| Satan.pl > Forum > Komentarze > | [ Zaloguj się ] [ Rejestracja ] |
| Transgresja 121 | Satanizm 387 | Komentarze 513 | Szkice 235 | TechnoPark 203 | FAQ 15 |
Archiwum: wiadomości z wybranego wątku archiwalnego
| Tematy | Autor | Data |
|---|
| Spis działów / Spis wątków archiwalnych / Nowy wątek |
|---|
| Autor | Temat wątku: |
|---|
|
Hast [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-08-25 21:31:30 |
Pierz mnie, brutalu!... Byłeś kiedyś w Afryce? W części zachodniej jest takie państewko, co się zowie Wybrzeże Kości Słoniowej, w nim miasteczko Abidżan, a w okolicy rzeka Banco – miejsce pracy fanico. Nazwa "fanico" pochodzi od dwóch słów – fani, co w języku diula znaczy tkanina, i ko – prać. Jak już się z pewnością domyśliłeś, fanico to pracz. Fanico pracuje od świtu do zmierzchu. Fanico pracuje codziennie – wyjątek stanowią 3 dni w roku. A jak wygląda dzień z życia fanico? Bladym świtem nasz stachanowiec wyprowadza z garażu swojej cacko – wózek ręczny, po czym pomyka po wszystkich swoich klientach, pokonując dystans nawet kilku kilometrów. Stacją końcową jest jego miejscóweczka nad wspomnianą wcześniej Banco. Tam ma swoją gigantyczną oponę wypełnioną kamieniami – każdy fanico ma swoją, opona jest nagrodą, symbolem przyjęcia do klanu praczy, po trzymiesięcznej nauce pod okiem doświadczonego fanico. W tej swojej oponie fanico rozpuszcza mydło z oleju palmowego i do końca dnia skrupulatnie pierze, żeby późnym wieczorem zwrócić czystą odzież i bieliznę klientowi. Fanico nigdy niczego nie gubi, nigdy nie myli klientów. Za jedną wypraną koszulę otrzymuje 7 centów. Nie wiem jak Tobie, ale mnie, po poznaniu zjawiska zwanego "fanico", nasuwa się jedna myśl – faceci (i z rzadka jakaś kobitka) nieźle zapierdalają. Nie skarżą się, chociaż całość egzystencji wypełnia im ciężka harówa za kiepskie pieniądze. Wychowanie w wyjątkowej etyce pracy, poszanowaniu nawet najmniejszej kwoty, szacunek dla klienta, profesjonalizm i dyscyplina – to broń masowego rażenia fanico, zbiór cech, które w innych realiach życiowych pozwoliłyby fanico odnieść wielki sukces i zdobyć olbrzymi prestiż. A jak z tym jest u Ciebie, przodowniku pracy? |
|
blekot ( degeneruch ) ![]() Wysłano: 2007-08-25 23:20:59 |
Pierz mnie, brutalu!... Na początek, świadom konsekwencji przyznam się, iż początkowo odczytałem temat jako: "Pieprz mnie brutalu!..." ;))) Ucieszyłem się - wreszcie jakieś "mięcho", a tu... Ale to nie jet zarzut. > Nie wiem jak Tobie, ale mnie, po poznaniu zjawiska zwanego "fanico", > nasuwa się jedna myśl – faceci (i z rzadka jakaś kobitka) nieźle > zapierdalają. Nie skarżą się, chociaż całość egzystencji wypełnia im > ciężka harówa za kiepskie pieniądze. Wychowanie w wyjątkowej etyce pracy, > poszanowaniu nawet najmniejszej kwoty, szacunek dla klienta, > profesjonalizm i dyscyplina – to broń masowego rażenia fanico, zbiór > cech, które w innych realiach życiowych pozwoliłyby fanico odnieść wielki > sukces i zdobyć olbrzymi prestiż. Powiem tak; wszelkie formy przymusowej aktywności zwane efemistycznie "pracą" napawają mnie niewypowiedzianą odrazą. Nie żyję by pracować tylko na odwrót. Narzędzie ( a za to właśnie uważam pracę) nie może być celem samym w sobie. To zbyt prymitywne, dobre co najwyżej na odwyku jak ktoś już ma kaszę zamiast mózgu. Żeby była jasność, jestem w stanie zrozumieć gdy ktoś wykonuje jakąś czynność bo sprawia mu to przyjemność. Jest to jego konik, hobby i jeszcze inni mu za to płacą - pełnia szczęścia, ale jeśli to był naprawdę wolny i świadomy wybór to nie jest już praca, a raczej realizowana pasja. Sęk w tym, iż oni po prostu nie mają wyboru, żyjąc w tych a nie innych warunkach jest to dla nich jedyna forma "awansu" (oczywiście w ichniejszej hierarchii) i zarobku. Dlatego się na to godzą. Jestem właściwie pewien, że każdy jeden mogąc bezkarnie leżeć "do góry wentylem" mając zapewniony godny byt i status nie zastanawiałby się zbyt długo. I nawet jeśli wybrałby jakąś formę aktywności, nie sądzę by toczenie opony z kamieniami było tą samodzielnie podjętą "pasją". Dla mnie to jedynie przykład jak okoliczności i domieszka wymuszonej ideoologii, by nie powiedzieć fanatyzmu ( bo czymże innym jest "Wychowanie w wyjątkowej etyce pracy, poszanowaniu nawet najmniejszej kwoty..." to wali na kilometr katolską retoryką) mogą wpuścić kogoś w kanał i banał. > A jak z tym jest u Ciebie, przodowniku pracy? To już chyba nie muszę dalej pisać ;))) |
|
Hast [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-08-26 14:36:06 |
