| Satan.pl > Forum > Komentarze > | [ Zaloguj się ] [ Rejestracja ] |
| Transgresja 121 | Satanizm 387 | Komentarze 513 | Szkice 235 | TechnoPark 203 | FAQ 15 |
Archiwum: wiadomości z wybranego wątku archiwalnego
| Tematy | Autor | Data |
|---|
| Teheris | 2002-08-10 - 15:45:54 | |
| IANUSS | 2002-08-12 - 12:24:56 | |
| Teheris | 2002-08-12 - 14:59:11 | |
| Kostrzewska | 2002-08-10 - 23:55:01 |
| Spis działów / Spis wątków archiwalnych / Nowy wątek |
|---|
| Autor | Temat wątku: |
|---|
|
Teheris [ nieaktywne ] Wysłano: 2002-08-10 15:45:54 |
Opinia o "Współczesnej Czarownicy" LaVeya „Współczesna czarownica” LaVeya... Książka, która dopiero kilka dni temu opuściła mury wydawnictwa, a już wzbudziła ferment... Zaprawdę Anton był pisarzem niezwykłym! Ale do rzeczy. Najpierw zajmiemy się Pannicą Kostrzewską :), a dopiero potem LaVeyem. „Śpiewać każdy może, jeden lepiej, drugi trochę gorzej...” W świetle (para)recenzji Kostrzewskiej słowa te nabierają nowego znaczenia. Muszę przyznać, że dawno nie czytałem tak tendencyjnej i niekompetentnej w swej wymowie krytyki. Każdy ma prawo do wyrobienia sobie własnej, indywidualnej opinii na jakikolwiek temat. Ba! Ma nawet prawo do jej głoszenia, publikowania. Lecz to już się wiąże z pewnymi konsekwencjami, które trzeba wziąć pod rozwagę, w szczególności dotyczy to ludzi, którzy w jakiejś mierze i dla części „opinii publicznej” są osobami opiniotwórczymi. Wyrażenie swojej opinii o książce, filmie, spektaklu teatralnym, płycie z dopiskiem „recenzja” powoduje, iż jest to krytyka. I tu dochodzimy do tego, co już raz pokrótce tłumaczyłem. Krytyka _musi_ spełniać kilka podstawowych wymogów. Są to obowiązki nie do uniknięcia dla profesjonalisty. Po pierwsze – czysty umysł, czyli brak założeń wstępnych. Dopiero potem: [2] umiejscowienie utworu w pierwotnym i [3] wtórnym otoczeniu społeczno-kulturowym. Czy jest tu miejsce na indywidualna ocenę utworu? Tak, ale dopiero na samym, szarym końcu [4] – co nie znaczy, że taką formę ma przyjąć tekst krytyczny. Są to tylko ogólne ramy procesu, którego końcowym efektem jest rzeczowa i wiarygodna recenzja. [1] – brak założeń wstępnych dotyczy tak negatywnych jak i pozytywnych nastawień do utworu lub jego autora. Jest utwór, jest jego autor i koniec. Dwa obiektywne fakty – nic ponad to. [2] – pierwotne otoczenie społeczno-kulturowe – krytykując nie można zapomnieć o kontekście czasowo-przestrzennym, czyli kiedy dany utwór powstał i gdzie, jakie prądy intelektualne dominowały, jakie znajdowały się w podziemiu, jaka panowała mentalność itd. To dalsze otoczenie. Otoczenie bliższe to inne utwory autora oraz jego życie, ze szczególnym uwzględnieniem czasu i miejsca, w jakich powstawał utwór, bowiem poglądy, co oczywiste, podlegają zmianom. [3] – wtórne otoczenie nie występuje zawsze, w naszym przypadku – jak najbardziej – Polska wiele lat po napisaniu książki. Jest to nagminnie popełniany błąd, który obrazowo i wyolbrzymiając można przedstawić: Platon napisał bzdury, bo współczesna nauka.... etc. [4] – ocena krytyka w powiązaniu z wnioskami z 1-3. Dlatego w odniesieniu do wypowiedzi Kostrzewskiej użyłem sformułowania ‘(para)recenzja’. Dostrzegam tam wszystkie błędy jakie chyba można było popełnić... A więc były i założenia wstępne dotyczące głównie autora (okazuje się, że