Satan.pl > Czytelnia > Nietzsche >[ Zaloguj się ]   [ Rejestracja ]
FelietonyEsejePublikacjeKontekstyKontakt

Poza dobrem i złem - fragmenty

Wolny umysł

(fragmenty)


24.

O sancta simplicitas1! W jakim dziwnie uproszczonym i przekłamanym świecie żyje człowiek! Jeżeli tylko nasze oczy spostrzegły bodaj raz ten cud, nie przestaniemy się temu nigdy dziwić! Jakżeśmy sobie wspaniale poradzili, czyniąc jasnym, niezależnym, lekkim i prostym to, co nas zewsząd otacza, pozwalając zmysłom docierać na ich własny sposób do wszystkiego, co powierzchowne i płytkie, wreszcie zaś zezwalając myśli na wykonywanie chaotycznych podskoków i na nagradzanie samej siebie błędnymi tokami rozumowania - wszystko to dzieje się zgodnie z naszą najwyższą samowolą! Jakże skutecznie potrafiliśmy bronić od samego początku naszej niewiedzy, by móc dzięki niej cieszyć się w niewyobrażalnym wprost stopniu wolnością, beztroską, nieostrożnością, żywiołowością, radością życia. - Jednym słowem: by cieszyć się życiem! Nauka zaś mogła dotychczas jedynie wspierać się na solidnym i wykutym w granicie fundamencie naszej niewiedzy; nasze dążenie do zdobycia wiedzy wyrosło na czymś znacznie odeń silniejszym, na pragnieniu niewiedzy i chęci ślepego zaufania temu, co niepewne i nieprawdziwe.

Pragnienie zdobycia wiedzy nie jest antytezą poprzedzającego je dążenia, lecz jego bardziej subtelnym wyrazem. Nawet jeżeli język w swej istocie okazuje się niezdolny do przezwyciężenia własnej prostackiej natury, nie przestając mówić o przeciwieństwach tam, gdzie istnieją jedynie stopniowania i subtelne odcienie znaczeń. Zakorzeniona świętoszkowatość moralności, która jest obecnie triumfującym elementem "naszego ciała i naszej krwi", może rzeczywiście zniekształcić sens słów, i to nawet w naszych ustach, w ustach ludzi oświeconych.

Kiedy rozumiemy, w czym rzecz, śmiejemy się widząc, że najlepsza nauka jest równocześnie tą, która usilnie stara się utrzymać nas w świecie uproszczonym, całkowicie sztucznym, wykutym do naszego ludzkiego użytku i do niego jedynie przystosowanym. Bawi nas spostrzeżenie, jak bardzo ta nauka, która uważa się za wyzwoloną, kocha błąd, ponieważ będąc żywą kocha życie!


25.

Po tak radosnym wstępie wypada zdobyć się na poważniejszy ton wypowiedzi. Zwracam się tymi słowami do umysłów najpoważniejszych. Filozofowie i przyjaciele wiedzy, miejcie się na baczności! Unikajcie męczeństwa, unikajcie cierpienia "z miłości do prawdy"! Unikajcie nawet samoobrony! Stawiając czoła zarzutom i prowokacjom, doprowadzilibyście tylko do ruiny niewinność i wyższą bezstronność waszej świadomości. Zmienilibyście się w głupców, w zwierzęta, w woły, jeżeli - już zmagając się z niebezpieczeństwem, oszczerstwem, podejrzeniem, ostracyzmem i innymi, jeszcze brutalniejszymi, następstwami nienawiści - mielibyście w dodatku występować jako obrońcy prawdy na ziemskim padole. Zupełnie, jakby prawda była bezbronna i na tyle słaba, żeby potrzebować obrońców! I to w dodatku właśnie was, posępnych, błędnych rycerzy umysłu, zaszywających się w waszej dziurze, by pracowicie prząść swoje pajęczyny! Wiecie przecież dobrze, jak mało ważne jest to, żeby to właśnie do was należało ostatnie słowo, jesteście przecież świadomi, że - jak dotąd - żaden filozof nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i że pierwszy lepszy mały znak zapytania umieszczony za waszymi ulubionymi formułkami, za waszymi ukochanymi teoriami (i za wami przy okazji również) zawiera w sobie więcej prawdy, niż wszystkie wasze pozy i pompatyczne, napuszone mowy, wygłaszane w obecności prokuratorów i sędziów. Raczej odejdźcie, usuńcie się w samotnie! I noście maski, używajcie podstępów, by nie rzucać się w oczy, albo żeby się was choć trochę obawiano. I nie zapominajcie, proszę, o ogrodzie zamkniętym za złotą kratą.

Otaczajcie się ludźmi, którzy są jak ogród, albo jak echo dźwięków niesione przez wodę kiedy zapada wieczór, a dzień jest już tylko wspomnieniem. Wybierzcie dobrą samotność, samotność wolną, kapryśną i lekką, tę, która poniekąd daje wam również prawo do pozostania dobrymi. Jakże każda długotrwała wojna czyni jadowitym, skrytym, złym, kiedy nie przeradza się w otwartą przemoc! Jakże samolubny staje się człowiek, który nieustannie, zewsząd, obawia się nieprzyjaciół i szpieguje ich, włączając w to nieprzyjaciół potencjalnych. Tacy ludzie, wyrzuceni poza nawias społeczeństwa, prześladowani, dręczeni - podobnie, jak pustelnicy z przymusu, w rodzaju Spinozów2 czy Giordanów Brunów3 - zawsze w końcu stają się - choćby i pod najbardziej intelektualnym przebraniem, choćby nawet bezwiednie - jednostkami subtelnie mściwymi oraz trucicielami (niechże wreszcie podstawy etyki i teologii Spinozy zostaną ostatecznie wyjaśnione), nie wspominając nawet o ciężarze moralnego oburzenia, którego pojawienie się u filozofa stanowi nieomylną oznakę, że nastrój filozoficzny już go opuścił. Męczeństwo filozofa i jego "ofiarowanie się dla prawdy" ukazują w bezlitośnie jaskrawym świetle wszystkie cechy, które czynią go podobnym do podżegacza i komedianta. Nawet przyjmując założenie, że do tej chwili przyglądaliśmy mu się jedynie z ciekawością estety, można zrozumieć, że w wielu przypadkach obserwator zaczyna w końcu żywić niebezpieczne pragnienie ujrzenia, jak taki filozof wyrodnieje (przeradzając się w "świętego męczennika", histriona4 sceny i mównicy). Ale nawet, jeżeli zawładnęło nami to pragnienie, nie róbmy sobie złudzeń co do spektaklu, który się przed nami odegra: będzie to tylko satyryczna gra, epilog w formie farsy, namacalny dowód, że długa, prawdziwa tragedia już dobiegła końca, o ile oczywiście przyjmiemy, że u swojego zarania każda filozofia była długą tragedią. -


26.

