szpik kostny, az w koncu nerka przeważyła szalę. Zyje pod presją matki. Opisuje tam sytuacje w swięto dziękczynienia, kiedy to amerykance przełamują sie koscią i wymyslają sobie zyczenia. Anna od matki usłyszała"wiesz czego sobie zyczyc" > ale obydwie corki sa jej dziecmi - wiec jedno jest wazniejsze od drugiego? > bardziej wartosciowe? lepsze? bez sensu... Własnie chodzi o to, ze nie chociaz tak by sie mogło wydawac. Matka z miłosci do chorej corki, poczeła drugą, zeby ratowac tą pierwszą(ale to zagmatwane:>), ale z kolei bez Anny nie byłoby Kate. Powiem Ci, ze podczas lektury sama miałam watpliwosci z kazdym nowym rozdziałem dlaczego akurat to a nie > drugie? to jak wydawac wlasna fortune na kupony totolotka nie majac > pewnosci, ze sie wygra... lepiej skupic sie na tym, co sie ma - na wlasnej > fortunie a nie szukac czegos, co moze sie okazac poza zasiegiem... Dla ich matki to nie było poza zasiegiem. Ona w desperacji chytała sie wszystkiego.Z boku moze sie ona wydawac osoba pozbawioną serca, skoro decyduje sie na takie cos, ale ja ją rozumiem momentami. Sama pytałam sie swojej mamy co by zrobiła, gdyby pdobna sytuacja miała miejsce u nas. Powiedziała, ze nie zdecydowałaby sie na zaprojktowanie sobie drugiego dziecka, chociaz poźniej zastanawiała sie nad tym. Wiem, ze to fikcja, ale takie rzeczy dzieją sie na swiecie. Mam czasami watpliwosci czy abym ja (osoba nie posiadająca dzieci) miała własciwie pojęcie o tym co ona przezywa taka kobieta. Niemniej staram sie jak najbardziej postawic sie w jej połozeniu i przeanalizowac wszystkie za i przeciw, bo nie wiem co mi przyszłosc przyniesie. moze Anna moglaby byc zdrowa, szczesliwa i dac radosc rodzicom... ale oni jakby nie chcieli dopuscic do tego... (lepszy wrobel w reku niz golab na seku) Ona była zdrowa. Tyle, ze całe jej zycie kreciło sie wokoł chorej siostry. Nie może rozjiac swoich pasji, nie ma przyjacioł, bo nigdy nie wiadomo kiedy potrzebny bedzie przeszczep. > tak wnioskuje z tego fragmentu, bo ksiazki nie czytalam... ale chyba zbyt > wiele emocji by u mnie wywolala, wiec nie wiem, czy po nia siegne... Konczyłam czytac ją w pociągu i teraz sie po porostu źle czuje, bo nie mogłam sie normalnie, tak po babsku wypłakac :| Pzdr. K |
|
Katera [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-09-20 20:55:47 |
Bez mojej zgody > Nie ma tu mowy o zabijaniu. Anna co jakis czas musi oddawac to > limfocyty, to szpik kostny, az w koncu nerka przeważyła szalę. ile zdrowy czlowiek moze oddac swoich tkanek zanim go dopadnie choroba? dla mnie to powolne zabijanie... to nie oddawanie krwi - co szkodliwe nie jest - to oddawanie organow nawet! > Własnie chodzi o to, ze nie chociaz tak by sie mogło wydawac. Matka z > miłosci do chorej corki, poczeła drugą, zeby ratowac tą pierwszą(ale to > zagmatwane:>), ale z kolei bez Anny nie byłoby Kate. Powiem Ci, ze > podczas lektury sama miałam watpliwosci z kazdym nowym rozdziałem no ale to oznacza, ze milosc do chorej corki jest wieksza... skoro potrzeby mlodszej nie sa w ogole dostrzegane... ona jest narzedziem do tego, zeby Kate zyla jak najdluzej... > Dla ich matki to nie było poza zasiegiem. Ona w desperacji chytała sie > wszystkiego.Z boku moze sie ona wydawac osoba pozbawioną serca, skoro > decyduje sie na takie cos, ale ja ją rozumiem momentami. rozumiem szukania wszelkich rozwiazan... ale to wydaje mi sie zupelnie nieetyczne... to na dobra sprawe jak klonowanie czlowieka tylko na organy... czlowiek to nie przedmiot - nie mozna mu zaprogramowac funkcji... > Ona była zdrowa. Tyle, ze całe jej zycie kreciło sie wokoł chorej siostry. > Nie może rozjiac swoich pasji, nie ma przyjacioł, bo nigdy nie wiadomo > kiedy potrzebny bedzie przeszczep. no i jako zdrowa osoba mogla byc kims, osoba z pasjami, zyciem, osiagnieciami - przez wlasna rodzine zostala tego pozbawiona - nie dano jej szansy... |
