| Satan.pl > Sztuka > Liryka > | [ Zaloguj się ] [ Rejestracja ] |
Głos
Kolebka moja stała gdzieś u drzwi biblioteki: Babelu, gdzie baśń, romans - śród mądrych ksiąg ogromu Mieszały się, a z nimi w pyle Rzymiany, Greki; Ja sam nie byłem wyższy od porządnego tomu. I słyszałem dwa głosy. Stanowczy a układny Szeptał jeden: "Ta ziemia - to wyrób cukierniczy; Mogę(wówczas w rozkoszy nie spotkasz tamy żadnej) Dać ci apetyt równy powabom tych słodyczy." A Drugi: "O, pójdź ze mną błądzić po marzeń drogach, Za krańce możebności, w dal poza światy znane!" Głos ten śpiewał jak wicher szumiący po rozłogach, Jak widmo nieokreślone, nie wiedzieć skąd przywiane, Co słodko pieści ucho, a jednak trwoży sobą. "Jam gotów, głosie luby!" - rzekłem i od tej pory Czuję to, co - niestety! - można zwać mą chorobą, Fatalnością mych losów. Odtąd poza pozory Ogromu wszechstworzenia, w czarnej otchłani głębi, Ja, ofiara dręczona przez jasnowidztwa harpie, Odróżniam tysiąc dziwnych światów, co się w mgle kłębi, I wlokę z sobą żmiję, która mi stopy szarpie, I podobny prorokom, jak ongi ci tułacze, Ukochałem tak czule głąb morską i pustynię; Śmieje się śród żałoby, przy ucztach świetnych płaczę I znajduję smak zdrowy w najbardziej gorzkim winie; Często spełnione fakta uważam za złudzenia Lub okiem tonę w niebie, gdy spod stóp się wali. Lecz głos szepce z pociechą: "Zachowaj twe marzenia; Piękność snów szaleńczych mędrcy nie zaznali!" |
Powrót
Ludowy Komisarz Zdrowia ostrzega: wszystkie materiały umieszczone na stronie są własnością autorów.
Kopiowanie i rozpowszechnianie może być przyczyną... Tylko spróbuj. My zajmiemy się resztą :>