Pierz mnie, brutalu!... > Nie żyję by pracować tylko > na odwrót. > Narzędzie ( a za to właśnie uważam pracę) nie może być celem samym w > sobie. Ja właśnie nabieram przekonania dokładnie odwrotnego - praca powinna być mocno satysfakcjonująca. I mam na myśli każdą pracę, a nie pogoń za tą jedną jedyną. Sposób w jaki pracujesz i jak myślisz o swojej pracy determinuje to czy praca jest dla Ciebie torturą czy względną przyjemnością. O! I odpowiedz mi, wolisz się w pracy torturować czy odczuwać przyjemność? > Jest to jego konik, > hobby i jeszcze inni mu za to płacą - pełnia szczęścia, ale jeśli to był > naprawdę wolny i świadomy wybór to nie jest już praca, a raczej > realizowana pasja. Ale te pojęcia się przecież nie kłócą - praca bywa pasją, ale to nie znaczy, że w momencie kiedy Ci się spodoba automatycznie odbierasz sobie prawo nazywania tego pracą, aye? > Sęk w tym, iż oni po prostu nie mają wyboru, żyjąc w tych a nie innych > warunkach jest to dla nich jedyna forma "awansu" (oczywiście w ichniejszej > hierarchii) i zarobku. Dlatego się na to godzą. First of all, wybór mają. Mogą usiąść pod drzewem, skulić się, wsadzić łeb między kolana i rzewnie zapłakać nad ciężkim losem Afrykańczyka. Mogą popaść w depresję, podciąć sobie żyły (ludzie w krajach "cywilizowanych" robią to ze znacznie bardziej błahych powodów), uciąć sobie w rozżaleniu nogę albo wsadzić w tyłek bambus. Ale ci, którzy się ogarniają, zamiast jak te pizdy patrzeć w niebo oczekując łaski boskiej, bo to przecież się nie godzi, taka niesprawiedliwość?, biorą swój los w swoje łapy. Konkludując - mają wybór, tylko słabe opcje, ale w całej swojej, powiedzmy, mądrości dokonując wyboru właściwego z mojego subiektywnego punktu widzenia, i co najważniejsze, w wyborze tym brak ostentacyjnego pozowania na pokrzywdzoną ofiarę losu. Szacunek im za to, że odnajdują się w kiepskich realiach. Nie odwracaj kota ogonem i nie odbieraj im tego szacunku twierdząc, że to kiepskie realia odnajdują ich. > Jestem właściwie pewien, że każdy jeden mogąc bezkarnie leżeć "do góry > wentylem" mając zapewniony godny byt i status nie zastanawiałby się zbyt > długo. Każdy jeden fanico, czy każdy jeden co do jednego? > "Wychowanie > w wyjątkowej etyce pracy, poszanowaniu nawet najmniejszej kwoty..." to > wali na kilometr katolską retoryką O nie, nie, nie, nie, nie. O nie, o nie. Jesteś w mylnym błędzie, to jest nieprawdziwa nieprawda. Z katolstwem ma to tyle wspólnego co nic, czyli nic. Nie produkuj na siłę dziwnych powiązań między teoriami egzystującymi w różnych płaszczyznach. Nie wątpię, że katolik ma swoje zdanie na temat etyki pracy, ale to jeszcze nie znaczy, że etyka pracy jest w jakimkolwiek stopniu splamiona brudem religii. > Dla mnie to jedynie przykład jak okoliczności i domieszka wymuszonej > ideoologii, by nie powiedzieć fanatyzmu mogą wpuścić kogoś w kanał i banał. Szczerze przyznam, że nie wiem co chciałeś mi przekazać w tym zdaniu. Ja w tym wszystkim nie widzę ani kanału ani banału, nie widzę też ideologii, a tym bardziej fanatyzmu. To, co ja przedstawiłem, to był opis zjawiska za pomocą moich subiektywnych odczuć. Nigdzie nie napisałem, że "fanico" to jakaś religia, teoria, ideologia czy światopogląd - oni się nie masturbują tym co robią ani nie dyskutują godzinami nad plusami i minusami swojego zajęcia czy o oficjalnym stosunku fanico do konfliktów militarnych i legalizacji marihuany. Ja najzwyczajniej w świecie napisałem o ludziach, którzy ciężko pracują. |
|
blekot ( degeneruch ) ![]() Wysłano: 2007-08-28 00:40:00 |
Pierz mnie, brutalu!... > Ja właśnie nabieram przekonania dokładnie odwrotnego - praca powinna być > mocno satysfakcjonująca. I mam na myśli każdą pracę, a nie pogoń za tą > jedną jedyną. Ja trzymam się innej zasady - ma być jak najmniej stresująca i jak najlepiej płatna. Czy warto gonić za tą jedyną? Do pewnego stopnia tak, ale czasami to niestety luksus na który nas nie stać. > Sposób w jaki pracujesz i jak myślisz o swojej pracy > determinuje to czy praca jest dla Ciebie torturą czy względną > przyjemnością. Ale sposób myślenia o niej nie jest ani jedynym, ani najważniejszym czynnikiem wpływającym na jej ocenę. A gdzie prestiż, satysfakcja duchowa i materialna, poziom generowanego stresu, nakład wysiłku psycho-fizycznego? Ok jest takie powiedzenie, że umysł ludzki to taki dziwny mechanizm, który potrafi zamienić niebo w piekło i na odwrót. Jednak zachowajmy zdrowy rozsądek, oczywistym chyba jest dla wszystkich, iż kopanie rowów nie da nigdy takiej satysfakcji jak np prowadzenie galerii sztuki. > O! I odpowiedz mi, wolisz się w pracy torturować czy > odczuwać przyjemność? Wolę w ogóle nie pracować ;) Wolę żyć swoimi pasjami. > Ale te pojęcia się przecież nie kłócą - praca bywa pasją, ale to nie > znaczy, że w momencie kiedy Ci się spodoba automatycznie odbierasz sobie > prawo nazywania tego pracą, aye? Kwestia nazewnictwa, ja po prostu uważam, że jeśli sprawia przyjemność to już nie jest praca, w ogóle to słowo (praca) ma dla mnie pejoratywny wydźwięk.. Kiedy poświęcasz się pasji nie liczysz nadgodzin ;))) > Szacunek im za to, że odnajdują się w kiepskich realiach. Nie odwracaj > kota ogonem i nie odbieraj im tego szacunku twierdząc, że to kiepskie > realia odnajdują ich. Tu się diametralnie różnimy w ocenie - szacunek należy się za bunt, radykalną formę zmiany własnej egzystencji, a nie za schylanie łba i uleganie okolicznościom. > Każdy jeden fanico, czy każdy jeden co do jednego? 