|
Wishmasterka ( ) ![]() Wysłano: 2005-09-20 21:43:22 |
Bez mojej zgody > ile zdrowy czlowiek moze oddac swoich tkanek zanim go dopadnie choroba? > dla mnie to powolne zabijanie... to nie oddawanie krwi - co szkodliwe nie > jest - to oddawanie organow nawet! Taka własnie linie obrony przyjął jej adwokat :> > no ale to oznacza, ze milosc do chorej corki jest wieksza... skoro > potrzeby mlodszej nie sa w ogole dostrzegane... ona jest narzedziem do > tego, zeby Kate zyla jak najdluzej... O tym opowiada ta ksiazka. Rodzice ( a własciwie na pocztaku tylko ojciec) po tym jak Anna ich pozwała zaczynaja ja dostrzegac. Widza, ze maja w domu jeszcze jedna corke, ktora tez jest cłowiekiem! Widza jak wiele jej zycia przeoczyli. > rozumiem szukania wszelkich rozwiazan... ale to wydaje mi sie zupelnie > nieetyczne... to na dobra sprawe jak klonowanie czlowieka tylko na > organy... czlowiek to nie przedmiot - nie mozna mu zaprogramowac > funkcji... Dziekuje za ten post, bo chciałam poznac Twoje (i nie tylko) zdanie na ten temat. Szczerze powiedziawszy ja bym sie zastanawiała co zrobic w takiej sytuacji i chciałabym znależć naljepsze wyjscie z sytuacji tak zeby wszyscy byli szczesliwi. Tyle tylko, ze tak czasami sie nie da ;-/ Szkoda troche, ze nie przeczytałas ksiazki, moze wtedy miałaby zupełnie inne spojrzenie na cała sytuacje, ale jakos damy rade :> Pzdr. K |
|
Katera [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-09-21 15:46:31 |
Bez mojej zgody > Szczerze powiedziawszy ja bym sie zastanawiała co zrobic w takiej > sytuacji i chciałabym znależć naljepsze wyjscie z sytuacji tak zeby > wszyscy byli szczesliwi. Tyle tylko, ze tak czasami sie nie da ;-/ wlasnie - zeby WSZYSCY byli szczesliwi... a nie zeby uszczesliwic kilka osob kosztem jednej... tez pewnie dlugo bym sie zastanawiala, ale nie sadze, ze zdecydowalabym sie na takie wlasnie rozwiazanie... predzej sama z wlasnej woli oddalabym swoje organy i tkanki niz zmusilabym do tego kogos innego... > Szkoda troche, ze nie przeczytałas ksiazki, moze wtedy miałaby zupełnie > inne spojrzenie na cała sytuacje, ale jakos damy rade :> jeszcze nic straconego... ale to za jakis czas, jak przebrne przez zaleglosci czytelnicze, bo mi sie znajomi upominaja o oddanie ksiazek :) |
|
Jordan [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-09-21 12:12:24 |
Bez mojej również Czasem zastanawiam się czy normalny jest ten współczesny pęd do utrzymywania przy życiu ludzi, którzy powinni naturalnie umrzeć. Jaki ma sens (poza chorobliwym zaspokajaniem instynktu macierzyńskiego) ciągła walka o życie kogoś, kto i tak nigdy nawet nie będzie w stanie "spłacić" tej inwestycji. Dziecko cierpi (popatrzmy na reklamy fundacji Polsat w których dziecko chore na mukowiscydozę - nieuleczalną chorobę genetyczną, potrzebuje na miesiąc 3000 złotych tylko na same leki, a i tak nie dożyje dwudziestki), rodzic cierpi, za to "dobrzy ludzie" mają radochę bo sa do czegoś potrzebni. Nie