| Satan.pl > Forum > Komentarze > | [ Zaloguj się ] [ Rejestracja ] |
| Transgresja 121 | Satanizm 387 | Komentarze 513 | Szkice 235 | TechnoPark 203 | FAQ 15 |
Archiwum: wiadomości z wybranego wątku archiwalnego
| Tematy | Autor | Data |
|---|
| Spis działów / Spis wątków archiwalnych / Nowy wątek |
|---|
| Autor | Temat wątku: |
|---|
|
Luca [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-06 11:57:29 |
Znikąd nadziei...? Potworną rzeczą jest zdać sobie sprawę z absolutnego bezsensu i całkowitej bezosobowości wszechświata wraz z uwikłanym w niego człowiekiem. Zrozumieć, że nie ma nic ponad martwe, niewzruszone prawa fizycznych interakcji, w ślepej matematycznej bezwzględności kierujące wszelką zmianą. Sprawą drugorzędną jest już zresztą ich szczegółowa postać. Istotne jest uświadomienie sobie tego, że tak naprawdę nie mamy wpływu na nic, bo nie ma żadnego JA. Każdy z nas to po prostu pewien stopień abstrakcji określający niemożliwie skomplikowany układ związków chemicznych i ich wzajemnych relacji. Jesteśmy tylko rozwiązaniami lub zbiorami rozwiązań niewyobrażalnie zawiłych układów równań, hałdami nawarstwionych zależności. Cóż z tego, że w swej złożoności pozaobliczalnych, skoro nie stoi za nimi dokładnie NIC poza materią i jej oddziaływaniami. Kolejne poziomy złożoności tworzącego nas budulca tak skutecznie odgradzają od pierwotnych przyczyn, że świadomość prawdy musi pokonać niebotyczne bariery pozorów, przyzwyczajeń naoczności i społeczno-ewolucyjnych uwarunkowań docierając przez to do nielicznych. Wolna wola to ułuda, iluzja spowodowana tym, że nie potrafimy bezpośrednio odczuć wychyleń szal piramid zależności powodujących każdym naszym zachowaniem. I bez znaczenia jest tu czy światem rządzi laplace`owski demon czy probabilistyczny determinizm mechaniki kwantowej. Istotne jest tylko to, że prawdziwa jest wyłącznie matematyka wraz ze swym władającym naszym szczególnym kosmosem dzieckiem – fizyką. Zresztą, czy byłby w stanie uratować nas choćby i skrajny indeterminizm, całkowity chaos? Pomijając już nawet fakt niemożności powstania złożonych struktur w chaotycznym wszechświecie to co by to właściwie zmieniało? Otóż, bez metafizycznych, tchórzowskich wyjaśnień nic zmienić się nie może. Groza implikacji powyższych stwierdzeń wraz z nieodpartym wrażeniem perfidii sytuacji sprawia, że w tej perspektywie holocaust zdaje się być jedynie niewinną dziecięcą swadą, w swej beztroskiej nieświadomości. To odkrycie jest doprawdy przejmujące i jak każde odkrycie niemożliwe do zakrycia czy cofnięcia. Po zrozumieniu tego faktu nie można przejść nad nim do porządku dziennego, żyć tak samo jak wcześniej. Miłość, strach, szczęście, cierpienie, duma, tęsknota, zadziwienie, niepokój – wszelkie myśli i emocje w ogóle, wszystko czego doświadczamy wraz ze sławioną tu poniekąd świadomością to tylko specyficzna konfiguracja mózgowego tworzywa, określana przez jego stan poprzedni, bez różnicy czy w sposób dookreślony czy w przedziale heisenbergowskiej nieoznaczoności, skoro z całą pewnością nie ma tam miejsca na pozafizykalną interwencję. To najgorszy z możliwych koszmarów – odbiera on wszystko i nie daje żadnych szans uwolnienia. Okrutne bezintencjonalnością monstrum czai się nad każdym z nas – wystarczy tylko podnieść wzrok. Można próbować się oszukiwać, ale, jak słusznie zauważył Phillip K. Dick, rzeczywistość to coś takiego co nie znika kiedy przestaje się w to wierzyć. Jedyna satysfakcja to możliwość stanięcia przed Kreatorem ze słowami: "Przejrzałem Cię, cyniczny skurwysynu!", wykrzykiwanymi w głuchą pustkę. Pustkę, i to nie wirtualną, ale starą, dobrą przedkwantową nicość, jaka pozostaje po przejściu ponurej fali świadomości sytuacji. Znikąd nadziei. Grecy mawiali primum vivere, deinde philosophari, ale jak tu żyć skoro okrucieństwo logicznej konstatacji odbiera nam nawet samych siebie? Porzućcie nadzieję wy, którzy myślicie?!... Hę? |
|
Lazarus [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-17 08:33:51 |
Znikąd nadziei...? I co to właściwie zmienia? Nic. "Odkryłeś powód, lecz to wcale nie zmienia skutku": życie jest takie, jakie jest i odpowiedź na pytanie "dlaczego?" tego nie zmienia. Te wielkie, bezduszne, matematyczne wzory definują tylko piękne i podnisłe zjawisko- człowieka. To prawda, iż nasze decyzje są wynikiem wszystkich naszych doświadczeń i szczątkowo naszej konstytucji genetycznej, ale czy przez to stają się mniej "nasze"? Pozdro, Łazarz |
|
Locutus [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-07 02:03:37 |
Znikąd nadziei...? > [...] > Hę? No właśnie. Końcowe pytanie jest bardzo dobrze sformułowane - HĘ??? :-O Co niby jest takiego strasznego w determinizmie fizycznym? W jaki niby sposób ma on wpływać na jakość naszego życia? Naprawdę nie widzę niczego potwornego i strasznego w tym wszystkim, o czym Twój tekst właśnie w ten sposób się wypowiada... Nie bardzo Cię rozumiem, Luca... Pzdr. LOKI |
|
vortex [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-07 06:40:34 |
Znikąd nadziei...? > > [...] > > Hę? > > No właśnie. Końcowe pytanie jest bardzo dobrze sformułowane - HĘ??? :-O > > Co niby jest takiego strasznego w determinizmie fizycznym? W jaki niby > sposób ma on wpływać na jakość naszego życia? Naprawdę nie widzę niczego > potwornego i strasznego w tym wszystkim, o czym Twój tekst właśnie w ten > sposób się wypowiada... Nie bardzo Cię rozumiem, Luca... 1. dochodzisz do wniosku że wolna wola nie istnieje, a to jest jedna z takich rzeczy w które umysł lubi wierzyć :) żę niezależnie jak bedziesz sie starał nie wyjdziesz poza pewne ramy ustalone odgórnie, ba, nie zmienisz tego o milimetr, wszystkie twoje decyzje są uzaleznione od bodźców, cała sprawa zależy czy znajdzie sie odpowiedni bodzieć do odpowiedniej decyzji :) 2. przyszłość z góry ustalona, choćbyś sie dwoił i troił nie zmienisz nic bo jesteś tylko małym kułeczkiem zebatym w jej trybach, jest to po prostu określone, przeznaczenie absolutne, a człowiek lubi myśleć że jest kowalem własnego losu :) nadzieja jest w 2 sprawach A - człowiek to wszystko widzi tylko lokalnie, ma wiec wrażenie wolnej woli, i nawet jeśli uda mu sie przewidzieć co sie wydarzy tu na ziemi to może coś stać sie na słońcu co zburzy cały mode i wprowadzi ten element chaosu, potwierdzi złudzenie woli, zniekształci przyszłość B - żeby zrobić 100% prognoze na wszystko co sie stanie, trzebaby zebrać absolutnie wszystkie dane z całego wszechświata, o każdym atomie, pędzie, spinie, ładunku itp itd, i to wszystko w jednej chwili, a wątpie żeby kiedykolwiek pozwalała na to technologia :) wiec mimo że wszystko pracuje swoim niezmiennym trybem, człowiek nigdy go nie pozna :) tak na marginesie, tak zaczyna sie książka Asimowa z serii "Fundacja" :) cesarz wszystkich planet zażyczył sobie komputer który przepowiadałby przyszłość, bo jakiś naukowiec napisał prace żę gdyby zebrać dane o każdej cząsteczce i je przetworzyć moznaby ustalić przyszłość wszechswiata, niestety nie wyszedłem poza 2 pierwsze rozdziały bo postanowiłem przeczytać całą serie a jak narazie udało mi sie tylko 1 cześć "Pozytronowy detektyw" :) książka na podstawie której powstał film "Ja, Robot" > > Pzdr. > LOKI pozdrawiam vortex |
|
May [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-07 14:44:47 |
Znikąd nadziei...? > 1. dochodzisz do wniosku że wolna wola nie istnieje, a to jest jedna z > takich rzeczy w które umysł lubi wierzyć :) żę niezależnie jak bedziesz > sie starał nie wyjdziesz poza pewne ramy ustalone odgórnie, ba, nie > zmienisz tego o milimetr, wszystkie twoje decyzje są uzaleznione od > bodźców, cała sprawa zależy czy znajdzie sie odpowiedni bodzieć do > odpowiedniej decyzji :) Acha kolejna ciekawa interpretacja Vortexa, świadomośc wogole nie istnieje i jej procesy dla każdego sa nie ważne, bo się nie dzieja w mózgu - wazniejsze sa bodzce bo ich jestemy nie swiadomi i wogole najwazniejsze jest to czego jestesmy nie swiadomi - bo to bada nauka. > B - żeby zrobić 100% prognoze na wszystko co sie stanie, trzebaby zebrać > absolutnie wszystkie dane z całego wszechświata, o każdym atomie, pędzie, > spinie, ładunku itp itd, i to wszystko w jednej chwili, a wątpie żeby > kiedykolwiek pozwalała na to technologia :) wiec mimo że wszystko pracuje > swoim niezmiennym trybem, człowiek nigdy go nie pozna :) A to już jest herezja. |
|
vortex [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-07 15:57:18 |
Znikąd nadziei...? > Acha kolejna ciekawa interpretacja Vortexa, świadomośc wogole nie istnieje > i jej procesy dla każdego sa nie ważne, bo się nie dzieja w mózgu - > wazniejsze sa bodzce bo ich jestemy nie swiadomi i wogole najwazniejsze > jest to czego jestesmy nie swiadomi - bo to bada nauka. acha, kolejna upierdliwa uwaga Maya i jak zwykle niezbyt trafna :] > A to już jest herezja. mam farta że dziś nie palą na stosach :] |
|
Locutus [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-07 07:17:04 |
Znikąd nadziei...? > 1. dochodzisz do wniosku że wolna wola nie istnieje, a to jest jedna z > takich rzeczy w które umysł lubi wierzyć :) Obiektywnie nie istnieje. Ale SUBIEKTYWNIE nic się nie zmienia - nie zmienia się przecież mój sposób postrzegania, nie zmienia się intensywność rozmyślań przed podjęciem decyzji... nic się w zasadzie z tego powodu nie zmienia. > żę niezależnie jak bedziesz > sie starał nie wyjdziesz poza pewne ramy ustalone odgórnie, ba, nie > zmienisz tego o milimetr, wszystkie twoje decyzje są uzaleznione od > bodźców, cała sprawa zależy czy znajdzie sie odpowiedni bodzieć do > odpowiedniej decyzji :) Wszystko zależy ode mnie. Ale co to znaczy "ja"? Ja to po prostu pewien program mojego mózgu, to moja świadomość. A programy mają to do siebie, że na określone bodźce wejściowe reagują określonymi bodźcami wyjściowymi. No nadal nie widzę problemów... > 2. przyszłość z góry ustalona, choćbyś sie dwoił i troił nie zmienisz nic > bo jesteś tylko małym kułeczkiem zebatym w jej trybach, jest to po prostu > określone, przeznaczenie absolutne, a człowiek lubi myśleć że jest kowalem > własnego losu :) Ale skoro nie znasz zupełnie tej przyszłości, to w czym rzecz? Nadal jesteś w pewnym sensie kowalem własnego losu - nadal sobie możesz rozważać co się stanie jeśli podejmiesz decyzję a albo b. A że wynik tych rozważań jest z góry przesądzony? I cóż z tego, skoro Ty go nie znasz przed ich podjęciem ;-) Skoro NIKT nie zna przyszłości, to z naszego punktu widzenia naprawdę NIC się nie zmienia ;-) > nadzieja jest w 2 sprawach Nadzieja? Ale po co nadzieja, skoro nic strasznego się nie dzieje? :-P > A - człowiek to wszystko widzi tylko lokalnie, ma wiec wrażenie wolnej > woli, O to to to! Cały czas mi o to chodzi! Jak Ty to pięknie ująłeś :-D > i nawet jeśli uda mu sie przewidzieć co sie wydarzy tu na ziemi to > może coś stać sie na słońcu co zburzy cały mode i wprowadzi ten element > chaosu, potwierdzi złudzenie woli, zniekształci przyszłość Zacznijmy od tego, że człowiek NIE MOŻE przewidzieć przyszłości z przyczyn czysto fizycznych ;-) > B - żeby zrobić 100% prognoze na wszystko co sie stanie, trzebaby zebrać > absolutnie wszystkie dane z całego wszechświata, o każdym atomie, pędzie, > spinie, ładunku itp itd, i to wszystko w jednej chwili, a wątpie żeby > kiedykolwiek pozwalała na to technologia :) wiec mimo że wszystko pracuje > swoim niezmiennym trybem, człowiek nigdy go nie pozna :) Atam technologia - prawa fizyki (Zasada Nieoznaczoności Heisenberga) na to nie pozwalają! :-] > tak na marginesie, tak zaczyna sie książka Asimowa z serii "Fundacja" :) > cesarz wszystkich planet zażyczył sobie komputer który przepowiadałby > przyszłość, bo jakiś naukowiec napisał prace żę gdyby zebrać dane o każdej > cząsteczce i je przetworzyć moznaby ustalić przyszłość wszechswiata, > niestety nie wyszedłem poza 2 pierwsze rozdziały bo postanowiłem > przeczytać całą serie a jak narazie udało mi sie tylko 1 cześć > "Pozytronowy detektyw" :) książka na podstawie której powstał film "Ja, > Robot" LOL! Ależ Tobie to czytanie idzie... :-P Pzdr. LOKI |