99% ;))) > O nie, nie, nie, nie, nie. O nie, o nie. > Z katolstwem ma to tyle wspólnego co nic, czyli nic. Nie produkuj na siłę > dziwnych powiązań między teoriami egzystującymi w różnych płaszczyznach. I katolstwo nigdy nie namawiało do rezygnacji z buntu, posłuszeństwa, ciężkiej pracy bez względu na zapłatę mamiąc jakimiś bliżej nie określonymi "prezentami" w bliżej nie określonej "przyszłości"??? Przecież to klasyczny przepis na dymanie!!! > Nie wątpię, że katolik ma swoje zdanie na temat etyki pracy, ale to > jeszcze nie znaczy, że etyka pracy jest w jakimkolwiek stopniu splamiona > brudem religii. I to zupełny przypadek, iż w wielu religiach przewija się wątek - "bądź grzeczny i zapie....aj, a bóg cie wtedy pokocha"... Niestety, ale najbardziej rozpowszechnione rozumienie etyki pracy opiera się na poszanowaniu ale "klienta" a nie własnej godności, jest kupę trucia o wartości wychowawczej a strasznie mało o materialnej, w naszych drapieżnych czasach życie samo weryfikuje w wystarczającym stopniu, jeśli będziesz coś robił byle jak, produkował "badziew" nikt tego nie kupi bądź nie skorzysta z twoich usług i to nie ze względu na etykę. Jej miejsce jest prędzej na linii kontaktów personalnych w firmie, stosunków z kontrahentami itp. > Szczerze przyznam, że nie wiem co chciałeś mi przekazać w tym zdaniu. Ja w > tym wszystkim nie widzę ani kanału ani banału, nie widzę też ideologii, a > tym bardziej fanatyzmu. Nie wierzę. Nie widzisz kanału i banału w zapieprzaniu od rana do wieczora za marne grosze? A może dlatego, że nigdy w ten sposób nie umoczyłeś? Może jest to dla Ciebie czysto abstrakcyjne zagadnienie? > To, co ja przedstawiłem, to był opis zjawiska za > pomocą moich subiektywnych odczuć. Ok. > Nigdzie nie napisałem, że "fanico" to > jakaś religia, teoria, ideologia czy światopogląd Nie, to ja napisałem, odniosłem wrażenie, że interesuje Cie subiektywny punkt widzenia innych. Bo jeśli nie, to po co ten wątek? > oni się nie masturbują > tym co robią ani nie dyskutują godzinami nad plusami i minusami swojego > zajęcia czy o oficjalnym stosunku fanico do konfliktów militarnych i > legalizacji marihuany. I właśnie o to chodzi, iż powinni przeanalizować sytuację i zastanowić się.. > Ja najzwyczajniej w świecie napisałem o ludziach, > którzy ciężko pracują. Nie tak najzwyczajniej, wyczułem zauroczenie i podziw - określenia typu "wychowanie w wyjątkowej,etyce pracy", " poszanowanie nawet najmniejszej kwoty", "szacunek dla klienta", "profesjonalizm i dyscyplina" w Twoim opisie miały mocno sympatyzujące zabarwienie. |
|
Hast [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-08-28 16:00:17 |
Pierz mnie, brutalu!... > I katolstwo nigdy nie namawiało do rezygnacji z buntu, posłuszeństwa, > ciężkiej pracy bez względu na zapłatę mamiąc jakimiś bliżej nie > określonymi "prezentami" w bliżej nie określonej "przyszłości"??? I tu właśnie leży pies pogrzebany - fanico nikt nie namawia, on sam decyduje się na to, podjąwszy decyzje stosuje się do zasad - byłby nieuczciwy, gdyby się nie stosował, w końcu nikt go nie zmusza, to jego decyzja - i, co najistotniejsze, jest z wyboru zadowolony. Nie ma tu miejsca na bunt. To jak buntowanie się w Polsce na stanowisku barmana, że się dostaje małe napiwki. Tu też nie ma miejsca na bunt, sie nie podoba to won, się podoba - pracuj sobie dalej. Sam się decydujesz - jakie to dziecinne i żałosne by było, gdyby ktoś jednego dnia podjął decyzje świadomy konsekwencji, a następnego się zniesmaczył, zaczął utyskiwać i marudzić. Ja od samego początku nie piszę o wyzysku niewolniczym, tylko o zadowoleniu z pracy mimo ciężkiej harówy. Podam Ci inny przykład, czytałeś może "Dziedziczki" lub "Księżniczkę" Pilipiuka? Tam często przewijają się cieśle i budowlańcy kochający i szanujący swój fach, pracujący chętnie i chętnie rozwijający się w swojej dziedzinie. W całym moim wątku chodzi mi o dostrzeżenie takiej ciekawej postawy życiowej - antagonistycznej do Twojego podejścia, gdzie praca jest przykrą koniecznością - i zauważenie takiej ładnej cechy, którą jest pracowitość. > I to zupełny przypadek, iż w wielu religiach przewija się wątek - > "bądź grzeczny i zapie....aj, a bóg cie wtedy pokocha"... Ponownie, nie chodzi mi o torturowanie się w imię zasad i ideologii, ale z racji wychowania w szacunku do pracy robienie czegoś w zgodzie z sobą. > Nie, to ja napisałem, odniosłem wrażenie, że interesuje Cię subiektywny > punkt widzenia innych. Bo jeśli nie, to po co ten wątek? Owszem, interesuje mnie subiektywne zdanie. Na temat faktów. Nie interesuje mnie natomiast konfabulacja naokoło, dorabianie teorii tam gdzie jej nie ma i paranoiczne dostrzeganie wszędzie elementów katolickiej propagandy. > Nie tak najzwyczajniej, wyczułem zauroczenie i podziw > - określenia typu "wychowanie w wyjątkowej,etyce pracy", " poszanowanie > nawet najmniejszej kwoty", "szacunek dla klienta", "profesjonalizm i > dyscyplina" > w Twoim opisie miały mocno sympatyzujące zabarwienie. Zgadza się. Ja po prostu, najzwyczajniej, napisałem o moim podziwie dla pewnych postaw życiowych. Moim celem było naświetlenie tych cech, które uważam ładne i wspaniałe - i rzadkie. |
