Satan.pl > Forum > Komentarze >[ Zaloguj się ]   [ Rejestracja ]
Transgresja
121
Satanizm
387
Komentarze
513
Szkice
235
TechnoPark
203
FAQ
15

Archiwum: wiadomości z wybranego wątku archiwalnego

 TematyAutorData
 O neurotycznej milosci rodem z Witkacego...
Kostrzewska 2003-06-25 - 00:57:18
 gówno
Lectus 2003-06-27 - 12:55:25
 gówno
Sanguine 2003-06-28 - 11:49:43
 gówno i sztuka
Kostrzewska 2003-06-27 - 20:48:41
 O neurotycznej milosci rodem z Witkacego...
Sanguine 2003-06-25 - 15:38:26
 O neurotycznej milosci
Kostrzewska 2003-06-25 - 16:27:38
 O neurotycznej przyjemności
Sanguine 2003-06-25 - 16:41:26
 O neurotycznej przyjemności
Karasu 2003-06-26 - 12:24:47
 O neurotycznej milosci
Karasu 2003-06-26 - 12:09:18
 O neurotycznej milosci rodem z Witkacego...
Karasu 2003-06-26 - 12:19:02
 O neurotycznej milosci rodem z Witkacego...
Sanguine 2003-06-26 - 12:20:48
 O neurotycznej milosci rodem z Witkacego...
Karasu 2003-06-26 - 12:28:12
 O neurotycznej milosci rodem z Witkacego...
Sanguine 2003-06-26 - 12:30:09
 O neurotycznej milosci rodem z Witkacego...
Karasu 2003-06-26 - 12:39:54
 Kompleks kompleksów
Sanguine 2003-06-26 - 10:42:20
 Kompleks
Kostrzewska 2003-06-26 - 11:18:45
 Kompleks
Sanguine 2003-06-26 - 11:39:02
 Kompleksy i ich brak
Kostrzewska 2003-06-26 - 12:05:33
 Kompleksy i ich brak-EOT
Sanguine 2003-06-26 - 12:14:47
 O problemie naszych czasów - Miłość i Strach
Nadah 2003-06-25 - 02:01:35
  Miłość i Strach ?
Kostrzewska 2003-06-25 - 02:38:30
 Miłość, bez Strachu, raz proszę... z agrestem
Nadah 2003-06-25 - 10:30:35
 Miłość, bez Strachu, raz proszę... z agrestem
Karasu 2003-06-25 - 11:39:21
 Agrestowe odwzajemnianie i destrukcja
Nadah 2003-06-25 - 16:25:54
 Agrestowe odwzajemnianie i destrukcja
Neph 2003-06-26 - 12:01:02
 Mój Cień - Tyler Dryden... i gdzie tu miłość :)
Nadah 2003-06-26 - 14:29:35
 Mój Cień - Tyler Dryden... i gdzie tu miłość :)
Neph 2003-06-26 - 16:37:11
 Marla
Nadah 2003-06-26 - 19:56:27
 Marla
Neph 2003-06-26 - 21:50:41
 Agrestowe odwzajemnianie i destrukcja
Karasu 2003-06-26 - 11:42:25
  Miłość i Strach ?
Karasu 2003-06-25 - 11:30:42
  Miłość i Strach ?
Nadah 2003-06-25 - 22:38:33
  Miłość i Strach ?
Karasu 2003-06-26 - 11:50:12
 O neurotycznej milosci rodem z Witkacego...
Neph 2003-06-25 - 09:14:23
 O neurotycznej milosci rodem z Witkacego...
Sanguine 2003-06-25 - 15:25:11
 O neurotycznej milosci rodem z Witkacego...
Neph 2003-06-25 - 17:28:44
 O neurotycznej milosci rodem z Witkacego...
Sanguine 2003-06-25 - 17:46:49
 O eksperymentowaniu
Karasu 2003-06-26 - 12:51:48
 O eksperymentowaniu
Neph 2003-06-26 - 13:10:52
 O eksperymentowaniu
Karasu 2003-06-26 - 13:35:40
 O neurotycznej milosci rodem z Witkacego...
Karasu 2003-06-25 - 11:46:31
 "like an animal"
Kostrzewska 2003-06-25 - 15:10:55
 O neurotycznej milosci rodem z Witkacego...
Karasu 2003-06-25 - 11:12:36
 O neurotycznej milosci rodem z Witkacego...
Dynos 2003-06-25 - 17:02:35
 oto prawda o mnie...
Katera 2003-06-25 - 22:51:48
 oto prawda o mnie...
Karasu 2003-06-26 - 12:02:53
 oto prawda o mnie...
Katera 2003-06-26 - 18:20:57
 oto prawda o mnie...
Karasu 2003-06-26 - 21:47:26
 oto prawda o mnie...
Katera 2003-06-26 - 22:19:34
 O jednostronnym ŁUPS
Locutus 2003-06-26 - 23:43:59
 O jednostronnym ŁUPS
Katera 2003-06-27 - 13:46:34
 O jednostronnym ŁUPS
Visenna 2003-06-30 - 19:07:30
 o przywiazaniu i uwiazaniu
Kostrzewska 2003-07-01 - 22:29:45
 o przywiazaniu i uwiazaniu
Visenna 2003-07-02 - 21:38:57
 i braku wiezi
Kostrzewska 2003-07-02 - 21:56:03
 O jednostronnym ŁUPS
Katera 2003-06-30 - 20:43:38
 O jednostronnym ŁUPS
Karasu 2003-07-01 - 19:14:05
 O jednostronnym ŁUPS
Karasu 2003-07-01 - 19:09:59
 O jednostronnym ŁUPS
Visenna 2003-07-02 - 22:21:24
 O jednostronnym ŁUPS
Karasu 2003-07-03 - 00:48:54
 O jednostronnym ŁUPS
Visenna 2003-07-03 - 02:58:16
 O jednostronnym ŁUPS
Karasu 2003-07-03 - 18:21:54
 O jednostronnym ŁUPS
Locutus 2003-06-27 - 14:29:38
 O jednostronnym ŁUPS
Katera 2003-06-27 - 18:14:41
 O jednostronnym ŁUPS
Visenna 2003-06-30 - 19:12:26
 O jednostronnym ŁUPS
Karasu 2003-07-01 - 19:17:09
 O jednostronnym ŁUPS
Visenna 2003-07-02 - 22:25:55
 O jednostronnym ŁUPS
Locutus 2003-06-27 - 18:28:04
 O jednostronnym ŁUPS
Katera 2003-06-27 - 22:11:51
 W zastepstwie
Kostrzewska 2003-06-28 - 00:07:13
 W zastepstwie
Karasu 2003-06-28 - 15:21:44
 W zastepstwie
Katera 2003-06-28 - 18:10:47
 nie ma pewnosci?
Kostrzewska 2003-06-28 - 20:17:42
 nie ma pewnosci?
Katera 2003-06-28 - 21:51:06
 "nie ma nic..."
Kostrzewska 2003-06-28 - 22:30:45
 "nie ma nic..."
Katera 2003-06-29 - 10:20:03
 nic
Kostrzewska 2003-06-29 - 10:25:43
 nie ma pewnosci?
Karasu 2003-06-30 - 15:09:27
  pewnosc
Kostrzewska 2003-06-30 - 16:31:50
  pewnosc
Karasu 2003-06-30 - 19:39:31
 O jednostronnym ŁUPS
Locutus 2003-06-29 - 00:27:07
 O jednostronnym ŁUPS
Katera 2003-06-29 - 10:21:04
 O jednostronnym ŁUPS
Karasu 2003-06-28 - 15:18:20
 O jednostronnym ŁUPS
Visenna 2003-06-30 - 19:25:27
 O jednostronnym ŁUPS
Karasu 2003-07-01 - 19:05:08
 O jednostronnym ŁUPS
Visenna 2003-07-02 - 22:01:37
 O jednostronnym ŁUPS
Karasu 2003-07-03 - 00:38:49
 O jednostronnym ŁUPS
Visenna 2003-07-03 - 03:25:29
 O jednostronnym ŁUPS
Karasu 2003-07-03 - 18:56:33
 O jednostronnym PLASK w policzek
Kostrzewska 2003-06-29 - 00:46:24
 O jednostronnym PLASK w policzek
Karasu 2003-06-30 - 15:01:24
 O jednostronnym kopie w tylek
Kostrzewska 2003-06-30 - 16:20:32
 O jednostronnym kopie w tylek
Karasu 2003-06-30 - 19:21:53
 O jednostronnym PLASK w policzek
Sanguine 2003-06-29 - 15:56:09
  PLASK w policzek
Kostrzewska 2003-06-29 - 16:10:33
  PLASK w policzek
Sanguine 2003-06-29 - 17:07:45
  PLASK w policzek
Kostrzewska 2003-06-29 - 17:54:56
  PLASK w policzek
Neph 2003-06-29 - 20:32:34
  PLASK w policzek
Sanguine 2003-06-30 - 11:17:47
 O jednostronnym ŁUPS
Locutus 2003-06-29 - 00:31:19
  ŁUPS
Kostrzewska 2003-06-29 - 00:52:54
  ŁUPS
Locutus 2003-06-29 - 01:07:33
 milosc?
Kostrzewska 2003-06-29 - 08:57:01
 milosc?
Locutus 2003-06-30 - 00:23:18
 milosc...
Kostrzewska 2003-06-30 - 00:41:27
  ŁUPS
Karasu 2003-06-30 - 15:17:34
 O jednostronnym ŁUPS
Karasu 2003-06-27 - 15:15:01
 O jednostronnym ŁUPS
Locutus 2003-06-27 - 16:22:58
 O jednostronnym ŁUPS
Karasu 2003-06-28 - 15:25:37
 O jednostronnym ŁUPS
Locutus 2003-06-29 - 00:30:12
 oto prawda o mnie...
Karasu 2003-06-27 - 02:06:51
 oto prawda o mnie...
Katera 2003-06-27 - 13:45:01
Spis działów / Spis wątków archiwalnych / Nowy wątek
 AutorTemat wątku:
Kostrzewska
[ nieaktywne ]


zdjecie

Wysłano:
2003-06-25
00:57:18

O neurotycznej milosci rodem z Witkacego...
...i nie chodzi tu bynajmniej o talent literacki co przyzna wielu jest zaden jesli chodzi o http://nowa-krew.art.pl/mal.html a jednak jest w tym cos fascynujacego co sprawia ze chce sie czytac i sprawia ze nie dosc ze przeczytalam, podeslalam kilku osobom to jeszcze kilka wieczorow spedzilam na przemysleniach.  

Jak pisze autorka jest to powiesc. A czyta sie jak blog. Wszystko obraca sie wokol jednego, milosci autorki do faceta, pojawia sie tam tez watek quasi-lesbijski ktorego jednak pozwolilam sobie nie wziac pod uwage ze wzgledu na niejasne intencje autorki.  

Ale dosc o tym JAK.  

O ile forma literacka "Torture" pozostawia wiele do zyczenia (grafomanstwo chwilami az bije po oczach) o tyle pod wzgledem przekazu (nawet jesli czasem kulawego) sa fascynujace.  

Krew pisala kiedys o tym ze lubi byc w centrum uwagi, wzbudzac emocje etc. Jesli chodzi o mnie, udalo jej sie.  

Czytajac "Torture" zastanawialam sie jak to jest kochac TAK . Okreslac sie na drugiej osobie, bez niej nie istniec.  

"Codziennie obsesyjnie myślę o samobójstwie. Kiedy jego nie ma blisko mnie, stapiam się , płaczę tak mocno, że nie rozróżniam już kolorów, trzęsę się jak w gorączce." i jeszcze "Histeryczny płacz miesza się z obłędnym śmiechem, tracę zmysły, tracę poczucie czasu i sens oddychania. Unikam światła, spokojnie leżę, albo polewam się bardzo gorącą wodą nucąc kołysanki i wyobrażam sobie, że nie wyszłam z brzucha mamy." i perelka "pusta paczka po papierosach staje się pudełkiem na skarby.".  

I mimo ze taka milosc fascynuje to mnie mierzi mysl o tym ze w milosci mozna zatracic siebie. Nie poswiecic (choc to tez w pewnym stopniu) ale rozplynac. Paradoksalnie, moim zdaniem, takie silne uczucie nie tylko nie wplywa na Krew destrukcyjnie ale jeszcze ja buduje...  

Jeden ze znajomych stwierdzil ze Krew jest zakompleksiona, ma niskie poczucie wartosci i dlatego czuje sie bezpiecznie przy ideale jakim wedlug niej jest Tortura. Nie wiem, nie interesuja mnie motywy. Interesuje mnie sam fakt.  

Czytales? Nie? Przeczytaj. Napisz co myslisz.  

Umialbys tak kochac? A moze tak kochasz?  

Ja nie umialabym, mnie wlacza sie instynkt samozachowawczy, za bardzo kocham siebie zeby sie soba podzielic, zeby sie rozplynac w uczuciu w specyficzny dla Krwi sposob.  




"Nie chcę ludzi. Chcę zamknąć Cię w klatce. To dlatego czasem musisz uciec ode mnie i nie odzywać się chociaż kilka godzin. Wiem o tym i wtedy rozpaczam, choruję. Muszę mieć z Tobą ciągłą łączność. Ta bliskość ma nas przerażać."



spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Lectus
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-27
12:55:25

gówno
> ...i nie chodzi tu bynajmniej o talent literacki co przyzna wielu jest  
> zaden jesli chodzi o http://nowa-krew.art.pl/mal.html a jednak jest w tym  
> cos fascynujacego co sprawia ze chce sie czytac i sprawia ze nie dosc ze  
> przeczytalam, podeslalam kilku osobom to jeszcze kilka wieczorow spedzilam  
> na przemysleniach.  

Jezus, Kosa, nudzi Ci sie?? Zagłebiając sie w twórczosci wielce szanownej panny Miesieczki, jej facia oraz w jej zamiłowanie do własnej pseudosztuki czyli patetycznie mroczno-tajemniczych  wypocin, dostrzegłem ze jestem w przdszkolu poezji. Na stronie nie znalazłem nic co skoniłoby Mnie do ambitniejszych przemyślen niz rozmyslanie nad praktyką grzebania se paznokciem w nosie i w dupie na zmiane. Jedyne co jest tam fajne,  
to adres url.  


pzdr
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Sanguine
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-28
11:49:43

gówno
>  Zagłebiając sie w twórczosci wielce szanownej  
> panny Miesieczki, jej facia oraz w jej zamiłowanie do własnej pseudosztuki  
> czyli patetycznie mroczno-tajemniczych  wypocin, dostrzegłem ze jestem w  
> przdszkolu poezji.  

Dziękuję za komplement-od osoby Twojego pokroju,o Twojej wiedzy i znajomości Literatury,Poezji  i w ogóle Sztuki-to ogromnie miłe słowa.Czuję się zaszczycona.

>Na stronie nie znalazłem nic co skoniłoby Mnie do  
> ambitniejszych przemyślen niz rozmyslanie nad praktyką grzebania se  
> paznokciem w nosie i w dupie na zmiane.  

Odetchnęłam z ulgą...

Krew
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Kostrzewska
[ nieaktywne ]


zdjecie

Wysłano:
2003-06-27
20:48:41

gówno i sztuka

> Jezus, Kosa, nudzi Ci sie?? Zagłebiając sie w twórczosci wielce szanownej  
> panny Miesieczki, jej facia oraz w jej zamiłowanie do własnej pseudosztuki  
> czyli patetycznie mroczno-tajemniczych  wypocin, dostrzegłem ze jestem w  
> przdszkolu poezji.

Bo sie nie znasz. Rozpatrujesz poezje i sztuke przez pryzmat definicji, nie posiadasz elastycznosci myslenia, sam nie myslisz a zreszta Twoje zdanie i definicja sztuki mnie nie obchodza. rotfl ;)


spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Sanguine
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-25
15:38:26

O neurotycznej milosci rodem z Witkacego...

> przeczytalam, podeslalam kilku osobom to jeszcze kilka wieczorow spedzilam  
> na przemysleniach.  

Zupełnie niepotrzebnie.Ten akt twórczy jest zrozumiały tylko dla Mnie,a szukając w nim zrozumiałych dla siebie wątków i symboli skazujesz się na błędne interpretacje.I dość powierzchowne,jak na przykład ta o kompleksach(nie wiesz,co to znaczy rozkwitnąć przy kimś jeszcze jaskrawiej?)

>  A czyta sie jak blog.  

Doprawdy?
A pisane jest przez pół roku,bez jakiejś regularności,czego blog jednak wymaga.

> quasi-lesbijski ktorego jednak pozwolilam sobie nie wziac pod uwage ze  
> wzgledu na niejasne intencje autorki.  

Intencje są przejrzyste,tyle,że brakuje Ci klucza do ich odczytania,a co dopiero zrozumienia.
Żal mi,że zabrałaś się za to z pozycji krytyka-którym na szczęście nie jesteś,a z powodu Twojego niezbyt wielkiego doświadczenia,długo nie będziesz.


> O ile forma literacka "Torture" pozostawia wiele do zyczenia (grafomanstwo  
> chwilami az bije po oczach) o tyle pod wzgledem przekazu (nawet jesli  
> czasem kulawego) sa fascynujace.  

Pragnę Cię powiadomić,że niebawem ukaże się na naszej stronie wywiad,o którym kiedyś pisałaś mi,że Cię powalił.Cierpliwości.

> Czytajac "Torture" zastanawialam sie jak to jest kochac TAK . Okreslac sie  
> na drugiej osobie, bez niej nie istniec.  

Jak sądzę,osoba o Twoim poziomie realizmu,samokontroli i wyniosłości nie pozna tego jakoś prędko...

> I mimo ze taka milosc fascynuje to mnie mierzi mysl o tym ze w milosci  
> mozna zatracic siebie. Nie poswiecic (choc to tez w pewnym stopniu) ale  
> rozplynac.

Przerażające wydaje Ci się utracenie kontroli nad sobą?śpisz pewnie na siedząco i z wystudiowaną miną?


> Paradoksalnie, moim zdaniem, takie silne uczucie nie tylko nie  
> wplywa na Krew destrukcyjnie ale jeszcze ja buduje...  

Właściwie tylko to odkrycie wydaje mi się tu słuszne.

  
> Jeden ze znajomych stwierdzil ze Krew jest zakompleksiona, ma niskie  
> poczucie wartosci i dlatego czuje sie bezpiecznie przy ideale jakim wedlug  
> niej jest Tortura. Nie wiem, nie interesuja mnie motywy. Interesuje mnie  
> sam fakt.  

Nie idealizuję Go.Po prostu opisuję Go Swoimi oczami,a właściwie opisuję Siebie pod wpływem kontaktu z Nim.O ile źródłem siły czasami może być druga osoba,nie o to chodzi w tej Relacji.

> Ja nie umialabym, mnie wlacza sie instynkt samozachowawczy, za bardzo  
> kocham siebie zeby sie soba podzielic, zeby sie rozplynac w uczuciu w  
> specyficzny dla Krwi sposob.  

A to właśnie jest dla Mnie niezrozumiałe.Tego nie pojmuję.

> "Nie chcę ludzi. "

Krew
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Kostrzewska
[ nieaktywne ]


zdjecie

Wysłano:
2003-06-25
16:27:38

O neurotycznej milosci
> Ten akt twórczy jest zrozumiały tylko dla Mnie,

Oczywiscie, ale wystawiajac go na widok publiczny narazasz sie na rozne interpretacje tego co napisalas. Kazdy zrozumie to inaczej. Taki literacki spor o uniwersalia... Nie znam Ciebie, nie potrafie wiec zinterpretowac tego w bardziej adekwatny sposob.  

> a  
> szukając w nim zrozumiałych dla siebie wątków i symboli skazujesz się na  
> błędne interpretacje.

Ale ja nigdzie nie napisalam ze ZROZUMIALAM i watki i symbole. Jak wyzej, nie znam Cie i dlatego nie jestem w stanie powiedziec na ile pewne watki sa realne a na ile symboliczne. Niespecjalnie mnie to zreszta obchodzi. Zajelam sie uczuciem a nie prawdziwoscia tego co piszesz.

> I dość powierzchowne,jak na przykład ta o  
> kompleksach

To nie tylko moja INTERPRETACJA. Napisalam jak ja to widze, nie wiem jak jest w rzeczywistosci. Ale wczesniejsze posty (vide wymiana zdan nt. Rubensa) swiadcza o pewnym podejsciu do niektorych spraw.  

> (nie wiesz,co to znaczy rozkwitnąć przy kimś jeszcze  
> jaskrawiej?)

Nie potrzebuje nikogo zeby zaakceptowac siebie jaka jestem.  

> >  A czyta sie jak blog.  
>  
> Doprawdy?
> A pisane jest przez pół roku,bez jakiejś regularności,czego blog jednak  
> wymaga.

Nie chodzilo o forme tylko o tresc.  
Powiesc, nie wazne czy bedzie to Solzenicyn, Joyce czy Balzac ma w sobie pewna glebie, wkreca czytelnika w swoj swiat... (reszta na teorii literatury i wczesniej na poetyce powinnas to miec), tymczasem Ty na to nie pozwalasz czytelnikowi, zupelnie jak blogowicz ktorego wpisy (nie wazne czy regularne czy nie) stanowia osobne foremki.
  
> Pragnę Cię powiadomić,że niebawem ukaże się na naszej stronie wywiad,o  
> którym kiedyś pisałaś mi,że Cię powalił.Cierpliwości.

Czekam z niecierpliwoscia.  

> > Czytajac "Torture" zastanawialam sie jak to jest kochac TAK .  
> Okreslac sie  
> > na drugiej osobie, bez niej nie istniec.  
>  
> Jak sądzę,osoba o Twoim poziomie realizmu,samokontroli i wyniosłości nie  
> pozna tego jakoś prędko...

Nie o to chodzi. Ja jestem odrebna jednostka i wszelkie uzaleznienie, okreslanie sie na drugiej osobie, niemoznosc istnienia bez niej zabiera moje JA.  
Chociaz nie wykluczam ze kiedys kogos takiego spotkam i usmiechne sie z politowaniem jak przeczytam to co wyzej.

> > I mimo ze taka milosc fascynuje to mnie mierzi mysl o tym ze w  
> milosci  
> > mozna zatracic siebie. Nie poswiecic (choc to tez w pewnym stopniu)  
> ale  
> > rozplynac.
>  
> Przerażające wydaje Ci się utracenie kontroli nad sobą?śpisz pewnie na  
> siedząco i z wystudiowaną miną?

To Ty pisalas o wiecznej stylizacji.  
Chodzi mi o to ze tesknota mnie nie zabija, nie czekam z utesknieniem na telefon i moje mysli nie kraza tylko wokol Niego. Jesli odejdzie, zaboli ale nie tak bardzo zebym nie mogla sobie z tym poradzic.

> Nie idealizuję Go.Po prostu opisuję Go Swoimi oczami,a właściwie opisuję  
> Siebie pod wpływem kontaktu z Nim.O ile źródłem siły czasami może być  
> druga osoba,nie o to chodzi w tej Relacji.

I ja to rozumiem.  

> > Ja nie umialabym, mnie wlacza sie instynkt samozachowawczy, za bardzo  
> > kocham siebie zeby sie soba podzielic, zeby sie rozplynac w uczuciu w  
> > specyficzny dla Krwi sposob.  
>  
> A to właśnie jest dla Mnie niezrozumiałe.Tego nie pojmuję.

Dlatego Ty to Ty a ja to ja.


spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Sanguine
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-25
16:41:26

O neurotycznej przyjemności
> Oczywiscie, ale wystawiajac go na widok publiczny narazasz sie na rozne  
> interpretacje tego co napisalas.

Nie było to moją intencją.To raczej było zapisanie czegoś na ścianie jaskini,żeby nie zapomnieć,żeby chwila się nie rozmazała w pamięci.


> Zajelam sie uczuciem a nie prawdziwoscia tego co piszesz.

To się jednak w jakiś sposób wiąże.

> Nie potrzebuje nikogo zeby zaakceptowac siebie jaka jestem.  

Grzeczna dziewczynka.Ja też nie potrzebuję.Miło jednak czasem spojrzeć w lustro,którym jest ta Osoba.

> Nie chodzilo o forme tylko o tresc.  
> Powiesc, nie wazne czy bedzie to Solzenicyn, Joyce czy Balzac ma w sobie  
> pewna glebie, wkreca czytelnika w swoj swiat... (reszta na teorii  
> literatury i wczesniej na poetyce powinnas to miec), tymczasem Ty na to  
> nie pozwalasz czytelnikowi, zupelnie jak blogowicz ktorego wpisy (nie  
> wazne czy regularne czy nie) stanowia osobne foremki.

