| Satan.pl > Forum > Komentarze > | [ Zaloguj się ] [ Rejestracja ] |
| Transgresja 121 | Satanizm 387 | Komentarze 513 | Szkice 235 | TechnoPark 203 | FAQ 15 |
Archiwum: wiadomości z wybranego wątku archiwalnego
| Tematy | Autor | Data |
|---|
| Spis działów / Spis wątków archiwalnych / Nowy wątek |
|---|
| Autor | Temat wątku: |
|---|
|
Szaron [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-01-14 19:16:09 |
Trauma - boli przez cale zycie? uodparniaja czy znieczulaja?? - smierc bliskich osob - "przezycie wlasnej smierci" - przezycia z dziecinstwa (przemoc) - i wiele innych tragedii... Jak zmieniaja zycie osoby po przejsciach? zycie wowczas staje sie obojetne czy dopiero wtedy jest doceniane? Zastanawiam sie jakimi kryteriami kieruje sie los przy podziale ludzi na "silnych" (tych z traumatycznymi przejsciami) i "slabych" (zbyt slabi, zeby udzwignac ciezar), czy moze na odwrot? ---------------------------------------------------------------------------- Mezczyzna / Kobieta z przeszloszloscia Jak byscie postapili, gdy Wasz partner wyznal Wam, ze kiedys zabil czlowieka? ale! zabil w samoobronie lub w obronie najblizszych Czy pokochalibyscie czlowieka, ktory zabil, bez obawy, ze skoro juz raz to zrobil .... ? Wierzycie w zmiany na lepsze takiego czlowieka? Czy czlowiek, ktory pochodzi z rodziny patologicznej, np. - doswiadczyl przemocy na sobie i bliskich, - wkroczyl na droge przestepcza (jako mlody nastolatek), - nastepnie zabil oprawce swojego i swoich bliskich, moze zalozyc normalna, NIE-patologiczna rodzine i kochac jak partner i rodzic kochac powinien? Znacie jakies 'udane' przypadki? ----------------------------------------------------------------------------- "Za młoda by umrzeć" "15-letnia Amanda zostaje aresztowana pod zarzutem zabójstwa. Obrońca za wszelką cenę próbuje jej pomóc. Przerażona dziewczyna opowiada mu tragiczną historię swojego życia. Molestowana seksualnie przez ojczyma szukała ucieczki w małżeństwie, które okazało się pomyłką. Przypadkowo poznany Billy zmuszał ją do pracy w obskurnym lokalu i na ulicy. Dziewczyna marzyła o innym życiu. Poznała czułego i opiekuńczego Mike'a, który wydawał się idealnym partnerem. Jednak znów pojawił się Billy. Jego podła intryga miała rozbić związek Amandy i Mike'a." (Nie wiem czy koncowki troszku nie poprzekrecali, bo okazalo sie, ze Mike byl po prostu zonaty albo w stalym zwiazku – nie pamietam. Ogladalam juz 2 razy i za kazdym razem te same lzy i ciarki.) Dzis na TV4, g. 20.00 – polecam. Mloda osoba, ktora traumatyczne przezycia zmusily do zabojstwa. Wlasnie, tylko czy zmusily, czy w wieku 15 lat byla juz odpowiedzialna za swoje czyny i powinna zostac skazana na smierc? Ciekawe gdzie jest ta granica wiekowa, po ktorej przekroczeniu czlowiek staje sie odpowiedzialny za swoje czyny. A moze traumatyczne przezycia na zawsze odebieraja ta odpowiedzialnosc? ----------------------------------------------------------------------------- Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii, tak z czysto ludzkiego punktu widzenia :) czy moze sa jeszcze jakies inne "punkty widz."? Piszcie Kochani, a ja za pare dni kukne, przeczytam i odpowiem, po zdaniu egzaminu :):) |
|
Liv [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-01-14 22:26:34 |
Trauma - boli przez cale zycie? > uodparniaja czy znieczulaja?? > > - smierc bliskich osob smierc bliskiej osoby nie uodparnia, powoduje tylko dotkliwy bol za kazdym razem kiedy sie o niej pomysli, wiec takze nie znieczula > - "przezycie wlasnej smierci" uodparnia, pozwala uwiezyc ze zycie nie konczy sie na smierci niezaleznie od tego czy sie w cos wierzy czy nie > Jak zmieniaja zycie osoby po przejsciach? zycie wowczas staje sie obojetne > czy dopiero wtedy jest doceniane? Niekoniecznie trzeba samemu cos przezyc zeby cos docenic czy zmienic, czasem wystarczy tylko wlaczyc telewizje i czlowiek zmienia wiele swoich wczesniejszych opinii. > Jak byscie postapili, gdy Wasz partner wyznal Wam, ze kiedys zabil > czlowieka? > ale! zabil w samoobronie lub w obronie najblizszych Nie zabil bo chcial, zabil bo musial, jesli naprawde kochasz swoich bliskich byc moze tez jestes zdolny aby to zrobic - to chya zdrowe podejscie do tematu. Zreszta jesli czlowiek jest wrazliwy to zapewne sam do konca nie umie sie uporac z mysla ze odebral komus zycie. > Czy pokochalibyscie czlowieka, ktory zabil, bez obawy, ze skoro juz raz to > zrobil .... ? > Wierzycie w zmiany na lepsze takiego czlowieka? Mowisz o tym czlowieku, ktory zabil w obronie siebie lub kogos? Przeciez nie zrobil tego z premedytacja, nie zabil bo mial taka ochote, zabil by ratowac to co jest mu najdrozsze. Jelsi zas mowisz o czlowieku, ktory zabil z kazdego innego powodu to dla mnie taki czlowiek nie zasluguje juz ani na wybaczenie ani na zaufanie. > Czy czlowiek, ktory pochodzi z rodziny patologicznej, np. > - doswiadczyl przemocy na sobie i bliskich, > - wkroczyl na droge przestepcza (jako mlody nastolatek), > - nastepnie zabil oprawce swojego i swoich bliskich, > moze zalozyc normalna, NIE-patologiczna rodzine i kochac jak partner i > rodzic kochac powinien? Oczywiscie ze moze, przeciez to ze ktos doswiadczyl w dziecinstwie przemocy nie oznacza ze bedzie sie chcial zemscic na swoich dzieciach. To ze czyis rodzice sie rozwieli nie oznacza ze on takze nie bedzie umial stworzyc udanego zwiazku. Malo jest takich przykladow? Tysiace. Od oprawcy, ktory akurat nie grozi ci nozem mozna zawsze uciec, nie ma powodu go zabijac, chyba ze stworzyl sytuacje bezposrednio zagrazajaca czyjemus zyciu. Droga przestepcza to tez np kradziez samochodu? Eeeeeeee > Mloda osoba, ktora traumatyczne przezycia zmusily do zabojstwa. Wlasnie, > tylko czy zmusily, czy w wieku 15 lat byla juz odpowiedzialna za swoje > czyny i powinna zostac skazana na smierc? Czy znasz jakiegos 15 latka? Oczywiscie ze w wkiedu 15 lat TAKIE czyny popelnia sie z pelna swiadomoscia tego ze sa zle. |
|
Szaron [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-01-16 21:20:34 |
Trauma - boli przez cale zycie? > > - "przezycie wlasnej smierci" > > uodparnia, pozwala uwiezyc ze zycie nie konczy sie na smierci niezaleznie > od tego czy sie w cos wierzy czy nie tzn.? co masz na mysli, ze zycie nie konczy sie na smierci? > > > Jak zmieniaja zycie osoby po przejsciach? zycie wowczas staje sie > obojetne > > czy dopiero wtedy jest doceniane? > > Niekoniecznie trzeba samemu cos przezyc zeby cos docenic czy zmienic, > czasem wystarczy tylko wlaczyc telewizje i czlowiek zmienia wiele swoich > wczesniejszych opinii. o tak, jak najbardziej, a chocby rozmowa z ludzmi po traumatycznych przezyciach juz zmienia rzeczywistosc > Oczywiscie ze moze, przeciez to ze ktos doswiadczyl w dziecinstwie > przemocy nie oznacza ze bedzie sie chcial zemscic na swoich dzieciach. To > ze czyis rodzice sie rozwieli nie oznacza ze on takze nie bedzie umial > stworzyc udanego zwiazku. Malo jest takich przykladow? Tysiace. Od > oprawcy, ktory akurat nie grozi ci nozem mozna zawsze uciec, nie ma powodu > go zabijac, chyba ze stworzyl sytuacje bezposrednio zagrazajaca czyjemus > zyciu. Droga przestepcza to tez np kradziez samochodu? Eeeeeeee ale pojawia sie jeszcze jeden potworny problem: jak powiedziec swojemu dziecku, ze sie zabilo jego dziadka? - to przyklad. > Czy znasz jakiegos 15 latka? Oczywiscie ze w wkiedu 15 lat TAKIE czyny > popelnia sie z pelna swiadomoscia tego ze sa zle. > znamy, ale różnie to jest, zależy od tego co przeżył, jak do tego > podchodził, wreszcie, czy ktoś mu pomógł, czy dana osoba była zdana tylko > na siebie. no to teraz wezmy pod uwage przyklad nastolatki (tej z filmu): byla molestowana przez kochanka swojej matki, gdy poskarzyla sie matce, ta jej powiedziala , ze to jej wina i w ogole powiedziala jej "zegnaj dziecko, poswiecilam Ci sporo lat, wyjezdzam z moim ukochanym". Nastepnie dziewczyna poznaje streczyciela i narkomana. Co chwila odrzucana przez kogos poznaje kolejnego. Tu ma nadzieje, ze ten (ideal) ja wyzwoli z piekla w jakim sie znalazla, jednak ten rowniez ja odtraca, by ratowac swoja kariere. Wowczas go zabija, namowiona przez tamtego streczyciela. Czy dalej jest opdowiedzialna za morderstwo jakiego sie dopuscila? |
|
Liv [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-01-17 13:50:21 |
Trauma - boli przez cale zycie? > tzn.? co masz na mysli, ze zycie nie konczy sie na smierci? dokladnie to co napisalam, ze dla mnie zycie ine konczy sie na smierci niezaleznie od tego czy to tylko halucynacje umierajacego mozgu, jesli doswiadczysz to wiesz ze potem "cos" sie dzieje, nie wiesz tylko co > ale pojawia sie jeszcze jeden potworny problem: jak powiedziec swojemu > dziecku, ze sie zabilo jego dziadka? - to przyklad. mysle ze jesli sie dziecko od malego traktuje jak rownego partnera w rozmowie to mozna mu pozniej wytlumaczyc dlaczego stalo sie tak, a nie inaczej, przeciez jesli zabijasz w obronie koniecznej to nie robisz tego specjalnie > no to teraz wezmy pod uwage przyklad nastolatki (tej z filmu): byla > molestowana przez kochanka swojej matki, gdy poskarzyla sie matce, ta jej > powiedziala , ze to jej wina i w ogole powiedziala jej "zegnaj dziecko, > poswiecilam Ci sporo lat, wyjezdzam z moim ukochanym". Nastepnie > dziewczyna poznaje streczyciela i narkomana. Co chwila odrzucana przez > kogos poznaje kolejnego. Tu ma nadzieje, ze ten (ideal) ja wyzwoli z > piekla w jakim sie znalazla, jednak ten rowniez ja odtraca, by ratowac > swoja kariere. Wowczas go zabija, namowiona przez tamtego streczyciela. > Czy dalej jest opdowiedzialna za morderstwo jakiego sie dopuscila? nie zabila go by ratowac swoje zycie, zabila go bo ja zostawil, poza tym nie byla bezwolna prawda? to ze przezyla w zyciu tragedie nie usprawiedliwia jej postepoania, nie musiala zabijac dlatego nadal uwazam ze jest odpowiedzialna za smierc tego czlowieka |
|
Marcin93 [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-01-17 23:43:56 |
Trauma - boli przez cale zycie? > nie zabila go by ratowac swoje zycie, zabila go bo ja zostawil, poza tym > nie byla bezwolna prawda? to ze przezyla w zyciu tragedie nie > usprawiedliwia jej postepoania, nie musiala zabijac dlatego nadal uwazam > ze jest odpowiedzialna za smierc tego czlowieka Pod tym siem podpiszę ręcamy, nogamy i czym tam jeszcze da radę;-))) Nie istnieje dla mnie kwestia trudnego dzieciństwa mordercy. Jak się jest dorosłym, to trza konsekwencje swoich czynów ponosić i już. pozdr M93 |
|
Szaron [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-01-17 22:37:58 |
Trauma - boli przez cale zycie? > mysle ze jesli sie dziecko od malego traktuje jak rownego partnera w > rozmowie to mozna mu pozniej wytlumaczyc dlaczego stalo sie tak, a nie > inaczej, przeciez jesli zabijasz w obronie koniecznej to nie robisz tego > specjalnie wlasnie :) rzecz w tym czy od malego powoli odkrywac tajemnice czy jak juz dojrzeje wowczas wszystko ujawnic, ale to chyba tez zalezy od indywidualnego przypadku > nie zabila go by ratowac swoje zycie, zabila go bo ja zostawil, poza tym > nie byla bezwolna prawda? nie, nie byla, ale skad miala sie nauczyc jak rozwiazywac takie problemy?? > to ze przezyla w zyciu tragedie nie > usprawiedliwia jej postepoania, nie musiala zabijac dlatego nadal uwazam > ze jest odpowiedzialna za smierc tego czlowieka na pewno tak, hmmm ciezka sprawa |
|
Liv [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-01-18 00:13:01 |
Trauma - boli przez cale zycie? > nie, nie byla, ale skad miala sie nauczyc jak rozwiazywac takie > problemy?? majac 15 lat czlowiek wychowany wsrod ludzi zdaje sobie sprawe z tego ze smierc jest czyms strasznym i nieodwracalnym, od dziecka instynktownie unikamy ryzykownych dla zycia sytuacji, dlatego sadze ze wiedziala ze to nie jest rozwiazanie |
|
Szaron [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-01-18 20:18:00 |
Trauma - boli przez cale zycie? > majac 15 lat czlowiek wychowany wsrod ludzi zdaje sobie sprawe z tego ze > smierc jest czyms strasznym i nieodwracalnym, od dziecka instynktownie > unikamy ryzykownych dla zycia sytuacji, dlatego sadze ze wiedziala ze to > nie jest rozwiazanie Wiem, tak naprawde komentujemy sceny z filmu, nie wiemy jak bylo naprawde i jak bysmy zachowali sie w danej sytuacji. Dziewczyna ta zostala skazana na kare smierci i po prostu z ta decyzja sie nie zgadzam, a nie z tym, ze poniosla odpowiedzialnosc, no ale nic tu przeciez zrobic nie mozna. |
|
Szaron [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-01-17 22:05:42 |
