| Satan.pl > Forum > Komentarze > | [ Zaloguj się ] [ Rejestracja ] |
| Transgresja 121 | Satanizm 387 | Komentarze 513 | Szkice 235 | TechnoPark 203 | FAQ 15 |
Archiwum: wiadomości z wybranego wątku archiwalnego
| Tematy | Autor | Data |
|---|
| Spis działów / Spis wątków archiwalnych / Nowy wątek |
|---|
| Autor | Temat wątku: |
|---|
|
Eforiusz [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-19 17:19:28 |
"Poeta lekarzem duszy" http://www.dziennik.krakow.pl/public/?Swiat/a06/a06.html Szkocka organizacja zajmująca się promocją kultury i sztuki zamierza wybrać poetę zdolnego do pisania liryków mających nieść pomoc desperatom w najbardziej "samobójczym" rejonie Wielkiej Brytanii - szkockim Highlands. Poeta ów może liczyć na wysokie wynagrodzenie za napisanie samej poezji. Jednak ta może różnie działać na poszczególnych ludzi. Z jednej strony pieniądze, z drugiej moralna odpowiedzialność za los ludzi mu bliskich, albowiem nie sądzę, aby "poetą samobójców" miałby być ktoś kto nie znalazł się nigdy w podobnym stanie, kto nie rozumie tego zjawiska duchowo. Choć dzięki poezji powstałem niegdyś z kolan błagających o śmierć, to jednak o wiele lepsze skutki powodowało kreowanie poezji samemu, dla wyrzucenia z siebie destrukcyjnych mocy. Wtedy czułem, że jestem w stanie tworzyć, a więc odkrywałem siebie dotąd mi nieznanego, sprawiało to radość. Poezji dużo więc zawdzięczam. Atoli pisanie na zamówienie poezji dla skrajnie cierpiących może skomercjalizować odbieranie sobie życia i jeszcze bardziej wyalienować i tak już obcych światu samobójców. Nie mówiąc o nastolatkach pragnących być "bohaterami". Pozdrawiam. |
|
Maksymilian [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-11-04 22:58:42 |
"Poeta lekarzem duszy" zobaczcie relacje samobojcow - http://nnk.art.pl/bryopsida/suicide.html - buhahaha |
|
h.e.l. ( my empire of dirt ) ![]() Wysłano: 2005-10-19 17:31:06 |
"Poeta lekarzem duszy" > http://www.dziennik.krakow.pl/public/?Swiat/a06/a06.html > > Szkocka organizacja zajmująca się promocją kultury i sztuki zamierza > wybrać poetę zdolnego do pisania liryków mających nieść pomoc desperatom w > najbardziej "samobójczym" rejonie Wielkiej Brytanii - szkockim > Highlands. A wiesz może co jest powodem, że ten rejon jest "samobójczy" ? Jeśli to brak pracy, to może inne organy będą skuteczniejsze. > > Poeta ów może liczyć na wysokie wynagrodzenie za napisanie samej poezji. > Jednak ta może różnie działać na poszczególnych ludzi. Z jednej strony > pieniądze, z drugiej moralna odpowiedzialność za los ludzi mu bliskich, > albowiem nie sądzę, aby "poetą samobójców" miałby być ktoś kto nie znalazł > się nigdy w podobnym stanie, kto nie rozumie tego zjawiska duchowo. Bardzo dobre podejście, w praktyce może jednak okazać się, że nie starczy kandydatów...:-) > > Choć dzięki poezji powstałem niegdyś z kolan błagających o śmierć, to > jednak o wiele lepsze skutki powodowało kreowanie poezji samemu, dla > wyrzucenia z siebie destrukcyjnych mocy. Wtedy czułem, że jestem w stanie > tworzyć, a więc odkrywałem siebie dotąd mi nieznanego, sprawiało to > radość. Nie każdy ma twórcze możliwości. Poezji dużo więc zawdzięczam. > Atoli pisanie na zamówienie poezji dla skrajnie cierpiących może > skomercjalizować odbieranie sobie życia i jeszcze bardziej wyalienować i > tak już obcych światu samobójców. Nie mówiąc o nastolatkach pragnących być > "bohaterami". Myślę, że to kolejny sposób na pomoc społeczną. Nie wiadomo, ile osób będzie chciało słuchać poezji. Najważniejsze wydaje się, by pomoc niosły osoby z powołania, rozumiejące stan psychiczny osoby, która chce odebrać sobie życie. A tak pewnie, instytucjonalizacja zrobie swoje... > > Pozdrawiam. Pzdr, h.e.l. |
|
Eforiusz [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-19 19:09:13 |
"Poeta lekarzem duszy" > A wiesz może co jest powodem, że ten rejon jest "samobójczy" ? Jeśli to > brak pracy, to może inne organy będą skuteczniejsze. Jedyny znany mi powód to ten, iż w tym górskim rejonie łatwiej o śmierć w samotności, o brak pomocy. > Bardzo dobre podejście, w praktyce może jednak okazać się, że nie starczy > kandydatów...:-) Bardzo możliwe. > Nie każdy ma twórcze możliwości. Dużą rolę odgrywa posiadanie w życiu jakiejś pasji, choćby zwykłego hobby. Człowiek ma się ku czemu zwrócić, może jeszcze szukać. > Pzdr, h.e.l. Pozdrawiam. |
|
_flo_ ( resistance is futile ) Wysłano: 2005-10-19 20:05:43 |
"Poeta lekarzem duszy" > Dużą rolę odgrywa posiadanie w życiu jakiejś pasji, choćby zwykłego hobby. > Człowiek ma się ku czemu zwrócić, może jeszcze szukać. Człowieka w głębokiej depresji często przestają cieszyć najukochańsze zajęcia. Hobby to dobra rzecz, ale czasem to za mało, by odegnać myśl o śmierci. |
|
Eforiusz [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-19 20:09:35 |
"Poeta lekarzem duszy" > Człowieka w głębokiej depresji często przestają cieszyć najukochańsze > zajęcia. Hobby to dobra rzecz, ale czasem to za mało, by odegnać myśl o > śmierci. Co racja, to racja. Jednak na polu pasji/ hobby można odkryć coś nowego. Trzeba szukać "nowego", jakiegoś bodźca. |
|
_flo_ ( resistance is futile ) Wysłano: 2005-10-19 20:14:10 |
"Poeta lekarzem duszy" > Co racja, to racja. Jednak na polu pasji/ hobby można odkryć coś nowego. > Trzeba szukać "nowego", jakiegoś bodźca. I znów - co ma robić człowiek, który już nie jest w stanie szukać? Pomoc z zewnątrz jest czasem niezbędna. |
|
Eforiusz [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-20 17:03:02 |
"Poeta lekarzem duszy" > I znów - co ma robić człowiek, który już nie jest w stanie szukać? Pomoc z > zewnątrz jest czasem niezbędna. Tak, acz sęk w tym, że - zależnie od przypadku - pomoc z zewnątrz może być szkodliwa, uzmysławia choremu, iż nie jest on w stanie sam sobie pomóc, że jest zależny. Zrelatywizowanym jednak to jest, ja tak to odczuwam. Moja koncepcja o hobby/ pasji jest bardziej profilaktyką. Zmniejsza szanse popadnięcia w depresję, choćby. To teoria inkubatorowa, nie wiem jak jest z tym w życiu. Domniemywam, że niewiele się mylę. Nie miałem czegoś takiego w krytycznych chwilach. Przypadkowo, od niechcenia, sceptycznie nastawiony zerknąłem sobie czymże jest ta poezja. I trafiłem. |
|
_flo_ ( resistance is futile ) Wysłano: 2005-10-20 18:39:12 |
"Poeta lekarzem duszy" > Tak, acz sęk w tym, że - zależnie od przypadku - pomoc z zewnątrz może być > szkodliwa, uzmysławia choremu, iż nie jest on w stanie sam sobie pomóc, że > jest zależny. Zrelatywizowanym jednak to jest, ja tak to odczuwam. Ale pomoc z zewnątrz na pewnym etapie jest niezbędna, bo człowiek w głębokiej depresji traci instynkt samozachowawczy, przestaje dbać o cokolwiek, > Moja koncepcja o hobby/ pasji jest bardziej profilaktyką. Zmniejsza szanse > popadnięcia w depresję, choćby. To teoria inkubatorowa, nie wiem jak jest > z tym w życiu. Domniemywam, że niewiele się mylę. Być może zmniejsza - w niewielkim stopniu. Zaręczam Ci - z doświadczeń "nieinkubatorowych" - że nawet osoba posiadająca cudowne dla niej hobby, mająca wielką pasję w życiu może w pewnych okolicznościaich popaść w depresję mimo swojej pasji. |
|
Eforiusz [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-20 19:42:49 |
"Poeta lekarzem duszy" > Ale pomoc z zewnątrz na pewnym etapie jest niezbędna, bo człowiek w > głębokiej depresji traci instynkt samozachowawczy, przestaje dbać o > cokolwiek, Tak, masz rację. > Być może zmniejsza - w niewielkim stopniu. Zaręczam Ci - z doświadczeń > "nieinkubatorowych" - że nawet osoba posiadająca cudowne dla niej hobby, > mająca wielką pasję w życiu może w pewnych okolicznościaich popaść w > depresję mimo swojej pasji. Także wyszło na Twoje. Domniemywałem, na sucho. |
|
_flo_ ( resistance is futile ) Wysłano: 2005-10-19 19:28:09 |
"Poeta lekarzem duszy" Nie uważam tego pomysłu za dobry. Zjawisko samobójstwa jest mi bliskie ze względu na pewne doświadczenia życiowe. Pisanie wierszy o samobójstwach może być wręcz zachętą do tego czynu - można pomyśleć, że skoro samobójstwo jest warte pisania o nim wierszy, to "coś w tym musi być". Wiersze o samobójstwie mogą je "uatrakcyjnić". Chyba lepsza byłaby akcja promująca korzystanie z porad psychologów i psychiatrów (tzn. uświadomienie ludziom, że korzystanie z pomocy psychologa/psychiatry nie jest niczym wstydliwym, że "złymi myślami" warto się z kimś podzielić). > Pozdrawiam. Ja również :) |
|
Eforiusz [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-19 19:56:02 |
"Poeta lekarzem duszy" > Nie uważam tego pomysłu za dobry. Zjawisko samobójstwa jest mi bliskie ze > względu na pewne doświadczenia życiowe. Pisanie wierszy o samobójstwach > może być wręcz zachętą do tego czynu - można pomyśleć, że skoro > samobójstwo jest warte pisania o nim wierszy, to "coś w tym musi być". Dokładnie. Zmarginalizuje to stan faktyczny, a przyciągnie ludzi pozujących. > Wiersze o samobójstwie mogą je "uatrakcyjnić". Chyba lepsza byłaby akcja > promująca korzystanie z porad psychologów i psychiatrów (tzn. > uświadomienie ludziom, że korzystanie z pomocy psychologa/psychiatry nie > jest niczym wstydliwym, że "złymi myślami" warto się z kimś podzielić). Wciąż dużo do powiedzenia mają pierwsza i druga generacja społeczeństw, które nauczone były, iż samobójstwo to grzech i/lub w dawnych czasach - przestępstwo. Z kolei popkultura sprowadziła porady u specjalistów do postępowania żenującego i - jak mówisz - wstydliwego. Inna sprawa, że ja nie mam zaufania do psychologów (nie wzbudzają zaufania już samym wyglądem, podług mnie), a ludzie na skraju emocjonalnego wycieńczenia uważają swoje problemy za zbyt intymne, aby podzielić się nimi z kimś przecież zupełnie obcym. Najlepiej podzielić się tym z kimś bliskim. Bliskim nie od ploteczeki i zakupów, acz bliskim osobowościowo, od którego emanuje przez nas przyswajalnym ciepłem. Nie ma złotego środka. > Ja również :) Serdecznie pozdrawiam. |
|
_flo_ ( resistance is futile ) Wysłano: 2005-10-19 20:02:27 |