LaVey nie może korzystać z dorobku innych a przede wszystkim Freuda) i zupełnie pominięto kontekst społeczno-kulturowy tak pierwotny jak i wtórny. Na jednym przykładzie poprzestanę, bo musiałbym zacytować wpis prawie w całości... Jedyna uwaga, z jaką się w pełni zgodzę to piękna forma wydawnictwa. Okultura zadbała o tę stronę w sposób w dzisiejszych czasach rzadko spotykany. Świetny papier i okładka, czytelny druk, ale przede wszystkim rewelacyjne tłumaczenie. Strona redaktorska też bez zarzutów – błędów pod postacią literówek (nagminnych w innych książkach) nie dostrzegłem. Układ graficzny tekstu przejrzysty. To sprawia, że dzieło LaVeya czyta się niezwykle przyjemnie, a lektura wciąga (wciągnęła również Kostrzewską śmiem zauważyć ;) ). Warto zwrócić uwagę na język LaVeya, dużo dojrzalszy niż w „Biblii Szatana”. Nie razi już totalnym antyklerykalizmem i patosem. Jednocześnie nie boi się słów, co stało się ostatnio manią w naszej sieci. Język LaVeya jest bogaty, metaforyczny. Jednocześnie prosty i zrozumiały, bez zadęcia pseudofilozoficznego w rodzaju Kanta czy Hegla, którzy swoich prostych (żeby nie powiedzieć banalnych) obserwacji i myśli nijak nie potrafili wyrazić w sposób zrozumiały nie tylko dla przeciętnego czytelnika, przeciętnego człowieka, ale również dla elity intelektualnej świata filozofii (dając jej jednocześnie zatrudnienie na kilkadziesiąt lat). Przy czym trzeba podkreślić, że jest to styl prosty a nie prostacki. „Współczesna Czarownica” adresowana jest nie tyle do kobiet, co do Czarownic. I stanowi przeciwwagę dla szerzącej się również obecnie plagi tzw. białych czarownic. Nie rezygnując z charakterystycznego dla tych środowisk słownictwa i archetypów przedstawia świat magii spsychologizowanej i nie ukrywa podręcznikowego charakteru. Jest on o tyle specyficzny, że bazuje – poza fachową psychologiczną, socjologiczną i okultystyczną literaturą – na własnych obserwacjach. Jest to również książka buntownicza względem szerzącego się w ówczesnej Ameryce feminizmu, ideologii która okradła większość kobiet z ich Kobiecości. Stąd rady i porady. Nie zgodzę się z Kostrzewską, że większość kobiet zna opisywane przez autora sztuczki. Być kobietą nie oznacza wiedzieć, że się Kobietą jest. Znam wiele kobiet, także te dla których WCz nie wniosłaby nic nowego, ale większość z Was to takie dziwne stworzenia, które posiadając pewne widoczne walory nie wykorzystują ich, tracąc czas na biadolenie o ich wadach. I ostatnia sprawa dotycząca treści. Nie jestem laveyaninem, choć doceniam wkład Antona w rozwój satanizmu, nie rzucam się na wszystko, co LaVey spłodził. WCz jest jego drugą książką, z którą się zapoznałem i przynajmniej w jednym punkcie mnie zadziwił – wyrażając jednoznacznie negatywną opinię o zażywaniu narkotyków. Na tym poprzestanę wyrażanie swojej opinii. Dobrze, że ta książka wreszcie się u nas pojawiła. Czy ktoś na niej skorzysta w swej czarowskiej praktyce? Nie wiem. Być może. Trzeba tylko wziąć małą poprawkę, że nie żyjemy w Ameryce a w Polsce i już w XXI wieku. Jak widać moja ocena jest skrajnie odmienna. Być może dlatego, że traktuję ją zwyczajnie, jako przedstawienie myśli i obserwacji autora, z którymi można polemizować, z których można czerpać inspiracje. A być może dlatego, że przypomni nam o pewnym ważnym aspekcie satanizmu, o którym większość chyba zapomniała – o okultyzmie, polegającym na wykorzystaniu mitycznych archetypów, kulturowych symboli i ikon. |