MIŁOŚĆ "TRUDNA" BYWA PIĘKNA :) Taka sobie refleksja... Czlowiek w domu rodzinnym uczy sie wlasciwie wszystkiego jesli chodzi o zachowania spoleczne, np. komunikatywnosci, szacunek do innych ludzi, odpowiedzialnosc, sposoby rozwiazywania problemow, konfliktow, okazywania uczuc itp. Przechodzi przez podstawowe zyciowe etapy: bycie dzieckiem (jest niewinne, radosne, kaprysne itp.), nastolatek (wrazliwy, lubi eksperymentowac, nawiazuje znajomosci, przygotoywuje sie do doroslosci), dorosly (zaklada rodzine, idzie do pracy), staruszek / staruszka (ma wnuki, korzysta z zasluzonej emerytury). Jednak nie zawsze i nie wszystko jest wedlug zasady: "bo tak byc powinno" lub "tak po prostu jest". Niektorym ludziom zycie rzuca klody pod nogi .. W rodzinach patologicznych nie ma rozmow w stylu "mamo/tato mam problem" odp "tak kochanie, co sie dzieje?". Wyładowywanie emocji na kims lub czyms co jest pod reka to norma, darcie mordy to podstawa. Nie ma czegos takiego jak poważna rozmowa, powstrzymywanie emocji itp. Wynosza z rodzin to, ze k**** to jak przecinek w zdaniu tak samo rozwiązywanie problemów to albo strzał w pysk albo darcie ryja itp. Są w stanie zrobic karczemną awanturę, bo "zupa jest za słona" albo że nie ma pieprzu, bo inaczej nie umieja. Czlowiek nie uczy sie liczenia sie z drugim czlowiekiem, odpowiedzialnosci, uczciwosci, kompromisow. Wyjscie na prosta do jakiegos normalnego poziomu empatii czy kontaktow miedzyludzkich kosztuje sporo zdrowia w tym paromiesieczne leczenie nerwicy. A wiadomo, ze skutki chorob psychicznych czy nerwicy "wylaza" dopiero po jakims czasie. W zyciu czlowiek tyle moze dac ile dostal i ile nauczyl dzielenia sie. Z dziecinstwa pozostaja im tylko chore i przykre wspomnienia. Najistotniejsze jest to, aby powiedziec sobie glosno, ze "moi rodzice mnie skrzywdzili, ze nie mieli prawa tak mnie traktowac". Trzeba wielkiej dojrzalosci i sporo sil. Tymczasem czesto powiela sie bledy rodzicow. Moze terapia pomaga, ale równie wazny moim zdaniem jest wzór życia, jakie dwoje ludzi chcieliby razem mieć. Nie można matkowac osobie po traumie, gdyz takie osoby nawet nie lubia sluchac o sobie czegos dobrego. Zadna "pielegniarka emocjonalna", bo najwyzej doprowadzi do kolejnej tragedii. To wlasnie "pielegniarka emocjonalna" staje sie najczestsza ofiara przemocy. Niektore takie osoby staja sie agresywne i buntuja sie w ten sposob przeciwko uleglosci swojego partnera. Im partnerka bardziej ulegla, tym agresor poteguje swoje wybuchy. Do tego by zmienic człowieka z patologicznej rodziny czesto trzeba stanowczosci wytrzymalosci, odpornosci, cierpliwosci. I jego checi. Rozmowa i ciagle uswiadamianie takiej osobie, ze powiela negatywne zachowania nieswiadomie pomaga, ale! trzeba to robic od zauwazenia pierwszych oznak takiego postepowania. Im pozniej tym gorzej. Kazdy dzien to walka o najdrobniejsze rzeczy. Na porzadku dziennym sa często sytuacje typu: pralka zalana woda z prysznica po niezasunieciu kabiny, sprzatanie po nie wyprowadzonym na czas piesku i wiele innych spowodowanych po prostu brakiem wyobrazni. Dla osoby z mniej wiecej normalnego domu jest nie do pomyslenia, przez co codziennie przechodza ludzie wychowani w rodzinach patologicznych, nawet kilka lat po wyprowadzce z domu, nawet cale zycie. Jednak pieknem takiego trudnego zwiazku jest to, ze "zdrowy" partner uczy sie cieszyc z rzeczy malych lub oczywistych, ktore dokonal partner "chory", np. uczciwe zaplacenie podatkow, przytulenie dziecka, nie reagowanie agresja, jesli ktos sie "krzywo" popatrzy, wyjscie z pieskiem na spacer, posprzatanie po sobie itp.. Zwiazki takie na pewno nie sa nudne, wciaz ewoluuja, jeśli ida w dobrym kierunku. Nie chodzi przeciez o to, aby zrobic z takiej osoby lagodnego baranka, coz.. jesli jest agresywny do innych ludzi, potrafi wybuchnac jak za dlugo musi czekac w kolejce do kasy lub nerwowo reaguje za kierownica, wazne, aby byl czulym i delikatnym czlowiekiem wobec najblizszych. Idealow przeciez nie ma, a ktos, kto potrafi trzymac emocje na wodzy w stosunku do najblizszych (zona, dziecko) pomimo, ze jest nerwusem to jednak wspanialy czlowiek i to uwazam za najwiekszy sukces takich ludzi z przeszloscia. Taki czlowiek jest wielki, bo umial okazac swoja slabosc i nie wstydzi sie jej. Jednak czlowiek, ktory jest swiadomy swojej zyciowej tragedii, tego skad sie jego kompleksy biora, bedzie umial sie nad tym zastanowic i z tym walczyc, bo o ile latwiej pokonac wroga, ktorego sie widzi (wrog = patologia). Jeszcze kwestia tych podatkow. Moim zdaniem nie sa wazne, ale do czasu. 1. oszusta znajdziemy w kazdym srodowisku, na czele z politykami, dla ktorych placimy podatki :) 2. jesli ktos taki nie robi nic w kierunku poprawy swojej sytuacji materialnej i zadowala sie, a wrecz satysfakcjonuje go tylko np. kradziez, to bardziej patrzy na interes wlasny niz interes rodziny. Bo jak ma sie czuc partner i dziecko, ktorego np. tatus co pare miesiecy laduje w pudle? Natomiast ochydni sa ludzie, ktorzy postepuja odwrotnie: na zewnatrz sa idealni, nieomylni, najlepsi pracownicy, zdobywaja tytuly, zawsze uczciwie placa podatki, a wracaja do domow i znecaja sie nad swoja rodzina - to jest wlasnie to, ze opinia innych jest wazniejsza od wlasnej rodziny. Nasz swiat jest bardzo powierzchowny. Bardziej cenimy kolesia w ganiturze z teczka, ktory po powrocie do domu poniza swoja zone bo to on w koncu zarabia, a ona jest jedynie pasozytem. To, ze człowiek dobrze funkcjonuje w społeczeństwie (jako pracownik, podatnik) niczego jeszcze nie mowi o nim jako o czlowieku. Patologia (w sensie alkoholizm, burdy w domu) nie musi zostawiictak wielkiego pietna na czlowieku jesli mial on w domu kogos naprawde bliskiego. Z normalnej na pozor rodziny tez mozna wyjsc pokaleczonym jesli w niej nie bylo zadnych dobrych uczuc. To milo, ze wsrod Was jest tyle osob wykazujacym sie zrozumieniem dla osob z traumatycznymi przezyciami. Rozmawialam o tym z roznymi osobami, z roznych srodowisk i rozne padaly opinie. Ludzie po prostu nie widza, nie chca widziec, ze takich ludzi jest wielu. Bo niektorzy z nich jako dorosli funkconuja bardzo dobrze w spoleczenstwie. To absolwenci najlepszych uczelni w kraju, biznesmeni, przedsiebiorcy, to ludzie bardzo inteligentni, zaradni. Wszyscy na okolo zazdroszcza, ze tak im sie w zyciu udalo. O tym jak naprawde bylo / jest im ciezko wiedza tylko oni sami i ich najblizsi. Pozdrawiam :) Prawdziwa kobieta jest świadoma swojej siły Prawdziwy mężczyzna jest świadomy swoich słabości |
|
Kot von Lyck [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-01-17 23:28:29 |
MIŁOŚĆ "TRUDNA" BYWA PIĘKNA :) Parę rzeczy: Według teorii przyjętej przez ciebie jestem z rodziny, powiedzmy, na wpół patologicznej, nie mam w domu możliwiści zwrócenia się do matki i powiedzenia, "słuchaj, chcę pogadać, mam problem" i nigdy takiej możliwości nie miałem, uznajmy na potrzeby dyskusji, że ja patologiczny jestem.... Twoja teoria o związku do mnie nie przemawia, jestem kim jestem, mam takie a nie inne nawyki, czasem się na kogoś wydrę, czasem jestem agresywny, ale to jestem ja. Nie mam zamiaru zmieniać się, bo ktoś mnie kocha i chce, żebym był "lepszy", albo sam, bez niczyjej pomocy, ani nadzoru się zmienię, albo zostanę takim jaki jestem. A jeśli partnerka mnie kocha to ma dwa wyjścia: albo mnie zaakceptować, albo próbować zmienić, na podstawie swoich doświadczeń, do pierwszego przypadku nie jestem w stanie się odnieść, a w drugim, no cóż. Przez cztery miesiące (wiem, niemożliwie długo, ale i tak mój najdłuższy związek) byłem z dziewczyną, która zarzekała się, że mnie kocha itp, ale na każdym kroku starała się zmienić moje zachowania, nawyki (np. noszenie noża, sposób rozmawiania z siostrą), gusta (rodzaj słuchanej muzyki, plakat w pokoju, czytane książki, czy rodzaje spożywanego alkoholu) czy znajomych. Przez jakiś czas, zawascynowany dziewczyną (na poziomie fizycznym, nie ukrywajmy) nie zauważałem/nie chciałem zauważać tych "działań". Jednak po kilku szczerych rozmowach z siostrą doszedłem do wniosku, że ten związek mi nie odpowiada i źle się w nim czuję. Zacząłem dostrzegać, że panna owa nie nadaje się dla mnie, że praktycznie się nie znamy i że zmarnowałem 4 miesiące życia (poza paroma interesującymi chwilami;)). To de Mello napisał, że nie kochamy człowieka, ale nasze wyobrażenie o nim. Jako osoba z rodziny patologicznej stwierdzam, że taka osoba w związku, w którym partner stara się ją zmienić na "lepsze", pod warunkiem, że jest wystarczająco inteligentna i niezależna, czuje się źle, czuje się stłamszona i ograniczona. A jeśli chodzi o sytuację odwrotną, gdybym ja miał się związać z osobą, która potrzebowałaby kontroli, olałbym ją i nie zwracałbym nią sobie głowy, jak będę chciał kogoś wytresować, to sobie kupię papugę (psów nie lubię). |
|
Szaron [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-01-18 15:59:02 |
kontrola a kompromis > Twoja teoria o związku do mnie nie przemawia, jestem kim jestem, mam takie zapewniam Cie, ze nie jest to teoria, a praktyka i nie tylko moja, a wielu osob, z ktorymi mialam przyjemnosc rozmawiac. Ja z rodziny patologicznej nie pochodze, ale moj ojciec tak. > a nie inne nawyki, czasem się na kogoś wydrę, czasem jestem agresywny, ale kazdy ma nawyki moj drogi :) tez sie umiem wydrzec, tez bywam nerwowa :) > to jestem ja. Nie mam zamiaru zmieniać się, bo ktoś mnie kocha i chce, > żebym był "lepszy", albo sam, bez niczyjej pomocy, ani nadzoru się > zmienię, albo zostanę takim jaki jestem. masz racje :) samemu trzeba chciec :) czasem po prostu nie inni ludzie, a sytuacje nas zmieniaja. Powiedz mi ktory fragment mojej wypowiedzi odbierasz jako - nazwijmy to - "pouczenie", ze jak ktos Cie kocha, to masz sie zmienic? Przyznam, ze nie to mialam na mysli, zeby sie zmienic o 180 stopni, bo partner kocha i dla niego trzeba sie zmienic, absolutnie nie. > ma dwa wyjścia: albo mnie zaakceptować, albo próbować zmienić, na no przeciez wlasnie na tym zwiazek polega, zeby sie nawzajem akceptowac, pomagac sobie, szanowac sie, no chyba, ze zakladasz, ze w zwiazku obowazki ma tylko druga strona, a prawa tylko Ty, bo tego chyba nie uwazasz za akceptowalne? Zalezy co ma druga strona akceptowac: to, ze potrzebujesz jakis dzien spedzic w samotnosci, bez towarzystwa, czy alkoholizm i awantury pod wplywem (to sa oczywiscie przyklady). > podstawie swoich doświadczeń, do pierwszego przypadku nie jestem w stanie > się odnieść, a w drugim, no cóż. Przez cztery miesiące (wiem, niemożliwie > długo, ale i tak mój najdłuższy związek) byłem z dziewczyną, która > zarzekała się, że mnie kocha itp, ale na każdym kroku starała się zmienić moim zdaniem dziewczyna mogla sobie na Tobie eksperymentowac (nawet nieswiadomie) na ile ma sile perswazji itp. Malo to ma wspolnego z miloscia, gdyz rzeczywiscie mogles sie poczuc przytlamszony, lecz wedlug niej to wlasnie byla milosc z jej strony. Mogla podswiadomie czuc lęk i np. uwazac, ze noz, ktory ze soba miales wzbudza strach i jest Ci potrzebny, zeby zrobic komus krzywde (nawet jej). A ja Ci powiem, ze moja mama - symbol lagodnosci i dobroci - przez wiele lat nosila w torebce scyzoryk i nikt sie jakos nie buntowal, bo wielokrotnie byly sytuacje, w ktorych scyzoryk sie bardzo przydal (obranie owocu na wycieczce, wyciecie czegos, obciecie, przepolowienie ;) ). Jak bylismy w Afryce cala rodzina i mieszkalismy tam przez pol roku (Nigeria), moj ojciec mial pod lozkiem siekiere :) i kazdy znas przeciez wiedzial, ze to nie nas jest ta siekiera :) Zalezy to po prostu od tego w jakis sytuacjach prezentowales z tym nozem. Tak mnie sie wydaje, oczywiscie sa to tylko moje domysly, fakty znasz Ty :) > moje zachowania, nawyki (np. noszenie noża, sposób rozmawiania z siostrą), wiesz.. matka i siostra to pierwsze kobiety z jakimi mezczyzna ma do czynienia. Na nich uczy sie komunikowania z innymi kobietami. Nie wiem w jaki sposob rozmawiasz ze swoja siostra, ale moze Twoja dziewczyna bala sie, ze w taki sam sposob bedziesz rozmawial i z nia. Jesli np. notorycznie na siostre krzyczysz, to bala sie, ze negatywne emocje przeniesiesz na nia. Nikt z nas przeciez nie lubi jak ktos na nas wrzeszczy, a Ty lubisz? (to przyklad oczywiscie) > gusta (rodzaj słuchanej muzyki, plakat w pokoju, czytane książki, czy > rodzaje spożywanego alkoholu) czy znajomych. Przez jakiś czas, gusta, plakaty, ksiazki, rodzaje alkoholi (co innego czestotliwosc picia), znajomi to jak najbardziej Twoja sprawa i nikt nie ma prawa sie wtracac. Problem tylko pojawia sie wtedy gdy np. wolisz isc z kumplami na piwo, choc byles wczoraj, niz wziac dziecko na spacer, z ktorym nie byles od miesiecy lub czy zadajesz sie z towarzystwem, ktore wrabia Cie w jakies oszustwa, przestepstwa - wowczas rzeczywiscie na macie jak nacieszyc sie soba (Ty i partnerka). > zawascynowany dziewczyną (na poziomie fizycznym, nie ukrywajmy) nie > zauważałem/nie chciałem zauważać tych "działań". Jednak po kilku szczerych > rozmowach z siostrą doszedłem do wniosku, że ten związek mi nie odpowiada > i źle się w nim czuję. Zacząłem dostrzegać, że panna owa nie nadaje się > dla mnie, że praktycznie się nie znamy i że zmarnowałem 4 miesiące życia > (poza paroma interesującymi chwilami;)). To de Mello napisał, że nie > kochamy człowieka, ale nasze wyobrażenie o nim. dokladnie tak :)) kochamy wyobrazenie o innych a nie tych innych, stad pewnie tyle wirtualnych zauroczen, tu wyobraznia dziala na przyspieszonych obrotach :) > > Jako osoba z rodziny patologicznej stwierdzam, że taka osoba w związku, w > którym partner stara się ją zmienić na "lepsze", pod warunkiem, że jest > wystarczająco inteligentna i niezależna, czuje się źle, czuje się > stłamszona i ograniczona. Jak najbardziej masz racje, a po to wlasnie mamy ta inteligencje i rozum, zeby samemu okreslic to, co jest dla najbardziej korzystne i sluzy naszemu rozwojowi. Mysle, ze Ty tez nieraz zastanawiales sie nad tym co jest dobre dla Twojego rozwoju. Mnie nie chodzilo o zmiane o 180 stopni, czyli to co probowala Twoja partnerka, ale o kompromis i wzajemny szacunek, a one sa po prostu niezbedne w zwiaku. > > A jeśli chodzi o sytuację odwrotną, gdybym ja miał się związać z osobą, > która potrzebowałaby kontroli, olałbym ją i nie zwracałbym nią sobie > głowy, jak będę chciał kogoś wytresować, to sobie kupię papugę (psów nie > lubię). widzisz .. kojarzysz kompromis i szacunek i z tresura i kontrola, a tresura i kontrola to wlasnie jedne problemow zwiazanych z patologia. pozdrawiam :) |