|
blekot ( degeneruch ) ![]() Wysłano: 2007-08-30 17:37:22 |
Pierz mnie, brutalu!... > Ja od samego początku nie piszę o wyzysku niewolniczym, tylko o > zadowoleniu z pracy mimo ciężkiej harówy. Podam Ci inny przykład, czytałeś > może "Dziedziczki" lub "Księżniczkę" Pilipiuka? Tam często przewijają się > cieśle i budowlańcy kochający i szanujący swój fach, pracujący chętnie i > chętnie rozwijający się w swojej dziedzinie. Pozwól, że ponowię swoje pytanie. Czy byłeś kiedyś zmuszony okolicznościami do ciężkiej, niewdzięcznej pracy za marne grosze? Przytrafiło Ci się coś takiego? Czy wiesz o czym mówisz? > Ponownie, nie chodzi mi o torturowanie się w imię zasad i ideologii, ale z > racji wychowania w szacunku do pracy robienie czegoś w zgodzie z sobą. Ale właśnie ten ślepy szacunek do pracy to wynik nabytych zasad i idei. Pytanie za 100 punktów, jakie instytucje najczęściej zajmuję się ich krzewieniem? > Owszem, interesuje mnie subiektywne zdanie. Na temat faktów. Nie > interesuje mnie natomiast konfabulacja naokoło, dorabianie teorii tam > gdzie jej nie ma Widzę, że rozmowa z merytorycznej przechodzi w bardziej emocjonalną. Jeśli wolisz taką konwencje.. Mam nadzieję, że będziesz pamiętał kto obniżył poprzeczkę. Ale wróćmy do tematu. Problem polega na tym, iż mogę zarzucić Ci dokładnie to samo :))) >i paranoiczne dostrzeganie wszędzie elementów katolickiej > propagandy. Wiesz co wywołuje taką paranoję? To, że muszę utrzymywać armię kościelnych urzędasów, że zmienia się nazwy ulic, szpitali itp. czcząc krzewicieli jedynie słusznej idei, że przełączając kanały w telewizji publicznej ciągle natykam się na jakiegoś klechę, że jedna religia uzurpuje sobie prawo do decydowania o całym społeczeństwie. I wywody o "kulcie pracy" na takim forum jak to. > Zgadza się. Ja po prostu, najzwyczajniej, napisałem o moim podziwie dla > pewnych postaw życiowych. Moim celem było naświetlenie tych cech, które > uważam ładne i wspaniałe - i rzadkie. Niech Ci będzie, temat był ok, dlatego między innymi na niego odpowiedziałem. Jednak późniejsze odpowiedzi w których nie dopuszczałeś innego rozumienia tego zagadnienia wywołują u mnie ostry sprzeciw. A argumenty typu "konfabulacja", "dorabianie teorii", "paranoiczne dostrzeganie" zdają się wykraczać poza ramy czegoś co można nazwać konstruktywną wymianą zdań. Co dalej? Może mamy zacząć się nawzajem bluzgać ku ogólnej uciesze? Bez sensu. |
|
Moouha [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-08-30 17:47:51 |
Pierz mnie, brutalu!... > To, że muszę utrzymywać armię kościelnych urzędasów, że zmienia się nazwy > ulic, szpitali itp. czcząc krzewicieli jedynie słusznej idei, że > przełączając kanały w telewizji publicznej ciągle natykam się na jakiegoś > klechę, że jedna religia uzurpuje sobie prawo do decydowania o całym > społeczeństwie. Wcale nie musisz, ja tego nie robie. Jesli tak bardzo uwiera cie ta "jedyna sluszna idea" , dlaczego niczego nie zrobisz? Wyraz swoj sprzeciw... |
|
blekot ( degeneruch ) ![]() Wysłano: 2007-08-30 18:06:08 |
Pierz mnie, brutalu!... > Wcale nie musisz, ja tego nie robie. > Jesli tak bardzo uwiera cie ta "jedyna sluszna idea" , dlaczego niczego > nie zrobisz? Wyraz swoj sprzeciw... Robię, robię ];> Z oczywistych względów nie mogę się pochwalić ;) |
|
Moouha [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-08-30 18:09:16 |
Pierz mnie, brutalu!... > Robię, robię ];> > Z oczywistych względów nie mogę się pochwalić ;) Skoro robisz to chyba nie ma na co narzekac... |
|
blekot ( degeneruch ) ![]() Wysłano: 2007-08-30 18:30:50 |
Pierz mnie, brutalu!... > Skoro robisz to chyba nie ma na co narzekac... Problem polega na tym, że muszę to robić "po cichu". Poza tym to zbyt mało by w realnym tępie wrócić do normalności. Ciągle poraża mnie, iż ludziom nie przeszkadza ten cały stan, nic z nim nie robią. Albo co najwyżej "popłaczą" w necie. I tyle ich aktywności.. |
|
Katera [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-08-31 14:03:37 |
Pierz mnie, brutalu!... > Czy byłeś kiedyś zmuszony > okolicznościami do ciężkiej, niewdzięcznej pracy za marne grosze? kto pracowal w szkole, to wie jak to jest ;) |
|
Hast [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-09-30 11:01:23 |