Każdy wybijający się ponad przeciętność człowiek pragnie odgrodzić się w samotności za murami własnej twierdzy, w schronieniu dającym mu poczucie wyzwolenia od tłumu, od masy, od przytłaczającej większości, w miejscu, gdzie może zapomnieć o ludzkiej normie, o zasadzie, od której stanowi wyjątek - czasami jednakże instynkt jeszcze bardziej władczy od potrzeby odosobnienia zmusza takiego człowieka do zgłębienia owej powszechnej zasady, czyniąc z niego, w największym i najbardziej wyjątkowym tego słowa znaczeniu, bohatera wiedzy. Ten, kto obcując z ludźmi nigdy nie doznał wszystkich odcieni rozpaczy, nie pobladł ani nie zzieleniał z obrzydzenia, z przesytu, z litości, z całą pewnością nie jest człowiekiem o zbyt szlachetnych upodobaniach; lecz jeśli nigdy nie zdecyduje się on przyjąć dobrowolnie na swoje barki tego przytłaczającego monotonią brzemienia, jeżeli ciągle milcząc dumnie trzyma się na uboczu, odgradzając się od świata za murami swojej twierdzy - jak to już powiedziałem - wtedy jasna staje się rzecz następująca: człowiek ten nie jest stworzony dla wiedzy, nie jest do niej predestynowany. Bo przecież gdyby było inaczej, kiedyś wreszcie powiedziałby: "Niech diabli porwą moje szlachetne upodobania! Reguła jest ciekawsza niż wyjątek - niż ja jako wyjątek." I zniżyłby się do tłumu, przede wszystkim wchodząc w tłum. Przeprowadzenie studium człowieka przeciętnego to przedsięwzięcie długotrwałe, poważne i wymagające znacznej dozy obłudy, wielu wyrzeczeń, spoufalania się i przebywania w nieodpowiednim towarzystwie - każde towarzystwo, z wyjątkiem ludzi nam równych, jest towarzystwem nieodpowiednim. Studium takie stanowi niezbędny rozdział w życiu każdego filozofa, być może rozdział najbardziej nieprzyjemny, najbardziej cuchnący, najbogatszy w niepowodzenia i rozczarowania. Ale jeżeli badaczowi dopisze szczęście - jak na ulubieńca wiedzy przystało - napotka na swej drodze pomocników, którzy uczynią mu znacznie lżejszym wysiłek poznawania; mam na myśli filozofów zwanych cynikami, otwarcie uznających w sobie obecność bydlęcia, pospolitości, "ludzkiej zasady" i wkładających w dodatku całą duszę w rozprawianie koniecznie przy świadkach, z ledwo skrywaną radością, o sobie i o ludziach im podobnych. Czasami nawet nurzają się oni w książkach, niczym we własnym gnoju. Cynizm jest jedyna formą prawości dostępną duszom przeciętnym i pospolitym. (...)


29.

Niezależność dotyczy tylko bardzo niewielu ludzi. Jest przywilejem silnych. Ten zaś, kto, nawet z najlepszych pobudek, bierze na siebie ryzyko niezależności nie będąc do tego zmuszonym, udowadnia bez cienia wątpliwości, że jest nie tylko silny, ale i zuchwały aż do ekstrawagancji. Wstępuje bowiem w nieznany labirynt, mnoży tysiąckrotnie zagrożenia już i tak nieodłącznie z życiem związane, pośród których nie najmniejsze jest niebezpieczeństwo następujące: nikt inny nie może dostrzec jego oczami jak, ani gdzie, błądzi, ani też jak w bezgranicznej samotności pozwala się kawałek po kawałku rozrywać jakiemuś minotaurowi zaczajonemu w pieczarach świadomości. Nawet jeżeli taki człowiek ginie, jego klęska ma miejsce tak daleko od zrozumienia innych ludzi, że ci niczego dlań nie odczuwają, nie żywią wobec niego najmniejszego współczucia. A on nie może już zawrócić z drogi, którą sam wybrał; więcej - nie może już nawet podążyć w stronę ludzkiego współczucia!


30.