|
Kot von Lyck [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-01-18 17:35:43 |
kontrola a kompromis > zapewniam Cie, ze nie jest to teoria, a praktyka i nie tylko moja, a wielu > osob, z ktorymi mialam przyjemnosc rozmawiac. Ja z rodziny patologicznej > nie pochodze, ale moj ojciec tak. Widać twoja praktyka jest nieco inna od mojej. > > to jestem ja. Nie mam zamiaru zmieniać się, bo ktoś mnie kocha i > > chce, > > żebym był "lepszy", albo sam, bez niczyjej pomocy, ani nadzoru się > > zmienię, albo zostanę takim jaki jestem. > > masz racje :) przecież wiem;) > samemu trzeba chciec :) czasem po prostu nie inni ludzie, a > sytuacje nas zmieniaja. > Powiedz mi ktory fragment mojej wypowiedzi odbierasz jako - nazwijmy to - > "pouczenie", ze jak ktos Cie kocha, to masz sie zmienic? Ten: "Do tego by zmienic człowieka z patologicznej rodziny czesto trzeba stanowczosci wytrzymalosci, odpornosci, cierpliwosci. I jego checi. Rozmowa i ciagle uswiadamianie takiej osobie, ze powiela negatywne zachowania nieswiadomie pomaga, ale! trzeba to robic od zauwazenia pierwszych oznak takiego postepowania. Im pozniej tym gorzej. Kazdy dzien to walka o najdrobniejsze rzeczy. Na porzadku dziennym sa często sytuacje typu: pralka zalana woda z prysznica po niezasunieciu kabiny, sprzatanie po nie wyprowadzonym na czas piesku i wiele innych spowodowanych po prostu brakiem wyobrazni. Dla osoby z mniej wiecej normalnego domu jest nie do pomyslenia, przez co codziennie przechodza ludzie wychowani w rodzinach patologicznych, nawet kilka lat po wyprowadzce z domu, nawet cale zycie. Jednak pieknem takiego trudnego zwiazku jest to, ze "zdrowy" partner uczy sie cieszyc z rzeczy malych lub oczywistych, ktore dokonal partner "chory", np. uczciwe zaplacenie podatkow, przytulenie dziecka, nie reagowanie agresja, jesli ktos sie "krzywo" popatrzy, wyjscie z pieskiem na spacer, posprzatanie po sobie itp.. Zwiazki takie na pewno nie sa nudne, wciaz ewoluuja, jeśli ida w dobrym kierunku. " Przedstawiasz partnera "chorego" i "zdrowego", opisujesz wychowywanie (dobra, dam spokój tresurze) jak walkę z rakiem, (II akapit), cechy umożliwiające wychownie "chorego" i sposób ich przedstawienia, nieodparcie mi się kojarzą z podręcznikiem tresury psów (I akapit) Piszesz o osobie "chorej", jak o dewiancie, degeneracie, który nie jest w stanie nic sam zrobić, a "zdrowy" partner musi go prowadzić za rączkę, niby dwuletnie dziecko.... > > > > ma dwa wyjścia: albo mnie zaakceptować, albo próbować zmienić, na > > no przeciez wlasnie na tym zwiazek polega, zeby sie nawzajem akceptowac, > pomagac sobie, szanowac sie, Ale właśnie twój tekst mówi o zmienianiu drugiej osoby, > no chyba, ze zakladasz, ze w zwiazku obowazki > ma tylko druga strona, a prawa tylko Ty, bo tego chyba nie uwazasz za > akceptowalne? Nie tak akurat nie uważam, > moim zdaniem dziewczyna mogla sobie na Tobie eksperymentowac (nawet > nieswiadomie) na ile ma sile perswazji itp. Malo to ma wspolnego z > miloscia, gdyz rzeczywiscie mogles sie poczuc przytlamszony, lecz wedlug > niej to wlasnie byla milosc z jej strony. Taką "miłością" to ja mogę sobie kuwetę wyłożyć;) > > Mogla podswiadomie czuc lęk i np. uwazac, ze noz, ktory ze soba miales > wzbudza strach i jest Ci potrzebny, zeby zrobic komus krzywde dokładnie po to nóż noszę, żeby zrobić krzywdę komuś kto zareaguje na mnie zbyt agresywnie (swoim nożem, albo przewagą liczebną), motylka nie noszę po to by coś nim przekroić;) (choć najczęściej do tego służy;)) > A ja Ci powiem, ze moja mama - symbol lagodnosci i dobroci - przez wiele > lat nosila w torebce scyzoryk i nikt sie jakos nie buntowal, bo > wielokrotnie byly sytuacje, w ktorych scyzoryk sie bardzo przydal (obranie > owocu na wycieczce, wyciecie czegos, obciecie, przepolowienie ;) ). > Jak bylismy w Afryce cala rodzina i mieszkalismy tam przez pol roku > (Nigeria), moj ojciec mial pod lozkiem siekiere :) i kazdy znas przeciez > wiedzial, ze to nie nas jest ta siekiera :) > Zalezy to po prostu od tego w jakis sytuacjach prezentowales z tym nozem. > Tak mnie sie wydaje, oczywiscie sa to tylko moje domysly, fakty znasz Ty > I jeszcze kwestia zaufania. Moi znajomi np. się nie "buntowali", bo wiedzieli, że się przydaje, > > moje zachowania, nawyki (np. noszenie noża, sposób rozmawiania z > siostrą), > > wiesz.. matka i siostra to pierwsze kobiety z jakimi mezczyzna ma do > czynienia. Na nich uczy sie komunikowania z innymi kobietami. Nie wiem w > jaki sposob rozmawiasz ze swoja siostra, ale moze Twoja dziewczyna bala > sie, ze w taki sam sposob bedziesz rozmawial i z nia. Jesli np. > notorycznie na siostre krzyczysz, Z siostrą rozmawiam normalnie i spokojnie, staram się być szczery, co, dla osoby postronnej, może zakrawać na chamstwo. Dam przykład: Siostra dostał płaszcz, prezentowała się w nim mi i dziewczynie. Ja: Wyglądasz jak angielska uczennica, taka grzeczna itp, Sis: Dzięki! (z ironią) DzKvL: Przestań, dobrze wyglądasz, a jego nie słuchaj, on się nie zna. Tak, siostra uważa, że wygląda jak grzeczna uczennicam, chociaż mogła dojść do tych wniosków zasugerowana moimi. > gusta, plakaty, ksiazki, rodzaje alkoholi (co innego czestotliwosc picia), Nie, tylko rodzaj > znajomi to jak najbardziej Twoja sprawa i nikt nie ma prawa sie wtracac. > Problem tylko pojawia się Nie pojawia się problem, przynajmniej według mnie, a że dziewczyna była zazdrosna o moje koleżanki (całkowicie bezpodstawnie), albo wściekała się, bo z kumplem, która na przepustkę z woja wyszedł pół litra obalilim..... Czy to są zachowania w związku partnerskim? > dokladnie tak :)) kochamy wyobrazenie o innych a nie tych innych, stad > pewnie tyle wirtualnych zauroczen, tu wyobraznia dziala na przyspieszonych > obrotach :) Masz coś na myśli? coś z forum?;))))) > Jak najbardziej masz racje jak zawsze zresztą;) > Mysle, ze Ty tez nieraz zastanawiales sie nad tym co jest dobre dla > Twojego rozwoju. A kto nie? > Mnie nie chodzilo o zmiane o 180 stopni, czyli to co probowala Twoja > partnerka, ale o kompromis i wzajemny szacunek, a one sa po prostu > niezbedne w zwiazku. Fakt, a tego (szacunku dla indywidualności drugiej osoby, czyli mnie) w moim związku brakowało. A kompromis między czym a czym? > widzisz .. kojarzysz kompromis i szacunek i z tresura i kontrola, a > tresura i kontrola to wlasnie jedne problemow zwiazanych z patologia. Nie, nie kojarzę kompromisu i szacunku z kontrolą. Z kontrolą skojarzyłem twój textm jak już napisałem wyżej... > > > pozdrawiam :) pozdrawiaj;) |
|
Szaron [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-01-18 20:09:50 |
kontrola a kompromis > > zapewniam Cie, ze nie jest to teoria, a praktyka i nie tylko moja, a > wielu > > osob, z ktorymi mialam przyjemnosc rozmawiac. Ja z rodziny > patologicznej > > nie pochodze, ale moj ojciec tak. > > Widać twoja praktyka jest nieco inna od mojej. Poza tym, ze niektore rzeczy przeniknely z rodziny mojego ojca do naszej (naszczescie nie grozne), to mozna tak powiedziec, ze to praktyka raczej wynikajaca z obserwacji, z rozmow z innymi. I jasne, ze w wielu sprawach moge nie miec pojecia, co przezywala dana osoba. Mam kilku znajomych z takich rodzin. > > Przedstawiasz partnera "chorego" i "zdrowego", opisujesz wychowywanie > (dobra, dam spokój tresurze) jak walkę z rakiem, (II akapit), > cechy umożliwiające wychownie "chorego" i sposób ich przedstawienia, > nieodparcie mi się kojarzą z podręcznikiem tresury psów (I akapit) Bardzo czesto to same osoby z rodzin patolog. mowia o sobie "chory", "bylem chory". Dla nich bardzo wazne bylo to, ze zdali sobie sprawe, ze patologia jest jak choroba, z ktorej trzeba sie leczyc. Jesli dziecko nie jest nauczone, ze nie wolno bic, bo siostra czy mlodszy brat zabral zabawke, to bedzie reagowalo agresja. Zreszta dzieci reaguja instynktownie, co wiaze sie takze z agresja i tu wazna jest rola kogos, kto powie nie wolno bic. Po paru upomnieniach, dziecko w koncu przyjmuje do wiadomosci i zaczyna uczyc sie innych metod rozwiazywania konfliktow. Logicznie mowiac, ZMIENIA SIE, no bo jakiego slowa uzyc? Jesli czlowiek, ktory wyrosl w rodzinie patologicznej, zachowuje sie wobec swojego partnera na poczatku zwiazku agresywnie, a po jakims czasie, potrafi powiedzc "mam problem", zamiast wyjezdzac z wiazanka jak kiedys (bo tak wyniosl z domu), to znaczy, ze sie ZMIENIL, no bo jak to nazwac? To funkcjonuje na zasadzie docierania się nawzajem. Zmieniasz się sam przy ukochanej osobie, a ona zmienia sie dzieki Tobie, uczycie sie od siebie nawzajem. Slowo "zmiana" nie oznacza, ze byles kiedys zly i zmieniles sie na lepszego, tylko spotkala Cie tragedia, znalazles sie w takiej i takiej sytuacji, z ktorej udalo Ci sie wyjsc. Przeciez to nie twoja wina, ze urodziles sie w takiej czy innej rodzinie. Jestes TY i PROBLEM, a NIE, ze Ty JESTES problemem. Natomiast jesli czlowiek juz jako dorosly, nadal reaguje agresja, naduzywa alkoholu, okrada najblizszych, bo takie zachowania wyniosl z domu, a ma juz wlasna rodzine, w tym dzieci, to owszem, bycie z kims takim to jak walka z rakiem. No bo chyba nie powiesz, ze skoro partner kocha, to ma to akceptowac i nic nie zmieniac? Wrecz na zbity pysk wywalic, jeśli partner nie chce sie zmienic. > Piszesz o osobie "chorej", jak o dewiancie, degeneracie, który nie jest w > stanie nic sam zrobić, a "zdrowy" partner musi go prowadzić za rączkę, > niby dwuletnie dziecko.... "To absolwenci najlepszych uczelni w kraju, biznesmeni, przedsiebiorcy, to ludzie bardzo inteligentni, zaradni. Wszyscy na okolo zazdroszcza, ze tak im sie w zyciu udalo. O tym jak naprawde bylo / jest im ciezko wiedza tylko oni sami i ich najblizsi." gdzie tu widzisz degenerata, ktory nie jest w stanie nic zrobic? albo 2-letnie dziecko? > Taką "miłością" to ja mogę sobie kuwetę wyłożyć;) to tez napisalam, ze nie wiele mialo to z miloscia wspolnego :) > dokładnie po to nóż noszę, żeby zrobić krzywdę komuś kto zareaguje na mnie > zbyt agresywnie (swoim nożem, albo przewagą liczebną), motylka nie noszę > po to by coś nim przekroić;) (choć najczęściej do tego służy;)) i przyjemnie ci bedzie pozniej w pudle siedziec? ale ok, to jest Twoja sprawa, tym bardziej, ze policja dziala tak jak dziala. Widzisz wlasnie rozmawiamy tu o odpowiedzialnosci. Wielu z Was zdecydowanie potepilo ta 15-letnia dziewczyna, ktora zabila (wedlug niej bronila swojej godnosci.. zranionego serca itp.. wedlug niej wyrzadzono jej krzywde). Ty teraz piszesz, ze noz masz po to, żeby krzywde komus zrobic, komus, kto zareaguje agresywnie, co to znaczy wedlug Ciebie agresywnie?? bo wedlug kogos innego reakcja mogla być normalna. Ty tez bierzesz wowczas odpowiedzialnosc za swoj czyn, jesli tego kogos skrzywdzisz tym nozem, chyba tez jestes swiadomy podejmowanej decyzji? > I jeszcze kwestia zaufania. Moi znajomi np. się nie "buntowali", bo > wiedzieli, że się przydaje, dokladnie tak :) ZAUFANIE :) rozmawiales ze swoja dziewczyna kiedykolwiek na ten temat (temat noza)? > Z siostrą rozmawiam normalnie i spokojnie, staram się być szczery, co, dla > osoby postronnej, może zakrawać na chamstwo. > > Dam przykład: > Siostra dostał płaszcz, prezentowała się w nim mi i dziewczynie. > Ja: Wyglądasz jak angielska uczennica, taka grzeczna itp, > Sis: Dzięki! (z ironią) > DzKvL: Przestań, dobrze wyglądasz, a jego nie słuchaj, on się nie zna. hahahaha jakie to urocze :) To rzeczywiscie przedstawia sytuacje w zupelnie innym swietle. Ta panienka była po prostu jakas przewrazliwiona, a ze swoja siostra wydaje mi sie, ze masz bardzo dobry kontakt (z tego co tu opisujesz). Macie wspolny kod komunikacyjny, zrozumialy tylko dla was. Ja tez z moim bratem wymieniam rozne epitety (jestesmy najlepszymi przyjaciolmi). Nie raz mi np. powiedzial, ze mam "burdelowa szminke". > Nie pojawia się problem, przynajmniej według mnie, a że dziewczyna była > zazdrosna o moje koleżanki (całkowicie bezpodstawnie), albo wściekała się, > bo z kumplem, która na przepustkę z woja wyszedł pół litra obalilim..... > Czy to są zachowania w związku partnerskim? Nie umiem na te pytania odpowiedziec, poniewaz nie wiem w jaki sposob zachowywales sie np. przy swojej dziewczynie w stosunku do kolezanek, do swojej dziewczyny przy kolezankach i bez obecnoci swojej dziewczyny itp. itd.. Ogolnie ograniczanie partnera to nie jest zachowanie w zwiazku partnerski, zazdrosc rowniez nie jest zachowaniem w zwiazku partnerskim. > > dokladnie tak :)) kochamy wyobrazenie o innych a nie tych innych, > stad > > pewnie tyle wirtualnych zauroczen, tu wyobraznia dziala na > przyspieszonych > > obrotach :) > > Masz coś na myśli? coś z forum?;))))) nie, przynajmniej nie z tego, a co? :) > > Mysle, ze Ty tez nieraz zastanawiales sie nad tym co jest dobre dla > > > Twojego rozwoju. > > A kto nie? no nawet alkoholik sie zastanawia i obmysla jakby tu zdobyc alkohol, potrzebny do jego rozwoju :) > A kompromis między czym a czym? jak jest jakas kwestia sporna np. Twoje wyjscie z kumplem z wojska. Partnerka nie robi Ci wyrzutow, a Ty oczywiscie nie zabraniasz jej wyjsc gdzies z kolezankami, nie odpytujesz, nie sledzisz.. itp.. > Nie, nie kojarzę kompromisu i szacunku z kontrolą. Z kontrolą skojarzyłem > twój textm jak już napisałem wyżej... wiec czy mniej wiecej sie wytlumaczylam?? :)))))))))) > pozdrawiaj;) no to pozdrawiam ;) |