"Poeta lekarzem duszy" > ja > nie mam zaufania do psychologów (nie wzbudzają zaufania już samym Szczerze mówiąc, to ja też niezbyt im ufam (doświadczenia własne :), ale znam takich, którym terapia pomogła. > wyglądem, podług mnie), a ludzie na skraju emocjonalnego wycieńczenia > uważają swoje problemy za zbyt intymne, No właśnie pic polega na tym, żeby nie czekać, aż się stanie na skraju. Na przykład depresja (będąca dość często przyczyną samobójstw) na ogół zaczyna się od niewielkiego, acz mającego skłonność do nasialania się, "doła". Albo schizofrenia - jeśli się jej nie leczy, rółnież może prowadzić do samobójstwa. A przy schizofrenii psychiatra jest już konieczny. > aby podzielić się nimi z kimś > przecież zupełnie obcym. Najlepiej podzielić się tym z kimś bliskim. > Bliskim nie od ploteczeki i zakupów, acz bliskim osobowościowo, od którego > emanuje przez nas przyswajalnym ciepłem. A co z tymi, którzy nie mają nikogo takiego? Mają się zabić? > Nie ma złotego środka. Tu się zgadzam. > Serdecznie pozdrawiam. To ja pozdrawiam jeszcze raz :) |
|
Eforiusz [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-19 20:08:02 |
"Poeta lekarzem duszy" > Szczerze mówiąc, to ja też niezbyt im ufam (doświadczenia własne :), ale > znam takich, którym terapia pomogła. Zazwyczaj psychologowie sprawiają wrażenie panów sytuacji o spojrzeniu rodem z zeszłego ustroju, względnie są zbyt otwarci. Obie rzeczy mnie rażą. > No właśnie pic polega na tym, żeby nie czekać, aż się stanie na skraju. Na > przykład depresja (będąca dość często przyczyną samobójstw) na ogół > zaczyna się od niewielkiego, acz mającego skłonność do nasialania się, > "doła". Albo schizofrenia - jeśli się jej nie leczy, rółnież może > prowadzić do samobójstwa. A przy schizofrenii psychiatra jest już > konieczny. W przypadku schizofrenii potrzebna jest już hospitalizacja. Jeśli się ma o niej choćby elementarną wiedzę i wyłapuje się jakieś potencjalne objawy tejże, wówczas jest się w stanie z nią walczyć. W późniejszych etapach jest po prostu "za późno". > A co z tymi, którzy nie mają nikogo takiego? Mają się zabić? Trudno mi na to pytanie odpowiedzieć. Mnie pomogła właśnie poezja, przede wszystkim. Trzeba drążyć, nie tracić wiary w korzystny wynik. > To ja pozdrawiam jeszcze raz :) I jeszcze jeden. |
|
_flo_ ( resistance is futile ) Wysłano: 2005-10-19 20:13:11 |
"Poeta lekarzem duszy" > W przypadku schizofrenii potrzebna jest już hospitalizacja. Jeśli się ma o > niej choćby elementarną wiedzę i wyłapuje się jakieś potencjalne objawy > tejże, wówczas jest się w stanie z nią walczyć. W późniejszych etapach > jest po prostu "za późno". Tego akurat nie musisz mi tłuamczyć. Dla mojej matki było właśnie już "za późno" - mimo że wiedziała, czym jest ta choroba. Wiedza w niczym jej nie pomogła - matka po prostu nie wierzyła, że jest chora. > Trzeba drążyć, nie tracić wiary w korzystny wynik. I znół odwołam się do depresji - ona polega właśnie na utracie wiary w "dobry wynik". > I jeszcze jeden. "I jeszcze jeden, i jeszcze raz..." ;) |
|
Eforiusz [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-20 16:56:44 |
"Poeta lekarzem duszy" > Tego akurat nie musisz mi tłuamczyć. Dla mojej matki było właśnie już "za > późno" - mimo że wiedziała, czym jest ta choroba. Wiedza w niczym jej nie > pomogła - matka po prostu nie wierzyła, że jest chora. Cóż mogę powiedzieć? Nie spotkało to nikogo z mych bliskich do tej pory, nie wiem jak się zachować w takiej sytuacji. Przesyłam Ci ciepło. Nie znam dokładnie mechanizmów schizofrenii. Zauważyłem jednak, że bardzo często bez powodu odwracałem się za siebie na ulicy; zacząłem nad tym panować i praktycznie przezwyciężyłem. Może przesadzam, iż jest to objaw początkowy (może "zwykła" nerwica natręctw), ale potrafiłem ów czyn wykonywać kilka(naście) razy na kilometr. Tak sobie, bez celu. > I znół odwołam się do depresji - ona polega właśnie na utracie wiary w > "dobry wynik". Skontruję w taki oto sposób - tonący brzytwy się chwyta. > "I jeszcze jeden, i jeszcze raz..." ;) Gorzko, gorzko! |
|
_flo_ ( resistance is futile ) Wysłano: 2005-10-20 18:34:29 |
"Poeta lekarzem duszy" > Może przesadzam, iż jest to objaw > początkowy (może "zwykła" nerwica natręctw), ale potrafiłem ów czyn > wykonywać kilka(naście) razy na kilometr. Tak sobie, bez celu. Nerwica natręctw nie musi mieć nic wspólnego ze schizofrenią - ale bywa, że pojawia się w przebiegu schizofrenii (mam kolegę-schizofrenika, u którego po kilku latach choroby pojawiła się "na dokładkę" nerwica natręctw - potrafi on kilkanaście/kilkadziesiąt razy sprawdzać, czy coś zamknął - i koniecznie musi to zrobić w liczbie będącej wielokrotnością 8). > Skontruję w taki oto sposób - tonący brzytwy się chwyta. Czy miałeś kiedyś bliski kontakt z osobą w naprawdę głębokiej depresji? Wtedy nie ma chęci chwytania się czegokolwiek, traci się chęć do wykonywania nawet podstawowych czynności, jak mycie się, ubieranie, jedzenie. > Gorzko, gorzko! "A kto z nami nie wypije..." ;) |
|
Eforiusz [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-20 19:37:55 |
"Poeta lekarzem duszy" > Nerwica natręctw nie musi mieć nic wspólnego ze schizofrenią - ale bywa, > że pojawia się w przebiegu schizofrenii (mam kolegę-schizofrenika, u > którego po kilku latach choroby pojawiła się "na dokładkę" nerwica > natręctw - potrafi on kilkanaście/kilkadziesiąt razy sprawdzać, czy coś > zamknął - i koniecznie musi to zrobić w liczbie będącej wielokrotnością > 8). Miałem podobnie w dzieciństwie. Musiałem na przykład dotknąć cztery razy lub jego wielokrotnością coś albo powtarzać coś tyle razy, względnie - w momencie zmiany ścieżki muzycznej, reklamy w TV, etc. łączyłem kończyny ze sobą (nogi stykałem palcami, ręce także). Powtarzałem krótkie zdania w różnych wersjach ułożenia słów. Minęło praktycznie całkowicie, znamienne dla dzieciństwa. > Czy miałeś kiedyś bliski kontakt z osobą w naprawdę głębokiej depresji? > Wtedy nie ma chęci chwytania się czegokolwiek, traci się chęć do > wykonywania nawet podstawowych czynności, jak mycie się, ubieranie, > jedzenie. Tak, to prawda. Sam pamiętam jak schudłem osiem kilogramów w dwa tygodnie, a dochodziło do tego, iż mogłem już zjeść tylko coś słodkiego i pić Coca-Colę, kromkę chleba z masłem zwracałem, mimo iż był to mój główny posiłek dnia. Według tego, co mówisz nie zaznałem depresji ekstremalnie, być może dlatego takim punktem widzenia się posługuję. Trudno mi powiedzieć czy miałem kontakt z taką osobą. Ktoś kiedyś zniknął, sam na sam był cieniem człowieka, ale świetnie maskował swoje zdrowie dla innych i zapanowało wielkie zdziwienie gdy odszedł. > "A kto z nami nie wypije..." ;) "...tego we dwa kije!" |
|
Cień [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-19 23:21:54 |
"Poeta lekarzem duszy" > Szkocka organizacja zajmująca się promocją kultury i sztuki zamierza > wybrać poetę zdolnego do pisania liryków mających nieść pomoc desperatom w > najbardziej "samobójczym" rejonie Wielkiej Brytanii - szkockim > Highlands. Pomysł nie jest zły, choć jak wszelkie inne metody psychoterapii znajdzie zastosowanie jedynie w łagodniejszych postaciach zaburzeń afektywnych. W ciężkich stanach depresyjnych chory nie zainteresuję się nawet najcudniejsza pozezją, gdyż znamienne jest, że ludzie Ci taca zainteresowanie własnie dla tego czym zawsze żyli. Hobby staje się banalne, życie staje się ogólnie szare. Natomiast jako psychoterapia wspomagająca jest jak najbardziej stosowane nie tylko w depresji, ale tez w chorobach psychicznych pokroju schizofrenii, na równi z innymi dziedzinami sztuki jak malarstwo czy rzeźba. I jest na pewno dobrym pomysłem dla osób o melancholijnej naturze, z problemami psychospołecznymi. Tutaj czytanie poezji (jesli ktos ją lubi) czy pisanie własnej jest swietnym sposobem autoterapii. Stąd też fakt, że psychologowie bardzo ciepło wypowiadają się o internetowych blogach, które pełnia podobna funkcję. |
|
Eforiusz [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-20 17:11:44 |
"Poeta lekarzem duszy" > Pomysł nie jest zły, choć jak wszelkie inne metody psychoterapii znajdzie > zastosowanie jedynie w łagodniejszych postaciach zaburzeń afektywnych. W > ciężkich stanach depresyjnych chory nie zainteresuję się nawet > najcudniejsza pozezją, gdyż znamienne jest, że ludzie Ci taca > zainteresowanie własnie dla tego czym zawsze żyli. Hobby staje się > banalne, życie staje się ogólnie szare. Nie wiem czy tu chodzi tyle o "cudność" poezji czy może bardziej o jakiś "błysk myślowy" na niebie pełnym czerni. Wciąż (także w rozmowie z Flo) twierdzę, iż takie coś jest możliwe. W końcu obok terapii czy ciepła innej osoby to kolejny sposób powrotu. > Natomiast jako psychoterapia wspomagająca jest jak najbardziej stosowane > nie tylko w depresji, ale tez w chorobach psychicznych pokroju > schizofrenii, na równi z innymi dziedzinami sztuki jak malarstwo czy > rzeźba. Poezja, malarstwo, rzeźba są jakby alternatywnym światem dla człowieka, to mają właśnie na celu tego typu psychoterapie? A co jeśli uleczy ona człowieka w świecie rzeczywistym, ale tam go "zastopuje", a otworzy go na świat pozarzeczywisty? Możliwe jest coś takiego, w końcu równie niebezpiecznego? > I jest na pewno dobrym pomysłem dla osób o melancholijnej naturze, z > problemami psychospołecznymi. Tutaj czytanie poezji (jesli ktos ją lubi) > czy pisanie własnej jest swietnym sposobem autoterapii. Stąd też fakt, że > psychologowie bardzo ciepło wypowiadają się o internetowych blogach, które > pełnia podobna funkcję. Nigdy nie patrzyłem na blogi w ten sposób (choć ktoś już to tu wspominał), pora więc zmienić własny tok myślenia. Odkąd się pojawiły w Internecie brałem to za kolejną zabawkę dla tzw. "dzieci Internetu" nie mających już nic innego do roboty poza komputerem. Teraz rozumiem. |
|
Cień [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-20 19:08:11 |
"Poeta lekarzem duszy" > Poezja, malarstwo, rzeźba są jakby alternatywnym światem dla człowieka, to > mają właśnie na celu tego typu psychoterapie? A co jeśli uleczy ona > człowieka w świecie rzeczywistym, ale tam go "zastopuje", a otworzy go na > świat pozarzeczywisty? Możliwe jest coś takiego, w końcu równie > niebezpiecznego? Czy ja wiem? Chodzi generalnie o możliwość ekspresji, świata wewnętrznego. Pozwala to odrzucić stresy czy leki projektując je na kartkę papieru. > Nigdy nie patrzyłem na blogi w ten sposób (choć ktoś już to tu wspominał), > pora więc zmienić własny tok myślenia. Odkąd się pojawiły w Internecie > brałem to za kolejną zabawkę dla tzw. "dzieci Internetu" nie mających już > nic innego do roboty poza komputerem. Teraz rozumiem. Tak, i nie ma tu nic do rzeczy licha jakość tychże. Sam w wieku "pryszczowym" przezywałem rózne chwiejne stany emocjonalne, i niekiedy skreślenie jakiegoś wierszydła bardzo pomagało ujść emocjom. A zapisana kartka mogła już bezpiecznie wylądować w koszu, bo jeśli chodzi o literaturę piękną, mogę napisac co najwyżej "Kompedium Grafomana" ;) |