Jest rzeczą nieuniknioną, a nawet sprawiedliwą, że nasze najsubtelniejsze przeczucia posiadają wszelkie znamiona szaleństwa, albo wręcz zbrodni, kiedy nieprawnie docierają do uszu wszystkich, którzy nie są ani stworzeni dla nich, ani przeznaczeni do tego, by je usłyszeć. Myślenie egzoteryczne5 i ezoteryczne6, które stale były rozróżniane przez filozofów Indii, Grecji, Persji i krajów muzułmańskich, słowem wszędzie, gdzie wierzono w hierarchię a nie w równość praw, te dwa systemy filozoficzne nie są od siebie zbyt oddalone, gdyż filozof egzoteryczny pozostaje na zewnątrz obserwowanych zjawisk i widzi , ocenia, mierzy, osądza rzeczy od zewnątrz. Punkt wspólny jest taki, że on obserwuje rzeczy niejako z dołu do góry, podczas kiedy myśliciel ezoteryczny rozważa je od góry do dołu. Istnieją wyżyny ducha, na których nawet tragedia przestaje być tragiczna; przypuśćmy, że wszelkie cierpienie świata dałoby się zebrać w jedną całość - któż ośmieli się zapewnić, że widok tej całości skłoniłby nas niechybnie do współczucia, a tym samym do podwojenia tego cierpienia?... To, co jest pożywieniem lub orzeźwiającym napojem dla ludzi stojących ponad przeciętnością, staje się nieomal trucizną dla reszty ludzkości, jakże innej i podrzędnej. Zalety zwykłego człowieka byłyby może u filozofa uważane za występki i słabości. Jest nawet bardzo prawdopodobne, że człowiek ponadprzeciętny musiałby wpierw zwyrodnieć i umrzeć ostatecznie dla swojej własnej wyższości, aby zdobyć zalety, które zmusiłyby innych do czczenia go jako świętego w podrzędnym świecie stającym się tym samym świadkiem jego ostatecznego upadku. Są książki, których wartość dla duszy i zdrowia jest przeciwstawna, zależnie od tego, czy oddziaływują one na nikczemną duszę i jej słabnącą energię, lub - przeciwnie - na duszę szlachetną o silnej energii. W pierwszym przypadku książki te są niebezpieczne, osłabiające ducha, niszczycielskie, w drugim - stanowią dla najodważniejszych podniecające wezwanie do działania zgodnie z im właściwą odwagą. Książki dla wszystkich zawsze śmierdzą. Nad ich kartami unosi się zapach maluczkich. Tam, gdzie lud je i pije, nawet tam, gdzie oddaje cześć, powietrze staje się śmierdzące. Jeżeli więc chcecie oddychać czystym powietrzem, nie wchodźcie do kościołów. --


33.

Nic na to nie można poradzić. Trzeba bezlitośnie zawlec przed sąd i ostatecznie wykorzenić uczucia wyrzeczenia się i poświęcenia na korzyść bliźniego, całą tę zaprzańczą etykę wyrzeczenia, jak też estetykę "pozbawionej zainteresowania kontemplacji", za pomocą której wykastrowana sztuka współczesna usiłuje, nie bez pewnej przebiegłości, uspokoić swoje sumienie. Zbyt dużo łagodności i wdzięku składa się na te uczucia, które zdają się mieć na widoku jedynie "dobro innych, nie zaś moje własne", zmuszając nas tym samym do okazania podwójnej nieufności.

Mamy prawo zastanawiać się, czy te uczucia nie mają na celu uwiedzenia nas? Fakt, że podobają się, zarówno temu, kto je żywi, jak i temu, kto czerpie z nich korzyść, oraz wreszcie również zwykłemu, postronnemu widzowi - nie stanowi argumentu na ich korzyść, przeciwnie: właśnie to skłania do ostrożności. Zachowajmy więc ostrożność!


40.

Wszystko to, co wielkie, lubi maskę. Rzeczy najgłębiej ukryte nienawidzą nawet obrazu i symbolu. Czy kontrast nie byłby prawdziwym przebraniem, w którym ukrywałaby się wstydliwość boga? Jest to pytanie niepokojące: byłoby bowiem dziwne, gdyby żaden mistyk nigdy nie postąpił w ten właśnie sposób dla osiągnięcia własnej korzyści. Istnieją rzeczy tak subtelne, że słusznie się czyni grzebiąc je pod tym, co grubiańskie, żeby stały się nierozpoznawalne. Istnieją akty miłości i przesadnej szlachetności, po spełnieniu których nie pozostaje już nic lepszego do zrobienia, jak tylko wziąć kij do ręki i obić świadka: w ten sposób skutecznie zmąci mu się pamięć o wydarzeniu. Niejeden człowiek świetnie sobie radzi z mąceniem i dręczeniem własnej pamięci, żeby zemścić się przynajmniej na tym jedynym wspólniku. Wstydliwość jest matką wynalazku. Bo przecież wcale nie to, co w nas najgorsze, sprawia, że rumienimy się najbardziej: pod maską nie zwykła się ukrywać wyłącznie perfidia, podstęp zaś zawiera w sobie wiele dobroci. Z ogromną łatwością mogę sobie wyobrazić człowieka, który mając do ukrycia coś szczególnie cennego i delikatnego, przetaczałby się przez życie z prostactwem starej, ciężko okutej beczki: bo tego właśnie wymagałaby delikatność jego poczucia wstydu. Człowiek obdarzony subtelną wstydliwością spotyka się z własnym przeznaczeniem i swoimi najdelikatniejszymi decyzjami na drogach, po których niewielu ludzi decyduje się stąpać; na osobistych drogach, o istnieniu których nie powinni wiedzieć ani najbliżsi, ani przyjaciele: niebezpieczeństwo, na jakie wystawione jest życie tego człowieka umyka ich spojrzeniom, podobnie jak wreszcie z trudem odzyskane bezpieczeństwo.

Ten tajemniczy człowiek, bezustannie wymyślający coraz nowsze podstępy, by uchylić się od rozmowy, instynktownie używający mowy, żeby lepiej milczeć - i przemilczeć wszystko, co musi pozostać głęboko ukryte - ten człowiek - mówię - niczego bardziej nie pragnie ponad to, by w umysłach i sercach przyjaciół maska stale zastępowała mu twarz. A jeżeli nawet na razie tego nie chce, przecież w końcu pewnego dnia przejrzy na oczy; wtedy zda sobie sprawę, że i tak on sam myli się wszystkim z noszoną maską i że tak właśnie jest dobrze. Każdy wielki umysł potrzebuje maski. Powiem więcej: maska kształtuje się bez przerwy wokół każdego wielkiego człowieka, bo każde słowo, każdy czyn, każdy przejaw jego ducha stanowią bezustannie przedmiot fałszywej, to znaczy karłowatej, interpretacji.


41.