|
Kot von Lyck [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-01-18 21:27:50 |
kontrola a kompromis > Jesli dziecko nie jest nauczone, ze nie wolno bic, bo siostra czy mlodszy > brat zabral zabawke, to bedzie reagowalo agresja. Zreszta dzieci reaguja > instynktownie, co wiaze sie takze z agresja i tu wazna jest rola kogos, > kto powie nie wolno bic. Po paru upomnieniach, dziecko w koncu przyjmuje > do wiadomosci i zaczyna uczyc sie innych metod rozwiazywania konfliktow. > Logicznie mowiac, ZMIENIA SIE, no bo jakiego slowa uzyc? > Jesli czlowiek, ktory wyrosl w rodzinie patologicznej, zachowuje sie wobec > swojego partnera na poczatku zwiazku agresywnie, a po jakims czasie, > potrafi powiedzc "mam problem", zamiast wyjezdzac z wiazanka jak kiedys > (bo tak wyniosl z domu), to znaczy, ze sie ZMIENIL, no bo jak to nazwac? > To funkcjonuje na zasadzie docierania się nawzajem. Zmieniasz się sam przy > ukochanej osobie, a ona zmienia sie dzieki Tobie, uczycie sie od siebie > nawzajem. > Slowo "zmiana" nie oznacza, ze byles kiedys zly i zmieniles sie na > lepszego, tylko spotkala Cie tragedia, znalazles sie w takiej i takiej > sytuacji, z ktorej udalo Ci sie wyjsc. Przeciez to nie twoja wina, ze > urodziles sie w takiej czy innej rodzinie. Jestes TY i PROBLEM, a NIE, ze > Ty JESTES problemem. No właśnie. Takie wyjaśnienie o co co chodziło, jest lepsze (szersze) niż to w tekście, gdzie po krótce starałaś się opisać temat, co nie wyszło tematowi na zdrowie;) > Natomiast jesli czlowiek juz jako dorosly, nadal reaguje agresja, naduzywa > alkoholu, okrada najblizszych, bo takie zachowania wyniosl z domu, a ma > juz wlasna rodzine, w tym dzieci, to owszem, bycie z kims takim to jak > walka z rakiem. No bo chyba nie powiesz, ze skoro partner kocha, to ma to > akceptowac i nic nie zmieniac? > Wrecz na zbity pysk wywalic, jeśli partner nie chce sie zmienic. To jeden z powodów dla których nie mam zamiaru się żenić (inaczej: legalizować związku, uprawomocniać go), bo nie chcę, by kobieta była do mnie w jakikolwiek sposób "przykuta", jeśliby się okazało, że jednak jestem bardziej patologiczny, niż sam sądzę, a "przykuta" zarówno dziećmi, jak i samym małżeństwem. Piszę na przykładzie moich rodziców. > > Piszesz o osobie "chorej", jak o dewiancie, degeneracie, który nie > jest w > > stanie nic sam zrobić, a "zdrowy" partner musi go prowadzić za > rączkę, > > niby dwuletnie dziecko.... > > gdzie widzisz degenerata, ktory nie jest w stanie nic zrobic? albo > 2-letnie dziecko? W momencie gdy piszesz o radości, gdy uda mu się wyprowadzić psa na czas, albo zamknąć do końca drzwi od kabiny prysznicowej. > i przyjemnie ci bedzie pozniej w pudle siedziec? kto powiedział, że przeżyję?;) > ale ok, to jest Twoja sprawa, tym bardziej, ze policja dziala tak jak > dziala. > > Widzisz widzę;) > Ty teraz piszesz, ze noz masz po to, żeby krzywde komus > zrobic, komus, kto zareaguje agresywnie, co to znaczy wedlug Ciebie > agresywnie?? Kiedy mnie zaatakuje, zagrozi mojemu zdrowiu, albo zdrowiu kogoś mi bliskiego. > bo wedlug kogos innego reakcja mogla być normalna. > Ty tez bierzesz wowczas odpowiedzialnosc za swoj czyn, jesli tego kogos > skrzywdzisz tym nozem, chyba tez jestes swiadomy podejmowanej decyzji? Oczywiście, że biorę odpowiedzialność i to nie tylko przed prawem, które jest jakie jest, ale przed sobą, wiem, że kiedy wyjmę nóż to może się skończyć śmiercią i jestem tego świadomy > > I jeszcze kwestia zaufania. Moi znajomi np. się nie "buntowali", bo > > > wiedzieli, że się przydaje, > > dokladnie tak :) ZAUFANIE :) rozmawiales ze swoja dziewczyna kiedykolwiek > na ten temat (temat noza)? Tak, rozmawiałem, jakiekolwiek argumenty były zbywane prostym "ale ja nadal uważam, że nóż co nie jest do niczego potrzebny". > Nie umiem na te pytania odpowiedziec, poniewaz nie wiem w jaki sposob > zachowywales sie np. przy swojej dziewczynie w stosunku do kolezanek, do > swojej dziewczyny przy kolezankach i bez obecnoci swojej dziewczyny itp. > itd.. Z całą pewnością Wysoki Sądzie stwierdzam, że moje zachowanie można określić mianem przyzwoitego.;) Zadajesz pytanie, czy snujesz przypuszczenia? > Ogolnie ograniczanie partnera to nie jest zachowanie w zwiazku partnerski, > zazdrosc rowniez nie jest zachowaniem w zwiazku partnerskim. Co do zazdrości się nie zgodzę. Czułbym się źle, gdyby dziewczyna nie byłaby o mnie zazdrosna, ale bez przesady, a w przypadku mojej byłej, była to zazdrość chorobliwa, "jasne, pewnie w Białymstoku już sobie jakąś znalazłeś" słyszałem raz na dwa tygodnie, kiedy to jechałem na 3 dni do szkółki, > nie, przynajmniej nie z tego, a co? :) A nic....;) > no nawet alkoholik sie zastanawia i obmysla jakby tu zdobyc alkohol, > potrzebny do jego rozwoju :) Racja;) > > A kompromis między czym a czym? > > jak jest jakas kwestia sporna np. Twoje wyjscie z kumplem z wojska. > Partnerka nie robi Ci wyrzutow, a Ty oczywiscie nie zabraniasz jej wyjsc > gdzies z kolezankami, nie odpytujesz, nie sledzisz.. itp.. U mnie kompromisu nie było żadnego: ona idzie z koleżankami, ale mi nie wolno iść się najebać;) > wiec czy mniej wiecej sie wytlumaczylam?? :)))))))))) Mniej więcej;) > no to pozdrawiam ;) No to ja też;) |
|
Szaron [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-01-19 16:42:54 |
kontrola a kompromis > To jeden z powodów dla których nie mam zamiaru się żenić (inaczej: > legalizować związku, uprawomocniać go), bo nie chcę, by kobieta była do > mnie w jakikolwiek sposób "przykuta", jeśliby się okazało, że jednak > jestem bardziej patologiczny, niż sam sądzę, a "przykuta" zarówno dziećmi, > jak i samym małżeństwem. Piszę na przykładzie moich rodziców. osobiscie uwazam, ze legalizowanie zwiazkow powinno byc pod koniec zycia malzonkow, jako przypieczetowanie wspolnego przezycia, ale to juz tylko takie abstrakcyjne przemyslenia ;) A co do Twojej wypowiedzi.. hmmm... to czy bedziesz bardziej / mniej patologiczny, to TWOJ WYBOR. Nie mogles dokonac go jako dziecko, ale mozesz jako dorosly. Sprobuj nie postrzegac tego w ten sposob, ze "jestes patologiczny", Ty jestes czlowiekiem przede wszystkim i to Ty dokonujesz wyborow :) Zycze Ci szczescia :)) > > > Piszesz o osobie "chorej", jak o dewiancie, degeneracie, który > nie > > jest w > > > stanie nic sam zrobić, a "zdrowy" partner musi go prowadzić za > > > rączkę, > > > niby dwuletnie dziecko.... chcialam jeszcze zazanczyc, ze slowa 'chory' i 'zdrowy' dalam w cudzyslowiu, aby podkreslic stereotytpowe myslenie wielu osob, ktore problem patologii uwazaja za cos gorszego, a ludzi po przejsciach za np. trendowatych itp.. > > gdzie widzisz degenerata, ktory nie jest w stanie nic zrobic? albo > > 2-letnie dziecko? > > W momencie gdy piszesz o radości, gdy uda mu się wyprowadzić psa na czas, > albo zamknąć do końca drzwi od kabiny prysznicowej. napisalam tak dlatego, ze w wielu domach patologicznych nie przywiazuje sie wagi do podstawowych czynnosci. Kiedys pewna osoba odgrzewala mi obiad u mnie w domu i narobila taki gnoj, ze moja matka to miala ochote mnie z domu wyrzucic ;) ale dla tamtej osoby w ogole brudu nie bylo, bo u niej w domu jest tylko ojciec alkoholik, ktory sika po nogach i smrod nie do wytrzymania. Inna osoba, w wieku 21 lat nie umiala jesc widelcem i nozem. Moj ojciec dodatko pochodzi ze wsi. U mojego ojca w rodzinie wchodzilo sie do domu jak do stodoly, w kurtce i w butach z blotem itp. Metoda rozwiazywania konfliktow byly wrzaski. Przy obiedzie chlupalo sie, siorpalo i smarkalo. Chusteczka higieniczna nie istniala, gdyz byly palce i trawa. Dalej mam wymieniac???? Dziadek - swietej pamieci - (czyli ojciec taty) byl alkoholikiem, babka - swietej pamieci - kompletne zero uczuc, tylko wrzaski i klamstwa. Ale moj ojciec ZMIENIL SIE, pod wplywem mojej matki i roznych sytuacji zyciowych :) > Kiedy mnie zaatakuje, zagrozi mojemu zdrowiu, albo zdrowiu kogoś mi > bliskiego. ale przeciez nie jestes w stanie przewidziec kiedy, kto cie skrzywdzi? ja tez powinnam nosic ze soba noz / pistolet?? to tak kazdy moze powiedziec. Z drugiej strony owszem, jest niebezpiecznie i trzeba sie bronic, tylko jak kazdy tak sie zacznie bronic, to nie wiem czy ktos zostanie na tej ziemi ;) Amerykanskie prawo - moim zdaniem - bardzo ciekawie reguluje tkie sprawy: jak ktos wejdzie nie proszony na Twoj teren mozesz go zabic", no ale to Polska... stety czy niestety .. > Oczywiście, że biorę odpowiedzialność i to nie tylko przed prawem, które > jest jakie jest, ale przed sobą, wiem, że kiedy wyjmę nóż to może się > skończyć śmiercią i jestem tego świadomy i mimo wszystko uwazasz, ze warto? jestes ryzykantem? ;) > > dokladnie tak :) ZAUFANIE :) rozmawiales ze swoja dziewczyna > kiedykolwiek > > na ten temat (temat noza)? > > Tak, rozmawiałem, jakiekolwiek argumenty były zbywane prostym "ale ja > nadal uważam, że nóż co nie jest do niczego potrzebny". na temat twojej dziewczyny chyba juz sie wypowiedzialam. Moge dodac tylko, ze mam wrazenie, ze ona nie potrafi sluchac. Wykreowala sobie wizerunek swjego "chlopca - diabelka", z ktorego chiala zrobic "aniolka" i pochwalic sie jaka to ona zbawienna :P Oczywiscie z calym szacunkiem, w koncu to Twoja byla, nie znam jej w ogole, ani jej punktu widzenia. > Z całą pewnością Wysoki Sądzie stwierdzam, że moje zachowanie można > określić mianem przyzwoitego.;) heheh to pozwany jest wolny :DDD > > Zadajesz pytanie, czy snujesz przypuszczenia? i jedno i drugie :) moge przypuszczac, ze w ogole nie dawales dziewczynie powodow do zazdrosci, to ona miala problem, i moge przypuszczac, ze zachowywales sie dwuznacznie w takich sytuacjach :) niestety przypuszczenia wysuwaja sie automatycznie, ale nie maja nic wspolnego z tym, ze Cie o cos oskarzam :) bo FAKTY znasz Ty i Twoja dziewczyna :) > Co do zazdrości się nie zgodzę. Czułbym się źle, gdyby dziewczyna nie > byłaby o mnie zazdrosna, ale bez przesady, a w przypadku mojej byłej, była > to zazdrość chorobliwa, ja mialam na mysli tylko chorobliwa zazdrosc, zazdrosc, o ktorej Ty piszesz nie stanowi w zwiazkach problemow, bo to oznaka, ze partnerka interesuje sie Toba. > > "jasne, pewnie w Białymstoku już sobie jakąś znalazłeś" słyszałem raz na > dwa tygodnie, kiedy to jechałem na 3 dni do szkółki, jakas niedojrzala emocjonalnie > U mnie kompromisu nie było żadnego: ona idzie z koleżankami, ale mi nie > wolno iść się najebać;) no widzisz ;) bo ona szla z kolezankami pewnie porozmawiac i poplotkowac, a Ty szedles sie najebac ;))) i problem nie tkwi w tym, co szedles robic, tylko na ile ona byla w to zaangazowana: czy wracales pijany??? czy jak wracales pijany, jak sie zachowywales wobec niej??? itp.. Wiesz.. absolutnie nie oczekuje tu odpowiedzi, tylko probuje naswietlic problem :)) Zadna dziewczyna nie lubi byc angazowana w sprawy alkoholowe swojego partnera (niczego nie snuje, to tylko przyklad), przynajmniej nie takie, jak Twoja byla (z tego co opisujesz). > No to ja też;) no o sie popozdrawiajmy ;) |
|
Kot von Lyck [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-01-19 17:40:52 |
kontrola a kompromis > uwazam, ze legalizowanie zwiazkow powinno byc pod koniec zycia > malzonkow, jako przypieczetowanie wspolnego przezycia, ale to juz tylko > takie abstrakcyjne przemyslenia ;) Niezłe jak abstrakcyjne przemyślenia;) W ten sposób do kwestii zalegalizowania związku nie podchodziłem;) > > Kiedy mnie zaatakuje, zagrozi mojemu zdrowiu, albo zdrowiu kogoś mi > > > bliskiego. > > ale przeciez nie jestes w stanie przewidziec kiedy, kto cie skrzywdzi? > ja tez powinnam nosic ze soba noz / pistolet?? To jest twoja sprawa, nie interesuje mnie, czy będziesz nosiła nóż, gaz pieprzowy czu śrutówkę;) > i mimo wszystko uwazasz, ze warto? jestes ryzykantem? ;) Lepiej żeby śmierć nie była moja, przynajmniej dla mnie;) > > Z całą pewnością Wysoki Sądzie stwierdzam, że moje zachowanie można > > > określić mianem przyzwoitego.;) > > heheh to pozwany jest wolny :DDD ufffffffffff;) > jakas niedojrzala emocjonalnie dokładnie > > U mnie kompromisu nie było żadnego: ona idzie z koleżankami, ale mi > nie > > wolno iść się najebać;) > > no widzisz ;) bo ona szla z kolezankami pewnie porozmawiac i poplotkowac, > a Ty szedles sie najebac ;))) i problem nie tkwi w tym, co szedles robic, > tylko na ile ona byla w to zaangazowana: czy wracales pijany??? czy jak > wracales pijany, jak sie zachowywales wobec niej??? Był jeden przypadek, kiedy poszedłem z kumplem się nachlać. Jak nawet wracałem pijany, to jej przy tym nie było bo oboje mieszkaliśmy z rodzicami;) pozdrowienia |
|
Szaron [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-01-22 22:40:43 |
kontrola a kompromis > > ale przeciez nie jestes w stanie przewidziec kiedy, kto cie > skrzywdzi? > > ja tez powinnam nosic ze soba noz / pistolet?? > > To jest twoja sprawa, nie interesuje mnie, czy będziesz nosiła nóż, gaz > pieprzowy czu śrutówkę;) to bylo dla przykladu ukazania niepotrzebnej fobii :) > > > i mimo wszystko uwazasz, ze warto? jestes ryzykantem? ;) > > Lepiej żeby śmierć nie była moja, przynajmniej dla mnie;) ani niczyja moj drogi, prawo panstwowe Cie nie ominie. Nie chce sie wymadrzac, nie o to mi chodzi, tylko jak masz byc zabity to i tak bedziesz, bez wzgledu na noszenie noza. > Był jeden przypadek, kiedy poszedłem z kumplem się nachlać. > > Jak nawet wracałem pijany, to jej przy tym nie było bo oboje mieszkaliśmy > z rodzicami;) :) nic sie nie martw, spotkasz swoja gwiazde, bedzie razem z Toba szla sie najebac :DDD > pozdrowienia rowniez ... :)))))))) dziekuje za mila rozmowe |