|
vortex [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-07 13:45:49 |
Znikąd nadziei...? > Obiektywnie nie istnieje. Ale SUBIEKTYWNIE nic się nie zmienia - nie > zmienia się przecież mój sposób postrzegania, nie zmienia się intensywność > rozmyślań przed podjęciem decyzji... nic się w zasadzie z tego powodu nie > zmienia. to samo napisałem w innym poście do Ciebie :] > Wszystko zależy ode mnie. Ale co to znaczy "ja"? Ja to po prostu pewien > program mojego mózgu, to moja świadomość. A programy mają to do siebie, że > na określone bodźce wejściowe reagują określonymi bodźcami wyjściowymi. No > nadal nie widzę problemów... może nie problemów, ale dla niektórych to możę być poważny kryzys, jeśli ktoś bardzo wierzy że istnieje jego jakieś metafizyczne "ja" i nagle dowie sie że jest tylko kolejnym kołem zebatym w tej machinie może sie załamać :P Ty nie widzisz problemu, ale nie wszyscy są Tobą :> > Ale skoro nie znasz zupełnie tej przyszłości, to w czym rzecz? Nadal > jesteś w pewnym sensie kowalem własnego losu - nadal sobie możesz rozważać > co się stanie jeśli podejmiesz decyzję a albo b. A że wynik tych rozważań > jest z góry przesądzony? I cóż z tego, skoro Ty go nie znasz przed ich > podjęciem ;-) Skoro NIKT nie zna przyszłości, to z naszego punktu widzenia > naprawdę NIC się nie zmienia ;-) mi tego nie mów, to samo napisałem w innym poście :) Dlaczego więc pisze jako oponent dyskusji? pisałeś że nie rozumiesz podejścia tych co panikują, to staram sie wytłumaczyć :) ja zacząłem od paniki i skończyłem na oswojeniu sie z faktem :] > Nadzieja? Ale po co nadzieja, skoro nic strasznego się nie dzieje? :-P z Twojego punktu widzenia nie, ale są też inne :) > O to to to! Cały czas mi o to chodzi! Jak Ty to pięknie ująłeś :-D no widzisz :] > Zacznijmy od tego, że człowiek NIE MOŻE przewidzieć przyszłości z przyczyn > czysto fizycznych ;-) przy aktualnym stanie techniki nie, ale wyobraźmy sobie jakąś abstrakcyjną przyszłość, komputer wielkości układu słonecznego :P gdzieś daleko daleko, jakimś cudem wprowadzone dane z całego układu słonecznego, mógłby obliczać na przykład przyszłość na samej ziemi :) o obliczaniu dla całego wszechświata mówie dalej > Atam technologia - prawa fizyki (Zasada Nieoznaczoności Heisenberga) na to > nie pozwalają! :-] to swoją drogą :) ale nawet zakładając że ta zasada nie istnieje to uważam żę byłoby to niemożliwe :) > LOL! Ależ Tobie to czytanie idzie... :-P tak jak zwykle :P ślamazarnie :) i jakoś nie umiem czytać w domu, po prostu nie moge :) musze czytać w szkole albo w autobusie, tam moge sie skupić, a w domu za cholere. Co do dzienników gwiazdowych to mam za sobą 2 opowiadania, i powiem że język Lema mnie odstrasza, pomysły są fajne ale jest to tak pisane że po prostu zdzierżyć nie moge :) Bajki robotów to już w ogóle porażka :D > > Pzdr. > LOKI pozdrawiam vortex |
|
Locutus [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-08 01:25:24 |
Znikąd nadziei...? > to samo napisałem w innym poście do Ciebie :] :-P > może nie problemów, ale dla niektórych to możę być poważny kryzys, jeśli > ktoś bardzo wierzy że istnieje jego jakieś metafizyczne "ja" i nagle dowie > sie że jest tylko kolejnym kołem zebatym w tej machinie może sie załamać > :P Ty nie widzisz problemu, ale nie wszyscy są Tobą :> No tak... ciągle zapominam, że nawet na tej stronce są ludzie, którzy wierzą w jakąś metafizykę :-P :-P :-P > mi tego nie mów, to samo napisałem w innym poście :) > Dlaczego więc pisze jako oponent dyskusji? pisałeś że nie rozumiesz > podejścia tych co panikują, to staram sie wytłumaczyć :) ja zacząłem od > paniki i skończyłem na oswojeniu sie z faktem :] Już powoli obczajam - zazwyczaj ludzie metafizycznie zakręceni w momencie, gdy wali im się światopogląd na łeb, zaczynają panikować... > z Twojego punktu widzenia nie, ale są też inne :) No ale jak się światopogląd wali, to zwykle nie szuka się nadziei, tylko nowego światopoglądu, przystającego do rzeczywistości - alternatywą jest trwanie przy swoim w jakiejś złudnej nadziei i popadnięcie w śmieszność. Tak jak śmieszni są jehowici wierzący w to, że Bóg stworzył świat w kalendarzowe siedem dni, a skamieliny popodrzucał do skał osobiście Szatan. > no widzisz :] Nic nie widzę, bo wykasowałem cytat, żeby nie zawadzał nam tutaj... ROTFL!!! > przy aktualnym stanie techniki nie, ale wyobraźmy sobie jakąś abstrakcyjną > przyszłość, komputer wielkości układu słonecznego :P gdzieś daleko daleko, > jakimś cudem wprowadzone dane z całego układu słonecznego, mógłby obliczać > na przykład przyszłość na samej ziemi :) o obliczaniu dla całego > wszechświata mówie dalej No a ja Ci mówię, że to niemożliwe ze względu na zasadę nieoznaczoności Heisenberga, a nie możliwości technologiczne ;-) > to swoją drogą :) ale nawet zakładając że ta zasada nie istnieje to uważam > żę byłoby to niemożliwe :) Ale istnieje :-P > tak jak zwykle :P ślamazarnie :) i jakoś nie umiem czytać w domu, po > prostu nie moge :) musze czytać w szkole albo w autobusie, tam moge sie > skupić, a w domu za cholere. Co do dzienników gwiazdowych to mam za sobą 2 > opowiadania, i powiem że język Lema mnie odstrasza, pomysły są fajne ale > jest to tak pisane że po prostu zdzierżyć nie moge :) Bajki robotów to już > w ogóle porażka :D Se przeczytaj Solaris ;-) Bo dzienniki są absurdalno-surrealistyczne i stąd taki a nie inny język (niemniej jednak ja uważam je za genialne arcydzieło - bajek robotów zaś sam nie strawiłem). Pzdr. LOKI |
|
Luca [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-08 08:01:50 |
Znikąd nadziei...? > No tak... ciągle zapominam, że nawet na tej stronce są ludzie, którzy > wierzą w jakąś metafizykę :-P :-P :-P Zapamiętam tę uwagę...>:-/ Nie byłbym taki pewien czy to metafizyka skoro jest to `tylko` wyciąganie logicznych wniosków z podstaw metodologii nauki i samej nauki. > > przy aktualnym stanie techniki nie, ale wyobraźmy sobie jakąś > abstrakcyjną > > przyszłość, komputer wielkości układu słonecznego :P gdzieś daleko > daleko, > > jakimś cudem wprowadzone dane z całego układu słonecznego, mógłby > obliczać > > na przykład przyszłość na samej ziemi :) o obliczaniu dla całego > > wszechświata mówie dalej > > No a ja Ci mówię, że to niemożliwe ze względu na zasadę nieoznaczoności > Heisenberga, a nie możliwości technologiczne ;-) > > to swoją drogą :) ale nawet zakładając że ta zasada nie istnieje to uważam > > żę byłoby to niemożliwe :) > > Ale istnieje :-P A ja wam mówię, że ten spór jest jałowy, bo obaj macie rację. Generalnie przeszkoda w postaci zasady heisenberga jest tak samo elementarna jak bardziej trywialne problemy obliczniowe, określane przez was jako technologiczne. W matematyce istnieją zadania pozaobliczalne, nieobliczalne itp. Chaos istnieje nawet w układach zdeterminowanych całkowicie i jest to zapora równie realna i niepomijalna jak zasada nieoznaczoności. Ratunkiem mogłyby może być komputery kwantowe, ale jak na razie to jedynie teoretyczny wygibas (nie idzie tu o proste zwiększenie mocy obliczeniowej bo to może dać efekty na krótką metę i nigdy nie wystarczy). > > Co do dzienników gwiazdowych to mam za sobą 2 > > opowiadania, i powiem że język Lema mnie odstrasza, pomysły są fajne ale > > jest to tak pisane że po prostu zdzierżyć nie moge :) Bajki robotów to już > > w ogóle porażka :D `Bajki robotów` porażką? Toż to językowa maestria wymagająca jeno nieco otrzaskania z naukowymi terminami. Bez tego faktycznie można niewiele zrozumieć a i o wyłowieniu jakichkolwiek niuansów mowy być nie może. > Se przeczytaj Solaris ;-) Bo dzienniki są absurdalno-surrealistyczne i > stąd taki a nie inny język (niemniej jednak ja uważam je za genialne > arcydzieło - bajek robotów zaś sam nie strawiłem). Jako Jedyny Słuszny Znawca Twórczości Lema I Głosiciel Jego Chwały mówię: I. Jeśli interesuje kogoś eseistyczna część dzieł Lema (czyli ta lepsza - to jest prawdziwa potęga tego pisarza) to powinien przeczytać: 1. `Summa Technologiae`. 2. `Golem XIV` (bo to nie pełnowartościowa nowela). 3. `Dialogi` 4. Ostatnie publikacje (`Okamgnienie`, `DyLEMaty` i inne) II. Jeśli ktoś nie dzierży braku fabuły to najbardziej wartościowe są: 1. `Golem XIV` (tak jest:). 2. `Głos Pana`. 3. `Fiasko`. 4. `Niezwyciężony`. 5. `Solaris` (najbardziej przereklamowana powieść Mistrza). |
|
Locutus [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-09 06:23:25 |
