Satan.pl > Czytelnia > Nietzsche >[ Zaloguj się ]   [ Rejestracja ]
FelietonyEsejePublikacjeKontekstyKontakt

6| Cztery wielkie błędy

<poprzedni<  początek >następny>

1.

B ł ą d   p o l e g a j ą c y   n a   z a m i a n i e   p r z y c z y n y   i   n a s t ę p s t w a. - Nie ma groźniejszego błędu niż  z a m i e n i ć   n a s t ę p s t w o   i   p r z y c z y n ę: nazywam go zasadniczym zepsuciem rozumu. Błąd ten należy do najdawniejszych i najświeższych przyzwyczajeń ludzkości: wręcz uświęcił się między nami, nosi miano "religii", "moralności". Zawiera go  k a ż d a  teza, którą formułuje religia czy moralność; sprawcami tego zepsucia rozumu są kapłani i prawodawcy moralni. - Weźmy przykład: każdy zna dzieło słynnego Cornara1, w którym autor doradza skąpą dietę jako receptę na długie i szczęśliwe - a także cnotliwe - życie. Niewiele książek miało tylu czytelników, jeszcze dzisiaj w Anglii co roku drukuje się ją w tysiącach egzemplarzy. Nie mam wątpliwości, że rzadko która książka (wyjąwszy Biblię, rzecz jasna) wyrządziła tyle złego,  s k r ó c i ł a  tyle żywotów, jak owo kuriozum, napisane w tak dobrej intencji. Powód: zamiana następstwa i przyczyny. Poczciwy Włoch widział w diecie  p r z y c z y n ę  swej długowieczności: podczas gdy przyczyną jego skąpej diety było spełnianie warunków wstępnych długowieczności, takich jak powolna przemiana materii, jak niewielkie zużycie. Nie mógł swobodnie postanowić, że będzie jadał mało bądź dużo, jego wstrzemięźliwość w jedzeniu nie miała nic wspólnego z "wolną wolą": chorował, gdy jadał obficiej. Kto nie w ciemię bity, ten nie tylko  p o r z ą d n i e  zajada, ale i potrzebuje  p o r z ą d n i e  się najeść. Uczonego  n a s z y c h  dni, który szybko zużywa swą energię nerwową, regime2 Cornara zniszczyłby do szczętu. "Credo experto."3 -

2.

Najogólniejsza formuła, która leży u podstaw wszelkiej religii i moralności, brzmi: "Czyń to i to, zaniechaj tego i tego - a będziesz szczęśliwy! W przeciwnym razie..." Wszelka moralność, wszelka religia  j e s t  tym imperatywem - nazywam go wielkim grzechem pierworodnym rozumu,  n i e ś m i e r t e l n ą   n i e r o z u m n o ś c i ą. W moich ustach formuła ta przeobraża się w swą odwrotność -  p i e r w s z y  przykład mego "przewartościowania wszystkich wartości": człowiek udatny, "szczęśliwiec",  m u s i  dokonywać pewnych postępków, instynktownie obawiając się innych, swym stosunkom z ludźmi i przedmiotami nadaje porządek, który przedstawia własną fizjologią. By ująć to w postaci formuły: jego cnota jest  n a s t ę p s t w e m  jego szczęścia... Długi żywot, liczne potomstwo nie są nagrodą za cnotę, przeciwnie, cnota jest sama owym spowolnieniem przemiany materii, które za następstwo ma, między innymi, długi żywot, liczne potomstwo, krótko mówiąc  k o r n a r y z m. - Kościół i moralność głoszą: "Zdrożność i luksus niszczą pokolenia, narody". Mój rozum, który  p o w r ó c i ł  do pełni władz, głosi: gdy jakiś naród ginie, gdy degeneruje się fizjologicznie,  n a s t ę p s t w e m  będzie zdrożność i luksus (to znaczy potrzeba coraz mocniejszych i coraz częstszych bodźców, jaką zna każda wyczerpana istota). Oto młodzieniec, który blednie i więdnie przedwcześnie. Jego przyjaciele mówią: winna jest temu choroba. Ja mówię: fakt,  ż e  zachorował,  ż e  się nie oparł chorobie, był już następstwem zubożonego życia, dziedzicznego wyczerpania. Czytelnik gazet powiada: takimi błędami stronnictwo to samo się wyniszcza. Moja  w y ż s z a  polityka powiada: stronnictwo, które popełnia takie błędy, jest u kresu - brak mu już instynktownej pewności. Każdy błąd w każdym znaczeniu pozostaje następstwem zwyrodnienia instynktów, rozprzężenia woli: teza ta nieomal definiuje  l i c h o t ę. Wszystko,  c o   d o b r e, jest instynktem - a zatem i czymś lekkim, koniecznym, wolnym. Mozół jest zarzutem, bóg znamiennie różni się od herosa (w moim języku:  l e k k i e  stopy pierwszym atrybutem boskości).