|
Kot von Lyck [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-01-23 16:50:39 |
kontrola a kompromis > dziekuje za mila rozmowe Ale ja jeszcze z tobą nie skończyłem;))) > to bylo dla przykladu ukazania niepotrzebnej fobii :) Nóż uratował mi zęby (conajmniej) 4 razy, więc trudno mi zrozumieć, że coś co mnie rzeczywiście chroni jest fobią... > > Lepiej żeby śmierć nie była moja, przynajmniej dla mnie;) > > ani niczyja moj drogi, Do czego to dojdzie;))) > prawo panstwowe Cie nie ominie. Nie chce sie > wymadrzac, nie o to mi chodzi, tylko jak masz byc zabity to i tak > bedziesz, bez wzgledu na noszenie noza. Fakt, że jeśli już ktoś zginie, ja albo agresor, to tak czy siak będę miał przerąbane;) jest niepodważalny, ale chodzi mi o kwestie takie jak szantaż dla pieniędzy (1 przypadek), próbe pobicia (2 przypadki), czy ciut nie bitwę, tzw. dym (1 przypadek), wtedy wystarcza, albo samo wyjęcie noża (motylka wyjmuje się dość efektownie;)))), albo tylko skaleczenie przeciwnika. W "kronikach thomasa convenanta niedowiarka" jest taki wiersz-prawo: "Nie zadawaj bólu, jeśli wystarczt przytrzymać, Nie rań, jeśli wystarczy zadać ból, Nie okaleczaj, jeśli wystarczy zranić, Nie zabijaj jeśli wystarczy okaleczyć," Teraz rozumiesz? > :) nic sie nie martw, spotkasz swoja gwiazde, bedzie razem z Toba szla sie > najebac :DDD hehehehehe;)))) fajnie by było;))))) Ale z drugiej strony spożywanie alkoholu nie jest dla mnie aż tak istotne, żeby "moja gwiazda" musiała smakować się w tego rodzaju rozrywce... |
|
Szaron [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-01-25 13:33:12 |
kontrola a kompromis > > dziekuje za mila rozmowe > > Ale ja jeszcze z tobą nie skończyłem;))) zamieniam sie w sluch ;) > > to bylo dla przykladu ukazania niepotrzebnej fobii :) > > Nóż uratował mi zęby (conajmniej) 4 razy, więc trudno mi zrozumieć, że coś > co mnie rzeczywiście chroni jest fobią... mozliwe, ze gdyby bylo powrzechne noszenie np. noza na codzien, nie nazwalabym tego odruchowo fobia > Fakt, że jeśli już ktoś zginie, ja albo agresor, to tak czy siak będę miał > przerąbane;) jest niepodważalny, ale chodzi mi o kwestie takie jak szantaż > dla pieniędzy (1 przypadek), próbe pobicia (2 przypadki), czy ciut nie > bitwę, tzw. dym (1 przypadek), wtedy wystarcza, albo samo wyjęcie noża > (motylka wyjmuje się dość efektownie;)))), albo tylko skaleczenie > przeciwnika. W "kronikach thomasa convenanta niedowiarka" jest taki > wiersz-prawo: > > "Nie zadawaj bólu, jeśli wystarczt przytrzymać, > Nie rań, jeśli wystarczy zadać ból, > Nie okaleczaj, jeśli wystarczy zranić, > Nie zabijaj jeśli wystarczy okaleczyć," > > Teraz rozumiesz? oczywiscie :) bo teraz to inaczej przedstawiasz, a nie "moja panna nie chce zebym nosil noza", generalnie ja tez bym nie chciala na jej miejscu ;) Tzn. powiem szczerze, zawsze jednak bronilam osoby, ktore zaatakowaly w obronie wlasnej. Np. ojciec, ktory zranil, pokaleczyl zlodzieja, gwalciciela swojej partnerki. Na pewno ogladales w TV jakis czas temu jak wlasciciel pubu strzelil do intruzow i wielka wojna sie rozstrzygnela: czy mial prawo czy nie. Wedlug mnie mial :) > hehehehehe;)))) > fajnie by było;))))) Ale z drugiej strony spożywanie alkoholu nie jest dla > mnie aż tak istotne, żeby "moja gwiazda" musiała smakować się w tego > rodzaju rozrywce... generalnie chodzilo mi o wzajemne zrozumienie, akceptacje i szacunek :) |
|
May [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-01-23 17:06:45 |
kontrola a kompromis > "Nie zadawaj bólu, jeśli wystarczt przytrzymać, > Nie rań, jeśli wystarczy zadać ból, > Nie okaleczaj, jeśli wystarczy zranić, > Nie zabijaj jeśli wystarczy okaleczyć," > > Teraz rozumiesz? Ja bym jeszcze dodał : A jak juz musisz, to nie przy świadkach. |
|
Black Orchid ( Devil's Advocate ) ![]() Wysłano: 2005-01-15 00:24:33 |
Trauma - boli przez cale zycie? > uodparniaja czy znieczulaja?? > > - smierc bliskich osob > - "przezycie wlasnej smierci" > - przezycia z dziecinstwa (przemoc) > - i wiele innych tragedii... A może po prostu sprawiają, że zaczynamy postrzegać swoje życie z zupełnie innej perspektywy? Jak się ma 20-pare lat perspektywa śmierci wydaje się odległa, ale po pewnych przeżyciach śmierć staje się czymś nagle bardzo realnym. Z moich przykrych doświadczeń wnioskuje, że bycie świadkiem czyjejś śmierci powoduje - że się tak wyrażę - "oswojenie" jej. Te przeżycia w pewnym sensie mogą też wzmocnić ( oczywiście nie wszystkich, to zależy od psychiki ), bo w końcu po upływie jakiegoś czasu od tragedii możemy sobie jasno powiedzieć: przeżyłem/am coś strasznego, a jednak nie załamałem/am się, nadal żyję i jakoś sobię radzę. > Jak byscie postapili, gdy Wasz partner wyznal Wam, ze kiedys zabil > czlowieka? > ale! zabil w samoobronie lub w obronie najblizszych > > Czy pokochalibyscie czlowieka, ktory zabil, bez obawy, ze skoro juz raz to > zrobil .... ? > Wierzycie w zmiany na lepsze takiego czlowieka? Nie oceniam zabicia człowieka w samoobronie jako coś zlego, więc nie byłoby w ogóle takiego problemu zmiany na lepsze. |
|
Szaron [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-01-16 21:45:31 |
Trauma - boli przez cale zycie? > Nie oceniam zabicia człowieka w samoobronie jako coś zlego, więc nie > byłoby w ogóle takiego problemu zmiany na lepsze. racja, w pytania jest slowo "lepsze" - jest ono dosc moze nieadekwatne, chodzi mi po prostu, czy taka osoba jest w stanie sie "podniesc"? Oczywiscie ja w to wierze, ale wiem, ze rodzina oprawcy - zabitego, moze po prostu zatruwac zycie. Wiele problemow sie pojawia. Nie jest wcle powiedziane, ze problemem jest, co zabil. I pojawia sie jeszcze jeden potworny problem: jak powiedziec swojemu dziecku, ze sie zabilo jego dziadka? |
|
Katera [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-01-14 23:06:42 |
Trauma - boli przez cale zycie? > - smierc bliskich osob zmieniaja... to na pewno... jednych to zlamie... innych wzmocni - szczegolnie, jesli nie jest sie w bolu samemu... pamietam doskonale wiesc o smierci przyjaciela... gdyby nie inni, ktorych tez to dotknelo, gdyby nie jego rodzice... nie wiem, czy nie lezalabym gdzies kolo niego... ale od tego czasu moje zycie bardzo sie zmienilo... dlatego teraz jestem tym, kim jestem... > Czy czlowiek, ktory pochodzi z rodziny patologicznej, np. > moze zalozyc normalna, NIE-patologiczna rodzine i kochac jak partner i > rodzic kochac powinien? wierze, ze tak... jesli ta osoba sie chce wyrwac z tego, to na pewno tak... co innego, jesli zycie w patologii ma 'we krwi' i dobrze mu z tym... > Znacie jakies 'udane' przypadki? kilka co najmniej... > Ciekawe gdzie jest ta granica wiekowa, po ktorej przekroczeniu czlowiek > staje sie odpowiedzialny za swoje czyny. A moze traumatyczne przezycia na > zawsze odebieraja ta odpowiedzialnosc? mysle, ze okreslenie granicy wiekowej rownej dla wszystkich to abstrakcja... jeden 13-latek bedzie swiadomy tego, ze 'wybuchajac' kogos mozna go zabic, inny jeszcze nie do konca... |
|
Szaron [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-01-16 21:41:04 |
Trauma - boli przez cale zycie? > wierze, ze tak... jesli ta osoba sie chce wyrwac z tego, to na pewno wlasnie tylko ma chciec jesli nie ma innnych wzorcow zachowan itp.. - tu jest problem, wydaje mi sie.. > tak... co innego, jesli zycie w patologii ma 'we krwi' i dobrze mu z > tym... dokladnie, jesli - jak piszesz - "ma we krwi i dobrze jej z tym" jest wowczas problem. Nawet rozmawiaalm o tym z osona (chyba zajmujacej sie psychiatria - nie chciala ujawnic) i powiedziala, ze nawet chorzy psychicznie naduzywaja swojej choroby, bo.. dobrze im z tym. > > > Znacie jakies 'udane' przypadki? > > kilka co najmniej... a zechcialabys je opisac? tak po krotce przynajmniej :) > mysle, ze okreslenie granicy wiekowej rownej dla wszystkich to > abstrakcja... jeden 13-latek bedzie swiadomy tego, ze 'wybuchajac' kogos > mozna go zabic, inny jeszcze nie do konca... wiem. Pozwol, ze powtorze sie z innego watku: wezmy pod uwage przyklad nastolatki: byla molestowana przez kochanka swojej matki, gdy poskarzyla sie matce, ta jej powiedziala , ze to jej wina i w ogole powiedziala jej "zegnaj dziecko, poswiecilam Ci sporo lat, wyjezdzam z moim ukochanym". Nastepnie dziewczyna poznaje streczyciela i narkomana. Co chwila odrzucana przez kogos poznaje kolejnego. Tu ma nadzieje, ze ten (ideal) ja wyzwoli z piekla w jakim sie znalazla, jednak ten rowniez ja odtraca, by ratowac swoja kariere. Wowczas go zabija, namowiona przez tamtego streczyciela. Czy dalej jest opdowiedzialna za morderstwo jakiego sie dopuscila? pozdr. :) |
|
Katera [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-01-17 22:13:49 |
Trauma - boli przez cale zycie? > wlasnie tylko ma chciec jesli nie ma innnych wzorcow zachowan itp.. - tu > jest problem, wydaje mi sie.. nie zawsze robimy to, na co mamy wzorce np. z rodziny... > chorzy > psychicznie naduzywaja swojej choroby, bo.. dobrze im z tym. to jak z bezrobociem... niektorzy nie odczuwaja potrzeby zeby pracowac - szczegolnie jak pochodza z rodziny bezrobotnych... > a zechcialabys je opisac? tak po krotce przynajmniej :) to szczegolnie chodzi o dzieci z rodzin alkoholikow, ktore teraz sa porzadnymi obywatelami, zyja w zwiazkach, nawet zakladaja rodziny, pracuja, niektorzy nawet w policji (nie, to nie patologia w jego przypadku ;)), itd.. > Czy dalej jest opdowiedzialna za morderstwo jakiego sie dopuscila? nadal... bo to jej decyzja... |
|
Szaron [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-01-17 22:44:27 |
Trauma - boli przez cale zycie? > to szczegolnie chodzi o dzieci z rodzin alkoholikow, ktore teraz sa > porzadnymi obywatelami, zyja w zwiazkach, nawet zakladaja rodziny, > pracuja, niektorzy nawet w policji (nie, to nie patologia w jego przypadku > ;)), itd.. napisalam takie rozne przemyslenia na ten temat w watku: "milosc trudna bywa piekna", poczytaj, napisz co myslisz :) Zapomnialam tylko tam wspomniec o tym czy warto uajwnic swoim dzieciom traumy z dziecinstwa i jak to na nich wplynie... Czy warto poczekac az dojrzeje i wtedy ujawnic wszystko czy stopniowo od malego ujawniac, zaczynajac od najlagodniejszych "spraw" > > > Czy dalej jest opdowiedzialna za morderstwo jakiego sie dopuscila? > > nadal... bo to jej decyzja... tylko nikt jej nie nauczyl jak w takich sytuacjach podejmowac decyzje - moim zdaniem tu tkwi problem. pozdrawiam :) |
|
Katera [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-01-18 13:22:36 |
Trauma - boli przez cale zycie? > Zapomnialam tylko tam wspomniec o tym czy warto uajwnic swoim dzieciom > traumy z dziecinstwa i jak to na nich wplynie... Czy warto poczekac az > dojrzeje i wtedy ujawnic wszystko czy stopniowo od malego ujawniac, > zaczynajac od najlagodniejszych "spraw" to zalezy jak sie samemu do tego podchodzi... jesli samemu sie uporalo z 'problemem', to mozna przekazac to dzieciom ku przestrodze... ale jesli samemu sie ma z tym problemy, to w tym momencie byloby to przelewanie swoich problemow na dzieci, a to nie jest wskazane... > tylko nikt jej nie nauczyl jak w takich sytuacjach podejmowac decyzje - > moim zdaniem tu tkwi problem. a jak mozna kogos nauczyc podejmowania decyzji?? podejmiesz jedna zla, bekniesz za to - na nastepny raz juz wiesz... uczymy sie tylko na WLASNYCH bledach... |
|
Szaron [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-01-18 20:22:46 |
Trauma - boli przez cale zycie? > a jak mozna kogos nauczyc podejmowania decyzji?? podejmiesz jedna zla, > bekniesz za to - na nastepny raz juz wiesz... uczymy sie tylko na WLASNYCH > bledach... to tak jak napisalam w ostatniej odp. do Liv, nie w tym rzecz, zeby nie ponoscic odpowiedzialnosci. Ta dziewczyna zostala skazana na kare smierci i z tym sie nie zgadzam, no ale wiadomo... mozna sobie tylko pogadac ;) |
|
Marcin93 [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-01-14 23:32:16 |