Znikąd nadziei...? > Zapamiętam tę uwagę...>:-/ Nie byłbym taki pewien czy to metafizyka > skoro jest to `tylko` wyciąganie logicznych wniosków z podstaw metodologii > nauki i samej nauki. Nie zrozumiałeś mnie - chodzi o to, że psychiczny dyskomfort po uświadomieniu sobie tego, że wolna wola to fikcja, a zgodnie z determinizmem wszechświata wszystkie jego losy włącznie z tym kiedy pierdniesz a kiedy bekniesz są już z góry ustalone może wystąpić tylko u tych osób, które wierzyły w jakąś metafizykę, życie po życiu, świadome zbieranie sobie plusów na tym świecie, żeby lepiej żyć na tamtym (lub w następnej inkarnacji), których wiara zakładała istnienie wolnej woli i tak dalej. Dla ateusza czy agnostyka świadomość tego, że wszechświat jest deterministyczny nie będzie bardziej bolesna niż świadomość tego, że za jakiś miliard lat przez rozszerzanie słońca na Ziemi będzie tak gorąco, że wyparują oceany, a za pięć miliardów rozdymająca się atmosfera słoneczna pochłonie i spali naszą kulkę skał i brudu... > A ja wam mówię, że ten spór jest jałowy, bo obaj macie rację. Generalnie > przeszkoda w postaci zasady heisenberga jest tak samo elementarna jak > bardziej trywialne problemy obliczniowe, określane przez was jako > technologiczne. Ale ważniejsza jest zasada nieoznaczoności, bo nawet gdybyśmy osiągnęli technologię pozwalającą nam obserwować drugi koniec wszechświata (co nie jest zupełnie niemożliwe) i komputery niesłychanej szybkości (co jest już całkiem realne), to i tak nie zdobędziemy potrzebnych danych, bo wymagałoby to złamania praw fizyki. > W matematyce istnieją zadania pozaobliczalne, > nieobliczalne itp. Chaos istnieje nawet w układach zdeterminowanych > całkowicie i jest to zapora równie realna i niepomijalna jak zasada > nieoznaczoności. Ratunkiem mogłyby może być komputery kwantowe, ale jak na > razie to jedynie teoretyczny wygibas (nie idzie tu o proste zwiększenie > mocy obliczeniowej bo to może dać efekty na krótką metę i nigdy nie > wystarczy). Kwantowy komputer optyczny to by było coś (raz, że operowałby na qubitach zamiast zwykłych wartościach logicznych, a dwa że byłby dużo szybszy, przemieszczając w czeluściach swego mikroprocesora nie elektrony, lecz fotony). > `Bajki robotów` porażką? Toż to językowa maestria wymagająca jeno nieco > otrzaskania z naukowymi terminami. Bez tego faktycznie można niewiele > zrozumieć a i o wyłowieniu jakichkolwiek niuansów mowy być nie może. Ja zaś porażką nie jestem w stanie nazwać żadnej książki Lema (no... prawie żadnej - jest jeden wyjątek - szpital przemienienia, który odłożyłem po pierwszych dziesięciu stronach z uczuciem, jakbym jakieś "Nad Niemnem" czytał conajmniej), niemniej jednak bajki robotów oraz cyberiada mi zupełnie nie podpasiły i nie dobrnąłem do ich końca. Tak to bywa, że nie da się uwielbiać wszystkich dzieł jednego pisarza bezgranicznie, ale jedne się lubi bardziej, inne mniej, a jeszcze inne w ogóle ;-) > Jako Jedyny Słuszny Znawca Twórczości Lema I Głosiciel Jego Chwały > mówię: Jedynym słusznym znawcą twórczości Lema jest Masur, który nie tylko przeczytał wszystko, co tenże napisał, ale w dodatku wszystko to posiada u siebie na półkach :-P > I. Jeśli interesuje kogoś eseistyczna część dzieł Lema (czyli ta > lepsza - to jest prawdziwa potęga tego pisarza) to powinien przeczytać: > 1. `Summa Technologiae`. > 2. `Golem XIV` (bo to nie pełnowartościowa nowela). > 3. `Dialogi` > 4. Ostatnie publikacje (`Okamgnienie`, `DyLEMaty` i inne) Przyznaję, że w tę część jeszcze się nie zagłębiłem ;-) Na razie obstaję przy powieściach, opowiadaniach, dramatach (słuchowiskach radiowych, widowiskach telewizyjnych) etc. > II. Jeśli ktoś nie dzierży braku fabuły to najbardziej wartościowe > są: > 1. `Golem XIV` (tak jest:). Nie ma tego u mnie w bibliotece (a raczej w trzech bibliotekach, w których szukałem), nad czym niezwykle ubolewam... > 2. `Głos Pana`. > 3. `Fiasko`. > 4. `Niezwyciężony`. > 5. `Solaris` (najbardziej przereklamowana powieść Mistrza). Po pierwsze - brakuje mi tutaj edenu, a po drugie może i Solaris jest najbardziej znane, ale tego dzieła nie da się przereklamować - to najgenialniejsza powieść jaką w ogóle w życiu czytałem, głębia zarówno płaszczyzny emocjonalno-psychologicznej bohatera, jak i stosunków na linii naukowcy-ocean (krytyka przykładania znanych z własnego podwórka wartości i wyjaśnień do zjawisk zupełnie obcych, niemożność poznania, czy wreszcie ten znamienny tekst wypowiadany przez Snauta: "Człowiek nie pragnie wcale podbijać kosmosu. Pragnie tylko rozszerzyć Ziemię do jego granic") po prostu powala na kolana. No a po trzecie - nie do końca wiem, co tu robi niezwyciężony - świetnie się go czyta, fakt, ale IMHO nie dorównuje on pozostałym wymienionym w pierwszej piątce powieściom pod względem głębi przesłania... ale cóż - to tylko subiektywna opinia, a de gustibus non est disputandum ;-) No i nie zapominaj o dziennikach gwiazdowych i innych powieściach z Ijonem Tichym w roli głównej (kongres futurologiczny, pokój na ziemi), które w wyjątkowo błyskotliwy i dosadny sposób krytykują ludzkie przywary i niosą głębsze przesłanie filozoficzne. Pozdrawiam! LOKI (Lemofil) |
|
Luca [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-09 13:43:15 |
Znikąd nadziei...? > Ale ważniejsza jest zasada nieoznaczoności, bo nawet gdybyśmy osiągnęli > technologię pozwalającą nam obserwować drugi koniec wszechświata (co nie > jest zupełnie niemożliwe) i komputery niesłychanej szybkości (co jest już > całkiem realne), to i tak nie zdobędziemy potrzebnych danych, bo > wymagałoby to złamania praw fizyki. No właśnie zasada nieoznaczoności nie jest ważniejsza. Trudności obliczeniowe są tak samo obiektywne jak zasada Heisenberga jeno, że mają podstawy w samej matematyce, a więc moim zdaniem są nawet `ważniejsze`. Nie chcę się znów wymądrzać, ale poczytaj trochę o matematyce i może zrozumiesz lepiej wiele spraw, na temat których się wypowiadasz (polecam kolejną lekturę - `Co to jest matematyka?` - najbardziej kompetentna książka popularnonaukowa o matematyce z jaką miałem przyjemność). > Kwantowy komputer optyczny to by było coś (raz, że operowałby na qubitach > zamiast zwykłych wartościach logicznych, a dwa że byłby dużo szybszy, > przemieszczając w czeluściach swego mikroprocesora nie elektrony, lecz > fotony). To czy ten kwantowy komputer byłby optyczny czy nie, nie ma w zasadzie żadnego znaczenia. Komputer kwantowy różni się od zwykłego mniej więcej tak jak teleporter od hulajnogi, a zasady ich działania są tak odmienne, że... Kuna, co to ja chciałem napisać?......... Nie wiem, jak wytrzeźwieję to może skończę myśl, a tymczasem polecę kolejną lekturę (można mnie traktować jak biblioteczny filtr - czytam wszelkie pozycje, a polecam ino te wartoścowe [to gwoli usprawiedliwienia mego ciągłego odsyłania do literatury:]) - `Granice złożoności`. Nie jestem całkiem pewien czy teksty o które mi chodzi pochodzą z tego dzieła (chyba tak), ale książka tak czy siak jest bardzo pouczająca... > Ja zaś porażką nie jestem w stanie nazwać żadnej książki Lema (no... > prawie żadnej - jest jeden wyjątek - szpital przemienienia, który > odłożyłem po pierwszych dziesięciu stronach z uczuciem, jakbym jakieś "Nad > Niemnem" czytał conajmniej), niemniej jednak bajki robotów oraz cyberiada > mi zupełnie nie podpasiły i nie dobrnąłem do ich końca. Tak to bywa, że > nie da się uwielbiać wszystkich dzieł jednego pisarza bezgranicznie, ale > jedne się lubi bardziej, inne mniej, a jeszcze inne w ogóle ;-) Jeśli twierdzisz, że `Szpital przemienienia` jest do bani to spróbuj przeczytać `Wizję lokalną`... Zresztą osławiony `Katar` to moim zdaniem też chała jak rzadko... > Jedynym słusznym znawcą twórczości Lema jest Masur, który nie tylko > przeczytał wszystko, co tenże napisał, ale w dodatku wszystko to posiada u > siebie na półkach :-P Ja też przeczytałem wszystko (z dwoma czy trzema wyjątkami), ale na półce posiadam tylko te pozycje, które uznałem za wartościowe. Uważam swoją pozycję Jedynego Słusznego za podtrzymaną;) > Przyznaję, że w tę część jeszcze się nie zagłębiłem ;-) Na razie obstaję > przy powieściach, opowiadaniach, dramatach (słuchowiskach radiowych, > widowiskach telewizyjnych) etc. Błąd. Głupiś nie jest, więc winieneś być zdolny do przyswajania wiadomości skondensowanej, nie sklejonej fabularnym kitem. Znaczy się chce powiedzieć, że kiedyś zrozumiesz co tracisz...:) > Nie ma tego u mnie w bibliotece (a raczej w trzech bibliotekach, w których > szukałem), nad czym niezwykle ubolewam... Nie wierzę. Ta książka była we wszystkich bibliotekach, z których miałem okazję korzystać. Nawet w mojej domowej wiosce, która liczy 2000 dusz. > Po pierwsze - brakuje mi tutaj edenu `Eden` to niezła pozycja, ale propoprcja odkrywczych spostrzeżeń do wypełniacza fabuły jest tu niższa niż w wymienianych tu dziełach. >, a po drugie może i Solaris jest > najbardziej znane, ale tego dzieła nie da się przereklamować - to > najgenialniejsza powieść jaką w ogóle w życiu czytałem, głębia zarówno > płaszczyzny emocjonalno-psychologicznej bohatera, jak i stosunków na linii > naukowcy-ocean (krytyka przykładania znanych z własnego podwórka wartości > i wyjaśnień do zjawisk zupełnie obcych, niemożność poznania, czy wreszcie > ten znamienny tekst wypowiadany przez Snauta: "Człowiek nie pragnie wcale > podbijać kosmosu. Pragnie tylko rozszerzyć Ziemię do jego granic") po > prostu powala na kolana. No, to Twoja opinia, którą potrafię uszanować (nabiłeś punktów za `najgenialniejsza powieść jaką w ogóle w życiu czytałem` w odniesieniu do dzieła Lema, hłe, hłe;). Moim zdaniem jednak `Solaris` to dużo jałowego chaosu, sporo zbędnych, nic nie wnoszących fragmentów i tak naprawdę niewiele świeżych i olśniewających uwag. Owszem - za taką książkę Lem mógłby dostać Nobla, bo Akademia uwielbia podobne bredzenia (przesada spowodowana emfazą), które niektórym ludziom zdają się głęboką literaturą (przykład - `Czekając na barbarzyńców` Coetzee, `Sto lat samotności` Marqueza, `Kocia kołyska` Vonneguta), ale moja opinia jest skrajnie odmienna. Napisałbym coś więcej, ale dzisiaj jakoś wyjątkowo ociężale formułuje mi się myśli... > No a po trzecie - nie do końca wiem, co tu robi > niezwyciężony - świetnie się go czyta, fakt, ale IMHO nie dorównuje on > pozostałym wymienionym w pierwszej piątce powieściom pod względem głębi > przesłania... Też tak kiedyś myślełem, ale kiedy przeczytałem `Niezwyciężonego` po raz drugi stwierdziłem, że to niesamowita powieść. Nasza ocena różni się zapewne między innymi przez fakt różnego definiowania `głębi przesłania` - ja nie upatruję jej w przemierzaniu bezkresów ludzkiej psychiki (bo bohaterowie `N.` są sztuczni i płascy jak stół), lecz raczej w odkrywaniu praw świata. Brzmi pompatycznie i nie do końca tak jak chciałem, ale jak już pisałem nie jestem coś dzisiaj w stanie klarownie wykładać moich myśli (wkurwiające na potęgę). > No i nie zapominaj o dziennikach gwiazdowych i innych powieściach z Ijonem > Tichym w roli głównej (kongres futurologiczny, pokój na ziemi), które w > wyjątkowo błyskotliwy i dosadny sposób krytykują ludzkie przywary i niosą > głębsze przesłanie filozoficzne. No, powiedzmy... |
|
vortex [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-08 03:38:43 |