Jasne udowodnienie samemu sobie, we właściwym czasie, że jest się stworzonym do niezależności i przywództwa, to ważna sprawa. Nie należy zręcznie uchylać się od obowiązku poddania się próbie, choć nie ma najprawdopodobniej przedsięwzięcia bardziej ryzykownego i chociaż ostatecznie chodzi przecież tylko o próby, których jedynymi świadkami i wyłącznymi sędziami jesteśmy my sami. Nie przywiązywać się do nikogo, nawet do osoby najukochańszej - bo każdy człowiek jest jednocześnie więzieniem i możliwym schronieniem. Nie przywiązywać się do żadnej ojczyzny, nawet najbardziej cierpiącej i najbardziej potrzebującej - o wiele łatwiej jest osiągnąć obojętność serca dla ojczyzny zwycięskiej. Nie związywać się żadnym współczuciem, nawet wzbudzonym przez nieprzeciętnych ludzi, których niezwykłe cierpienia i osamotnienie przypadkiem poznaliśmy. Nie przywiązywać się do żadnej nauki, nawet jeżeli ofiarowuje nam ona obietnice najcenniejszych odkryć, które wydają się czekać tylko na nas. Nie przywiązywać się do własnej obojętności, do rozkoszy oddalenia, która jest upojeniem ptaka, lecącego coraz wyżej, by wreszcie ujrzeć, jak bezkresna przestrzeń rozpościera się pod jego skrzydłami - to niebezpieczeństwo czyhające na człowieka, który odważa się wzlatywać ponad przeciętność. Nie przywiązywać się do swoich zalet i nie poświęcać całości swej istoty dla wyrażenia jakiejkolwiek cechy szczególnej, na przykład "gościnności" - jest to poważne niebezpieczeństwo grożące duszom szlachetnym i bogatym, duszom marnotrawnym, które nie troszczą się zupełnie o siebie, zmieniając tym samym cnotę hojności w przywarę. Trzeba umieć zachować samego siebie. To stanowi najbardziej przekonywujący dowód niezależności.


43.

Czy mający nadejść filozofowie staną się nowymi przyjaciółmi "prawdy"?
Najprawdopodobniej tak, bowiem wszyscy filozofowie zawsze kochali swoje własne prawdy. Jednak na pewno nie będą oni dogmatykami. Bo zarówno ich duma, jak i poczucie dobrego smaku podniosą bunt na samą myśl, że ich prawda ma stać się prawdą powszechną - co zresztą aż po dzień dzisiejszy zawsze było potajemnie żywionym życzeniem i ukrytą intencją wszelkich dogmatycznych zapędów.

"Mój osąd jest moim osądem i niechętnie przyznaję, że ktoś inny może również mieć do niego prawo." - powie być może jeden z owych przyszłych filozofów. Trzeba pozbyć się tej niesmacznej myśli, jaką jest pragnienie dostosowania się do większości. "Dobro" nie ma już wcale tego samego znaczenia w ustach sąsiada. A jak może w ogóle istnieć "dobro wspólne"? Pojęcie "dobra wspólnego" zawiera w sobie sprzeczność: gdyż wszystko to, co może być wspólne, zawsze posiada jedynie niewielką wartość. Ostatecznie, jak zawsze - to, co wielkie, będzie należeć do wielkich ludzi, to, co nieprzeniknione do ludzi nieprzeniknionych, subtelność zaś do ludzi subtelnych; słowem: wszystko to, co niezwykłe, należeć będzie do ludzi niezwykłych. -




Czym jest arystokracja?

(fragmenty)


259.

Powstrzymywanie się na zasadzie wzajemności od przemocy, obrażania i wyzyskiwania innych, przyznanie woli drugiego człowieka takich samych praw, co swojej własnej, oto w uproszczeniu zasady, których przestrzeganie może zaprowadzić dobre obyczaje międzyludzkie, jeśli tylko uprzednio zostaną spełnione pewne warunki. (Mianowicie podobieństwo energii i kryteriów moralnych u poszczególnych jednostek, jak i przynależność tychże do jednego organizmu społecznego). Ale gdybyśmy chcieli rozszerzyć zakres stosowania powyższej zasady, a nawet uczynić z niej podstawową normę społeczną, bardzo szybko okazałaby się ona tym, czym jest w istocie: zaprzeczeniem życia, zasadą rozpadu i upadku. Problem ten należy głęboko rozważyć, broniąc się przed wszelką sentymentalną słabością: życie to przede wszystkim ograbianie, ranienie, podporządkowywanie sobie wszystkiego, co obce i słabsze, życie to poddawanie uciskowi, narzucanie siłą własnego kształtu i przywłaszczanie sobie, lub przynajmniej - w najlepszym razie - wyzyskiwanie -, lecz właściwie dlaczego koniecznie trzeba wypowiadać tę myśl w tak odwiecznie spotwarzający sposób? Wszelki organizm społeczny, w którym - jak przyjęliśmy - jednostki traktują się wzajemnie jako sobie równe - a tak się dzieje w przypadku każdej zdrowej arystokracji - musi również, jeżeli jest żywy, nie zaś umierający, czynić przeciw innym organizmom wszystko to, od czego jednostki, które się na niego składają, powstrzymują się w swoich wzajemnych stosunkach: będzie musiał stać się wcieloną wolą mocy, będzie pragnął rosnąć, rozwijać się, zagarniać dla siebie, panować, wcale nie z pobudek moralnych lub niemoralnych, ale po prostu dlatego, że żyje, a życie jest wolą mocy. Nie ma innej dziedziny, której poznanie napawałoby większym wstrętem świadomość zwykłego Europejczyka. W dzisiejszych czasach określone naukowo cechy przyszłego społeczeństwa, w którym "wyzysk nie będzie już istniał", wywołują powszechną egzaltację. Dla mnie te słowa brzmią równie absurdalnie, jak obietnica stworzenia jakiejś formy życia, która powstrzymałaby się świadomie i dobrowolnie od wszelkiej funkcji organicznej. "Wyzysk" nie jest rzeczą właściwą zepsutemu społeczeństwu, lub też społecze  stwu niedoskonałemu i pierwotnemu: jest nieodłącznie związany z życiem, którego stanowi pierwszoplanową funkcję, bierze swój początek właśnie z tej woli mocy, która jest wolą życia. - Nawet jeżeli przypuścimy, że powyższa teoria jest całkiem nowa, nie umniejsza to bynajmniej faktu, że taka właśnie rzeczywistość jest praprzyczyną całej historii: bądźmy więc na tyle uczciwi, by wreszcie zupełnie otwarcie to przyznać!