Trauma - boli przez cale zycie? > uodparniaja czy znieczulaja?? Na jedno wychodzi;) > - smierc bliskich osob > - "przezycie wlasnej smierci" > - przezycia z dziecinstwa (przemoc) > - i wiele innych tragedii... > > Jak zmieniaja zycie osoby po przejsciach? zycie wowczas staje sie obojetne > czy dopiero wtedy jest doceniane? Mnie tam nie przeszkadza, choć samo przejście takiej sytuacji do przyjemnych nie należy. Po śmierci kogoś bliskiego najpierw czuję ból po stracie tej osoby, a zaraz potem jednak radość, bo w końcu JA żyję:-))) > Zastanawiam sie jakimi kryteriami kieruje sie los przy podziale ludzi na > "silnych" (tych z traumatycznymi przejsciami) i "slabych" (zbyt slabi, > zeby udzwignac ciezar), czy moze na odwrot? Los jest ślepy. Ot, rachunek prawdopodobieństwa. > Jak byscie postapili, gdy Wasz partner wyznal Wam, ze kiedys zabil > czlowieka? > ale! zabil w samoobronie lub w obronie najblizszych Bez znaczenia. > Czy pokochalibyscie czlowieka, ktory zabil, bez obawy, ze skoro juz raz to > zrobil .... ? > Wierzycie w zmiany na lepsze takiego czlowieka? Ale czemu na lepsze? Skoro zabił nie bez podstaw? > Czy czlowiek, ktory pochodzi z rodziny patologicznej, np. > - doswiadczyl przemocy na sobie i bliskich, > - wkroczyl na droge przestepcza (jako mlody nastolatek), > - nastepnie zabil oprawce swojego i swoich bliskich, > moze zalozyc normalna, NIE-patologiczna rodzine i kochac jak partner i > rodzic kochac powinien? > > Znacie jakies 'udane' przypadki? Może, znam takie przypadki. > (Nie wiem czy koncowki troszku nie poprzekrecali, bo okazalo sie, ze Mike > byl po prostu zonaty albo w stalym zwiazku – nie pamietam. Ogladalam > juz 2 razy i za kazdym razem te same lzy i ciarki.) > > Dzis na TV4, g. 20.00 – polecam. Co to za Harlequin? > Mloda osoba, ktora traumatyczne przezycia zmusily do zabojstwa. Wlasnie, > tylko czy zmusily, czy w wieku 15 lat byla juz odpowiedzialna za swoje > czyny i powinna zostac skazana na smierc? Jak się coś robi, to trzeba ponieść konsekwencje. > Ciekawe gdzie jest ta granica wiekowa, po ktorej przekroczeniu czlowiek > staje sie odpowiedzialny za swoje czyny. A moze traumatyczne przezycia na > zawsze odebieraja ta odpowiedzialnosc? Nie ma takiej granicy, a każdy przypadek musi być rozpatrywany indywidualnie. Żadna trauma nie pozbawia na zawsze odpowiedzialności. pozdr M93 |
|
Szaron [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-01-16 21:34:24 |
Trauma - boli przez cale zycie? witam Pana Magika :) > > uodparniaja czy znieczulaja?? > > Na jedno wychodzi;) oj, nie moge sie zgodzic: uodparniaja - czlowiek umie radzic sobie w trudnych sytuacjach, pozostajac wrazliwym znieczulaja - czlowiek obojetnieje na mniejsze problemy, draznia go te problemy, a co za tym idzie, powstaja problemy w kontaktach z dzieckiem, ktore przeciez ma rozne problemy i problemiki > Mnie tam nie przeszkadza, choć samo przejście takiej sytuacji do > przyjemnych nie należy. Po śmierci kogoś bliskiego najpierw czuję > ból po stracie tej osoby, a zaraz potem jednak radość, bo w końcu > JA żyję:-))) no tak, i jeszcze dodatkowo, jesli bliska osoba meczyla sie przed smiercia, po smierci juz ma "spokoj" > Los jest ślepy. Ot, rachunek prawdopodobieństwa. dokladnie tak :) > Ale czemu na lepsze? Skoro zabił nie bez podstaw? bo to roznie bywa jak dana jednostka poradzi sobie psychicznie, czy bedzie przewrazliwiona, nie wiesz jakie sytuacje sprawia, ze wroca przykre wspomnienia. Droga do szczescia jest trudniejsza. I pojawia sie jeszcze jeden potworny problem: jak powiedziec swojemu dziecku, ze sie zabilo jego dziadka? - to przyklad. > > Dzis na TV4, g. 20.00 – polecam. > > Co to za Harlequin? "za mloda by umrzec" :)) > > > Mloda osoba, ktora traumatyczne przezycia zmusily do zabojstwa. > Wlasnie, > > tylko czy zmusily, czy w wieku 15 lat byla juz odpowiedzialna za > swoje > > czyny i powinna zostac skazana na smierc? > > Jak się coś robi, to trzeba ponieść konsekwencje. > > > Ciekawe gdzie jest ta granica wiekowa, po ktorej przekroczeniu > czlowiek > > staje sie odpowiedzialny za swoje czyny. A moze traumatyczne > przezycia na > > zawsze odebieraja ta odpowiedzialnosc? > > Nie ma takiej granicy, a każdy przypadek musi być rozpatrywany > indywidualnie. Żadna trauma nie pozbawia na zawsze odpowiedzialności. no to teraz wezmy pod uwage przyklad nastolatki: byla molestowana przez kochanka swojej matki, gdy poskarzyla sie matce, ta jej powiedziala , ze to jej wina i w ogole powiedziala jej "zegnaj dziecko, poswiecilam Ci sporo lat, wyjezdzam z moim ukochanym". Nastepnie dziewczyna poznaje streczyciela i narkomana. Co chwila odrzucana przez kogos poznaje kolejnego. Tu ma nadzieje, ze ten (ideal) ja wyzwoli z piekla w jakim sie znalazla, jednak ten rowniez ja odtraca, by ratowac swoja kariere. Wowczas go zabija, namowiona przez tamtego streczyciela. Czy dalej jest opdowiedzialna za morderstwo jakiego sie dopuscila? :))) |
|
Marcin93 [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-01-16 22:34:39 |
Trauma - boli przez cale zycie? > witam Pana Magika :) Witam;-))) > oj, nie moge sie zgodzic: > uodparniaja - czlowiek umie radzic sobie w trudnych sytuacjach, pozostajac > wrazliwym > znieczulaja - czlowiek obojetnieje na mniejsze problemy, draznia go te > problemy, a co za tym idzie, powstaja problemy w kontaktach z dzieckiem, > ktore przeciez ma rozne problemy i problemiki Jak się uodpornisz, to jednocześnie jesteś na daną kwestię znieczulona;-))) > no tak, i jeszcze dodatkowo, jesli bliska osoba meczyla sie przed > smiercia, po smierci juz ma "spokoj" Tym bardziej. > bo to roznie bywa jak dana jednostka poradzi sobie psychicznie, czy bedzie > przewrazliwiona, nie wiesz jakie sytuacje sprawia, ze wroca przykre > wspomnienia. Droga do szczescia jest trudniejsza. I pojawia sie jeszcze > jeden potworny problem: jak powiedziec swojemu dziecku, ze sie zabilo jego > dziadka? - to przyklad. "synu, twój dziadek, to moja ofiara" > no to teraz wezmy pod uwage przyklad nastolatki: byla molestowana przez > kochanka swojej matki, gdy poskarzyla sie matce, ta jej powiedziala , ze > to jej wina i w ogole powiedziala jej "zegnaj dziecko, poswiecilam Ci > sporo lat, wyjezdzam z moim ukochanym". Nastepnie dziewczyna poznaje > streczyciela i narkomana. Co chwila odrzucana przez kogos poznaje > kolejnego. Tu ma nadzieje, ze ten (ideal) ja wyzwoli z piekla w jakim sie > znalazla, jednak ten rowniez ja odtraca, by ratowac swoja kariere. Wowczas > go zabija, namowiona przez tamtego streczyciela. > Czy dalej jest opdowiedzialna za morderstwo jakiego sie dopuscila? Oczywiście, że tak. > > :))) pozdr M93 |
|
Szaron [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-01-17 22:10:13 |
Trauma - boli przez cale zycie? > > jeden potworny problem: jak powiedziec swojemu dziecku, ze sie zabilo > jego > > dziadka? - to przyklad. > > "synu, twój dziadek, to moja ofiara" i tu znowu powstaje pytanie czy opowiedziec ze dokladnie dlaczego doszlo do tragedii czy nie? A co za tym idzie opowieziec o swoim zyciu uslanym kolcami i czy to dziecko uswiadomi w problemie? jest cos takiego jak nieswiadome powielanie zachowan negatywnych Wlasnie postanowialm usiasc i zastanowic sie glebiej nad problemem. Zaraz pojawi sie moj tekst, oczywiscie zapraszam, poczytaj sobie. Zapomnialam tam wspomniec o tym czy warto uajwnic swoim dzieciom traumy z dziecinstwa i jak to na nich wplynie... A wracajac do poprzedniego postu, czytales ten artykul o Crowley'u? I co o nim sadzisz? :) pozrawiam :) |
|
Marcin93 [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-01-17 23:03:33 |
Trauma - boli przez cale zycie? > i tu znowu powstaje pytanie czy opowiedziec ze dokladnie dlaczego doszlo > do tragedii czy nie? Wiesz, to zależy od wieku dzieciaka, przecież nie będę opowiadał przedszkolakowi jakichś masakr;-))) > A co za tym idzie opowieziec o swoim zyciu uslanym kolcami i czy to > dziecko uswiadomi w problemie? jest cos takiego jak nieswiadome powielanie > zachowan negatywnych Ano jest, ale dotyczy to właśnie takich sytuacji, w których dziecko jest świadkiem np. agresji. Jak mu się wytłumaczy, to już łatwiej to zracjonalizować. > Wlasnie postanowialm usiasc i zastanowic sie glebiej nad problemem. Zaraz > pojawi sie moj tekst, oczywiscie zapraszam, poczytaj sobie. Zapomnialam > tam wspomniec o tym czy warto uajwnic swoim dzieciom traumy z dziecinstwa > i jak to na nich wplynie... właśnie poczytałem;-) > A wracajac do poprzedniego postu, czytales ten artykul o Crowley'u? I co o > nim sadzisz? :) Ale który? Ten ze stronki klusexa, czy midgarda? > pozrawiam :) pozdr M93 |
|
Szaron [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-01-18 14:57:15 |
Trauma - boli przez cale zycie? > właśnie poczytałem;-) no i? :)) > > > A wracajac do poprzedniego postu, czytales ten artykul o Crowley'u? I > co o > > nim sadzisz? :) > > Ale który? Ten ze stronki klusexa, czy midgarda? midgarda :) http://www.satan.pl/3forum/4/3/90459/91300 pozrawiam :) |
|
Marcin93 [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-01-18 18:02:00 |
Trauma - boli przez cale zycie? > no i? :)) No i właśnie się nie zgadzam;-))) > midgarda :) http://www.satan.pl/3forum/4/3/90459/91300 Nazbyt skrótowy:-))) Upraszcza wszystko... Polecam raczej http://www.fmmm.strefa.pl > pozrawiam :) pozdr M93 |
|
Szaron [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-01-18 20:23:32 |
Trauma - boli przez cale zycie? > > no i? :)) > > No i właśnie się nie zgadzam;-))) jestem szalenie ciekawa... :))) |
|
satserduszko [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-01-17 02:24:43 |
Trauma - boli przez cale zycie? > Czy czlowiek, ktory pochodzi z rodziny patologicznej, np. > - doswiadczyl przemocy na sobie i bliskich, > - wkroczyl na droge przestepcza (jako mlody nastolatek), > - nastepnie zabil oprawce swojego i swoich bliskich, > moze zalozyc normalna, NIE-patologiczna rodzine i kochac jak partner i > rodzic kochac powinien? > > Znacie jakies 'udane' przypadki Znajomy wlasnie wyszedl z wiezienia za nieumyslne spowodowanie smierci. To byla pijacka bojka. W wiezieniu sam sie zresocjalizowal. Przede wszystkim nie pije alkocholu. Jego dziewczyna czekala na niego 4 lata. Ich dziecko ma tez 4 lata. Wlasnie zaczeli wszystko od nowa. Jesli chcesz - za 15 lat powiem ci co z tego wyszlo. > > "Za młoda by umrzeć" > > "15-letnia Amanda zostaje aresztowana pod zarzutem zabójstwa. Obrońca za > wszelką cenę próbuje jej pomóc. Przerażona dziewczyna opowiada mu > tragiczną historię swojego życia. Molestowana seksualnie przez ojczyma > szukała ucieczki w małżeństwie, które okazało się pomyłką. Przypadkowo > poznany Billy zmuszał ją do pracy w obskurnym lokalu i na ulicy. > Dziewczyna marzyła o innym życiu. Poznała czułego i opiekuńczego Mike'a, > który wydawał się idealnym partnerem. Jednak znów pojawił się Billy. Jego > podła intryga miała rozbić związek Amandy i Mike'a." > > (Nie wiem czy koncowki troszku nie poprzekrecali, bo okazalo sie, ze Mike > byl po prostu zonaty albo w stalym zwiazku – nie pamietam. Ogladalam > juz 2 razy i za kazdym razem te same lzy i ciarki.) > > Dzis na TV4, g. 20.00 – polecam. > > Mloda osoba, ktora traumatyczne przezycia zmusily do zabojstwa. Wlasnie, > tylko czy zmusily, czy w wieku 15 lat byla juz odpowiedzialna za swoje > czyny i powinna zostac skazana na smierc? > > Ciekawe gdzie jest ta granica wiekowa, po ktorej przekroczeniu czlowiek > staje sie odpowiedzialny za swoje czyny. A moze traumatyczne przezycia na > zawsze odebieraja ta odpowiedzialnosc? W sprawach o zabojstwo sad dokladnie bada wszystkie dowody, okolicznosci, zeznania swiadkow, opinie bieglych - miedzy innymi psychologow, itp... Sedziami zostaja osoby poczytalne i w miare inteligentne. W przewazajacej wiekszosci, sprawcy zbrodni staraja sie wszelkimi sposobami uniknac odpowiedzialnosci. Jesli chodzi o rezyserow - ich zadanie to spowodowanie lez i ciarkow, nie poszukiwanie prawdy. Moze zdazyc sie ze przy odpowiednich nakladach finansowych i odpowiednim urobieniu opinii, za 50 lat zdolny rezyser nakreci film i Zydzi zaplacza nad losem Hitlera. Dlatego mysle ze nie mozna udzielic jednoznacznej odpowiedzi na Twoje pytanie. Kazda sprawa musi byc rozpatrzona indywidualnie. |
|
Szaron [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-01-17 22:31:28 |
Trauma - boli przez cale zycie? > Znajomy wlasnie wyszedl z wiezienia za nieumyslne spowodowanie smierci. > To byla pijacka bojka. W wiezieniu sam sie zresocjalizowal. Przede > wszystkim > nie pije alkocholu. Jego dziewczyna czekala na niego 4 lata. > Ich dziecko ma tez 4 lata. Wlasnie zaczeli wszystko od nowa. > Jesli chcesz - za 15 lat powiem ci co z tego wyszlo. :)) jesli bedzie to mozliwe, bardzo chetnie. Ja rowniez znam kilka podobnych przypadkow. Zycze im jak najlepiej :) > W sprawach o zabojstwo sad dokladnie bada wszystkie dowody, > okolicznosci, > zeznania swiadkow, opinie bieglych - miedzy innymi psychologow, itp... ha! a wiesz ile niedociagniec i zaklamania jest w naszym kraju? wiesz oczywiscie. Czesto ofiary rezygnuja ze skladania zeznan i oprwca bezkarnie zneca sie nad rodzina. Dopiero jak syn / corka / partner-ofiara wezma sprawe w swoje rece i dochodzi do tragedii, wowcza Ci WIELCY zaczynaja zastanawiac 'co sie stalo" i oczywiscie odpowiedzialnosc spada na zastraszonego nastolatka, ktoremu nikt nie pokazal granicy "dobro-zlo". > > Sedziami zostaja osoby poczytalne i w miare inteligentne. lub skorumpowane lub zastraszone > Jesli chodzi o rezyserow - ich zadanie to spowodowanie lez i ciarkow, > nie poszukiwanie prawdy. Moze zdazyc sie ze przy odpowiednich nakladach > finansowych i odpowiednim urobieniu opinii, za 50 lat zdolny rezyser > nakreci film > i Zydzi zaplacza nad losem Hitlera. oj nie przesadzajmy. Nie zatrzymuje sie wcale na jednym filmie, podalam tylko przyklad, a w Polsce takich sytuacji jest przeciez wiele. Czasem nawet w najblizszym otoczeniu. > > Dlatego mysle ze nie mozna udzielic jednoznacznej odpowiedzi na Twoje > pytanie. > Kazda sprawa musi byc rozpatrzona indywidualnie. dokladnie :) tu masz racje, dlatego spytalam czy ktos spotkal sie z takim problemem. :) |
|
Kot von Lyck [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-01-14 20:59:18 |