Pierz mnie, brutalu!... Osz fak, ten wątek jeszcze wisi... nie wierzę. > Pozwól, że ponowię swoje pytanie. Czy byłeś kiedyś zmuszony > okolicznościami do ciężkiej, niewdzięcznej pracy za marne grosze? > Przytrafiło Ci się coś takiego? > Czy wiesz o czym mówisz? Nie, nie byłem. A Ty? Jakie to ma znaczenie? Dzielę się spostrzeżeniami i pewną fascynacją na temat czegoś, o czym przeczytałe/zobaczyłem/usłyszałem. Jeżeli szlibyśmy dalej Twoim tropem, to powinniśmy zabronić wypowiadać się na temat filmu ludziom, którzy nie poznali filmu od strony zawodowej, i na temat muzyki wszystkim, którzy nie są czynnymi muzykami. Chłopie, ja po prostu chciałem pogadać. Nie knebluj mnie sofizmatami. > Ale właśnie ten ślepy szacunek do pracy to wynik nabytych zasad i idei. > Pytanie za 100 punktów, jakie instytucje najczęściej zajmuję się ich > krzewieniem? Nie ślepy, a raczej (jak ja to widzę) intuicyjny. Kościół też dużo mówi o miłości i szacunku bliźniego - to znaczy, że muszę być dla wszystkich skurwielem, bo inaczej stosuję się do nauk nielubianej istytucji? Proszę Cię... > Widzę, że rozmowa z merytorycznej przechodzi w bardziej emocjonalną. ??? Que? > Jeśli wolisz taką konwencje.. Mam nadzieję, że będziesz pamiętał kto > obniżył poprzeczkę. Demagog za dychę ;-) Żadnych emocji, bro, po prostu powiedziałem Ci czego oczekuję w odpwiedzi - rozmawiaj ze mną o tym, o czym ja zacząłem, a nie tak z lekka zahaczasz temat, ale nawijasz o czymś zupełnie innym. Ja mówiłem o pracowitości i zadowoleniu, a Ty o niewioli i cierpieniu - ale ja nie chciałem mówić o obozach pracy, tylko o fajnym klimacie w robocie. Masz to? ;-) > Wiesz co wywołuje taką paranoję? > (...) > wywody o "kulcie pracy" na takim forum jak to. To sorczan, nie? Do łba mi nie przyszło, że pogłębię Twoją paranoję. Ale my mamy najwyraźniej dwa różne obrazy swiata - w moim to sataniści są pracowici i ogarnięci, nie katolicy - bo ci z koleji w moim świecie to banda malkontentów i nierobów. Nie widzę nic niestosownego w zakładaniu watku wśród dorosłych ludzi na temat tego, jak wam się pracuje. > Jednak późniejsze odpowiedzi w których nie dopuszczałeś innego rozumienia > tego zagadnienia wywołują u mnie ostry sprzeciw. > A argumenty typu "konfabulacja", "dorabianie teorii", "paranoiczne > dostrzeganie" zdają się wykraczać poza ramy czegoś co można nazwać > konstruktywną wymianą zdań. A to niby dlaczego? Kiedy ktoś konfabuluje, dorabia teorie i paranoicznie dostrzega wszędzie wpływy kościoła, wytknięcie mu tego jest jak najbardziej konstruktywną krytyką i IMHO argumentem na miejscu. Problem pojawia się dopiero wtedy, kiedy niby oczekujemy komentarza, które może być krytyczny, a co!, ale reagujemy na niego fochem w stylu "dobra, dobra, ale pamiętaj potem, że to ty zacząłeś mi jechać, a nie ja tobie". No przecież nie będę Ci słodził jak się nie zgadzam, nie? ;-) > Co dalej? Może mamy zacząć się nawzajem > bluzgać ku ogólnej uciesze? Możemy spróbować, nie wiedzę w tym nic niestosownego ;-) |
|
blekot ( degeneruch ) ![]() Wysłano: 2007-09-30 19:01:53 |
Pierz mnie, brutalu!... > Nie, nie byłem. > > A Ty? > > Jakie to ma znaczenie? Takie, że Twoje spostrzeżenia są nieskalane wiedzą praktyczną. > Dzielę się spostrzeżeniami i pewną fascynacją na temat czegoś, o czym > przeczytałe/zobaczyłem/usłyszałem. A ja Ci wytykam to, że są czysto teoretyczne. > Jeżeli szlibyśmy dalej Twoim tropem, to powinniśmy zabronić wypowiadać się > na temat filmu ludziom, którzy nie poznali filmu od strony zawodowej, i na > temat muzyki wszystkim, którzy nie są czynnymi muzykami. I kto tu jest demagogiem za dychę? > Chłopie, ja po prostu chciałem pogadać. Nie knebluj mnie sofizmatami. Nieprawda, sposób w jaki redagujesz odpowiedzi dobitnie o tym świadczy. > Kościół też dużo mówi o miłości i szacunku bliźniego - to znaczy, że muszę > być dla wszystkich skurwielem, bo inaczej stosuję się do nauk nielubianej > istytucji? Proszę Cię... I kto tu posługuje się sofizmatami? > Żadnych emocji, bro, po prostu powiedziałem Ci czego oczekuję w odpwiedzi Najwyraźniej jest sporo emocji wynikających z Twojej urażonej dumy - jak ktoś śmiał się z Tobą niezgodzić ?!? > Nie widzę nic niestosownego w zakładaniu > watku wśród dorosłych ludzi na temat tego, jak wam się pracuje. Tu akutat się zgadzam. Popracuj tylko nad umiejętnością akceptacji odmiennych poglądów. > Kiedy ktoś konfabuluje, dorabia teorie... I nie zauważyłeś, że te określenia doskonale pasują do Twoich wywodów? > No przecież nie będę Ci słodził > jak się nie zgadzam, nie? ;-) Czyli jednak tylko udajesz, że nie rozumiesz ;-) > Możemy spróbować, nie wiedzę w tym nic niestosownego ;-) Pójdźmy dalej, żelazo do ręki i potyczka w realu ;p |
|
averit [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-08-27 14:30:40 |
