| Satan.pl > Scena > | [ Zaloguj się ] [ Rejestracja ] |
Corvus
Strażnik Snów (2009-01-26)
--------------------------
Strażnik Snów
--------------------------
Jadowity oranż płomienia w gęstej, ciężkiej ciemności. Syk dymu wijącego się w śmiertelnie nieruchomym powietrzu. Czarnoksięski taniec cząsteczek, nieograniczony potencjał nieokiełznanej wyobraźni zaczyna wibrować dźwiękami dalekiej melodii w bezdźwięku pustki. Na horyzoncie zdarzeń, daleko, niemal dalej niż sięga wzrok, coś wybucha. Echo fali uderzeniowej rozchodzi się w powietrzu, powtarzając tak długo, aż nagle powoli wyłania się z niego Myśl. Myśl nie jest świadoma. Jest tylko melodią, prostą rymowanką z dzieciństwa. Z początku nie możesz jej rozpoznać, ale im dłużej obija się o cztery ściany tym bardziej pewien jesteś, iż zawsze tam była, czekając na Ciebie. Gdy się zbliżasz, oplata się wokół Ciebie, znajduję drogę do najgłębiej skrytych sekretów i zaczyna śpiewać. Znasz melodię, teraz jesteś już pewien. Ale czy pamiętasz jeszcze słowa?
Oscylacja drgań wznosi się powoli powyżej progu słyszalności, uderza w bębenki coraz głośniejszą ciszą, wibruje obietnicą zbliżającej się burzy. Z wolna podnosi się do pojedynczych tonów, dźwięków, nabiera barwy. Ubiera się w głoski, sylaby, słowa. Wiatr niesie szept znad wody.
Podejdź, nie krępuj się. Nie gryzę, choć czasem gdy mój mały, chodzący do tyłu przyjaciel ma kiepski dzień może się wydawać iż warczę, choć to przecież jedynie pomruk oddechu, zbrodniczego pragnienia życia wbrew karze, na którą wszyscy zostaliśmy skazani. Muszę Cię jednak przestrzec, pielgrzymie, nie pomyl gwiazd z ich odbiciem na powierzchni oceanu. Wielu przed Tobą popełniło ten błąd i wielu po Tobie będzie go popełniać, lecz Tobie nie wolno. Ty musisz wiedzieć. Ty musisz doświadczyć. Ty musisz poznać. Nie szukaj słońca po niewłaściwej stronie horyzontu.
Dlaczego ostrzegam Ciebie, skoro wszystko zostało zapisane w tonie pierwszego uderzenia? Przyczyna i skutek, pielgrzymie, wąż pożerający własny ogon w nieskończonym korowodzie nieprzerwanego trwania, są Twoją polisą, to prawda. Ale czymże ja jestem, jeśli nie przyczyną? Czymże jestem jeśli nie skutkiem? Czymże jestem jeśli nie bitem informacji popychanym przez miliardy innych bitów i popychającym przed sobą kolejne tysiące? Czymże jestem jeśli nie Tobą samym, odbitym w szklanym oknie technologii, magicznej sadzawce ludzkiej społeczności. Bądź spokojny, pielgrzymie otrzymałeś swoją polisę. Przydzielono Tobie własnego Strażnika Snów i zatwierdzono do wprowadzenia w nurt łańcucha historii.
Na co czekasz? Dlaczego patrzysz w sufit z szeroko zamkniętymi oczyma wyczekując chwili gdy Oni zerwą sklepienie i pokażą Ci jak poprawnie ułożyć ciało gdy nadejdzie odpowiednia chwila? Czekasz na instrukcje, zupełnie jakbyś nie dostał ich miliardy lat temu, zupełnie jakbyś nie wiedział. Podążasz śladami stóp zastygłymi dawno w piasku, jednak z całych sił próbujesz, w ten zupełnie nie zabawny mimo całego swojego uroku sposób, iść mu na przekór.
Na własne życzenie krzywisz się nerwowo, gdy zatrzymując się i opuszczając wzrok znajdujesz kolejne ślady.
Ślady prowadzące wprost do nikąd.
To zupełnie nie tak. Nie nazywaj mnie pesymistą. Problemem nie jest świat, pielgrzymie. Nie jesteś nim również Ty, ani nie jestem nim ja. Problemem są Twoje oczy. Patrzą tam gdzie chcesz żeby patrzyły i widzą to co chcesz żeby widziały. Zaprzecz. Możesz okłamać mnie, ale nigdy nie okłamiesz siebie, nawet jeśli uwierzysz że to zrobiłeś. Byłem tam, widziałem. Ale miałem swoją polisę, tak jak Ty masz teraz swoją. Znam swoje oczy i Ty poznasz swoje gdy rytuał dobiegnie końca. Nim zgaśnie pierwsza jasna błękitna myśl będziesz hartowanym w kuźni kolektywu ludzkich świadomości czubkiem ostrza przeznaczenia i swoim własnym Strażnikiem.