podoba mi się to. Nie popadam w skrajność - choroby nabyte należy leczyć, ale ciężkie schorzenia genetyczne, kończące się nieuniknioną śmiercią przed okresem produkcyjnym, sa tylko obciążeniem dla wszystkich. Każdy chce żyć - rozumiem, ale nie prościej byłoby do tego w ogóle nie dopuścić? Aborcja prewencyjna się kłania. Ten przykład, podany tutaj jest tym bardziej wymowny, gdyż do całej tej piramidy cierpienia niepotrzebnie wciągnięte zostają także inne osoby, traktowane tu jako samobieżny magazyn tkanek i organów. A to już jest zbrodnia. Sumując - matka, ojciec, córka chora na białaczkę i druga zdrowa. Choć można było tego uniknąć tak prosto. Znów ta moralnośc utrudniająca tylko życie... Widzę swoich sąsiadów. Zdolny, dobrze zapowiadający się tancerz i jego piękna żona. Przyszłość stała przed nimi otworem, póki nie narodził się pierworodny z nieco za dużą liczbą chromosomów. Jedna operacja, druga i trzecia w kolejce. Oboje walczą o życie dziecka, choć ono nigdy już nie będzie zdrowe. To okrutne, ale marnują sobie życie. Pytam ponownie: po co? |
|
Eforiusz [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-09-21 14:11:16 |
Bez mojej również > Pytam ponownie: po co? Z miłości do własnego dziecka, do drugiego człowieka, Jordanie. Nadzieja, rzekomo, nie umiera nigdy. Gdyby Ci rodzice zajęli się sobą, a odpuścili sobie dziecko - straciłbym do nich szacunek, a i niektóre instytucje mogłyby się tym zainteresować. To, że ci ludzie chcą poświęcić swoje szeroko rozumiane życie dla swojego dziecka udowadnia tylko, że oddali mu kiedyś część siebie nie tylko w genach, krwi. |
|
Katera [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-09-21 15:53:46 |
Bez mojej również > To, że ci ludzie chcą poświęcić swoje > szeroko rozumiane życie dla swojego dziecka udowadnia tylko, że oddali mu > kiedyś część siebie nie tylko w genach, krwi. ale oni poswiecaja nie tylko swoje zycie, ale tez zycie cudze... z jakiej racji?? ja sie w zupelnosci zgadzam z Jordanem... ta gra jest niewarta swieczki... przedluza sie tylko sztucznie cierpienie tej osoby - nie mogac go wyeliminowac zupelnie... jaki w tym cel?? tylko zaspokojenie chrzescijanskiego dazenia do ochrony zycia za wszelka cene... niezaleznie od tego jakie to zycie jest... |
|
Eforiusz [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-09-21 16:09:33 |
Bez mojej również > ale oni poswiecaja nie tylko swoje zycie, ale tez zycie cudze... z jakiej > racji?? W jakim sensie cudze? Jeśli dziecko jest ich częścią? > ja sie w zupelnosci zgadzam z Jordanem... ta gra jest niewarta swieczki... > przedluza sie tylko sztucznie cierpienie tej osoby - nie mogac go > wyeliminowac zupelnie... jaki w tym cel?? tylko zaspokojenie > chrzescijanskiego dazenia do ochrony zycia za wszelka cene... niezaleznie > od tego jakie to zycie jest... Czy jako matka tak z zimnym sercem wolałabyś przystać na śmierć własnego dziecka? Wybaczyłabyś sobie potem mówiąc "ach - i tak by umarło, zrobi się inne". Nie wierzę, choć nie znam Cię zbyt dobrze. To nie jest to samo co aborcja, gdzie nie miałaś jeszcze kontaktu z kruchą istotą, o której myślisz jak o jakiejś poczwarce. Tu na bok trzeba też odrzucić wszelkie sprawy religijne. |
|
dea oriantin [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-26 22:38:43 |
