Satan.pl > Scena >[ Zaloguj się ]   [ Rejestracja ]
Scena
Login: Hasło:
Teksty Grafiki Muzyka N   A   J
L   E   P
S   Z   E
Kontakt

Jordan

czerwona szóstka (2005-09-28)

...tylko wielkie hity, które oczywiście lubisz! A teraz na dobry początek dnia zaśpiewa nam swój największy hit „Dziś Prawdziwych Poetów Już Nie Ma”, nasza reprezentantka z festiwalu Eurowizji - Maryolah! Ale zanim to nastąpi, króciutka przerwa na reklamę...
- Chryste! Nie! Proszę...
Radiobudzik był za daleko. Joanna, chcąc nie chcąc, musiała wstać z łóżka chociażby po to, by jednym celnym ciosem trafić w przełącznik trybu alarmu. Chyba mi się wczoraj coś popieprzyło... O jeden most za daleko? Tfu - o jedną pozycję raczej. Udało się. Poczuła się jakby ktoś zdjął jej z głowy koronę.

Cierniową.

- Koniec dezintelektualizacji na dziś - z triumfem w głosie powiedziała w kierunku czerwonej szóstki na wyświetlaczu.

Obraz: miliony ludzi zaczynających radośnie dzień od Radia Bzdet.
Uczucie: chłód.
Cel: łazienka.

Po krótkiej chwili (choć to pojęcie względne, zwłaszcza dla kobiet), stała już w kuchni bezmyślnie wpatrując się w (dwoje ludzi, splecione dłonie, ciepło, pragnienie) parę z czajnika. Kawa gotowa. Zaraz się obudzę. Będzie dobrze.
Dzwonek. Co? Dzwonek do drzwi. Jeszcze raz. Co jest do cholery? Co za debil przyłazi do mnie tak okrutnie rano? Nie, nie ma mnie, jestem już w pracy. Przynajmniej mogłabym być. Cisza. Poszedł? Kto to był? Dzwonek. Nie! Szlag mnie tu z samego rana trafi zaraz, nawet kawy nie dadzą się w spokoju napić, skurwiny jedne. Otoczona pozostałymi znanymi jej przekleństwami, ruszyła do drzwi zupełnie nie zważając, że nadal ma na sobie szlafrok, mokre włosy nienaturalnie zmniejszające jej głowę i jest bez okularów.
- Dzień dobry.
Mężczyzna. Chłopak właściwie. Wiek: przed trzydziestką. Ubiór: ubiór... ubiór... ubiór... całkowicie nijaki. Twarz: jakby znaj...
- Chciałbym z tobą porozmawiać.
Kurwa, kolejny świadek.
- Przykro mi, ale nie interesuje mnie to. Do widzenia.
- Joanno.
Skąd do... zna moje imię?
Powoli, zupełnie pozbawionym akcentu tonem dodał:
- Chcę z tobą porozmawiać.
- Ale co... o czym... o co chodzi?
Krótkie uczucie pewności, jeszcze przed chwilą dodające mi siłę by ostentacyjnie zatrzasnąć drzwi, prysło. Nieznajomy cały czas patrzył w moje oczy, mogłabym przysiąc że nie mrugając nawet. Ale mrugał i to wydawało mi się jakby nie na miejscu. O czym ja wogóle myślę?
- Nadszedł czas na rozmowę. Wpuść mnie. Wszystko ci wyjaśnię, Joanno.

Nie mogę wpuszczać obcych.
Nie chcę.
Nie teraz.
Nieznajomy.