|
Eforiusz [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-20 19:54:56 |
"Poeta lekarzem duszy" > Tak, i nie ma tu nic do rzeczy licha jakość tychże. Sam w wieku > "pryszczowym" przezywałem rózne chwiejne stany emocjonalne, i niekiedy > skreślenie jakiegoś wierszydła bardzo pomagało ujść emocjom. A zapisana > kartka mogła już bezpiecznie wylądować w koszu, bo jeśli chodzi o > literaturę piękną, mogę napisac co najwyżej "Kompedium Grafomana" ;) I właśnie o to chodzi. Zdecydowanie lepszy i bezpieczniejszy to sposób niż pisanie dla ogółu potencjalnych samobójców jednego tylko generis poezji, czyli de facto jakby takie same nagrobki dla wielu ofiar wojny wykonać, spychające owe ofiary do rangi bezimiennych, bezuczuciowoych. |
|
_flo_ ( resistance is futile ) Wysłano: 2005-10-22 22:38:13 |
"Poeta lekarzem duszy" > Pomysł nie jest zły, choć jak wszelkie inne metody psychoterapii znajdzie > zastosowanie jedynie w łagodniejszych postaciach zaburzeń afektywnych. W > ciężkich stanach depresyjnych chory nie zainteresuję się nawet > najcudniejsza pozezją, gdyż znamienne jest, że ludzie Ci taca > zainteresowanie własnie dla tego czym zawsze żyli. Hobby staje się > banalne, życie staje się ogólnie szare. No i proszę - fachowiec potwierdził moje zdanie :) W depresji straszny jest właśnie ten zanik zainteresowań, zanik chęci zaspokajania podstawowych potrzeb cielesnych i duchowych. |
|
Krasnolud [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-21 16:35:08 |
"Poeta lekarzem duszy" > Szkocka organizacja zajmująca się promocją kultury i sztuki zamierza > wybrać poetę zdolnego do pisania liryków mających nieść pomoc desperatom w > najbardziej "samobójczym" rejonie Wielkiej Brytanii - szkockim > Highlands. Nieść pomoc powiadasz? Ja bym był tutaj bardzo pomocny spychając ich w dół. A zresztą jak sobie wyobrażę, że stoję na krawedzi wysokiego budynku i mi nagle jakiś debil zaczyna duby smalone bredzić to bym się zwyczajnie na złość rzucił bo by mnie inaczej chyba krew zalała... A tak serio. Jak oni to niby zamierzają aplikować owym samobójcom? aby "poetą samobójców" miałby być ktoś kto nie znalazł > się nigdy w podobnym stanie, kto nie rozumie tego zjawiska duchowo. Pewnie tak, tylko jak ktoś już się w tym stanie znalazł to nie jestem pewny czy będzie chciał pisać wiersze pomagające innym. > Atoli pisanie na zamówienie poezji dla skrajnie cierpiących może > skomercjalizować odbieranie sobie życia i jeszcze bardziej wyalienować i > tak już obcych światu samobójców. Nie mówiąc o nastolatkach pragnących być > "bohaterami". Ja w samobójstwie akurat nie widzę nic złego. Jak do tej pory nikogo od tych myśli nie odwodziłem, a raczej zachęcałem. Każdy ma prawo wybrać własną drogę. Co więcej, wiem, że chcę umrzeć i wiem, że moja śmierć będzie poniekąd samobójcza (jeśli oczywiście wcześniej mnie np. auto nie rozciapie...). Kiedyś zamierzałem żyć gdzieś do 40 - ale mnie kobieta ubłagała, bym nie zakładał tak ścisłej granicy. Będę żył tyle ile będę mógł robić coś konstruktywnego. Potem umrę - rzucając się w przepaść lub od miecza - to drugie preferuję znacznie bardziej. Poezja mi nie pomoże i nie przekona bym zmienił zdanie. Co więcej, jeśli zdarzy się tak, że zamiaru mego wykonać nie będę w stanie (paraliż np.) to są na tym świecie ludzie, którzy moje cierpienie skrócą. Kocham ich za to. Od kiedy pamiętam moje ścieżki warunkowały dwa hasła: "Żyj wolny, umieraj godnie" i "Żyj krótko, umrzyj młodo - zostaw po sobie dobre wspomnienia". Śmierci się nie boję, nie chcę żyć wiecznie. |
|
Eforiusz [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-21 17:34:51 |
"Poeta lekarzem duszy" > Nieść pomoc powiadasz? Ja bym był tutaj bardzo pomocny spychając ich w > dół. A zresztą jak sobie wyobrażę, że stoję na krawedzi wysokiego budynku > i mi nagle jakiś debil zaczyna duby smalone bredzić to bym się zwyczajnie > na złość rzucił bo by mnie inaczej chyba krew zalała... A tak serio. Jak > oni to niby zamierzają aplikować owym samobójcom? Być może chcą opublikować jakieś wydawnictwo. Wątpię, aby liryki powstawały "na receptę". > Pewnie tak, tylko jak ktoś już się w tym stanie znalazł to nie jestem > pewny czy będzie chciał pisać wiersze pomagające innym. I tu jest pies pogrzebany. Pomysł jest zbyt uniwersalny, aby działał na każdego z osobna, a i odpowiedzialność spoczywa na kreatorze poezji. > Ja w samobójstwie akurat nie widzę nic złego. Jak do tej pory nikogo od > tych myśli nie odwodziłem, a raczej zachęcałem. Każdy ma prawo wybrać > własną drogę. Co więcej, wiem, że chcę umrzeć i wiem, że moja śmierć > będzie poniekąd samobójcza (jeśli oczywiście wcześniej mnie np. auto nie > rozciapie...). Kiedyś zamierzałem żyć gdzieś do 40 - ale mnie kobieta > ubłagała, bym nie zakładał tak ścisłej granicy. Będę żył tyle ile będę > mógł robić coś konstruktywnego. Potem umrę - rzucając się w przepaść lub > od miecza - to drugie preferuję znacznie bardziej. Poezja mi nie pomoże i > nie przekona bym zmienił zdanie. Co więcej, jeśli zdarzy się tak, że > zamiaru mego wykonać nie będę w stanie (paraliż np.) to są na tym świecie > ludzie, którzy moje cierpienie skrócą. Kocham ich za to. Od kiedy pamiętam > moje ścieżki warunkowały dwa hasła: "Żyj wolny, umieraj godnie" i "Żyj > krótko, umrzyj młodo - zostaw po sobie dobre wspomnienia". Śmierci się nie > boję, nie chcę żyć wiecznie. Też kiedyś zakładałem krótki żywot. Teraz na przykład wiem, że warto było przeżyć trochę złego, uzbrajało to mnie, uczyło. Straciłem ponoć najpiękniejsze lata swego życia, toteż teraz chcę wreszcie zacząć smakować go w sposób najzwyczajniejszy na świecie, a ile radości dający. Radości ze szczęścia, którego tak mi mało. Choć drugiej strony nieraz pragnę pocałunku jedynej kobiety kochającej każdego, Śmierci. I żyje się dziwnie, choć w miarę regularnie pojawiają mi się poszczególne okresy z przedziału "żyć-umrzeć". Potrzebuję stagnacji, jeśli wtedy nie będę szczęśliwy - droga moja wolna. Prawdopodobnie pociągnę kilku moich antagonistów za sobą. I coś, co mnie nurtuje od dawna - co jest po śmierci? Nawet będąc sceptycznie nastawionym do wszelkich pozaziemskich stanów, chcę mieć możliwość weryfikacji: mam rację czy nie? Chcę się przekonać o tym na własnej skórze, albowiem czy ktoś żywy jest w stanie mi na to pytanie odpowiedzieć? |
|
Krasnolud [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-21 17:47:24 |
"Poeta lekarzem duszy" > Być może chcą opublikować jakieś wydawnictwo. Wątpię, aby liryki > powstawały "na receptę". A osoba potrzebująca na pewno będzie chciała wyjść z tego stanu i zacznie szukać po księgarniach? Nonsens - nie raz miałem deprechę, wtedy człowiek jest bierny i myśli dekonstruktywnie - ostatnia rzecz jaką bym zrobił to gdzieś łaził i wierszy szukał... > I tu jest pies pogrzebany. Pomysł jest zbyt uniwersalny, aby działał na > każdego z osobna, a i odpowiedzialność spoczywa na kreatorze poezji. Chyba trochę za duża, jak na osobe która miała już wcześniej myśli samobójcze. A co jak się nie uda gościa uratować? Poczucie winy, strach, rozpacz, depresja... > > Też kiedyś zakładałem krótki żywot. Teraz na przykład wiem, że warto było > przeżyć trochę złego, uzbrajało to mnie, uczyło. Straciłem ponoć > najpiękniejsze lata swego życia, toteż teraz chcę wreszcie zacząć smakować > go w sposób najzwyczajniejszy na świecie, a ile radości dający. Radości ze > szczęścia, którego tak mi mało. > Choć drugiej strony nieraz pragnę pocałunku jedynej kobiety kochającej > każdego, Śmierci. I żyje się dziwnie, choć w miarę regularnie pojawiają mi > się poszczególne okresy z przedziału "żyć-umrzeć". Potrzebuję stagnacji, > jeśli wtedy nie będę szczęśliwy - droga moja wolna. Prawdopodobnie > pociągnę kilku moich antagonistów za sobą. I coś, co mnie nurtuje od dawna > - co jest po śmierci? Nawet będąc sceptycznie nastawionym do wszelkich > pozaziemskich stanów, chcę mieć możliwość weryfikacji: mam rację czy nie? > Chcę się przekonać o tym na własnej skórze, albowiem czy ktoś żywy jest w > stanie mi na to pytanie odpowiedzieć? Wiem o czym mówisz, ja też zakładam życie do momentu, kiedy mogę się nim cieszyć. Bycie warzywem umysłowym lub fizycznym byłoby dla mojego ducha piekłem na ziemi, nawet gdyby wtedy już mój umysł nie był w stanie tego odczuć. Gdy zobaczę, że nie ma odwrotu i zwyczajnie zestarzałem się za bardzo - skończę z sobą by odejść w blasku i chwale, póki nikt nie będzie o mnie mógł mówić jak o starym zramolałym pierniku bez wartośći, który jest tylko ciężarem. A zresztą mnie też nurtuje pytanie co jest po śmierci. Gdybym umarł jako warzywo, mógłbym się tego nie dowiedzieć, bo kto mi zagwarantuje, że po śmierci nie żyjemy dokładnie w takim stanie jak ten który umarł na ziemi? Jak dawni wojownicy - wolę umrzeć za młodu, by w razie czego być sprawnym po śmierci. Mi akurat skandynawska wizja bardzo odpowiada :-)))) |
|
Eforiusz [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-22 11:18:49 |
"Poeta lekarzem duszy" > A osoba potrzebująca na pewno będzie chciała wyjść z tego stanu i zacznie > szukać po księgarniach? Nonsens - nie raz miałem deprechę, wtedy człowiek > jest bierny i myśli dekonstruktywnie - ostatnia rzecz jaką bym zrobił to > gdzieś łaził i wierszy szukał... Tak, ale ja domniemywałem kroków tej organizacji, też uważam to za niemądre. Osobiście poezję miałem pod ręką, nie chodziłbym po nią do księgarni, zwłaszcza nie kupiłbym tej z nadrukiem Ministerstwa Zdrowia. Mnie akurat pomogła, ale tak "z głupia franc". > Chyba trochę za duża, jak na osobe która miała już wcześniej myśli > samobójcze. A co jak się nie uda gościa uratować? Poczucie winy, strach, > rozpacz, depresja... Co świadczy o kolejnym nierozsądnym posunięciu Szkotów. Myślą, że "wyleczony" nigdy nie zachoruje od nowa. > Wiem o czym mówisz, ja też zakładam życie do momentu, kiedy mogę się nim > cieszyć. Bycie warzywem umysłowym lub fizycznym byłoby dla mojego ducha > piekłem na ziemi, nawet gdyby wtedy już mój umysł nie był w stanie tego > odczuć. Gdy zobaczę, że nie ma odwrotu i zwyczajnie zestarzałem się za > bardzo - skończę z sobą by odejść w blasku i chwale, póki nikt nie będzie > o mnie mógł mówić jak o starym zramolałym pierniku bez wartośći, który > jest tylko ciężarem. A zresztą mnie też nurtuje pytanie co jest po > śmierci. Gdybym umarł jako warzywo, mógłbym się tego nie dowiedzieć, bo > kto mi zagwarantuje, że po śmierci nie żyjemy dokładnie w takim stanie jak > ten który umarł na ziemi? Jak dawni wojownicy - wolę umrzeć za młodu, by w > razie czego być sprawnym po śmierci. Mi akurat skandynawska wizja bardzo > odpowiada :-)))) Dokładnie. Czasem wydaje mi się, iż życie ziemskie (doświadczenie, nauka, etc.) służy zbrojeniu się przed życiem jako istota wyższa, a śmierć jest tym awansem. Pozdrawiam. |