Bez mojej również > Czy jako matka tak z zimnym sercem wolałabyś przystać na śmierć własnego > dziecka? Wybaczyłabyś sobie potem mówiąc "ach - i tak by umarło, zrobi się > inne". Nie wierzę, choć nie znam Cię zbyt dobrze. To nie jest to samo co > aborcja, gdzie nie miałaś jeszcze kontaktu z kruchą istotą, o której > myślisz jak o jakiejś poczwarce. Tu na bok trzeba też odrzucić wszelkie > sprawy religijne. Jak to nie miałaś kontaktu? Kontakt był, całym wnętrzem. Krew jest wypożyczana dziecku, ciało działa głównie dla dziecka... Jedną z pierwszych oznak ciąży mogą też być nienaumyślne, ale częste dotknięcia brzucha... Matka czuje, że ma mieć dziecko, kontakt jest. Ale podejście "i tak by umarło, zrobi się inne" u matek raczej nie występuje. I nie o to tu chodzi. Dziecko po prostu ma prawo umrzeć godnie, a nie męczyć się z nieuleczalną chorobą. A rodzic powinien godność dziecku zapewnić... |
|
Aguares [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-27 02:00:53 |
Bez mojej również kurde..laska ...co ty tu robisz??? powinnas zostac katechetka dla posdstawówek... ,jestem pod pierdolonym wrazeniem ognia xianizmu w twoich tekstach...lol |
|
dea oriantin [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-11-23 21:11:22 |
Bez mojej również > kurde..laska ...co ty tu robisz??? powinnas zostac katechetka dla > posdstawówek... ,jestem pod pierdolonym wrazeniem ognia xianizmu w twoich > tekstach...lol Taa, katechetka wyzwolona o niekatolickich poglądach... Czy naprawdę musisz mnie obrażać przy każdej okazji? Jest coś takiego jak wolność słowa i nawet przedstawiciele owego xianizmu (takie słowo nie występuje w języku polskim, wiesz?) mają prawo się wypowiadać... Chociaż osobiście zabroniłabym moherkom prawa głosu. A co robię? Chcę dyskutować. Oczywiście, dyskusje mogą się sprowadzić do bronienia siebie i udowadniania, że nie jestem katoliczką (chociaż - po co to udowadniać? Może w ogóle nie dyskutować), ale to by było raczej nudne, nieprawdaż? |
|
Aguares [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-11-24 01:36:30 |
Bez mojej również Jest coś takiego jak > wolność słowa i nawet przedstawiciele owego xianizmu (takie słowo nie > występuje w języku polskim, wiesz?) mają prawo się wypowiadać... ale takie słowo wystepuje tutaj i na innych forum satanistycznych wiec sie ucz, xianie maja prawo głosu w jednym przypadku: ostatnie słowo przed plutonem egzekucyjnym, piszesz w swoim profilu: "Nie jestem przeciwna chrześcijaństwu - nie sądzę, by można było być przeciwnym jakiejkolwiek religii w ogóle" ..to imho źle sadzisz a przeciwko xiaństwu powinno byc sie w pierwszym rzedzie, reasumujac nie mamy o czym gadac bo z xianami najlepiej mi sie gada przy pomocy łańcucha i kija bejzbolowego - jak ci zapewne wiadomo nie jestem buddysta ani innym pierdolonym filozofem tylko fucking antyklerykałem gorszym od legaby i jerzego urbana zebranych w koncentrat antyxianizmu. BY i eot bejb> |
|
Eforiusz [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-27 15:08:39 |
Bez mojej również > Jak to nie miałaś kontaktu? Kontakt był, całym wnętrzem. Krew jest > wypożyczana dziecku, ciało działa głównie dla dziecka... Jedną z > pierwszych oznak ciąży mogą też być nienaumyślne, ale częste dotknięcia > brzucha... Matka czuje, że ma mieć dziecko, kontakt jest. Minimalny raczej. Nie mówię o zaawansowanej ciąży, tylko o wczesnym stadium, gdzie masz tylko świadomość. > Ale podejście "i tak by umarło, zrobi się inne" u matek raczej nie > występuje. Śmiem się nie zgodzić. Ale oczywiście to rzadki kazus. I nie o to tu chodzi. Dziecko po prostu ma prawo umrzeć godnie, > a nie męczyć się z nieuleczalną chorobą. A rodzic powinien godność dziecku > zapewnić... Oczywiście, ale niech to dziecko umiera, a nie żyje kilka dni więcej kosztem innych dzieci (do tego się odnosiłem). |