3.

B ł ą d   f i k c y j n e j   p r z y c z y n o w o ś c i. - Ludzie zawsze wierzyli, że wiedzą, co jest przyczyną: lecz skąd czerpaliśmy naszą wiedzę, a ściślej, naszą wiarę, że to wiemy? Z dziedziny sławetnych "faktów wewnętrznych", z których jak dotąd żaden nie okazał się faktyczny. Wierzyliśmy, że w akcie woli sami jesteśmy przyczyną; mniemaliśmy, że przynajmniej tutaj przyczynowość  c h w y t a m y   n a   g o r ą c y m   u c z y n k u. Nie było również wątpliwości, że wszystkich antecedencji danego postępku, jego przyczyn, należy szukać w świadomości i że można je w niej odnaleźć, jeśli tylko dobrze poszukać - jako "motywy": w przeciwnym razie człowiek nie byłby wszak wolny ku owemu postępkowi, nie byłby  z a ń  odpowiedzialny. Koniec końców, któżby mógł zaprzeczyć, że myśl ma swą przyczynę? że "ja" stanowi jej przyczynę?... Z tych trzech "faktów wewnętrznych", które zdawały się gwarancją przyczynowości, pierwszym i najbardziej przekonywającym jest fakt  w o l i   j a k o   p r z y c z y n y; pojęcie świadomości ("ducha") jako przyczyny, a także pojęcie "ja" ("podmiotu") jako przyczyny zrodziły się znacznie później, gdy dzięki woli przyczynowość była już czymś pewnym jako  e m p i r i a, jako dana... Tymczasem lepiej się nad tymi sprawami zastanowiliśmy. Dziś nie dajemy już wiary ani jednemu z tych słów. "Świat wewnętrzny" jest pełen mamideł i błędnych ogników: należy do nich także wola. Wola nie porusza już niczego, zatem i nie wyjaśnia już niczego - jedynie towarzyszy procesom, równie dobrze może jej brakować. Tak zwany motyw: kolejny błąd. Jest on jedynie powierzchownym zjawiskiem świadomości, uboczną charakterystyką czynu, która bardziej zakrywa, niż ukazuje, jego antecedencję4. A cóż dopiero "ja"! Stało się ono bajką, fikcją, grą słów: przestało w ogóle myśleć, odczuwać i chcieć!... Co z tego wynika? Nie ma przyczyn duchowych! Diabli wzięli rzekomą empirię! Oto co z tego wynika! - Zgrabnie nadużywaliśmy owej "empirii", na jej gruncie  s t w o r z y l i ś m y  świat jako świat przyczyn, jako świat woli, jako świat duchów. Pracowała nad tym najdawniejsza i najbardziej długowieczna psychologia, która wręcz nic innego nie robiła: wszelkie zdarzenie było dla niej czynem, wszelki czyn następstwem woli, świat stał się dla niej wielością czyniących, czyniący ("podmiot") podsunął się pod wszelkie zdarzenie. Trzy "fakty wewnętrzne", w które najmocniej wierzył, wolę, ducha i "ja", człowiek wyprojektował poza siebie - pojęcie bycia wywiódł dopiero z pojęcia "ja", a "rzeczy" jako będące ustanowił na swój obraz, na swe pojęcie "ja" jako przyczyny. Cóż dziwnego, że później odnajdywał w rzeczach zawsze tylko to, co  w   n i e   w e t k n ą ł?5 - By jeszcze raz powtórzyć: sama rzecz, pojęcie "rzecz" jedynie refleksem wiary w "ja" jako przyczynę... Nawet wasz atom, moi panowie mechanicyści i fizycy, ileż błędu, ileż rudymentarnej psychologii zalega jeszcze w waszym atomie! - Że nie wspomnę o "rzeczy samej w sobie", tym horrendum  pudendum6 metafizyków! Błędne wyobrażenie, że duch jest przyczyną, wzięte za rzeczywistość! I uczynione miarą rzeczywistości! I nazwane  B o g i e m! -