A wiesz,że ani  ja ,ani osoby,których recenzje postanowiłam kiedyś jednak przeczytać nie odebraliśmy tego w ten sposób?Dla mnie wątek powieściowy zawiera się w obsesyjnym powracaniu do tego samego,w ukazywaniu wszystkich aspektów tego samego uczucia do tej samej osoby w każdej sytuacji,niezależnie od okoliczności.Zresztą,zamykając podręczniki teorii literatury i słowniki form literackich na klucz-nie obchodzi mnie,jaka jest Twoja i podręcznikowa definicja powieści.Nazywaj to sobie jak chcesz.Niestety internet nie daje pewnych możliwości-choć pewnie stwierdzisz,że jego wielowymiarowość powinna mi to zagwarantować.Te opowiadania powinny być wzmocnione projekcjami video,muzyką i zapachem.


> Chodzi mi o to ze tesknota mnie nie zabija, nie czekam z utesknieniem na  
> telefon i moje mysli nie kraza tylko wokol Niego. Jesli odejdzie, zaboli  
> ale nie tak bardzo zebym nie mogla sobie z tym poradzic.

Czytałaś już "Strach przed lataniem" Eriki Jong?
Gorąco polecam.Wszystkie zabiegi  i miłosne knowania i tak sprowadzają się do strachu przed samotnością-i to jest naturalne.Niektórzy jednak potrafią odszukać dziką przyjemność w wielokrotnie głębszym odczuwaniu,a niektórzy przyjmują pozę niezależnych i samowystarczalnych.

"Jeśli mnie kochasz-zabij!"
(tytuł świetny,nie wiem,jak to z treścią)

Krew
zwolenniczka emocjonalnych miłosnych tortur

spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Karasu
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-26
12:24:47

O neurotycznej przyjemności
> > Nie potrzebuje nikogo zeby zaakceptowac siebie jaka jestem.  
>  
> Grzeczna dziewczynka.Ja też nie potrzebuję.Miło jednak czasem spojrzeć w  
> lustro,którym jest ta Osoba.

Czasami najwięcej uczymy się obserwując swoje odbicia w oczach innych ludzi.
Patrząc w oczy tej, którą kocham uczę się swojego piękna.
I, wybaczcie, mam gdzieś banalność takiego stwierdzenia.

> Krew
> zwolenniczka emocjonalnych miłosnych tortur.

Karasu
upierdliwy, plugawy, podziemny karzełek
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Karasu
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-26
12:09:18

O neurotycznej milosci
> Ja jestem odrebna jednostka i wszelkie uzaleznienie,  
> okreslanie sie na drugiej osobie, niemoznosc istnienia bez niej zabiera  
> moje JA.  
> Chociaz nie wykluczam ze kiedys kogos takiego spotkam i usmiechne sie z  
> politowaniem jak przeczytam to co wyzej.

No właśnie...
Nic dodać, nic ująć. Bo to w dużej mierze kwestia zderzenia dwóch osób - przy jednej łatwiej zachować zutonomie i kontrolę nad soba, przy innej trudniej...
Przynajmniej ja tak miewam.

Pozdrawiam
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Karasu
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-26
12:19:02

O neurotycznej milosci rodem z Witkacego...
> > przeczytalam, podeslalam kilku osobom to jeszcze kilka wieczorow  
> spedzilam  
> > na przemysleniach.  
>  
>  Zupełnie niepotrzebnie.Ten akt twórczy jest zrozumiały tylko dla Mnie,a  
> szukając w nim zrozumiałych dla siebie wątków i symboli skazujesz się na  
> błędne interpretacje.I dość powierzchowne,jak na przykład ta o  
> kompleksach(nie wiesz,co to znaczy rozkwitnąć przy kimś jeszcze  
> jaskrawiej?)

Nie chodzi o docieranie do Twojej prawdy, ale do swojej prawdy.
Wychodzimy z pewnego punktu odniesienia, dajmy na to czyjegoś utworu literackiego, po czym (jeśli rzeczone było odpowiednio "nośne") zaczynamy się zastanawiać nad sobą. Nad swoimi reakcjami, ograniczeniami, pasjami. Uczymy się siebie, nie autora/autorki.
Przynajmniej moim skromnym zdaniem... Ja tak to potraktowałem.
To trochę jak z poezją - czytamy ją nie, żeby odkryć "co autor miał na myśli", ale "jakie myśli wywołuje w nas ten utwór". W końcu nie jesteśmy już w podstawówce...

> >  A czyta sie jak blog.  
>  
> Doprawdy?
> A pisane jest przez pół roku,bez jakiejś regularności,czego blog jednak  
> wymaga.

Regularności?
W moim rozumieniu blog jest pamiętnikiem, tyle tylko, że prowadzonym niejako publicznie. A w pamiętniku pisze sie wtedy, kiedy jest cos do napisania.
Czasem zapisuje się kilka stron równymi linijkami pisma. czasem stawia nierówne, szarpane, krótkie akapity.
A czasem nie tyka się rzeczonego całymi tygodniami nawet...

Pozdrawiam :)
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Sanguine
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-26
12:20:48

O neurotycznej milosci rodem z Witkacego...
> Nie chodzi o docieranie do Twojej prawdy, ale do swojej prawdy.
> Wychodzimy z pewnego punktu odniesienia, dajmy na to czyjegoś utworu  
> literackiego, po czym (jeśli rzeczone było odpowiednio "nośne") zaczynamy  
> się zastanawiać nad sobą. Nad swoimi reakcjami, ograniczeniami, pasjami.  
> Uczymy się siebie, nie autora/autorki.

Zadziwiła mnie obecność tego wątku tutaj.Po co?Niby jako punkt wyjścia do rozważań o miłości?Bullshit.

Krew
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Karasu
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-26
12:28:12

O neurotycznej milosci rodem z Witkacego...
> Zadziwiła mnie obecność tego wątku tutaj.Po co?Niby jako punkt wyjścia do  
> rozważań o miłości?Bullshit.

A mi pomogło.
Zwłaszcza, że pokazało się to wczoraj, co ma dla mnie pewne personalne znaczenie. Więc z mojego punktu widzenia ma to sens - sens, który częściowo sam dorabiam, wpisując znaczenia w samo pojawienie się tego wątku. I w datę, kiedy się pojawił.
Jak jest z innymi - nie wiem.
Ale to akurat całkowicie nie moja sprawa.

Pozdrawiam
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Sanguine
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-26
12:30:09

O neurotycznej milosci rodem z Witkacego...

> A mi pomogło.

Miło.

> Zwłaszcza, że pokazało się to wczoraj, co ma dla mnie pewne personalne  
> znaczenie.

Miałam na myśli tylko to,że nie wiem czemu rozważania te oparto na moich prywatnych tekstach-miejsce na ich komentowanie jest ewentualnie na mojej stronie,tam gdzie owe teksty są prezentowane.I nie chcę czytać za chwilę argumentów,że to własność "publiczna" skoro zdecydowałam się je opublikować.

Krew
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Karasu
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-26
12:39:54

O neurotycznej milosci rodem z Witkacego...
> Miałam na myśli tylko to,że nie wiem czemu rozważania te oparto na moich  
> prywatnych tekstach-miejsce na ich komentowanie jest ewentualnie na mojej  
> stronie,tam gdzie owe teksty są prezentowane.I nie chcę czytać za chwilę  
> argumentów,że to własność "publiczna" skoro zdecydowałam się je  
> opublikować.

Właśność publiczna to oczywiście nie jest. Tyle, że publikując coś, cokolwiek wystawiasz się na komentarze. Wyrażane w różne sposoby, w różnych miejscach i niemożliwe do kontrolowania. Ryzyko, żę się tak wyrażę, zawodowe.
Jesli kiedyś zdecyduję się opublikowac, to jest dla mnie oczywistym, że ktoś gdzieś kiedyś może to komentować, więcej, mogę się o tym nigdy nie dowiedzieć. A powstałe opinie mogą daleko odbiegać od tego, o co mi chodziło.
Ale to już problem komentujących, nie mój.

Pozdrawiam
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Sanguine
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-26
10:42:20

Kompleks kompleksów
> Jeden ze znajomych stwierdzil ze Krew jest zakompleksiona, ma niskie  
> poczucie wartosci i dlatego czuje sie bezpiecznie przy ideale jakim wedlug  
> niej jest Tortura. Nie wiem, nie interesuja mnie motywy. Interesuje mnie  
> sam fakt.  

Kompleks to modne słowo i bardzo nadużywane-zwłaszcza,jeśli chce się komuś"dokuczyć" i sprawić,aby poczuł się zakłopotany.Ale z mojego punktu widzenia,zarzut ten ,tak często powtarzany -jest oznaką zwykłej zazdrości i problemów z dziedziną, w której ktoś inny porusza się płynnie.
Dowodem na brak pewności siebie jest zgorzknienie wylewające się pod postacią przypisywania własnych cech innym osobom.Nie można się pogodzić z tym,że ktoś jest szczęśliwy i spełniony,choć-zdaniem oceniającego:nie ma do tego predyspozycji.
Więc przykładem "kompleksów" ocenianego jest jego oddanie,stan permanentnego zakochania,chęć przekraczania barier emocjonalno-fizycznych, dziwny seks, dziwne upodobania.  
A już przykładem najdobitniejszym jest to,że się ten stan opisało -i to w sposób niczym nie przypominający książkowych definicji pisania-to oceniającego drażni najbardziej.
Szkoda tylko,że oceniający nie zaznał żadnej z opisanych rzeczy :bo jest artystycznie bezpłodny, niczego nawet nie próbuje  tworzyć,a krytyka wychodząca z jego pióra/ust to nic innego,niż cytaty z podręczników.
Druga sprawa,że oceniający chyba sam ma problem ze swoją powierzchownością(dlaczego nie figuruje w żadnym zakątku Internetu choćby na bladym zdjeciu?), sam kontroluje swój wygląd(musi być schludnie i prosto)i co najsmutniejsze:oceniający boi się zejść ze swojej wieży wyobrażeń i jednak banalnych uogólnień, oraz myślowych schematów(bo wszyscy poza Micińskim to grafomani?).
Na szczęście ocena tejże osoby nie jest dla osoby ocenianej miarodajną opinią.
Ładny zlepek?Czy czegoś to nie przypomina?Dlaczego niektórych nie stać na brak cytatów?

Krew
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Kostrzewska
[ nieaktywne ]


zdjecie

Wysłano:
2003-06-26
11:18:45

Kompleks
> Kompleks to modne słowo i bardzo nadużywane-zwłaszcza,jeśli chce się  
> komuś"dokuczyć" i sprawić,aby poczuł się zakłopotany.

Nie taka byla moja intencja. Ale jesli tak to zinterpretowalas to wybacz.

> Ale z mojego punktu  
> widzenia,zarzut ten ,tak często powtarzany -jest oznaką zwykłej zazdrości  
> i problemów z dziedziną, w której ktoś inny porusza się płynnie.

Poniekad. Znajomy jest psychologiem z kilkunastoletnia praktyka. Nie ma czego Ci zazdroscic bo nie interesujesz go jako osoba tylko zainteresowalas jako postac przedstawiona w "Torture". Problemow z wiedza na temat dziedziny (nie wiem czy chodzi tu o BDSM czy wampiryzm) ktorej sie poruszasz tez nie ma bo obraca sie w srodowisku sm a wampiry go nie interesuja.

> Dowodem na brak pewności siebie jest zgorzknienie wylewające się pod  
> postacią przypisywania własnych cech innym osobom.

Wybacz, ale tego nie zrozumialam.

> Nie można się pogodzić z  
> tym,że ktoś jest szczęśliwy i spełniony,choć-zdaniem oceniającego:nie ma  
> do tego predyspozycji.

Spokojnie, spokojnie. Ja jestem pogodzona z tym ze jest Ci dobrze. Nie obchodzi mnie jak do tego dazysz. Jest w porzadku, nawet podziwiam to ze kochasz jak kochasz czemu dalam wyraz w poscie inicjujacym i nastepnych. a predyspozycje do bycia szczesliwym czy spelnionym? Nie ma czegos takiego. Kazdy ma wlasna sciezke ktora dazy do szczescia...

> Więc przykładem "kompleksów" ocenianego jest jego oddanie,stan  
> permanentnego zakochania,chęć przekraczania barier emocjonalno-fizycznych,  
> dziwny seks, dziwne upodobania.  

Bynajmniej.  
Wyrazem kompleksow jest przesadna ekspozycja wlasnej osoby przy jednoczesnym przejaskrawianiu jednej rzeczy, zalety etc. nie mowiac o rzeczy czy wadzie bedacej powodem kompleksow. Przykladem tego moze byc chociazby proba (zreszta udana) zaabsorbowania czytelnika tym jak wygladaja wlosy, jak pachniesz, piszesz ze jestes pelna, ze masz okragly brzuch ale nie napiszesz ze masz cellulitis i czy ze Twoj brzuch jest po prostu duzy.  
Mniejsza z tym. Twoj wyglad to jak na siebie patrzysz to Twoja sprawa. Kompleksy moja byc tylko moja i kilku znajomych projekcja. Nie musi to byc prawda.  
Nie rzucaj sie na kazde slowo jakbym probowala Tworzyc aksjomaty. Napisalam jak  jest a nie musi byc odebrane. Tyle.  

> A już przykładem najdobitniejszym jest to,że się ten stan opisało -i to w  
> sposób niczym nie przypominający książkowych definicji pisania-to  
> oceniającego drażni najbardziej.

Odsylam do ksiazek Freuda, Adlera, modnej ostatnio Karen Horney czy nawet Wojciecha Eichelbeigera.  
"...nie obchodzi mnie,jaka jest Twoja i podręcznikowa definicja powiesci" a kompleksow, obchodzi?

> Szkoda tylko,że oceniający nie zaznał żadnej z opisanych rzeczy :bo jest  
> artystycznie bezpłodny, niczego nawet nie próbuje  tworzyć,

Nie wiem czy piszesz o mnie czy o panu od kompleksu.  
Osobiscie tworze. To ze nie pisze ma sie nijak do jalowosci artystycznej, dziedzin sztuki sa setki to ze ktos nie pisze nie znaczy ze nie rzezbi, gra, spiewa czy tanczy.  
Nie sile sie na pisarstwo podobnie jak niektorzy na rzezbe bo to nie moja dziedzina. Nie umiem pisac w TAKI sposob i tyle. Nic w tym zlego czy ujmujacego. Spelniam sie w innej dziedzinie i nie ma w zwiazku z brakiem talentu (zalezy co nazywamy talentem) pisarskiego kompleksow.  

> a krytyka  
> wychodząca z jego pióra/ust to nic innego,niż cytaty z podręczników.

Wyzej zarzucilas brak podrecznikowej definicji. Jeszcze wczesniej napisalas ze podreczniki Cie nie obchodza...

> Druga sprawa,że oceniający chyba sam ma problem ze swoją  
> powierzchownością(dlaczego nie figuruje w żadnym zakątku Internetu choćby  
> na bladym zdjeciu?),

To ciekawe bo swego czasu moje zdjecia krazyly po calym satan.pl i okolicach. Zreszta to ze nie tworze galerii z wlasnymi zdjeciami nie swiadczy o tym ze mam klopoty z akceptacja siebie. Wrecz przeciwnie. Nie potrzebuje potwierdzenia w ustach obcych ludzi tego ze jestem ladna czy nie. Wiem swoje.

> sam kontroluje swój wygląd(musi być schludnie i  
> prosto)

Jest schludnie bo nie lubie brudnych czy nieswiezych ubran. Prosto bo nie lubie udziwnien. Zreszta juz kiedys pisalam o tym ze to jak wygladam ma swoj cel.  

> i co najsmutniejsze:oceniający boi się zejść ze swojej wieży  
> wyobrażeń i jednak banalnych uogólnień, oraz myślowych schematów(bo  
> wszyscy poza Micińskim to grafomani?).

Micinski tez grafomanil, tylko zrobil to w na tyle czarujacy sposob ze powala na kolana. Plath tez byla lekko egzaltowana co nie przeszkadza mi zachwycac sie jej wierszami. Joyce wydaje sie nudnawy ale za to go lubie.  
To ze mam pewne zdanie na cos nie znaczy ze jest to prawda jedynie sluszna. To sie nazywa intersubiektywizm czy jakos tak.  

> Na szczęście ocena tejże osoby nie jest dla osoby ocenianej miarodajną  
> opinią.

I nie o to chodzilo. Nie chodzilo tez o warsztat pisarski a o emocje zawarte w tym co zostalo zapisane.

> Ładny zlepek?Czy czegoś to nie przypomina?Dlaczego niektórych nie stać na  
> brak cytatów?

Bo trudno cytowac sama siebie.
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Sanguine
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-26
11:39:02

Kompleks
> > Dowodem na brak pewności siebie jest zgorzknienie wylewające się pod  
>  
> > postacią przypisywania własnych cech innym osobom.
>  
> Wybacz, ale tego nie zrozumialam.

Dlaczego wmawia się innym kompleksy?Bo ktoś śmie być"bez winy i wstydu"?
Najczęściej o kompleksy podejrzewają innych osoby zablokowane,zamknięte,niepewne siebie-więc przenoszą wyobrażenie o sobie na innych,próbują wcisnąć ich w ten sam schemat.Tylko po co ?To się nazywa zaniżanie czyjejś możliwości akceptacji siebie-a to bzdurne i głupie.

> Wyrazem kompleksow jest przesadna ekspozycja wlasnej osoby przy  
> jednoczesnym przejaskrawianiu jednej rzeczy, zalety etc. nie mowiac o  
> rzeczy czy wadzie bedacej powodem kompleksow.  

A jak się tychże "kompleksów" nie posiada?
Czy ktoś kazał Ci wstydzić się rudych włosów?jasnej oprawy oczu?piegów?myślę schematycznie?


> chociazby proba (zreszta udana) zaabsorbowania czytelnika tym jak  
> wygladaja wlosy, jak pachniesz, piszesz ze jestes pelna, ze masz okragly  
> brzuch ale nie napiszesz ze masz cellulitis i czy ze Twoj brzuch jest po  
> prostu duzy.  

To,jak piszę o sobie jest wyrazem mojego podejścia do Siebie-co nie znaczy,że koloryzuję ,czy  fałszuję rzeczywistość.Zauważ, że piszę o sobie z pełną akceptacją,dlaczego Ci się to nie podoba?

> Odsylam do ksiazek Freuda, Adlera, modnej ostatnio Karen Horney czy nawet  
> Wojciecha Eichelbeigera.  
> "...nie obchodzi mnie,jaka jest Twoja i podręcznikowa definicja powiesci"  
> a kompleksow, obchodzi?

Pisanie nie powinno podlegać żadnym regułom i ramom-ale nie wiesz tego,prawda?Bo ważniejsze są dla Ciebie podręcznikowe wyznaczniki stylu.Twoja ,a także podręcznikowa definicja kompleksów nie obchodzi mnie,bo jawnie próbujesz mnie wtłoczyć w wizerunek osoby zakompleksionej i niepotrzebnie się lubiącej.A ja się z tym nie zgadzam.Wszystko,według osób takich jak Ty będzie dowodem kompleksów:pisanie,modeling,aktorstwo,śpiewanie.Jakie to płytkie postrzeganie świata.

> > a krytyka  
> > wychodząca z jego pióra/ust to nic innego,niż cytaty z  
> podręczników.
>  
> Wyzej zarzucilas brak podrecznikowej definicji. Jeszcze wczesniej  
> napisalas ze podreczniki Cie nie obchodza...

Bo mnie nie obchodzą.A podręcznikowej definicji używasz Ty do oceny,czy coś spełnia warunki bycia np.powieścią.I wtedy dopiero stwierdzasz,czy coś może Ci się podobać.

> Wrecz przeciwnie. Nie  
> potrzebuje potwierdzenia w ustach obcych ludzi tego ze jestem ladna czy  
> nie. Wiem swoje.

Nie wierzę.To czemu nie założysz włosienicy?

> I nie o to chodzilo. Nie chodzilo tez o warsztat pisarski a o emocje  
> zawarte w tym co zostalo zapisane.

Przeczytaj sobie jeszcze raz wstęp swojego pierwszego listu.
Ale wiesz,z ust takiej osoby jak Ty słowo"grafoman" jest dla mnie tylko komplementem.Gdybyś była bardziej open-minded,może byłoby mi przykro...

>Dlaczego niektórych nie  
> stać na  
> > brak cytatów?
>  
> Bo trudno cytowac sama siebie.  

A łatwo cytować znajomego.Tylko po co?Czy też mam wkleić opinię naszego wspólnego znajomego na temat Ciebie i Twojej osobowości?

Krew
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Kostrzewska
[ nieaktywne ]


zdjecie

Wysłano:
2003-06-26
12:05:33

Kompleksy i ich brak
> Dlaczego wmawia się innym kompleksy?Bo ktoś śmie być"bez winy i wstydu"?
> Najczęściej o kompleksy podejrzewają innych osoby  
> zablokowane,zamknięte,niepewne siebie-więc przenoszą wyobrażenie o sobie  
> na innych,próbują wcisnąć ich w ten sam schemat.Tylko po co ?To się nazywa  
> zaniżanie czyjejś możliwości akceptacji siebie-a to bzdurne i głupie.

Poniekad.  

> > Wyrazem kompleksow jest przesadna ekspozycja wlasnej osoby przy  
> > jednoczesnym przejaskrawianiu jednej rzeczy, zalety etc. nie mowiac o  
> > rzeczy czy wadzie bedacej powodem kompleksow.  
>  
> A jak się tychże "kompleksów" nie posiada?

To w porzadku. Mnie to nie przeszkadza. Wrecz odwrotnie.  

> Czy ktoś kazał Ci wstydzić się rudych włosów?jasnej oprawy  
> oczu?piegów?myślę schematycznie?

Bynajmniej. Ja sie sobie podobam. Innym tez. Jest dobrze.  
  
> To,jak piszę o sobie jest wyrazem mojego podejścia do Siebie-co nie  
> znaczy,że koloryzuję ,czy  fałszuję rzeczywistość.Zauważ, że piszę o sobie  
> z pełną akceptacją,dlaczego Ci się to nie podoba?

Nie napisalam ze mi sie to nie podoba. Wrecz odwrotnie. Podoba mi sie Twoj sposob przedstawienia siebie.  

> Pisanie nie powinno podlegać żadnym regułom i ramom-ale nie wiesz  
> tego,prawda?

Wiem. Jasne ze wiem.  
Ale fascynata Tolstoja moze nie ruszyc King tak jak komus komu podoba sie "Miazga" moze nie podobac sie Harlequin.  
A swoje zdanie wyrazic i moge i chce. Nie musisz sie z nim zgadzac.  

> Bo ważniejsze są dla Ciebie podręcznikowe wyznaczniki  
> stylu.

Bynajmniej. Czytajac Solzenicyna nie zastanawiam sie nad wyznacznikami epiki... PO prostu czytam. Moge oczywiscie stwierdzic ze nie podoba mi sie cos tam ale nie twierdze tego dlatego ze to jest sprzeczne czy odpowiada definicji...

> Twoja ,a także podręcznikowa definicja kompleksów nie obchodzi  
> mnie,bo jawnie próbujesz mnie wtłoczyć w wizerunek osoby zakompleksionej i  
> niepotrzebnie się lubiącej.

A to juz Twoja projekcja. Ja tylko napisalam co mysle. Masz prawo wyprowadzic mnie z bledu.
Niepotrzebnie sie lubiacej? Ciekawe sformuowanie.  

> A ja się z tym nie zgadzam.Wszystko,według osób  
> takich jak Ty będzie dowodem  
> kompleksów:pisanie,modeling,aktorstwo,śpiewanie.Jakie to płytkie  
> postrzeganie świata.

Nie uzywaj duzych kwantyfikatorow bo mozesz sie poslizgnac...  
Prawda jest taka (i nie ma co dorabiac do tego ideologii bo to bez sensu) ze wygladamy jak wygladamy zeby czuc sie ladniej, pewniej czy cos. I nic w tym zlego. Lubie siebie co nie przeszkadza mi robic makijaz zeby poczuc sie ladniejsza. To samo jest z modelingiem. Sluzy po to zeby poczuc sie lepiej we wlasnej skorze. To jak z perfumami czy dobra bielizna. Co nie znaczy ze bez makijazu, pachnac soba i w majtkach H&M a nie Triumpha czuje sie zle.  
Aktorstwo, spiewanie etc. to calkiem cos innego. Zreszta stwierdzenie ze ktos spiewa, gra czy maluje bo ma kompleksy jest mocno pokretne i nieprawdziwe.