|
dea oriantin [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-11-23 21:04:20 |
Bez mojej również > Minimalny raczej. Nie mówię o zaawansowanej ciąży, tylko o wczesnym > stadium, gdzie masz tylko świadomość. A, to ok. Jak tak, to nie protestuję. :P > Śmiem się nie zgodzić. Ale oczywiście to rzadki kazus. Ale ja wiem, że tak bywa, ale rzadko. Stąd "raczej". > Oczywiście, ale niech to dziecko umiera, a nie żyje kilka dni więcej > kosztem innych dzieci (do tego się odnosiłem). I o to mi właśnie chodzi... |
|
Katera [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-09-21 16:12:29 |
Bez mojej również > W jakim sensie cudze? Jeśli dziecko jest ich częścią? decyduja za kogos... niewazne, czy to ich dziecko, czy obca osoba - zmuszaja ja (w tym przypadku czesto szantazem emocjonalnym) do dzialania w ten a nie inny sposob... pomoc powinna byc swiadomym wyborem, a nie przymusem... > Czy jako matka tak z zimnym sercem wolałabyś przystać na śmierć własnego > dziecka? matka nie jestem i nie zamierzam byc... nie wiem jak bym sie zachowala, ale na pewno nie unieszczesliwialabym kogos by uspokoic swoje sumienie... to by mnie gryzlo jeszcze bardziej... |
|
Eforiusz [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-09-21 16:19:19 |
Bez mojej również > decyduja za kogos... niewazne, czy to ich dziecko, czy obca osoba - > zmuszaja ja (w tym przypadku czesto szantazem emocjonalnym) do dzialania w > ten a nie inny sposob... pomoc powinna byc swiadomym wyborem, a nie > przymusem... Jeśli ich dzieckiem jest, to są oni prawnymi jego "zarządcami" jakkolwiek brzydko to brzmi. Pomoc jest wyborem, jak najbardziej - dlatego niech rodzice pomagają, aż nastąpi koniec (świadomość zrobienia wszystkiego do końca może mieć ogromny wpływ na ich późniejsze życie). A inni niech nie dają pieniędzy na to (fakt, irytują mnie akcje na dzieci, których terapia kosztuje olbrzymie pieniądze, a zapomina się o tym, że za takie kwoty setki innych można by uleczyć). > matka nie jestem i nie zamierzam byc... nie wiem jak bym sie zachowala, > ale na pewno nie unieszczesliwialabym kogos by uspokoic swoje sumienie... > to by mnie gryzlo jeszcze bardziej... Wydaje mi się, że jako matka myślałabyś zgoła odmiennie, ale to tylko przypuszczenia. |
|
Katera [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-09-21 18:58:51 |
Bez mojej również > Jeśli ich dzieckiem jest, to są oni prawnymi jego "zarządcami" jakkolwiek > brzydko to brzmi. Pomoc jest wyborem, jak najbardziej - dlatego niech > rodzice pomagają, aż nastąpi koniec a jesli wczesniej wykoncza to zdrowe dziecko?? |
|
Eforiusz [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-09-21 19:54:15 |
Bez mojej również > a jesli wczesniej wykoncza to zdrowe dziecko?? Jeśli nie spróbują, nie będą tego wiedzieć. Osobiście wolałbym polec w walce niż uznać walkower. Tak przynajmniej będą pewni, że zrobili dla dziecka wszystko, co było możliwe w ich warunkach. |
|
Katera [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-09-21 20:01:06 |