|
Krasnolud [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-22 12:12:05 |
"Poeta lekarzem duszy" > Tak, ale ja domniemywałem kroków tej organizacji, też uważam to za > niemądre. Osobiście poezję miałem pod ręką, nie chodziłbym po nią do > księgarni, zwłaszcza nie kupiłbym tej z nadrukiem Ministerstwa Zdrowia. > Mnie akurat pomogła, ale tak "z głupia franc". Też mi się wydaje, że pewne poezje mogłyby na mnie pozytywnie wpłynąć, pomóc mi, ale też tak poprostu, a nie pisane na zamówienie. Stachura kiedyś np. mnie wyciągnął z deprechy, ale innym razem w jeszcze większą wpędził. Nie ma jednego modelu. > Co świadczy o kolejnym nierozsądnym posunięciu Szkotów. Myślą, że > "wyleczony" nigdy nie zachoruje od nowa. To się czasem zdarza - może np. umrzeć śmiercią naturalną :-) Ale obiektywnie to właśnie jest kolejny nonsens. Deprecha wraca, często w zupełnie nieoczekiwanych momentach. > Dokładnie. Czasem wydaje mi się, iż życie ziemskie (doświadczenie, nauka, > etc.) służy zbrojeniu się przed życiem jako istota wyższa, a śmierć jest > tym awansem. Możliwe. Brak dowodów na życie po śmierci to tak naprawdę żaden dowód, że go nie ma. Nie wierzę głównie dlatego, że wiara rodzi eskapizm, słabość i nadzieję, która może być fałszywa. Jeśli po śmierci coś jest - to się miło zaskoczę - miło, bo za wartościowe życie żadna kara mnie nie spotka, cokolwiek Hesus by miał tu do powiedzenia :-> |
|
Shogun [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-27 12:42:57 |
"Poeta lekarzem duszy" > Możliwe. Brak dowodów na życie po śmierci to tak naprawdę żaden dowód, że > go nie ma. Nie wierzę głównie dlatego, że wiara rodzi eskapizm, słabość i > nadzieję, która może być fałszywa. Jeśli po śmierci coś jest - to się miło > zaskoczę - miło, bo za wartościowe życie żadna kara mnie nie spotka, > cokolwiek Hesus by miał tu do powiedzenia :-> Wiesz, kiedyś sobie nad tym romyślałem i doszedłem do wniosku, że nic nie stoi na przeszkodzie by Bóg okazał się tyranem. Może nakłada na ludzkość barbarzyńskie ograniczenia by potem móc znakomitą większość wtrącić do piekła na wieczne męki psychiczna, duchowe czy jakiekolwiek inne. Co więcej, nie masz wyboru rodzić się-nie rodzić się i skoro pojawiasz się w tym świecie to od razu wchodzisz do gry i nie tyle że grasz według reguł co reguły grają Tobą. Może już tak po prostu działa ten świat. Ale to bardzo pesymistyczna perspektywa ;> Teraz do czego zmierzam. Piszesz o zaświatach, że nie wiesz czy są czy nie, nie wiesz co tam jest, a dalej stwierdzasz z przekonaniem "za wartościowe życie żadna kara mnie nie spotka". Otóż, po pierwsze, skoro nie wiesz co "tam" jest, nie możesz nic zakładać. Nie wiesz czy tam Cię spotka nagroda czy kara i oczywiście nie wiesz też za co. Po drugie, masturbujesz się swoim subiektywizmem (wartościowe życie) jakby Twoja opinia miała jakąkolwiek wartość czy znaczenie dla mnie, a tym bardziej Boga. W jego mniemaniu możesz prowadzić żalosne, nic nie warte, gówniane życie, bez względu na to co wiesz, ile przeczytałeś, gdzie podróżowałeś, z kim walczyłeś i kogo wydymałeś. Podsumowując: Niezależnie od tego co sobie tu wymyślisz, pamiętaj, że mogą zrobić Cię na szaro :> pzdr. Sho |
|
Krasnolud [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-27 12:59:25 |
"Poeta lekarzem duszy" > Wiesz, kiedyś sobie nad tym romyślałem i doszedłem do wniosku, że nic nie > stoi na przeszkodzie by Bóg okazał się tyranem. Może nakłada na ludzkość > barbarzyńskie ograniczenia by potem móc znakomitą większość wtrącić do > piekła na wieczne męki psychiczna, duchowe czy jakiekolwiek inne. Co > więcej, nie masz wyboru rodzić się-nie rodzić się i skoro pojawiasz się w > tym świecie to od razu wchodzisz do gry i nie tyle że grasz według reguł > co reguły grają Tobą. Może już tak po prostu działa ten świat. Ale to > bardzo pesymistyczna perspektywa ;> A ty myślisz, że czemu ja jestem agnostykiem/ateistą? Diabli mnie biorą jak patrzę na te stada baranów które się modlą w domach pańskich i pokładają ufność w tym, który jeśli faktycznie istnieje jest największym kawałem tyrana i barbarzyńcu jaki istniał kiedykolwiek. Jeśli istnieje Bóg - to wiem, że mam przewalone, ale póki co narazie, nawet jeśli istnieje to mogę go mieć głęboko, cieszyć się życiem i tym co mam. > Piszesz o zaświatach, że nie wiesz czy są czy nie, nie wiesz co tam jest, > a dalej stwierdzasz z przekonaniem "za wartościowe życie żadna kara mnie > nie spotka". Otóż, po pierwsze, skoro nie wiesz co "tam" jest, nie możesz > nic zakładać. Mogę - nawet jak nie wiem co tam jest to jeśli za wartościowe życie dają karę to i tak teraz moge się tym nie przejmowaćn tu i teraz. Nie muszę mieć racji zawsze - zadowalam się mając ją czasami. Zakładam tak bo mi wygodnie. > Nie wiesz czy tam Cię spotka nagroda czy kara i oczywiście > nie wiesz też za co. No i co z tego? > Po drugie, masturbujesz się swoim subiektywizmem > (wartościowe życie) jakby Twoja opinia miała jakąkolwiek wartość czy > znaczenie dla mnie, a tym bardziej Boga. Jak dla ciebie nie ma to twój post o tym dobitnie przeczy - to po pierwsze. Po drugie, jeśli jest Bóg to w mojej własnej wszechmocy tu i teraz mam go "w głebokim poważaniu", zresztą uważam, że raczej go nie ma właśnie dlatego, że nie widzę jego obecności na tym świecie, a to co tak bardzo przekonywało np. św. Franciszka wydaje mi się cio najwyżej panteistyczną wizją boga, który nie sądzi, bo moralne względy tego świata on ma z kolei w głębokim poważaniu. Tak więc jestem albo agnostykiem z nutką panteizmu - jeśli już, albo ateistą. I mogę być niemal pewny, że któryś z tych modeli jest prawdziwy. Który - to z punktu widzenia moich losów po śmierci nie ma az takiego znaczenia. > W jego mniemaniu możesz prowadzić > żalosne, nic nie warte, gówniane życie, bez względu na to co wiesz, ile > przeczytałeś, gdzie podróżowałeś, z kim walczyłeś i kogo wydymałeś. Jak mi to powie dostanie wójkiem ciętą ripostą - no bo i co mi będzie zależeć. Jak go to nie interesuje, to jak mnie ma za to karać? > Podsumowując: Niezależnie od tego co sobie tu wymyślisz, pamiętaj, że mogą > zrobić Cię na szaro :> Nie mogą cokolwiek ty byś o tym myślał - z moim charakterem nawet ukarany przez wieczność będę bluźnił temu kto mnie ukarał :-P |
|
Shogun [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-27 13:17:49 |
"Poeta lekarzem duszy" > A ty myślisz, że czemu ja jestem agnostykiem/ateistą? Diabli mnie biorą > jak patrzę na te stada baranów które się modlą w domach pańskich i > pokładają ufność w tym, który jeśli faktycznie istnieje jest największym > kawałem tyrana i barbarzyńcu jaki istniał kiedykolwiek. Jeśli istnieje Bóg > - to wiem, że mam przewalone, ale póki co narazie, nawet jeśli istnieje to > mogę go mieć głęboko, cieszyć się życiem i tym co mam. Eee, wcale tak nie musi być. Znów coś zakładasz. Być może chrześcijanie mają po prostu złego tripa, a Bóg najbardziej ceni sobie indywidualistów :). > Mogę Pisałem w kontekście logiki a nie wolnej woli. > - nawet jak nie wiem co tam jest to jeśli za wartościowe życie dają > karę to i tak teraz moge się tym nie przejmowaćn tu i teraz. Nie muszę > mieć racji zawsze - zadowalam się mając ją czasami. Zakładam tak bo mi > wygodnie. Masz na myśli rację czy poczucie racji? > No i co z tego? To że nie wiesz nic o "tam", i z tego tutułu każde założenie jest nonsensem, aczkolwiek snując przypuszczenia możesz akurta trafić. Jednak pewności nie będziesz miał. > Jak dla ciebie nie ma to twój post o tym dobitnie przeczy - to po > pierwsze. Absolutnie nie. Obudziłem się się i nabrałem ochoty na pogawędki egzystencjalne. Po prostu mi się nawinąłeś :). > Po drugie, jeśli jest Bóg to w mojej własnej wszechmocy tu i > teraz mam go "w głebokim poważaniu", zresztą uważam, że raczej go nie ma > właśnie dlatego, że nie widzę jego obecności na tym świecie, a to co tak > bardzo przekonywało np. św. Franciszka wydaje mi się cio najwyżej > panteistyczną wizją boga, który nie sądzi, bo moralne względy tego świata > on ma z kolei w głębokim poważaniu. Tak więc jestem albo agnostykiem z > nutką panteizmu - jeśli już, albo ateistą. I mogę być niemal pewny, że > któryś z tych modeli jest prawdziwy. Który - to z punktu widzenia moich > losów po śmierci nie ma az takiego znaczenia. Ja tam jestem ateistą. Czasem mój umysł dryfuje w kierunku agnostycyzmu. Generalnie zawsze byłem zainteresowany nurtami agnostyczno-ateistycznymi i nigdy nie ciągnęło mnie w kierunku Boga. Wolę satanizm czy buddyzm zen bo nie mam nic narzuconego z góry. > Jak mi to powie dostanie wójkiem ciętą ripostą - no bo i co mi będzie > zależeć. Jak go to nie interesuje, to jak mnie ma za to karać? Z nudów? ;> > Nie mogą cokolwiek ty byś o tym myślał - z moim charakterem nawet ukarany > przez wieczność będę bluźnił temu kto mnie ukarał :-P Jemu to nic nie zrobi, a Tobie nic nie da, no może poza satysfakcją która i tak zblednie szybko w wiecznym morzu ognia i siarki. To byłaby pozycja przegranego. |
|
Krasnolud [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-27 15:23:00 |