Znikąd nadziei...? > No tak... ciągle zapominam, że nawet na tej stronce są ludzie, którzy > wierzą w jakąś metafizykę :-P :-P :-P żyj i daj żyć :P > Już powoli obczajam - zazwyczaj ludzie metafizycznie zakręceni w momencie, > gdy wali im się światopogląd na łeb, zaczynają panikować... o już jesteś blisko :P chociaż nie do końca o to chodziło :P > No ale jak się światopogląd wali, to zwykle nie szuka się nadziei, tylko > nowego światopoglądu, przystającego do rzeczywistości - alternatywą jest > trwanie przy swoim w jakiejś złudnej nadziei i popadnięcie w śmieszność. > Tak jak śmieszni są jehowici wierzący w to, że Bóg stworzył świat w > kalendarzowe siedem dni, a skamieliny popodrzucał do skał osobiście > Szatan. widzisz, kiedy wali sie światopogląd w który sie mocno wierzyło przde wszystkim jest to cios przy którym pada sie na ziemie, pytanie czy umiesz sie podnieść czy zaczynasz łkać > Nic nie widzę, bo wykasowałem cytat, żeby nie zawadzał nam tutaj... > ROTFL!!! LOL :D > No a ja Ci mówię, że to niemożliwe ze względu na zasadę nieoznaczoności > Heisenberga, a nie możliwości technologiczne ;-) > Ale istnieje :-P czyli dodatkowa bariera > Se przeczytaj Solaris ;-) Bo dzienniki są absurdalno-surrealistyczne i > stąd taki a nie inny język (niemniej jednak ja uważam je za genialne > arcydzieło - bajek robotów zaś sam nie strawiłem). może coś uda mi sie przeczytać, jeśli jezyk mi podpasuje, ale to co do tej pory czytałem jest cieżkie :D > > Pzdr. > LOKI pozdrawiam vortex |
|
Locutus [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-08 04:10:27 |
Znikąd nadziei...? > żyj i daj żyć :P Mam dać rzyć? Komu? NIE DAM! Zajęty jestem! :-P > o już jesteś blisko :P chociaż nie do końca o to chodziło :P A o co w takim razie? > widzisz, kiedy wali sie światopogląd w który sie mocno wierzyło przde > wszystkim jest to cios przy którym pada sie na ziemie, pytanie czy umiesz > sie podnieść czy zaczynasz łkać Ano fakt... > LOL :D :-D > czyli dodatkowa bariera Podstawowa, bo wynikająca z samych praw fizyki. Dodatkową barierą można nazwać tę technologiczną uniemożliwiającą zebranie danych z całego wszechświata, czy przetwarzanie ich szybciej niż to sam wszechświat czyni :-P > może coś uda mi sie przeczytać, jeśli jezyk mi podpasuje, ale to co do tej > pory czytałem jest cieżkie :D No Lem ma sporo neologizmów :-P Pzdr. LOKI (automat -> gwałtomat -> samogwałtomat) |
|
Luca [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-08 08:04:31 |
Znikąd nadziei...? > > czyli dodatkowa bariera > > Podstawowa, bo wynikająca z samych praw fizyki. Dodatkową barierą można > nazwać tę technologiczną uniemożliwiającą zebranie danych z całego > wszechświata, czy przetwarzanie ich szybciej niż to sam wszechświat czyni > :-P Bariera obliczeniowa może wynikać z ograniczeń nadanych przez matematykę, a co w takim razie jest bardziej podstawowe - matematyka czy fizyka? |
|
Locutus [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-09 06:24:38 |
Znikąd nadziei...? > Bariera obliczeniowa może wynikać z ograniczeń nadanych przez matematykę, > a co w takim razie jest bardziej podstawowe - matematyka czy fizyka? Nieskończenie skomplikowane rónanie wymaga tylko nieskończenie szybkiego komputera ;-) Pzdr. LOKI |
|
Luca [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-09 22:02:51 |
Znikąd nadziei...? > Nieskończenie skomplikowane rónanie wymaga tylko nieskończenie szybkiego > komputera ;-) Nie rozumiem co ta wypowiedź miała znaczyć... |
|
vortex [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-08 05:13:25 |
Znikąd nadziei...? > Mam dać rzyć? Komu? NIE DAM! Zajęty jestem! :-P no wieszm a już miałem nadzieje :P > A o co w takim razie? o to że czasem potrzeby nie są zaspokojone, a w sumie mamy coś takiego jak potrzeba świadomości wolnej woli, jedni wiecej inni mniej :) > Podstawowa, bo wynikająca z samych praw fizyki. Dodatkową barierą można > nazwać tę technologiczną uniemożliwiającą zebranie danych z całego > wszechświata, czy przetwarzanie ich szybciej niż to sam wszechświat czyni > :-P zawracanie kiji wisłą i spieranie sie która bariera ma pierwszeństwo :P bezsens :D > No Lem ma sporo neologizmów :-P ma po prostu nieprzyjemny styl, bohaterowie zachowują sie dziwnie, jakoś na mój gust nieadekwatnie do sytuacji :D i ogólnie jakoś czysto teoretyczne i mało życiowe te opowiadania > > Pzdr. > LOKI (automat -> gwałtomat -> samogwałtomat) pozdrawiam vortex (tragedia to samogwałtomat na pieniądze :P) |
|
Locutus [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-09 06:04:29 |
Znikąd nadziei...? > no wieszm a już miałem nadzieje :P Idź do Lectusa, może będzie chętny, ja mam hemoroidy... ROTFL!!! > o to że czasem potrzeby nie są zaspokojone, a w sumie mamy coś takiego jak > potrzeba świadomości wolnej woli, jedni wiecej inni mniej :) W sumie nie mamy takiej potrzeby. Niektórzy sobie ją sami TWORZĄ, ale człowiek potrafi stworzyć sobie dużo róznych dziwnych potrzeb, które są zindywidualizowane i charakterystyczne tylko dla poszczególnych jednostek. Epikur AFAIR się po takich potrzebach przejechał, nazywając je urojonymi, czy jakoś tak. Masz potrzebę korzystania z internetu? Ja mam. Źle się czuję, jak mi net (czy niedajboże komp) nie działa. Ale dwadzieścia lat temu nikt takich potrzeb nie miał :-P Potrzeba posiadania złudzenia wolnej woli to też tylko chory wymysł, nie ma nic wspólnego z biologią ludzką ;-) > zawracanie kiji wisłą i spieranie sie która bariera ma pierwszeństwo :P > bezsens :D Nie bezsens, bo prawa fizyki zawsze są najważniejsze :-] > ma po prostu nieprzyjemny styl, bohaterowie zachowują sie dziwnie, jakoś > na mój gust nieadekwatnie do sytuacji :D i ogólnie jakoś czysto > teoretyczne i mało życiowe te opowiadania Chryste panie, a o czymś takim jak ABSURD i GROTESKA słyszałeś? Bo dzienniki gwiazdowe są utrzymane mniej-więcej w takim samym stylu jak utwory Gombrowicza, Mrożka, czy Witkacego (no może Witkacego trochę mniej, ale dla mnie podobieństwa są dostrzegalne). Jeśli nie odpowiada Ci ten styl pisarski, to trzeba się było wziąć za jakąś normalną powieść, np. Solaris (polecam na początek), niezwyciężony (robi mniejsze wrażenie niż solaris, ale czyta się jeszcze łatwiej), eden, fiasko, powrót z gwiazd, czy nawet przerabiane przynajmniej częściowo w podstawówkach opowieści o pilocie Pirxie ;-) > (tragedia to samogwałtomat na pieniądze :P) ROTFL!!! Pzdr. LOKI |
|
vortex [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-09 11:38:11 |
Znikąd nadziei...? > Idź do Lectusa, może będzie chętny, ja mam hemoroidy... ROTFL!!! to lubie! buhahahahha > W sumie nie mamy takiej potrzeby. Niektórzy sobie ją sami TWORZĄ, ale > człowiek potrafi stworzyć sobie dużo róznych dziwnych potrzeb, które są > zindywidualizowane i charakterystyczne tylko dla poszczególnych jednostek. > Epikur AFAIR się po takich potrzebach przejechał, nazywając je urojonymi, > czy jakoś tak. Masz potrzebę korzystania z internetu? Ja mam. Źle się > czuję, jak mi net (czy niedajboże komp) nie działa. Ale dwadzieścia lat > temu nikt takich potrzeb nie miał :-P Potrzeba posiadania złudzenia wolnej > woli to też tylko chory wymysł, nie ma nic wspólnego z biologią ludzką > ;-) owszem masz sporo racji ale znowu moim zdaniem za dużo gadasz o bioligii :D potrzeba wolnej woli wywodzi sie ze sposobu myślenia, filozofii i innych takich dupereli, a ma swoją geneze i dla wielu ludzi istnieje. Mówiąc im że sobie tą potrzebe wymyślili nie usuniesz jej :) (ja też mam potrzebe netu :) mam jeszcze potrzebe gier komputerowych z czym czesto próbuje walczyć ale nie zawsze sie udaje :P) > Nie bezsens, bo prawa fizyki zawsze są najważniejsze :-] prawa fizyki są także granicami technologii wiec nadal bezsens :) > Chryste panie, a o czymś takim jak ABSURD i GROTESKA słyszałeś? Bo > dzienniki gwiazdowe są utrzymane mniej-więcej w takim samym stylu jak > utwory Gombrowicza, Mrożka, czy Witkacego (no może Witkacego trochę mniej, > ale dla mnie podobieństwa są dostrzegalne). Jeśli nie odpowiada Ci ten > styl pisarski, to trzeba się było wziąć za jakąś normalną powieść, np. > Solaris (polecam na początek), niezwyciężony (robi mniejsze wrażenie niż > solaris, ale czyta się jeszcze łatwiej), eden, fiasko, powrót z gwiazd, > czy nawet przerabiane przynajmniej częściowo w podstawówkach opowieści o > pilocie Pirxie ;-) z tego wynika że nie lubie absurdu i groteski w literaturze ;) film moge jeszcze obejrzeć bo że tak powiem "sam sie czyta" ale jak do książki nie chce mi sie wracać, może przeczytam w tepie, jedno opowiadanie miedzy dwoma książkami ;) > Pzdr. > LOKI pozdrawiam vortex |
|
Apofi ( neti neti.. ) Wysłano: 2004-10-06 20:52:02 |
Znikąd nadziei...? Piekny opis. :-) Uwazam, iz odkrycie natury samoswiadomosci (w sensie nie ego, lecz swiadomosci 'ja jestem'), czym jest de facto oraz natury woli bedzie milowym krokiem w drodze przemierzania takich dylematow egzystencjalnych. Na dzień dzisiejszy taka 'bezduszność' wszechświata, którego częścią integralną jestem, nie przeszkadza mi jakoś, nie przeszkadzałoby mi nawet to, że on nie istnieje. Osobiście staram się zachować możliwie elastyczny umysł. Jedyną rzeczą, jedyna prawda absolutna dla mnie, którą analogicznie każdy z nas może być pewien, jest tylko świadomość faktu swojego istnienia. Natomiast osobiście nie mam skłonności popadać aż w taką matriksologię ;) chociaż postawienie sie z takiej perspektywy (wszechswiat jest tylko 'w oku' patrzacego) jest ciekawą lamigłówka. :) Szukanej przez Ciebie nadziei imho upatrywac mozna wlasnie w naturze swiadomosci i woli. Skoro tez mozg jest siedliskiem swiadomosci, to jest on jednak tworzywem dosc mocno modyfikowalnym. :) |
|
Cień [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-06 21:26:42 |
Znikąd nadziei...? > Grecy mawiali primum vivere, deinde philosophari, ale jak tu żyć skoro > okrucieństwo logicznej konstatacji odbiera nam nawet samych siebie? > Porzućcie nadzieję wy, którzy myślicie?!... Jako stoik-cynik, odpowiem iście filozoficznie: NO I CO Z TEGO? Owszem dotarłeś do granic racjonalnego poznania, ba wiecej dowiodłeś że poznanie jest nie możliwe, bo o jakimże poznaniu możemy mówić jeśli wolna wola nie istnieje, a świadomość to tylko pochodna procesów biochemicznych mózgu, których to prześledzenie i przewidzenie uniemożliwia twierdzenie Heisenberga. Co ciekawe również Twoje (a i jak ktoś słusznie zauważył innych) przemyślenia są również pokłosiem działania 1,5 kg materii zamknietej w puszce czaszki i równiez je zdeterminowały bezosobowe matematyczno - fizyczne prawa. Pluć w twarz stwórcy?Skoro to też było by zdeterminowane? Śmieszne prawda? Myślę że warto sobie z takiej TEORII zdać sprawę. Ale trzeba pamiętać że choć coraz lepiej rozumiemy pracę ludzkiego mózgu na poziomie molekularnym, to wciąż nie jesteś my z całą pewnościa wyjaśnić, CZYM TAK NAPRAWDĘ JEST ŚWIADOMOŚĆ? Moja rada, otwórz sobie piwo, zapal szluga, idź wyrwij jakąś laskę.A jak nie pomoże idź do doktora od głowy, nie ch Ci wypisze jakiś proszek po którym tak wielkie problemy, stają się małe i nieistotne. Bo jak zapytałem na początku, co z tego? Czy to jest straszne?A czy mozna odnieść naszą ludzką moralność do praw fizyki? Czy śmierć gwiazdy w czasie supernowej jest straszna?Tak jest i tyle. Żaden ze mnie psychoanalityk ale czy znów problem nie leży w naszym ludzkim, zbyt ogromnym ego, ktore nagle dochodzi do wniosku że wcale nie jest tak ważne i zajebiste jak zawsze raczyło uważać? Hm? |