|
IANUSS [ nieaktywne ] Wysłano: 2002-08-12 12:24:56 |
Opinia o > Język LaVeya jest bogaty, metaforyczny. Jednocześnie prosty i zrozumiały, > bez zadęcia pseudofilozoficznego w rodzaju Kanta czy Hegla, którzy swoich > prostych (żeby nie powiedzieć banalnych) obserwacji i myśli nijak nie > potrafili wyrazić w sposób zrozumiały nie tylko dla przeciętnego > czytelnika, przeciętnego człowieka, ale również dla elity intelektualnej > świata filozofii (dając jej jednocześnie zatrudnienie na kilkadziesiąt > lat). Przy czym trzeba podkreślić, że jest to styl prosty a nie prostacki. Czyzbyś mial klopot ze zrozumieniem pism Kanta lub Hegla? zadecie pseudofilozoficzne??? zapominasz chyba o tym ze kazde dzielo znaczace dla swojej epoki bylo niezrozumiale dla ogolu spoleczenstwa; choc bycmoze to ze teoria wzglednosci byla niezrozumiala dla niemal wszystkich poza panem E. oznacza ze mial on pseudonaukowe zaciecie???? przedewszystkim nalezy zauwazyc iz aby cos moglo uchodzic za dzielo filozoficzne, musi spelniac szereg wymogow (podobnie jak jest to z recenzja...), a prace pana la veya ich z penoscia nie spelniaja zatem jezeli juz mowimy o (para)filozofi i pseudofilozoficznym zacieciu to raczej u pana la veya a nie u Hegla lub u Kanta (co oczywiscie nie oznacza iz ich prace nie posiadaja brakow) > że przypomni nam o pewnym ważnym aspekcie satanizmu, o którym większość > chyba zapomniała – o okultyzmie, polegającym na wykorzystaniu > mitycznych archetypów, kulturowych symboli i ikon. chcialbym przypomniec iz najprezniej rozwijajacym sie w tej chwili nurtem jest magia chaosu, ktora korzysta przedewszystkim "mitycznych archetypów, kulturowych symboli i ikon", a coraz wiecej satanistow zainteresowanych powazniej okultyzmem (powazniej np niz tylko kozystanie z porad la veya) siega wlasnie do magi chaosu... |
|
Teheris [ nieaktywne ] Wysłano: 2002-08-12 14:59:11 |
LaVey i 2 święte krowy > Czyzbyś mial klopot ze zrozumieniem pism Kanta lub Hegla? Tak, miałem. Zdziwiony? A nie powinieneś, bo się nad nimi nie takie głowy jak moja głowią i nadal się zastanawiają "co autor miał na myśli"... Jakoś nie przejawiam ochoty na zgłębianie opasłych ksiąg napisanych przez grafomanów, a obu tych panów do tej kategorii zaliczam. Różne rzeczy czytałem, było w tym też sporo filozofii, i nie bryków czy podręczników, a dzieł oryginalnych - zastrzeżenia mam właściwie tylko do tej 2. Oczywiście znam gorsze warsztaty pisarskie. > zadecie pseudofilozoficzne??? zapominasz chyba o tym ze kazde dzielo > znaczace dla swojej epoki bylo niezrozumiale dla ogolu spoleczenstwa; bzdura. spójrz na Platona, Epikura, Lukrecjusza, Pitagorasa, Darwina, ewangelistów... to tylko nieliczne przykłady. > choc > bycmoze to ze teoria wzglednosci byla niezrozumiala dla niemal wszystkich > poza panem E. oznacza ze mial on pseudonaukowe zaciecie???? no tak :) nie ma to jak porównać filozofię do nauki, he he :))) tzn można, ale już nie Einsteina. Nauka się oddzieliła od filozofii w pewnym momencie, więc daruj sobie. Czy "dzieła" Kanta i Hegla zmieniły świat? Niektórzy może i tak uznają. Ja nie. Ale widzę, że na tym forum zagnieździły się święte krowy :) > przedewszystkim nalezy zauwazyc iz aby cos moglo uchodzic za dzielo > filozoficzne, musi spelniac szereg wymogow (podobnie jak jest to z > recenzja...), a prace pana la veya ich z penoscia nie spelniaja to przedstaw te wymogi. może przyznam ci rację. przeciez świętą krową nie jestem :) > zatem jezeli juz mowimy o (para)filozofi i pseudofilozoficznym zacieciu to > raczej u pana la veya a nie u Hegla lub u Kanta (co oczywiscie nie oznacza > iz ich prace nie posiadaja brakow) Widzisz - różnica jest zasadnicza. Nie przypominam sobie, abym napisał, że LaVey to genialny w myśli i piśmie filozof. Tak twierdząc, popełniłbym błąd merytoryczny, bo sam Anton pisze, że nie opisuje swoich spostrzeżeń z pozycji naukowca, a obserwatora ("Współczesna Czarownica" s. 31-32). Nie wmawiaj mi czegoś, czego nie napisałem. Poczyniłem jedynie proste obserwacje tekstu literackiego w porównaniu do Biblii Szatana - prosty styl, brak obaw przed użyciem czasem mocnych słów (ale z umiarem), brak patosu i antychrześcijańskich wtrętów tak powszechnych w BS. Jest róznica, którą oceniłem jako pozytywną. A Kant i Hegel to ostatni twórcy wielkich systemów filozoficznych. Na pewno takie są. Jednak zauważam przerost formy nad treścią. > > że przypomni nam o pewnym ważnym aspekcie satanizmu, o którym > > większość chyba zapomniała – o okultyzmie, polegającym na wykorzystaniu > > mitycznych archetypów, kulturowych symboli i ikon. > > chcialbym przypomniec iz najprezniej rozwijajacym sie w tej chwili nurtem > jest magia chaosu, ktora korzysta przede wszystkim "mitycznych archetypów, > kulturowych symboli i ikon", a coraz wiecej satanistow zainteresowanych > powazniej okultyzmem (powazniej np niz tylko korzystanie z porad la veya) > siega wlasnie do magii chaosu... I co z tego wynika? Wiesz, jest takie powiedzenie: "z braku laku..." Satanizm = LaVey...? Nie. LaVey ze swoimi spostrzeżeniami to tylka jakaś cząstka współczesnego satanizmu. Cenię go ale nie przeceniam. Z wieloma jego myślami się nie zgadzam. Także z tymi zawartymi w WCz. Ale nie będę przecież bezsensownie polemizował, no chyba że ktoś tu jest biegły w talerzykach i innych tego typu badziejstwach :) Przyznaję, że moje podejście do wielu dzieł/utworów (nie tylko książek) jest bardzo chłodne, tzn. nie oceniam ad hoc zawartych tam myśli, wniosków itp. Zapoznanie się z nimi traktuję jako wejście w świat autora, bo tylko tym są. Nie szukam tam prawdy objawionej, bo jej tam po prostu nie znajdę, czy to będą książki LaVeya, czy Kanta, czy Hegla, Arystotelesa, Pascala, Wojtyły czy innych. Czytam i widzę jak autorzy widzieli świat. Ciekawi mnie to. Czasem znajdę kilka ciekawych mysli wartych rozważenia. Każdy (no, uogólniam) widzi świat inaczej i ma do tego prawo. A mnie wizja świata LaVeya zaciekawiła. Nie mniej - nie więcej :) |
|
Kostrzewska [ nieaktywne ] ![]() Wysłano: 2002-08-10 23:55:01 |