260.

Dokonując przeglądu najróżniejszych systemów moralnych, zarówno wyrafinowanych, jak i prostackich, które panowały i jeszcze panują na świecie, zauważyłem, że niektóre cechy charakterystyczne regularnie pojawiały się razem, pozostając ze sobą we wzajemnej i ścisłej zależności. Tak, że ostatecznie daje się sprowadzić podziały do dwóch podstawowych, zaobserwowanych przeze mnie kategorii, między którymi odkryłem zasadniczą różnicę. Istnieje moralność panów i moralność niewolników. Natychmiast dodam, że wszystkie wysoko rozwinięte i złożone cywilizacje zawsze próbowały pogodzić ze sobą te dwa przeciwne systemy i że jeszcze częściej mieszają się one ze sobą bez ładu i składu, czasami zaś nawet współistnieją w duszy i umyśle tego samego osobnika. Te dwa różne zespoły norm moralnych brały swój początek albo pośród warstwy panującej, świadomej różnic między nią samą a klasą poddanych i zadowolonej z takiego stanu rzeczy, albo wśród poddanych, niewolników i podwładnych wszelkiego autoramentu. W pierwszym przypadku, kiedy panowie określają pojęcie "dobra", poczucie dumy i poczucie wyższości są uważane za kryteria rozróżnienia i to one właśnie tworzą hierarchię wartości. Arystokrata odsuwa od siebie jednostki ludzkie, w których wyraża się przeciwieństwo poczucia dumy i wyższości: on nimi gardzi. Zauważmy przy okazji, że w pierwszym typie moralności przeciwieństwo "dobry" - "zły" ma to samo znaczenie, co przeciwstawienie "szlachetny" - "godny pogardy". Ogólnie przyjęte przeciwieństwo "dobry" - "zły", pochodzi zaś z innego źródła. Tchórzom, ludziom strachliwym, miernym, małostkowym, zajętym wyłącznie sprawami materialnymi, okazywana jest pogarda; podobnie zresztą, jak ludziom, którzy się dobrowolnie poniżają, osobnikom nieufnym, o spojrzeniu pozbawionym szczerości, ludzkim psom pozwalającym na to, żeby się nad nimi znęcano, pochlebcom żebrzącym o łaskę, oraz kłamcom: wszyscy arystokraci żywią głębokie przekonanie, że pospólstwo kłamie. My, prawdomówni": tak określali sami siebie szlachetnie urodzeni starożytni Grecy. Rozumie się samo przez się, że wszelkie oceny moralne początkowo odnosiły się do ludzi, a dopiero później, już w szerszym znaczeniu, stosowały się do czynów. Oto dlaczego historycy moralności popełniają wielki błąd przyjmując za punkt wyjścia rozważań takie, na przykład, pytanie: Dlaczego akt miłosierdzia stał się obiektem pochwał? Arystokratyczna część ludzkości czuje, że właśnie ona i tylko ona określa obowiązujące wartości; nie potrzebuje aprobaty; przyjmuje, że to, co szkodliwe dla niej, jest szkodliwe samo w sobie; wie, że to ona właśnie nadaje godność rzeczom i pojęciom, i że to ona stwarza wartości.

Arystokracja głęboko szanuje wszystko to, co znajduje w sobie: taka moralność jest gloryfikacją siebie. Stawia na pierwszym planie poczucie spełnienia, kipiącą energią pełnię sił, szczęście towarzyszące doznawaniu silnych emocji, świadomość własnego bogactwa, którym pragnie dzielić się hojnie i bez reszty: również i arystokrata wspomaga nieszczęśnika, jednak nie przez - albo prawie nie przez - współczucie, ale z powodu potrzeby, która rodzi się z nadmiaru jego własnej siły. Arystokrata szanuje w sobie człowieka mocnego, posiadającego władzę również nad samym sobą, człowieka, który potrafi mówić lub zachować milczenie stosownie do okoliczności, znajdującego przyjemność w wymierzaniu przeciwko sobie swojej własnej surowości i nieczułości, i głęboko szanującego wszystko to, co surowe i nieczułe. "Wotan umieścił w mojej piersi twarde serce" - czytamy w starej sadze skandynawskiej: takie słowa przystoją dumnej duszy Wikinga. Człowiek takiego pokroju czerpie dumę z tego, że nie jest stworzony, żeby wzbudzać litość. Dlatego właśnie bohater sagi dodaje: "Kto od wczesnej młodości nie ma twardego serca, ten nigdy nie będzie go osiadał."

Istoty arystokratyczne i odważne, myślące w tych właśnie kategoriach, są bardzo oddalone od moralności, w której współczucie, altruizm lub bezinteresowne działanie na rzecz innych stanowią probierz właściwego poczucia moralności jednostki. Wiara w siebie, duma z bycia sobą, głęboki, podszyty ironią wstręt wobec "bezinteresowności", stanowią integralną część moralności arystokratycznej, podobnie zresztą, jak pewna pogarda i pewna nieufność żywiona względem współczucia i "miękkości serca". (...)