Pierz mnie, brutalu!... > Nie wiem jak Tobie, ale mnie, po poznaniu zjawiska zwanego "fanico", > nasuwa się jedna myśl – faceci (i z rzadka jakaś kobitka) nieźle > zapierdalają. Nie skarżą się, chociaż całość egzystencji wypełnia im > ciężka harówa za kiepskie pieniądze. Wychowanie w wyjątkowej etyce pracy, > poszanowaniu nawet najmniejszej kwoty, szacunek dla klienta, > profesjonalizm i dyscyplina – to broń masowego rażenia fanico, zbiór > cech, które w innych realiach życiowych pozwoliłyby fanico odnieść wielki > sukces i zdobyć olbrzymi prestiż. W innych warunkach w/w szybko zorientował by się, że nie musi pracować lub może wypracowywać minimum, a w stosunku do swojej poprzedniej sytuacji żyć po królewsku. Mnie zainteresowało zjawisko bagdadzkiego dzieciaka, który haruje na targu ok trzeciej w nocy do dwudziestej za równowartość 3PLN. Co takiego robi? Pilnuje towaru, sprząta, pierze, robi za kuriera, myje naczynia, czyści buty, podciera tyłki i wszystko co jeszcze komu przyjdzie na myśl. Dla mnie to nie jest etos pracy, tylko wola przetrwania, ale co kto lubi. > A jak z tym jest u Ciebie, przodowniku pracy? Nie narzekam. ;) |
|
Lewiatan ( Śmieszny Czort ) ![]() Wysłano: 2007-08-27 19:52:38 |
Pierz mnie, brutalu!... Hmm... Wzbudziłeś we mnie głęboką refleksję... ekonomiczną... Czy tańsze byłoby użycie "fanico", czy pralki automatycznej? Może pralnie powinny się przerzucić na "fanico"? Szczerze powiedziawszy, jak dla mnie to całkowite odczłowieczenie. Można by to porównać do daleko posuniętego pracoholizmu, który można nie tak rzadko zauważyć, zwłaszcza w Polsce. Po za tym przypominają się wielkie fabryki w Ameryce za czasów wczesnego kapitalizmu i recesji. Czasem może nie ma wyboru i człowiek rzeczywiście robi to co musi. Nie mam pojęcia jaka tam panuje sytuacja (w Afryce), ale zastanawiam się czy rzeczywiście nie ma tam żadnego wyboru poza "fanico"? Może praca na roli? Zrobiłbym wszystko co bym mógł aby zajać się czymkolwiek innym, albo chociażby wyjechać z tej wioski gdziekolwiek, gdzie byłyby jakiekolwiek inne perspektywy. Albo bym nie zrobił, bo wychowując się w tamtych realiach nawet bym na to nie wpadł. Zastanawiam się czy próbowałbym przetrwać za wszelką cenę, nawet bycia "fanico"? Z drugiej strony, czy to nie przypomina pracy w niektórych hipermarketach? Ja ze swej strony powiem, że z własnego wyboru nie pracowałbym w pracy, w której panowałaby taka monotonia i człowiek nie miałby w ogóle życia prywatnego. Za żadne pieniądze. Jeżeli chodzi o mnie to wykonuję swoją pracę przede wszystkim solidnie i z profesjonalizmem. Szybkość jest na drugim miejscu. Praca którą wykonuję musi mieć sens. Bo jeżeli nie ma sensu, to jakość wykonania i szybkość spada do 0. Po za tym praca nie może być monotonna. Monotonia pracy powoduje, że wydajność też z deka mi przysiada. Nienawidzę poprawiać coś po innych. Praca powinna być płatna w stopniu, który mnie co najmniej satysfakcjonuje. Praca płantna poniżej poziomu satysfakcji spotyka się u mnie z totalnym olestwem. Pracy, przy której nie miałbym życia prywatnego, nie podjąłbym. Generalnie według mnie praca to tylko praca. Pewien element życia, ważny element, ale jeden z wielu. Zważywszy na to, że żyjemy w czasach w których mamy duży wybór, powinien to być element dobrze dopasowany do naszego życia. Nie powinniśmy natomiast dopasowywać całego naszego życa do pracy, albo pozwalać na to aby była ona jego jedynym elementem. Z drugiej strony, jak coś się nie układa z pozostałymi elementami życia to czasem satysfakcjonująca praca może być dobrą odskocznią od pozostałych elementów życia. |
|
Pokrakk [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-08-28 08:07:46 |
Pierz mnie, brutalu!... > A jak z tym jest u Ciebie, przodowniku pracy? Moglbym Ci opowiedziec o ludziach przepijajacych swe wyplaty lub przegrywajacych je na automatach. O ludziach pracujacych po szesnascie godzin na dobe wykonujacych jedna i te sama czynnosc na linii produkcyjnej. O ludziach zyjacych wylacznie z zaliczek. O tych, co do pracy podchodza ambicjnalnie dajac sobie wepchnac czyjes obowiazki w mysl zasady "a wlasnie ze dam rade". O takich, co smieja sie w twarz szefowi gdyz wiedza ze sa nietykalni jako pracownicy agenturalni. O tych, co pracuja kilka lat w miejscu gdzie po szescdziesiecioosobowym transporcie nowych pracownikow (tak - slowo transport prawidlowo Ci sie kojarzy, Hascie) po uplywie tygodnia pozostaje pietnascie osob a po trzech miesiach zaledwie dwie. I wierz mi - moglbym Ci opowiadac to godzinami. W tym wszytskim znalazlbys w koncu i mnie - pokraczna wypadkowa tej calej masy ludzkich losow. Gdzies tam po srodku, czasem troche z boku a czasem nawet ponad. Ujme to jednak tak - zapraszam do Skody. |
|
Hast [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-08-28 15:41:23 |
Pierz mnie, brutalu!... Co Ty, Pokrakk, w jakim obozie pracy zapieprzasz? Brzmi to wszystko jakbyś był ciężko niezadowolony z Twojej pracy. Nigdy wcześniej nie przemycałeś w swoich wypowiedział negatywnego stosunku do swojego zajęcia. Co Ty tam właściwie robisz? |
|
Pokrakk [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-09-03 11:10:14 |