Bez mojej również > Jeśli nie spróbują, nie będą tego wiedzieć. Osobiście wolałbym polec w > walce niż uznać walkower. Tak przynajmniej będą pewni, że zrobili dla > dziecka wszystko, co było możliwe w ich warunkach. widze, ze w ogole nie probujesz sie postawic w sytuacji tej wykorzystywanej dziewczyny... no ale takie Twoje prawo - jednostronnosc... |
|
Eforiusz [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-09-21 20:15:45 |
Bez mojej również ze, ze w ogole nie probujesz sie postawic w sytuacji tej > wykorzystywanej dziewczyny... no ale takie Twoje prawo - > jednostronnosc... Mówisz zapewne o bohaterce książki, od której powstał wątek Wish. Ja wypowiadam się w obronie rodziców (sąsiadów Jordana). Ale mogę spróbować postawić się w sytuacji tej dziewczyny, tylko przeczytam raz jeszcze skrót tutaj zamieszczony i wtedy się wypowiem. Ale - podkreślam - mówiłem do tej pory o konkretnej sytuacji sąsiadów Jordana. |
|
Eforiusz [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-09-21 20:19:35 |
Bez mojej również Odpowiem na Twoje sugestie w odpowiedzi do posta-założyciela Wishmasterki. Tak będzie mi prościej. |
|
Cień [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-09-28 21:05:15 |
Bez mojej również > Czasem zastanawiam się czy normalny jest ten współczesny pęd do > utrzymywania przy życiu ludzi, którzy powinni naturalnie umrzeć. Czasem ciężko jest obiektywnie ustalić, kto powinien naturalnie umrzeć. Czy myśląca, czująca istota mogłaby być skazana na szybszą śmierć bo "szoda zachodu"? Jaki ma > sens (poza chorobliwym zaspokajaniem instynktu macierzyńskiego) ciągła > walka o życie kogoś, kto i tak nigdy nawet nie będzie w stanie "spłacić" > tej inwestycji. Dziecko cierpi (popatrzmy na reklamy fundacji Polsat w > których dziecko chore na mukowiscydozę - nieuleczalną chorobę genetyczną, > potrzebuje na miesiąc 3000 złotych tylko na same leki, a i tak nie dożyje > dwudziestki), rodzic cierpi, za to "dobrzy ludzie" mają radochę bo sa do > czegoś potrzebni. Nie podoba mi się to. Nie popadam w skrajność - choroby > nabyte należy leczyć, ale ciężkie schorzenia genetyczne, kończące się > nieuniknioną śmiercią przed okresem produkcyjnym, sa tylko obciążeniem dla > wszystkich. Każdy chce żyć - rozumiem, ale nie prościej byłoby do tego w > ogóle nie dopuścić? Aborcja prewencyjna się kłania. Owszem, zapobieganie takim sytuacjom, za pomocą badań prenatalnych i aborcji to dobre rozwiązanie. Ale zawsze będa się trafiały "beznadziejne przypadki" gdzie wydając miliony, angażując ludzi można jedynie przedłużyć życie, często nie poprawiając jego jakości. Nie sądze jednak bysmy mieli moralne prawo decydować czyimś życiu lub śmierci. To spaczona idea eutanazji. Widzę swoich sąsiadów. Zdolny, dobrze > zapowiadający się tancerz i jego piękna żona. Przyszłość stała przed nimi > otworem, póki nie narodził się pierworodny z nieco za dużą liczbą > chromosomów. Jedna operacja, druga i trzecia w kolejce. Oboje walczą o > życie dziecka, choć ono nigdy już nie będzie zdrowe. To okrutne, ale > marnują sobie życie. > Pytam ponownie: po co? Widzisz, dla niektórych i takie zycie bedzie radością. Nie jest powiedziane, że szczęście da Ci tylko potomstwo zdrowe, ładne i postepujące zgodnie z życzeniami rodziców. Owszem, Ty może nie chciał byś tak zyć, wielu ludzi potrfi jednak być szczęśliwym mimo przeciwności losu. |
|
Eforiusz [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-09-21 20:33:52 |