Wszedł do mieszkania i skierował się od razu do pokoju, dokładnie orientując się gdzie tenże się znajduje. Nawet stojącą tuż za drzwiami suszarkę na pranie ominął zupełnie bezwiednie, choć nieliczni (żałosne) goście zawsze się o nią potykali gdy zapominała ją złożyć. Zamknęła drzwi i weszła za nim. W dziennym świetle okazało się że to nie chłopak - ale mężczyzna, chociaż najwyżej trzydziestokilkuletni. Ten fakt dodał jej nieco pewności siebie. Przynajmniej jest w moim wieku ("moim wieku" - jak staro to brzmi).
- Jak się pan nazywa? Może wytłumaczyłby mi pan to poranne najście (nie za mocne słowo?).
- Moje imię nie jest istotne.
- Mój czas może też?
- Właśnie.
- Co?
Joanna nagle uświadomiła sobie, ze ma pustkę w głowie. Sygnał ciągły. Płaska linia na wykresie EEG, jak uczyli na studiach. Na studiach... (Akademik, ech) Czy pustkę można mieć? Czy może nie posiadanie niczego to właśnie pustka? Niczego czyli czego? Cholera.
- Ten świat nie istnieje.
Powiedział to takim tonem, jakim oznajmia się stan pogody albo odczytuje godzinę na zegarku. Joanna poczuła, jak cały pokój rozmywa się w jasność. Tylko on i Ja poza czasem, a wokół bezwymiarowa głębia bieli i ciszy. Odwróciła wzrok na ścianę. Na ścianę! Ona istnieje! Zaraz, co on mówił?
- Co on mówił?
- Powiedział że ten świat nie istnieje.
- Aha. Nie. Kto? Kto mówił?
- Ja.
- Nie.
- Tak.
- Co „tak”?
- Tak, nie istnieje.
- Do kurwy nędzy! Nie rób sobie ze mnie idiotki (już na "ty")! Co to ma znaczyć!?
- Spokojnie.
Tego było za wiele. Jakiś dupek przychodzi rano do mnie, bezczelnie włazi do mojego mieszkania i robi mi wodę z mózgu. I jeszcze mam być spokojna? A takiego!
- Albo mi zaraz wytłumaczysz po co tu przylazłeś albo cię zaraz stąd wyp... proszę.
To wariat. Pieprzony schizol. Pewnie uciekł z zakładu i teraz szuka... O Boże! Niedobrze. Bardzo nie dobrze. A ja go tak po prostu wpuściłam. Głupio. I niedobrze. Spokojnie. Nie unoś się. Tylko opanowanie może ci pomóc, Joanno. Telefon. Policja. A może pogotowie? Myśl. Myśl. Myśl.
- Mamy mało czasu, Joanno.
- Na co? Na... tak, tak. Czasu. Mało czasu. Masz rację.
O co mu chodzi? Jezu, nie... Oddychaj. Powoli. Głęboko oddychaj.
- Oddychaj.
- A co rob...
Cisza. Znów. Ja już nic nie wiem. To jakiś koszmar. Wypuśćcie mnie. Ja nie chcę. Nie. Nie. Nie. Nie.
- Tak.
- Nie!!! (chyba)
Tylko po ostatniej głosce nadającej brzmienie jej desperackiemu wrzaskowi można było wywnioskować, jakim znaczeniem miał być obciążony. Usiadła na kanapie. Podkurczyła dygoczące nogi. Niech się dzieje co chce. Niemal szeptem, cicho powiedziała bardziej do siebie, niż do niego:
- Nie, to się nie dzieje naprawdę. Nie dzieje się.
- Zaczynasz rozumieć. To dobrze.
Popatrzyła na niego szklistym wzrokiem. Wstań. Idź. Telefon. Numer. 112. Niebezpieczny człowiek. Tak. Joanna Kasprzyk. Osiedle Podwzgórze, Jana Pawła II 84 mieszkania 26. Tak, czekam. Więc jednak.
- Mówiłem, że mamy mało czasu.
- Ja... nie... ja... na co? Chwila. Powiedz mi. Chcę to wiedzieć. Tak, właśnie chcę. Proszę.
- Na to by ci powiedzieć. Ten świat nie istnieje. Ta kawa na stole, suszarka na pranie, ściana i Ty. Jedynie ja jestem naprawdę. To dla mnie takie trudne. Wybrałem ciebie, bo możesz to pojąć. Tak długo szukałem odpowiedniej postaci.
- Kogo?
- Osoby. Wierzysz mi?
- Tak (a co miałam wtedy odpowiedzieć?).
- Kiedyś częściej się tu pojawiałem. Bardziej widowiskowo. Ale nawet po mojej śmierci byli tacy, którzy nie wierzyli. Zresztą, wcześniej także. Powiedz mi Joanno... Czym jest wiara w coś co widzisz i odczuwasz? W coś tak namacalnego jak codzienne pożywienie? Czy to jest nadal wiara? Jaką ma wartość?