> > > a krytyka  
> > > wychodząca z jego pióra/ust to nic innego,niż cytaty z  
> > podręczników.
> >  
> > Wyzej zarzucilas brak podrecznikowej definicji. Jeszcze wczesniej  
> > napisalas ze podreczniki Cie nie obchodza...
>  
> Bo mnie nie obchodzą.A podręcznikowej definicji używasz Ty do oceny,czy  
> coś spełnia warunki bycia np.powieścią.I wtedy dopiero stwierdzasz,czy coś  
> może Ci się podobać.

Nie. Nie napisalam ze "Torture" nie spelnia sie w definicji powiesci, napisalam ze czytalam to raczej jak blog. To Ty wyjechalas z tym ze dla Ciebie powiesc opiera sie na kompulsywnym powracaniu do czegos tam.
A kryterium tego czy cos mi sie podoba czy nie, nie jest bynajmniej definicja, bo to bzdura przeciez.

> > Wrecz przeciwnie. Nie  
> > potrzebuje potwierdzenia w ustach obcych ludzi tego ze jestem ladna  
> czy  
> > nie. Wiem swoje.
>  
> Nie wierzę.To czemu nie założysz włosienicy?

Bo bedzie mi niewygodnie. Bo wole moje sukienki z koronek czy delikatnego materialu niz bezksztaltny worek ktory na dodatek kluje.
Robie makijaz bo lepiej sie czuje z makijazem. Na twarz klade krem z wysokim filtrem nie dlatego ze ludzie beda mnie wytykac palcami jak po godzinie spaceru  na sloncu bede czerwona a dlatego ze dbam o moja skore.  
To ze wygladam jak wygladam wplywa bez watpienia na otoczenie ale nie ubieram sie dla otoczenia.

> > I nie o to chodzilo. Nie chodzilo tez o warsztat pisarski a o emocje  
> > zawarte w tym co zostalo zapisane.
>  
> Przeczytaj sobie jeszcze raz wstęp swojego pierwszego listu.

Ale potem zaznaczylam ze nie chodzi o to JAK.

> Ale wiesz,z ust takiej osoby jak Ty słowo"grafoman" jest dla mnie tylko  
> komplementem.Gdybyś była bardziej open-minded,może byłoby mi przykro...

Nie chodzilo mi o to zeby bylo Ci przykro czy zebys sie cieszyla. Nie napisalam tego co napisalam dla Ciebie.

> >Dlaczego niektórych nie  
> > stać na  
> > > brak cytatów?
> >  
> > Bo trudno cytowac sama siebie.  
>  
> A łatwo cytować znajomego.Tylko po co?

Chociazby po to zeby pokazac jak to co napisalas odbieraja rozni ludzie.  
Wczoraj napisala do mnie znajoma zafascynowana tym co napisalas, tym jak wygladasz i jak sie kreujesz. O tym tez bym napisala gdyby to bylo przed wczoraj. Kazdy ma prawo do swojej opinii. Kazdemu podoba sie cos innego. "Degistibus disputantum est" czy jakos tak.

> Czy też mam wkleić opinię naszego  
> wspólnego znajomego na temat Ciebie i Twojej osobowości?

Jezeli chcesz.  

spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Sanguine
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-26
12:14:47

Kompleksy i ich brak-EOT
> To w porzadku. Mnie to nie przeszkadza. Wrecz odwrotnie.  

Odniosłam inne wrażenie.

> > Czy ktoś kazał Ci wstydzić się rudych włosów?jasnej oprawy  
> > oczu?piegów?myślę schematycznie?
>  
> Bynajmniej. Ja sie sobie podobam. Innym tez. Jest dobrze.

świetnie.Tak trzymaj.  

> Nie napisalam ze mi sie to nie podoba. Wrecz odwrotnie. Podoba mi sie Twoj  
> sposob przedstawienia siebie. '

...choć Twoim zdaniem jednak powinnam realistyczniej opisać "niedostatki" figury etc.

> Aktorstwo, spiewanie etc. to calkiem cos innego. Zreszta stwierdzenie ze  
> ktos spiewa, gra czy maluje bo ma kompleksy jest mocno pokretne i  
> nieprawdziwe.

No jakże to?przecież większość robi to po to,żeby zamaskowac swoje niskie poczucie wartości,odrzucenie z dzieciństwa itp;>

Kończąc ten temat

Krew
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Nadah
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-25
02:01:35

O problemie naszych czasów - Miłość i Strach
Wierzę, że na początku każdego uczucia (a jest ich zapewne o wiele więcej, niż jestem w stanie sobie wyobrazić) stoją dwie, wcale nie przeciwstawne (ale o antagonistycznym działaniu ;), siły - Miłość i Strach. Zresztą - nie tylko emocji, wpływ obu jest o wiele dalej, jak uważam, idący.  

Ogrom złożoności naszych odczuć wynika z bardzo czystego i 'prostego' źródła, które, by je pojąć, wymaga wyjścia poza lata behawioralnych naleciałości (rodzicielskie 'dogmaty', 'cierpienia', 'niezrealizowane marzenia', 'stosunki międzyludzkie' z czasów naszego wychowania, nasze doświadczenia z okresu dorastania... i tak dalej). Słowem - Miłość jest prosta, wszechogarniająca, pierwotna i "szczęściogenna". Co nie bardzo pokrywa się z pojęciem miłości (przez małe "m").

Najlepiej opisał ten stan rzeczy Anthony de Mello w "Przebudzeniu" :)  

Wracając do tematu...
Mówiąc o dwóch pierwotnych 'siłach', nie myślę o miłości (w sensie; zauroczenie, bycie z kimś, pożądanie, zaślepienie czyjąś osobą etc.) i strachu (w sensie; stres, codzienne obawy, martwienie się o coś etc.), lecz o Miłości i o Strachu, dwóch uczuciach, z których wypływa cała rzeka uczuć i, pośrednio, emocji, konstrukcji myślowych i zachowań. Mówię o pierwotnym źródle, o tym, co można zauważyć na samym dnie (lub na samym szczycie - zależnie od punktu widzenia) duszy. Zapomnijcie o romantycznym modelu miłości... Miłość i cierpienie są jak Flip i Człowiek-mucha, albo zielony garnitur i różowe szorty w niebieskie paski (i nie myślę tu wcale o oryginalności).

Bycie w kimś zakochanym lub bycie z kimś jako "para" nie jest jednoznaczne z Miłością. Dla przykładu - pani X jest ze swoim mężem już 20 lat, gdyż np. na niższych (lub wyższych ;) pokładach nieświadomości boi się samotności, lub nie wierzy (powtarzam - niekoniecznie świadomie) w siebie, potrzebuje oparcia, lub, bardziej prozaicznie, bycie z panem X jest następstwem wtłoczonego w panią X, być może jeszcze w dzieciństwie, całego kompletu kompleksów i "wierzeń" [memów etc.] (bardziej i mniej ukrytych). Nie musi być tego nawet nieświadoma :)  

To jedynie przykład. Pani X się do tego nie przyzna...

Ja wierzę, że Kochanie kogoś ma sens (dla mnie), gdy jego źródłem jest Miłość. Strach i kochanie powoduje w najlepszym wypadku ból głowy, w najgorszym... uhmm... samobójstwo?

Miłość i samobójstwo to jak kombinezon płetwonurka i różowe szorty w niebieskie paski, jak sądzę. Strach za to lubi samobójców, cierpiętników i innych neurotyków.

Miłość nie więzi, nie uzależnia, nie złości się, nie zadręcza, nie skupia się na egoistycznych wartościach, nie krzyczy, nie bije... (no chyba, że jesteś masochistą psychicznym, ale wówczas jesteś po prostu jednym wielkim i chodzącym, przyczajonym strachem).

Wokół mnie ludzie mają w sobie wiele miłości, miłości, która w niezwykle silny sposób czerpie ze Strachu. Czy Ci, ponoć kochani i kochający, ludzie czują się z powodu swej miłości lepiej? Wcale a wcale. Ich miłość, paradoksalnie, często przysparza im nowych kłopotów, zmartwień, problemów. Brak porozumienia, kłótnie o te "inne i innych", niezgodność wartości, celów, planów życiowych (mniej i bardzie długoterminowych) etc. etc. Gdzie tu logika?  

Wiem... tu jest inna logika. Logika specjalna :) Wokół mnie panuje jedna wielka paraolimpiada miłości ;P

Myślicie, że przeciwieństwem Miłości jest Nienawiść? Ja widzę, że nienawiść jest tylko następstwem Strachu (choć niekoniecznie w jego pierwotnej postaci). Wynikało by z tego, że większość znanych mi par jest ze sobą z powodów mocno odwrotnych niż Miłość. Ahh... niech żyje miłość! Niech żyją złe tripy! Niech żyje uczuciowo-emocjonalny Matrix!

Konkludując - nie istanieje w moim świecie neurotyczna (M)miłość. Istnieje za to neurotyczny strach (na różnych poziomach pod różnymi postaciami) przeobrażony w związek (uhhh... czyżby semantyka wskazywała na słowo "wiązać"... same pozytywne wibracje :).


Jeśli chodzi o ludzi, o których piszesz - nie mam zdania na temat ich życia uczuciowo-emocjonalnego, nie znam ich. W tym poście pisałem o sobie (moim punkcie widzenia na emocje i uczucia otaczających mnie ludzi). Widocznie sprawa, o której piszesz wyzwoliła we mnie moją osobistą emocjonalno-uczuciową projekcję :)
  
Tam, gdzie pojawia się Miłość, znika Strach. Gdy nie ma Strachu, nie ma uzależnienia i psychicznego bólu.  

amen

Niech żyje Miłość, prawo do spożywania agrestu w miejscach publicznych... i sex oczywiście!  



69!
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Kostrzewska
[ nieaktywne ]


zdjecie

Wysłano:
2003-06-25
02:38:30

Miłość i Strach ?
> Słowem - Miłość jest  
> prosta, wszechogarniająca, pierwotna i "szczęściogenna". Co nie bardzo  
> pokrywa się z pojęciem miłości (przez małe "m").

Milosc nie jest pierwotna, behawioryzm uczy ze to uczucie wtorne, wynikajace z czegos. Freud o tym pisal. I jest taka piekna ksiazka "Milosc i nienawisc" pana na E ktora polecam.

> Najlepiej opisał ten stan rzeczy Anthony de Mello w "Przebudzeniu" :)  

Nie lubie de Mello. Jest mdly.

> Bycie w kimś zakochanym lub bycie z kimś jako "para" nie jest jednoznaczne  
> z Miłością. Dla przykładu - pani X jest ze swoim mężem już 20 lat, gdyż  
> np. na niższych (lub wyższych ;) pokładach nieświadomości boi się  
> samotności, lub nie wierzy (powtarzam - niekoniecznie świadomie) w siebie,  
> potrzebuje oparcia, lub, bardziej prozaicznie, bycie z panem X jest  
> następstwem wtłoczonego w panią X, być może jeszcze w dzieciństwie, całego  
> kompletu kompleksów i "wierzeń" [memów etc.] (bardziej i mniej ukrytych).  
> Nie musi być tego nawet nieświadoma :)  
>  
> To jedynie przykład. Pani X się do tego nie przyzna...

A moze juz sie przyznala...
" Kiedyś wstydziłam się swojego ciała. Biust był zbyt duży, biodra zbyt pełne, pupa za szeroka. Teraz, kiedy widzę, jak mu staje na mój widok, rozchylam uda jeszcze szerzej..."
Czy milosc wynikajaca ze strachu nie jest miloscia prawdziwa? Zaiste, tak samo jak milosc z innych powodow  (a nie ma milosci bez powodu o czym mowili i egzystencjalisci i behawiorysci).  Chodzi o sam fakt. Chodzi o milosc w innym ujeciu.  

> Ja wierzę, że Kochanie kogoś ma sens (dla mnie), gdy jego źródłem jest  
> Miłość. Strach i kochanie powoduje w najlepszym wypadku ból głowy, w  
> najgorszym... uhmm... samobójstwo?

A czy samobojstwo nie moze byc przejawem milosci? Moze. Tak jak kwiaty i mnostwo innych rzeczy.  
"Kochalibyśmy się, a ja wyciągnęłabym z torebki leżącej nad moją głową rewolwer. Najpierw Ty, potem ja."
Jakkolwiek dziwacznie by to nie brzmialo.
Nie narzucaj swiatu wlasnego formatu.  
Progres ponad wszystko, pamietasz? Jesli ktos rozkwita w milosci zrodzonej ze strachu to co w tym zlego?  

> Miłość i samobójstwo to jak kombinezon płetwonurka i różowe szorty w  
> niebieskie paski, jak sądzę. Strach za to lubi samobójców, cierpiętników i  
> innych neurotyków.

I z wzajemnoscia. Taka piekna symbioza.  

> Miłość nie więzi, nie uzależnia, nie złości się, nie zadręcza, nie skupia  
> się na egoistycznych wartościach, nie krzyczy, nie bije...  

Srutututu, poczytajmy razem Hymn do Milosci.  
a tymczasem tu milosc ma inny wymiar, nie gorszy a inny. Zamiast panienki w rozowej sukience masz kobiete z czarnym lakierem  na paznokciach, zamiast kwiatow krew, zamiast infantylnego wpatrywania sie w swoje oczy - branie siebie po prostu.  
Powiedziales kiedys ze jesli Ona - Ola bedzie Cie ograniczac zostawisz ja. Ja w to nie wierze. juz jestes przywiazany. Jesli bedziesz mial wybor - Ona czy progres, bedziesz sie zastanawial czy warto, samo to zadrecza czlowieka, sama milosc juz jest uzaleznieniem.  
Roznica miedzy nami taka ze ja to wiem. Ze nawet jesli rozwineloby mnie pojscie do lozka z dobrym znajomym, jesli poczulabym sie w tym spelniona, jesli taki bylby moj cel ktorego osiagniecie podbudowaloby mnie,  nie zrobie tego bo mysle o Nim. Zadreczalabym sie pytaniem czy sie nie dowie, jednoczesnie jestem egoistka, moja milosc jest egoistyczna, nie ide z kumplem do lozka nie tylko dlatego ze Go to zrani, ale dlatego ze wiem ze On odejdzie i zrani mnie. Fakt ze jestem wierna juz jest wiezieniem... Powiesz ze nie kocham? alez ja kocham i to bardzo. Tylko w specyficzny sposob.  

>(no chyba, że  
> jesteś masochistą psychicznym, ale wówczas jesteś po prostu jednym wielkim  
> i chodzącym, przyczajonym strachem).

Na tym to polega. I chwala tym ktorzy sie w tym spelniaja.

> Wokół mnie ludzie mają w sobie wiele miłości, miłości, która w niezwykle  
> silny sposób czerpie ze Strachu. Czy Ci, ponoć kochani i kochający, ludzie  
> czują się z powodu swej miłości lepiej? Wcale a wcale.

Ale skad wiesz?  

> Ich miłość,  
> paradoksalnie, często przysparza im nowych kłopotów, zmartwień, problemów.  
> Brak porozumienia, kłótnie o te "inne i innych", niezgodność wartości,  
> celów, planów życiowych (mniej i bardzie długoterminowych) etc. etc.

Na tym polega zwiazek zeby nie udawac ze nie ma problemow i zeby o nich rozmawiac (bo to ze sie o nich nie rozmawia nie znaczy ze ich nie ma).  A zakochujac sie w kims nie zastanawiam sie na ile moje wartosci sa zgodne z wartosciami tej drugiej osoby, o celach nie wspominajac.  

> Konkludując - nie istanieje w moim świecie neurotyczna (M)miłość. Istnieje  
> za to neurotyczny strach (na różnych poziomach pod różnymi postaciami)  
> przeobrażony w związek (uhhh... czyżby semantyka wskazywała na słowo  
> "wiązać"... same pozytywne wibracje :).

W Twoim swiecie nie. ale oprocz Twojego jest jeszcze ponad 6 miliardow swiatow a milosc kazdego swiata ma inny wymiar...

> Jeśli chodzi o ludzi, o których piszesz - nie mam zdania na temat ich  
> życia uczuciowo-emocjonalnego, nie znam ich. W tym poście pisałem o sobie  
> (moim punkcie widzenia na emocje i uczucia otaczających mnie ludzi).  
> Widocznie sprawa, o której piszesz wyzwoliła we mnie moją osobistą  
> emocjonalno-uczuciową projekcję :)

O to chodzilo. Nie tylko mnie ale i chyba poniekad Krwi.

> Tam, gdzie pojawia się Miłość, znika Strach. Gdy nie ma Strachu, nie ma  
> uzależnienia i psychicznego bólu.  

Nie wierze w Milosc bez przywiazania (co juz jest uwiazaniem), nie wierze w Milosc bez Strachu. Mnie Strach a raczej niepewnosc napedzaja. Gdybym byla pewna Jego uczuc przestalabym dbac o siebie, o Niego, o Nas i odeszlabym. Bez bolu nie umialabym docenic pieknych wspolnych chwil i wszystko rozplyneloby sie jak lody truskawkowe...
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Nadah
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-25
10:30:35

Miłość, bez Strachu, raz proszę... z agrestem
> Milosc nie jest pierwotna, behawioryzm uczy ze to uczucie wtorne,  
> wynikajace z czegos. Freud o tym pisal. I jest taka piekna ksiazka "Milosc  
> i nienawisc" pana na E ktora polecam.

Tak, masz rację - miłość nie jest pierwotna, musimy się jej uczyć. Ja pisałem jednak o tym, że Miłość jest pierwotna wobec, jak sądzę, pozostałych uczuć, pośrednio emocji, konstrukcji myślowych - jak Strach. Co oczywiście nie jest jednoznaczne z tym, że wszystko kształtuje się jedynie z jednego lub drugiego.


> Nie lubie de Mello. Jest mdly.

Bez znaczenia. W prostych słowach wyłożył tezy, o których w bardziej mdły sposób staram się pisać teraz ja :)
  

> > To jedynie przykład. Pani X się do tego nie przyzna...
>  
> A moze juz sie przyznala...

Pierwowzorem pani X była moja rodzicielka, nie Krew.



> Czy milosc wynikajaca ze strachu nie jest miloscia prawdziwa?

Nie zajmuję się pojęciem (M)miłości w kontekście prawdy. Prawda nie ma tu dla mnie znaczenia. "Wszystko, w co jesteś w stanie wierzyć jest prawdą" (Blake)
  
> Zaiste, tak  
> samo jak milosc z innych powodow  (a nie ma milosci bez powodu o czym  
> mowili i egzystencjalisci i behawiorysci).  

Właśnie. Nie będę się tu spierał, ale ja czuję, że Miłość nie musi mieć powodu by zaistnieć poza samą jej świadomością (miłość przez małe "m" za to zazwyczaj jest cholernie uwarunkowana).  


> A czy samobojstwo nie moze byc przejawem milosci? Moze.  

Raczej skłonił bym się do stwierdzenia, że samobójstwo może być przejawem miłości podpartej (w jakimś wymiarze) strachem. No, chyba, że ktoś czuje nieodpartą potrzebę popełnienia samobójstwa, ponieważ czuje się szczęśliwy i jest mu dobrze_ze_światem :)

>Tak jak kwiaty i  
> mnostwo innych rzeczy.  

Które wynikają z kulturowych projekcji na tzw. stan miłości. Czy samobójstwo też się wpisało na tą listę?


> Nie narzucaj swiatu wlasnego formatu.  

Tak jest. Nie myślę też o różowych słoniach :)

> Progres ponad wszystko, pamiętasz? Jeśli ktoś rozkwita w milosci zrodzonej  
> ze strachu to co w tym zlego?  

Nie wiem, nie operuję zbyt dobrze takimi kwantyfikatorami. (BTW - progres w pewnym momencie nie jest już potrzebny, rozpływa się :)
Konkretnie - ja preferuję kochanie zrodzone z Miłości. Oczywiście, to jest teoria... Strach jest dla mnie grabarzem Miłości (gdy wpuści się go DO Miłości).  


> > Miłość nie więzi, nie uzależnia, nie złości się, nie zadręcza, nie  
> skupia  
> > się na egoistycznych wartościach, nie krzyczy, nie bije...  
>  
> Srutututu

Przykre, że brzmi naiwnie i kiczowato, prawda? Bardzo przykre...


> a tymczasem tu milosc ma inny wymiar, nie gorszy a inny.  

gorszy - lepszy; z tymi kwantyfikatorami też nie chcę operować w sprawach emocji i uczuć

> Zamiast panienki  
> w rozowej sukience masz kobiete z czarnym lakierem  na paznokciach,  
> zamiast kwiatow krew, zamiast infantylnego wpatrywania sie w swoje oczy -  
> branie siebie po prostu.

I to jest piękne.
  
> Powiedziales kiedys ze jesli Ona - Ola bedzie Cie ograniczac zostawisz ja.

Kłamałem. Nie, byłem mniej świadomy siebie ;P
  
> juz jestes przywiazany.  

zawsze byłem

> sama milosc juz jest uzaleznieniem.  

Fakt, miłość jest uzależnieniem, ale Miłość nim nie jest.

> nie  
> zrobie tego bo mysle o Nim.  

też o nim myślę :PP

> moja milosc jest egoistyczna,  

moja też. Za to moja Miłość nie jest ANI egoistyczna ANI nieegoistyczna ANI altruistyczna...


> Powiesz ze nie kocham? alez ja kocham i to bardzo. Tylko w specyficzny  
> sposob.  

oczywiście. nie pretendowałem nigdy do stwierdzania kto kocha a kto nie :))))


> > Wokół mnie ludzie mają w sobie wiele miłości, miłości, która w  
> niezwykle  
> > silny sposób czerpie ze Strachu. Czy Ci, ponoć kochani i kochający,  
> ludzie  
> > czują się z powodu swej miłości lepiej? Wcale a wcale.
>  
> Ale skad wiesz?  

Bo wówczas ludzkość była by na dobrym_tripie(TM) i nikt nie potrzebował by nauk Jezusa czy Buddy. Każdy człowiek byłby Jezusem czy Buddą :))) Ludzie kroczyli by ścieżką pięknych paradygmatów. Wiesz, całe to science-fiction o pokoju, miłości, szczęściu etc. etc... "Miłość jest Prawem" i takie tam...

  
> Na tym polega zwiazek  

Jak już stwierdziliśmy związek nie musi równać się Miłość. Często nie równa się.

> zeby nie udawac ze nie ma problemow i zeby o nich  
> rozmawiac (bo to ze sie o nich nie rozmawia nie znaczy ze ich nie ma).  

proste.

> zakochujac sie w kims nie zastanawiam sie na ile moje wartosci sa zgodne z  
> wartosciami tej drugiej osoby, o celach nie wspominajac.  

jasne.


> W Twoim swiecie nie. ale oprocz Twojego jest jeszcze ponad 6 miliardow  
> swiatow a milosc kazdego swiata ma inny wymiar...

pełne.


> > Tam, gdzie pojawia się Miłość, znika Strach. Gdy nie ma Strachu, nie  
> ma  
> > uzależnienia i psychicznego bólu.  
>  
> Nie wierze w Milosc bez przywiazania (co juz jest uwiazaniem),

Na przywiązaniu opiera się związek (którego podstawą jest miłość), Miłość (M)
w rzeczy samej nawet nie istnieje ( :) ), jakby mogła więc się do czegoś/od kogoś uzależnić/przywiązać...

>nie wierze  
> w Milosc bez Strachu.  

Ja wiem, że Miłość (M) jest bez_Strachu, natomiast wszystko wskazuje na to, że miłość (m) bez Strachu raczej nie występuje.

>Mnie Strach a raczej niepewnosc napedzaja.  

Ktoś mądry powiedział mi kiedyś, że są dwa główne źródła ludzkiego "napędzania" (progresu etc.) - Miłość i frustracja (Strach). Jak dotąd byłem napędzany głównie przez drugie źródło, a jest to paliwo wysokooktanowe :)


>Gdybym  
> byla pewna Jego uczuc przestalabym dbac o siebie, o Niego, o Nas i  
> odeszlabym. Bez bolu nie umialabym docenic pieknych wspolnych chwil i  
> wszystko rozplyneloby sie jak lody truskawkowe...