A to Skoda... > Brzmi to wszystko jakbyś był ciężko niezadowolony z Twojej pracy. > Nigdy wcześniej nie przemycałeś w swoich wypowiedział negatywnego stosunku > do swojego zajęcia. > Ja - niezadowolony? No co ty. Czasem jedynie nieco zmeczony. Ale polecam - ta fabryka uczy, jak wyglada uczciwa praca - zero sciemniania, podpierania scian czy innych opierdalan sie. Pracujesz 7,5 godziny - naprawde pracujesz (to w koncu tasma produkcyjna) i za to Ci placa. Ci, co mysla sobie ze beda mogli co piec minut skakac na papieroska czy przychodzic do pracy by odpoczac na kacu - szybko stad uciekaja - stad zreszta moj wczesniejszy tekst o odpadaniu wiekszosci pracownikow po pierwszym tygodniu. Innymi slowy - praca jest znosna, dobrze platna (jak na prace nie wymagajaca ZADNYCH kwalifikacji) i w sumie akceptuje ja - jedynie czasem moj niesmak wzbudza grasujace tu i owdzie polactwo - tepie to jak moge a i tak sie pleni dziadostwo jedno ;-) > Co Ty tam właściwie robisz? Zdobywam doswiadczenie zawodowe? |
|
Moouha [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-09-04 16:28:44 |
A to Skoda... Serdecznie wspolczuje. Nie wyobrazam sobie pracy przy tasmie produkcyjnej. Od tego sa roboty albo chinczycy. Fakt, wychodzenie na papieroska co 5 minut to przesada, no ale co 15 to powinna byc norma ;-) |
|
ragnar [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-09-04 22:35:39 |
A to Skoda... > Serdecznie wspolczuje. Nie wyobrazam sobie pracy przy tasmie > produkcyjnej. Od tego sa roboty albo chinczycy. > Fakt, wychodzenie na papieroska co 5 minut to przesada, no ale co 15 to > powinna byc norma ;-) ale myslec chlopak nie musi podczas pracy:) moze snuc zboczone fantazje:) zwariowalbym przy tasmie... w pracy musi sie cos dziac. jak raz dziennie nie zwyzywam jakiegos kierowcy za to, ze zajechal mi droge czuje sie zle:) |
|
Moouha [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-09-04 23:04:37 |
A to Skoda... > ale myslec chlopak nie musi podczas pracy:) moze snuc zboczone > fantazje:) > zwariowalbym przy tasmie... w pracy musi sie cos dziac. jak raz dziennie > nie zwyzywam jakiegos kierowcy za to, ze zajechal mi droge czuje sie > zle:) U mnie w pracy nic sie nie dzieje, ale i tak jest ciekawie. Tez moge snuc zboczone wizje,ale staram sie tego nie robic, bo swoje wizje wprowadzam dosc czesto do swiata rzeczywistego a nie chce byc zboczencem. ;-) Praca MUSI byc przyjemna. A co robisz, jesli przez caly dzien nikt ci drogi nie zajedzie? |
|
ragnar [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-09-04 23:30:21 |
A to Skoda... > A co robisz, jesli przez caly dzien nikt ci drogi nie zajedzie? nie ma takiej mozliwosci. jestem kurierem. wiekszosc dnia spedzam na ulicach mojego miasta. |
|
Pokrakk [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-09-05 09:48:08 |
A to Skoda... > > Od tego sa roboty albo chinczycy. Sa i jedni i drudzy. Z przewaga tych drugich a scislej - Tajwanczykow ;-) > ale myslec chlopak nie musi podczas pracy:) moze snuc zboczone > fantazje:) Oj, ragnarze, oj, oj... Wiesz o mnie za duzo. > zwariowalbym przy tasmie... w pracy musi sie cos dziac. A tam - dzieje sie. Gdzies tak kolo czwartej rano przewaznie wpadam w swoisty trans - srubka, zaslepka, wkretak, gumka. Srubka, zaslepka, wkretak gumka. Srubka, zaslepka, wkretak gumka. Srubka, zaslepka, wkretak gumka. Srubka, zaslepka, wkretak gumka. Srubka, zaslepka, wkretak gumka. Srubka, zaslepka, wkretak gumka. I to przy rytmicznym stukaniu, bzyczeniu, syczeniu, pukaniu. Stukaniu, bzyczeniu, syczeniu, pukaniu. Stukaniu, bzyczeniu, syczeniu, pukaniu. Stukaniu, bzyczeniu, syczeniu, pukaniu. Stukaniu, bzyczeniu, syczeniu, pukaniu. Stukaniu, bzyczeniu, syczeniu, pukaniu. Jak na jakiejs imrezie techno. Polecam - i mowie to jak najbardziej serio. |
|
ragnar [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-08-28 09:10:55 |
Pierz mnie, brutalu!... > A jak z tym jest u Ciebie, przodowniku pracy? robie to co lubie. jak przestane to lubic to przestane to robic. mozliwosci mam wiele, gdyz zaliczylem juz kilka firm o skrajnie odmiennych branzach. uprawnienia tez mam rozne. dam sobie rade. zawsze robie tylko to za co mi placa, ale robie to dobrze. nie lubie odwalania fuszerki. nie wyrywam sie przed szereg:) |
|
Cień ( The Last Demon ) Wysłano: 2007-08-29 23:03:48 |
Pierz mnie, brutalu!... > A jak z tym jest u Ciebie, przodowniku pracy? *** Nie znoszę pracować. Po prostu mam tę przypadłość że nie znoszę robić rzeczy, które robić muszę. Jakby mi ktoś płacił za chlanie piwska, albo testowanie gier komputerowych to tez bym się krzywił na takie zajęcie. Traktuje więc pracę zawodową za haracz jaki sie płaci świat, by sie od ciebie odczepił. Owszem, rozumiem doskonale podejście wspomnianego pracza, ale on w takiej kulturze został wychowany, nie zna nic innego. Ja zaś jestem zbyt niespokojnym duchem na takie numery. :) |
|
BloodFire [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-08-30 01:57:45 |
Pierz mnie, brutalu!... A dziękować, nie narzekam :) Kocham swoją prace i szanuje. Zarobki które mam dzięki niej pozwalają mi na ten luksus, że ... żona nie musi pracować ;> |
|
Sirrush [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-08-31 09:30:17 |