Lecz okazuje się, że moralność panów jest najbardziej rozbieżna z obecnymi upodobaniami i najdotkliwiej się im sprzeciwia głosząc bezwzględną zasadę, że obowiązki ma się jedynie wobec równych sobie, zaś w odniesieniu do niżej stojących w hierarchii oraz wszystkiego, co obce, można postępować dowolnie, wedle własnego widzimisię, "idąc za głosem serca", w każdym bądź razie stawiając się "poza dobrem i złem". - A dlaczegóż by - nawet - nie ze współczuciem lub innymi zbliżonymi uczuciami? (...) Inaczej ma się rzecz z moralnością drugiego typu, moralnością niewolników. Przypuśćmy, że istoty lżone, uciskane, cierpiące, całkowicie od innych zależne, umęczone i niepewne samych siebie zabierają się za tworzenie jakiegoś systemu etycznego: jaka będzie wypadkowa ich ocen moralnych? Prawdopodobnie wyrażą wobec losu ludzkiego nieufność przepełnioną pesymizmem, być może jednocześnie potępiając zarówno samego człowieka, jak i los ludzki. Niewolnik patrzy nieżyczliwym spojrzeniem na zalety człowieka silnego. Jest bowiem przepełniony sceptycyzmem oraz niedowierzającą, przebiegłą i złośliwą nieufnością wobec "dobra", któremu silny człowiek okazuje szacunek; gorąco pragnąłby przekonać samego siebie, że nawet szczęście silnego nie jest w pełni rzeczywiste. W zamian będzie usilnie zachwalać i przedstawiać jako najistotniejsze te cechy, które niosą ulgę cierpiącym: będzie otaczać szacunkiem litość, uczynność i altruizm, życzliwość, cierpliwość, skwapliwość, pokorę, uprzejmość, bo są to właśnie w jego mniemaniu cechy najbardziej pożyteczne, jedyne mniej więcej lekarstwa przynoszące ulgę i pomagające jakoś znosić ciężar istnienia. Moralność niewolników jest przede wszystkim moralnością utylitarną. To właśnie tutaj należy doszukiwać się źródła powszechnie znanego rozróżnienia między "dobrym" i "złym": "zły" jest nierozerwalnie związany z siłą i potencjalnym zagrożeniem, jakie niesie ze sobą ta siła; wywołuje on pewien strach, gdyż odznacza się wyrafinowaniem i wewnętrzną mocą, które drwią sobie z pogardy. Tak więc, według kryteriów moralności niewolników, to człowiek "zły" wzbudza obawy. Przeciwnie, zgodnie z moralnością panów, należy się obawiać raczej "dobrego" człowieka i to właśnie "dobry" pragnie budzić lęk, podczas gdy człowiek "zły" jest po prostu uważany za godnego pogardy.

Antyteza sięga szczytu kiedy, zgodnie z logiką służalczej moralności, o człowieku uważanym za "dobrego" - według wszelkich kryteriów tejże moralności - zostaje wydany pogardliwy osąd - być może nawet osąd niezbyt ostry i w miarę życzliwy.

Wszystko dlatego, że według niewolników człowiek dobry jest bezwzględnie kimś, kogo nie trzeba się obawiać: jest zawsze dobrze usposobiony, być może trochę głupawy, bo z jaką dziecinną łatwością można go oszukać; krótko mówiąc: naiwny poczciwiec. Wszędzie, gdzie przeważa moralność niewolników, język ma tendencję do stawiania poczciwości w bliskim sąsiedztwie głupoty. (...)


264.

Nie można wymazać z duszy człowieka tego wszystkiego, czemu jego przodkowie poświęcali się z największym upodobaniem i z największą stałością. Obojętnie, czy żywiąc skromne i mieszczańskie pragnienia i posiadając równie skromne cnoty, wytrwale oszczędzali, stając się tym samym zwykłym przedłużeniem kantorka i kasy ogniotrwałej; albo czy, znajdując upodobanie w surowości, powodowani jeszcze surowszym umiłowaniem odpowiedzialności i obowiązków, zwykli byli przez cały dzień przewodzić innym. Albo wreszcie, czy kiedyś zdecydowali się ostatecznie porzucić starożytne przywileje urodzenia i majątku, by móc żyć w całkowitej zgodzie z ich wiarą - z ich "Bogiem" - jako ludzie, których wymagająca i dumna świadomość okryłaby się rumieńcem wstydu, gdyby miała zdać się na łaskę jakiegokolwiek pośrednika pomiędzy nimi samymi i tą wiarą. Niemożliwością jest, żeby człowiek nie był naznaczony przez upodobania i preferencje swoich rodziców i swoich przodków, nawet jeżeli wszelkie pozory zdają się świadczyć o czymś przeciwnym. Chodzi o problem rasy. Wystarczy znać kilka cech charakteru rodziców, żeby mieć prawo wnioskować na tej podstawie o charakterze dziecka. Jeżeli rodzice stale okazują ohydną i natrętną wrzaskliwość, prymitywną zawiść wobec innych oraz prostacką troskę o to, żeby tylko i wyłącznie sobie przyznawać bez przerwy rację, - te trzy cechy, które zawsze charakteryzowały typ plebejski, zostaną przekazane dziecku równie nieomylnie, co skalana krew rodziców; i bodaj najlepsze wychowanie, najbardziej wyszukane wykształcenie, zdołają zaledwie powierzchownie oszlifować taką dziedziczność. Ale czyż w obecnych czasach wychowanie i kształcenie stawiają przed sobą w ogóle jakiś inny cel? W naszym bardzo ludowym - to znaczy gminnym - stuleciu, wychowanie i wykształcenie muszą z konieczności być głównie sztuką ukrywania spadku po przodkach, usilnego zatajania tej kanalii, którą nosi się w ciele i w duszy od dnia narodzin. Dziś nawet wychowawca nawołujący do szczerości we wszystkich dziedzinach życia i powtarzający bezustannie swoim uczniom: "Bądźcie szczerzy, bądźcie naturalni. Pokażcie się takimi, jakimi naprawdę jesteście!", nawet tego rodzaju osioł - równie cnotliwy, co naiwny - nauczyłby się bardzo szybko zręcznie wymachiwać furca7 Horacego8, żeby expellere naturam9: A jakiż, mimo wysiłku, osiągnąłby ostateczny wynik? - "Motłoch" usque recurret10...


265.