Kostrzewskiej ...riposta? Fakt ze ksiazka wzbudza ferment nie jest swiadectwem na to ze jej autor jest kims niezwyklym. Bynajmniej. Owszem, przyznaje ze recenzja moja byla czysto spontaniczna i ze podczas pisania jej kierowalam sie w wiekszym stopniu emocjami niz chlodna kalkulacja. ale zrobilabym to samo piszac o Wiktorze Hugo, o Straussie czy Warholu. Uwazam bowiem ze pierwsze wrazenie jest najwazniejsze, a sztuka, nie wazne czy to muzyka, ksiazka czy obraz jest po to by oddzialyywac na inne sfery swiadomosci niz ta scisle intelektualna i nieemocjonalna. Ciesze sie jednak, i juz Ci to dzis powiedzialam, ze napisales wlasna opinie na temat "Wspolczesnej Czarownicy". Opinie ktora rozni sie od mojej zarowna trescia jak i forma :) Opinia moja - opinia Kosy, przeladowana emocjami, spontaniczna, niekoniecznie przemyslana, krytykancka i tendencyjna i opinia Twoja - opinia Teherisa powaznega, oparta na chlodnej kalkulacji, na przemysleniach, opinia w zadnym wypadku stronnicza. A jednak bronic bede tego co juz napisalam. Jesli chodzi o zalozenia krytyki. Przyznaje, czystego umyslu nie mam i bardzo mnie to cieszy ze podchodze do "Wspolczesnej Czarownicy" jak i jej autora emocjonalnie. Mam wyrobione wlasne zdanie na temat LaVeya i tego co stworzyl (i nie chodzui tu bynajmniej tylko o literature). Profesjonalistka nie jestem. I moze to tez dobrze bo unikam pewnych manier zauwazalnych w swiadku krytykow. Opinia jewst moja opinia, zapisanymi wlasnymi przemysleniami, a raczej uczuciami po przeczytaniu ksiazki. Wybacz ze nie zajelam sie czasami w jakich LaVey stworzyl ksiazke, ale jesli mam byc szczera nie widzialam jeszcze zadnej recenzji ksiazki Hugo czy utworu Rachmaninowa czy obrazu Picassa w ktorej istotne miejsce zajmowaloby tlo czaso - spoleczne jesli koge tak napisac. Ja LaVeya czytam dzisiaj, uwazam tez ze ksiazka niesie ze soba przekaz aktualny dzisiaj (co nie znaczy taki ktory mi sie podoba i ktory uwazam za poprawny, ale to moja opinia), dlatego nie czuje potrzeby odnoszenia sie do czasow w ktorych nawiedzeni przewodnicy byli czyms normalnym a jak grzyby po deszczu tworzyly sie coraz to nowsze popfilozofie. Teraz jest teraz. A stwierdzanie ze moja recenzja jest do niczego (delikatnie piszac ;) ) tylko dlatego ze nie zawiera jakichs tam zasad jej pisania przypomina mi stwierdzenie ze praca jest do niczego jesli nie ma poczatku, rozwiniecia i zakonczenia, nawet jesli generalnie jest OK. Odsylam do filmow chociazby Lyncha ktory stworzyl wlasny kanon fabuly filmowej i tylko ci mniej doswiadczeni gryzipiorkowie stwierdzaja ze filmy Davida sa do niczego... Nigdzie nie napisalam ze "LaVey nie moze korzystac z dorobku innych a przedewszystkim Freuda". Zdziwila mnie jednak ilosc pozycji w bibliografii. Poczulam sie jakbym naprawde czytala prace zbiorowa, i generalnie utwierdzlo mnie to w przekonaniu ze LaVey nie jest zdolny do tego zeby wymyslic czy dojsc do czegos samemu a jedyne co robi to korzysta z dorobku innych przy czym szczytem tego korzystania jest interpretacja czy dorabianie ideologii do pasienia krow (vide typy osobowosci Hipokratesa i zegar dra LaVeya). Ja rozumiem ze podparcie odpowiednia lektura bardzo pomaga pisarzowi, ale nie jesli to co ow pisarz splodzi jest poronionym klonem tego co bylo wczesniej w roznych tylko proporcjach. A to ze mnie ksiazka wciagnela? Wciaga mnie tez lektura Harlequina jak mi nudno, wciagnela mnie tez hilterowska Mein Kampf... Jezyk LaVeya natomiast... Trudno zeby w ksiazce o kobietach i poniekad dla kobiet pisal LaVey o kosciele albo generalnie religii. LaVey jest znawca kobiet (chociaz czytajac go dochodze do wniosku ze potrzebowal obok siebie prawdziwej Lwicy - Kobiety a nie kotek - dziewczatek) i wie jak do nich przemowic co