| Satan.pl > Scena > | [ Zaloguj się ] [ Rejestracja ] |
Krotton
34 (2009-04-08)
47.
Jeden krok w prawo do leżącego na ziemi buta. Tu muszę schylić się,
aby go złapać. Wije się, ucieka, krzyczy - ja jednak obezwładniam go
natychmiast i siłą wciskam na swoją malutką i zgrabną stópkę. "Pasuje
idealnie!" - zawsze mnie to raduje. Potem czekam - nikt jednak nie
przychodzi z gratulacjami i nie oferuje mi dostatniego życia w pałacu.
Po godzinie zaczynam płakać. "Świat jest taki niesprawiedliwy!".
Udaję, że nie znam przyczyn - a przecież wiem, doskonale zdaję sobie
sprawę, że to robota podłej macochy i jej dwóch brzydkich, głupich
córek! Gniew ogarnia mnie 73 minuty później. Ale zaraz! Nie można mu
ulegać! Nie wolno przyjmować go bez walki! Walczę więc, walczę
heroicznie, nie bojąc się ran ani śmierci. Wtem nagle, po dokładnie 86
minutach, niespodziewanie pojawia się wróżka. Jest taka piękna, taka
kolorowa! Bardzo chcę ją złapać i zamknąć w słoiku - wspaniale
wyglądałaby na półce nad telewizorem. Nie! Nie mogę! Rozpoczynam
kolejną walkę ze swoją wielką, zieloną i oślizgłą naturą. W amoku nie
zauważam, że po 99 minutach oczekiwania wróżka znika.
100.
Podniosłem się powoli z brudnej podłogi. Jakieś 100 centymetrów przed
sobą zobaczyłem szary, lastryko- podobny stopień. Po prawej stronie,
mniej więcej 100 milimetrów ode mnie rozpływała się leniwie plama
żółtawego moczu. Po chwili wpatrywania się w nią usłyszałem
dobiegający z półpiętra dźwięk zamykania drzwi.
"Co pan tu, kurwa, wyprawia?!" - rozemocjonowany sąsiad celowo o mnie
zawadził.
"Jak to co? Potknąłem się, a pan jak jakaś menda wbija mi się kopytami
w żebra!" - nigdy nie lubiłem gada, nie znosiłem jego tępej
złośliwości.
"Bla, bla bla bla, bla. Jestem starym, zgorzkniałym dupkiem, który
porażkę, jaką jest moje życie, próbuje przyćmić, wytykając wszystkim
błędy. Jestem kretynem, idiotą. Przygłupem." - po takim wyznaniu
niemal zacząłem żałować, że nie słyszałem prawdziwej treści jego
wypowiedzi.
"Ludzie się przecież potykają! Jezus trzy razy wyłożył się pod
krzyżem, a jakoś nikt nie ma do niego o to pretensji!" - instynktownie
wiedziałem, że przejście na tematy biblijne skutecznie zniechęci
mojego rozmówcę.
"No, no, nie pozwalaj sobie, Sielski, bo do.. świętych.. to ci jeszcze
daleko." - zmieszał się, pozostało mi tylko zaczekać, aż zmyśli jakąś
marną wymówkę... - "No! Ale muszę iść do pracy. Taaak, Sielski,
niektórzy tu pracują. I wiesz? To właśnie oni zyskują, pracowici, a
nie ćpuny i moczymordy". Po czym odszedł. Uciekł. Zwiał.
Wczołgałem się piętro wyżej, podszedłem do szarych drzwi oznaczonych
numerem 100 i wyciągnąłem z kieszeni klucz. Pogrzebałem nim przez
chwilę przy zamku, a kiedy drzwi się w końcu otworzyły, wgramoliłem
się do mieszkania.
Pomieszczenie wyglądało dokładnie tak jak zwykle. Szara tapeta
pokrywała ściany, a szare firanki ograniczały dostęp dziennego
światła. Szary dywan miał zapewniać miękkie lądowanie, gdy życie
potoczy się niezgodnie z oczekiwaniami. Przez 1 minutę i 40 sekund
gapiłem się w szary ekran wyłączonego telewizora. Potem wstałem i
poszedłem do łazienki. Próbowałem osuszyć moje zasikane spodnie szarym
papierem toaletowym. Po chwili nieprzytomnego rozglądania się, mój
wzrok spoczął na drzwiczkach od szklanej szafki z medykamentami.
111.
Jeden powolny ruch prawą ręką. Chwytam mój śnieżnobiały płaszcz,
zarzucam go na ramiona i robię krok w tył. 122 decymetry od dolnego
brzegu widzę drobną fałdkę, zagięcie materiału. Wyciągam żelazko z
kieszonki dżinsów i zaczynam prasować, tam i z powrotem, 133 razy.
Następnie rozpędzam się i wskakuję do jeziora, aby złagodzić
oparzenia. Pływam sobie spokojnie przez 144 minuty, po czym wir wciąga
mnie pod wodę. Opadam powoli: 155 metrów, 166, 177. W końcu ląduję na
miękkich parzydełkach ukwiału. Pod moimi stopami piękne muszle mienią
się 188 różnymi kolorami. Tuż przede mną przepływa nagle ławica
malutkich, pomarańczowych rybek. Machają do mnie! Uśmiecham się mimo
woli. "Och, o ile wspanialszy od naszego jest ten podwodny świat!
Carpe diem!".
Błogość moją przerywa 199...
Tekst zapisany jest w tym pliku (rozmiar: 18KB)
| Autor | Komentarz |
|---|---|
| Krotton Wysłano: 2009-05-05 19:26:09 | 21 Od miesiąca czekałem na jakąś konstruktywną krytykę, ale tej (i w ogóle jakiejkolwiek) niestety brak. No dalej, twardziele. Weźcie byka na rogi ;>. Starałem się pozostawić nieco miejsca na swobodną interpretację. Trzeba tylko zwracać uwagę na... >> |
| Angus McGregor Wysłano: 2009-05-06 00:36:17 | Zadośćuczynienie Skoro tak ładnie prosisz...;) Niewątpliwie liczba 13 frapuje twórcę niepomiernie,poczynając od tytułu fragmentu i odliczając kolejno wzwyż po 13 od nie wiedzieć czemu 34. Widzę później nieszczęsną trzynastkę jako nieforemny i obsesyjnie nadużywany... >> |
| Krotton Wysłano: 2009-12-08 16:37:32 | Edycja (`34`) Tekst uległ kilku drobnym zmianom - zamieszczam wersję przeredagowaną: `Trzydzieści cztery.` 47. Jeden krok w prawo do leżącego na ziemi buta. Tu muszę schylić się, aby go złapać. Wije się, ucieka, krzyczy - ja jednak obezwładniam go... >> |
Ludowy Komisarz Zdrowia ostrzega: wszystkie materiały umieszczone na stronie są własnością autorów.
Kopiowanie i rozpowszechnianie może być przyczyną... Tylko spróbuj. My zajmiemy się resztą :>