A ja wierzę, że Miłość, jeśli jest, to jest po prostu :)))


69!
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Karasu
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-25
11:39:21

Miłość, bez Strachu, raz proszę... z agrestem

> > > Wokół mnie ludzie mają w sobie wiele miłości, miłości, która w  
>  
> > niezwykle  
> > > silny sposób czerpie ze Strachu. Czy Ci, ponoć kochani i  
> kochający,  
> > ludzie  
> > > czują się z powodu swej miłości lepiej? Wcale a wcale.
> >  
> > Ale skad wiesz?  
>  
> Bo wówczas ludzkość była by na dobrym_tripie(TM) i nikt nie potrzebował by  
> nauk Jezusa czy Buddy. Każdy człowiek byłby Jezusem czy Buddą :))) Ludzie  
> kroczyli by ścieżką pięknych paradygmatów. Wiesz, całe to science-fiction  
> o pokoju, miłości, szczęściu etc. etc... "Miłość jest Prawem" i takie  
> tam...

Najpierw musi zaistnieć rzeczona miłość, a potem jeszcze byc odwzajemniona.
Nie zapominajmy o czyms takim, jak miłość nieodwzajemniona, chyba najbardziej destruktywa emocja, jaką mogę sobie wyobrazić...

> >nie wierze  
> > w Milosc bez Strachu.  
>  
> Ja wiem, że Miłość (M) jest bez_Strachu, natomiast wszystko wskazuje na  
> to, że miłość (m) bez Strachu raczej nie występuje.

A czy to raczej ie jest mieszanka miłości i strachu, tych z małych liter pisanych?
Bo tak jak nie istnieje chyba czysta Miłość, tak chyba nie istnieje czysty Strach.
Chyba że poza naszą małą jaskinią ;)

> A ja wierzę, że Miłość, jeśli jest, to jest po prostu :)))

A ja wierzą w jakieś przyczyny. A żę nie potrafię ich określic czy pojąć, to juz zupełnie inna kwestia... :)

Pozdrawiam
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Nadah
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-25
16:25:54

Agrestowe odwzajemnianie i destrukcja
> Nie zapominajmy o czyms takim, jak miłość nieodwzajemniona, chyba  
> najbardziej destruktywa emocja, jaką mogę sobie wyobrazić...

Pytanie: Czy dekstruktywana moc miłośći_nieodwzajemnionej pochodzi z samej Miłości, czy z umocji/uczuć zakorzenionych gdzie indziej? (ciekawe gdzie? ;) Ja oczywiście nadal będę utrzymywał, że w takie akcje miesza się Strach (siła często w wyniku destruktywna). Miłość nie jest negatywna, nie jest też pozytywna sama z siebie, ale odczuwanie jej wprawia ludzi w pozytywne_wibracje(TM). Dodać należy już tylko, ze o wiele łatwiej żyć Strachem, niż Miłością, co jest zasadą ogólnie znaną w psychologii (bodźciec negatywny najczęściej ma wpływ stały, pozytywny prawie zawsze tylko przejściowy).

Mój przyjaciel zawsze powtarza; wszelkie złe tripy biorą się z przeświadczenia ludzi o tym, że mają coś do stracenia. Mój komentarz do tych słów; oto właśnie destruktywna moc Strachu. Strachu wobec Miłości.

Co do odwazjemnienia - Miłość wymaga przede wszystkim świadomości (jej samej, siebie samego - w sumie bez różnicy). Odwzajemnienie jest najważniejsze w miłości (m), bo to dzięki niemu powstaje związek. Związek, jak już próbowałem wyjaśnić, ma według mnie wcale_nie_tak_dużo wspólnego z Miłością (M).
  


> A czy to raczej ie jest mieszanka miłości i strachu, tych z małych liter  
> pisanych?

nie widzę różnicy

> Bo tak jak nie istnieje chyba czysta Miłość, tak chyba nie istnieje czysty  
> Strach.

masz rację. nie istnieje ANI Miłość ANI Strach ANI czystość ;>

Miłość i Strach są po prostu :)  czystość nie ma tu znaczenia  

> Chyba że poza naszą małą jaskinią ;)

w mojej jaskini jest tylko pingwin. on mówi. każe mi się ślizgać :)

> A ja wierzą w jakieś przyczyny. A żę nie potrafię ich określic czy pojąć,  
> to juz zupełnie inna kwestia... :)
  
Fakt. Wszystko musi mieć przyczynę na drodze akcja - reakcja. Niech przyczyną Miłości będzie jej świadomość. Czy to wystarczające? Nie wiem, ale wiem, że działa.

69!
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Neph
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-26
12:01:02

Agrestowe odwzajemnianie i destrukcja
> w mojej jaskini jest tylko pingwin. on mówi. każe mi się ślizgać :)

W mojej jaskini jest tylko kobieta .
Let's slide.

BTW - w FightClubie pokazano prawdziwie neurotyczną M(m?)iłość
za to z rewelacyjnym endem. Trzeba w sobie zabić wroga. Nawet jeśli wydawał się być przyjacielem?
Where is my mind?
<migawka z ptakiem> :)
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Nadah
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-26
14:29:35

Mój Cień - Tyler Dryden... i gdzie tu miłość :)
> Trzeba w sobie zabić wroga. Nawet jeśli  
> wydawał się być przyjacielem?
> Where is my mind?
> <migawka z ptakiem> :)

Rzeczona piosenka The Pixies jest dla mnie wspaniałym obrazem miłości (m i M) :)  Ostatnio cały czas muzyka włada moją głową...

Co do zabijania w sobie wroga... myślę, że w rzeczywistości wszystko w Tobie (jak i we mnie) jest Jednym.  

"Zabijając wroga" (jungowski Cień?) tłumisz w rzeczywistości niesłychanie ważną część siebie - swój diabelski biegun. Oszukujesz siebie poprzez psychiczne okaleczenie. Każdy potrzebuje Demona ;>  

Pamiętasz faustowskiego Mefistofelesa, "ducha, który mówi nie", "przeczącą siłę"? Dzięki Mefistofelesowi Faust miał szansę zbliżycz się do siebie, wejść na wyższy paradygmat (choć okupione to było ciężką ceną, ceną poznania, zerwania jabłka z drzewa poznania dobra i zła).  

"Eritis sicut Deus scientes bonum et malum" - Będziecie jako Bóg świadomi dobra i zła. Te słowa wypowiada Mefistofeles. Chciałbyś go zabić? On jest Twoim wrogiem?

Tyler Dryden był właśnie Cieniem. Cieniem, który pozwolił na samouzdrowienie, bez niego nasz bohater nigdy nie znalazł by siebie. Tyler nie został zabity! Został włączony, zintegrowany, poznany i odkryty w sobie. Przechytrzony.

Ludzie często pytają mnie czy znam mojego Tylera Drydena... ghh aall umm... ale ciężko jest mówić z pistoletem w ustach :))))))

69!
    
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Neph
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-26
16:37:11

Mój Cień - Tyler Dryden... i gdzie tu miłość :)
>> "Zabijając wroga" (jungowski Cień?) tłumisz w rzeczywistości niesłychanie  
> ważną część siebie - swój diabelski biegun. Oszukujesz siebie poprzez  
> psychiczne okaleczenie. Każdy potrzebuje Demona ;>  

Po co mi demon mam psa ;)

> Pamiętasz faustowskiego Mefistofelesa, "ducha, który mówi nie", "przeczącą  
> siłę"? Dzięki Mefistofelesowi Faust miał szansę zbliżycz się do siebie,  
> wejść na wyższy paradygmat (choć okupione to było ciężką ceną, ceną  
> poznania, zerwania jabłka z drzewa poznania dobra i zła).  

Pamiętam, pamiętam! M: Cząstką tej dziedziny,co zła wciąż pragnie , dobro wciąż czyni.

> "Eritis sicut Deus scientes bonum et malum" - Będziecie jako Bóg świadomi  
> dobra i zła. Te słowa wypowiada Mefistofeles. Chciałbyś go zabić? On jest  
> Twoim wrogiem?
  
Cała ta droga zabijania boga by pieszchły cienie eh.
Diabelskie rodeo na zakrętach życia.

> Tyler Dryden był właśnie Cieniem. Cieniem, który pozwolił na  
> samouzdrowienie, bez niego nasz bohater nigdy nie znalazł by siebie. Tyler  
> nie został zabity! Został włączony, zintegrowany, poznany i odkryty w  
> sobie. Przechytrzony.

Tak w istocie.

A co z Marlą?  


spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Nadah
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-26
19:56:27

Marla
> A co z Marlą?  

Marla jest moim tripem. Czy Marla jest Twoim tripem?

;-)  
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Neph
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-26
21:50:41

Marla
> > A co z Marlą?  
>  
> Marla jest moim tripem. Czy Marla jest Twoim tripem?
>  
> ;-)  

Mój trip jest jak najbardziej real i zawsze na imie ma Agnieszka :)>)

Może nie trafiłem odpowiedzią w wielowymiarowość pytania ale niech tak zostanie.

Sex & violence

(na marginesie) http://fightclub.lycos.co.uk
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Karasu
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-26
11:42:25

Agrestowe odwzajemnianie i destrukcja
> Miłość nie jest negatywna, nie jest  też pozytywna sama z siebie, ale odczuwanie jej wprawia ludzi w pozytywne_wibracje(TM).

Zgadzam się na brak przyporządkowania miłości (i Miłości) do naszych kategorji pozytywu i negatywu.
Tak samo, jak w przypadku strachu (i Strachu), albowiem ma on i swoje pozytywne odzwierciedlenia - najprostszy jest instynkt samozachowawczy.
Tu dochodzimy do klasyfikującej roli świadomości. Świadomości, która może nagiąć obojętną siłe do niszczenia i tworzenia. Miłość również.
Więc być może nie powinniśmy mówić o miłości, która niszczy, ale o ludziach, którzy niszczą poprzez miłość. Analogicznie być może należałoby uznać, że strach róznież nie ma działania destruktywnego, to ludzi wykorzystują go do niszczenia - często samych siebie.

> Co do odwazjemnienia - Miłość wymaga przede wszystkim świadomości (jej  
> samej, siebie samego - w sumie bez różnicy). Odwzajemnienie jest  
> najważniejsze w miłości (m), bo to dzięki niemu powstaje związek. Związek,  
> jak już próbowałem wyjaśnić, ma według mnie wcale_nie_tak_dużo wspólnego z  
> Miłością (M).
  
Ok.
  
> > A czy to raczej ie jest mieszanka miłości i strachu, tych z małych  
> liter  
> > pisanych?
>  
> nie widzę różnicy

Chodziło mi po prostu o to, co poznawalne. De facto kompetentnie (mniej lub bardziej) możemy wypowiadać się na temat miłości - tej naszej "zwykłej", "codziennej"... Bo o tej idealnej Miłości wiemy tyle, co o Bogu (Bóg jest Miłością?), czyli niewiele i pozostaje nam kwestia wiary.
Wiary, bez której miłość nie może istnieć przecież.

> w mojej jaskini jest tylko pingwin. on mówi. każe mi się ślizgać :)

Zawsze słuchaj swojego pingwina :)
Mój ostatnio krzyczał, że nazywa się Platon i cos mi o cieniach na ścianie opowiadał, ale uznałem, żę ściemnia :)

> > A ja wierzą w jakieś przyczyny. A żę nie potrafię ich określic czy  
> pojąć,  
> > to juz zupełnie inna kwestia... :)
>  
> Fakt. Wszystko musi mieć przyczynę na drodze akcja - reakcja. Niech  
> przyczyną Miłości będzie jej świadomość. Czy to wystarczające? Nie wiem,  
> ale wiem, że działa.

Mnie zastanawia nawet przyczyna miłości...
Ale to kwestia mojego uporczywego nieprzyjmowania do wiadomości tez biochemii... ;)

Pozdrawiam
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Karasu
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-25
11:30:42

Miłość i Strach ?
> Czy milosc wynikajaca ze strachu nie jest miloscia prawdziwa? Zaiste, tak  
> samo jak milosc z innych powodow  (a nie ma milosci bez powodu o czym  
> mowili i egzystencjalisci i behawiorysci).  Chodzi o sam fakt. Chodzi o  
> milosc w innym ujeciu.  

A czy to nie jest czasem tak, że obie te siły - jesli rozważamy dualny model Miłość - Strach są nierozerwalne, wymieszane w różnych proporcjach w każdym zjawisku psychicznym?
Jak światłocień?

> A czy samobojstwo nie moze byc przejawem milosci? Moze. Tak jak kwiaty i  
> mnostwo innych rzeczy.

Romeo i Julia, Werter... I inni. Uznawani za romantycznych kochanków, często podziwiani...
Mam wrażenie, że nie jest sztuką umrzeć dla kogoś, ale dla kogoś żyć...

> sama milosc juz jest uzaleznieniem.  

I to najgorszym z możliwych...

> jednoczesnie jestem egoistka, moja milosc jest egoistyczna, nie ide z  
> kumplem do lozka nie tylko dlatego ze Go to zrani, ale dlatego ze wiem ze  
> On odejdzie i zrani mnie. Fakt ze jestem wierna juz jest wiezieniem...  

Miłość ma w sobie coś z egoizmu. Do licha, nawet bardzo dużo.

> Na tym polega zwiazek zeby nie udawac ze nie ma problemow i zeby o nich  
> rozmawiac (bo to ze sie o nich nie rozmawia nie znaczy ze ich nie ma).  A  
> zakochujac sie w kims nie zastanawiam sie na ile moje wartosci sa zgodne z  
> wartosciami tej drugiej osoby, o celach nie wspominajac.  

Cóż. Podobno są tacy, którzy mogą się zakochać tylko w kimś, kogo dobrze znają. Podobno.
A z moich obserwacji wynika raczej proces odwrotny - pewna wyjściowa reakcja emocjonalna pobudza nas do poznania drugiej osoby (nienawiść, notabene, również). Co juz może się różnie skończyć...

> Nie wierze w Milosc bez przywiazania (co juz jest uwiazaniem), nie wierze  
> w Milosc bez Strachu. Mnie Strach a raczej niepewnosc napedzaja. Gdybym  
> byla pewna Jego uczuc przestalabym dbac o siebie, o Niego, o Nas i  
> odeszlabym. Bez bolu nie umialabym docenic pieknych wspolnych chwil i  
> wszystko rozplyneloby sie jak lody truskawkowe...

Lubię lody truskawkowe :)
Co nie zmienia faktu, żę pewna doza niepewności jest konieczna.
To jest tak, że dwoje kochających się (w nie czysto fizycznym rozumieniu) ludzi musi z jednej strony znać się na tyle dobrze, by móc zawsze się wzajemnie zrozumieć i na tyle mało, by cały czas pozostawało miejsce na codzienne małe drobiazgi, niespodzianki, które zapewnią trwanie owej fascynacji, która ich łączy.

Pozdrawiam
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Nadah
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-25
22:38:33

Miłość i Strach ?
> jesli rozważamy dualny  
> model Miłość - Strach są nierozerwalne,  

Problem z tym modelem jest taki, że wcale nie jest dualny. Miłość i Strach nie są od siebie różne, nie są tym samym, nie są czymś innym. Na dnie (lub szczycie, zależnie od punktu widzenia) Miłości i Strachu jest tylko Jedność.  
Z racji jednak, że wybitnie ciężko ująć to w słowa, najlepiej zabrać się za odczuwanie ;P  


> Cóż. Podobno są tacy, którzy mogą się zakochać tylko w kimś, kogo dobrze  
> znają. Podobno.
> A z moich obserwacji wynika raczej proces odwrotny - pewna wyjściowa  
> reakcja emocjonalna pobudza nas do poznania drugiej osoby (nienawiść,  
> notabene, również). Co juz może się różnie skończyć...

Z moich obserwacji wynika, że w drugim człowieku kochamy swoje o nim wyobrażenia. Dzięki temu najłatwiej kochać kogoś na odległość lub kogoś kogo nie znamy. Oto uroki miłości (m).  
Miłość (M) znajduje się gdzie indziej (co nie znaczy wcale, że się gdzieś znajduje). Miłością (M) nie sposób kogoś obdarzyć, ale można sprawić (proces obustronny) by ta druga osoba DOŚWIADCZYŁA Twojej Miłości (M). Dla mnie to jest właśnie piękno kochania (nie jedyna rzecz jasna...).

(11,5 x 2) x 3 :)
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Karasu
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-26
11:50:12

Miłość i Strach ?
> Z moich obserwacji wynika, że w drugim człowieku kochamy swoje o nim  
> wyobrażenia. Dzięki temu najłatwiej kochać kogoś na odległość lub kogoś  
> kogo nie znamy. Oto uroki miłości (m).

Fakt. Moje obserwacje po prostu przeprowadzone są na dość ograniczonej próbie statystycznej i tak akurat się składa, że wyastępuje w niej chęć poznania drugiej osoby po obdarzeniu jej miłością...
A że czasem prawda nie przystaje do wczesniejszych wyobrażeń, to się to rozpada. A jeśli się potwierdza - uczucie rośnie w siłę.

> Miłością (M) nie sposób kogoś obdarzyć, ale można sprawić  
> (proces obustronny) by ta druga osoba DOŚWIADCZYŁA Twojej Miłości (M).

Ładnie powiedziane :)

Pozdrawiam
23!
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Neph
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-25
09:14:23

O neurotycznej milosci rodem z Witkacego...

Od neurotycznej miłości lepsza jest ta weekendowo powieszchowna.
Bez traumy, bez potów zimnych..
Powiesz że tracimy całą głębię i nie da się zjeść wisienki ze szczytu tortu?
Odpowiem Ci że nie  wejde w bagno za Tobą przynęto, nie podam ci pomocnej dłoni, już teraz odwracam się plecami.

Jej chłopiec jeśli nie nie zwiał to zwieje.
Jej chłopiec jeśli nie wierzy w boga to i tak zacznie się do niego modlić o jedną noc "normalnego" sexu.

Sam jestem dewiantem i potrafiłem się zdrowo wkręcać, tyle że z perspektywy czasu zawsze chciało mi się tym rzygać.

Kobieta i Bestia XI

Ja pozwalam nad sobą zapanować kiedy tworzą się i umierają światy.
Z chwilą kiedy błogo zasypiam trace Ją dla własnego dobra.
Nie duszę się - konsumuję.

Pierwotnie SAM i na zawsze, nie wolno mi o tym zapomnieć.

The perfect drug  

Closer

Happiness in slavery
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Sanguine
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-25
15:25:11

O neurotycznej milosci rodem z Witkacego...
> Jej chłopiec jeśli nie nie zwiał to zwieje.
> Jej chłopiec jeśli nie wierzy w boga to i tak zacznie się do niego modlić  
> o jedną noc "normalnego" sexu.

A czy nie przyszło Ci do głowy,że są osoby,którym ten rodzaj relacji i zależności przynosi jednak satysfakcję przekładaną na wieloletni związek i mieszkanie ze sobą?

> Sam jestem dewiantem i potrafiłem się zdrowo wkręcać, tyle że z  
> perspektywy czasu zawsze chciało mi się tym rzygać.

Więc po co to robiłeś?

Krew
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Neph
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-25
17:28:44

O neurotycznej milosci rodem z Witkacego...
> A czy nie przyszło Ci do głowy,że są osoby,którym ten rodzaj relacji i  
> zależności przynosi jednak satysfakcję przekładaną na wieloletni związek i  
> mieszkanie ze sobą?

Tak przyszło mi to do głowy.

> > Sam jestem dewiantem i potrafiłem się zdrowo wkręcać, tyle że z  
> > perspektywy czasu zawsze chciało mi się tym rzygać.
>  
> Więc po co to robiłeś?

Dla zaspokojenia ciekawości i ze złości .
Obracało się to przeciwko mnie, nie dając satysfakcji większej niż ta chwilowa.
Wtedy miałem w sobie coś z wampira, znikałem przed świtem :)

spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Sanguine
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-25
17:46:49

O neurotycznej milosci rodem z Witkacego...

> Dla zaspokojenia ciekawości i ze złości .
> Obracało się to przeciwko mnie, nie dając satysfakcji większej niż ta  
> chwilowa.
> Wtedy miałem w sobie coś z wampira, znikałem przed świtem :)

Eksperymentowanie na własnej duchowości/wrażliwości/seksualności jest bardzo budujące.

Krew  
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Karasu
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-26
12:51:48

O eksperymentowaniu
> Eksperymentowanie na własnej duchowości/wrażliwości/seksualności jest  
> bardzo budujące.

Powiedziałbym raczej, że może być budujące.
Ale kogoś może być jednak destrukcyjne.
Wg mnie to kwestia psychiki, jej elastyczności i wytrzymałości.
Fakt, ćwiczenia niewątpliwie ją wzmacniają. Tak, jak ćwiczenia fizyczne wzmacniają mięśnie. I tak samo, jesli się je źle dobierze można sobie zrobić kuku. A psychiczne czy emocjonalne kuku jest gorsze od fizycznego.

Pozdrawiam
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Neph
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-26
13:10:52

O eksperymentowaniu
> Powiedziałbym raczej, że może być budujące.
> Ale kogoś może być jednak destrukcyjne.
> Wg mnie to kwestia psychiki, jej elastyczności i wytrzymałości.
> Fakt, ćwiczenia niewątpliwie ją wzmacniają. Tak, jak ćwiczenia fizyczne  
> wzmacniają mięśnie. I tak samo, jesli się je źle dobierze można sobie  
> zrobić kuku. A psychiczne czy emocjonalne kuku jest gorsze od  
> fizycznego.
  
Co do ćwiczeń fizycznych (bez kuku) leczą psyche (z kuku).
Hartując ciało w ogniu woli niszczymy słabość.
Elastyczność i tolerancja na bodźce? Nie potrzebuje więcej kuku niż mam :)
Smakuje mi coś czystego, to tego na siłę nie przyprawiam, kwestia smaku.

:)
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Karasu
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-26
13:35:40

O eksperymentowaniu
> Co do ćwiczeń fizycznych (bez kuku) leczą psyche (z kuku).
> Hartując ciało w ogniu woli niszczymy słabość.
> Elastyczność i tolerancja na bodźce? Nie potrzebuje więcej kuku niż mam  
> :)
> Smakuje mi coś czystego, to tego na siłę nie przyprawiam, kwestia smaku.

Niektórzy jednak potrzebują. Ich sprawa.
Poza tym zgadzam się całkowicie.

> :)
Pozdrawiam
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Karasu
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-25
11:46:31

O neurotycznej milosci rodem z Witkacego...
> The perfect drug  

:)

> Closer

:))

> Happiness in slavery

:)))

Wiem, wiem, nader niedojrzałe komentarze.
Ale nie mogłem się powstrzymać. Z dwóch powodów.
Lubię te kawałki.
I w jakiś sposób ładnie podsumowują one miłość...

Pozdrawiam
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Kostrzewska
[ nieaktywne ]


zdjecie

Wysłano:
2003-06-25
15:10:55

"like an animal"
> > The perfect drug  
>  
> :)
>  
> > Closer
>  
> :))
>  
> > Happiness in slavery
>  
> :)))
>  
> Wiem, wiem, nader niedojrzałe komentarze.
> Ale nie mogłem się powstrzymać. Z dwóch powodów.
> Lubię te kawałki.
> I w jakiś sposób ładnie podsumowują one miłość...


""I wanna fuck you like an animal".  Te słowa może dyszeć mi do ucha tylko on."
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Karasu
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-25
11:12:36

O neurotycznej milosci rodem z Witkacego...
> Czytales? Nie? Przeczytaj. Napisz co myslisz.  

Zabiło mnie.
Po prostu.
A często się to nie zdarza...

> Umialbys tak kochac? A moze tak kochasz?  

Miłość to strasznie skomplikowana sprawa, jeśli rozważac ją rozumem. Przynejmniej dla mnie.
I przerażająco wręcz prosta, kiedy się jej doświadcza.

To nie jest tak, że miłość się znajduję, to ona znajduje nas... Dopada, chwyta za gardło i wnętrzności, uzależnia w przeciągu jednego uderzenia serca. Niekoniecznie od razu. Ale decyduje jedno uderzenie. Jakaś chwila iluminacji, nagłej pewności. I strachu, że przecież mogła się nie pojawić, że przecież jej zaistnienie było tak mało prawdopodobne. I cóż wtedy, gdyby się nie pojawiła?

Kiedy siedzę sobie przed monitorem komputera i myślę o Niej, to i owszem, co chwilę muszę koncentrowac się na nowo, żeby nie zatracić się we wspomnieniach, marzeniach, w uporczywej tęsknocie. Ale udaje mi się to. Zawsze mi się udawało.
A przecież kiedy pewnego ranka obudziłem się w Jej ramionach, to czułem, że istnieję tylko jako część Niej.
Oddycham, trawię, krew dociera do wszystkich fragmentów mojego ciała...
Mógłbym istnieć bez Niej.
Istnieć.
Nie wiem, czy cokolwiek poza tym.
Przecież istniałem i przed Nią...