Trauma - boli przez cale zycie? > uodparniaja czy znieczulaja?? > > - smierc bliskich osob > - "przezycie wlasnej smierci" > - przezycia z dziecinstwa (przemoc) > - i wiele innych tragedii... > > Jak zmieniaja zycie osoby po przejsciach? zycie wowczas staje sie obojetne > czy dopiero wtedy jest doceniane? znamy, ale różnie to jest, zależy od tego co przeżył, jak do tego podchodził, wreszcie, czy ktoś mu pomógł, czy dana osoba była zdana tylko na siebie. > > Zastanawiam sie jakimi kryteriami kieruje sie los przy podziale ludzi na > "silnych" (tych z traumatycznymi przejsciami) i "slabych" (zbyt slabi, > zeby udzwignac ciezar), czy moze na odwrot? Nie rozumiem. Los nie dzieli nikogo, ludzie albo są silni albo, nie, ich przeżycia też nie mają tu nic do rzeczy, silny człowiek sobie poradzi, słaby nie. > > Mezczyzna / Kobieta z przeszloszloscia > > Jak byscie postapili, gdy Wasz partner wyznal Wam, ze kiedys zabil > czlowieka? > ale! zabil w samoobronie lub w obronie najblizszych Wiedziałbym, że partnerka jest w stanie poświęcić bardzo wiele, aby uratować kogoś kogo kocha. > > Czy pokochalibyscie czlowieka, ktory zabil, bez obawy, ze skoro juz raz to > zrobil .... ? > Wierzycie w zmiany na lepsze takiego czlowieka? > To zależy kogo. Pojęcie "zabójca" jest cechą, a nie definicją osoby > Czy czlowiek, ktory pochodzi z rodziny patologicznej, np. > - doswiadczyl przemocy na sobie i bliskich, > - wkroczyl na droge przestepcza (jako mlody nastolatek), > - nastepnie zabil oprawce swojego i swoich bliskich, > moze zalozyc normalna, NIE-patologiczna rodzine i kochac jak partner i > rodzic kochac powinien? > Może. Ale musi popracować nad tym. > Znacie jakies 'udane' przypadki? > Tak. > > > Ciekawe gdzie jest ta granica wiekowa, po ktorej przekroczeniu czlowiek > staje sie odpowiedzialny za swoje czyny. A moze traumatyczne przezycia na > zawsze odebieraja ta odpowiedzialnosc? > > Traumatyczne przeżycie nieprzystawiają ci lufy do skroni, człowiek zawsze jest odpowiedzialny za to co robi. Choćby miał żółte papiery, był naćpany i nachlany. Zawsze jest odpowiedzialny za to co robi. > > Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii, tak z czysto ludzkiego punktu > widzenia :) czy moze sa jeszcze jakies inne "punkty widz."? > Są. Np. Czysto Koci;) > Piszcie Kochani, a ja za pare dni kukne, przeczytam i odpowiem, po zdaniu > egzaminu :):) Powodzenia! |
|
Szaron [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-01-16 21:14:15 |
Trauma - boli przez cale zycie? > znamy, ale różnie to jest, zależy od tego co przeżył, jak do tego > podchodził, wreszcie, czy ktoś mu pomógł, czy dana osoba była zdana tylko > na siebie. racja :) wystarczy chocby jedna osoba, ktora ukazalaby sie jako autorytet badz ktos, ktos daje cieplo, milosc itp... > Nie rozumiem. Los nie dzieli nikogo, ludzie albo są silni albo, nie, ich > przeżycia też nie mają tu nic do rzeczy, silny człowiek sobie poradzi, > słaby nie. tylko wiesz.. ktos juz rodzi sie w rodzinie patologicznej i juz na starcie ma utrudnione, ale racja, nie ma co sie nad tym zastanawiac. Mrcin93 dosc logicznie to nazwal - rachunek prawdopodobienstwa. > Tak. moge podrazyc temat i spytac jak sobie dzis radzi ta osoba? Jest cos takiego np ze dziecko alkoholika zostaje abstynentem. I pojawia sie jeszcze jeden potworny problem: jak powiedziec swojemu dziecku, ze sie zabilo jego dziadka? - to przyklad. > Traumatyczne przeżycie nieprzystawiają ci lufy do skroni, człowiek zawsze > jest odpowiedzialny za to co robi. Choćby miał żółte papiery, był naćpany > i nachlany. Zawsze jest odpowiedzialny za to co robi. no to teraz wezmy pod uwage przyklad nastolatki: byla molestowana przez kochanka swojej matki, gdy poskarzyla sie matce, ta jej powiedziala , ze to jej wina i w ogole powiedziala jej "zegnaj dziecko, poswiecilam Ci sporo lat, wyjezdzam z moim ukochanym". Nastepnie dziewczyna poznaje streczyciela i narkomana. Co chwila odrzucana przez kogos poznaje kolejnego. Tu ma nadzieje, ze ten (ideal) ja wyzwoli z piekla w jakim sie znalazla, jednak ten rowniez ja odtraca, by ratowac swoja kariere. Wowczas go zabija, namowiona przez tamtego streczyciela. Czy dalej jest opdowiedzialna za morderstwo jakiego sie dopuscila? > > Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii, tak z czysto ludzkiego punktu > > > widzenia :) czy moze sa jeszcze jakies inne "punkty widz."? > > > > Są. Np. Czysto Koci;) bardzo ciekawy :))) choc to smutny temat ... > > > Piszcie Kochani, a ja za pare dni kukne, przeczytam i odpowiem, po > zdaniu > > egzaminu :):) > > Powodzenia! nie dziekuje, bo sie przyda :* :) |
|
Kot von Lyck [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-01-16 21:42:36 |
Trauma - boli przez cale zycie? > > Tak. > > moge podrazyc temat Możesz. > i spytac jak sobie dzis radzi ta osoba? Możesz, ale to nie znaczy, że ja mogę odpowiedzieć;) > Jest cos takiego np ze dziecko alkoholika zostaje abstynentem. I pojawia > sie jeszcze jeden potworny problem: jak powiedziec swojemu dziecku, ze sie > zabilo jego dziadka? - to przyklad. Nie wiem. Nie potrafię rozmawiać z dziećmi, czasem mam problemy z "dorosłymi". To jeden z powodów, dla których dzieci mieć nie będę. > > Traumatyczne przeżycie nieprzystawiają ci lufy do skroni, człowiek > zawsze > > jest odpowiedzialny za to co robi. Choćby miał żółte papiery, był > naćpany > > i nachlany. Zawsze jest odpowiedzialny za to co robi. > > no to teraz wezmy pod uwage przyklad nastolatki: byla molestowana przez > kochanka swojej matki, gdy poskarzyla sie matce, ta jej powiedziala , ze > to jej wina i w ogole powiedziala jej "zegnaj dziecko, poswiecilam Ci > sporo lat, wyjezdzam z moim ukochanym". Nastepnie dziewczyna poznaje > streczyciela i narkomana. Co chwila odrzucana przez kogos poznaje > kolejnego. Tu ma nadzieje, ze ten (ideal) ja wyzwoli z piekla w jakim sie > znalazla, jednak ten rowniez ja odtraca, by ratowac swoja kariere. Wowczas > go zabija, namowiona przez tamtego streczyciela. > > Cholera, nie musisz tego samego co w poście otwierającym powtarzać w każdej odpowiedzi indywidualnie. Uznaj, że skoro ktoś ospisuje to tę historyjkę już przeczytał i zna. > Czy dalej jest opdowiedzialna za morderstwo jakiego sie dopuscila? Z uporem godnym maniaka: TAK JEST NADAL ODPOWIEDZIALNA ZA SWOJE CZYNY, TARYFY ULGOWEJ NI MA. > > > > Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii, tak z czysto ludzkiego > punktu > > > > > widzenia :) czy moze sa jeszcze jakies inne "punkty widz."? > > > > > > > Są. Np. Czysto Koci;) > > bardzo ciekawy :))) choc to smutny temat ... Ja tam płakać nie będę, |
|
Szaron [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-01-16 21:51:50 |
Trauma - boli przez cale zycie? > > > Tak. > > > > moge podrazyc temat > > Możesz. > > > i spytac jak sobie dzis radzi ta osoba? > > Możesz, ale to nie znaczy, że ja mogę odpowiedzieć;) czyli nie moge :) > Nie wiem. Nie potrafię rozmawiać z dziećmi, czasem mam problemy z > "dorosłymi". To jeden z powodów, dla których dzieci mieć nie będę. to juz postanowione? przeciez moze sie jeszcze wiele wydarzyc w Twoim zyciu? > Cholera, nie musisz tego samego co w poście otwierającym powtarzać w > każdej odpowiedzi indywidualnie. Uznaj, że skoro ktoś ospisuje to tę > historyjkę już przeczytał i zna. no wiesz!! to ja chce ulatwic, niz zeby ktos wertowal :DDD moze nie ma czasu, a tu ma podane pod nos :DD > > Czy dalej jest opdowiedzialna za morderstwo jakiego sie dopuscila? > Z uporem godnym maniaka: TAK JEST NADAL ODPOWIEDZIALNA ZA SWOJE CZYNY, > TARYFY ULGOWEJ NI MA. to ile bys jej dal? |
|
Kot von Lyck [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-01-16 22:50:43 |
Trauma - boli przez cale zycie? > > > > Tak. > > > > > > moge podrazyc temat > > > > Możesz. > > > > > i spytac jak sobie dzis radzi ta osoba? > > > > Możesz, ale to nie znaczy, że ja mogę odpowiedzieć;) > > czyli nie moge :) Dedukcja poprawna, tobie daję tak z 3+ > > Nie wiem. Nie potrafię rozmawiać z dziećmi, czasem mam problemy z > > "dorosłymi". To jeden z powodów, dla których dzieci mieć nie będę. > > to juz postanowione? przeciez moze sie jeszcze wiele wydarzyc w Twoim > zyciu? Tak, to już postanowione, a poza niechęcią do dzieci są rozliczne inne powody, których wymieniać nie będę. > > > > > Cholera, nie musisz tego samego co w poście otwierającym powtarzać w > > > każdej odpowiedzi indywidualnie. Uznaj, że skoro ktoś ospisuje to tę > > > historyjkę już przeczytał i zna. > > no wiesz!! to ja chce ulatwic, niz zeby ktos wertowal :DDD moze nie ma > czasu, a tu ma podane pod nos :DD > No to właśnie odnosi odwrotny skutek, bo jest więcej do kasowania przy odpowiedzi;) > > > Czy dalej jest opdowiedzialna za morderstwo jakiego sie > dopuscila? > > Z uporem godnym maniaka: TAK JEST NADAL ODPOWIEDZIALNA ZA SWOJE > CZYNY, > > TARYFY ULGOWEJ NI MA. > > to ile bys jej dal? Nie sądźcie byście nie byli sądzeni;) (z każdej religii można coś sensownego wynieść, wino mszalne dla przykładu;) |
|
Szaron [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-01-17 22:23:40 |
Trauma - boli przez cale zycie? > Tak, to już postanowione, a poza niechęcią do dzieci są rozliczne inne > powody, których wymieniać nie będę. Mam nadzieje, ze niedlugo pojawi sie moj tekst w tym watku "milosc trudna bywa piekna" :))) poczytaj, napisz co sadzisz :) > Nie sądźcie byście nie byli sądzeni;) (z każdej religii można coś > sensownego wynieść, wino mszalne dla przykładu;) hahaha :) az dziwne, ze sie Ci ksieza nie upijaja ;) do ksiezy nie mam szacunku. |
|
Cień [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-01-14 22:38:52 |
Trauma - boli przez cale zycie? > uodparniaja czy znieczulaja?? > > - smierc bliskich osob > - "przezycie wlasnej smierci" > - przezycia z dziecinstwa (przemoc) > - i wiele innych tragedii... Wszystko zalezy od psychiki... > Jak zmieniaja zycie osoby po przejsciach? zycie wowczas staje sie obojetne > czy dopiero wtedy jest doceniane? Wszystko zależy od psychiki... > Zastanawiam sie jakimi kryteriami kieruje sie los przy podziale ludzi na > "silnych" (tych z traumatycznymi przejsciami) i "slabych" (zbyt slabi, > zeby udzwignac ciezar), czy moze na odwrot? Los?Wierzysz w przeznaczenie albo determinizm? Silny wygra walkę z życiem. Słaby się załamie. Proste. > Mezczyzna / Kobieta z przeszloszloscia > > Jak byscie postapili, gdy Wasz partner wyznal Wam, ze kiedys zabil > czlowieka? > ale! zabil w samoobronie lub w obronie najblizszych Kupiłbym jej Magnum 9mm i spał od tej pory spokojnie, wiedząc że mogę na nią liczyć. :) > Czy pokochalibyscie czlowieka, ktory zabil, bez obawy, ze skoro juz raz to > zrobil .... ? > Wierzycie w zmiany na lepsze takiego czlowieka? Oczywiście. > Czy czlowiek, ktory pochodzi z rodziny patologicznej, np. > - doswiadczyl przemocy na sobie i bliskich, > - wkroczyl na droge przestepcza (jako mlody nastolatek), > - nastepnie zabil oprawce swojego i swoich bliskich, > moze zalozyc normalna, NIE-patologiczna rodzine i kochac jak partner i > rodzic kochac powinien? Tak. Ludzka psychika jest niezwykle plastyczna, wszystko zalezy od indywidualnych predyspozycji i zacięcia do pracy nad sobą. > Znacie jakies 'udane' przypadki? Mój dziadek ustrzelił z panzerfausta 2 szwabskie czołgi jak był w AK. Jakiegoś szkopa zakłuł widłami, jak go nakrył na pladrowaniu kurnika. Nie przeszkodziło mu to stworzyć normalnej rodziny... > (Nie wiem czy koncowki troszku nie poprzekrecali, bo okazalo sie, ze Mike > byl po prostu zonaty albo w stalym zwiazku – nie pamietam. Ogladalam > juz 2 razy i za kazdym razem te same lzy i ciarki.) > > Dzis na TV4, g. 20.00 – polecam. Ble. Jak ja nie cierpię takich łzawych historyjek. Nie mogli by puscic czegos o chlaniu i mordowaniu? ;) > Mloda osoba, ktora traumatyczne przezycia zmusily do zabojstwa. Wlasnie, > tylko czy zmusily, czy w wieku 15 lat byla juz odpowiedzialna za swoje > czyny i powinna zostac skazana na smierc? Bzdura. A słyszałas o takim czymś jak "okoliczności łagodzące" albo "zabójstwo w afekcie"? > Ciekawe gdzie jest ta granica wiekowa, po ktorej przekroczeniu czlowiek > staje sie odpowiedzialny za swoje czyny. A moze traumatyczne przezycia na > zawsze odebieraja ta odpowiedzialnosc? Nie ma. Można miec 40 lat i być niedojrzałym, a zdarzają się 14 latkowie od których można się wiele nauczyć. Co nie zmienia faktu że prawo musi byc surowe. Nie wyobrażma sobie by 15 latek ze zrytym mózgiem poszedł za zabójstwo tylko do poprawczaka. |
|
Szaron [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-01-16 21:24:29 |
Trauma - boli przez cale zycie? > Kupiłbym jej Magnum 9mm i spał od tej pory spokojnie, wiedząc że mogę na > nią liczyć. :) heheeh ladnie to sie tak partnerka wyslugiwac? ;) > Ble. Jak ja nie cierpię takich łzawych historyjek. Nie mogli by puscic > czegos o chlaniu i mordowaniu? ;) bylo tam w cholere mordow i krwi > Bzdura. A słyszałas o takim czymś jak "okoliczności łagodzące" albo > "zabójstwo w afekcie"? tak, a jednak mnostwo nastolatkow siedzi za zabicie oprawcow - "bo przeciez zabil", tylko malo kto pomysli "dlaczego zabil" > Nie ma. Można miec 40 lat i być niedojrzałym, a zdarzają się 14 latkowie > od których można się wiele nauczyć. Co nie zmienia faktu że prawo musi byc > surowe. Nie wyobrażma sobie by 15 latek ze zrytym mózgiem poszedł za > zabójstwo tylko do poprawczaka. (sory, powtarzam sie z innych watkow) no to teraz wezmy pod uwage przyklad nastolatki: byla molestowana przez kochanka swojej matki, gdy poskarzyla sie matce, ta jej powiedziala , ze to jej wina i w ogole powiedziala jej "zegnaj dziecko, poswiecilam Ci sporo lat, wyjezdzam z moim ukochanym". Nastepnie dziewczyna poznaje streczyciela i narkomana. Co chwila odrzucana przez kogos poznaje kolejnego. Tu ma nadzieje, ze ten (ideal) ja wyzwoli z piekla w jakim sie znalazla, jednak ten rowniez ja odtraca, by ratowac swoja kariere. Wowczas go zabija, namowiona przez tamtego streczyciela. Czy dalej jest opdowiedzialna za morderstwo jakiego sie dopuscila? :)) |