"Poeta lekarzem duszy" > Eee, wcale tak nie musi być. Znów coś zakładasz. Być może chrześcijanie > mają po prostu złego tripa, a Bóg najbardziej ceni sobie indywidualistów > :). Może i masz rację - skonfrontuję to z najbliższym tripem :-)))) > Masz na myśli rację czy poczucie racji? Mam na myśli rację. > To że nie wiesz nic o "tam", i z tego tutułu każde założenie jest > nonsensem, aczkolwiek snując przypuszczenia możesz akurta trafić. Jednak > pewności nie będziesz miał. To tylko znaczy, że dalej będę agnostykiem tak jak do tej pory, z odchyłem w stronę ateizmu bo uważam że tam nic nie ma. > Absolutnie nie. Obudziłem się się i nabrałem ochoty na pogawędki > egzystencjalne. Po prostu mi się nawinąłeś :). Heh, a już myślałem że będę nowym mesjaszem buuuu... ;-))) > Ja tam jestem ateistą. Czasem mój umysł dryfuje w kierunku agnostycyzmu. > Generalnie zawsze byłem zainteresowany nurtami agnostyczno-ateistycznymi i > nigdy nie ciągnęło mnie w kierunku Boga. Wolę satanizm czy buddyzm zen bo > nie mam nic narzuconego z góry. Mnie też nigdy do boga nie ciągnęło, bo panteizm u mnie to tak na serio materializm. Prawa boskie to prawa fizyczne - Czyli dokładnie tak jak jest. > Z nudów? ;> Ale jego nuda też nie interesuje, zresztą jakby mu się nudziło to by zaczął czytać książki w których go ludzie opisują :->>>> > Jemu to nic nie zrobi, a Tobie nic nie da, no może poza satysfakcją która > i tak zblednie szybko w wiecznym morzu ognia i siarki. To byłaby pozycja > przegranego. Do siarki staram się przyzwyczajać od maleńkości, a ogień uwielbiam :->>> |
|
Shogun [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-27 17:37:58 |
"Poeta lekarzem duszy" > Mam na myśli rację. Rację można mieć tylko wtedy gdy ma się zdanie zgodne z prawdą. > To tylko znaczy, że dalej będę agnostykiem tak jak do tej pory, z odchyłem > w stronę ateizmu bo uważam że tam nic nie ma. Agnostycyzm, swoją drogą, jest postawą wyrażającą niepewność :). > Ale jego nuda też nie interesuje, zresztą jakby mu się nudziło to by > zaczął czytać książki w których go ludzie opisują :->>>> Pewnie już to wie ;) > Do siarki staram się przyzwyczajać od maleńkości, a ogień uwielbiam > :->>> Tak, ale jak wszyscy, z daleka :> |
|
Krasnolud [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-28 16:15:00 |
"Poeta lekarzem duszy" > > Mam na myśli rację. > > Rację można mieć tylko wtedy gdy ma się zdanie zgodne z prawdą. Czasami mam zdanie zgodne z prawdą, nawet dość często. > Agnostycyzm, swoją drogą, jest postawą wyrażającą niepewność :). Dokładnie :-))))) > Pewnie już to wie ;) Ale czy zrozumiał? Np. taki dogmat Trójcy? :->>>>>> > Tak, ale jak wszyscy, z daleka :> Na dłuższą metę tak - poważnie szkodzi na cerę ;-))))) |
|
Eforiusz [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-22 14:12:08 |
"Poeta lekarzem duszy" > Też mi się wydaje, że pewne poezje mogłyby na mnie pozytywnie wpłynąć, > pomóc mi, ale też tak poprostu, a nie pisane na zamówienie. Stachura > kiedyś np. mnie wyciągnął z deprechy, ale innym razem w jeszcze większą > wpędził. Nie ma jednego modelu. Ja poprzestałem na kilku, można by rzec, sztandarowych poetach. Ale poezja mnie nie niszczyła. Bardziej muzyka. > Możliwe. Brak dowodów na życie po śmierci to tak naprawdę żaden dowód, że > go nie ma. Nie wierzę głównie dlatego, że wiara rodzi eskapizm, słabość i > nadzieję, która może być fałszywa. Jeśli po śmierci coś jest - to się miło > zaskoczę - miło, bo za wartościowe życie żadna kara mnie nie spotka, > cokolwiek Hesus by miał tu do powiedzenia :-> Dokładnie, nie napalam się, acz miło się mogę rozczarować. Póki co, jako żywy człowiek tylko domniemywam. Wiara jest jakby zasłonięciem zmysłów. Nasuwa odpowiedź, a samodzielne myślenie jest lżone karą. |
|
Krasnolud [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-22 14:19:43 |
"Poeta lekarzem duszy" > Ja poprzestałem na kilku, można by rzec, sztandarowych poetach. Ale poezja > mnie nie niszczyła. Bardziej muzyka. A mnie muzyka (i tu warto nadmienić, że o ciężkim graniu mówię) zawsze wprawia w dobry nastrój. Nawet najbardziej przygnębiające kawałki, co najwyżej współgrają z moimi odczuciami. Za to disco, hip-hop... grrrrr.... to mnie rozwala, denerwuje, wywołuje furię i agresję już po kilku minutach. |
|
Eforiusz [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-22 14:23:23 |
"Poeta lekarzem duszy" > A mnie muzyka (i tu warto nadmienić, że o ciężkim graniu mówię) zawsze > wprawia w dobry nastrój. Nawet najbardziej przygnębiające kawałki, co > najwyżej współgrają z moimi odczuciami. Za to disco, hip-hop... grrrrr.... > to mnie rozwala, denerwuje, wywołuje furię i agresję już po kilku > minutach. Widzisz, tu jest o tyle ciekawie, że utwory żle mi robiące są utworami nierzadko niezwiązanymi z moimi gustami muzycznymi. Być może (a na pewno w kilku przypadkach) związane jest to z słuchaniem (słyszeniem) ich w ciężkich chwilach, przez co ich ponowny odsłuch ropieje czymś do czego nie chcę wracać. |
|
Krasnolud [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-22 14:31:06 |
"Poeta lekarzem duszy" > Widzisz, tu jest o tyle ciekawie, że utwory żle mi robiące są utworami > nierzadko niezwiązanymi z moimi gustami muzycznymi. Być może (a na pewno w > kilku przypadkach) związane jest to z słuchaniem (słyszeniem) ich w > ciężkich chwilach, przez co ich ponowny odsłuch ropieje czymś do czego nie > chcę wracać. Ja to mam raczej w drugą stronę... są utwory, które cholernie pasują do pewnych stanów z mojego życia i mi je przypominają, ale one dają mi wybitnie pozytywne emocje. |
|
Xsion [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-11-27 18:55:24 |
"Poeta lekarzem duszy" > A mnie muzyka (i tu warto nadmienić, że o ciężkim graniu mówię) zawsze > wprawia w dobry nastrój. Nawet najbardziej przygnębiające kawałki, co > najwyżej współgrają z moimi odczuciami. Fakt. Nic taki nie poprawia nastroju jak zimny, norweski black. Nie wiem czemu ludzie dopatrują się w tym gatunku jakichś przygnębiających nut. Mnie tam zawsze wprawia w radosny, żeby nie rzec, euforyczny nastrój. W końcu co może być zabawniejszego niż goście, o głosach niczym jęk piły mechanicznej, śpiewający o tym , jak płyną drekkarem żeby wyssać krew z dziewic. |
|
Krasnolud [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-11-30 11:40:11 |
"Poeta lekarzem duszy" > Fakt. Nic taki nie poprawia nastroju jak zimny, norweski black. Na poprawę nastroju wolę jakieś przygnębiające duszenie kota, jak to kiedyś mój kumpel nazwał - My Dying Bride, Tristania, Anathema, Katatonia, Moonlight i moja miłość - Opera IX, albo zwyczajnie, kalsycznie - Kat. Black jest fajny jak dla mnie do nauki :-)))) |
|
Teufelin [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-11-30 17:42:46 |
"Poeta lekarzem duszy" > Na poprawę nastroju wolę jakieś przygnębiające duszenie kota, Dran! I sadysta! ;P |
|
Krasnolud [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-11-30 18:31:17 |
"Poeta lekarzem duszy" > Dran! I sadysta! ;P Dokładnie :-)))))) |
|
Xsion [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-11-30 13:28:17 |
"Poeta lekarzem duszy" > Na poprawę nastroju wolę jakieś przygnębiające duszenie kota, jak to > kiedyś mój kumpel nazwał - My Dying Bride, Tristania, Anathema, Katatonia, > Moonlight i moja miłość - Opera IX, albo zwyczajnie, kalsycznie - Kat. > Black jest fajny jak dla mnie do nauki :-)))) Mnie tam doom jakoś nigdy nie podchodzil. Dolowanie się to nie jest moje ulubione zajęcie. Choć, po prawdzie, to pewnie Ciebie też nie doluje:D Wlaśnie to jest fajne w tych ciężkich odmianach muzyki. Mimo, że postrzegane jako ponure i smutne, bawią i rozśmieszają , przynajmniej niektórych;) |
|
_flo_ ( resistance is futile ) Wysłano: 2005-10-22 22:33:14 |
"Poeta lekarzem duszy" > A zresztą jak sobie wyobrażę, że stoję na krawedzi wysokiego budynku i mi > nagle jakiś debil zaczyna duby smalone bredzić to bym się zwyczajnie na złość > rzucił bo by mnie inaczej chyba krew zalała... No właśnie - takie coś "stojącemu na krawędzi" może się wydać zwykłym pieprzeniem w bambus i tylko pogorszyć jego stan. > Jak > oni to niby zamierzają aplikować owym samobójcom? O, to jest bardzo dobre pytanie :) > Pewnie tak, tylko jak ktoś już się w tym stanie znalazł to nie jestem > pewny czy będzie chciał pisać wiersze pomagające innym. Musiałby z tego stanu pewnie najpierw wyjść. Ale podejrzewam, że jakby wyszedł, to raczej chciałby o tym zapomnieć, a nie rozgrzebywać. > Będę żył tyle ile będę > mógł robić coś konstruktywnego. Mam podobne odczucie - długość życia warunkuję (ostatecznie, o ile wcześniej coś się nie wydarzy - czy ze strony mojej, czy z zewnątrz) możnością samodzielnego zadbania o siebie (podstawowe czynności - mycie, ubieranie, jedzenie). |
|
Krasnolud [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-23 09:07:43 |
"Poeta lekarzem duszy" > No właśnie - takie coś "stojącemu na krawędzi" może się wydać zwykłym > pieprzeniem w bambus i tylko pogorszyć jego stan. Co gorsze - zo zwykle jest nic innego tylko pieprzenie o głupotach. No bo jak wiersz będzie opisywał stan umysłowy delikwenta - to go jeszcze bardziej dobije - skoczy, będzie mówił o ptaszkach i pszczółkach - delikwent sobie to porówna z gównem w swoim życiu - skoczy. Esz... Szkotom się chyba w głowach coś poprzewracało od chodzenia bez majtek. > Musiałby z tego stanu pewnie najpierw wyjść. Ale podejrzewam, że jakby > wyszedł, to raczej chciałby o tym zapomnieć, a nie rozgrzebywać. Normalna reakcja, ale Szkot jest twardkim nie mietkim :->>> > Mam podobne odczucie - długość życia warunkuję (ostatecznie, o ile > wcześniej coś się nie wydarzy - czy ze strony mojej, czy z zewnątrz) > możnością samodzielnego zadbania o siebie (podstawowe czynności - mycie, > ubieranie, jedzenie). Tak, ale dla mnie osobiście ważniejsza jest jasność umysłu. Gdybym kiedyś został jakimś naprawdę znaczącym autorytetem to chyba nawet gdybym jak Hawking wyglądał - dalej bym tworzył. |
|
Cień [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-23 15:40:42 |
"Poeta lekarzem duszy" > Ja w samobójstwie akurat nie widzę nic złego. Jak do tej pory nikogo od > tych myśli nie odwodziłem, a raczej zachęcałem. Każdy ma prawo wybrać > własną drogę. Co więcej, wiem, że chcę umrzeć i wiem, że moja śmierć > będzie poniekąd samobójcza (jeśli oczywiście wcześniej mnie np. auto nie > rozciapie...). Ale widzisz, Ty zakładasz samobójstwo jako element etosu życiowego. Żyjesz po prostu po swojemu, nie ma to istotnego związku z Twoim bezpośrednim samopoczuciem. Jednak przytłaczająca większość samobójstw wynika z zaburzeń psychiki - depresjii o róznej etiologii, schizofrenii albo po zażyciu substancji psychoaktywnych. Dwie pierwsze sytuacje to choroba, sklasyfikowana, opisana i mogaca być leczona. Stąd bezwarunkowe popieranie samobójstw uważam za co najmniej dyskusyjne. Kiedyś zamierzałem żyć gdzieś do 40 - ale mnie kobieta > ubłagała, bym nie zakładał tak ścisłej granicy. Glenn Benton mial się zabic jak skończy 30. Ale jakoś mu sie odwidziało. ;) Będę żył tyle ile będę > mógł robić coś konstruktywnego. Potem umrę - rzucając się w przepaść lub > od miecza - to drugie preferuję znacznie bardziej. "Najpiękniej umiera się na polu bitwy" :) i "Żyj > krótko, umrzyj młodo - zostaw po sobie dobre wspomnienia". Dlaczego zalezy Ci na dobrym wspomnieniu? |