Miłość jest szaleństwem, narkotykiem, ograniczeniem poczytalności, chorobą duszy, nadziei, La Maladie, gorączką, czasem wręcz fizyczną dolegliwością, obsesją... demonem zniszzcenia i zagłady, jak ujął to Schopenhauer.
A przecież kiedy zapytuję sam siebie, co jeszcze ma dla mnie znaczenie, to wychodzi na to, że niewiele poza Nią. Niewiele.

Pozdrawiam
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Dynos
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-25
17:02:35

O neurotycznej milosci rodem z Witkacego...
Rodem z Witkacego ? "622 upadki Bunga" masz na myśli ?
Fajne romansidło. Witkacy ma wyrafinowane poczucie humoru - pod koniec pozbawił Bunga jednego oka, później wydłubał mu drugie (o gałąź w parku).
Bungo czuł neurotyczną miłość do tej jak jej tam (nevermind) z tym, że gdy już ją zaliczył to mu przeszło.
Wielkie pragnienie było po prostu stanem przejściowym, nie uczuciem finalnym.
W rzeczywistości jest tak faktycznie. Jakiekolwiek opętanie przez płeć wredną mija po jej skonsumowaniu. Nie całkowicie, mija natężenie i zmienia się charakter pożądania. Już nie jest ślepym lataniem ćmy wokół świecy.
No to druga szczera rozprawka o miłości, jaka mi się obecnie nasuwa, to "Gorzkie gody" R. Polańskiego.  
Obraz ten powalił mnie przede wszystkim ujawnieniem kulis prawdziwej miłości, do której mają się nijak wszystkie harleqiny do cuchnącej kupy razem wzięte. Macie tam historię uczucia w dużym przedziale czasu - od niewinnej miłości, poprzez perwersję i uzależnienie, do w końcu prawdziwie dojrzałego związku.

Czy w chwili obecnej mógłbym kochać zatracając siebie, do samobujstwa włącznie ?
Nie. I wątpię czy kiedykolwiek zaangażuję się na tyle, by nie móc tego stracić. Związek z kobietą postrzegam jako miły dodatek do swojej egzystencji. Nie jako jej cel (w ogóle istnieje jakiś cel?).
Wiem wiem, kobiety mogą tak kochać. No trudno, mają w końcu inny mózg :)  
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Katera
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-25
22:51:48

oto prawda o mnie...
bardzo ciekawy tekst... przeczytalam to jednym tchem... az dziwne, bo ostatnio nie potrafie sie na niczym dluzej skupic - szczegolnie na 'zbiorach literek' :)
niech ten fakt stanowi moja ocene tej opowiesci...

a jak jest ze mna?

z jednej strony zakochujac sie w kims trace czesc swojej autonomii... mysli opetane sa ta osoba... niezaleznie od tego, co robie... fakt, ze ja spotkam napedza mnie... wszystko przychodzi z latwoscia... nagroda bedzie spotkanie... jednoczesnie jesli tej osoby nie moge zobaczyc pojawia sie smutek, tesknota - czasem nie da sie tych emocji uspokoic...

z drugiej strony chce zachowac odrebnosc, niezaleznosc... nie rezygnuje ze swoich pasji, ze swoich zajec, ze znajomych - nie zamykam sie na to wszystko, czym zylam przed poznaniem tej osoby...  

na pewno nie przyjmuje to tak obsesyjnej formy :) ale do pewnego stopnia zawsze zatracalam sie w drugiej osobie... chyba teraz jestem madrzejsza o przeszle doswiadczenia... a moze to nie madrosc a strach... teraz wiecej do powiedzenia ma glowa... dwa razy pomysle, zanim pozwole sercu sie zatracic...
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Karasu
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-26
12:02:53

oto prawda o mnie...
> z jednej strony zakochujac sie w kims trace czesc swojej autonomii...  

Kiedyś, przez długie lata uważałem, że najwyższą wartość w życiu człowieka ma wolność... Poszukiwałem jej i wykrajałem dla siebie tyle, ile się dawało.
Pewnego razu siedziałem z kobietą, która podówczas była mi bliska, rozmawialiśmy na różne poważne tematy... I w trakcie tej rozmowy ona przyznała mi dużą dozę autonomii. I cieszyłem się jak dziecko, doszedłszy do wniosku, że o to właśnie chodzi.
A teraz wzięto mnie w jasyr, spętano, zniewolono (przenośnie, oczywiście - uwaga dla fanów niektórych form aktywności seksualnej :)... A ja się już nie cieszę.
Ja jestem po prostu szczęśliwy.
Happiness in slavery...

> z drugiej strony chce zachowac odrebnosc, niezaleznosc... nie rezygnuje ze  
> swoich pasji, ze swoich zajec, ze znajomych - nie zamykam sie na to  
> wszystko, czym zylam przed poznaniem tej osoby...  

Owszem, to kim byłem jest nadal ważne... Ale nabiera nagle nowych kształtów, nowego znaczenia... I zmienia się hierarchia wartości. Pewne rzeczy nie są już tak istotne, jak wcześniej. Są, owszem, ale w razie konieczności wyboru...
Choć fakt, że próba zmuszenia mnie do wybierania nigdy nie kończy się jakoś sympaycznie...

> chyba teraz jestem madrzejsza o  
> przeszle doswiadczenia... a moze to nie madrosc a strach... teraz wiecej  
> do powiedzenia ma glowa... dwa razy pomysle, zanim pozwole sercu sie  
> zatracic...

Też tak mówiłem, naprawdę.
A potem stało się. Łup! I po rozumie...
:)
Nie, żebym narzekał...

Pozdrawiam
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Katera
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-26
18:20:57

oto prawda o mnie...
> Happiness in slavery...
:) no coz... ja nadal uwazam, ze nie nalezy uzalwezniac naszego szczescia od drugiej osoby...  
  
> Też tak mówiłem, naprawdę.
> A potem stało się. Łup! I po rozumie...
> :)
> Nie, żebym narzekał...
ja sie jeszcze bronie, ale chyba to wszystko dziala wbrew mnie :(
;P
zobaczymy

pozdr. i wiadomo
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Karasu
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-26
21:47:26

oto prawda o mnie...
> :) no coz... ja nadal uwazam, ze nie nalezy uzalwezniac naszego szczescia  
> od drugiej osoby...  

Obawiam się, że czasami to się po prostu dzieje...
To zdecydowanie nie był mój świadomy wybór - "Tak, chcę".
To po prostu tak wyszło.

> > Też tak mówiłem, naprawdę.
> > A potem stało się. Łup! I po rozumie...
> > :)
> > Nie, żebym narzekał...
> ja sie jeszcze bronie, ale chyba to wszystko dziala wbrew mnie :(
> ;P
> zobaczymy

dokładnie.
Można być sobie spokojnym, ułożonym itd. az nagle pewnego dnia... ŁUP!
A z drugiej strony może to łup nigdy nie nastąpić..

> pozdr. i wiadomo

Wiadomo :)
Pozdrawiam
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Katera
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-26
22:19:34

oto prawda o mnie...
> Obawiam się, że czasami to się po prostu dzieje...
jesli liczymy na to, ze jak pojawi sie druga osoba to bedziemy szczesliwy (swiat sie zrobi kolorowy - np. teczowy jak Sosnowiec), to mozemy niezlego kopa dostac od rzeczywistosci...

> To zdecydowanie nie był mój świadomy wybór - "Tak, chcę".
> To po prostu tak wyszło.
no, bo to zwykle 'tak wychodzi' :)

> A z drugiej strony może to łup nigdy nie nastąpić..
jejku... az mi ciarki po plecach przeszly... to ja juz wole 'lup!' - nawet jednostronne od zadnego...
  
4P :)
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Locutus
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-26
23:43:59

O jednostronnym ŁUPS
> jejku... az mi ciarki po plecach przeszly... to ja juz wole 'lup!' - nawet  
> jednostronne od zadnego...

Erm??? Jednostronne??? I jesteś tego absolutnie pewna??? A czytałaś Cierpienia Młodego Werthera... albo nie... tam to wszystko jest i tak mało plastycznie ujęte... szczerze mówiąc nie znam żadnego uczucia tak destruktywnie wpływającego na człowieka jak "łups jedostronne"
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Katera
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-27
13:46:34

O jednostronnym ŁUPS
> A czytałaś  
> Cierpienia Młodego Werthera...  
tak - jedna z moich ulubionych lektur!!

> szczerze mówiąc nie znam żadnego uczucia tak  
> destruktywnie wpływającego na człowieka jak "łups jedostronne"
ale pomysl - mozesz zyc z niespelniona miloscia, albo zupelnie nie znajac tego uczucia - co wybierasz? ja nadal obstaje prze niespelnionym!
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Visenna
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-30
19:07:30

O jednostronnym ŁUPS
> > szczerze mówiąc nie znam żadnego uczucia tak  
> > destruktywnie wpływającego na człowieka jak "łups jedostronne"
> ale pomysl - mozesz zyc z niespelniona miloscia, albo zupelnie nie znajac  
> tego uczucia - co wybierasz? ja nadal obstaje prze niespelnionym!

Ja bym wolała wogóle nie znać tego uczucia...wyrzec się jej. Albo spełniona...albo żadna.  
Tyle że...o tę spełnioną się nie staram. Dlaczego? Boję się do kogoś przywiązać. Boję się, ponieważ do tej pory zawsze jak sie do kogoś przywiązywałam, jak zaczęło mi na danej osobie zależeć...to ona ode mnie odchodziła. Dlaczego? Nie wiem. Kiedy ona odchodziła, zostawał ze mną ten niesamowity wręcz ból, cierpienie, żal. I pytanie: Co ja takiego zrobiłam? Czy warto jest zaryzykować na następny raz? I czy sobie pozwolę na takie ryzyko?  
Przywiązywanie się do kogoś jest wrodzoną potrzebą człowieka. Każdy z nas potrzebuje bliskości, zrozumienia, przywiązania, chęci bycia z kimś. Niestety nie mogę się tego wyrzec, ani pozostać obojętną. Nie moge też tego za bardzo tłumić, bo na dłuższą mete się nie da. Dlatego czasami się moge zapomnieć.  
Jeżeli to wszystko tak ma wyglądac jakl wyglądało do tej pory to ja wysiadam. Ile ja bym dała by nie znać tego uczucia wcale...
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Kostrzewska
[ nieaktywne ]


zdjecie

Wysłano:
2003-07-01
22:29:45

o przywiazaniu i uwiazaniu
>  Boję się do kogoś  
> przywiązać. Boję się, ponieważ do tej pory zawsze jak sie do kogoś  
> przywiązywałam, jak zaczęło mi na danej osobie zależeć...to ona ode mnie  
> odchodziła. Dlaczego? Nie wiem.  

Zastanow sie czy nie przywiazujesz do siebie tej drugiej osoby.

Czy dajesz jej na tyle wolnosci zeby mogla sama wybrac czy chce czy nie chce sie z Toba spotykac.

Z wlasnego doswiadczenia wiem ze lepszy jest niedosyt niz nadmiar.  

Sama z powodu nadmiaru zerwalam niejedna dobrze zapowiadajaca sie znajomosc.  

Ja uwielbiam kilkugodzinne pogaduchy etc. ale po pewnym czasie sa nuzace. Zwlaszcza jesli maja sie odbywac codziennie. Wtedy sie okazuje ze gadac nie ma o czym a milczenie staje sie klopotliwe. To meczace kiedy czujesz ze ta druga osoba ma tylko Ciebie.

Ja trzymam dystans. Zawsze pytam zanim przyjde, a jesli ktos nie chce moich odwiedzin to spoko, rozumiem.  

To jak z kotami.  

Wiesz, kot kiedy chce to sam przyjdzie, polozy sie nawet na kolanach ale potrzebuje tez samotnosci. sprobuj kota przytrzymac na sile. Zdziwisz sie jak takie mile stworzonko moze podrapac i pogryzc. Wiem bo mialam kota.
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Visenna
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-07-02
21:38:57

o przywiazaniu i uwiazaniu
> Zastanow sie czy nie przywiazujesz do siebie tej drugiej osoby.
> Czy dajesz jej na tyle wolnosci zeby mogla sama wybrac czy chce czy nie  
> chce sie z Toba spotykac.

Nie...zdecydowanie nie.
Dlaczego?
Ano dlatego, że ta osoba nawet nie wie, że się do niej przywiązuje...czy przywiązałam. Przynajmniej ja nie daje jej tego po sobie poznać. Nie zabiegam o rozmowy, nie zabiegam o spotkania, nie zabiegam o nic. Nie staram się ograniczyć jej wolności. Nie wiem więc dlaczego się tak dzieje.  
Być może jest to tylko mój własny wymysł, wybryk mojego umysłu, który przecież może tak wiele. Być może te osoby wcale sie ode mnie nie oddalają, tylko ja to tak widze, co może być konsekwencją (nie wiem czy dobrze dobrałam słowo "konsekwencja") moich wewnętrznych obaw wynikających z tego co może albo i nie może mnie czekać. Być może to jest tylko mój wymysł, że one ode mnie się oddalają, a że ja sie nie lubie narzucać, oddalam się też od nich, co one z koleji mogą postrzegać, że mnie się już taka znajomość znudziła i dają sobie na tzw. "wstrzymanie", w wyniku czego to wszystko się kończy i już nie wraca, bo i jedno i drugie z nas myśli, że to już koniec i nie watro tego zaczynać, skoro druga osoba tego nie chce...
eee....chyba zagmatwałam :-/
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Kostrzewska
[ nieaktywne ]


zdjecie

Wysłano:
2003-07-02
21:56:03

i braku wiezi
> > Zastanow sie czy nie przywiazujesz do siebie tej drugiej osoby.
> > Czy dajesz jej na tyle wolnosci zeby mogla sama wybrac czy chce czy  
> nie  
> > chce sie z Toba spotykac.
>  
> Nie...zdecydowanie nie.
> Dlaczego?
> Ano dlatego, że ta osoba nawet nie wie, że się do niej przywiązuje...czy  
> przywiązałam. Przynajmniej ja nie daje jej tego po sobie poznać. Nie  
> zabiegam o rozmowy, nie zabiegam o spotkania, nie zabiegam o nic. Nie  
> staram się ograniczyć jej wolności. Nie wiem więc dlaczego się tak dzieje.  

Moze wlasnie dlatego? Z braku wiezi?  

Bo o rozmowy, o wspolnie spedzany czas nalezy zabiegac. Z kim chetniej sie spotkasz? Z kims kto praktycznie nie proponuje spotkan czy z kims kto dzwoni zeby zapytac co u Ciebie i czy nie masz ochoty wyjsc z domu i sie spotkac?  

Trzeba umiec znalezc zloty srodek miedzy uwiazaniem i brakiem wiezi.
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Katera
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-30
20:43:38

O jednostronnym ŁUPS
> Boję się do kogoś  
> przywiązać. Boję się, ponieważ do tej pory zawsze jak sie do kogoś  
> przywiązywałam, jak zaczęło mi na danej osobie zależeć...to ona ode mnie  
> odchodziła. Dlaczego? Nie wiem.  
skad ja to znam?
nie wiem na czym to polega, ze jesli sie angazujesz to wszystkoi zaczyna sie sypac...  
ale moze to swiadczy o tym, ze nie trafilo sie dotychczas na osobe gotowa do zaangazowania...  
nie czarujmy sie - trzeba sie wyrzec czesci swojej autonomii zeby usyskac nowa jakosc autonomii... a tego sie chyba wszyscy boimy - dopoki to nie bedzie TA osoba...

ale Wisienka - Ty mloda jestes !! :)
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Karasu
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-07-01
19:14:05

O jednostronnym ŁUPS
> nie czarujmy sie - trzeba sie wyrzec czesci swojej autonomii zeby usyskac  
> nowa jakosc autonomii... a tego sie chyba wszyscy boimy - dopoki to nie  
> bedzie TA osoba...

Trochę poświęcenia...
"Bo co to by była za miłość, gdyby kochającego nie było stać na odrobinę poświęcenia".
A poświęcić trzeba wszystko. Po to, by zyskać jeszcze więcej, na zupełnie innym poziomie.
Trzeba oszaleć.
Zdjąć zbroję, odrzucić broń całą poza sztyletem, który daje się tej drugiej osobie, nakierowanym wprost w serce.
Rozpleść wszelkie ochronne zaklęcia.
Poddać się całkowicie.

Już nawet walczyć o jej względy nie można.
Moment decyzji.
Chwila, kiedy naprawdę więcej szans ma się z rybiookimi kreaturami z mieczami w rękach...

Maligna, gorączka, obłęd.
Miłość.

Pozdrawiam
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Karasu
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-07-01
19:09:59

O jednostronnym ŁUPS
> Ja bym wolała wogóle nie znać tego uczucia...wyrzec się jej. Albo  
> spełniona...albo żadna.

Wierz mi, czasem lepszy ból od pustki.
Był kiedyś moment, kiedy zadałem sobie ból fizyczny tylko po to, by upewnić się, żę jeszcze mogę w ogóle odczuwać cokolwiek.
I jeśli piekło miałoby istnieć, to moje byłyby brakiem czucia. Pustką.

> Czy warto jest zaryzykować na następny raz? I czy sobie pozwolę na takie  
> ryzyko?  

Na pierwsze pytanie - tak.
Na drugie - przypuszczam, że tak.

> Przywiązywanie się do kogoś jest wrodzoną potrzebą człowieka. Każdy z nas  
> potrzebuje bliskości, zrozumienia, przywiązania, chęci bycia z kimś.  

Dokładnie.

> Jeżeli to wszystko tak ma wyglądac jakl wyglądało do tej pory to ja  
> wysiadam. Ile ja bym dała by nie znać tego uczucia wcale...

Ile?
Pytanie dla Ciebie - ile?
Pamiętaj, żę za wszystko się płaci. Za wszystko.
Bądź pewna, że rzecz jest warta swojej ceny.

Pozdrawiam
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Visenna
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-07-02
22:21:24

O jednostronnym ŁUPS
Visenna: Ja bym wolała wogóle nie znać tego uczucia...wyrzec się jej. Albo spełniona...albo żadna.

Karasu: Wierz mi, czasem lepszy ból od pustki.
Był kiedyś moment, kiedy zadałem sobie ból fizyczny tylko po to, by upewnić się, żę jeszcze mogę w ogóle odczuwać cokolwiek.I jeśli piekło miałoby istnieć, to moje byłyby brakiem czucia. Pustką.

Visenna: Hmm...niedoświadczyłam czegoś takiego, więc niewiele mogę powiedziec. Nie doszłam jeszcze do takiego stopnia nieczułości. Bo nie mogę...a może nie chce (?)

                                                      * * * * *  

Visenna: Czy warto jest zaryzykować na następny raz? I czy sobie pozwolę na takie ryzyko?  

Karasu: Na pierwsze pytanie - tak.
Na drugie - przypuszczam, że tak.

Visenna: Może i warto zaryzykować. Tylko teraz powstaje pytanie, czy aby to, czego się obawiam (odrzucenia, niezrozumienia, braku akceptacji, samotności, braku oparcia) się nie powtórzy? Te obawy zadają mi pytania "czy warto...?"
A czy bym sobie pozwoliła na to ryzyko. Być może...całkiem nieświadomie. Zawsze powtarzam, że człowiekiem żądzą emocje, które nie zawsze można opanować. Jeżeli odczuje potrzebe bloskości, to zapewne zrobię wszystko by ją zaspokoić. I nawet moge nie wiedzieć, że ryzukuję. Dla mnie bedzie się liczyć tylko jedno: "zaskopoić swą potrzebę"
  
                                                      * * * * *  
Visenna: Przywiązywanie się do kogoś jest wrodzoną potrzebą człowieka. Każdy z nas potrzebuje bliskości, zrozumienia, przywiązania, chęci bycia z kimś.  

Karasu: Dokładnie.

Visenna: Dlatego tak jak powtarzam...nie zawsze mozna zapanowac nad potrzebami, nad emocjami.  
Albo też...nie zawsze się chce...(i przy tej kwestii Visenna się zamyśla...)
  
                                                      * * * * *
  
Visenna: Jeżeli to wszystko tak ma wyglądac jakl wyglądało do tej pory to ja wysiadam. Ile ja bym dała by nie znać tego uczucia wcale...
  
Karasu: Ile?
Pytanie dla Ciebie - ile?
Pamiętaj, żę za wszystko się płaci. Za wszystko.
Bądź pewna, że rzecz jest warta swojej ceny.

Visenna: W tym problem, że ja sama nie wiem ile. Są dni, kiedy oddała bym za to wszystko, ale już następnego dnia, albo jeszcze tego samego, nic oddawać za to nie chce...nie chce się pozbywać uczuć...
Cóż za niezdecydowanie...które może mnie kiedyś zgubić :-/

                                                      * * * * *
            
Karasu: Pozdrawiam

Visenna: Ja również :-))))
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Karasu
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-07-03
00:48:54

O jednostronnym ŁUPS
> Visenna: Ja bym wolała wogóle nie znać tego uczucia...wyrzec się jej. Albo  
> spełniona...albo żadna.
>  
> Karasu: Wierz mi, czasem lepszy ból od pustki.
> Był kiedyś moment, kiedy zadałem sobie ból fizyczny tylko po to, by  
> upewnić się, żę jeszcze mogę w ogóle odczuwać cokolwiek.I jeśli piekło  
> miałoby istnieć, to moje byłyby brakiem czucia. Pustką.
>  
> Visenna: Hmm...niedoświadczyłam czegoś takiego, więc niewiele mogę  
> powiedziec. Nie doszłam jeszcze do takiego stopnia nieczułości. Bo nie  
> mogę...a może nie chce (?)

Karasu: I dobrze. Ciesz się. Ja nie wspominam tego miło.
W końcu które blizny miło się wspomina?

>                                                       * * * * *  
>  
> Visenna: Czy warto jest zaryzykować na następny raz? I czy sobie pozwolę  
> na takie ryzyko?  
>  
> Karasu: Na pierwsze pytanie - tak.
> Na drugie - przypuszczam, że tak.
>  
> Visenna: Może i warto zaryzykować. Tylko teraz powstaje pytanie, czy aby  
> to, czego się obawiam (odrzucenia, niezrozumienia, braku akceptacji,  
> samotności, braku oparcia) się nie powtórzy? Te obawy zadają mi pytania  
> "czy warto...?"

Karasu: Nie dowiesz się, dopóki nie spróbujesz.
Jeżeli nie spróbujesz NIGDY nie znajdziesz spełnienia.
"Żeby ocaleć muszę oszaleć", jak kiedyś napisał poeta.

> A czy bym sobie pozwoliła na to ryzyko. Być może...całkiem nieświadomie.  
> Zawsze powtarzam, że człowiekiem żądzą emocje, które nie zawsze można  
> opanować. Jeżeli odczuje potrzebe bloskości, to zapewne zrobię wszystko by  
> ją zaspokoić. I nawet moge nie wiedzieć, że ryzukuję. Dla mnie bedzie się  
> liczyć tylko jedno: "zaskopoić swą potrzebę"

Karasu: Dlatego właśnie wysnułem takie a nie inne przypuszczenie.

>                                                       * * * * *  
> Visenna: Przywiązywanie się do kogoś jest wrodzoną potrzebą człowieka.  
> Każdy z nas potrzebuje bliskości, zrozumienia, przywiązania, chęci bycia z  
> kimś.  
>  
> Karasu: Dokładnie.
>  
> Visenna: Dlatego tak jak powtarzam...nie zawsze mozna zapanowac nad  
> potrzebami, nad emocjami.  
> Albo też...nie zawsze się chce...(i przy tej kwestii Visenna się  
> zamyśla...)

Karasu: I tu po części docieramy do włąściwego pytania - CZY tak naprawdę chcesz panować nad swoimi emocjami i JAK BARDZO?
Albowiem wierz mi, nie ma nic słodszego nad całkowite oddanie...
Tyle, że wymaga to bardzo szczególnych okoliczności.
A bez pewnej dozy kontroli po prostu zostaniesz zniszczona.
Więc gdzie są granice kontroli?