4.

B ł ą d   w y i m a g i n o w a n y c h   p r z y c z y n. - Zacznijmy od snu: pod określone doznanie, jako następstwo na przykład wystrzału z armaty, potem zostaje podsunięta przyczyna (co nierzadko przybiera postać całej opowieści, w której osoba śniącego jest głównym bohaterem). Doznanie trwa nadal, niczym rezonans: czeka niejako, aż instynkt przyczynowości pozwoli się mu wysunąć na pierwszy plan - już nie jako czemuś przypadkowemu, lecz jako czemuś "sensownemu". Wystrzał armatni występuje w  p r z y c z y n o w e j  perspektywie, w pozornym odwróceniu czasu. Późniejszy element, uzasadnienie, jest przeżywany najpierw, nierzadko z tysiącem szczegółów, które przemykają niczym błyskawica, następuje wystrzał... Co się wydarzyło? Wyobrażenia, które  w y g e n e r o w a ł o  pewne usposobienie, zostały mylnie zinterpretowane jako jego przyczyna. - Podobnie czynimy na jawie. Większość naszych uczuć ogólnych - wszelkiego rodzaju zahamowanie, ciśnienie, napięcie, eksplozja w pracy narządów, zwłaszcza stan nervus sympathicus7 - pobudza nasz instynkt przyczynowości: chcemy mieć  p o w ó d, dla którego jesteśmy  t a k   a   t a k  usposobieni - dla którego jesteśmy dobrze albo źle usposobieni. Nigdy nie wystarcza nam samo stwierdzenie faktu, że jesteśmy tak a tak usposobieni: sam fakt dopuszczamy -  u ś w i a d a m i a m y  sobie - dopiero wtedy, gdy przydaliśmy mu jakieś uzasadnienie. - Pamięć, aktywizująca się w takim wypadku, bez naszej wiedzy, przywołuje wcześniejsze stany podobnego rodzaju oraz sprzęgniętą z nimi interpretację przyczynową - a nie ich  p r z y c z y n ę. Zarazem przynosi też wiarę, że wyobrażenia, że towarzyszące procesy świadomościowe były przyczyną. W ten sposób rodzi się  p r z y z w y c z a j e n i e  do określonej interpretacji przyczynowej, która w rzeczywistości utrudnia, a nawet wyklucza  b a d a n i e  przyczyn.

5.