|
Krasnolud [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-23 19:23:44 |
"Poeta lekarzem duszy" > Ale widzisz, Ty zakładasz samobójstwo jako element etosu życiowego. Żyjesz > po prostu po swojemu, nie ma to istotnego związku z Twoim bezpośrednim > samopoczuciem. > Jednak przytłaczająca większość samobójstw wynika z zaburzeń psychiki - > depresjii o róznej etiologii, schizofrenii albo po zażyciu substancji > psychoaktywnych. Tak, ale jednostki słabe i nieprzystosowane by się w ten sposób łatwo same eliminowąły z życia społecznego, zamiast zawracać głowę innym ludziom. Jak ktoś chce się zabić powinien mieć do tego prawo - zawsze i w każdych okolicznościach. A już największą paranoją jest ratowanie samobójców, którzy się nawet porządnie zabić nie umieją - partacze. > Będę żył tyle ile będę > > mógł robić coś konstruktywnego. Potem umrę - rzucając się w przepaść > lub > > od miecza - to drugie preferuję znacznie bardziej. > > "Najpiękniej umiera się na polu bitwy" :) Prawda, ale gdzie ja dziś będę po świecie jeździł bitew fajnych szukać? Chyba w Afryce tylko odbywa się to jeszcze czasem w tradycyjny sposób. > i "Żyj > > krótko, umrzyj młodo - zostaw po sobie dobre wspomnienia". > > Dlaczego zalezy Ci na dobrym wspomnieniu? Bo to jedyne co po mnie pozostanie. Mówiąc dobre mam na myśli wyraźne. Do momentu kiedy ono trwa, będę w pewien sposób nieśmiertelny. |
|
Cień [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-23 21:14:14 |
"Poeta lekarzem duszy" > Tak, ale jednostki słabe i nieprzystosowane by się w ten sposób łatwo same > eliminowąły z życia społecznego, zamiast zawracać głowę innym ludziom. Jak > ktoś chce się zabić powinien mieć do tego prawo - zawsze i w każdych > okolicznościach. A już największą paranoją jest ratowanie samobójców, > którzy się nawet porządnie zabić nie umieją - partacze. I po co ja sobię język strzępię? Chorych psychicznie też nie chesz ratować?Przecież tu nie chodzi o zwykle fanaberie rozwydrzonej nastolatki ale o poważne choroby, o podlożu organicznym. Równie dobrze można by nie ratować zawałowców. Też niech słabsze jednostki się wyeliminują. > Prawda, ale gdzie ja dziś będę po świecie jeździł bitew fajnych szukać? > Chyba w Afryce tylko odbywa się to jeszcze czasem w tradycyjny sposób. Myslałem, że mówisz "miecza" jako metaforę broni po prostu. Bo jesli chodzi o konflikty zbrojne to od zakończenia II WŚ nie było na Ziemii ani jednego dnia pokoju. Można się wykazać. :) > Bo to jedyne co po mnie pozostanie. Mówiąc dobre mam na myśli wyraźne. Do > momentu kiedy ono trwa, będę w pewien sposób nieśmiertelny. A jak będziesz martwy to co Ci po tej pamięci? Zresztą za kilkadziesiąt lat już i tak pamięc zaginie. A czymze to jest w perspektywie Wieczności? |
|
Krasnolud [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-23 22:56:40 |
"Poeta lekarzem duszy" > I po co ja sobię język strzępię? Chorych psychicznie też nie chesz > ratować?Przecież tu nie chodzi o zwykle fanaberie rozwydrzonej nastolatki > ale o poważne choroby, o podlożu organicznym. Równie dobrze można by nie > ratować zawałowców. Też niech słabsze jednostki się wyeliminują. A z czego się biorą choroby psychiczne? Ze słabości umysłu ot co. I mi nie chodzi o nastolatki i ich fanaberie - one akurat może jeszcze kiedyś dorosną. A wracając do chorych psychicznie - czy oni nie mogą samodzielnie wybrać swego losu, tylko dlatego, że myślą inaczej niż większość, która za chorych ich uznała? Podążając tą logiką - sataniści powinni być na siłę nawracani - przecież też myślą inaczej niż większość. Gość z zawałem nie wybiera, często nie może - dlatego powinno się go ratować - on zwykjle chce żyć. > Myslałem, że mówisz "miecza" jako metaforę broni po prostu. Bo jesli > chodzi o konflikty zbrojne to od zakończenia II WŚ nie było na Ziemii ani > jednego dnia pokoju. Można się wykazać. :) Nie lubię broni palnej :-((( To jest mój pech. > A jak będziesz martwy to co Ci po tej pamięci? Zresztą za kilkadziesiąt > lat już i tak pamięc zaginie. A czymze to jest w perspektywie > Wieczności? A czy wiesz kim był Juliusz Cezar? Jego pamięć nie zaginęła. Mnie pamięć na nic - zwyczajnie miła świadomość za życia, że będą o mnie pamiętać po śmierci. |
|
Cień [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-24 14:57:59 |
"Poeta lekarzem duszy" > A z czego się biorą choroby psychiczne? Etiologia jest bliżej nieznana. Objawy są wywołane zaburzeniami substancji przekaźnikowych i receptorów komórkowych w obszarze ośrodkowego układu nerwowego. Ze słabości umysłu ot co. Nie. Na schizofrenię możesz zachorować nawet Ty. Na kogo wypadnie na tego bęc. A wracając do chorych psychicznie - czy oni nie mogą samodzielnie > wybrać swego losu, tylko dlatego, że myślą inaczej niż większość, która za > chorych ich uznała? Nie zgadzam się z Tobą. Ty myślisz inaczej jak większość. Psychika chorych psychicznie nie działa prawidłowo, chorzy często miewają omamy, urojenia i zafałszowany obraz rzeczywistości. Podążając tą logiką - sataniści powinni być na siłę > nawracani - przecież też myślą inaczej niż większość. Nie. Jest róznica miedzy odmiennymi, uporządkowanymi poglądami, a rozkojarzonym i wielowątkowym tokiem myślenia schizofrenika. Podobnie chorzy na depresje, oniczesto chcą żyć, tylko niedobór serotoniny w takiej czy innej części mózgu, zamienia ich życie w jedno wielkie cierpienie. Gość z zawałem nie > wybiera, często nie może - dlatego powinno się go ratować - on zwykjle > chce żyć. Phi, 3/4 zawałowców sami zapracowali na swoją chorobę. Papierosy, brak ruchu i niezdrowa dieta - ot co. A większosć chorób psychicznych pojawia się niejako "bez powodu". |
|
Krasnolud [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-24 20:33:38 |
"Poeta lekarzem duszy" > > > A z czego się biorą choroby psychiczne? > > Etiologia jest bliżej nieznana. Objawy są wywołane zaburzeniami substancji > przekaźnikowych i receptorów komórkowych w obszarze ośrodkowego układu > nerwowego. > > Ze słabości umysłu ot co. Widzę, że się znasz jako tako na rzeczy - zajmujesz się tym? > Nie. Na schizofrenię możesz zachorować nawet Ty. Na kogo wypadnie na tego > bęc. Ale ta akurat często daje sporo ciekawych doświadczeń - czasem miewałem ochoty, by kiedyś w ten sposób świat postrzegać (ale bardziej na zasadzie kontrolowanej - chorym bym być nie chciał). > Nie zgadzam się z Tobą. Ty myślisz inaczej jak większość. Psychika chorych > psychicznie nie działa prawidłowo, chorzy często miewają omamy, urojenia i > zafałszowany obraz rzeczywistości. Z ich punktu widzenia to my się zachowujemy jak kretyni - percepcja to nasza rzeczywistość i nawet 2 zupełnie zdrowe osoby nie postrzegają świata identycznie. Tak naprawdę wszystko co sami poznajemy jest tylko subiektywnym obrazem danym nam przez nasze receptory - czucie, smak, wzrok, zapach. A może to my działamy nieprawidłowo - a oni są tymi wybranymi. W dawnych społeczeństwach to oni najczęściej byli szamanami. > Nie. Jest róznica miedzy odmiennymi, uporządkowanymi poglądami, a > rozkojarzonym i wielowątkowym tokiem myślenia schizofrenika. Podobnie > chorzy na depresje, oniczesto chcą żyć, tylko niedobór serotoniny w takiej > czy innej części mózgu, zamienia ich życie w jedno wielkie cierpienie. Hmm.... możesz to rozwinąć? Od tej strony nigdy na to nie patrzyłem. > Gość z zawałem nie > > wybiera, często nie może - dlatego powinno się go ratować - on > zwykjle > > chce żyć. > > Phi, 3/4 zawałowców sami zapracowali na swoją chorobę. Papierosy, brak > ruchu i niezdrowa dieta - ot co. A większosć chorób psychicznych pojawia > się niejako "bez powodu". Skąd ja wiedziałem, że to powiesz :-))) To prawda, że zawałowcy w pewien sposób zapracowują na własną chorobę - ale oni chcą żyć. Choroba psychiczna - fakt pojawia się bardziej niezależnie od woli osoby, ale jej czasem towarzyszy niechęć do życia - mi cały czas o to chodzi. |
|
Cień [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-25 17:39:15 |
"Poeta lekarzem duszy" > Widzę, że się znasz jako tako na rzeczy - zajmujesz się tym? Kiedyś chciałem być psychiatrą. ;) > Ale ta akurat często daje sporo ciekawych doświadczeń - czasem miewałem > ochoty, by kiedyś w ten sposób świat postrzegać (ale bardziej na zasadzie > kontrolowanej - chorym bym być nie chciał). To jest własnie ta róznica. Znajdujesz się w nierzeczywistym świecie i nic nie mozesz z tym zrobić. Polecam Ci film "piękny umysł" - niexle jest tam pokazana psychika chorego. > Z ich punktu widzenia to my się zachowujemy jak kretyni - percepcja to > nasza rzeczywistość i nawet 2 zupełnie zdrowe osoby nie postrzegają świata > identycznie. Tak, sprawia to problem terapeutyczny - często chorzy nie chcą uwierzyć, że jest z nimi coś nie tak. Tak naprawdę wszystko co sami poznajemy jest tylko > subiektywnym obrazem danym nam przez nasze receptory - czucie, smak, > wzrok, zapach. A może to my działamy nieprawidłowo - a oni są tymi > wybranymi. Ale są pewne ogólne normy postrzegania świata. Poza tym, ludzie w ciężkich przypadkach chorób psychicznych nie są zdolni do samodzielnej egzystencji, a to z punktu widzenia biologii chociażby normalne nie jest. Poza tym coraz większej ilości chorych mozna pomóc - znamy coraz lepsze leki, coraz więcej wiemy o pracy mózgu dzięki nieinwazyjnym metodom jego obserwacji in vivo. Kiedyś rozmawiałem z gościem, który tułał się po różnych egzorcystach, uzdrowicielach i innych cudakach. Polepszyło mu się dopiero - jak to sam ujął dowcipnie "kiedy dostałem podręcznikiem farmakoterapii po głowie" (gośc był z zawodu inżynierem chemii leków). W dawnych społeczeństwach to oni najczęściej byli szamanami. Tu nie chcę wchodzić na grząski grunt metafizyki, żeby koledzy i kolezanki ezoterycy się nie boczyli - ale szaman potrafi przynajmniej funkcjonować w dwóch światach.Tym wewnętrznym - swojej psychiki i zewnętrznym społecznym. Dla wielu chorych jest to niemożliwe. > Hmm.... możesz to rozwinąć? Od tej strony nigdy na to nie patrzyłem. Wiesz, każdy z nas ma czasem lepsze i gorsze dni. Czasem wstajesz lewą nogą, nic Ci nie idzie nie masz na nic ochoty. Możesz na siłę to przełamać, wiedząc że jutro czy za parę godzin chanda Ci przejdzie. Osoba z depresją endogenną (wynikającą z nieprawidłowości w pracy mózgu) nie dośc, że czuje się wiele gorzej, to jeszcze nie ma nadziei na poprawę. Na to czesto nakładają się stany lękowe. Nic dziwnego, że wielu z nich ucieka w śmierć bo tylko ona daje im ukojenie. > Skąd ja wiedziałem, że to powiesz :-))) To prawda, że zawałowcy w pewien > sposób zapracowują na własną chorobę - ale oni chcą żyć. Choroba > psychiczna - fakt pojawia się bardziej niezależnie od woli osoby, ale jej > czasem towarzyszy niechęć do życia - mi cały czas o to chodzi. Zgadzam się. Tu spór jest nieco dogmatyczny - społeczeństwo uznało, że jest pewien ogólny wzorzec zdrowia i do niego nalezy dobre samopoczucie miedzy innymi. Dlatego stara się leczyć ludzi (a jest to możliwe), gdyż jesli czyjeś życie ma zależeć od stężenia prostej substancji chemicznej w mózgu to chyba warto spóbowac. Tym bardziej, że zdanie to podzielają Ci chorzy, którym udało się pokonać chorobę. |