if (Edit1->Text=="wiara")
Edit2->Text="wierzy się w to czego nie można sprawdzić";
else
Edit2->Text="eee";

- Wiara... eee... wierzy sie w to, czego nie mozna sprawdzić.
- Wierzysz mi?
- Pytałeś już.
- Wierzysz?
- Tak, wierzę (oooczywiście).
- Tak... oczywiste. Dziękuję ci Joanno. Jesteś pierwszą osobą, która wierzy w to, że nie istnieje.
Po chwili dodał:
- Pierwszą zdrową psychicznie osobą.
Nie byłabym tego taka pewna w tej sytuacji. Zaraz... to on ma nierówno pod sufitem, nie ja.
Patrzył na nią. Jego dotąd bezosobowy wzrok nabrał teraz ciepła. Wyrażał szczęście. Ale...
- Ty nie mrugasz! - krzyknęła, zupełnie nie zdając sobie sprawy z absurdu tego stwierdzenia.
- O, przepraszam. Czasem o tym zapominam.
Puścił jej perskie oko, uśmiechając się niejednoznacznie.
- Kim ty jesteś? - powiedziała ostrożnym tonem.
- Kim jestem? Mówiłem ci już.
- Nie mówiłeś.
- Jestem realny.
- Nie - Kim naprawdę jesteś? Opisz się, nie wiem, powiedz coś abym to w końcu pojęła. Ja nic nie...
- Rozumiesz - mógłbym objąć swoim umysłem twój tak, jak człowiek bierze w palce ziarnko piasku. Nie warto nawet próbować, zawsze nabiera się ich miliony. Do jednej dłoni. Pomyśl. Nie byłabyś w stanie nawet mnie z czymkolwiek porównać. Nie wytrzymałabyś tego. Cierpiałabyś. Wiele razy już to widziałem. Nie chcę cię tracić. Tak długo szukałem. Musi wystarczyć ci wiara, Joanno.
Zapytała niepewnym głosem:
- Czy ty jesteś...

Pukanie.
Policja!
Proszę natychmiast otworzyć!

Popatrzyła ponownie na niego. Stał nadal na środku pokoju, dokładnie tak jak wszedł. Żadnych emocji, nerwowości, czegokolwiek normalnego

(?)

w sytuacji, gdy ktoś zaraz odbierze mu wolność. Tak jakby to nic dla niego nie znaczyło. Puste słowa. Dźwięki.

Trzask.
Drzwi.
Człowiek.
Pistolet.

- Policja - Nie ruszać się!!! Czy to ten!? Halo, proszę pani?
- Co? Tak. Nie. To on, ale...
- Pani dzwoniła? Tak? Niebezpieczny człowiek? Na ziemię skurwysynu! Skuj go. Co pani zrobił? I wezwij pogotowie! Już jest? Dobrze.
- Ale... Nie! Zostawcie go! To pomyłka! Puść mnie gnojku! Czy ty...
- Nie, nie jestem. Prawie nie jestem.
- Hej! Do jasnej cholery! Aaaa! Ugryzła mnie! Pieprzona wariatka! Widziałeś to?!
Karetka. Moje ręce. Odepnij to sukinsynu! Igła. Nie! Wy cholerni



Stop!



AutorKomentarz
Pokrakk
Wysłano:
2007-02-07
11:03:44
Apel do odbiorników.
Oceny, krytyka, wyrażanie swego zdania...

Wielu ludzi się tego boi, wynosząc traumatyzujące doswiadczenia z czasów szkolnych, gdy stojąc przed gronem klasowym dokonywało bezmyślnego odczytu danych z komórek pamięci podręcznej, zapełnianej... >>



Główna/FAQ/Filozofia/Czytelnia/Nietzsche/O nas/Varia/Scena/Sztuka/Forum/Katalog/Okultyzm
Ludowy Komisarz Zdrowia ostrzega: wszystkie materiały umieszczone na stronie są własnością autorów.
Kopiowanie i rozpowszechnianie może być przyczyną... Tylko spróbuj. My zajmiemy się resztą :>