W y j a ś n i e n i e   p s y c h o l o g i c z n e   t e j   t e n d e n c j i. - Redukcja czegoś nieznanego do czegoś znanego przynosi ulgę, ukojenie, satysfakcję, poza tym daje poczucie mocy. Z nieznanym łączy się zagrożenie, niepokój, troska - najpierwszy instynkt dąży do  u s u n i ę c i a  tych męczących stanów. Pierwsza zasada: jakiekolwiek wyjaśnienie jest lepsze od żadnego. W istocie rzeczy człowiek chce się jedynie pozbyć uciążliwych myśli, dlatego nie przebiera w środkach: pierwsze lepsze wyobrażenie, które pozwala wyjaśnić coś nieznanego, ma tak dobroczynne skutki, że jest "uważane za prawdę". Dowód z  p r z y j e m n o ś c i  (z "siły") jako kryterium prawdy. - Instynkt przyczynowości jest zatem warunkowany i pobudzany przez strach. Odpowiedź na pytanie "dlaczego?" powinna, jeśli to możliwe, podawać nie tyle przyczynę dla niej samej, ile raczej pewien  r o d z a j   p r z y c z y n y - przyczynę, która przynosi ukojenie, wyzwolenie, ulgę. W następstwie tej potrzeby za przyczynę uznaje się coś już znanego, kiedyś już przeżywanego, zapisanego w pamięci. Coś nowego, obcego, coś, co jeszcze nie stanowiło treść przeżyć, jest wykluczone jako przyczyna. - Zatem poszukujemy nie tyle pewnego rodzaju wyjaśnień przyczynowych, ile  w y s z u k a n e g o   i   p r e f e r o w a n e g o  rodzaju wyjaśnień, takich, które najszybciej i najczęściej usuwają nasze poczucie, że coś jest obce, nowe, jeszcze nie przeżywane -  n a j b a r d z i e j   z w y c z a j n y c h  wyjaśnień. - Następstwo: pewien rodzaj zakładanych przyczyn coraz bardziej przeważa, tężeje w system, by w końcu wystąpić jako dominujący, to znaczy wykluczający inne przyczyny i wyjaśnienia. - Bankier zaraz myśli o "interesach", chrześcijanin o "grzechu", dziewczę o miłości.

6.

C a ł a   d z i e d z i n a   m o r a l n o ś c i   i   r e l i g i i   p o d p a d a   p o d   p o j ę c i e   w y i m a g i n o w a n y c h   p r z y c z y n. - "Wyjaśnienie"  n i e p r z y j e m n y c h  uczuć ogólnych. Są one uwarunkowane przez wrogie nam istoty (przez złe duchy: najsławetniejszy przykład - traktowanie histeryczek jako czarownic). Są uwarunkowane przez postępki, których nie można akceptować (poczucie "grzechu", "grzeszności", podsunięte pod fizjologiczną niedyspozycję - zawsze znajdą się powody, by człowiek był ze siebie niezadowolony). Są uwarunkowane jako kara, jako zapłata za coś, czego nie powinniśmy czynić, czym nie powinniśmy  b y ć  (bezwstydnie uogólnione przez Schopenhauera jako teza, w której moralność ukazuje się jako coś, czym rzeczywiście jest, jako zatruwająca i oczerniająca życie: "każdy wielki ból, fizyczny czy duchowy, wyraża to, na co zasługujemy; albowiem nie mógłby nas nawiedzić, gdybyśmy nań nie zasługiwali", Świat jako wola i przedstawienie, t. II, s. 666). Są uwarunkowane jako następstwo nierozważnych postępków, które źle się kończą (- afekty, zmysły uznane za przyczynę, za "winne": niedole fizjologiczne interpretowane za pomocą  i n n y c h  niedoli jako coś, na co się "zasłużyło"). - "Wyjaśnienie" przyjemnych uczuć ogólnych: Są one uwarunkowane przez zaufanie do Boga. Są uwarunkowane przez świadomość dobrych postępków (tak zwane czyste sumienie, stan fizjologiczny, który czasami do złudzenia przypomina dobre trawienie). Są uwarunkowane przez szczęśliwy finał przedsięwzięć (- naiwnie błędny wniosek: szczęśliwy finał przedsięwzięcia bynajmniej nie wywołuje u hipochondryka czy u Pascala8 przyjemnych uczuć ogólnych). Są uwarunkowane przez wiarę, miłość, nadzieję - przez cnoty chrześcijańskie. - W rzeczywistości wszystkie te rzekome wyjaśnienia pozostają stanem  n a s t ę p c z y m  i niejako przekładem uczuć przyjemności czy nieprzyjemności na błędny dialekt: człowiek jest w stanie mieć nadzieję,  p o n i e w a ż  podstawowe uczucie fizjologiczne znów jest w nim potężne i bogate; człowiek ufa Bogu,  p o n i e w a ż  poczucie pełni i potęgi rodzi w nim spokój. - Moralność i religia całkowicie podpadają pod  p s y c h o l o g i ę   b ł ę d u: w każdym wypadku znajdujemy zamianę przyczyny i skutku; albo zamianę prawdy i skutku powodowanego przez coś, w co się  w i e r z y, że jest prawdą; albo zamianę stanu świadomości i jego przyczyny.