>                                                       * * * * *
>    
> Visenna: Jeżeli to wszystko tak ma wyglądac jakl wyglądało do tej pory to  
> ja wysiadam. Ile ja bym dała by nie znać tego uczucia wcale...
>  
> Karasu: Ile?
> Pytanie dla Ciebie - ile?
> Pamiętaj, żę za wszystko się płaci. Za wszystko.
> Bądź pewna, że rzecz jest warta swojej ceny.
>  
> Visenna: W tym problem, że ja sama nie wiem ile. Są dni, kiedy oddała bym  
> za to wszystko, ale już następnego dnia, albo jeszcze tego samego, nic  
> oddawać za to nie chce...nie chce się pozbywać uczuć...
> Cóż za niezdecydowanie...które może mnie kiedyś zgubić :-/

Karasu: Niezdecydowanie zgubi Cię w walce - zawahaj się, a miecz przeciwnika pewnie uderzy w Twoje ciało. Strać rónowagę a zostaniesz powalona na ziemię i pokonana.
Pytanie - czy w tym przypadku zasady walki są adekwatne?

>                                                       * * * * *
>            
> Karasu: Pozdrawiam
>  
> Visenna: Ja również :-))))

Karasu: :)
Pozdrawiam raz jeszcze. I powodzenia.
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Visenna
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-07-03
02:58:16

O jednostronnym ŁUPS
> W końcu które blizny miło się wspomina?

"Rany się zabliźniają, ale blizny rosną wraz z nami."
                                                                                        (Stanisław Jerzy Lec)  
                                                      * * * * *  
  
> Karasu: Nie dowiesz się, dopóki nie spróbujesz.
> Jeżeli nie spróbujesz NIGDY nie znajdziesz spełnienia.
> "Żeby ocaleć muszę oszaleć", jak kiedyś napisał poeta.

Zaspokajanie swoich potrzeb polega na ich spełnianiu. A jak powiedziałam bliskość kogoś jest potrzebą, a żeby ją zaspokoić...trza zaryzykować...:-/

                                                      * * * * *  
  
> Karasu: Dlatego właśnie wysnułem takie a nie inne przypuszczenie.

No i prawidłowo...

                                                       * * * * *  

> Karasu: I tu po części docieramy do włąściwego pytania - CZY tak naprawdę  
> chcesz panować nad swoimi emocjami i JAK BARDZO?
> Albowiem wierz mi, nie ma nic słodszego nad całkowite oddanie...
> Tyle, że wymaga to bardzo szczególnych okoliczności.
> A bez pewnej dozy kontroli po prostu zostaniesz zniszczona.
> Więc gdzie są granice kontroli?

Wierze...
A czy chce...to zależy kiedy. Czasami mam wielką ochote by nad emocjami nie panowac wcale...a czasami wręcz przeciwnie...
A gdzie są granice kontroli? Hmm...wydaje mi sie, że nie mozna ich jednoznacznie określić. Każdy wytycza sobie własne (przynajmniej takie jest moje zdanie) w zależności od sytuacji i od...osoby :-)

                                                       * * * * *
    
> Karasu: Niezdecydowanie zgubi Cię w walce - zawahaj się, a miecz  
> przeciwnika pewnie uderzy w Twoje ciało. Strać rónowagę a zostaniesz  
> powalona na ziemię i pokonana.
> Pytanie - czy w tym przypadku zasady walki są adekwatne?

Uważam, że niezdecydowanie w walce wręcz nie powinno się porównywać do niezdecydowania w walce o uczucia. W walce wręcz inaczej myślisz. Czujesz niechęć do wroga...czy może nienawiść nawet, wyczulasz zmysły, koncentrujesz się tylko i wyłącznie na nic, tutaj nie możesz mieć żądnych skrupułów, a wydaje mi się, że to one wprowadzają w niezdecydowanie. W uczuciach nie czujesz niechęci do osoby, nie walczysz z nią...

                                                        * * * * *
            
> Pozdrawiam raz jeszcze. I powodzenia.

Nie będe dłużna...też pozdrawiam :-)
Vis...
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Karasu
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-07-03
18:21:54

O jednostronnym ŁUPS
Podpisuję się pod wszystkimi odpowiedziami. :)

Dokładnie tak.

Pozdrawiam :)))
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Locutus
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-27
14:29:38

O jednostronnym ŁUPS
A ja zdecydowanie wolałbym w ogóle nie znać miłości niż znać tylko tę niespełnioną - przyjemności z tego żadnej, za to w człowieku się tak koszmarnie kotłuje, gotuje, taka huśtawka emocjonalna, tak gigantyczne poczucie braku spełnienia, bezsilności, bezradności, ogromna frustracja, potężny ból... a jak się widzi tą drugą osobę w ramionach innego/innej to bardzo często jedyna myśl, która pozostaje, to myśl o tym jak zabić to uczucie... no a rozwiązanie jest jedno - takie, jak wybrał Werther...

W takiej miłości dostrzegam tylko regres i destrukcję...

A ponadto - ze statystyki wynika, ze najwięcej samobójstw jest popełnianych właśnie z przyczyn miłosnych...
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Katera
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-27
18:14:41

O jednostronnym ŁUPS
> przyjemności z tego żadnej, za to w człowieku się tak  
> koszmarnie kotłuje, gotuje, taka huśtawka emocjonalna, tak gigantyczne  
> poczucie braku spełnienia, bezsilności, bezradności, ogromna frustracja,  
> potężny ból... a jak się widzi tą drugą osobę w ramionach innego/innej to  
> bardzo często jedyna myśl, która pozostaje, to myśl o tym jak zabić to  
> uczucie...
wiesz, nie zawsze to tak wyglada... kiedys bylam w sytuacji, ze moj wybranek mial kobiete, ale i tak to mnie przytulal :) i nawet powiedzial, ze mnie kocha - co prawda po przyjacielsku, ale to wystarczylo za najgoretsze wyznania milosne...  
wolalam dawac z siebie wszystko... i chyba tak mi zostalo, ,ze wole dawac, a cos sie nieswojo czuje, kiedy otrzymuje milosc...
ale tak tez jest fajnie :)
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Visenna
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-30
19:12:26

O jednostronnym ŁUPS
> wiesz, nie zawsze to tak wyglada... kiedys bylam w sytuacji, ze moj  
> wybranek mial kobiete, ale i tak to mnie przytulal :) i nawet powiedzial,  
> ze mnie kocha - co prawda po przyjacielsku, ale to wystarczylo za  
> najgoretsze wyznania milosne...

To gratuluje...ale nie każdym to wystarcza. We mnie by wszystko puściło, a jeżeli by puściło...zniszczyłabym te przyjaźć. Na szczęście nigdy nie dałam się poznać po tym ile dana osoba dla mnie znaczy...
                                  
                                                        * * * * *  

> wolalam dawac z siebie wszystko... i chyba tak mi zostalo, ,ze wole dawac,  
> a cos sie nieswojo czuje, kiedy otrzymuje milosc...
> ale tak tez jest fajnie :)

Ja owszem...lubie dawać, ale jeszcze bardziej chce otrzymywać. To normalna, naturalna, ludzka potrzeba...
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Karasu
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-07-01
19:17:09

O jednostronnym ŁUPS
> To gratuluje...ale nie każdym to wystarcza. We mnie by wszystko puściło, a  
> jeżeli by puściło...zniszczyłabym te przyjaźć. Na szczęście nigdy nie  
> dałam się poznać po tym ile dana osoba dla mnie znaczy...

Moim skromnym zdaniem - słusznie.
Bo i tej drugiej osobie by to cholernie nabruździło. Cholernie.
                    
>                                                         * * * * *  

> Ja owszem...lubie dawać, ale jeszcze bardziej chce otrzymywać. To  
> normalna, naturalna, ludzka potrzeba...

Harmonia dawania i brania...
Czyż to nie z tego właśnie powodu seks może być sacrum?
Wtedy dając jednocześnie się bierze.
Piękne.

Pozdrawiam
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Visenna
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-07-02
22:25:55

O jednostronnym ŁUPS
Visenna: To gratuluje...ale nie każdym to wystarcza. We mnie by wszystko puściło, a jeżeli by puściło...zniszczyłabym te przyjaźć. Na szczęście nigdy nie dałam się poznać po tym ile dana osoba dla mnie znaczy...

Karasu: Moim skromnym zdaniem - słusznie.
Bo i tej drugiej osobie by to cholernie nabruździło. Cholernie.

Visenna: Wiem...
Doświadczyłam już czegoś takiego. Na szczęście nie na sobie. Byłam osobą widzącą to wszystko z boku. Widziałam to takie coś może zrobić z przyjażnią...
A robi przeokropne rzeczy...
                    
                                                         * * * * *  

Visenna: Ja owszem...lubie dawać, ale jeszcze bardziej chce otrzymywać. To normalna, naturalna, ludzka potrzeba...

Karasu: Harmonia dawania i brania...
Czyż to nie z tego właśnie powodu seks może być sacrum?
Wtedy dając jednocześnie się bierze.
Piękne.

Visenna: Ano piękne :-)))

Pozdrawiam
Vis...
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Locutus
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-27
18:28:04

O jednostronnym ŁUPS
> wiesz, nie zawsze to tak wyglada... kiedys bylam w sytuacji, ze moj  
> wybranek mial kobiete, ale i tak to mnie przytulal :) i nawet powiedzial,  
> ze mnie kocha - co prawda po przyjacielsku, ale to wystarczylo za  
> najgoretsze wyznania milosne...  

Erm... pozostaje mi tylko powiedzieć "witaj w klubie"... dokładnie tak samo... osoba, którą kocham* jest jednocześnie moją najbliższą przyjaciółką... po prostu nie wyobrażam sobie bez niej życia... a że ma faceta to już zupełnie inna sprawa... tylko niespecjalnie miło się robi, jak jedziemy gdzieś razem (np. rok temu w góry), a oni mi się w nocy na łóżku obok pieprzą... ehh... :-/

Pozdrawiam gorąco!

A może zamieszczę takie ogłoszenie na "czarcim targu": ZAMIENIĘ MIŁOŚĆ NA SRACZKĘ. OD ZARAZ! ;-)

* - Karasu - no to jak się pozbyć tego uczucia?
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Katera
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-27
22:11:51

O jednostronnym ŁUPS
> Erm... pozostaje mi tylko powiedzieć "witaj w klubie"...  
juz nie :( on nie zyje...

> * - Karasu - no to jak się pozbyć tego uczucia?
ja Ci powiem od siebie tylko tyle - trzeba znalezc zastepstwo, bo tak samo nie zniknie...
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Kostrzewska
[ nieaktywne ]


zdjecie

Wysłano:
2003-06-28
00:07:13

W zastepstwie

> > * - Karasu - no to jak się pozbyć tego uczucia?
> ja Ci powiem od siebie tylko tyle - trzeba znalezc zastepstwo, bo tak samo  
> nie zniknie...

Tylko zastanow sie na ile to bedzie przeniesienie uczuc a na ile prawdziwe kochanie tej drugiej osoby.

Ja nie chcialabym uslyszec ze moj facet wczesniej kochal inna a ze z tamta nie wyszlo a ja bylam obok...  

To kurewskie. Nie wazne czy robisz to Ty czy ta druga osoba.
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Karasu
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-28
15:21:44

W zastepstwie
> > > * - Karasu - no to jak się pozbyć tego uczucia?
> > ja Ci powiem od siebie tylko tyle - trzeba znalezc zastepstwo, bo tak  
> samo  
> > nie zniknie...
>  
> Tylko zastanow sie na ile to bedzie przeniesienie uczuc a na ile prawdziwe  
> kochanie tej drugiej osoby.
>  
> Ja nie chcialabym uslyszec ze moj facet wczesniej kochal inna a ze z tamta  
> nie wyszlo a ja bylam obok...  
>  
> To kurewskie. Nie wazne czy robisz to Ty czy ta druga osoba.

To jest kurewskie.
Dlatego w razie zastępstwa polecam mówić o zauroczeniu, a nie miłości.
I nigdy nie mówić o tym tej drugiej osobie. Nie oszukiwac jej wielkimi słowami.
Chyba, że będą naprawdę usprawiedliwione... Ale to się raczej rzadko zdarza.

to jest trochę jak lekarstwo - gorzkie z definicji.

Pozdrawiam
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Katera
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-28
18:10:47

W zastepstwie
> Tylko zastanow sie na ile to bedzie przeniesienie uczuc a na ile prawdziwe  
> kochanie tej drugiej osoby.
to jest fakt... ale inaczej sie nie da 'odkochac'... jesli sie jest samemu to caly czas jakos podsycamy w sobie ten ogien... nawet idealizujemy ta osobe, wyobrazamy sobie, co by bylo gdybysmy mogli byc razem... a to nie tak dziala...

> Ja nie chcialabym uslyszec ze moj facet wczesniej kochal inna a ze z tamta  
> nie wyszlo a ja bylam obok...  
no rozumiem... tez bym nie chciala... ale pomysl - wiekszosc zwiazkow rozpoczyna suie po zakonczeniu przez co najmniej jedna ze stron jakiegos wczesniejszego - nigdy sie nie ma pewnosci, ze nie jestes tylko 'zastepstwem'... niestety...

spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Kostrzewska
[ nieaktywne ]


zdjecie

Wysłano:
2003-06-28
20:17:42

nie ma pewnosci?
> ale inaczej sie nie da 'odkochac'... jesli sie jest samemu  
> to caly czas jakos podsycamy w sobie ten ogien... nawet idealizujemy ta  
> osobe, wyobrazamy sobie, co by bylo gdybysmy mogli byc razem... a to nie  
> tak dziala...

To po cholere podsycac tenogien? Skonczylo sie - trudno. PO sie meczyc?  
POwtarzam jeszcze raz TAKIE leczenie sie z milosci jest jednym z wiekszych kurestw jakie mozna wrzadzic drugiej osobie.


> > Ja nie chcialabym uslyszec ze moj facet wczesniej kochal inna a ze z  
> tamta  
> > nie wyszlo a ja bylam obok...  
> no rozumiem... tez bym nie chciala... ale pomysl - wiekszosc zwiazkow  
> rozpoczyna suie po zakonczeniu przez co najmniej jedna ze stron jakiegos  
> wczesniejszego - nigdy sie nie ma pewnosci, ze nie jestes tylko  
> 'zastepstwem'... niestety...

G.. prawda. Ja KAZDY moj zwiazek rozpoczynalam na czysto.  

Nigdy nie ma pewnosci? Tak mowi tylko ktos co do kogo pewnosci miec nie mozna.  

Sama pomysl. Przez przypadek znajdujesz w portfelu faceta kilka zdjec jego bylej, albo dzwoni telefon, on swiargoli do sluchawki a Ty wiesz ze dzwoni jego byla albo mowi Ci wprost ze jeszcze sie nie wyleczyl. Jak sie czujesz? Zdradzona? Oszukana? Zesezmacona? Brzydka? A moze wszystko razem?  

Teraz pomysl ze osoba z ktora jestes, ktora KOCHASZ tak bardzo czuje sie wlasnie tak. Wesolo Ci?  

Dorosli ludzie zachowuje sie inaczej. Z szacunkiem dla partnera.  
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Katera
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-28
21:51:06

nie ma pewnosci?
> To po cholere podsycac tenogien? Skonczylo sie - trudno.  
> PO sie meczyc?  
to nie zawsze jest takie proste - serce nie sluga... tym bardziej jesli z ta osoba jestes dosc blisko i zbyt czesto nadinterpretujesz jego/jej przekazy niewerbalne...

> POwtarzam jeszcze raz TAKIE leczenie sie z milosci jest jednym z wiekszych  
> kurestw jakie mozna wrzadzic drugiej osobie.
ale ja nie mowie, zeby wchodzic w zwiazek z CZYSTEGO wyrachowania... po prostu wg mnie niemozliwe jest wyleczenie sie calkowicie z niespelnionej milosci jesli sie jest samemu...
  

> Nigdy nie ma pewnosci? Tak mowi tylko ktos co do kogo pewnosci miec  
> nie  mozna.  
nie rob mi psychoanalizy, bo akurat nie trafilas...  

> Jak sie  
> czujesz? Zdradzona? Oszukana? Zesezmacona? Brzydka? A moze wszystko razem?  
przypuszczam, ze wszystko naraz... moze byc jednak inna sytuacja, ze partner nie do konca zdaje sobie sprawe z tego, czy jeszcze cos czuje do ex- czy nie... niekoniecznie musi miec z nim/nia kontakt...  

spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Kostrzewska
[ nieaktywne ]


zdjecie

Wysłano:
2003-06-28
22:30:45

"nie ma nic..."
> > To po cholere podsycac tenogien? Skonczylo sie - trudno.  
> > PO sie meczyc?  
> to nie zawsze jest takie proste - serce nie sluga... tym bardziej jesli z  
> ta osoba jestes dosc blisko i zbyt czesto nadinterpretujesz jego/jej  
> przekazy niewerbalne...

Jesli ktos Cie zostawia to widocznie chce zostawic. Po co jeszcze sie ranic kombinowaniem ze moze jeszcze cos wyjdzie?  
Pozatym albo chce sie wyleczyc albo nie. Jesli sie chce to sie udaje. Wystarczy sie czyms zajac (i nie chodzi tu bynajmniej o nastepny zwiazek) a nie tylko kommbinowac jakby Go tu spotkac, pokazac sie przed Nim, sprawic zeby o mnie myslal.  

> > POwtarzam jeszcze raz TAKIE leczenie sie z milosci jest jednym z  
> wiekszych  
> > kurestw jakie mozna wrzadzic drugiej osobie.
> ale ja nie mowie, zeby wchodzic w zwiazek z CZYSTEGO wyrachowania... po  
> prostu wg mnie niemozliwe jest wyleczenie sie calkowicie z niespelnionej  
> milosci jesli sie jest samemu...

A druga osoba moze Ci w tym pomoc? Ja rozumiem jesli to jest przyjaciel badz przyjaciolka, albo mama albo ktos ale nie nowy facet czy kobieta. Bzdura. Bo to nie bedzie prawdziwe uczucie.

> > Nigdy nie ma pewnosci? Tak mowi tylko ktos co do kogo pewnosci miec  
> > nie  mozna.  
> nie rob mi psychoanalizy, bo akurat nie trafilas...  

Zadna to psychoanaliza. Jesli ktos nikomu nie ufa jemu tez nie nalezy ufac. Zastanow sie nad tym co piszesz izastanow sie co mysli Twoj facet gdy czyta co piszesz.  

> > Jak sie  
> > czujesz? Zdradzona? Oszukana? Zesezmacona? Brzydka? A moze wszystko  
> razem?  
> przypuszczam, ze wszystko naraz... moze byc jednak inna sytuacja, ze  
> partner nie do konca zdaje sobie sprawe z tego, czy jeszcze cos czuje do  
> ex- czy nie... niekoniecznie musi miec z nim/nia kontakt...  

Partner to jedno.Wazna jestes Ty.  

Czujesz sie wobec Niego fair?

spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Katera
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-29
10:20:03

"nie ma nic..."
> Jesli ktos Cie zostawia to widocznie chce zostawic.
sytuacja wyjsciowa bylo zauroczenie jednostronne - kiedy druga strona jest w innym zwiazku... milosc niespelniona, a nie zwiazek z ta osoba...

> Jesli ktos nikomu nie ufa jemu tez nie nalezy  
> ufac. Zastanow sie nad tym co piszesz izastanow sie co mysli Twoj facet  
> gdy czyta co piszesz.  
ja rozpatruje sytuacje teoretycznie... to nie znaczy, ze nie ufam i ze mnie nie nalezy ufac...

spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Kostrzewska
[ nieaktywne ]


zdjecie

Wysłano:
2003-06-29
10:25:43

nic
> > Jesli ktos Cie zostawia to widocznie chce zostawic.
> sytuacja wyjsciowa bylo zauroczenie jednostronne - kiedy druga strona jest  
> w innym zwiazku... milosc niespelniona, a nie zwiazek z ta osoba...

Tymbardziej nalezy sobie dac spokoj. Po cholere sie meczyc?  
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Karasu
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-30
15:09:27

nie ma pewnosci?
> G.. prawda. Ja KAZDY moj zwiazek rozpoczynalam na czysto.  

I dlatego jesteś tak wyjątkowa...

> Nigdy nie ma pewnosci? Tak mowi tylko ktos co do kogo pewnosci miec nie  
> mozna.  

Pewności nie ma się do pewnego momentu. Kiedy mamy do czynienia z zakochiwaniem się, zauroczeniami, zadurzeniami - wtedy rzeczywiście nia ma się pewności.
Kiedy się Kocha, niepewność zostaje wyparta przez Wiarę.
Abraham wierzył prawem absurdu...

> Sama pomysl. Przez przypadek znajdujesz w portfelu faceta kilka zdjec jego  
> bylej, albo dzwoni telefon, on swiargoli do sluchawki a Ty wiesz ze dzwoni  
> jego byla albo mowi Ci wprost ze jeszcze sie nie wyleczyl. Jak sie  
> czujesz? Zdradzona? Oszukana? Zesezmacona? Brzydka? A moze wszystko razem?  
>  
>  
> Teraz pomysl ze osoba z ktora jestes, ktora KOCHASZ tak bardzo czuje sie  
> wlasnie tak. Wesolo Ci?  

Jeżeli ją KOCHAM to do tego nie dojdzie.
Zastępstwo może być fascynacją, zauroczeniem, pożądaniem... Nie miłością.
I dlatego zasady nie są tak oczywiste, mon ami...
W miłości nie oszukam, nie okłamię i ne zdradzę.
Ale miłość to coś bardzo rzadkiego. Przynajmniej u mnie.

> Dorosli ludzie zachowuje sie inaczej. Z szacunkiem dla partnera.  

Dorosłości jeszcze się uczę, bądźmy szczerzy.
Zresztą... Jak to już wspominałem wcześniej w moim przypadku zastępstwo było czysto emocjonalne tj. niezrealizowane związkiem.
Wie, wiem, tylko winny się tłumaczy.
Bo czasem martwi mnie to, jak łatwo poszło.
Ale teraz... Sytuacja się zmieniła.

Pozdrawiam
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Kostrzewska
[ nieaktywne ]


zdjecie

Wysłano:
2003-06-30
16:31:50

pewnosc
> > G.. prawda. Ja KAZDY moj zwiazek rozpoczynalam na czysto.  
>  
> I dlatego jesteś tak wyjątkowa...

dlatego mam czyste sumienie i dlatego nie zastanawiam sie czy moj facet jest fair w stosunku do mnie.

> Kiedy się Kocha, niepewność zostaje wyparta przez Wiarę.

WIARA to nie PEWNOSC. Wiara to wiara. Ja nie musze wierzyc. Ja sie nie zastanawiam nawet. Ja WIEM ze moj facet kocha mnie czysta miloscia.

> Abraham wierzył prawem absurdu...

Abrahama w to nie mieszaj. Zreszsta poczytaj Kierkegaarda i tego co on o Abrahamie pisze.

> > Sama pomysl. Przez przypadek znajdujesz w portfelu faceta kilka zdjec  
> jego  
> > bylej, albo dzwoni telefon, on swiargoli do sluchawki a Ty wiesz ze  
> dzwoni  
> > jego byla albo mowi Ci wprost ze jeszcze sie nie wyleczyl. Jak sie  
> > czujesz? Zdradzona? Oszukana? Zesezmacona? Brzydka? A moze wszystko  
> razem?  
> >  
> >  
> > Teraz pomysl ze osoba z ktora jestes, ktora KOCHASZ tak bardzo czuje  
> sie  
> > wlasnie tak. Wesolo Ci?  
>  
> Jeżeli ją KOCHAM to do tego nie dojdzie.

Mozesz kochac, co nie zmieni faktu ze ten KTOS moze zadzwonic, ona bedzie swiergolila do sluchawki, mozesz kochac co nie zmieni faktu ze ona jeszcze sie nie wyleczyla.

> Zastępstwo może być fascynacją, zauroczeniem, pożądaniem... Nie  
> miłością.

Piszesz o sobie. Ale pomysl o kobiecie ktora pada ofiara Twojej fascynacji, zauroczenia czy pozadania.  

> I dlatego zasady nie są tak oczywiste, mon ami...

Zasady sa bardzo jasne. Dojrzala osoba wchodzac w zwiazek jest fair wobec tej drugiej. Nie mysli o sobie tylko o tej drugiej osobie.  
Krew napisala ze nie rozumie tego jak mozemy pojmowac milosc bez poswiecenia sie drugiej osobie wrecz zapomnienia o sobie.  
Ja nie rozumiem jak mozesz myslec o drugiej osobie w kategorii plasterka.

> W miłości nie oszukam, nie okłamię i ne zdradzę.

Juz oszukujesz. Mozesz tlumaczyc ze to nie milosc tylko zauroczenie czy pozadanie. Ale mysl do cholery o tej drugiej osobie.

> Ale miłość to coś bardzo rzadkiego. Przynajmniej u mnie.

Co nie znaczy ze dla innych.