|
Luca [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-08 08:20:19 |
Znikąd nadziei...? > Owszem dotarłeś do granic racjonalnego poznania, ba wiecej dowiodłeś że > poznanie jest nie możliwe, bo o jakimże poznaniu możemy mówić jeśli wolna > wola nie istnieje (...) Nie wydaje mi się, żebym dowiódł czegoś takiego. Wcale nie twierdzę, że poznanie jest uwarunkowane przez istnienie wolnej woli. Ja wolnej woli nie mam a jednak poznaję. Gromadzenie informacji jest zresztą możliwe również w układach całkowicie martwych zarówno biologicznie jak i psychicznie (i nie mówię w tym momencie o komputerach). > Pluć w twarz stwórcy?Skoro to też było by zdeterminowane? Śmieszne > prawda? Jak najbardziej, ale w tekście miała to być barwna metafora, która czyniłaby tekst bardziej wyrazistym i łagodziłaby jego suchy, naukowy (?) język. > Myślę że warto sobie z takiej TEORII zdać sprawę. Ale trzeba pamiętać że > choć coraz lepiej rozumiemy pracę ludzkiego mózgu na poziomie > molekularnym, to wciąż nie jesteś my z całą pewnościa wyjaśnić, CZYM TAK > NAPRAWDĘ JEST ŚWIADOMOŚĆ? No właśnie zdaje mi się, że wykazałem w tekście iż nie ma to żadnego znaczenia. Definicja świadomości może być niemal dowolna, a gówno zostaje to samo... > Moja rada, otwórz sobie piwo, zapal szluga, idź wyrwij jakąś laskę. Dzięki - stosuję tę kurację regularnie, ale jej działanie staje się stopniowo coraz bardziej krótkotrwałe. > A jak > nie pomoże idź do doktora od głowy, nie ch Ci wypisze jakiś proszek po > którym tak wielkie problemy, stają się małe i nieistotne. To też racja, tylko że to właśnie jest jeden z przykładów tchórzostwa, którego z całych sił próbuję uniknąć... > Bo jak zapytałem na początku, co z tego? Czy to jest straszne?A czy mozna > odnieść naszą ludzką moralność do praw fizyki? Czy śmierć gwiazdy w czasie > supernowej jest straszna?Tak jest i tyle. Nie straszne może nawet, ale obojętne właśnie. A to chyba nawet jeszcze gorzej... > Żaden ze mnie psychoanalityk ale czy znów problem nie leży w naszym > ludzkim, zbyt ogromnym ego, ktore nagle dochodzi do wniosku że wcale nie > jest tak ważne i zajebiste jak zawsze raczyło uważać? > > Hm? No cóż, to mój Wszechświat i to ja jestem Bogiem, ale sęk w tym, że tego akurat żaden z nas wyrzec się nie może... |
|
Cień [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-11 15:38:52 |
Znikąd nadziei...? > To też racja, tylko że to właśnie jest jeden z przykładów tchórzostwa, > którego z całych sił próbuję uniknąć... Niekoniecznie.Przecież to wszystko chemia mózgu i od niej zależne jest nasze postrzeganie - dla człowieka w depresji każdy codzienny problem zdaje się być ogromny. Jesli więc "poprawimy" szwankujący układ nerwowy nagle moze okazać się że powyższy problem zda się błahy i nieistotny, jak chodźby niżej podpisanemu. :) > Nie straszne może nawet, ale obojętne właśnie. A to chyba nawet jeszcze > gorzej... Tak się przywiązałeś do zasady antropicznej, że fakt że nie jesteśmy pępkiem świata wydaje Ci się straszny? :) |
|
vortex [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-06 22:18:09 |
Znikąd nadziei...? ehh przypomniało mi sie opowiadanie Thomasa Ligotti "cień i ciemność" w którym bohater ujżał to co wszystkim kieruje, nawet nim samym, odkrył że nie ma woli, jest tylko TO takie myśli jak Twoje już dawno we mnie zagościły a najgorsze było to że nie można ich było skutecznie obalić :) aktualnie sprawe w swoim wypadku rozwiązałem tak: Doszedłem do takiego wniosku jak Ty i nagle mnie przeraziło, jakto nie ma wolnej woli? wszystko matematycznie przewidziane? założyłem wiec kilka drobiazgów czuje wolną wole wiec uznam ze ją mam (nie twierdze że to prawda :P to raczej... kwestja wiary, wole przyjąć że taką wole posiadam niż poddać sie od razu :P) nauka jest tworzona przez człowieka a cżłowiek bywa omylny, nie wiemy jeszcze wszystkiego o świecie, może powyższe wnioski są po prostu błędne. wole walczyć z wiatrakami w poszukiwaniu wolnej woli niz uznać zę jej nie mam i... no własnie? i co? pozdrawiam vortex (no teraz lepiej, tamten wpis prosze olać :P) |
|
Locutus [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-07 02:09:26 |
Ale o sso chossi? Powiedz Ty mi, co zmieni w Twoim życiu wiedza nt. determinizmu fizycznego, skoro nie będąc w stanie zbadać pędu i położenia wszystkich cząstek we wszechświecie (nie tylko z powodu ograniczeń technologicznych, ale również fizycznych - vide zasada nieoznaczoności Heisenberga) nie potrafisz w żaden sposób przewidzieć przyszłości? Przecież złudzenie wolnej woli i świadomego podejmowania decyzji pozostanie. Pozostaną wszystkie Twoje wahania, zastanawianie się, rozważania, niepewność etc. Co z tego, że świat jest tylko rozwinięciem całkiem prostego układu równań, opisującego jego parametry początkowe i algorytm według których wszystko będzie się zmieniać, skoro nie potrafisz w żaden sposób wydobyć się z owego wszechświata i dobrać do owych parametrów owego układu? Nic się nie zmienia, Vortex, pomimo takiej świadomości. Ja sobie żyję z pełnym przekonaniem o słuszności determinizmu fizycznego od jakiegoś czasu i dojście do tego przekonania w żaden sposób nie było dla mnie nieprzyjemne, ani też nie wiązało się z głębszymi przeżyciami duchowymi ;-) Pzdr. LOKI |
|
vortex [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-07 06:26:08 |
Ale o sso chossi? > Powiedz Ty mi, co zmieni w Twoim życiu wiedza nt. determinizmu fizycznego, > skoro nie będąc w stanie zbadać pędu i położenia wszystkich cząstek we > wszechświecie (nie tylko z powodu ograniczeń technologicznych, ale również > fizycznych - vide zasada nieoznaczoności Heisenberga) nie potrafisz w > żaden sposób przewidzieć przyszłości? Przecież złudzenie wolnej woli i > świadomego podejmowania decyzji pozostanie. Pozostaną wszystkie Twoje > wahania, zastanawianie się, rozważania, niepewność etc. Co z tego, że > świat jest tylko rozwinięciem całkiem prostego układu równań, opisującego > jego parametry początkowe i algorytm według których wszystko będzie się > zmieniać, skoro nie potrafisz w żaden sposób wydobyć się z owego > wszechświata i dobrać do owych parametrów owego układu? > > Nic się nie zmienia, Vortex, pomimo takiej świadomości. Ja sobie żyję z > pełnym przekonaniem o słuszności determinizmu fizycznego od jakiegoś czasu > i dojście do tego przekonania w żaden sposób nie było dla mnie > nieprzyjemne, ani też nie wiązało się z głębszymi przeżyciami duchowymi > ;-) no widzisz bo Ty tak miałeś :) u mnie było pół na pół, a mianowicie, determinizm fizyczny przemawia do mnie jako najlogiczniejsze rozwiazanie jednocześnie jest w nim ten mały zgrzyt braku woli co jest po prostu dla mnie nieprzyjemne :) Nic sie nie zmienia na świecie, poza lekko moim nastawieniem do tego świata :) tu pies pogrzebany. Na przykład, gdybyś nagle został teleportowany na dno rowu mariańskiego i wiedziałbyś że nie masz szans przezycia pewnie po prostu czekałbyś na śmierć :P (no wyobraźmy sobie ze jesteś wyjątkowo twarda szycha i nie jest to natychmiastowe :P) a mimo że wiem że przy normalnych warunkach jesem bez szans to jednak popłynąłbym do góry na zasadzie "a nusz coś sie stanie dziwnego i wypłyne na powierzchnie" :) to jest porównanie do apropo wolnej woli, wiem że to świat i jego bodźce wpływają na mnie ale żyje tak jakby wolna wola istniała bo a nuż istnieje :] > Pzdr. > LOKI pozdrawiam vortex |
|
Locutus [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-07 07:04:39 |
Ale o sso chossi? A jak inaczej żyć? Przecież świadomość tego, że wolna wola jest tylko złudzeniem nie odbiera nam wcale z naszego punktu widzenia możliwości decyzyjnych etc. Pzdr. LOKI |
|
vortex [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-07 13:32:52 |
Ale o sso chossi? > A jak inaczej żyć? Przecież świadomość tego, że wolna wola jest tylko > złudzeniem nie odbiera nam wcale z naszego punktu widzenia możliwości > decyzyjnych etc. owszem, człowiek nadal zostaje człowiekiem, działa dalej na tych samych zasadach zmienia sie tylko jego wiedza o świecie. Wiesz tylko że niektórzy mogą dojść do wniosku że skoro nie ma wolnej woli a wszystko jest z góry ustalone to po co w ogóle żyć? Człowiek potrzebuje sensu, a ta wiedza może mu go wydrzeć z rąk > > Pzdr. > LOKI pozdrawiam vortex |
|
Locutus [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-08 01:12:15 |
Ale o sso chossi? Życie nie ma sensu. A raczej ma taki sens, jaki mu nadamy my ;-) Pzdr. LOKI |
|
vortex [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-08 03:33:37 |
Ale o sso chossi? > Życie nie ma sensu. A raczej ma taki sens, jaki mu nadamy my ;-) kurde Loki po co my gadamy? znowu sie zgadzamy :P > > Pzdr. > LOKI pozdrawiam vortex |
|
Locutus [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-08 03:37:22 |
Ale o sso chossi? > kurde Loki po co my gadamy? znowu sie zgadzamy :P A jak się człowiek zgadza, to już nie może porozmawiać, czy jak? :-P :-P :-P Pzdr. LOKI |
|
vortex [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-08 03:43:24 |
Ale o sso chossi? > A jak się człowiek zgadza, to już nie może porozmawiać, czy jak? porozmawiać spoko ale to jest forum :) tu powinno sie dyskutować a nie potakiwać > > :-P :-P :-P :P > > Pzdr. > LOKI pozdrawiam vortex |
|
Locutus [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-08 04:11:08 |
Chyba EOT ;-) > porozmawiać spoko ale to jest forum :) tu powinno sie dyskutować a nie > potakiwać Tak tak, masz rację :-D Pzdr. LOKI |
|
Myszołów [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-06 13:12:31 |
Jesienna depresja Po pierwsze - łyknij sobie jakiś deprim, albo coś... Po drugie - po co rozkładać świat na czynniki pierwsze? Od teorii wolę praktykę. Trzeba umieć żyć. Mniej więcej w połowie tego tekstu zrobiło mi się zimno. Jeśli piszesz: "ale jak tu żyć skoro okrucieństwo logicznej konstatacji odbiera nam nawet samych siebie?" to chyba gdzieś się zgubiłeś... "Porzućcie nadzieję wy, którzy myślicie?!..." Dużo czytasz, Luka, więc pewnie wiesz, że nie Ty pierwszy doszedłeś do takich wniosków. Filozofowie umierają za życia, więc uważaj. W ostateczności - jeśli porzucasz nadzieję, uchwyć się czegoś innego. |
|
Cień [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-06 21:36:56 |