|
Krasnolud [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-25 19:04:05 |
"Poeta lekarzem duszy" > > Widzę, że się znasz jako tako na rzeczy - zajmujesz się tym? > > Kiedyś chciałem być psychiatrą. ;) A czym zostałeś? > To jest własnie ta róznica. Znajdujesz się w nierzeczywistym świecie i nic > nie mozesz z tym zrobić. Polecam Ci film "piękny umysł" - niexle jest tam > pokazana psychika chorego. Wiem, widziałem - ten film to jeden z powodów mojej wcześniejszej wypowiedzi. > Tak, sprawia to problem terapeutyczny - często chorzy nie chcą uwierzyć, > że jest z nimi coś nie tak. I ja się im nie dziwię. Trzeba zawierzyć komuś innemu bardziej niż samemu sobie... > Ale są pewne ogólne normy postrzegania świata. Poza tym, ludzie w ciężkich > przypadkach chorób psychicznych nie są zdolni do samodzielnej egzystencji, > a to z punktu widzenia biologii chociażby normalne nie jest. Fakt, ale nie wszystkie przypadki są ciężkie. Nawet w tych wszystkich kampaniach o depresji podkreślano, że możesz ją mieć i nie wiedzieć, że masz. Poza tym > coraz większej ilości chorych mozna pomóc - znamy coraz lepsze leki, coraz > więcej wiemy o pracy mózgu dzięki nieinwazyjnym metodom jego obserwacji in > vivo. Kiedyś rozmawiałem z gościem, który tułał się po różnych > egzorcystach, uzdrowicielach i innych cudakach. Polepszyło mu się dopiero > - jak to sam ujął dowcipnie "kiedy dostałem podręcznikiem farmakoterapii > po głowie" (gośc był z zawodu inżynierem chemii leków). :-))))) > W dawnych społeczeństwach to oni najczęściej byli szamanami. > > Tu nie chcę wchodzić na grząski grunt metafizyki, żeby koledzy i kolezanki > ezoterycy się nie boczyli - ale szaman potrafi przynajmniej funkcjonować w > dwóch światach.Tym wewnętrznym - swojej psychiki i zewnętrznym społecznym. > Dla wielu chorych jest to niemożliwe. To prawda - zresztą do szamanizmu zwykle preferowano tylko pewne typy zaburzeń, a nie wszystkie - gość z depresją raczej szamanem nie zostawał. > > Hmm.... możesz to rozwinąć? Od tej strony nigdy na to nie > patrzyłem. > > Wiesz, każdy z nas ma czasem lepsze i gorsze dni. Czasem wstajesz lewą > nogą, nic Ci nie idzie nie masz na nic ochoty. Możesz na siłę to > przełamać, wiedząc że jutro czy za parę godzin chanda Ci przejdzie. Osoba > z depresją endogenną (wynikającą z nieprawidłowości w pracy mózgu) nie > dośc, że czuje się wiele gorzej, to jeszcze nie ma nadziei na poprawę. Na > to czesto nakładają się stany lękowe. Nic dziwnego, że wielu z nich ucieka > w śmierć bo tylko ona daje im ukojenie. No i się pojawia pytanie - czy lepiej cierpieć, czy się zabić. I pytanie następne - czy oni chcą pomocy, terapii lekami. Ja bym raczej wolał ze sobą skończyć niż całe życie jechać na lekach tylko po to, aby się nie zabić. > Zgadzam się. Tu spór jest nieco dogmatyczny - społeczeństwo uznało, że > jest pewien ogólny wzorzec zdrowia i do niego nalezy dobre samopoczucie > miedzy innymi. Dlatego stara się leczyć ludzi (a jest to możliwe), gdyż > jesli czyjeś życie ma zależeć od stężenia prostej substancji chemicznej w > mózgu to chyba warto spóbowac. Tym bardziej, że zdanie to podzielają Ci > chorzy, którym udało się pokonać chorobę. No tak, ale ten entuzjazm może wynikać, nie z radości własnej, ale z projekcji radości otoczenia. Tak jak nowy członek sekty - cieszy się, że znalazł nową drogę, nowe światło itd. Stara się innych nawracać. Działa tu ten sam mechanizm. Kwestia techniczna - ale dość istotna. |
|
Maksymilian [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-21 22:10:58 |
"Poeta lekarzem duszy" nie sądzę, aby "poetą samobójców" miałby być ktoś kto nie znalazł > się nigdy w podobnym stanie, kto nie rozumie tego zjawiska duchowo. Stan w którym pojawiają sie myśli samobójcze wynika z osłabienia więzi jednostka - społeczeństwo albo maksymalnej intensyfikacji tej więzi . Jednostka czuje sie odrzucona lub osaczona . > Wiersze pisane przez niedoszłych samobójców to bogate żródło iformacji dla psychoterapeutów , w większości szpitali dla chorych psychicznie i nerwowo organizowane są zajęcia na których pacjenci wyrażaja się poprzez sztuke : malarstwo , rzeźba czy pisanie wierszy . Pomysł z lekarzem dusz - poeta który swoimi wierszami ma przywrócić u innych chęć życia nie jest niczym nowym :) , organizowane sa wystawy osób wychodzących z depresji , wystawy które zawieraja poszczególne etapy odnawiającej się chęci życia , powstaja wiersze które są zapisem poszczególnych etapów wychodzenia z choroby - mogą stanowic przedmiot identyfikacj chorego z innym człowiekiem . Pozdrawiam . |
|
Eforiusz [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-22 11:31:37 |
"Poeta lekarzem duszy" > Wiersze pisane przez niedoszłych samobójców to bogate żródło > iformacji dla psychoterapeutów , w większości szpitali dla chorych > psychicznie i nerwowo organizowane są zajęcia na których pacjenci wyrażaja > się poprzez sztuke : malarstwo , rzeźba czy pisanie wierszy . Pomysł z > lekarzem dusz - poeta który swoimi wierszami ma przywrócić u innych chęć > życia nie jest niczym nowym :) , organizowane sa wystawy osób wychodzących > z depresji , wystawy które zawieraja poszczególne etapy odnawiającej się > chęci życia , powstaja wiersze które są zapisem poszczególnych etapów > wychodzenia z choroby - mogą stanowic przedmiot identyfikacj chorego z > innym człowiekiem . Tak, ale takie wystawy są przydatne - zdaniem moim - lekarzom, bardziej niż chorym. Depresja i wszystkie związane z tym stany emocjonalne są tak zindywidualizowane, że ktoś nawet chcący dobrze, który wystawia swoje prace z krytycznego okresu może niektórym zaszkodzić. Nie wiadomo jak zareaguje ktoś kto czerpał siłę z wyrażania emocji w sposób wyjątkowy, a tu natknął się na coś bardzo podobnego. Niemniej jednak wielu innych może pragnąć spotkać coś "swojego". Terapia wyrażania własnych uczuć, które ktoś materializuje na płótnie, papierze, w glinie dla swojego oczyszczenia, czy też dla uzyskania potrzebnej mu pochwały - to bardzo dobrze. Pozdrawiam. |
|
Maksymilian [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-22 17:50:59 |
"Poeta lekarzem duszy" samobójcy czytający wiersze osób które wyszły z depresji powinny robić to na warsztatach , zajęciach grupowych , miałoby to naprawić /odbudować/ ich więzi społeczne , pozwolić zintegrować się z grupą , wszystko pod okiem specjalisty of course . Samobójcy kojarzą mi się z chrześcijanami - tymi ginącymi za wiarę - ze zboczeniem jakim jest konformizm ze ślepym , nadmiernym powiązaniem z grupa lub jej całkowitym odrzuceniem . Xianie ginąc za wiarę byli nadmiernie związani z grupą , nie wyobrażali sobie odrzucenia norm grupy . Przecież łatwo mogli się wykupić z walki na arenie - wyrzec się wiary :) Pozdrawiam . |
|
Eforiusz [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-22 18:59:12 |
"Poeta lekarzem duszy" Samobójcy kojarzą mi się z chrześcijanami - tymi > ginącymi za wiarę - ze zboczeniem jakim jest konformizm ze ślepym , > nadmiernym powiązaniem z grupa lub jej całkowitym odrzuceniem . Xianie > ginąc za wiarę byli nadmiernie związani z grupą , nie wyobrażali sobie > odrzucenia norm grupy . Przecież łatwo mogli się wykupić z walki na arenie > - wyrzec się wiary :) Samobójcy są ludźmi bez nadziei. Dla chrześcijan nadzieją jest Bóg. Chrześcijanie ginący za innych są wierni swoim ideałom, są konsekwentni w tym, co myślą, mówią i robią i wierzą w to, że ich postawa zostanie nagrodzona po śmierci. Oni - jak mówisz - "nie wyobrażali sobie odrzucenia norm grupy", norm którym świętowali stosowanie się. Nawet jeśli te normy mi nie odpowiadają i taka postawa wobec własnego życia również - doceniam ową konsekwencję i wierność. Niemniej jednak byli to ludzie pełni nadziei. Ci, których z grupy odrzucono zapewne nie byli tak wierni chrześcijaństwu albo mieli inne na nie spojrzenie. Samobójcy nie mają swojej idei, nie wierzą w pomyślne zakończenie, nie ma w nich krzty nadziei. Są sami nawet wewnątrz siebie. > Pozdrawiam . Ja również. |
|
Maksymilian [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-23 15:47:31 |
"Poeta lekarzem duszy" Efi na początek trochę Durkheima poczytaj :) . Już to pisałem - może nie czytałeś to powtórzę - otóż samobójstwo zmienia się w stosunku odwrotnym do integracji z grupą która jest za słaba ( i tylko ten rodzaj samobójstw zdajesz się dostrzegać ) lub za silna ( tutaj umyslnie podałem ten przykład z xianami) . Pozostawmy Twoja pełną emocji i wieloznaczności wypowiedź o xianach , bo czym jest nadzieja , miłość etc. :) ? Problem wiary wcale nie dotyczy Boga ale więzi społecznych , kagańca który zakładają ludzie ludziom , człowiek jest powiązany z innymi i większość z nas realizuje się wypełniając oczekiwania grupy , które staja się ich kręgosłupem . W Boga można przestać wierzyć by uwolnić się spod Jego wpływu , od wpływu społeczeństwa uwolnić się trudniej :) . |
|
Eforiusz [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-23 16:39:35 |
"Poeta lekarzem duszy" > > Efi na początek trochę Durkheima poczytaj :) Zwykłem opierać się na własnych przemyśleniach i doświadczeniu, rzadko cytuję innych. Jak znajdę czas, może przeczytam. . Już to pisałem - może nie > czytałeś to powtórzę - otóż samobójstwo zmienia się w stosunku odwrotnym > do integracji z grupą która jest za słaba ( i tylko ten rodzaj samobójstw > zdajesz się dostrzegać ) Nie, to Twój wywód, do którego się ustosunkowałem. lub za silna ( tutaj umyslnie podałem ten > przykład z xianami) . Pozostawmy Twoja pełną emocji i wieloznaczności > wypowiedź o xianach Jest tam zero emocji, a już na pewno mniej niż w Twojej wypowiedzi teraz. Wieloznaczności też tamże się nie dopatruję. , bo czym jest nadzieja , miłość etc. :) ? > Problem wiary wcale nie dotyczy Boga ale więzi społecznych Jakbym czytał LaVey'a. |