7.

B ł ą d   w o l n e j   w o l i. - W dzisiejszych czasach nie mamy już litości dla pojęcia "wolna wola": aż nazbyt dobrze wiemy, czym ono jest - najbardziej osławioną sztuczką, za pomocą której teologowie czynią ludzkość "odpowiedzialną" w ich rozumieniu, to znaczy  u z a l e ż n i a j ą   j ą   o d   s a m y c h   s i e b i e... Podam tu jedynie psychologię wszelkiego obarczania odpowiedzialnością. - Wszędzie, gdzie szuka się odpowiedzialności, szukującym zwykł być instynkt  k a r a n i a   i   s ą d z e n i a. Pozbawiamy stawanie się jego niewinności, gdy za źródło faktu, że ktoś jest taki a taki, uznajemy wolę, zamiar, akt odpowiedzialności: celem, który przyświecał powstaniu teorii woli, było karanie, to znaczy  o b w i n i a n i e. Cała dawniejsza psychologia, psychologia woli, w tym ma swą przesłankę, że jej twórcy, mianowicie kapłani, stojący na czele dawnych społeczności, chcieli uzyskać prawo wymierzania kary - czy też chcieli je uzyskać dla Boga... Uznali ludzi za "wolnych", by móc ich sądzić, karać - by móc ich czynić  w i n n y m i: każdy postępek  m u s i e l i  tedy uznać za chciany, a jego powód za mieszczący się w świadomości (- przez co zasadą samej psychologii uczynili  n a j b a r d z i e j   z a s a d n i c z e  fałszerstwo in psychologicis9...). W dzisiejszych czasach, gdy zmierzamy w   o d w r o t n y m  kierunku, gdy zwłaszcza my, immoraliści, ze wszystkich sił staramy się na powrót wyeliminować ze świata pojęcie winy i kary, a także oczyścić zeń psychologię, historię, naturę, instytucje i sankcje społeczne, nie ma w naszych oczach bardziej radykalnego przeciwnika niż teologowie, którzy pojęciem "etycznego porządku świata" nadal kalają niewinność stawania się zarazą "kary" i "winy". Chrześcijaństwo jest metafizyką kata...

8.

Jak może brzmieć  n a s z a  nauka? - Tylko tak, że nikt nie  d a j e  człowiekowi jego właściwości, ani Bóg, ani społeczeństwo, ani rodzice i przodkowie, ani  o n   s a m   s o b i e  (- nonsensownej idei, którą tu wreszcie odrzuciliśmy, nauczał, jako idei "inteligibilnej wolności"10, Kant, a być może już i Platon). N i k t  nie jest za to odpowiedzialny, że w ogóle istnieje, że jest taki czy inny, że żyje w takich, a nie innych okolicznościach, w takim, a nie innym środowisku. Fatalności jego istoty nie sposób wyłączyć z fatalności wszystkiego, co było i co będzie. Człowiek  n i e  jest następstwem jakiegoś własnego zamiaru, jakiejś woli, jakiegoś celu,  n i e  jest próbą osiągnięcia "ideału człowieka" czy "ideału szczęścia", czy "ideału moralności" - byłoby absurdem, gdyby chciał  p r z e t o c z y ć  swą istotę ku jakiemuś celowi. To my wynaleźliśmy pojęcie "cel": w samej rzeczywistości  b r a k  celu... Jesteśmy konieczni, jesteśmy cząstką fatum, należymy do całości,  i s t n i e j e m y  pośród całości - nie ma niczego, co mogłoby sądzić, mierzyć, porównywać, potępiać nasze istnienie; kto by tak bowiem czynił, ten sądziłby, mierzył, porównywał, potępiał całość... P o z a   c a ł o ś c i ą   n i e   m a   n i c z e g o! - Że nikogo nie obarczamy już odpowiedzialnością, że sposobu bycia nie wolno wywodzić z causa prima11, że świat ani jako świadomość, ani jako "duch" nie jest jednością:  d o p i e r o   t o   o z n a c z a   w i e l k i e   w y z w o l e n i e - dopiero to przywraca  n i e w i n n o ś ć  stawania się... Pojęcie "Bóg" było dotychczas największym  z a r z u t e m  przeciwko istnieniu... Przeczymy Bogu, przeczymy odpowiedzialności w Bogu: dopiero tym wybawiamy świat. -