Jesienna depresja > > Po pierwsze - łyknij sobie jakiś deprim, albo coś... Albo nawet Prozac - "Młot na melancholików" :) > Po drugie - po co rozkładać świat na czynniki pierwsze? Od teorii wolę > praktykę. Trzeba umieć żyć. Mniej więcej w połowie tego tekstu zrobiło mi > się zimno. Jeśli piszesz: "ale jak tu żyć skoro okrucieństwo logicznej > konstatacji odbiera nam nawet samych siebie?" to chyba gdzieś się > zgubiłeś... Myślę że wązne jest jedno i drugie - jeśli ktoś chciałby uważać się za w pełni wolnego musi dążyć do poznania nawet takich teorii które podważają sens naszego istnienia (a jest zresztą coś takiego? :) ) > "Porzućcie nadzieję wy, którzy myślicie?!..." A to niegłupie, choć wymaga pewnej siły pychicznej. Po co żyć nadzieją, lepiej bezemocjonalnym rachunkiem prawdopodobieństwa - co ma być to będzie.Acz jeśli istnieje wolna wola kazdy może to prawdopodobieństwo zmieniać.Tyle. > W ostateczności - jeśli porzucasz nadzieję, uchwyć się czegoś innego. Brzytwy? Ockhama? ROTFL! |
|
Marduk666 [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-06 22:10:42 |
Jesienna depresja > > W ostateczności - jeśli porzucasz nadzieję, uchwyć się czegoś > innego. > > Brzytwy? Ockhama? ROTFL! Tonący piwa się chwyta. Piwo to życia paliwo. "Mądry był ten, kto wymyślił piwo." (Platon) |
|
Myszołów [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-06 23:00:12 |
Jesienna depresja > > > > Po pierwsze - łyknij sobie jakiś deprim, albo coś... > > Albo nawet Prozac - "Młot na melancholików" :) LOL Prozaku chyba nie można kupić w Polsce? W każdym razie pod nazwą Prozac. Chyba że mam przeterminowane wiadomości? > Myślę że wązne jest jedno i drugie Zgadzam się. Ale nie wolno poprzestać tylko i wyłącznie na teoretyzowaniu. jeśli ktoś chciałby uważać się za w > pełni wolnego musi dążyć do poznania nawet takich teorii które podważają > sens naszego istnienia (a jest zresztą coś takiego? :) ) Sens? Chyba musi być. Inaczej po co mielibyśmy istnieć? > > "Porzućcie nadzieję wy, którzy myślicie?!..." > > A to niegłupie, choć wymaga pewnej siły pychicznej. Po co żyć nadzieją, > lepiej bezemocjonalnym rachunkiem prawdopodobieństwa - co ma być to > będzie. Acz jeśli istnieje wolna wola kazdy może to prawdopodobieństwo > zmieniać.Tyle. Nic dodać, nic ująć. > > W ostateczności - jeśli porzucasz nadzieję, uchwyć się czegoś > innego. > > Brzytwy? Ockhama? ROTFL! Pod warunkiem, że będzie to "brzytwa na filozofów" ;))) |
|
Cień [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-06 23:06:57 |
Jesienna depresja > LOL > Prozaku chyba nie można kupić w Polsce? W każdym razie pod nazwą Prozac. > Chyba że mam przeterminowane wiadomości? Prozac czyli fluoksetyna nawet często jest wykorzystywany w lecznictwie w Polsce (skutecznośc) choć jego cena jest nie mała ok 100 zł/opak. >> Sens? Chyba musi być. Inaczej po co mielibyśmy istnieć? A po nic.O tak po prostu przypadkiem powstało zycie i wyoluowało w kierunku homo sapiens. :) |
|
Myszołów [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-06 23:11:33 |
Jesienna depresja > Prozac czyli fluoksetyna nawet często jest wykorzystywany w lecznictwie w > Polsce (skutecznośc) choć jego cena jest nie mała ok 100 zł/opak. Ale lek o konkretnej nazwie "Prozac" już można u nas dostać? To by było ciekawe... > >> Sens? Chyba musi być. Inaczej po co mielibyśmy istnieć? > > A po nic.O tak po prostu przypadkiem powstało zycie i wyoluowało w > kierunku homo sapiens. :) Sam nie wierzysz w to co piszesz, drogi Cieniu... :) Pozdr. Myszołów |
|
Cień [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-10 12:26:56 |
Jesienna depresja > Ale lek o konkretnej nazwie "Prozac" już można u nas dostać? To by było > ciekawe... Sprawdziłem - jak najbardziej. Z tym że Prozac to nazwa chandlowa substancjii o nazwie fluoksetyna. Jest refundowany, ale nie jako prozac tylko jakiś tańszy generyk.Ale już nie chciało mi się szukac jaki. :) > Sam nie wierzysz w to co piszesz, drogi Cieniu... :) Nie lubię pojęcia "wiara", wolę "prawdopodobieństwo" :) A poważnie hipoteza że jesteśmy tylko przypadkiem powstałym efektem ewolucji jest tak samo dobra jak to że świat stworzył Bóg, albo że nasze istnienie tu i teraz jest wynikiem zamysłów jakiejś wyższej istoty. Chociaż oczywiście nie nastraja optymistycznie. Ale trzeba być świadomym każdej możliwości. |
|
Myszołów [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-10 13:01:10 |
Jesienna depresja > Sprawdziłem - jak najbardziej. Z tym że Prozac to nazwa chandlowa > substancjii o nazwie fluoksetyna. Jest refundowany, ale nie jako prozac > tylko jakiś tańszy generyk.Ale już nie chciało mi się szukac jaki. :) Dzięki, właśnie coś mi się kiedyś obiło o uszy, że Prozacu - jako takiego - w Polsce dostać nie można. Nie sprawdzaj, pod jaką nazwą jest dostępny, nie jestem potrzebująca ;))) > > Sam nie wierzysz w to co piszesz, drogi Cieniu... :) > > Nie lubię pojęcia "wiara", wolę "prawdopodobieństwo" :) A poważnie > hipoteza że jesteśmy tylko przypadkiem powstałym efektem ewolucji jest tak > samo dobra jak to że świat stworzył Bóg, albo że nasze istnienie tu i > teraz jest wynikiem zamysłów jakiejś wyższej istoty. Chociaż oczywiście > nie nastraja optymistycznie. Ale trzeba być świadomym każdej możliwości. No nie, ja naprawdę napisałam te słowa w tym sensie właśnie, że nie nastrajają optymistycznie, nie chciałam się na ten temat rozgadywać, a tu nie dość że czepiają się mnie nadgorliwi myrmekolodzy, to jeszcze muszę klarować wszystkim, że wiem, co znaczy racjonalizm. Wiem, że hipoteza że jesteśmy tylko przypadkiem powstałym efektem ewolucji jest tak samo prawdopodobna jak to, że jakieś bliżej nie określone "coś" stworzyło nas celowo i z rozmysłem - tego dotyczyła moja rozmowa z Lokiem. Następnym razem będę po prostu bardziej uważać na słowa które dobieram by wyrazić myśl. pozdr. Cieniu Myszołów |
|
Cień [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-10 12:28:14 |
Errara > Sprawdziłem - jak najbardziej. Z tym że Prozac to nazwa chandlowa > substancjii o nazwie fluoksetyna. Jest refundowany, ale nie jako prozac > tylko jakiś tańszy generyk.Ale już nie chciało mi się szukac jaki. :) Wiem,wiem ma być "handlowa".Sorki... |
|
Locutus [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-07 02:28:15 |
Jesienna depresja > > >> Sens? Chyba musi być. Inaczej po co mielibyśmy istnieć? > > > > A po nic.O tak po prostu przypadkiem powstało zycie i wyoluowało w > > kierunku homo sapiens. :) > > Sam nie wierzysz w to co piszesz, drogi Cieniu... :) Chyba jednak wierzy. Spora część ludzi na tym forum w przeciwieństwie do Ciebie jest zdolna do racjonalnego myślenia i woli fakty od złudzeń, wyobrażeń i wierzeń. A że Ty idealnie podpadasz pod Nietzscheańskie "człowiek woli wierzyć niż wiedzieć, mieć za cel pustkę, niż nie mieć go w ogóle" to już inna para kaloszy... Nie ma żadnych przesłanek za tym, że w istnieniu wszechświata czy życia jest jakakolwiek celowość - ot czysty przypadek wynikający z tego, że nasz wszechświat wystartował z takimi a nie innymi parametrami początkowymi... pewnie inne wszechświaty mają inne parametry na starcie ;-) Pzdr. LOKI |
|
Myszołów [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-07 12:36:54 |
La Divina Comedia Loku przystopuj trochę, bo słabnę jak Cię czytam. Spora część ludzi na tym forum w przeciwieństwie do > Ciebie jest zdolna do racjonalnego myślenia i woli fakty od złudzeń, > wyobrażeń i wierzeń. Twierdzisz, że nie jestem zdolna do racjonalnego myślenia? Na jakiej podstawie? Wolę złudzenia, wyobrażenia i wierzenia niż fakty? W którym miejscu? Jakie to złudzenia i wyobrażenia? I co najlepsze - wierzenia? Jestem bardzo ciekawa, bo widać znasz mnie lepiej niż ja sama. > A że Ty idealnie podpadasz pod Nietzscheańskie "człowiek woli wierzyć niż > wiedzieć, mieć za cel pustkę, niż nie mieć go w ogóle" to już inna para > kaloszy... Gdzie się czegoś takiego doczytałeś lub dopatrzyłeś? Pasuje to do mnie jak piernik do wiatraka - jeśli nawet po tych kilku spotkaniach IRL tego nie wiesz, to znaczy że jesteś ślepy (bądź zaślepiony). Czy może cytat Ci się spodobał i uznałeś że od biedy można go tu wcisnąć? Bo prawdę powiedziawszy tak to wygląda. > Nie ma żadnych przesłanek za tym, że w istnieniu wszechświata czy życia > jest jakakolwiek celowość - ot czysty przypadek wynikający z tego, że nasz > wszechświat wystartował z takimi a nie innymi parametrami początkowymi... > pewnie inne wszechświaty mają inne parametry na starcie ;-) Nie ma też żadnych przesłanek za tym, że tego celu nie ma. Dyskusja jest jałowa, bo nie ma żadnych dowodów które mogłyby poprzeć Twoje lub moje tezy. Moje słowa skierowane do Cienia miały kończyć dyskusję, było to czytelne dla wszystkich tylko nie dla Ciebie. Jeżeli tak mierzi Cię mój (skąd inąd fałszywie przez Ciebie kreowany) światopogląd - nie masz przymusu komentować. Milczenie jest złotem. Myszołów |
|
Locutus [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-08 00:59:36 |
La Divina Comedia > Loku przystopuj trochę, bo słabnę jak Cię czytam. Kiej ja nie mogę! Jak się rozpędzę, to już koniec... nikt i nic mnie nie zatrzyma ROTFL!!! > Twierdzisz, że nie jestem zdolna do racjonalnego myślenia? Na jakiej > podstawie? Na takiej podstawie, że wolisz wierzyć w coś, czemu przeczą fakty, zamiast przyznać się do błędu. W tym przypadku chodzi o przypadkowość życia, w innym zaś chodziło o posiadanie przez zwierzęta uczuć takich jak litość, czy miłość... > Wolę złudzenia, wyobrażenia i wierzenia niż fakty? W którym miejscu? Jakie > to złudzenia i wyobrażenia? I co najlepsze - wierzenia? Jestem bardzo > ciekawa, bo widać znasz mnie lepiej niż ja sama. No właśnie powyżej napisałem, jakie to złudzenia - że istnienie życia i człowieka ma jakiś sens, że człowiek jako jedyny odczuwa litość, czy miłość, że Ziemia jest płaska... eee... to ostatnie to chyba nie Ty... ROTFL! > Gdzie się czegoś takiego doczytałeś lub dopatrzyłeś? Pasuje to do mnie jak > piernik do wiatraka - jeśli nawet po tych kilku spotkaniach IRL tego nie > wiesz, to znaczy że jesteś ślepy (bądź zaślepiony). Czy może cytat Ci się > spodobał i uznałeś że od biedy można go tu wcisnąć? Bo prawdę > powiedziawszy tak to wygląda. Nawet miałem napisać, że w IRL zachowujesz się zupełnie inaczej - ufasz racjonalno-empirycznemu sposobowi poznawania świata itede i tym bardziej zaskoczyło mnie to, że w momencie gdy Cień pisze o braku celowości ludzkiego istnienia, Ty mu na to "chyba sam w to nie wierzysz"... :-O > Nie ma też żadnych przesłanek za tym, że tego celu nie ma. Dyskusja jest > jałowa, bo nie ma żadnych dowodów które mogłyby poprzeć Twoje lub moje > tezy. Dyskusja nie jest jałowa z jednej prostej przyczyny - zgodnie z metodyką naukową teza jest gówno warta, dopóki nie ma jakichś dowodów ZA jej prawdziwością. Nie odwrotnie. Gdyby należało działać odwrotnie, trzeba by uznać istnienie krasnoludków, elfów i jednorożców - bo przecież ich nieistnienia też nie da się w jednoznaczny sposób udowodnić. > Moje słowa skierowane do Cienia miały kończyć dyskusję, było to > czytelne dla wszystkich tylko nie dla Ciebie. Jeżeli tak mierzi Cię mój > (skąd inąd fałszywie przez Ciebie kreowany) światopogląd - nie masz > przymusu komentować. Milczenie jest złotem. Ale mam OCHOTĘ komentować. Wolę srebro od złota. Ponoć chroni przed wampirami... ROTFL!!! Cmok! LOKI |
