| Satan.pl > Sztuka > Liryka > | [ Zaloguj się ] [ Rejestracja ] |
Wiersze z cyklu "Iluminacje"
OPOWIEŚĆ
Książę irytował się swoimi wiecznymi zabiegami o doskonałość samych tylko pospolitych dobrodziejstw. Przewidywał zdumiewające rewolucje miłości i podejrzewał swoje kobiety, że stać je na więcej niż łaskawość w ozdobnych blaskach nieba i zbytku. Chciał poznać prawdę, godzinę najgłębszych pragnień i zadośćuczynień. Chciał tego, choćby miało się to okazać odstępstwem od pobożności. Miał przynajmniej dość znaczną władzę doczesną.
Wszystkie znane mu kobiety zostały zamordowane: jakie spustoszenie w ogrodzie Piękna! Pod ostrzem szabli błogosławiły go. Nie żądał innych. – Kobiety pojawiły się znowu.
Zabił tych wszystkich, którzy towarzyszyli mu w łowach albo libacjach. – Towarzyszyli mu wszyscy.
Zabawiał się rzezią rzadkich zwierząt. Kazał podpalać pałace. Rzucał się na ludzi i ciął ich na sztuki. – Tłum, złocone dachy i piękne zwierzęta ciągle istniały.
Czy można upoić się zagładą, odzyskać młodość dzięki okrucieństwu? Lud nie szemrał. Nikt nie kwestionował jego poglądów.
Pewnego wieczora dumnie galopował na koniu. Zjawił się Duch o niewypowiedzianej, niewyrażalnej wręcz piękności. Z jego oblicza i postawy wyzierała obietnica wielokształtnej i złożonej miłości! Niewymownego i nieznośnego nawet szczęścia! Książę i Duch unicestwili zapewne substancję własnego zdrowia. Jakżeby nie mieli przez to umrzeć! Razem więc umarli.
Ale Książę skonał w swoim pałacu dożywszy zwyczajnych lat. Książę był Duchem. Duch był Księciem.
Brak naszemu pragnieniu kunsztownej muzyki.
CZUWANIA
I
To wytchnienie w świetle, i ani gorączka, ani miłosne omdlenie, na łóżku albo na łące.
To przyjaciel. Po prostu przyjaciel, ani słaby, ani szalony.
To ukochana, ani dręczona, ani dręcząca. Ukochana.
Powietrze i świat, za którymi się nie goni. Życie.
- Czy tak było naprawdę?
- I sen drętwieje nagle.
II
Światło powraca na środkowe sklepienie budowli. Z dwóch krańców sali, wśród byle jakich ornamentów, biegną ku sobie harmoniczne elewacje. Ściana przed czuwającym jest psychologicznym porządkiem następujących po sobie przekrojów, fryzów, powietrznych gzymsów i geologicznych zapaści. – Mocny i spieszny sen grup sentymentalnych z istotami wszystkich rodzajów wśród wszystkich przywidzeń.
III
Dywany i lampy czuwania szumią jak fale, nocą, wzdłuż kadłuba okrętu i międzypokładzia.
Morze czuwania jak piersi Amelii.
Draperie na pół podniesione, zagajniki koronek o barwie szmaragdu, na które spadają turkawki czuwania.
........................................................................................................
........................................................................................................
........................................................................................................
......
Płyta czarnego kominka, rzeczywiste słońca piaszczystych wybrzeży: ach, studnie magii; tym razem tylko widok jutrzenki.
KWIATY
Ze złotego stopnia – wśród jedwabnych sznurów, szarej gazy, zielonych aksamitów i kryształowych tarcz, które czernieją w słońcu jak brąz – widzę naparstnicę otwierającą się na dywanie ze srebrnych filigranów, oczu i włosów.
Różę wodną otaczają monety z żółtego złota posiane na gładzi agatu, mahoniowe filary podtrzymujące kopułę ze szmaragdów, bukiety z białego atłasu, kunsztowne różdżki z rubinów.
Jak bóg o śnieżnych kształtach i błękitnych i bezkresnych oczach, niebo i morze przywabiają na marmurowe tarasy tłum młodych i silnych róż.
OBRAZ MORSKI
Wozy ze srebra i miedzi –
Dzioby ze stali i srebra –
Młócą pianę, -
Podnoszę korzenie jeżyn.
Prądy wrzosowisk
I wielkie koleiny odpływu
Ciągną koliście na wschód,
Do filarów lasu, -
Do pni nabrzeża,
W którego krawędź biją wiry światła.
BARBARZYŃCA
Długo po dniach, sezonach, istnieniach i krajach,
Bandera z krwawego mięsa na jedwabiu mórz i kwiatów arktycznych! (one nie istnieją).