daje tym lepszy efekt ze jest facetem :) i dlatego tez napisalam ze jednym z niewielu aspektow ksiazki jest to ze po odarciu tego z MAGII czytam o tym co was facetow w nas kobietach kreci, co lubicie kiedy robimy i czego chcelibyscie od nas a o czym my nie wiemy ze chcelibyscie :) Podoba mi sie to ze LaVey piszac jak uwodzic was facetow, pisze ksiazke niby o kobietach ale generalnie o facetach :) Podrecznik mysliwstwa bylby napisany na tej samej zasadzie. Niby dla mysliwych ale o zwierzynie :) > (LaVey - przyp. Kosy) nie boi się słów, co stało się ostatnio manią w naszej sieci. Jeszcze przed chwila pisales ze nie odnioslam tego co laVey napisal do jego czasow... Nie wiesz jakim jezykiem poslugiwalby sie LaVey gdyby zyl dzis i gdyby byl jednym z userow. Uwzgledniajac retoryczna inflacje (licentia poetica) mozna dojsc do wniosku ze dzis laVey musialby sie niezle nastarac zeby odniesc taki sukces... Nawet w tak liberalnym spoleczenstwie jak amerykanskie. Nie podoba mi sie tez porownanie laVeya do Hegla czy Kanta ktorych cenie i ktorych co prawda lektura nie tyle wciaga co odciaga to jednak daje wiecej satysfakcji jak juz sie przebrnie przez retoryczno - labiryncka - filozoficzna tresc... Tymczasem LaVeya moglabym czytac w pociagu... Pozatym to jakby stwierdzac ze po cholere Rachmaninow gral co gral jesli mkogl nauczyc sie kilku prostych melodyjek... Hegl i Kant to wirtuozi slowa, LaVey umie zagrac tylko slowne "wlazl kotek na plotek". Ladnie, owszem, ale to nie TO dla wybrednych umyslow ktore wola cos wiecej niz pociagowa lekture. "Byc kobieta nie oznacza wiedziec ze sie kobieta jest" napisales. I owszem. ale to od was facetow zalezy czy szara myszv dostrzeze w sobie kobiete czy nie. Sam LaVey nie pomoze, ba! Starowicz opusci rece jesli szara mysz ma niskie mniemanie i sobie. "To byt ksztaltuje swiadomosc, nie odwrotnie". A jak bazowanie na "fachowej psychologicznej, socjologicznej i okultystycznej literaturze" ma sie do "wlasnych obserwacji"? Jedyne "wlasne obserwacje" to kilka cytatow z Biblii Satanistycznej i opisywanie kolejnych przypadkow JEGO czarownic. Jesli chodzi o narkotyki to zgadzam sie w calej rozciaglosci. Generalnie ciesze sie ze napisales co myslisz. Taka mialam nadzieje ze ktos przyjdzie i napisze ze nie zgadza sie ze mna. Uwazam ze taka wlawsnie forma reklamy jest reklama moze nie najskuteczniejsza co najszczersza i fakt ze ukazuje dwie odmienne opinie powiniem zmusic czytelnika do spojrzenia na te ksiazke z jednej i drugiej strony. Przez pryzmat Teherisa i pryzmat Kostrzewskiej. Znalezc kilka rzeczy ktorych mysmy nie zauwazyli (rozwiazania testu na to czy jest sie czarownica?), a moze zapisanie kompletnie innej opinii? Mam tez nadzieje ze te dwie opinie zacheca do przeczytania ksiazki (bo nie pisze ze nie warto, stwierdzam natomiast ze trzeba umiec oddzielic ziarno od plew) chociazby po to zeby samemu sie do niej odniesc. Swoja droga, bawiac sie dzis, swiadomie, z pelna kontrola pewnych zachowan i wysylajac pewne sygnaly z cala premedytacja na jaka mnie stac zwrocilam dzis uzage trzech niezlych kolesi :) |
Ludowy Komisarz Zdrowia ostrzega: wszystkie materiały umieszczone na stronie są własnością autorów.
Kopiowanie i rozpowszechnianie może być przyczyną... Tylko spróbuj. My zajmiemy się resztą :>



