Biorąc na siebie ryzyko zgorszenia niewinnych uszu, przyjmę założenie, że egoizm jest nieodłączną częścią arystokratycznej duszy, egoizm rozumiany jako niezachwiane przekonanie, że naturalną potrzebą istoty "takiej, jak my" jest podporządkowanie sobie innych istot i poświęcenie się ich dla niej. Dusza arystokratyczna uznaje swój egoizm nie uważając go bynajmniej za problem, ani też nie dodając doń niepotrzebnie jakiegokolwiek zbędnego poczucia surowości, bezwzględności, stronniczości. Widzi w nim raczej zjawisko, które być może ma swoje korzenie w porządku rzeczy: gdyby zechciała poszukać dla niego nazwy, powiedziałaby niewątpliwie, że jest to "czysta sprawiedliwość". W niektórych przypadkach, z początku budzących raczej skrępowanie, uznaje równe prawa innych. Skoro tylko wyjaśni ostatecznie kwestię własnej pozycji wobec nich, obcuje z ludźmi równymi sobie i mającymi takie same prawa z tą samą pełną dyskrecji i subtelnego szacunku pewnością siebie, jaką żywi wobec siebie samej - zgodnie z wrodzonymi jej zasadami mechaniki niebieskiej, którym posłuszne są wszystkie gwiazdy. To właśnie dodatkowy egoizm pozwala arystokratycznej duszy na delikatność i powściągliwość wobec równych sobie - każda gwiazda jest egoistyczna w taki właśnie sposób - ponieważ przestrzegając praw, które im przyznaje, zarazem szanuje w innych obraz samej siebie; postępując w ten sposób nie wątpi zaś ani przez chwilę, że taka wymiana przywilejów i praw jest częścią naturalnego porządku rzeczy oraz istotą każdego pożycia. Szlachetna dusza daje i bierze w ten sam sposób, poruszana płomiennym i zarazem drażliwym instynktem wzajemności, który jest w niej solidnie ugruntowany. Pojęcie "łaski" jest pozbawione sensu i podejrzane inter pares11; być może istnieje jakaś wzniosłość w biernym dostępowaniu łaski, w czekaniu, aż dary raczą na nas spłynąć z góry, a kiedy już wreszcie to nastąpi, w łapczywym syceniu się nimi, jakby chodziło o wodę mającą zaspokoić pragnienie: szlachetna dusza, jednakże, nie jest w tej sztuce szczególnie uzdolniona i z trudnością zdobywa się na taką postawę. Przeszkadza jej w tym egoizm: ogólnie rzecz ujmując, szlachetna dusza nie lubi spoglądać ku górze, a jedynie przed siebie, poziomo i niespiesznie, lub też ku dołowi: ponieważ jest świadoma, że sama przebywa na wysokościach. -


272.

Oznaki moralnej szlachetności: nigdy nie myśleć o umniejszaniu swoich obowiązków przez sprowadzanie ich do rozmiarów obowiązków wszystkich ludzi; nie wyrzekać się własnej, osobistej odpowiedzialności, ani nie pragnąć się nią dzielić; zaliczać zarówno własne przywileje, jak i korzystanie z nich, do swoich obowiązków.


276.

Pospolita dusza znosi ciosy i straty wszelkiego rodzaju lepiej, niż dusza szlachetna: nie ulega wątpliwości, że niebezpieczeństwa zagrażające tej drugiej są większe, istnieje nawet ogromne prawdopodobieństwo, że dozna ona ostatecznego upadku i rozbije się w końcu niczym okręt o skały, tak skomplikowane są warunki jej istnienia. To prawda, że w miejsce utraconego przez jaszczurkę ogona wyrasta nowy. Lecz człowiek nie jest podobny do jaszczurki. -


278.

Kim jesteś, wędrowcze? Widzę, jak z nieodgadnionym spojrzeniem w oczach, bez pogardy i bez miłości, podążasz swoją drogą. Jesteś wilgotny i smutny jak sonda, która z wodnej otchłani wydobyła się z powrotem ku światłu, z niecierpliwością oczekując ponownego zejścia pod wodę. Czego szukałeś na tak ogromnych głębokościach? Twojej piersi prawie nie porusza oddech, twoje usta ledwie powstrzymują grymas obrzydzenia, a uścisk dłoni stał się powolny i słaby: - Kim jesteś? Co uczyniłeś? Odpocznij i posil się: to miejsce przyjmuje gościnnie każdego wędrowca. Kimkolwiek jesteś, powiedz mi, czego pragniesz, co mogłoby cię pokrzepić. Wystarczy, że powiesz słowo, a ofiaruję ci wszystko to, co posiadam... - Posilić się? Pokrzepić? O czym ty mówisz, ciekawski człowieku? Ale podaruj mi, proszę... - Cóż takiego? Mów? - Jeszcze jedną maskę, drugą maskę...


279.

Ludzie zbyt często pogrążeni w głębokim smutku zdradzają się swoim zachowaniem, kiedy są szczęśliwi: rzucają się wtedy na swoje szczęście, jakby chcieli zmiażdżyć je w uścisku i udusić z zazdrości - bowiem zbyt dobrze wiedzą, niestety, że się im ono wymknie!


287.

- Cóż jest arystokratyczne? Jakie w ogóle znaczenie posiada dzisiaj słowo "arystokratyczne"? Czym wyróżnia się człowiek arystokratyczny, po czym można go rozpoznać pod ołowianym, grożącym ulewą, ciemnym niebem, zacierającym kontury rzeczy, pod niebem rodzącej się przewagi wszystkiego, co pospolite? Nie świadczą o nim jego czyny - czyny są zawsze wątpliwe, ich motywacje zawsze nieprzeniknione - ani też jego "dzieła". Można dzisiaj znaleźć wielu artystów i uczonych, których dzieła zdradzają głębokie dążenie do osiągnięcia wartości arystokratycznych. Lecz właśnie to dążenie jest całkowicie obce potrzebom duszy arystokratycznej, stanowi ono wymowny znak ostrzegający o niebezpieczeństwie braku takiej właśnie duszy.