> > Dorosli ludzie zachowuje sie inaczej. Z szacunkiem dla partnera.  
>  
> Dorosłości jeszcze się uczę, bądźmy szczerzy.

Widze to. I niespecjalnie mnie to cieszy.

> Zresztą... Jak to już wspominałem wcześniej w moim przypadku zastępstwo  
> było czysto emocjonalne tj. niezrealizowane związkiem.

To jedna sprawa. Gorzej gdy wchodzisz w zwiazek.

spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Karasu
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-30
19:39:31

pewnosc
> dlatego mam czyste sumienie i dlatego nie zastanawiam sie czy moj facet  
> jest fair w stosunku do mnie.

Póki co mam tak samo.

> > Kiedy się Kocha, niepewność zostaje wyparta przez Wiarę.
>  
> WIARA to nie PEWNOSC. Wiara to wiara. Ja nie musze wierzyc. Ja sie nie  
> zastanawiam nawet. Ja WIEM ze moj facet kocha mnie czysta miloscia.

Dla mnie to wiara. Ale rzeczywiście jest ona w pewnym sensie bezwiedna. nie związana z wolą czy zastanawianiem się. Po prostu nagle wierzę. Ufam. Do końca i bezgranicznie.

> Abrahama w to nie mieszaj. Zreszsta poczytaj Kierkegaarda i tego co on o  
> Abrahamie pisze.

Czytałem.

> > Zastępstwo może być fascynacją, zauroczeniem, pożądaniem... Nie  
> > miłością.
>  
> Piszesz o sobie. Ale pomysl o kobiecie ktora pada ofiara Twojej  
> fascynacji, zauroczenia czy pozadania.  

Ważne, żeby nie tworzyć w niej przekonania, że to coś wilkiego, trwałego. Trzeba dość dobrze określić naturę związku.

> Ja nie rozumiem jak mozesz myslec o drugiej osobie w kategorii  
> plasterka.

Mogę myśleć o drugim człowieku w dowolnej kategorii, łącznie z bardzo wrednymi.
Przynajmniej dopóki jest to myślenie hipotetyczne, nie dotyczące kogoś, kogo znam, albowiem jeśli kogoś znam to pewnego rodzaju nastawienie emocjonalne wyklucza niektóre kategorie. Kilku osób nie skrzywdzę, nie oszukam, kilku kobiet nigdy nie będę próbował uwieść...
Ale hipotetyczny człowiek - nie znam ograniczeń myśli.

> > W miłości nie oszukam, nie okłamię i ne zdradzę.
>  
> Juz oszukujesz. Mozesz tlumaczyc ze to nie milosc tylko zauroczenie czy  
> pozadanie. Ale mysl do cholery o tej drugiej osobie.

Nie.
Wiem dokładnie co to jest.
Pomyliłem się raz. Na swoją niekorzyść.
Wiem, co czuję w tej chwili.
W tej chwili interes drugiej osoby jest całkowicie pierwotny wobec wszystkiego, co znam. Najważniejszy.
Ale to po raz pierwszy w życiu.

> > Ale miłość to coś bardzo rzadkiego. Przynajmniej u mnie.
>  
> Co nie znaczy ze dla innych.

Fakt. Moja wina.

> > Dorosłości jeszcze się uczę, bądźmy szczerzy.
>  
> Widze to. I niespecjalnie mnie to cieszy.

Przykro mi, Kosa. Naprawdę.
Ale nie jestem ideałem, nie jestem doskonały. Wiele jest do zrobienia.
W przypadku związków moja niedojrzałość jest spora.
Ale szybko się uczę. Zwłaszcza ostatnio.
I... Rozumiem Twój punkt widzenia, dokładnie pojmuję jego szlachetność.
Szlachetność, którą mam tylko wobec tej jednej, jedynej osoby. I kilkorga przyjaciół.

> > Zresztą... Jak to już wspominałem wcześniej w moim przypadku  
> zastępstwo  
> > było czysto emocjonalne tj. niezrealizowane związkiem.
>  
> To jedna sprawa. Gorzej gdy wchodzisz w zwiazek.
>  
Owszem.
Mi się nie zdarzyło.
Ale nie mam zamiaru nikogo czarować - to raczej przez brak okazji.
Niestety.

Pozdrawiam
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Locutus
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-29
00:27:07

O jednostronnym ŁUPS
> > Erm... pozostaje mi tylko powiedzieć "witaj w klubie"...  
> juz nie :( on nie zyje...

Przepraszam. Nie wiedziałem...
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Katera
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-29
10:21:04

O jednostronnym ŁUPS
> Przepraszam. Nie wiedziałem...
nie ma co przepraszac... ot, zycie... (i smierc...)
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Karasu
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-28
15:18:20

O jednostronnym ŁUPS
> * - Karasu - no to jak się pozbyć tego uczucia?

Wynajdź każdą jej wadę i nie pozwól sobie na jej usprawiedliwianie.
Odsuń się na bok, niszcz każdą myśl i westchnienie.
Wysiłkiem fizycznym likwiduj romantyczne uniesienia - zmęczenie jest zdrowe, bo każę zasnąć od razu, bez rozmyślań i marzeń.
Nie marz.
Zachwyć się czymś innym, zajmij czymś, co nie ma z nią azbsolutnie nic wspólnego.
Klucz. Uciekaj.
Jesli jesteś dobry w kontrolowaniu własnej psychiki - rozkładaj to uczucie. Tak, jak ziemia rozkłada martwe ciało.

I pamiętaj przy tym, że możesz zniszczyc też i samego siebie.

A najbardziej pomogło by Ci inne zauroczenie.
Uwaga: mi się udało. Ale ja mam tak skonstruowana psychikę. Nie ręczę, że zadziała to dla kogoś innego.

Pozdrawiam
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Visenna
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-30
19:25:27

O jednostronnym ŁUPS
> Wynajdź każdą jej wadę i nie pozwól sobie na jej usprawiedliwianie.
> Odsuń się na bok, niszcz każdą myśl i westchnienie.

Jeżeli to jest przyjeciel to nie możn a się w nim doszukiwac wad, nie można się od niego odsuwać. To zniszczy przyjaźć. Dla mnie przynajmniej lepiej jest, że jeżeli nie mogę mieć miłości...to mam przyjaźń. Nie chciałabym jej niszczyć. To by mnie jeszcze bardziej zniszczyło. A i tak już jestem dostatecznie zniszczona wewnętrznie (przynajmniej przez ostatni czas)
  
                                                       * * * * *
  
> Wysiłkiem fizycznym likwiduj romantyczne uniesienia - zmęczenie jest  
> zdrowe, bo każę zasnąć od razu, bez rozmyślań i marzeń.

Tak...to pomaga rzeczywiście. Ech..co ja bym zrobiła bez mojego łuku, czy miecza :P
Jednak też nie zawsze udaje mi sie nie myśleć o tym przed snem. Nawet pomimo zmęczenia...

                                                       * * * * *  
              

> Nie marz.

Czasami nie da się nie marzyć. Marzenia to jest jedyne co mi pozostaje, co praktycznbie utrzymuje mnie przy życiu, a czego jednocześnie nie mogę się wyrzec...

                                                       * * * * *
    
> Klucz. Uciekaj.

Pytanie: gdzie?                        

                                                       * * * * *
  
> Jesli jesteś dobry w kontrolowaniu własnej psychiki - rozkładaj to  
> uczucie. Tak, jak ziemia rozkłada martwe ciało.

Tak się właśnie staram robić. Ignorowac je, nie zwracac na nie uwagi, pocieszać się jedynie przyjaźnią

                                                       * * * * *  
  
> I pamiętaj przy tym, że możesz zniszczyc też i samego siebie.

Autodestrukcja...jak ja to wytrzymuje :-/

                                                       * * * * *  

> A najbardziej pomogło by Ci inne zauroczenie.
> Uwaga: mi się udało. Ale ja mam tak skonstruowana psychikę. Nie ręczę, że  
> zadziała to dla kogoś innego.

To jest chyba najlepsze rozwiązanie...
"Coś się kończy, Coś się zaczyna"

P.S.
Przepraszam, że się wtrąciłam...tak jakoś wyszło...

Pozdrawiam
Vis...  
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Karasu
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-07-01
19:05:08

O jednostronnym ŁUPS
> Jeżeli to jest przyjeciel to nie możn a się w nim doszukiwac wad, nie  
> można się od niego odsuwać. To zniszczy przyjaźć. Dla mnie przynajmniej  
> lepiej jest, że jeżeli nie mogę mieć miłości...to mam przyjaźń. Nie  
> chciałabym jej niszczyć. To by mnie jeszcze bardziej zniszczyło. A i tak  
> już jestem dostatecznie zniszczona wewnętrznie (przynajmniej przez ostatni  
> czas)

Owszem. I dlatego nauczyłem się nie mieszać przyjaźnbi z niczym innym.
To się po prostu nie sprawdza.
Jedna z niewleiu zasad, jakich się trzymam - nigdy nie zanieczyszczać przyjaźni innymi formami pociągu.

>                                                        * * * * *
>  
> > Wysiłkiem fizycznym likwiduj romantyczne uniesienia - zmęczenie jest  
>  
> > zdrowe, bo każę zasnąć od razu, bez rozmyślań i marzeń.
>  
> Tak...to pomaga rzeczywiście. Ech..co ja bym zrobiła bez mojego łuku, czy  
> miecza :P
> Jednak też nie zawsze udaje mi sie nie myśleć o tym przed snem. Nawet  
> pomimo zmęczenia...

Ale myślisz krócej i mniej intensywnie.
A tak z innej beczki...
Miecz? Łuk?
Przepraszam, ale koleżnaka z branży, że się tak wyrażę? Bractwo jakieś?

>                                                        * * * * *  
>              
>  
> > Nie marz.
>  
> Czasami nie da się nie marzyć. Marzenia to jest jedyne co mi pozostaje, co  
> praktycznbie utrzymuje mnie przy życiu, a czego jednocześnie nie mogę się  
> wyrzec...

I owa niemożność wyrzeczenia się jest jednym z problemów, jakie trzeba pokonać.

>                                                        * * * * *
>      
> > Klucz. Uciekaj.
>  
> Pytanie: gdzie?                        

W sobie. To nie jest ucieczka fizyczna, a przynajmniej nie tylko. To tak, jak uciekać przed rozpaczą. Jak uciekać przed smutkiem. Jak uciekać przed strachem.

>                                                        * * * * *  
>  
> > I pamiętaj przy tym, że możesz zniszczyc też i samego siebie.
>  
> Autodestrukcja...jak ja to wytrzymuje :-/
>  
>                                                        * * * * *  
>  
> > A najbardziej pomogło by Ci inne zauroczenie.
> > Uwaga: mi się udało. Ale ja mam tak skonstruowana psychikę. Nie  
> ręczę, że  
> > zadziała to dla kogoś innego.
>  
> To jest chyba najlepsze rozwiązanie...
> "Coś się kończy, Coś się zaczyna"

Owszem. :)

> P.S.
> Przepraszam, że się wtrąciłam...tak jakoś wyszło...

Żaden problem. W końcu to forum publiczne, ergo można się wtrącać zawsze :)

Pozdrawiam
K.
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Visenna
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-07-02
22:01:37

O jednostronnym ŁUPS
> Owszem. I dlatego nauczyłem się nie mieszać przyjaźnbi z niczym innym.
> To się po prostu nie sprawdza.
> Jedna z niewleiu zasad, jakich się trzymam - nigdy nie zanieczyszczać  
> przyjaźni innymi formami pociągu.

Tak...to bardzo przydatne. Jednak czy tak się zawsze da? Przeciez co ja co...ale powszechnie wiadome jest, że człowiekiem żądzą emocje i nie nad wszystkim da się zapanowac...a przynajmniej nie na dłużsżą metę.
  
                                                        * * * * *

> Ale myślisz krócej i mniej intensywnie.
> A tak z innej beczki...
> Miecz? Łuk?
> Przepraszam, ale koleżnaka z branży, że się tak wyrażę? Bractwo jakieś?

Może i myślę krócej...,ale nie wydaje mi się że mniej intensywniej. Być może to zależy od posiadanej wyobraźni. Poza tym jak wykazały różne badania na różnicami płci, kobiety przezywają uczucie silniej niż mężczyźni. Może to dlatego.
  
A co tej innej beczki...
Łuk mam, zajmuje się łucznictwem. Micza narazie jeszcze nie mam, ale zdażało mi się już nim "wywijać". Tę umiejętność szlifuję jak mam okazję walką na kostury. Jednak wszystko to jest ranazie na poziomie rekreacyjnym. Do bractwa zapisze się w najbliższym czasie, jako iż wczesniej przez nową szkołe i nowe wyzwania w tej szkole, nie miałam za bardzo mozliwości się zapisać. Chodziło po prostu o czas, pościęcenie się temu itp. Poza tym chciałam najpierw nieco udoskonalic swoje umiejętności, ponieważ się jakie mają je ludzie w będzińskim bractwie Czarnego Rycerza. Nie chce od nich odstawać. A poza tym słyszałam, że utworzyli tam sekcje kobiet walczących mieczem, czego wcześniej nie było, ponieważ powszechnie (albo i nie) wiadomym było, iż kobiety mieczem nie walczą, a czym od początku pogodzić się nie mogłam. Nie wiem na ile jest to prawdą, czy taka sekcja tam naprawde istnieje, jeszcze nie sprawdziłam wiarygodności tych informacji. Jeżeli jednak to będzie prawdą, to zamierzać zapisać się właśnie do tej sekcji.  

                                                        * * * * *  
> > Czasami nie da się nie marzyć. Marzenia to jest jedyne co mi pozostaje, co  
> > praktycznbie utrzymuje mnie przy życiu, a czego jednocześnie nie mogę się  
> > wyrzec...  
    
> I owa niemożność wyrzeczenia się jest jednym z problemów, jakie trzeba  
> pokonać.

To nie jest takie łatwe jakby się mogło wydawać. Co innego by mi pozostało, jeżeli nie marzenia, dzięki którym odrywam się od szarego, rzeczywistego i gnębiącego mnie świata...
  
                                                        * * * * *
      
> > > Klucz. Uciekaj.
  
> > Pytanie: gdzie?                        
  
> W sobie. To nie jest ucieczka fizyczna, a przynajmniej nie tylko. To tak,  
> jak uciekać przed rozpaczą. Jak uciekać przed smutkiem. Jak uciekać przed  
> strachem.
  
No właśnie jak? Ja tego nie wiem...
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Karasu
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-07-03
00:38:49

O jednostronnym ŁUPS
> Tak...to bardzo przydatne. Jednak czy tak się zawsze da? Przeciez co ja  
> co...ale powszechnie wiadome jest, że człowiekiem żądzą emocje i nie nad  
> wszystkim da się zapanowac...a przynajmniej nie na dłużsżą metę.

Ale można wyrobić w sobie pewne mechanizmy obronne.
U mnie działają. I dlatego przyjaciółka jest dla mnie pod tym względem nietykalna.
Co innego ktoś dopiero co poznany :)

>                                                         * * * * *
> Może i myślę krócej...,ale nie wydaje mi się że mniej intensywniej. Być  
> może to zależy od posiadanej wyobraźni. Poza tym jak wykazały różne  
> badania na różnicami płci, kobiety przezywają uczucie silniej niż  
> mężczyźni. Może to dlatego.

Może...
Nie jestem pewien.
I raczej skłonny jestem opierać się tu na różnicach osobniczych, nie płciowych.

> A co tej innej beczki...
> Łuk mam, zajmuje się łucznictwem. Micza narazie jeszcze nie mam, ale  
> zdażało mi się już nim "wywijać". Tę umiejętność szlifuję jak mam okazję  
> walką na kostury.
> A poza tym słyszałam, że utworzyli tam sekcje  
> kobiet walczących mieczem, czego wcześniej nie było, ponieważ powszechnie  
> (albo i nie) wiadomym było, iż kobiety mieczem nie walczą, a czym od  
> początku pogodzić się nie mogłam.

Jak miło :)
Walkę długim kijem polecam do późnej starości - rozwija i sporo daje. A i może się przydać.
I nie przesadzaj z ciężkimi zbrojami...
Jestem jednak staroświecki :)

>                                                         * * * * *  
> To nie jest takie łatwe jakby się mogło wydawać. Co innego by mi  
> pozostało, jeżeli nie marzenia, dzięki którym odrywam się od szarego,  
> rzeczywistego i gnębiącego mnie świata...

Wiem, że to nie jest łatwe. Nikt nie mówił, żę takie będzie...
A poza tym...
Dostrzerz piękno wokół siebie. Nie uciekaj od świata za bardzo, bo kiedyś on Cię może dopaść i kopnąć tak mocno, żę się nie pozbierasz. Marzenia są jak najbardziej w porządku, ale dopóki to Ty je kontrolujesz. I dopóki są tylko ubarwieniem, urozmaiceniem, rozrywką.
Rozejrzyj się.
Świat nie jest aż tak szary. Co czujesz, kiedy nakładasz strzałę, zdecydowanym, choć wyważonym ruchem unosisz łuk, jednocześnie napinając cięciwę, kiedy na moment zatrzymujesz się w bezruchu, podczas gdy łuk staje się częścią Ciebie, oboje jesteście napięci i gotowi, kiedy rozwierasz palce a strzała z cichym świargotem tuż przy uchu wyrywa się naprzód?
Użyj tego. I wielu innych rzeczy. Szukaj.

>                                                         * * * * *
> > W sobie. To nie jest ucieczka fizyczna, a przynajmniej nie tylko. To  
> tak,  
> > jak uciekać przed rozpaczą. Jak uciekać przed smutkiem. Jak uciekać  
> przed  
> > strachem.
>  
> No właśnie jak? Ja tego nie wiem...

A ja Ci tego nie powiem, albowiem każdy ma swoje własne metody.
Ja zagłuszam takie stany ćwicząc kata. A jeśli nie mogę - wyobrażam sobie to. Miecz. Wyczekiwanie. Uspokojenie nacechowane czujnością. Nagły ruch, jedyna rzecz we wszechświecie. I powrót. Powtarzać aż do skutku.
Ale to tylko moja metoda. Poszukaj własnej. Eksperymentuj. Badaj. Poznawaj samą siebie. Ta wiedza jest w Tobie i tylko w Tobie. Musisz ją tylko odnaleźć...

Pozdrawiam
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Visenna
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-07-03
03:25:29

O jednostronnym ŁUPS
> Ale można wyrobić w sobie pewne mechanizmy obronne.
> U mnie działają. I dlatego przyjaciółka jest dla mnie pod tym względem  
> nietykalna.
> Co innego ktoś dopiero co poznany :)

To wiadomo. U mnie jest to samo. Całkiem inaczej zachowuje się do osoby, z krótą nie jestem związana emocjonalne w formie przyjaźni
  
                                                         * * * * *

> Może...
> Nie jestem pewien.
> I raczej skłonny jestem opierać się tu na różnicach osobniczych, nie  
> płciowych.

Jeden beret mnie się wydaje. Są to różnice w budowie mózgu, a to podpina się pod różnice osobnicze. I wracając do poprzedniego zagadnienia. Tobie się udaje zapanowac nad (że tak się wyrażę) popędem emocjonalnym do przyjaciółki, nie masz z tym większych problemów, ale np. my kobiety jako, że jesteśmy bardziej wrażliwe na takie rzeczy, pewne problemy z tym mogą (ale nie muszą) wystąpić. Więc mnie może byc w tej kwestii trudniej zapanowac nad emocjami. Na szczęście jakoś sobie radze :-)))
          
                                                         * * * * *
                  
> > A co tej innej beczki...

> Jak miło :)
> Walkę długim kijem polecam do późnej starości - rozwija i sporo daje. A i  
> może się przydać.
> I nie przesadzaj z ciężkimi zbrojami...
> Jestem jednak staroświecki :)

Nie zamierzam przesadzac z ciężkimi zbrojami. Wystaczy mi skórzana ćwiekowana i ewentualnie kolczuga. Ale za to żadnych płytowych, półpłytowych, czy paskowych...
Co do kijów...to wiem, że się przydaje...tylko trza mieć kija pod ręką. Nie zawsze się takowy znajdzie...

                                                         * * * * *  

>  Wiem, że to nie jest łatwe. Nikt nie mówił, żę takie będzie...
> A poza tym...
> Dostrzerz piękno wokół siebie. Nie uciekaj od świata za bardzo, bo kiedyś  
> on Cię może dopaść i kopnąć tak mocno, żę się nie pozbierasz. Marzenia są  
> jak najbardziej w porządku, ale dopóki to Ty je kontrolujesz. I dopóki są  
> tylko ubarwieniem, urozmaiceniem, rozrywką.
> Rozejrzyj się.
> Świat nie jest aż tak szary. Co czujesz, kiedy nakładasz strzałę,  
> zdecydowanym, choć wyważonym ruchem unosisz łuk, jednocześnie napinając  
> cięciwę, kiedy na moment zatrzymujesz się w bezruchu, podczas gdy łuk  
> staje się częścią Ciebie, oboje jesteście napięci i gotowi, kiedy  
> rozwierasz palce a strzała z cichym świargotem tuż przy uchu wyrywa się  
> naprzód?
> Użyj tego. I wielu innych rzeczy. Szukaj.

Co czuję? Ech...tego sie nie da opisać...ale na pewno czuję sie jakbym była w innym świecie. W moim świecie. Świecie, w którym jest wszystko inne, barwniejsze, w którym się dobrze czuje.  
Poza tym tak jak już mówiłam nie raz. Mam takie dni, tygodnie kiedy na niczym mi nie zależy, kiedy najchętniej pieprznęłabym tym wszystkim co mam, lub co zdobyłam do tej pory, poszłabym w las, usiadła pod drzewem i zagłębiła się właśnie w swój świat, bo w tym - realnym świecie ogarnia mnie niesamotiwa niemoc i przygnębieniem. Miewam też dni, tygodnie kiedy cieszę się życiem, kiedy wykorzystuje to co mam i to co zdobyłam. Wtedy zależy mi na wielu rzeczach.  
Każdy człowiek ma w życiu jakieś miejsze czy większe niedyspozycje psychiczne. Ja własnie taką mam teraz. Ale...powoli mi przechodzi :-)))  
Jeszcze jak sie zapisze do tego bractwa, to będe mieć mniej czasu na takie rozmyslania. Będę w swoim żywiole :-))))

                                                         * * * * *

> > No właśnie jak? Ja tego nie wiem...
>  
> A ja Ci tego nie powiem, albowiem każdy ma swoje własne metody.
> Ja zagłuszam takie stany ćwicząc kata. A jeśli nie mogę - wyobrażam sobie  
> to. Miecz. Wyczekiwanie. Uspokojenie nacechowane czujnością. Nagły ruch,  
> jedyna rzecz we wszechświecie. I powrót. Powtarzać aż do skutku.
> Ale to tylko moja metoda. Poszukaj własnej. Eksperymentuj. Badaj. Poznawaj  
> samą siebie. Ta wiedza jest w Tobie i tylko w Tobie. Musisz ją tylko  
> odnaleźć...

Wiem...że jest. Wiem, że to zależy tylko ode mnie. Nie raz już przecież mówilo się o niesamowitych możliwościach ludzkiego umysłu. I własnie jego trzeba wykorzystać.
Jak już mówiłam...wisielczy humor chyba mi przechodzi...
Teraz jeszcze tylko podleczę się łukiem...:-)))
  
Pozdrawiam
Vis :-)
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Karasu
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-07-03
18:56:33

O jednostronnym ŁUPS
Aż mi głupio...
Bo wychodzi mi na to, że osiągnęliśmy całkowite porozumienie. I niewiele można dodać.
Co najwyżej - powodzenia.
Powodzenia na Szlaku? Tak mi się skojarzyło.

Pozdrawiam
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Kostrzewska
[ nieaktywne ]


zdjecie

Wysłano:
2003-06-29
00:46:24

O jednostronnym PLASK w policzek

> A najbardziej pomogło by Ci inne zauroczenie.
> Uwaga: mi się udało. Ale ja mam tak skonstruowana psychikę. Nie ręczę, że  
> zadziała to dla kogoś innego.

Tobie sie udalo. A jak sie czuje ta panna? Wie o tym? Ze jest plasterkiem? ZASTEPSTWEM?  

Wybacz Karasu ale mi rady o tym jak zapomniec przypominaja Listy do Goski, Kaski czy Jadwigi z Bravo, sa rownie glupie jak zenujace.  

Albo sie chce zapomniec i sie zapomina albo tylko sie tak tlumaczy i rozpamietuje stare czasy.  