Ale nie oddadzą Ciebie bez walki.
Pierwszy dzwon rozbrzmiewa dudniącą ciszą. Bezgłośna salwa zer i jedynek wgniecie Twój umysł w komicznie przykrótkie skarpety logiki i zatrzaśnie kajdany rozsądku na Twojej świadomości. Tym razem dałeś się złapać. Pozwoliłeś rzeczywistości ukraść swoje szaleństwo. Kłamstwo nie ma jednak krótkich nóg. Są długie, smukłe, pajęcze. Ale otrzymałeś polisę. Złudzenia potykają się o własne nogi zrywając kurtynę iluzji. Na krótko. Zaledwie jedno mrugnięcie Kosmosu. To mało, pielgrzymie, bardzo mało. Jednak wystarczająco długo byś mógł przejrzeć na oczy i zobaczyć Kosmos, w pełnym spektrum kolorów. Otrzeć się o twarz stwórcy.
Mija wiatr z dalekich stron. Niesie z sobą dziecięcą rymowankę, echo dalekiej przeszłości.
w koło, w koło moja gwiazdo,
łap bryzę, tańcz, biegnij,
nie pozwól złapać siebie,
uciekaj, uciekaj za horyzont
Zapach złotego pola, ziarna wplątane w palce. Dźwięk. Tam, gdzie teren się obniża. Strumyk. Woda wydaje się czysta, pielgrzymie, ale czy jest czysta? Czy cokolwiek jest jeszcze czyste? Strzeż się łagodnego szeptu wody między kamieniami, bo będzie kusił Cię obietnicą chłodnego spokoju w swoich objęciach, w których utoniesz na wieczność.
w koło, w koło moja gwiazdo,
łap bryzę, tańcz, biegnij,
nie pozwól złapać siebie,
uciekaj, uciekaj za horyzont
Tak roześmiane oczy, nikt nie widział jeszcze tak roześmianych oczu. Wąż szepcze swoje łamigłówki, ale krew płynąca w żyłach ma własne sekretne życie, śpiewa własne kołysanki. Strzeż się szeptu krwi w labiryntach Twojej głowy, bo będzie kusił Cię obietnicą ognia pasji i żaru namiętności, w którym spłoniesz jak każda ćma, błądząca zbyt blisko płomienia.
Dlaczego się zatrzymujesz? Nie możesz się zatrzymywać. Musisz iść dalej, już słychać kolejny dzwon. Nadeszła godzina druga, brzask kiełkującej negacji. Ziarno zostało zasiane, dostarczono mu wody i światła. Temperatura była odpowiednia, zadbano o każdy szczegół. W każdej sekundzie wykluwasz się z łona przyczynowości, wciąż tak usilnie wypierając się miłości do matki.
Kim jesteś? Nie, nie o to pytałem. Kim, nie czym. Dobre pytanie, prawda? Jasne, że można je zbyć. To wcale nie jest ważne pytanie, nie mówię że jest. Tak wielu przychodzi i odchodzi nigdy nie dowiadując się tego i nic to nie zmienia. Można przecież bez trudu wkładać bose stopy w kolejny i kolejny ślad odciśnięty na piasku. Rozstaw jest odpowiedni. Grawitacja idealnie współpracuje z nogami automatycznie odnajdującymi swoje miejsce na gładkiej powierzchni. Jeśli jednak odpowiesz poprawnie na to pytanie, dam Ci wichurę. Dam Ci słowo, które rozrzuci ziarna, zasypie ślady. Dam Ci Twoją białą kartę. Sam wybierzesz litery.
Cokolwiek jednak wybierzesz, nie możesz się zatrzymywać. Rzeka płynie pielgrzymie, z Tobą lub bez.
Dzwon bije po raz trzeci. Zostało już niewiele czasu. Myśl została uformowana, czujesz ją, prawda? Teraz już wiesz, że wcale nie musi być błękitna. Znasz jej kolor lepiej ode mnie, ja jestem tylko polisą. Już niedługo poczujesz promienie słońca na twarzy, musisz tylko zrzucić brzemię ziemi, która zazdrośnie trzyma Cię w swoich objęciach. Czas napluć w twarz matki, porzucić kokon, wybrać się na skrzydłach snu w krainy poza dniem. Znasz drogę, znasz ją doskonale. Znasz ją jak znałeś dziecięcą rymowankę. Pamiętasz, choć nie za dnia. Pamiętasz w nocy, gdy chemia Twojego mózgu uwalnia w przestrzeń międzyludzkich zależności nowe przyczyny i nowe skutki, balansując na krawędzi dysonansu, pulsując rytmem wszechrzeczy.
