| Satan.pl > Sztuka > Liryka > | [ Zaloguj się ] [ Rejestracja ] |
Ręce Joanny Marii
Silna dłoń Joanny Marii,Brązem lata piętnowana,
Blada jest jak dłoń umarłej.
- Czy ma taką dłoń Juana?
Czyli te ręce zbierały
Piany z rozkoszy kałuży?
Czy w księżycach się nurzały,
W jeziorach wolnych od burzy?
Na kolanach wdzięcznych piły
Nieba dzikiego odmęty?
Czy też cygara kręciły?
Czy sprzedawały diamenty?
Czy uścisk ich kwiaty nęka
U nóg płomiennej Madonny?
A czarna krew belladonny
We wnętrzu ich śni i pęka?
Ręce – łowczynie owadów,
Co żyłki jutrzniane drżące
Prężą do kwiatu nektarów?
Czy ręce truciznę lejące?
O jakiż to sen w nich drzemie?
W przeciąganiu się ich szponów
Całych Azji jest marzenie –
Khengawarów i Syjonów!
Pomarańcz nie sprzedawały!
Nie ciemniały na uboczu,
U stóp boskich, i nie prały
Pieluszek dzieci bez oczu.
To nie są ręce kucharki
Lub dziewczyny gruboczołej,
Którą praży w smrodzie fabryk
Słońce pijane od smoły.
To są zginaczki karków!
Obce im bóle najmniejsze,
Fatalniejsze od maszyny
I niż cały koń silniejsze!
Ich dreszcz, pełen niespodzianki,
Impet daje im szalony;
Gra ich ciało Marsylianki,
A nie Kirie Elejsony!
Przydusiłyby wam szyje,
Złe kobiety, wam, hrabiny!
Miażdżąc ręce wasze podłe,
Strojne w pudry i karminy.
Rąk tych, miłością owitych,
Siła baranom łby strąca,
W ich przegubach smakowitych
Rubin kładą wielkie słońca.
Wysuszonej piersi barwą
Brązowi je trud ulicy
I całują wierzch ich hardy
Wszyscy dumni buntownicy,
Jakże one cudnie zbladły,
Gdy świt był miłością ciążący,
Na brąz mitraliez się kładły
Poprzez Paryż powstający.
Czasem, o wy uświęcone!
Przy was nasza warga chciwa
I usta niewytrzeźwione,
I krzyczą łańcuchów ogniwa.
I w tym się czai ta śmiałość
Skoku, który w sobie czując,
Chcemy, palce nasze kłując,
Wrócić wam anielską białość.
Powrót
Ludowy Komisarz Zdrowia ostrzega: wszystkie materiały umieszczone na stronie są własnością autorów.
Kopiowanie i rozpowszechnianie może być przyczyną... Tylko spróbuj. My zajmiemy się resztą :>