Krew napisala gdzies o strachu przed samotnoscia. Zastanow(cie) sie wiec czy to milosc czy strach przed samotnoscia. Czy chcecie wrocic do TEJ osoby czy tylko boicie sie byc sami.


A instytucji plasterka jestem przeciwna. I z calego serca zycze wam kiedys kopa w dupe i ostrego policzka tekstem "bo bylas(es) akurat obok".  

Inna sprawa ze osoba ktora wchodzi w zwiazek jeszcze nie wyleczywszy sie z poprzedniego wpada w bledne kolo. Mialam znajoma ktora nowego faceta probowala przerobic na modle bylego. POdobne ciuchy, fryzura etc. A potem znow zostala ze zlamanym sercem (i dobrze jej tak) jednoczesnie pakujac sie w nowa relacje.  



Cztery lata temu bylam baaardzo zakochana. PO kilku miesiacach on stwierdzil ze TO nie TO i postanowil podziekowac mi za wspolprace. Przeplakalam trzy dni. Potem znalazlam sobie kilka zajec, odnowilam znajomosci, zaczelam sie uczyc jezyka i przedewsztystkim unikalam jak ognia miejsc w ktorych bywalismy, wspolnych znajomych tez prawie nie widywalam a jesli juz to nie pytalam o niego. Nie musialam sobie wkrecac filmow ze to dekiel. Bo nie byl deklem. Byl jednym z wspanialszych facetow jakich poznalam. PO pol roku spotkalismy sie przypadkiem. Przywitalismy jak dobrzy znajomi i do tej pory tak jest. I to mnie cieszy. Znam jego od trzech lat dziewczyne z ktora zreszta sie dobrze kumpluje.  
Jest dobrze. Wystarczy chciec i nieuzalac sie nad soba.
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Karasu
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-30
15:01:24

O jednostronnym PLASK w policzek
> Tobie sie udalo. A jak sie czuje ta panna? Wie o tym? Ze jest plasterkiem?  
> ZASTEPSTWEM?  

Primo - doświadczenia pochodzą z dość odległej przeszłości. Secundo - w tamtym momencie wykorzystałem samo zauroczenie, ta druga osoba nie wiedziała o niczym, nawet o tym zauroczeniu, było mi potrzebne wyłącznie jego zaistnienie.
A odpowiadająć na pytanie szerzej - nie powiedziałbym. Nie. To by ją niepotrzebnie zraniło. Więc nie. Zachowałbym to dla siebie. A postarał być dla niej dobry. Po prostu. Niezbyt uczciwe, wiem.
Ale... Konieczne dla mnie. I, wybacz, mój egoizm jest tu większy niż jakiekolwiek zasady. Bo muszę ratować siebie.

> Wybacz Karasu ale mi rady o tym jak zapomniec przypominaja Listy do Goski,  
> Kaski czy Jadwigi z Bravo, sa rownie glupie jak zenujace.  

Ok.

> Albo sie chce zapomniec i sie zapomina albo tylko sie tak tlumaczy i  
> rozpamietuje stare czasy.  

"Precz z moich oczu!
Posłucham od razu
Precz z mego serca!
I serce posłucha
Precz z mej pamięci!
Nie, tego rozkazu
Moja i twoja pamięć nie posłucha."

A poważneij - trzeba pamiętać. Żeby wyciągnąć wnioski, nauczyć się czegoś.
Ale pamiętać nie równa się ropamiętywać, żyć tym.
Zapomnieć nie warto. Rozpamiętywać również :).

> Krew napisala gdzies o strachu przed samotnoscia. Zastanow(cie) sie wiec  
> czy to milosc czy strach przed samotnoscia. Czy chcecie wrocic do TEJ  
> osoby czy tylko boicie sie byc sami.

To zależy po części od przypadku. Tak, każdy taki przypadek jest skutkiem strachu przed samotnością właśnie. Ale czasem przeradza się w coś innego i TA osoba staje się istotniejsza.

> A instytucji plasterka jestem przeciwna. I z calego serca zycze wam kiedys  
> kopa w dupe i ostrego policzka tekstem "bo bylas(es) akurat obok".  

Miałem, Kosa, miałem.

> Inna sprawa ze osoba ktora wchodzi w zwiazek jeszcze nie wyleczywszy sie z  
> poprzedniego wpada w bledne kolo. Mialam znajoma ktora nowego faceta  
> probowala przerobic na modle bylego. POdobne ciuchy, fryzura etc. A potem  
> znow zostala ze zlamanym sercem (i dobrze jej tak) jednoczesnie pakujac  
> sie w nowa relacje.  

Cóż. Tego bym nigdy nie zrobił. Bo uznaję, wyznaję odmienność ludzi. Odmienność, która jest częścią tego uzdrowienia. Spotka ć kogoś innego, kogoś, kto inaczej się ubiera, wypowiada, kto inaczej spogląda na Ciebie i kogoś, ,kto inaczej całuje. Bo nie szukam kopii, klona. Szukam czegoś diametralnie innego, żeby zobaczyć, że można inaczej. W bardzo szerokim sensie.

> Cztery lata temu bylam baaardzo zakochana. PO kilku miesiacach on  
> stwierdzil ze TO nie TO i postanowil podziekowac mi za wspolprace.  
> Przeplakalam trzy dni. Potem znalazlam sobie kilka zajec, odnowilam  
> znajomosci, zaczelam sie uczyc jezyka i przedewsztystkim unikalam jak  
> ognia miejsc w ktorych bywalismy, wspolnych znajomych tez prawie nie  
> widywalam a jesli juz to nie pytalam o niego. Nie musialam sobie wkrecac  
> filmow ze to dekiel. Bo nie byl deklem. Byl jednym z wspanialszych facetow  
> jakich poznalam. PO pol roku spotkalismy sie przypadkiem. Przywitalismy  
> jak dobrzy znajomi i do tej pory tak jest. I to mnie cieszy. Znam jego od  
> trzech lat dziewczyne z ktora zreszta sie dobrze kumpluje.  
> Jest dobrze. Wystarczy chciec i nieuzalac sie nad soba.

Też. :)
Metoda izolacji oraz sublimacji (znalezienie sobie czegoś do roboty). Też działa.
:)

Pozdrawiam
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Kostrzewska
[ nieaktywne ]


zdjecie

Wysłano:
2003-06-30
16:20:32

O jednostronnym kopie w tylek
> A odpowiadająć na pytanie szerzej - nie powiedziałbym. Nie. To by ją  
> niepotrzebnie zraniło. Więc nie. Zachowałbym to dla siebie. A postarał być  
> dla niej dobry. Po prostu. Niezbyt uczciwe, wiem.

Kurewskie. Nie nieuczciwe.

> Ale... Konieczne dla mnie. I, wybacz, mój egoizm jest tu większy niż  
> jakiekolwiek zasady. Bo muszę ratować siebie.

Smieszne.
  
> > A instytucji plasterka jestem przeciwna. I z calego serca zycze wam  
> kiedys  
> > kopa w dupe i ostrego policzka tekstem "bo bylas(es) akurat obok".  
>  
> Miałem, Kosa, miałem.

i niczego Cie to nie nauczylo?



spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Karasu
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-30
19:21:53

O jednostronnym kopie w tylek
>> Niezbyt uczciwe, wiem.
>  
> Kurewskie. Nie nieuczciwe.

Ok.

> > Ale... Konieczne dla mnie. I, wybacz, mój egoizm jest tu większy niż  
>  
> > jakiekolwiek zasady. Bo muszę ratować siebie.
>  
> Smieszne.

Dla Ciebie...

> i niczego Cie to nie nauczylo?

Cynizmu.
Również tego. który jestem czasem gotowy stosować wobec innych.
Wychodzi na to, że nie jestem taki milutki, jak się wydaje...

Jedna uwaga. Tu wyraźnie opieram się na związku, którego podstawą są takie drobiazgi jak pożądanie, fascynacja czy zauroczenie.
W miłości jest "troszeczkę" inaczej.

Pozdrawiam
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Sanguine
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-29
15:56:09

O jednostronnym PLASK w policzek
> . Byl jednym z wspanialszych facetow  
> jakich poznalam. PO pol roku spotkalismy sie przypadkiem. Przywitalismy  
> jak dobrzy znajomi i do tej pory tak jest. I to mnie cieszy. Znam jego od  
> trzech lat dziewczyne z ktora zreszta sie dobrze kumpluje.  
> Jest dobrze. Wystarczy chciec i nieuzalac sie nad soba.

Brzmi jak z filmu.Pozazdrościć asertywności,wspaniałego charakteru itp.
Szczerze

Krew
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Kostrzewska
[ nieaktywne ]


zdjecie

Wysłano:
2003-06-29
16:10:33

PLASK w policzek
> Brzmi jak z filmu.Pozazdrościć asertywności,wspaniałego charakteru itp.
> Szczerze

Zadna to asertywnosc czy silny charakter. Bolalo jak cholera. Moglam lazic, prosic, skomlec i co tam jeszcze, ale to i tak nie mialoby sensu.  
Wychodze z zalozenia ze jesli sie kogos zostawia to nie robi sie tego na chwile.  
Ostatnie co bym chciala to zeby ktos byl ze mna z litosci.  


spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Sanguine
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-29
17:07:45

PLASK w policzek

> Wychodze z zalozenia ze jesli sie kogos zostawia to nie robi sie tego na  
> chwile.  
> Ostatnie co bym chciala to zeby ktos byl ze mna z litosci.  

Nie na chwilę.Umiesz zostawiać?Lubisz to?

Krew
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Kostrzewska
[ nieaktywne ]


zdjecie

Wysłano:
2003-06-29
17:54:56

PLASK w policzek
>  
> > Wychodze z zalozenia ze jesli sie kogos zostawia to nie robi sie tego  
> na  
> > chwile.  
> > Ostatnie co bym chciala to zeby ktos byl ze mna z litosci.  
>  
> Nie na chwilę.Umiesz zostawiać?Lubisz to?

Nie. Bardzo sie do ludzi przywiazuje. Pewnie dlatego tak trudno ze mna zlapac dobry kontakt na poczatku.  
Ale zdradzona w taki czy inny sposob zostawiam od razu, bez mysli o powrocie.
Czy umiem zostawiac? Nie wiem. Po prostu mowie co poczulam i dziekuje za wspolprace. Staram sie bez pretensji, wyrzygiwania grzechow etc. Po angielsku, w bialych rekawiczkach.
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Neph
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-29
20:32:34

PLASK w policzek
> w bialych rekawiczkach.

W obrębie tych "nierozerwalnych" związków rozstania, powroty i kłótnie tak namiętnie włoskie są najlepszym cementem .
Dla mnie nie rzucać (nietłukącymi się ) przedmiotami , i potokiem wszystkich ktłujących się sprzeczności oznaczało by implozję lub uduszenie :)
Co mam milczeć i się potem zalewać wódą ?  
I tak się zalewam rytualnie ale mam cholerną satysfakcję w takich sytuacjach.

spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Sanguine
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-30
11:17:47

PLASK w policzek

> W obrębie tych "nierozerwalnych" związków rozstania, powroty i kłótnie tak  
> namiętnie włoskie są najlepszym cementem .
> Dla mnie nie rzucać (nietłukącymi się ) przedmiotami , i potokiem  
> wszystkich ktłujących się sprzeczności oznaczało by implozję lub uduszenie  
> :)
> Co mam milczeć i się potem zalewać wódą ?  
> I tak się zalewam rytualnie ale mam cholerną satysfakcję w takich  
> sytuacjach.

W całej rozwiązłości wypowiedzi-POPIERAM.Kłótnie,udowadnianie sobie pewnych rzeczy,wałkowanie niezdrowych emocji,rozpatrywanie nieścisłości i rzucanie w siebie kośćmi niezgody;>-to konieczne,żeby wrzało.
Konieczne,żeby nie zalać się własną żółcią.

Krew
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Locutus
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-29
00:31:19

O jednostronnym ŁUPS
No cóż... tak jak już mówiłem, jest to moja najbliższa przyjaciółka, więc zerwanie kontaktów nie wchodzi w grę... ehh... no dobra, spróbuję tych Twoich metod... zobaczymy, co wyjdzie...
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Kostrzewska
[ nieaktywne ]


zdjecie

Wysłano:
2003-06-29
00:52:54

ŁUPS
> No cóż... tak jak już mówiłem, jest to moja najbliższa przyjaciółka, więc  
> zerwanie kontaktów nie wchodzi w grę... ehh... no dobra, spróbuję tych  
> Twoich metod... zobaczymy, co wyjdzie...

Nie  wyjdzie.  

Glupota byloby gdybys probowal zerwac kontakt czy doszukiwal sie w niej wad. To juz nie bylaby przyjazn.  

Zastanow sie czy ja kochasz czy to cos innego. Moze Cie podkreca fakt ze nie mozesz jej miec? A moze to podrecznikowy przyklad strachu przed realnym zaangazowaniem? Wiesz, jesli nie mozesz z nia byc to tez nie zaangazujesz sie naprawde i ona Cie nie zrani w razie gdyby...

ale to tylko moja chora jazda.
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Locutus
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-29
01:07:33

ŁUPS
Kocham. To nie może być nic innego... przede wszystkim za długo trwa, jak na zauroczenie o podłożu czysto chemicznym - bo ponad rok... to już miłość... a przynajmniej mnie się tak wydaje...

Co do metod Karasu - te z wyszukiwaniem wad, czy izolacją w żadnym wypadku nie wchodzą w grę - jak już mówiłem, jest to moja najbliższa osoba... ale psychomanipulacji na samym sobie i rozkładania uczucia od środka zawsze można spróbować... a jak nie pomoże, to przynajmniej będę miał minimum satysfakcji, że jednak coś zrobiłem, a nie siedziałem z założonymi ręcami...

Nie podkręca mnie fakt, że nie mogę jej mieć... ehh... w ogóle to dłuższa i bardziej skomplikowana historia... i w pewnym momencie sam siebie zrobiłem w forumowicza... nie wiem, czy powinienem o niej mówić... więc na razie milczę.

Pozdrawiam.
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Kostrzewska
[ nieaktywne ]


zdjecie

Wysłano:
2003-06-29
08:57:01

milosc?
> Kocham. To nie może być nic innego... przede wszystkim za długo trwa, jak  
> na zauroczenie o podłożu czysto chemicznym - bo ponad rok... to już  
> miłość... a przynajmniej mnie się tak wydaje...

moze tez byc tak ze sam sie napedzasz w tym uczuciu. Ale moge sie mylic. Nie znam Cie.  

> Nie podkręca mnie fakt, że nie mogę jej mieć... ehh... w ogóle to dłuższa  
> i bardziej skomplikowana historia... i w pewnym momencie sam siebie  
> zrobiłem w forumowicza... nie wiem, czy powinienem o niej mówić... więc na  
> razie milczę.

Twoj wybor.  

Jesli to prawdziwa przyjaciolka to jestem pewna ze w jakis sposob Cie kocha, a jak sie postarasz to stad tylko klrok do czegos wiecej. Od ciebie tylko zalezy czy chcesz na gruzach przyjazni postawic milosc ktora moze szybko runac...


spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Locutus
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-30
00:23:18

milosc?
> moze tez byc tak ze sam sie napedzasz w tym uczuciu. Ale moge sie mylic.  
> Nie znam Cie.  

Co rozumiesz przez samonapędzanie?


> Jesli to prawdziwa przyjaciolka to jestem pewna ze w jakis sposob Cie  
> kocha, a jak sie postarasz to stad tylko klrok do czegos wiecej. Od ciebie  
> tylko zalezy czy chcesz na gruzach przyjazni postawic milosc ktora moze  
> szybko runac...

Wiesz... ona kocha miłością damsko-męską swojego faceta... a mnie - siostrzaną... i nie chcę w żaden sposób zaburzać tego porządku... poza tym nie sądzę, żebym był w stanie... łatwo jest niszczyć, ale budować bardzo trudno...
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Kostrzewska
[ nieaktywne ]


zdjecie

Wysłano:
2003-06-30
00:41:27

milosc...
> > moze tez byc tak ze sam sie napedzasz w tym uczuciu. Ale moge sie  
> mylic.  
> > Nie znam Cie.  
>  
> Co rozumiesz przez samonapędzanie?

Ze caly czas podsycasz to uczucie, mimo ze niekoniecznie masz powod.

> > Jesli to prawdziwa przyjaciolka to jestem pewna ze w jakis sposob Cie  
> > kocha, a jak sie postarasz to stad tylko klrok do czegos wiecej. Od  
> ciebie  
> > tylko zalezy czy chcesz na gruzach przyjazni postawic milosc ktora  moze  
> > szybko runac...
>  
> Wiesz... ona kocha miłością damsko-męską swojego faceta... a mnie -  
> siostrzaną... i nie chcę w żaden sposób zaburzać tego porządku... poza tym  
> nie sądzę, żebym był w stanie... łatwo jest niszczyć, ale budować bardzo  
> trudno...

Czasem latwiej niz sie zdaje.
Ale nigdy na gruzowisku. I nigdy z osoba ze zlamanym sercem. Bo czeka Cie los "plasterka".
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Karasu
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-30
15:17:34

ŁUPS
> Glupota byloby gdybys probowal zerwac kontakt czy doszukiwal sie w niej  
> wad. To juz nie bylaby przyjazn.  

Owaszem.
Dlatego nigdy nie łączy się tego w ten sposób.
Kochanka może sta ć się przyjacielem.
Przyjaciólka kochanką nie bardzo. To psuje wszystko. Przynajmmiej tak wynika z moich obserwacji.

> ale to tylko moja chora jazda.

Nie taka chora...

Pozdrawiam
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Karasu
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-27
15:15:01

O jednostronnym ŁUPS
> A ja zdecydowanie wolałbym w ogóle nie znać miłości niż znać tylko tę  
> niespełnioną - przyjemności z tego żadnej, za to w człowieku się tak  
> koszmarnie kotłuje, gotuje, taka huśtawka emocjonalna, tak gigantyczne  
> poczucie braku spełnienia, bezsilności, bezradności, ogromna frustracja,  
> potężny ból... a jak się widzi tą drugą osobę w ramionach innego/innej to  
> bardzo często jedyna myśl, która pozostaje, to myśl o tym jak zabić to  
> uczucie... no a rozwiązanie jest jedno - takie, jak wybrał Werther...

Jest jeszcze drugie wyjście - zniszczyć to uczucie.
Z doświadczenia wiem, że jest to do zrobienia. Niełatwo, fakt i można przy okazji samemu się pokaleczyć straszliwie... Ale można.
A po co komu niespełniona miłość?
"To, co nas nie zabije, czyni nas silniejszymi".
Doświadczenie, doświadczenie, dośwaidczenie. Wiedza o sobie samym, o swoich ograniczeniach. Wiedza o innych... A przy okazji i na przyjaciołach i innych teoretycznie bliskich osobach poznac się można...
Wszystko czemuś służy. Ból rózwnież.
Rozwija.

> W takiej miłości dostrzegam tylko regres i destrukcję...

Regresem i destrukcją jest poddanie się narastającej rozpaczy, osiąście na jej mulistym dnie.
A to okazja do tego, by zebrac się w sobie.
Może powalczyć o zainteresowanie tej drugiej osoby.
Może znaleźć sobie coś (kogoś) lepszego do adoracji.
A może po prostu wzruszyć ramionami i iść dalej swoją drogą.

> A ponadto - ze statystyki wynika, ze najwięcej samobójstw jest  
> popełnianych właśnie z przyczyn miłosnych...

Słabość.
To ona zabija. Zawsze i wszędzie.

Pozdrawiam
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Locutus
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-27
16:22:58

O jednostronnym ŁUPS
Tia... słyszałem, że cierpienie uszlachetnia... sęk w tym, że słyszałem to z ust katolickich... a dla mnie, jako hedonisty (no może przesadzam) unikanie nieprzyjemności jest bardzo ważną sprawą... tu żyję i tu się chcę BAWIĆ, stary... a nie cierpieć...

Bardzo ładnie, filozoficznie i w ogóle prawisz o tej miłości... ale jeszcze przed chwilą sam mówiłeś, że miłoś to jedo wielkie ŁUPS! I że w tym nic nie ma z logiki... i niestety to jest prawda - miłość nie poddaje się prawom wymyślanym przez filozofów... już prędzej biologowie ją odpowiednio opiszą :-]
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Karasu
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-28
15:25:37

O jednostronnym ŁUPS
> Tia... słyszałem, że cierpienie uszlachetnia... sęk w tym, że słyszałem to  
> z ust katolickich... a dla mnie, jako hedonisty (no może przesadzam)  
> unikanie nieprzyjemności jest bardzo ważną sprawą... tu żyję i tu się chcę  
> BAWIĆ, stary... a nie cierpieć...

Rozumiem.
Ale nie da się zawsze bawić. Choćby dlatego, że w końcu zabawa może sie przejeść również.
Cierpienie uszlachetnia... Owszem, katolickie trochę.
Ale spójrz na to jak na doświadczenie, kolejny etap rozwoju.
Poza tym - czy WSZYSTKO co powiedzieli katolicy jest całkowicie złe?

> Bardzo ładnie, filozoficznie i w ogóle prawisz o tej miłości... ale  
> jeszcze przed chwilą sam mówiłeś, że miłoś to jedo wielkie ŁUPS! I że w  
> tym nic nie ma z logiki... i niestety to jest prawda - miłość nie poddaje  
> się prawom wymyślanym przez filozofów... już prędzej biologowie ją  
> odpowiednio opiszą :-]

Miłość nie ma nic z logiki i DLATEGO jest pożywką dla filozofów i poetów. Dlatego mówi sie o niej ładnie lub plugawie i filozoficznie. Bo ciężko rozważać ją logicznie.
A nawet, jeśli spróbujesz, to i tak wszyscy to zignoruja, wybierając poezję, muzykę i filozofie bardziej emocjonalną i idealną niż materialna i racjonalną.

Pozdrawiam
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Locutus
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-29
00:30:12

O jednostronnym ŁUPS
Sęk w tym, że w przeciwieństwie do poetów, którzy ubierają obrazy i uczucia w słowa w eleganckim stylu, filozofowie bardzo często używają pseudonaukowego bełkotu... aż się niedobrze robi...
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Karasu
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-27
02:06:51

oto prawda o mnie...
> jesli liczymy na to, ze jak pojawi sie druga osoba to bedziemy szczesliwy  
> (swiat sie zrobi kolorowy - np. teczowy jak Sosnowiec), to mozemy niezlego  
> kopa dostac od rzeczywistosci...

I owszem.
Tyle, że jakims dziwnym trafem nigdy mnie nie łupnęło, kiedy tego szukałem. Raczej kiedy przestawałem szukac to nagle odnajdywało mnie i bums.
A wtedy... Wtedy traci się jednak część rozumu, popada w łagona forme obłędu.
I nieraz faktycznie dostaje kopa.
Cóż.
W moim rozwoju osobowym kopy też były ważne. Przydatne.

> > To zdecydowanie nie był mój świadomy wybór - "Tak, chcę".
> > To po prostu tak wyszło.
> no, bo to zwykle 'tak wychodzi' :)

Właśnie :)

> > A z drugiej strony może to łup nigdy nie nastąpić..
> jejku... az mi ciarki po plecach przeszly... to ja juz wole 'lup!' - nawet  
> jednostronne od zadnego...

Kiedyś wolałem bezczucie...
Tyle, że potem udało mi się to. Na pół roku. Calkowite wypranie z emocji.
Jeszcze mi się źle na to wspomnienie robi...
Wolę już nawet ból od pustki.

> 4P :)

BCP :)
Pozdrawiam :)
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek
Katera
[ nieaktywne ]


Wysłano:
2003-06-27
13:45:01

oto prawda o mnie...
> Tyle, że jakims dziwnym trafem nigdy mnie nie łupnęło, kiedy tego  
> szukałem. Raczej kiedy przestawałem szukac to nagle odnajdywało mnie i  
> bums.
o wlasnie - zawsze mnie to zastanawialo...  
ale tak juz jest... dostajesz w leb z najmniej spodziewanej strony - moze dlatego nie udaje sie zrobic uniku ani oslonic sie i lezysz a wokol gwiazdki i fajnie jest :)

pozdr.
4P
spis działów / spis wątków / nowy wątek / zwiń wątek



Główna/FAQ/Filozofia/Czytelnia/Nietzsche/O nas/Varia/Scena/Sztuka/Forum/Katalog/Okultyzm
Ludowy Komisarz Zdrowia ostrzega: wszystkie materiały umieszczone na stronie są własnością autorów.
Kopiowanie i rozpowszechnianie może być przyczyną... Tylko spróbuj. My zajmiemy się resztą :>