|
Cień [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-01-17 13:01:28 |
Trauma - boli przez cale zycie? > > Bzdura. A słyszałas o takim czymś jak "okoliczności łagodzące" albo > (sory, powtarzam sie z innych watkow) no to teraz wezmy pod uwage przyklad > nastolatki: byla molestowana przez kochanka swojej matki, gdy poskarzyla > sie matce, ta jej powiedziala , ze to jej wina i w ogole powiedziala jej > "zegnaj dziecko, poswiecilam Ci sporo lat, wyjezdzam z moim ukochanym". > Nastepnie dziewczyna poznaje streczyciela i narkomana. Co chwila odrzucana > przez kogos poznaje kolejnego. Tu ma nadzieje, ze ten (ideal) ja wyzwoli z > piekla w jakim sie znalazla, jednak ten rowniez ja odtraca, by ratowac > swoja kariere. Wowczas go zabija, namowiona przez tamtego streczyciela. > Czy dalej jest opdowiedzialna za morderstwo jakiego sie dopuscila? Ale posłuchaj własnie po to sa sądy by rozstrzygac wszystkie przypadki. Prawo nie działa automatycznie. Oczywiście zabójstwo jest ciężkim przestępstwem, a musimy pamiętać że każdy ma wcześniej inne możliwości. Jeśli ktos zabił a wcześniej mógł zgłosić się chodźby na policję to jest to nadużycie. |
|
Szaron [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-01-17 22:34:48 |
Trauma - boli przez cale zycie? > Ale posłuchaj własnie po to sa sądy by rozstrzygac wszystkie przypadki. > Prawo nie działa automatycznie. Oczywiście zabójstwo jest ciężkim > przestępstwem, a musimy pamiętać że każdy ma wcześniej inne możliwości. > Jeśli ktos zabił a wcześniej mógł zgłosić się chodźby na policję to jest > to nadużycie. tak na pewno masz racje, wlasnie napisalam cos na ten temat Satserduszko, poczytaj prosze, rzeczywiscie nie ma sensu kopiowac tekstow. No i oczywiscie przeczytaj sobie watek "milosc trudna bywa piekna". Postanowilam zastanowic sie nad problemem i wylalam na e-papier :) i napisz co myslisz :) Pozdrawiam :) |
|
Foxyana [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-01-29 13:04:06 |
Trauma - boli przez cale zycie? > uodparniaja czy znieczulaja?? > > - smierc bliskich osob > - "przezycie wlasnej smierci" > - przezycia z dziecinstwa (przemoc) > - i wiele innych tragedii... ] > > Jak zmieniaja zycie osoby po przejsciach? zycie wowczas staje sie obojetne > czy dopiero wtedy jest doceniane? W moim przypadku bardzo silnie patologiczne wychowanie i przemoc znieczuliły mnie na maksa na wiele lat. Kilka smierci bliskich osób, w tym zreszta sprawcy moich cierpien - ojca, spłyneło po mnie jak po maśle. Zreszta dla mnie tak naprawde nikt nie był wtedy bliski, nawet te osoby które sama sobie dobrałam. Stałam się osobą okrutną i bezwzględną... chociaż w środku drzemalo sumienie - krore przeróżnymi używkami usiłowałam stłumić. Dopiero po 2 latach mieszkania samej z dala od rodziny ( wyprowadzilam się na swoje w wieku 17 lat) zaczełam walczyć o siebie- poszłam na odwyk. Po czterech miesiacach leczenia wzruszyłam się na widok gwiazd... I od tamtej pory powoli odzyskuje czucie w różnych dziedzinach :) Niemniej jednak uważam, że jestem osobą silną psychicznie na różne sprawy i (nie załamuję, walczę).. ale jeszcze bardzo słabą w podstawowych naturalnych emocjach takich jak współczucie.. > > Zastanawiam sie jakimi kryteriami kieruje sie los przy podziale ludzi na > "silnych" (tych z traumatycznymi przejsciami) i "slabych" (zbyt slabi, > zeby udzwignac ciezar), czy moze na odwrot Myślę, że skoro spotykaja nas jakieś nieszczęścia to też obdarzeni jesteśmy siłą udzwignięcia go :) Łatwiej jednak jest sie poddać.. > > Mezczyzna / Kobieta z przeszloszloscia > > Jak byscie postapili, gdy Wasz partner wyznal Wam, ze kiedys zabil > czlowieka? > ale! zabil w samoobronie lub w obronie najblizszych > > Czy pokochalibyscie czlowieka, ktory zabil, bez obawy, ze skoro juz raz to > zrobil .... ? > Wierzycie w zmiany na lepsze takiego czlowieka? Kwestia całkowicie indywidualna moim zdaniem i nie mozna generalizować. > Czy czlowiek, ktory pochodzi z rodziny patologicznej, np. > - doswiadczyl przemocy na sobie i bliskich, > - wkroczyl na droge przestepcza (jako mlody nastolatek), > - nastepnie zabil oprawce swojego i swoich bliskich, > moze zalozyc normalna, NIE-patologiczna rodzine i kochac jak partner i > rodzic kochac powinien? Zdecydowanie tak. Wymaga to dużo pracy nad soba.. A do pracy nad soba trzeba świadomości swego problemu i chęci poprawy. > > Znacie jakies 'udane' przypadki? Uważam się za osobę na całkiem dobrej drodze :) > > Mloda osoba, ktora traumatyczne przezycia zmusily do zabojstwa. Wlasnie, > tylko czy zmusily, czy w wieku 15 lat byla juz odpowiedzialna za swoje > czyny i powinna zostac skazana na smierc? ja w wieku 15 lat byłam przekonana że zyć znaczy ćpać bić i nie zdawałam sobie sprawy z tego, że to złe. Wiedzialam, że gdy skierowane to jest na mnie to boli.. ale innym, robiłam podobnie powielajac z domu wyniesione zwyczaje ..Byłam pewna, że tak ma być... > > Ciekawe gdzie jest ta granica wiekowa, po ktorej przekroczeniu czlowiek > staje sie odpowiedzialny za swoje czyny. A moze traumatyczne przezycia na > zawsze odebieraja ta odpowiedzialnosc? Nie sądzę aby właściwym kryterium był wiek. |
|
Foxyana [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-01-29 16:24:58 |
Trauma - boli przez cale zycie? aha jeszcze miałam się odnieść do wątku naprawy tego złego przez nowego 'dobrego' taki jeden chciał mnie naprawiac. miesiąc wytrzymalam jego uwag typu 'powiedz, czy to jest tego miejsce? załóż kapcie poprzez takie typu ' co ty kurwa do pracy stringi chcesz zalozyc?!!- taaak. gośc okazal się gorszym psychopatą niż ja. Pozunął sie do rękoczynów..itp. Wniosek z tego taki, że Ci co to innych naprawiać chcą sami maja burdel pod kopułą. |
|
Szaron [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-02-01 14:17:13 |
nawyki > aha jeszcze miałam się odnieść do wątku naprawy tego złego przez nowego > 'dobrego' slowa 'chory' i 'zdrowy' dalam w cudzyslowiu, aby podkreslic stereotytpowe myslenie wielu osob, ktore problem patologii uwazaja za cos gorszego, a ludzi po przejsciach za np. trendowatych itp.. o tym tez rozmawiam z Kot von L.: http://www.satan.pl/3forum/4/3/92165/92702 http://www.satan.pl/3forum/4/3/92165/92852 Z drugiej strony moze ja bezposrednio nie pochodze z rodziny patologicznej, ale korzenie na pewno mam (a moze i jestem patologiczna...). Nie wiem jak to ujac... zmiany sa niezbedne. Np. spotykam mezczyzne, zakochuje sie, a on okazuje sie byc np. DDA, rodzi nam sie dziecko, a on chleje i chleje i chleje, ale ja go oczywiscie "dobra" nie moge 'zlego' naprawiac, no jak ja moge zmieniac, nie wolno mi...to po co mi bachora zrobil??? jak mi nie chce teraz pomoc? (to przyklad tylko :D) jak nauczyc czlowieka, zeby sie myl przed pojsciem spac? zeby zmienil w sobie hierarchie wlasnych zapachow (a raczej smrodow :P) ? (tym gorzej jesli jest to kobieta) jak nauczyc, ze jak mu sie powie "sciagnij buty prosze, bo tu mylam", zeby nie odpowiadal "stul pysk"? (nie pisze tym razem o swoim ojcu, bo on akurat nie klnal, ale znam tak drastyczny przypadek)? jak nauczyc dorosla juz kobiete, ze jak zrobi sobie makijaz, zeby nie rozwala swoich kosmetykow po wannie, po umywalce, tylko zeby kupila sobie kosmetyczke i trzymala wszystko w jednym miejscu na jednej polce, a nie w rozwalajacym sie ochydnym worku i jest gnoj! gnoj! gnoj! :)))) ja wiem, ze wiele osob sie oburza na haslo "dobry zmienia zlego". ja sie wcale za "dobrego" nie uwazam. Mozliwe, ze jestem bardziej patologiczna niz mi sie wydaje, zreszta wiele juz o sobie uslyszalam, tylko raczej byly bardziej sprawy zwiazane z charakterem, zachowaniem (wybuchowosc) niz np. z utrzymywaniem czystosci. Braku higieny lub glupoty (braku logicznego myslenia) po prostu nie znosze. Sory, jesli wyszlo zbyt ostro. Chcialam wlasnie ukazac te drobne szczegoly nie zauwazalne na pierwszy rzut oka, ktore po pewnym czasie sa po prostu nie do zniesienia :) Nie bierz nic do siebie oczywiscie, tylko skoro juz napisalas, ze przezylas rozne okropne rzeczy, to ja zawsze pytam takich osob: jak zmienic te nawyki? > taki jeden chciał mnie naprawiac. miesiąc wytrzymalam jego uwag typu > 'powiedz, czy to jest tego miejsce? załóż kapcie poprzez takie typu ' co > ty kurwa do pracy stringi chcesz zalozyc?!!- taaak. gośc okazal się > gorszym psychopatą niż ja. Pozunął sie do rękoczynów..itp. Wniosek z tego > taki, że Ci co to innych naprawiać chcą sami maja burdel pod kopułą. sory jak dla mnie to on byl bardziej patologiczny. Zaden 'zdrowy" (skoro juz operujemy takimi przymiotnikami) facet nie uderzy kobiety - ZADEN, wiec z definicji nie mogl Cie naprawiac :) - moim zdanie. :) pozdrawiam :)) |
|
Foxyana [ nieaktywne ] Wysłano: 2005-02-01 15:18:21 |
nawyki > > aha jeszcze miałam się odnieść do wątku naprawy tego złego przez > nowego > > 'dobrego' > > slowa 'chory' i 'zdrowy' dalam w cudzyslowiu, aby podkreslic stereotytpowe > myslenie wielu osob, ktore problem patologii uwazaja za cos gorszego, a > ludzi po przejsciach za np. trendowatych itp.. rozumiem. > > o tym tez rozmawiam z Kot von L.: > > http://www.satan.pl/3forum/4/3/92165/92702 > http://www.satan.pl/3forum/4/3/92165/92852 > > Z drugiej strony moze ja bezposrednio nie pochodze z rodziny > patologicznej, ale korzenie na pewno mam (a moze i jestem > patologiczna...). Nie wiem jak to ujac... zmiany sa niezbedne. Np. > spotykam mezczyzne, zakochuje sie, a on okazuje sie byc np. DDA, rodzi nam > sie dziecko, a on chleje i chleje i chleje, ale ja go oczywiscie "dobra" > nie moge 'zlego' naprawiac, no jak ja moge zmieniac, nie wolno mi...to po > co mi bachora zrobil??? jak mi nie chce teraz pomoc? (to przyklad tylko > :D) > jak nauczyc czlowieka, zeby sie myl przed pojsciem spac? zeby zmienil w > sobie hierarchie wlasnych zapachow (a raczej smrodow :P) ? (tym gorzej > jesli jest to kobieta) > jak nauczyc, ze jak mu sie powie "sciagnij buty prosze, bo tu mylam", zeby > nie odpowiadal "stul pysk"? (nie pisze tym razem o swoim ojcu, bo on > akurat nie klnal, ale znam tak drastyczny przypadek)? > jak nauczyc dorosla juz kobiete, ze jak zrobi sobie makijaz, zeby nie > rozwala swoich kosmetykow po wannie, po umywalce, tylko zeby kupila sobie > kosmetyczke i trzymala wszystko w jednym miejscu na jednej polce, a nie w > rozwalajacym sie ochydnym worku i jest gnoj! gnoj! gnoj! :)))) > > ja wiem, ze wiele osob sie oburza na haslo "dobry zmienia zlego". ja sie > wcale za "dobrego" nie uwazam. Mozliwe, ze jestem bardziej patologiczna > niz mi sie wydaje, zreszta wiele juz o sobie uslyszalam, tylko raczej byly > bardziej sprawy zwiazane z charakterem, zachowaniem (wybuchowosc) niz np. > z utrzymywaniem czystosci. Braku higieny lub glupoty (braku logicznego > myslenia) po prostu nie znosze. > > Sory, jesli wyszlo zbyt ostro. Chcialam wlasnie ukazac te drobne szczegoly > nie zauwazalne na pierwszy rzut oka, ktore po pewnym czasie sa po prostu > nie do zniesienia :) Nie bierz nic do siebie oczywiscie, tylko skoro juz > napisalas, ze przezylas rozne okropne rzeczy, to ja zawsze pytam takich > osob: jak zmienic te nawyki? CO DO ZMIANY NAWYKÓW TO TRUDNA SPRAWA. Przebywajac w osrodku gdzie leczyłam sie z narkomanii pełniłam przez pewien czas funkcję komisarza czystosci. Zadaniem moim było rozliczyć reszte towarzystwa z codziennych zasad higieny, sprawdzic czy mają czysta posciel, czy umyli stopy, wyprali bieliznę. I mimo tego, ze wszyscy mieli świadomość scisej kontroli, to zdarzało sie dziewczynom chować brudne podpaski do szuflady z czystymi lub zgromadzic stertę brudnych majtek za łóżkiem... Dużo biegali tacy osobnicy za karę... trudno było o poprawę. Ja też musiałam dużo pracować nad sobą a i tak pewnych nawykow nie udało mi się zmienic. Podejrzewam, że przebywanie z osoba dającą przyklad moze pomoc nnawrocic balaganiarza, o ile on oczywiscie zdaje sobie sprawę z patologi swego zachowania i ma ochotę na zmianę. Aby zdac sobie sprawe, to tez jednak trzeba poprzebywac z ludzmi postepujacymi inaczej.. inaczej nie zdajemy sobie sprawy z tego ze robimy żle. Moje kosmetyki rozstawiam wszędzie, na wannie począwszy, lol. > > > > > taki jeden chciał mnie naprawiac. miesiąc wytrzymalam jego uwag typu > > > 'powiedz, czy to jest tego miejsce? załóż kapcie poprzez takie typu ' > co > > ty kurwa do pracy stringi chcesz zalozyc?!!- taaak. gośc okazal się > > > gorszym psychopatą niż ja. Pozunął sie do rękoczynów..itp. Wniosek z > tego > > taki, że Ci co to innych naprawiać chcą sami maja burdel pod > kopułą. > > sory jak dla mnie to on byl bardziej patologiczny. Zaden 'zdrowy" (skoro > juz operujemy takimi przymiotnikami) facet nie uderzy kobiety - ZADEN, > wiec z definicji nie mogl Cie naprawiac :) - moim zdanie. :) > > > pozdrawiam :)) |
Ludowy Komisarz Zdrowia ostrzega: wszystkie materiały umieszczone na stronie są własnością autorów.
Kopiowanie i rozpowszechnianie może być przyczyną... Tylko spróbuj. My zajmiemy się resztą :>



