Odpowiedź kierowana do Katery i do Wish > Dlaczego pisze o tym? Cóz. Przyznam, ze ruszyła mnie troche ta ksiązka, > trawiłam ją dośc długo. Chciałam sie Was zapytac co Wy o tym sądzicie? Czy > równiez zaprojektowalibyscie sobie dziecko, zeby ratowac zycie drugiego? > Zrobilibyście to wiedząc, ze owo cudowne dziecko będzie tylko > przechowalnią szpiku i organow wewnętrzych? Nie wiem, czy ktoś z Was > przeczytał tę ksiązke? Jest sytuacja nieco absurdalna i nierealna. Skoro rodzice Kate tak kochają swoją pociechę, że są zdolni mieć drugie dziecko tylko po to, ażeby drugie podtrzymywać o życiu, jest to zaprzeczeniem wszelkiej miłości. Jest to postawa skrajnie egoistyczna porównywalna do zabijania innych dzieci w czasach wojny, aby to swoje miało co jeść. Katera: To jest trochę inna sytuacja niż przytaczana przez Jordana. Tam jest naturalna walka matczynej (rodzicielskiej bardziej) miłości do dziecka, która pośrednio - może, nie musi - kosztować życie innych potrzebujących. Ale tylko dlatego, że pieniądze idą na tamto, jedno dziecko, a nie na dziesiątki, setki innych. Ludzie, którzy dają pieniądze na życie tego jednego dziecka wcale nie musieliby chcieć ratować innych. > Sama przyznam nie mam określonego zdania w tej sprawie. Probowałam > postawić sie w miejsce głownej bohaterki. Zrozumiałam ją. Chiałaby zyc > swoim zyciem i miec władze nad podejmowaniem decyzji. Wcielałam się > rowniez w połozenie matki. Wiadomo, ze matka stawia dobro dziecka na > pierwsym miejscu, ale czy Wy przyszłe matki i ojcowie posunelibyscie sie > do czegos takiego? Jak już wspomniałem, to nie jest matka. Co najwyżej biologiczna. Nie mam dzieci i nie wiem czy potrafiłbym podołać roli ojca jako taty, nie jako przodka. Jeśli daję komuś życie, znaczy to, że kocham życie i na 90% jestem pewien, iż moje potencjalne dzicko nie wybaczyłoby mi, że kosztem innego dziecka ono żyje. Podobnie jak praktykowane w świecie porywanie i zabijanie dzieci, aby uzyskać przeszczepy dla latorośli z bogatych domów. > Ksiązke serdecznie polecam, mimo niezbyt szcześliwego zakończenia. Jeśli tylko nie ma komercyjnej, przekombinowej okładki i reklam wielu innych pozycji tamże, można to sobie kupić. Nie lubię dziś wydawanych książek, tracą swoją magię. W każdym razie popytam o to, ale nie za wszelką cenę. > Pzdr.K Pozdrawiam. |
|
Cień [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-09-28 21:13:54 |
Bez mojej zgody > Dlaczego pisze o tym? Cóz. Przyznam, ze ruszyła mnie troche ta ksiązka, > trawiłam ją dośc długo. Chciałam sie Was zapytac co Wy o tym sądzicie? Czy > równiez zaprojektowalibyscie sobie dziecko, zeby ratowac zycie drugiego? > Zrobilibyście to wiedząc, ze owo cudowne dziecko będzie tylko > przechowalnią szpiku i organow wewnętrzych? Tak. Uważam, że jeśli istnieją realne szanse wyleczenia czy znaczącego przedłużenia życia, lub podniesienia jego jakości, można zdecydowac się na taki krok. W rozsądnych granicach - pobranie krwi czy szpiku drugiemu dziecku nie zaszkodzi, niedopuszczalne jest jednak w przypadku organów nieodtwarzajacych się jak np. nerka. (Tym bardziej że dawców nie brakuje, w Polsce na nerkę czeka się średnio 3 miesiące). To że ktoś zniesie troche niewygód, wydaje mi się niewielką ceną za uratowanie życia ludzkiego. |
Ludowy Komisarz Zdrowia ostrzega: wszystkie materiały umieszczone na stronie są własnością autorów.
Kopiowanie i rozpowszechnianie może być przyczyną... Tylko spróbuj. My zajmiemy się resztą :>



