|
Maksymilian [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-23 18:38:28 |
"Poeta lekarzem duszy" > > Zwykłem opierać się na własnych przemyśleniach i doświadczeniu, rzadko > cytuję innych. Jak znajdę czas, może przeczytam. problem nie polega na tym - czy cytować ? tylko co cytowac i jak cytowaną myśl odnosimy do siebie > , bo czym jest nadzieja , miłość etc. :) ? > > Problem wiary wcale nie dotyczy Boga ale więzi społecznych > > Jakbym czytał LaVey'a. albo Homansa a z wspólczesnych Sztompke - coś w tym jest , może to , że nad faktami się nie dyskutuje :) Pozdrawiam . |
|
Eforiusz [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-23 18:48:46 |
"Poeta lekarzem duszy" > > Jakbym czytał LaVey'a. > > albo Homansa a z wspólczesnych Sztompke - coś w tym jest , może to , że > nad faktami się nie dyskutuje :) W przypadkach zindywidualizowanych zjawisk nie przyjmuję odgórnych faktów. > Pozdrawiam . Jako i ja. |
|
Maksymilian [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-24 18:20:06 |
"Poeta lekarzem duszy" > > W przypadkach zindywidualizowanych zjawisk nie przyjmuję odgórnych > faktów. > każde ja wynika z my - warto znać mechanizmy kształtujące jednostke , a w przypadku samobójców wywiad środowiskowy to podstawa jest . |
|
_flo_ ( resistance is futile ) Wysłano: 2005-10-22 22:25:56 |
"Poeta lekarzem duszy" > samobójcy czytający wiersze osób które wyszły z depresji powinny robić to > na warsztatach , zajęciach grupowych , miałoby to naprawić /odbudować/ ich > więzi społeczne , pozwolić zintegrować się z grupą , wszystko pod okiem > specjalisty of course . Aha... Tylko jest mały drobiazg - jak zmusić chorego do terapii? |
|
Maksymilian [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-23 16:05:06 |
"Poeta lekarzem duszy" u samobójców interakcje polegające na wymianie kar i nagród zostały zachwiane , jesli zaczniemy nagradzać jakieś zachowanie to jednostka je częściej podejmuje , jeśli jakiejś sytuacji bodźcowej towarzyszyła w przeszłości gratyfikacja to jednostka spróbuje podjąć ją ponownie takie podstawy psych społ :) istotnym będzie tutaj w jakim środowisku dorastała osoba by ustalić jaki rodzaj nagród stosować - to wszystko to punkt wyjścia . Pozdrawiam . |
|
_flo_ ( resistance is futile ) Wysłano: 2005-10-23 17:02:56 |
"Poeta lekarzem duszy" > u samobójców interakcje polegające na wymianie kar i nagród zostały > zachwiane , jesli zaczniemy nagradzać jakieś zachowanie to jednostka je > częściej podejmuje , jeśli jakiejś sytuacji bodźcowej towarzyszyła w > przeszłości gratyfikacja to jednostka spróbuje podjąć ją ponownie takie > podstawy psych społ :) istotnym będzie tutaj w jakim środowisku dorastała > osoba by ustalić jaki rodzaj nagród stosować - to wszystko to punkt > wyjścia . No dobrze... A co to ma wspólnego z moim pytaniem - czyli: "Jak zmusić chorego do terapii?"? |
|
Maksymilian [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-23 18:48:53 |
"Poeta lekarzem duszy" > > No dobrze... A co to ma wspólnego z moim pytaniem - czyli: "Jak zmusić > chorego do terapii?"? Pierwsza nagroda będzie początkiem terapii - coś ty się tak na to zmuszanie uparła :)? |
|
_flo_ ( resistance is futile ) Wysłano: 2005-10-23 22:40:43 |
"Poeta lekarzem duszy" > Pierwsza nagroda będzie początkiem terapii - coś ty się tak na to > zmuszanie uparła :)? Miałeś kiedyś bliższy kontakt z osobą w ciężkiej depresji? A poza tym - trzeba jakoś doprowadzić do pierwszej wizyty - człowiek w depresji może sam się na to nie zdecydować, a nie każdy ma rodzinę czy przyjaciół, którzy w porę zauważą problem i zachęcą do terapii. Często nawet najbliżsi nie zdają sobie sprawy ze stanu chorego. |
|
Maksymilian [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-24 18:05:45 |
"Poeta lekarzem duszy" > > Pierwsza nagroda będzie początkiem terapii - coś ty się tak na to > > zmuszanie uparła :)? > > Miałeś kiedyś bliższy kontakt z osobą w ciężkiej depresji? > > A poza tym - trzeba jakoś doprowadzić do pierwszej wizyty - człowiek w > depresji może sam się na to nie zdecydować, a nie każdy ma rodzinę czy > przyjaciół, którzy w porę zauważą problem i zachęcą do terapii. Często > nawet najbliżsi nie zdają sobie sprawy ze stanu chorego. Piszemy o takich osobach które targnely sie na życie , wiesz Ty możesz sobie zakładac że nikt z bliskich nie wiedział , tylko mówimy o sytuacji kiedy matka wchodzi do domu i widzi córke po 50 rolkach albo starego pod żyrandolem - udaje jej się zapobiec tragedii etc . takie osoby trafiają do szpitala . Myślisz ze po płukaniu żołądka są wypuszczani do domu ? |
|
_flo_ ( resistance is futile ) Wysłano: 2005-10-24 18:25:45 |
"Poeta lekarzem duszy" > Piszemy o takich osobach które targnely sie na życie , wiesz Ty możesz > sobie zakładac że nikt z bliskich nie wiedział , tylko mówimy o sytuacji > kiedy matka wchodzi do domu i widzi córke po 50 rolkach albo starego pod > żyrandolem - udaje jej się zapobiec tragedii etc . takie osoby trafiają do > szpitala . Myślisz ze po płukaniu żołądka są wypuszczani do domu ? > Czasem takie osoby nie są nawet w ogóle pilnowane, wiesz? Ja kilka godzin po płukaniu żołądka zostałąm położona w pustym gabinecie, po czym wyszłam sobie z niego, a potem z izby przyjęć i nikt mnie nawet nie zapytał, dokąd się wybieram. W szpitalach samobójców mają w d... |
|
Maksymilian [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-24 18:39:18 |
"Poeta lekarzem duszy" > Czasem takie osoby nie są nawet w ogóle pilnowane, wiesz? Ja kilka godzin > po płukaniu żołądka zostałąm położona w pustym gabinecie, po czym wyszłam > sobie z niego, a potem z izby przyjęć i nikt mnie nawet nie zapytał, dokąd > się wybieram. W szpitalach samobójców mają w d... i jak tu się nie wkurwić - nie ? widać szmalcu nie było a terapia kosztuje$$$$$ . |
|
Eforiusz [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-10-22 15:14:33 |
"Poeta lekarzem duszy" [Do przeczytania tekstu na stronie internetowej, której link zamieściłem potrzebny jest już kod dostępu, toteż zamieszczam cały ów tekst tutaj dla ciekawych informacji.] "P o e t a l e k a r z e m d u s z y* Szkocka akcja przeciwko samobójstwom Highlands, oszałamiająco piękny wyżynno-górski rejon Szkocji, od lat boryka się z najwyższym w Wielkiej Brytanii odsetkiem samobójstw - przede wszystkim wśród młodych mężczyzn. W ciągu najbliższych kilku tygodni zajmująca się rozwojem i promocją lokalnej kultury oraz sztuki organizacja HI-Arts zamierza wybrać poetę, który za 4 tysiące funtów napisze wiersze wspomagające walkę z tym dramatycznym zjawiskiem. Akcja jest częścią większego projektu, który ma prowadzić do zacieśnienia więzi między członkami społeczności lokalnej poprzez odczytywanie podczas warsztatów i w szkołach utworów napisanych na specjalne zamówienie, a dotyczących najważniejszych społecznych problemów regionu. Kierujący HI-Arts Robert Livingston wyjaśnia, że zmuszając współczesną poezję do zajęcia się ważnymi kwestiami społecznymi - jego agencja chciałaby pokazać, że poeci również dziś potrafią odgrywać znaczącą rolę w rzucaniu światła nawet na najciemniejsze i najbardziej bolesne problemy. Choć projekt ten może wydawać się przejawem zdesperowanej bezsilności, eksperci zajmujący się problemem samobójstw doceniają go, jak każde działanie prowokujące do otwartych rozmów. Wspólne czytanie wierszy o samobójstwach ma bowiem zachęcać młodych mężczyzn do mówienia o swoich uczuciach, ponieważ szkoccy "górale" idealnie wpisują się - jak twierdzą Szkotki i naukowcy - w stereotyp "macho". Pod wpływem presji środowiska i grupy koleżeńskiej młodzi chłopcy - a później dorastający i dorośli mężczyźni - starają się być "twardzielami", którym nie wypada rozmawiać z kolegami o swoich problemach. "Wybierzemy twórcę obdarzonego wyjątkowym talentem, który pomoże ludziom wejrzeć w głąb siebie" - zapewniają pracownicy HI-Arts. Ich przedsięwzięcie budzi jednak poważne kontrowersje. "Pomysł pisania wierszy o samobójstwach dowodzi braku wrażliwości na uczucia wielu rodzin, które zmagają się z bólem po utracie najbliższych" - uznała Mary Scanlon, zasiadająca w szkockim parlamencie jako przedstawicielka konserwatystów. Dodała, że otaczanie samobójstwa nimbem poetyckiego romantyzmu tylko je uatrakcyjnia. Liczba różnego rodzaju działań podejmowanych w ostatnich latach w Szkocji w celu zmniejszenia liczby samobójstw dowodzi, że nie wszyscy zgadzają się ze słowami Scalon, twierdzącej, iż "im więcej mówi się o samobójstwach, tym większe prawdopodobieństwo, że ludzie uznają je za dobry sposób rozwiązania problemów". Sekretarz utworzonej niedawno Suicide Awareness Group, organizacji uczącej rozpoznawania zachowań prowadzących do podjęcia próby samobójczej, stwierdziła jednak, że pieniądze wyasygnowane na wynagrodzenie dla poety lepiej byłoby przekazać instytucji charytatywnej, która bezpośrednio wspomaga osoby zagrożone. Zajmująca się zapobieganiem samobójstwom organizacja "Choose Life" ("Wybierz życie") uważa natomiast, że wsparcie należy się wszystkim przedsięwzięciom mającym szansę dotarcia do osób rozważających możliwość popełnienia samobójstwa. Za wyjaśnienie tajemnicy wysokiej liczby samobójstw w regionie Highlands przez długie lata służyła teoria mówiąca, że ludzie z całego kraju zjeżdżają się tam, żeby skończyć ze swoim życiem. Obalił ją opublikowany w 1999 roku raport przedstawiający dane z 20 lat. Okazało się wtedy, że winy nie ponosi większa niż przeciętna skłonność szkockich górali do podejmowania prób samobójczych - lecz ich większa skuteczność. W Highlands łatwo zaszyć się w takim miejscu, gdzie nikt samobójcy nie pośpieszy z pomocą. I gdzie dyskusja o tym, czy poezja leczy czy truje, nie ma już żadnego sensu." * tekst w całości pochodzi z artykułu pani redaktor Barbary Bialikiewicz zamieszczonego w Dzienniku Polskim nr 245 (18 647) ze środy, 19 X 2005. |
Ludowy Komisarz Zdrowia ostrzega: wszystkie materiały umieszczone na stronie są własnością autorów.
Kopiowanie i rozpowszechnianie może być przyczyną... Tylko spróbuj. My zajmiemy się resztą :>



