Puls ustaje, zawiesza czas w punkcie. Absolutny bezdźwięk oczekiwania gwałtownie zalewa świat. Ale poczekaj chwilę. Słyszysz? Gdzieś daleko z tyłu... nie, nie wolno Ci się odwrócić. Znasz ten głos, słyszałeś go tyle razy. Wąż owija się wokół Twojego karku, szepcze do ucha swoje ostrzeżenia. Czwarty dzwon. Czy jesteś gotów? Czy podołasz? Skąd czerpać siły, gdy brzemię spada z błękitnego tła wprost na Twoje ludzkie barki. Atlas odszedł pielgrzymie. Twoja kolei.
W ciemności rozlega się jęk. Spazm bólu łamie pieczęć człowieczeństwa. Powłoka nie może wytrzymać takiego obciążenia, pęka, drze się, rozstępuje. Jednak jest coś pod spodem. Coś twardego jak diament, niezłomnego jak pływy i niezmiennego jak czas. Czysta , błękitna Myśl, Myśl której nic nie może złamać. Twoja polisa wydała owoce. Ciało ugina się, mięśnie napinają w cudownej harmonii ludzkiej witalności. Kręgosłup ze światła, stalowe ścięgna woli, naprężone muskuły świadomości zwycięstwa. Kosmos powoli, kwant po kwancie, podnosi się, aż w końcu triumfalnie wskakuje na swoje miejsce z hukiem piątego dzwonu.
Mija Czas. Gwiazdy krążą leniwie wokół strudzonego czoła nowego Boga. Bóg śni swój sen o rzeczywistości. Nagle coś burzy jego spokój. Na czole otwierają się kaniony zmarszczek. Coś wyrywa go ze snu. Cisza przed burzą. I wtedy rozlega się, rozedrgany, wibrujący strachem, szósty dzwon.
Ta noc jest trudniejsza niż poprzednie pielgrzymie. Nadszedł czas poznania konsekwencji. Nie ma już śladów na piasku, zmyte, rozwiane drobiny pyłu dryfują w przestrzeni czekając na Twoją wolę. Czujesz już wyraźnie Myśl, Myśl która uformuje żelazo Twojego życia. Czas spojrzeć w ciemność. Wyjrzyj za okno. Widzisz go, tam, na najbliższej gałęzi? Łopocze na wietrze jak sztandar. To Ty, jeśli tylko pozwolisz wymknąć się Myśli. Ale Ty będziesz trzymał ją mocno, nie pozwolisz jej się wyślizgnąć, wyblaknąć. Wiem to jako Twoja polisa. Przyjmij zimną kalkulację ryzyka i zgładź jej lód pewnością, niezachwianą wiarą w siebie. Zasłużyłeś na nią, a raczej zasłużono na nią za Ciebie. Teraz odwróć wzrok w stronę światła. Patrz tak długo aż wzrok się do niego przyzwyczai, a następnie spowrotem spójrz w ciemność. Tym razem jest dużo czarniejsza. Tym razem nie widzisz kształtu drgającego na gałęzi. Nie zapomnij jednak nigdy, wiatr owiewa wyprężone w konwulsji stopy. Nie masz wpływu na to, że światło zwodzi zmysł wzroku, ukrywa ciemność w kącie za rogiem. Ale musisz wiedzieć, że on tam jest. Czeka na Twoją porażkę. Czeka, spięty, niecierpliwy. Sznur, na którym wisi, unosi się lekko w górę i w dół, w górę i w dół. Teraz widać, że nie jest przywiązany bezpośrednio do gałęzi, nie. Jest przywiązany do wielkiego, ciężkiego, ołowianego serca podwieszonego w czarnych objęciach ostatniego dzwonu. Odwróć wzrok, pielgrzymie. Ten dzwon nie ma numeru, a Ty nigdy go nie usłyszysz. Zapomnij o nim na zawsze, bo śmierć nie jest warta życia.
Długo nic nie przerywa ciszy. I wtedy, gdy jawi się oczywistym, iż nie będzie więcej dzwonów tej nocy, przez świat przebiega z hukiem ogłuszający grzmot świtu. Siódmy dzwon. Twoja godzina. Idź i zostaw własne ślady na piasku. Gdy jednak usłyszysz, gdzieś na horyzoncie zdarzeń tą starą dziecięcą rymowankę, melodię przeszłości- nie waż się odwrócić. Świat stoi u Twych stóp, Strażnik pilnuje Twojego snu. Tak, ofiara spełniona.
--------------------------
Ten utwór nie został jeszcze skomentowany.
Ludowy Komisarz Zdrowia ostrzega: wszystkie materiały umieszczone na stronie są własnością autorów.
Kopiowanie i rozpowszechnianie może być przyczyną... Tylko spróbuj. My zajmiemy się resztą :>