|
Myszołów [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-08 14:18:15 |
La Divina Comedia > > Loku przystopuj trochę, bo słabnę jak Cię czytam. > > Kiej ja nie mogę! Jak się rozpędzę, to już koniec... nikt i nic mnie nie > zatrzyma ROTFL!!! Więc umrę z osłabienia - odpowiedzialność spadnie na Ciebie... ;) > > Twierdzisz, że nie jestem zdolna do racjonalnego myślenia? Na jakiej > > podstawie? > > Na takiej podstawie, że wolisz wierzyć w coś, czemu przeczą fakty, zamiast > przyznać się do błędu. W tym przypadku chodzi o przypadkowość życia, w > innym zaś chodziło o posiadanie przez zwierzęta uczuć takich jak litość, > czy miłość... Aha. Czyli kiedy mój punkt widzenia nie zgadza się z Twoim to znaczy, że wierzę w krasnoludki. To nam znacznie upraszcza dyskusję. > Nawet miałem napisać, że w IRL zachowujesz się zupełnie inaczej - ufasz > racjonalno-empirycznemu sposobowi poznawania świata itede. No to czemu pieprzysz głupoty? i tym bardziej > zaskoczyło mnie to, że w momencie gdy Cień pisze o braku celowości > ludzkiego istnienia, Ty mu na to "chyba sam w to nie wierzysz"... :-O Gdybym wiedziała że tak się tym przejmiesz nie napisałabym tego, uwierz mi, znalazłabym jakiś mniej niefortunny sposób zakończenia dyskusji. Te słowa nie miały na celu rozpoczęcia dysputy filozoficznej! Powtarzam to po raz drugi. Mam prawo uważać, że świat ma sens - choć nie ma na to dowodów, tak jak Ty masz prawo uznać, że świat sensu żadnego nie ma. Powtarzam - ani na poparcie Twojej, ani mojej tezy nie ma dowodów. > > Nie ma też żadnych przesłanek za tym, że tego celu nie ma. Dyskusja > jest > > jałowa, bo nie ma żadnych dowodów które mogłyby poprzeć Twoje lub > moje > > tezy. > > Dyskusja nie jest jałowa z jednej prostej przyczyny - zgodnie z metodyką > naukową teza jest gówno warta, dopóki nie ma jakichś dowodów ZA jej > prawdziwością. Nie odwrotnie. Gdyby należało działać odwrotnie, trzeba by > uznać istnienie krasnoludków, elfów i jednorożców - bo przecież ich > nieistnienia też nie da się w jednoznaczny sposób udowodnić. ??? Czy nie chodzi nam o to samo? Dla mnie to masło maślane - albo coś spieprzyłeś w swoim wywodzie, albo spróbuj wyrazić się jaśniej. > Ale mam OCHOTĘ komentować. Wolę srebro od złota. Ponoć chroni przed > wampirami... ROTFL!!! Phi! Wampiry też lubią srebro. > Cmok! > LOKI pozdr. Myszołów |
|
Locutus [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-09 07:51:05 |
La Divina Comedia > Więc umrę z osłabienia - odpowiedzialność spadnie na Ciebie... ;) Na szczęście nie mieszkasz sama i współlokatorki w razie potrzeby zrobią masaż serca, sztuczne oddychanie i wezwą pogotowie... jestem o Ciebie spokojny :-P :-P :-P > Aha. Czyli kiedy mój punkt widzenia nie zgadza się z Twoim to znaczy, że > wierzę w krasnoludki. To nam znacznie upraszcza dyskusję. Ależ nie kochanie. Zależy tylko, czego ten punkt widzenia dotyczy - ale jeśli Twój, jak to określasz, "punkt widzenia" jest sprzeczny nie tyle z moimi poglądami, co z OBIEKTYWNYMI, POTWIERDZONYMI EKSPERYMENTALNIE FAKTAMI, to faktycznie dyskredytuje Cię to jako interlokutorkę ;-) > No to czemu pieprzysz głupoty? Bo i Ty pieprzysz głupoty! :-( Przy obecnym poziomie wiedzy stwierdzenie, że zwierzęta nie są zdolne do miłości, przyjaźni, litości czy współczucia jest równie mądre i prawdziwe jak stwierdzenie, że Ziemia jest płaska, Myszołowie drogi... > Gdybym wiedziała że tak się tym przejmiesz nie napisałabym tego, uwierz > mi, znalazłabym jakiś mniej niefortunny sposób zakończenia dyskusji. Te > słowa nie miały na celu rozpoczęcia dysputy filozoficznej! Powtarzam to po > raz drugi. A zatem EOT ;-) > Mam prawo uważać, że świat ma sens - choć nie ma na to dowodów, > tak jak Ty masz prawo uznać, że świat sensu żadnego nie ma. Powtarzam - > ani na poparcie Twojej, ani mojej tezy nie ma dowodów. No zgadza się - jest to kolejna kwestia metafizyczna. Tyle że jako osobnik kierujący się metodyką naukową zwykłem uznawać rzeczy nieopisane i nieudowodnione za potencjalnie nieistniejące ;-) > ??? > Czy nie chodzi nam o to samo? > Dla mnie to masło maślane - albo coś spieprzyłeś w swoim wywodzie, albo > spróbuj wyrazić się jaśniej. Jaśniej już nie potrafię. Może jak podleczę swoją zbolałą psychikę, to zacznę mówić jaśniej, bo jak na razie po tygodniu przerwy w spotkaniach moja przyjaciółka stwierdziła, że OSIWIAŁEM przez ten czas... niedobrze ze mną, łoj niedobrze :-P > Phi! Wampiry też lubią srebro. A nie wiem już nawet, gdzie to wyczytałem, zapewne na którejś stronce satyrycznej w stylu nowej krwi, czy trydium... to bywa lepsze od katolika nawet ;-) Cmok! LOKI (Down, down, deep underground, great disaster) |
|
Myszołów [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-09 14:08:52 |
La Divina Comedia > > Aha. Czyli kiedy mój punkt widzenia nie zgadza się z Twoim to znaczy, > że > > wierzę w krasnoludki. To nam znacznie upraszcza dyskusję. > > Ależ nie kochanie. Zależy tylko, czego ten punkt widzenia dotyczy - ale > jeśli Twój, jak to określasz, "punkt widzenia" jest sprzeczny nie tyle z > moimi poglądami, co z OBIEKTYWNYMI, POTWIERDZONYMI EKSPERYMENTALNIE > FAKTAMI, to faktycznie dyskredytuje Cię to jako interlokutorkę ;-) ROTFL!!! A to dobre! Pragnę nadmienić, iż nie byłam Twoją interlokutorką zanim mój śmieszny punkt widzenia nie zdyskredytował mnie. LOL I nie mów do mnie kochanie - nie zwracasz się do dziecka które nie wie co mówi. > > No to czemu pieprzysz głupoty? > > Bo i Ty pieprzysz głupoty! :-( Przy obecnym poziomie wiedzy stwierdzenie, > że zwierzęta nie są zdolne do miłości, przyjaźni, litości czy współczucia > jest równie mądre i prawdziwe jak stwierdzenie, że Ziemia jest płaska, > Myszołowie drogi... Mówiąc "pieprzysz głupoty" miałam na myśli to, że znając mnie IRL mówisz o mnie jakieś totalnie nie pokrywające się z rzeczywistością rzeczy. Nie odwracaj kota ogonem. > A zatem EOT ;-) Rychło wczas. > No zgadza się - jest to kolejna kwestia metafizyczna. Tyle że jako osobnik > kierujący się metodyką naukową zwykłem uznawać rzeczy nieopisane i > nieudowodnione za potencjalnie nieistniejące ;-) A to już jest Twój problem. > Jaśniej już nie potrafię. Może jak podleczę swoją zbolałą psychikę, to > zacznę mówić jaśniej, bo jak na razie po tygodniu przerwy w spotkaniach > moja przyjaciółka stwierdziła, że OSIWIAŁEM przez ten czas... niedobrze ze > mną, łoj niedobrze :-P Przecież wcześniej też byłeś osowiały. ;) > > Phi! Wampiry też lubią srebro. > > A nie wiem już nawet, gdzie to wyczytałem, zapewne na którejś stronce > satyrycznej w stylu nowej krwi, czy trydium... to bywa lepsze od katolika > nawet ;-) Nie wiem, nie byłam - mówiłam z własnego doświadczenia ;))) > Cmok! > LOKI (Down, down, deep underground, great disaster) Pa Myszołów |
|
Locutus [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-10 23:38:35 |
La Divina Comedia > ROTFL!!! > A to dobre! Pragnę nadmienić, iż nie byłam Twoją interlokutorką zanim mój > śmieszny punkt widzenia nie zdyskredytował mnie. LOL To nie ma znaczenia, czyją byłaś interlokutorką, ważne że punkt widzenia był śmieszny... > I nie mów do mnie kochanie - nie zwracasz się do dziecka które nie wie co > mówi. Czasami odnoszę właśnie takie wrażenie... > Mówiąc "pieprzysz głupoty" miałam na myśli to, że znając mnie IRL mówisz o > mnie jakieś totalnie nie pokrywające się z rzeczywistością rzeczy. Nie > odwracaj kota ogonem. Ale ja "pieprzyłem owe głupoty" tylko dlatego, że Ty wcześniej pieprzyłaś głupoty całkowicie przeczące zdrowemu rozsądkowi, faktom i racjonalizmowi! I koło się zamyka :-P > Rychło wczas. Lepiej późno niż wcale :-P > A to już jest Twój problem. Problemem to to raczej nie jest. Problem mają wierzący w krasnoludki, elfy i świętego mikołaja :-] > Przecież wcześniej też byłeś osowiały. ;) Ale teraz moja łepetyna zaczyna się jeszcze bardziej posrebrzać... > Nie wiem, nie byłam - mówiłam z własnego doświadczenia ;))) Aha... jesteś wampirem, tak? Cmok! LOKI |
|
Kain ( k|D|j ) ![]() Wysłano: 2004-10-06 13:14:30 |
Znikąd nadziei...? Rowniez nadzieja stanie sie zbyteczna, gdy uswiadomimy sobie, ze nie istnieje nic ponad scisle fizyczne zaleznoci, w jakie jestesmy uwiklani i ktorych jestesmy czescia. Uklady czastek takich "ludzkich" potrzeb posiadac nie powinny. A jednak cos buntuje sie w nas na taki deterministyczny obraz swiata. Niby nas nie ma, wszystko jest iluzja, ale czujemy przeciez, obserwujemy i wydaje nam sie, ze robimy to swiadomie. Mi bezosobowosc wszechswiata nie przeszkadza, skoro jestem jego czescia. Jezeli nic wiecej nie istnieje, nie mamy do czego tesknic. Jesli wolna wola jest zludzeniem, to zludzeniem musi byc tez smutek. Zaspokaja mnie zupelnie nieodparte wrazenie czlowieczenstwa i nieprawdziwej swiadomosci, jaka zostalismy obdarzeni. Przyjmuje istnienie wolnej woli, bo nic lepszego zrobic nie potrafie. Z reszta logika nakazuje tak postapic: przeciez watpiac w istnienie wlasnego JA nie mozna dluzej rozumowac w kategoriach czlowieczenstwa! Ostatecznie mozna przyjac, ze nauka tworzy tylko modele i jak sie wydaje nie sposob rozstrzygnac czy odkrywa jakakolwiek obiektywna prawde o wszechswiecie. |
|
Tinnovem [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-06 18:29:42 |
po co komu nadzieja ? >To odkrycie jest doprawdy przejmujące owszem >Po zrozumieniu tego faktu nie można przejść nad nim do porządku > dziennego, żyć tak samo jak wcześniej. można, czego jestem żywym (nadal) dowodem > To najgorszy z możliwych > koszmarów – odbiera on wszystko i nie daje żadnych szans uwolnienia. czyżbym wyczuwała panikę ? > Znikąd nadziei. eeeee dramatyzujesz twój wywód naszpikowany dramatyzmem i mądrymi słowami, jest bardzo patetyczny, ale nie wnosi nic nowego.... każdy myślący człowiek prędzej czy później dochodzi do takich wniosków, efekt jest taki, że niektórzy udają się wtedy do krainy wiecznych łowów, a reszta żyje dalej tak już jest, a wnikanie w przyczyny nic nie zmieni więc po co wnikać ? hę ? |
|
Luca [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-06 21:05:20 |