Przyszedłszy do siebie po dawnych fanfarach heroizmu – które nawiedzają nam jeszcze głowę i serce – z dala od starych zabójców –
Ach, bandera z krwawego mięsa na jedwabiu mórz i kwiatów arktycznych! (one nie istnieją).
Rozkosze!
Żary spadające w podmuch szronów – Rozkosze! – ognie na zwichrzonym deszczu diamentów miotanym przez ziemskie serce, wiecznie dla nas zwęglone. – O świecie! –
(Z dala od dawnych osamotnień i dawnych ogni, które słyszy się i czuje,)
Żary i piany. Muzyka, obrót otchłani, zderzenia brył lodu z gwiazdami.
O rozkosze, o świecie, o muzyko! A tam, pławiące się formy, poty, włosy i oczy. I białe, wrzące łzy – o rozkosze! – i kobiecy głos dobiegający do dna wulkanów i jaskiń arktycznych.
Bandera...
MŁODOŚĆ
I
Niedziela
Rachunki odłożone na bok – i nieuniknione zstąpienie nieba, odwiedziny wspomnień i seans rytmów wypełniają mieszkanie, głowę i świat ducha.
- Koń tknięty wąglikiem rwie przez podmiejski tor wyścigowy, wzdłuż upraw i zagajników. Nieszczęsna kobieta, osoba dramatu, wzdycha gdzieś do nieprawdopodobnych rezygnacji. Desperados tęsknią do burzy, pijaństwa i ran. Małe dzieci idą brzegami rzek ze stłumionym przekleństwem w sercu.
Podejmijmy naukę w hałasie tego niszczycielskiego dzieła, które skupia się i zbiera w masach.
II
Sonet
Czy dla człowieka zwyczajnej kompleksji ciało nie było owocem wiszącym w sadzie, - o dni dzieciństwa! ciało, skarb na roztrwonienie; - ach, kochać, groźbę czy siłę Psyche? Wzgórza ziemi obfitowały w książąt i artystów, a rodowód i rasa popychały was ku zbrodniom i żałobnym konduktom: świat, wasza dola, wasze niebezpieczeństwo. Ale teraz, gdy dopełnił się ten znój, ty, twoje rachuby, ty, twoje zniecierpliwienia – wszystko to już tylko wasz taniec i wasz głos, ani stałe, ani wytężone, choć za podwójną przyczyną wynalazczości i powodzenia przez jeden sezon – wśród braterskiej i powściągliwej ludzkości we wszechświecie bez obrazów; - prawo i siła odzwierciedlają ten taniec i głos, teraz dopiero cenione.
III
Dwadzieścia lat
Wygnane głosy pouczeń... Naturalna swoboda poczerstwiała gorzko... – Adagio. Ach, nieskończony egoizm wieku dorastania, optymizm żarliwy: jak pełen kwiatów był świat tego lata! Umierające tony i formy... Chór na uspokojenie bezsiły i nieobecności! Chór szkła, melodii nocy... Doprawdy, nerwy zapolują wkrótce...
IV
Jesteś jeszcze przy kuszeniach Antoniego. Swawole osłabłej gorliwości, grymasy chłopięcej pychy, przygnębienie i lęk.
Ale przyłożysz się do tej pracy: ożyją wokół ciebie wszystkie możliwości harmonii i architektury. Doskonałe i nieprzeczuwane istoty poddadzą się twoim doświadczeniom. W zamyśleniu nadciągnie w twoją stronę ciekawość dawnych tłumów i gnuśnego zbytku. Twoja pamięć i zmysły będą żywić twój popęd twórczy. Co do świata: jaki będzie, kiedy się objawisz? W każdym razie skończą się dzisiejsze pozory.
BOTTOM
Rzeczywistość była zbyt ciężka dla mej bogatej natury – i znalazłem się na koniec u swojej Pani jako wielki szaroniebieski ptak wbijający się ku gzymsom u sufitu i powłóczący skrzydłem w cieniach wieczoru.
U łoża z baldachimem, unoszącego jej ukochane klejnoty i arcydzieła jej ciała, byłem wielkim niedźwiedziem o fioletowych dziąsłach i sierści osiwiałej ze zgryzoty, z oczami utkwionymi w kryształach i srebrach konsoli.
Wszystko stało się ciemnością i rozjarzonym akwarium. Nad ranem – w wojowniczy brzask czerwca – pobiegłem na pola, osioł, tak długo rycząc i wywijając swoją krzywdą, aż nadchodzące Sabinki przedmieścia dopadły mojej piersi.
Powrót
Ludowy Komisarz Zdrowia ostrzega: wszystkie materiały umieszczone na stronie są własnością autorów.
Kopiowanie i rozpowszechnianie może być przyczyną... Tylko spróbuj. My zajmiemy się resztą :>