1. Luigi Cornaro -- 1475 - 1566. Wenecki humanista, architekt i autor Discorso sulla vita sobria (1558).

2. Regime  (fr.) - Tryb życia, reżim.

3. Credo experto  (łac.) - Uwierz znawcy.

4. Antecedencja - okoliczności.

5. Immanuel Kant, Krytyka czystego rozumu. Tom 1. Przedmowa do drugiego wydania. B XII: "Temu, kto pierwszy dowodnie okazał [ właściwości ] trójkąta równoramiennego (mniejsza o to, czy nazywał się Tales, czy inaczej), zabłysło jakby światło: pojął bowiem, że nie powinien dochodzić tego, co widzi w figurze, lub też dociekać samego jej pojęcia i stąd jakby uczyć się jej własności, lecz że musi wytworzyć figurę z tego, co sam, stosując się do pojęcia, myślą w nią włożył a priori i przedstawił (przy pomocy konstrukcji), i że - aby z całą pewnością coś a priori wiedzieć - nie może żadnej rzeczy przypisywać nic, jak tylko to, co z koniecznością wynikło z tego, co sam w nią zgodnie ze swym pojęciem włożył".

6. Horrendum pudendum  (łac.) - Zawstydzająca okropność.

7. Nervus sympathicus  (łac.) - Nerw sympatyczny.

8. Blaise Pascal -- 19 VI 1623 Clermont-Ferrand - 19 VIII 1662 Paryż. Francuski matematyk, fizyk, filozof i pisarz, obrońca jansenizmu, swoją krytykę moralności jezuickiej zawarł w Prowincjałkach (1656–57). Przyjmując kartezjanizm, wystąpił jednak z krytyką jego racjonalizmu, w stosunku do nauki i poznawczych zdolności ludzkiego rozumu przyjmował sceptycyzm, w porządku moralnym i religijnym głosił wyższość tzw. serca, czyli poznania uczuciowego i intuicyjnego (fideizm). Sformułował słynny "zakład Pascala", według którego należy żyć tak, jakby Bóg istniał, choćby nie miało się co do tego pewności. Podkreślał nieskończenie małą wartość dóbr materialnych, rozważał wewnętrzne przeciwieństwo ducha i ciała w człowieku. Efektem wzmożonego zainteresowania Pascala religią są Myśli (1670), stanowiące zbiór notatek do zamierzonej apologii chrześcijaństwa. Pascal sformułował zasadę indukcji matematycznej oraz część podstaw rachunku prawdopodobieństwa, 1642 skonstruował jedną z pierwszych maszyn matematycznych, odkrył ogólne kryterium podzielności dowolnej liczby całkowitej przez dowolną inną liczbę całkowitą oraz sposób obliczania współczynników w rozwinięciu dwumianu (a + b) n (Pascala trójkąt). Prekursor rachunku różniczkowego, badacz zjawisk ciśnienia atmosferycznego i zjawisk z zakresu hydrostatyki (Pascala prawo).

9. In psychologicis  (łac.) - W dziedzinie psychologii.

10. Wolność inteligibilna - wolność w swej czystej formie, idea wolności jako takiej.

11. Causa prima  (łac.) - Pierwsza przyczyna.




<poprzedni<  początek >następny>




Główna/FAQ/Filozofia/Czytelnia/Nietzsche/O nas/Varia/Scena/Sztuka/Forum/Katalog/Okultyzm
Ludowy Komisarz Zdrowia ostrzega: wszystkie materiały umieszczone na stronie są własnością autorów.
Kopiowanie i rozpowszechnianie może być przyczyną... Tylko spróbuj. My zajmiemy się resztą :>