Pierz mnie, brutalu!... > A jak z tym jest u Ciebie, przodowniku pracy? * Lubię swoją pracę, ale czasami, najzwyczajniej nie chce mi się nic w niej ruszyć. To taki umysłowy bunt, po nadmiernej eksploatacji. * W każdym razie, szanuję ludzi kompetentnych, wytrwałych i entuzjastycznie podchodzących do pracy. Praca w zespole specjalistów najlepszej klasy z doświadczeniem, które hamuje jednostkową głupotę i prywatny ekshibicjonizm -oto mój zawodowy model - ideał. Szkoda, że nieosiągalny.:] * Pozdro |
|
Myszołów [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-08-31 12:12:06 |
Pierz mnie, brutalu!... Zatracam się w pracy. Ogólnie lubię pracować, nienawidzę mieć zbyt dużo wolnego czasu. To co robię - robię od A do Z i się przykładam. I to owocuje - kolejnymi zleceniami, na przykład. ;) |
|
Katera [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-08-31 13:54:47 |
Pierz mnie, brutalu!... > A jak z tym jest u Ciebie, przodowniku pracy? wychowano mnie w poszanowaniu obowiazku. wiec jesli sie czegos podejmuje, to nie ma bata, zeby po chwili odpuscic. czesto takie podejscie dawalo mi w dupe, bo przez zbyt powaznie traktowana lojalnosc i obowiazkowosc ciagnelam wiele przedsiewziec, ktore dawno trzeba bylo kopnac w cholere. jestem pracoholikiem. szczegolnie, jesli praca umowliwia mi rozwoj i kontakt z ciekawymi ludzmi - nakreca mnie. potrafie sie w niej zatracic. potrafie tez poswiecic wiele dla pracy - ze zdrowiem i zyciem osobistym wlacznie ... niestety. problem pojawil sie, kiedy trafilam na 'prace wydojna' - pojebana dyrektorke i zapyziala placowke, ktora tylko zabierala czas, zycie, energie, gnojac i nie dajac nic wzamian. decyzja o odejsciu stamtad, to byla jedna z trudniejszych w moim zyciu, tym bardziej, ze wraz z odejsciem stamtad wyrzeklam sie stabilizacji ubezpieczeniowo-socjalnej :/ ale to byla dobra decyzja - wiem to juz, mimo, ze dopiero 2h temu odebralam swiadectwo pracy :) no bo wyobrazcie sobie pracoholika, ktory nienawidzi swojego miejsca pracy - po roku wypalenie zawodowe objawy ksiazkowe :] teraz robie to, co kocham i mam z pracy zajebista satysfakcje. no i kase - w koncu widze za co pracuje :) tylko ze ... ... mam za duzo czasu wolnego :( musze sobie wypelnic te 4h w poludnie, bo inaczej calkiem zgnusnieje :( |
|
Adunakhor [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-08-31 20:45:10 |
Pierz mnie, brutalu!... Od 1 lipca podjąłem pracę w miejscu, które nie spełnia moich oczekiwań ani pod względem ambicjonalnym ani finansowym. Podpisałem umowę (3 miechy) tylko dlatego, żeby robić cokolwiek i przeczekać do listopada kiedy to dostanę wymarzony etat w szpitalu (na razie pracuję w przychodni). Jestem nadpracoholikiem i tego mi potrzeba. Jeśli robić to tylko dobrze - może to niezbyt "zdrowe" dla psychiki ale nie wyobrażam sobie życia nie związanego z pracą. Ale może nie za 7 centów... Pozdrawiam. Adunakhor |
|
Leone [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-10-16 00:25:41 |
Pierz mnie, brutalu!... > A jak z tym jest u Ciebie, przodowniku pracy? nie lubię pracować. jest to dla mnie po prostu nudne. dlatego znalazłem sobie zajęcie, dzięki któremu mogę zarobić, a jednocześnie, jeśli nie mam ochoty, mogę leżeć i mieć wszystko gdzieś. jedynie wtedy, gdy zaczynam z kimś rywalizować pokazuje na co mnie stać. wtedy potrafię poświęcić wiele godzin i dni aby dopiąć swego. i to mi w zupełności wystarcza - świadomość że potrafię. |
|
linal [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-10-19 13:15:07 |
Pierz mnie, brutalu!... > Byłeś kiedyś w Afryce? Nie ;] > A jak z tym jest u Ciebie, przodowniku pracy? Zapierniczam w 2 firmach na 2 zmianach czyli dzień pracy trwa u mnie 16h (niby bo z reguły to jest 12h) Dlaczego tak sie nadwyrężam? Odpowiedz jest jasna jak słońce: 1. Praca daje mi mamone 2. Praca daje mi przyjemność 3. Praca daje mi bardzo dużo przyjemności ;] 4. Nienawidzę nic nierobienia - muszę coś robić - zawsze 5. Parę innych aspektów jak gromadka dobrych duszyczek które lubię w pracy torturować ;] |
|
arian [ nieaktywne ] Wysłano: 2007-11-04 12:51:01 |
Pierz mnie, brutalu!... > A jak z tym jest u Ciebie, przodowniku pracy? Nie rozumiem ludzi, którzy lubią pracować, szanują swojego szefa, starają się być mili dla kolegów, (chociaż ja staram się być, bo wtedy łatwiej z nimi wytrzymać). Nienawidzę dostawać wypłaty i kombinować, co zrobić żeby mi starczyło na to, co chce kupić i żebym jeszcze mógł kupić to, czego potrzebuje. Nienawidzę być zmuszanym do harowania za kogoś albo dla kogoś. Nienawidzę spłacać kredytów ani je zaciągać. Nie przepadam za ludźmi gotowymi do ciężkiej pracy za 7 centów (chyba, że pracowaliby dla mnie). Nie nawidzę ludzi zgrywających się na profesjonalistów wtedy, gdy nie jest to potrzebne albo takich, którzy zarabiają więcej ode mnie... Bo i po co? |
Ludowy Komisarz Zdrowia ostrzega: wszystkie materiały umieszczone na stronie są własnością autorów.
Kopiowanie i rozpowszechnianie może być przyczyną... Tylko spróbuj. My zajmiemy się resztą :>




