Posłużmy się utartym wzorcem religijnym, nadając mu nowe, głębsze znaczenie: w tym przypadku to nie dzieła decydują o wyznaczeniu pozycji człowieka, ale wiara: bliżej nieokreślone, głębokie przeświadczenie własnej wartości, nierozłącznie związane z duszą arystokratyczną; coś, czego niepodobna szukać, ani znaleźć, ani - być może - utracić. - Dusza arystokratyczna po prostu żywi do siebie szacunek. -





1. Sancta simplicitas  (łac.) - Święta naiwności.

2. Baruch Spinoza -- 24 XI 1632 Amsterdam - 21 II 1677 Haga. Holenderski filozof pochodzenia żydowskiego osiadły w Niderlandach, jego najważniejszym dziełem jest Etyka sposobem geometrycznym wyłożona (1662-1675), gdzie przedstawił swe poglądy, na których ukształtowanie mieli wpływ kabaliści, a także M. Majmonides, T. Hobbes i Kartezjusz. Od Kartezjusza przejął koncepcję racjonalności poznania i podobnie jak on postanowił zbudować swą filozofię "more geometrico" (na sposób geometrii), matematycznie, tak, by z przyjętych ogólnych przesłanek można było wyprowadzić niepodważalne wnioski, nie uznał jednak kartezjańskiego podziału rzeczywistości na ducha i świat (świadomość i rozciągłość). Chciał stworzyć system monistyczny, przełamujący istniejące w myśli filozoficznej dualizmy (Boga i przyrody, wolności i konieczności, moralności i natury), przyjął istnienie jednej substancji rozumianej jako Bóg, uznając, że świat nie może istnieć poza Nim (panteizm). Odnosząc się do tradycyjnego podziału rzeczywistości na ducha i materię, Spinoza uważał, że są one przymiotami (atrybutami) jednej substancji (przyrody, tj. Boga), sam Bóg ma nieskończenie wiele atrybutów, lecz tylko dwa są poznawalne: materia (rozciągłość) oraz myślenie (świadomość). Spinoza był zwolennikiem radykalnego determinizmu, co wiązało się z tym, że traktował świat jako mechanizm. W etyce utrzymywał, że działanie dobre etycznie musi być zgodne z naturą. W kwestiach politycznych i społecznych był zwolennikiem tolerancji i wolności.

3. Giordano Bruno -- 1548 Nola - 17 II 1600 Rzym. Włoski filozof, dominikanin, 1576 oskarżony o herezję, wystąpił z zakonu, podróżował po Europie, wykładał i studiował, między innymi na uniwersytecie w Genewie (tu krótko więziony 1579 przez kalwinów), Paryżu, Oksfordzie. Przedstawiciel renesansowej filozofii przyrody, w swoich poglądach łączył rozmaite doktryny filozoficzne, astronomiczne oraz hermetyzm i magię. Głosił nieskończoność wszechświata, który uważał za byt jeden i jednorodny, obdarzony życiem, skłaniał się ku panteizmowi i metempsychozie, zdecydowanie opowiadał się za teorią M. Kopernika. Religię uważał za uproszczoną na potrzeby ludu wersję filozofii, a praktyki religijne za zabobon zrodzony z ignorancji. 1592 uwięziony przez inkwizycję kościelną, po 7-letnim procesie uznany za heretyka i spalony na stosie w Rzymie na placu Campo di Fiori. Przypomniany przez XIX-wiecznych wolnomyślicieli, przeszedł do legendy jako symbol postawy racjonalistycznej i swobodnego poszukiwania prawdy wbrew dogmatom religijnym i autorytetowi Kościoła.

4. Histrion - od łacińskiego histrion oznaczającego w starożytnym Rzymie aktora, w średniowieczu - sztukmistrza, muzykanta lub pogardliwie - komedianta, błazna. Nie mylić histrionizmu z historyzmem ani z historycyzmem.

5. Egzoteryczna wiedza  (gr. eksoterikos = zewnętrzny) – nauka popularna, powszechnie dostępna, przeznaczona do publicznego wykładania, przeciwieństwo wiedzy ezoterycznej.

6. Ezoteryczna wiedza  (gr. esoterikos = wewnętrzny, zamknięty) – nauka tajemna, tajna, przeznaczona tylko dla grona osób obdarzonych szczególnymi kwalifikacjami, wybranymi, przeciwieństwo wiedzy egzoterycznej.

7. Furca  (łac.) - Widły.

8. Quintus Horatius Flaccus, Horacy -- 65 - 8 p.n.e. Jeden z największych poetów rzymskich, syn wyzwoleńca, należał do kręgów literackich Mecenasa, był autorem Epodów (41-30 p.n.e.), krótkich utworów o treści politycznej Satyr (40-30 p.n.e.), w których ośmiesza wady i słabości ludzkie. Do najsłynniejszych dzieł Horacego należą Pieśni (zwane też odami) wzorowane na lirykach greckich, tematyka pieśni jest urozmaicona (biesiadne, miłosne, filozoficzne, okolicznościowe, polityczne), napisał Pieśń stulecia (17 p.n.e.) w związku z uroczystościami rozpoczęcia nowego wieku, twórczość Horacego wieńczą dwie księgi Listów (23-14 p.n.e.), w których poeta porusza zagadnienia filozoficzne i literackie (zwłaszcza list Do Pizonów, znany jako Sztuka poetycka, poświęcony głównie dramatowi i stanowiący podstawę poetyki europejskiej do początków XIX wieku). Twórczość Horacego to szczytowe osiągnięcie klasycyzmu epoki Augusta, wywarła ona niezatarte piętno na poezji europejskiej.

9. Expellere naturam  (łac.) - Wypędzić naturę, odpędzić naturę.

10. Usque recurret  (łac.) - Wciąż powraca, bez przerwy wraca.

11. Inter pares  (łac.) - Wśród równych.




Główna/FAQ/Filozofia/Czytelnia/Nietzsche/O nas/Varia/Scena/Sztuka/Forum/Katalog/Okultyzm
Ludowy Komisarz Zdrowia ostrzega: wszystkie materiały umieszczone na stronie są własnością autorów.
Kopiowanie i rozpowszechnianie może być przyczyną... Tylko spróbuj. My zajmiemy się resztą :>