po co komu nadzieja ? > można, czego jestem żywym (nadal) dowodem Znalazłaś satysfakcjonujące Cię oszustwo? Ignorancję? Moim zdaniem nie ma innej drogi... > czyżbym wyczuwała panikę ? Jak najbardziej. Co zresztą jest chyba uwidocznione w tekście... > eeeee dramatyzujesz Zazdroszczę optymizmu... > twój wywód naszpikowany dramatyzmem i mądrymi słowami, jest bardzo > patetyczny, ale nie wnosi nic nowego.... > każdy myślący człowiek prędzej czy później dochodzi do takich wniosków, > efekt jest taki, że niektórzy udają się wtedy do krainy wiecznych łowów, a > reszta żyje dalej Jasne, że jest patetyczny. A jaki ma niby być? Biorąc pod uwagę rozważane kwestie to chyba raczej nie można przedstawić tego w sposób trywialny. To nie kolejny przepis na szrlotkę... Też zdaje mi się, że każdy myślący człowiek powinien dojść do tych wniosków. Interesuje mnie w jaki sposób radzi sobie z ich implikacjami. Ja nie widzę wyjścia z bez odwoływania się do samoouszstwa i tchórzowskich tłumaczeń. > tak już jest, a wnikanie w przyczyny nic nie zmieni więc po co wnikać ? Tak, jasne, po co wnikać. Dlatego właśnie napisałem `porzućcie nadzieję, wy którzy myślicie?!`. Jasne, że łatwiej się nie zastanawiać... |
|
Locutus [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-07 02:22:24 |
po co komu nadzieja ? > Znalazłaś satysfakcjonujące Cię oszustwo? Ignorancję? Moim zdaniem nie ma > innej drogi... Jak to nie ma? Po prostu można przejść nad tym do porządku dziennego, zważywszy, że wiedza nt. determinizmu wszechświata w żaden sposób nie zmienia naszych subiektywnych przeżyć związanych z podejmowaniem decyzji a w konsekwencji subiektywnego przeświadczenia o wolności wyboru towarzyszącego nam w codziennym życiu. > Jak najbardziej. Co zresztą jest chyba uwidocznione w tekście... I cały czas mnie zastanawia, skąd się ta panika bierze... ciekawe, czy nasi przodkowie też tak strasznie panikowali, gdy odkryli, że Ziemia nie jest płaska... > Zazdroszczę optymizmu... A ja nie rozumiem pesymizmu. Łamię sobie łeb jak mogę, ale po prostu nie rozumiem, co świadomość determinizmu zmienia w Twoim życiu, skoro w żaden praktyczny sposób nie możesz jej wykorzystać, bo ani nie sprawdzisz położenia i pędu wszystkich cząstek, ani parametrów startowych wszechświata, ani, nawet gdybyś sprawdził (co jest wykluczone przez prawa fizyki) nie znajdziesz tak szybkiego komputera, żeby symulował Ci wszechświat szybciej niż sam wszechświat działa. Z mojego punktu widzenia wiedza nt. determinizmu fizycznego nie ma ŻADNYCH praktycznych konsekwencji. > Jasne, że jest patetyczny. A jaki ma niby być? Biorąc pod uwagę > rozważane kwestie to chyba raczej nie można przedstawić tego w sposób > trywialny. To nie kolejny przepis na szrlotkę... > Też zdaje mi się, że każdy myślący człowiek powinien dojść do tych > wniosków. Interesuje mnie w jaki sposób radzi sobie z ich implikacjami. Ja > nie widzę wyjścia z bez odwoływania się do samoouszstwa i tchórzowskich > tłumaczeń. Jestem człowiekiem myślącym. I nie doszedłem do żadnych przerażających wniosków. Przyjąłem rzeczywistość taką jaką jest, mam świadomość, jak działa, ale ta świadomość w żaden sposób nie wpływa na moje decyzje, czy życie emocjonalne. Nie muszę się do niczego odwoływać. Po prostu był to dla mnie kolejny poznany fakt, ani mniej ani bardziej ważny od tego, że za wszelkie informacje realizowane przez komórkę odpowiada kwas deoksyrybonukleinowy ;-) > Tak, jasne, po co wnikać. Dlatego właśnie napisałem `porzućcie nadzieję, > wy którzy myślicie?!`. Jasne, że łatwiej się nie zastanawiać... Nigdy nie miałem zapędów filozoficznych. Nie cierpię filozofii i filozofów :-P Rozważania o pierdołach nic nie wnoszące do poznania obiektywnej rzeczywistości uważam za marnotrawstwo czasu i środków. Pzdr. LOKI |
|
Tinnovem [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-07 18:40:47 |
po co komu nadzieja ? > Znalazłaś satysfakcjonujące Cię oszustwo? żeby znaleźć oszustwo, musiałabym wiedzieć czym ono jest...umieć odróżnić je od tzw prawdy....nie wiem, czym jest tzw prawda i w gruncie rzeczy niewiele mnie to obchodzi > Zazdroszczę optymizmu... jesteś pierwszą osobą, która mi to mówi.... :))) > Interesuje mnie w jaki sposób radzi sobie z ich implikacjami. no więc tak...hmmmm...będąc młodą lekarką...ekhmmm doszłam do takich wniosków, przejmowanie się implikacjami zajeło mi siakieś 1,5 , może 2 lata...potem wykorzystałam zadziwiajacą zdolność ludzkiego umysłu do olewania takich i podobnych implikacji....olewam je do dzisiaj :) > Ja > nie widzę wyjścia z bez odwoływania się do samoouszstwa i tchórzowskich > tłumaczeń. samooszustwa w jakim sensie ? i jakie tłumaczenia tchórzowskie ??? a przyjmujesz taką opcję, że można nie czuć potrzeby szukania jakichkolwiek tłumaczeń ? bo ja tak mam.....nie czuję takiej potrzeby > Tak, jasne, po co wnikać. Dlatego właśnie napisałem `porzućcie nadzieję, > wy którzy myślicie?!`. Jasne, że łatwiej się nie zastanawiać... nie, to nie tak....najpierw sie zastanawiasz, potem dochodzisz do dramatycznych i patetycznych wniosków, następnie męczysz się z nimi przez czas jakiś a na koniec wybierasz albo krainę wiecznych łowów albo olewasz implikacje i żyjesz dalej ot i cała filozofia pozdrawiam i zalecam herbatkę z melisy :) |
|
Marduk666 [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-06 21:57:18 |
po co komu nadzieja ? > Też zdaje mi się, że każdy myślący człowiek powinien dojść do tych > wniosków. Interesuje mnie w jaki sposób radzi sobie z ich implikacjami. Obalając wino, a nawet dwa. >Ja nie widzę wyjścia z bez odwoływania się do samoouszstwa i tchórzowskich > tłumaczeń. Spróbuj odwołać się do wiśniówki 18 %. Miodzio. > > tak już jest, a wnikanie w przyczyny nic nie zmieni więc po co wnikać > ? Faktycznie. Po co wnikać ? Lepiej się napić. > Tak, jasne, po co wnikać. Dlatego właśnie napisałem `porzućcie nadzieję, > wy którzy myślicie?!`. Jasne, że łatwiej się nie zastanawiać... Wyluzuj się. To nie jest ważne. |
|
Dynos [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-06 12:22:46 |
Znikąd nadziei...? piękne spostreżenie możliwe jedynie gdy zanika śmieszne ego faktycznie nie chce się wracać do stanu "naturalnej codzienności" i popadłbym w depresję gdyby nie fakt że czuję się naprawdę wolny w tej niesamowitej scenerii odruchy bezwarunkowe, automatyczne, wyuczone mogą być opisane językiem matematyki, te, za które odpowiada móżdżek, co nie jest możliwe w przypadku świadomości, a tu już masz jak to nazywasz tchórzowską metafizykę - jej opisanie to jak znalezienie imienia boga, i nie twierdze że to nie jest możliwe, przypuszczam natomiast że raczej nie językiem liczb, chociaż w gruncie rzeczy one też są symbolami |
|
Locutus [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-07 02:30:24 |
Znikąd nadziei...? > [...] > odruchy bezwarunkowe, automatyczne, wyuczone mogą być opisane językiem > matematyki, te, za które odpowiada móżdżek, co nie jest możliwe w > przypadku świadomości, > [...] Nie tyle nie jest możliwe, co nasz stopień zaawansowania technologicznego nam na to nie pozwala. Pzdr. LOKI |
|
vortex [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-06 22:16:32 |
Znikąd nadziei...? ehh przypomniało mi sie opowiadanie Thomasa Ligotti "cień i ciemność" w którym bohater ujżał to co wszystkim kieruje, nawet nim samym, odkrył że nie ma woli, jest tylko TO takie myśli jak Twoje już dawno we mnie zagościły a najgorsze było to że nie można ich było skutecznie obalić :) aktualnie sprawe w swoim wypadku rozwiązałem tak: Doszedłem do takiego wniosku jak Ty i nagle mnie przeraziło, jakto nie ma wolnej woli? wszystko matematycznie przewidziane? założyłem wiec kilka drobiazgów czuje wolną wole wiec uznam ze ją mam (nie twierdze że to prawda :P to raczej... kwestja wiary, wole przyjąć że taką wole posiadam niż poddać sie od razu :P) nauka jest tworzona przez człowieka a cżłowiek bywa omylny, nie wiemy jeszcze wszystkiego o świecie, może powyższe wnioski są po prostu błędne. wole walczyć z wiatrakami w poszukiwaniu wolnej woli niz uznać zę jej nie mam i... no własnie? i co? pozdrawiam vortex |
|
vortex [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-06 22:17:25 |
dopisek cholera to miało być w głównym wątku :/ wpisze jeszcze raz :/ |
|
Slanesh [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-10-29 13:34:44 |
Znikąd nadziei...? > Miłość, strach, szczęście, > cierpienie, duma, tęsknota, zadziwienie, niepokój – wszelkie myśli i > emocje w ogóle, wszystko czego doświadczamy wraz ze sławioną tu poniekąd > świadomością to tylko specyficzna konfiguracja mózgowego tworzywa, > określana przez jego stan poprzedni, bez różnicy czy w sposób dookreślony > czy w przedziale heisenbergowskiej nieoznaczoności, skoro z całą pewnością > nie ma tam miejsca na pozafizykalną interwencję. To najgorszy z możliwych > koszmarów – odbiera on wszystko i nie daje żadnych szans uwolnienia. > Okrutne bezintencjonalnością monstrum czai się nad każdym z nas – > wystarczy tylko podnieść wzrok. Fatum to my: zauważył kiedyś Nietsche. I o to własnie jego zdanie udowodnione zostało przez naukę: mózg (budowa i chemia mózgu) determinuje zachowanie (a lepiej: mózg PRODUKUJE zachowanie). Ale czy coś w tym jest rzeczywiście strasznego? Że nic poza tym nie ma (w sensie, że nic poza mózgiem nie ma wpływu na nasze zachowanie)? No własnie nie: bo mózg to my... Pozdro!!! |
|
mi [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-11-11 00:26:39 |
Znikąd nadziei...? mi się podoba ten matematyczny swiat. matematycznie doskonały. opisywalny za pomocą prostych wzorów. niestety nie pamietam kto to powiedział, ale bardzo mi się podoba. "matematyka jest językiem, za pomocą którego bóg opisał świat". nie wiem czy bóg czy sama natura, aleswiat jest doskonały. wszyscy dążymy do doskonałośći. to jest własnie boska część w nas. matematyczna jedność. różniczkowalność i całkowalność. nie jesteśmy jednak aproksymowalni. ani też dyskretni. jesteśmy gemotryczni i nieprzewidywalni. czyż to nie cudowne, że matematyka dokładnie opisuje niedokładność? to było tytułem wstępu. nie masz wpływu na świat globalnie, masz jednak lokalnie. (znowu matematyka). |
|
murky [ nieaktywne ] Wysłano: 2004-11-18 00:16:06 |
dust in the wind wydaje mi się,że ograniczeni własną materialnością nie możemy oczekiwać niczego więcej. dysproporcja między nieskończonością materii a skończonością naszego życia budzi w nas sprzeciw, bo zastajemy świat już istniejącym i takim go żegnamy. Zastanawianie się nad tym raczej niewiele da. Owszem, i mnie przerażają te niezliczone ilości materii, krążące bez żadnego celu w otchłaniach kosmosu. Te wielkości, ta nieskończona pustka. Dochodzę jednak wtedy do wniosku ze miałem szczęście, ze na te kilka śmiesznych ułamków nieskończonej całości byłem w stanie to obserwować i zdawać sobie sprawe z całego tego procesu. Im wcześniej pogodzisz się z tym stanem rzeczy, tym wiecej szczęścia i radości zaznasz w czasie który Ci pozostał. moja rada dla Ciebie: pij więcej dobrego wina,słuchaj dobrej muzyki, otaczaj się młodymi kobietami - a kruchość materii pozostaw czasowi :D |
Ludowy Komisarz Zdrowia ostrzega: wszystkie materiały umieszczone na stronie są własnością autorów.
Kopiowanie i rozpowszechnianie może być przyczyną... Tylko spróbuj. My zajmiemy się resztą :>



















